Cywilizacja

Świat w stylu vintage. Czyli rewia mody z second handu

Mamy kryzys estetyki. Nikt już nie wie, czy coś jest dobre, czy nie, modne, czy już nie, a może jeszcze nie? Transpłciowy Lachlan Watson, idol trzynastolatek, umieścił filmik ze swoimi przebierankami a la Gucci. Tylko „a la”, bo jednak na prawdziwe go nie stać. I ogłosił na TikToku challenge: ubrać się w stylu Gucci, ale z second handu lub swojej szafy. A więc koktajl: golf, na to bluzka w kwiatki, na to sweter z koronki, do tego spodnie z winylu, na to minispódniczka w kratę. I od razu 10 milionów odsłon.

Moda wstydzi się swojej rozrzutności, obiecuje zmianę. Biznes chce pilnie odreagować „zły gust, późny kapitalizm i zalew podłych ubrań”. Sposób? Nośmy stare, nie nowe. Ruch vintage miał już kilka wcieleń, ale teraz złapał nowy wiatr w żagle.

Słowo vintage tłucze się po modzie od ponad dwóch dekad. To jedyny trend, który przetrwał tak długo i nic nie zapowiada, żeby miał się skończyć. W swoim pierwszym życiu słowo vintage oznaczało stare, dobre roczniki win, jednak moda zawładnęła nim całkowicie. Ładne słowo, dobrze się kojarzy – ma przymglony urok przeszłości, co dzisiaj, w czasach globalnego kryzysu, ma szczególną wartość. Dziś wypada oszczędzać, stare ma być lepsze niż nowe.

Moda dzisiaj wyrzeka się siebie samej. Biznes o globalnej wartości kilkuset miliardów, dający pracę milionom, który jeszcze niedawno co sezon do czerwoności rozgrzewał namiętności i portfele klientów, teraz bije się w piesi. Wstydzi się swojej rozrzutności, obiecuje zmianę. „Kup ubranie na lata, nie na lato” – kusi reklama dużej sieciówki.

Kobiety wyzwoliły się z jedwabiu, małolaty – z garniturów. Co kryzysy dają modzie?

Gdy w 1935 roku „Vogue” prezentuje zdjęcia dwóch mieszkanek Manhattanu ubranych jak kowbojki, denim zaczyna się wspinać na modowy szczyt.

zobacz więcej
To, co do niedawna było fast, teraz obiecuje być slow (cokolwiek to znaczy). Wszystko wokół będzie ekologiczne, świadome, odpowiedzialne, dbające o środowisko. Ślad węglowy, wegańskie materiały. Trendy precz! Tygodnik „Wysokie Obcasy” we wstępniaku stwierdza kategorycznie, że trendy już nie istnieją, ale na kolejnych stronach analizuje poszczególne tendencje. Na Instagramie panienki przerzucają się ekonastawieniem, oszczędnością i troską o planetę. Ale pozują w nowej sukience.

Markowe rzeczy z Anglii… z Primarku

W Polsce vintage stał się osobliwą odmianą gatunku. Nic dziwnego, bo osobliwości są specjalnością historii naszego regionu. Historii mody jeszcze bardziej. W czasach, kiedy Zachód kwitł, u nas panowała socjalistyczna bida, wieczne braki – starzy to przeżyli, niektórzy nawet się przyzwyczaili, młodzi być może o tym słyszeli. W PRL-u zdobycie modnej rzeczy było sztuką. Kiedy runęła żelazna kurtyna, ludzie byli spragnieni mody. Nie mając o niej wielkiego pojęcia, przyjmowali wszelkie pomysły. I tak fenomen second handu, gdzie indziej rzecz marginesowa, u nas wystąpił w skali niespotykanej nawet u naszych sąsiadów, będących w końcu w sytuacji gospodarczej podobnej do naszej.

Na początku lat 90. XX wieku Polskę ogarnął szał przedsiębiorczości, sklepy z używaną odzieżą zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. Były nowością na ubogim rynku, odpowiedzią na potrzeby, szansą dla zubożałego społeczeństwa, które jeszcze nie zaczęło się dorabiać. Ubierały emerytów i dziewczyny, które szukały modnych rzeczy za małe pieniądze. Ale niech rzuci kamieniem, kto tam nie wstąpił. Instynkt łowczy jest w każdym z nas.

Język ludowy od razu wygenerował dla nich nazwy: lumpeks, szmateks, grzebalnia. Mit second handów szybko schwytały i rozpowszechniły kobiece magazyny. Miały być one kopalnią bezcennych, markowych ubrań za parę złotych.

Modne dziewczyny chwaliły się designerskim ciuchem kupionym w miasteczku pod Rzeszowem. Sklepy reklamowały się, czym tylko można było trafić do wyobraźni mało bywałego w świecie Polaka, dla którego już samo słowo „zagranica” wywoływało emocje. „Markowe rzeczy z Anglii”, „Świeża dostawa ze Szwajcarii”, „Odzież skandynawska”…. Jeden z takich sklepów na swojej wyliczance dostępnych „eleganckich” marek zachwalał nawet Primark, sieć słynącą z najtańszej masówki.
Rzeczywistość była bardziej prozaiczna. Donaszaliśmy ubrania po Niemcach i Holendrach. Różnej, lecz przeważnie niezbyt wysokiej klasy. W dodatku mocno przesiane – w miejscu zbiórki były poddawane preselekcji, najlepsze kąski trafiały od razu do butików handlujących tylko towarem z wyższej półki, za inną cenę i raczej nie na wagę.

Szlagiery z Hofflandu, elita z Mody Polskiej

Odzież polska nie była w lumpeksach licznie reprezentowana, choć sądzę, że niektóre okazy Telimeny, Daminy czy Cory z lat 70. czy 80. mogłyby wzbudzić zainteresowanie współczesnego klienta. Nie było niezłych ubrań krawieckich z lat 50., 60., ani resztek z paczek z tamtych lat, którymi przecież byliśmy zarzuceni. Z latami 70. też było marnie, bo za Gierka ruszyły pełną parą fabryki bistoru i anilany, zarzucając rynek plastikową tandetą. Teraz nikt tego nie chciał.

Ale Kolekcje z Hofflandu z przełomu lat 60. i 70. dla pokolenia millenialsów do dziś pozostają szlagierami. Wysoką półkę reprezentowało w PRL kilka państwowych przedsiębiorstw specjalizujących się w „kolekcjach wiodących”. Wśród nich najbardziej wiodącą była Moda Polska, pieszczoszek ludowej władzy, pokazówa, którą można było wysłać na targi mody krajów RWPG.

Moda Polska dostawała dewizy i jej kolekcje, czasami istotnie na światowym poziomie, szyto także jako pokazówę, bez żadnego przełożenia na rzeczywistość. W sklepach nie były dostępne. Ubrania te występowały w jednym egzemplarzu w rozmiarze 36 i przepadały w magazynach na wieczność. Ich los po 1989 roku to osobna historia. Szyto także dłuższe kolekcje komercyjne, na sprzedaż w sklepach Mody Polskiej, w niewielkim nakładzie, po kilkaset sztuk. Jak się ktoś postarał, miał szczęście i dużo pieniędzy, bo były drogie, mógł je upolować w tych kilkunastu sklepach firmowych Mody Polskiej. W sumie dotyczyło to promila populacji.

Bawełna zamiast jedwabiu. Czyli adaptacja zachodnich pomysłów do możliwości PRL

Moda Polska czy Hoffland pomijały kwestie męskie, natomiast myślę, że klapy marynarek Leopolda Tyrmanda to oczywiście Barbara mu rysowała.

zobacz więcej
Powstaje pytanie: skąd dzisiaj brać te wszystkie antyki? Zasoby materialne w Polsce są ubogie. W niewielkich mieszkaniach nie było gdzie przechowywać rzeczy. Klasa średnia powstała niedawno, społeczeństwo dorabiało się od początku lat 90. Gdzie te panie z burżuazji z pełnymi pięknych szat garderobami? W Nowym Jorku, w Paryżu, Rzymie, nie w Warszawie.

Stara torebka za prawie 12 000 złotych

W miastach Zachodu second handy w wydaniu luksusowym od dawna są codziennością. Świat zachodni jest mało rozrzutny, przepastne garderoby bogatych pełne są zapakowanych w torby z pralni, przełożonych środkami antymolowymi mało używanych ubrań.

Nawet celebrytki nie chcą się pokazywać na przyjęciach w sukniach, które wszyscy obejrzeli już na pokazach mody i na zdjęciach w magazynach. Szyk dobrej rzeczy używanej nie może się równać z żadną nową, nawet z drogiego sklepu. Co innego stare kreacje projektantów z lat 60. i 70.: Niny Ricci, Diora, Pucciego, Balenciagi.

Znaną kolekcjonerką vintage jest córka Jacka Nicholsona, Jennifer. Nie musi kupować sukni z najnowszej kolekcji Versace robionej na starego Pucciego, gdyż ma cały zbiór autentycznych kreacji słynnego włoskiego projektanta z lat 50. i 60. Zamszowy płaszcz Gucci z lat 80.,, torby Hermesa, płaszcz z norek, kapelusz z piórami, sukienka koktajlowa Jacques’a Fatha z lat 50., spodnie Emilia Pucciego.

Szaleństwu ubraniowych antyków nie oparły się luksusowe domy towarowe. Sklepy z używanymi designerskimi ciuchami działają w amerykańskich i angielskich domach towarowych. Mnożą się platformy internetowe handlujące używanymi rzeczami: ubraniami, biżuterią, galanterią, butami. W sklepie „Vestiaire collective” znajdziemy ponad dwa tysiące ubrań i butów marki Balenciaga, 1600 Burberry, 4700 Chanel (Broszka 1800 złotych, mała skórzana pikowana torebka – 11 700 zł), 2150 Celine. Louis Vuitton: mała torebka – 2000, kuferek podróżny – 11 000 zł.

Rzeczy są w dobrym stanie, z gwarancja autentyczności. Nie należy obawiać się o podróbkę. Wszystkie artykuły są sprawdzone przez ekspertów.
Zachód ma z czego brać. U nich branża odzieżowa kwitła przez kilkadziesiąt lat. Francuzi, Włosi nawet w powojennej biedzie i jeszcze potem, gdy z niej wychodzili, mieli prawdziwą couture. Kraje pasione na planie Marshalla obrastały w dostatek. W latach 50., 60. w eleganckich domach mody Paryża, Mediolanu, Londynu powstawały piękne ubrania. Szyte nie z poliestru i wiskozy, ale z jedwabi i wełen. Wykańczane ręcznie, ozdabiane koronkami, futrami. Były potrzebne, bo na bale i przyjęcia nie chodziło się w dżinsach. Rzemiosło, pamiętające jeszcze lata przedwojenne, było w niezłej kondycji.

W latach 70. rewolucja obyczajowa wymiotła znaczną część dawnej elegancji, podważyła zasady i sprawiła, że spece od mody zaczęli myśleć o sprzedaży na większą skalę niż kilku dziesiątkom paryskich elegantek. Pierre Cardin zaczął wprowadzać licencje i sprzedawał koszule, krawaty i torebki w setkach tysięcy egzemplarzy. Za nim poszli inni. Małe domy mody zostały przejęte przez korporacje.

Lata 80. podniosły sztukę sprzedaży na jeszcze wyższy poziom, wspierając ją potęgą marketingu i reklamy. Przemysł odzieżowy zaczął zalewać świat milionami sztuk odzieżowej masówki, od której dzisiaj on się dusi.

Skarpetki do sandałów okropne, ale nie u Prady

Branżą mody przez ostatnie 20 lat rządziły podkręcane do maksymalnych obrotów trendy. W Zarze, w H&M nowy towar przychodził co tydzień, co dwa tygodnie. „Musisz to mieć!” – wołały okładki magazynów. Ale jak długo można dąć w balon, żeby nie pękł? Już przed pandemią COVID-19 organizacje lewicowe, ekologiczne, zielone nawoływały do zmiany. Po co tyle ciuchów? Przecież coraz mniej ludzi potrzebuje osobnego ubrania do pracy. Do biura chodzi się w tym samym, co poza nim.

Ruch vintage, wymiany ubrań – remiksy, swapy, ruch minimalizmu zyskiwały wciąż nowych zwolenników. „Śmierć ubrań”, „Zły gust, późny kapitalizm i zalew podłych ubrań” – to tytuły artykułów z ostatniego roku z branżowego pisma mody „Business of Fashion”. Organizowano debaty, narady. „Moda musi się zmienić” – Wydział Transformacji Ekologicznej paryskiego ratusza ogłosił ankietę z tym hasłem i czeka na 100 tysięcy odpowiedzi Francuzów, jak to zrobić.

Jak to na wojence. Kamuflaż w sztuce, na wybiegach, ulicach i plażach

Tu kawałek biustu, tam odsłonięte do połowy pośladki, ówdzie nagi tors (męski) lub dziewczęce loki – plus ciuch jakby jeszcze pachnący bitewnym znojem…

zobacz więcej
Klienci też mają dość masówki. Ludzie zapragnęli powrotu do ubrań starannych, dobrze uszytych i przede wszystkim trwałych.

– Jeśli stawiamy tezę o końcu funkcjonowania systemu mody, to powiedzmy, że żyjemy w czasach, kiedy wyczerpała się w ogóle formuła społeczno-ekonomiczna funkcjonowania świata – powiedział mi Janusz Noniewicz, kierownik Katedry Mody na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. To się kończy w konwulsjach. A w modzie kumulują się wszystkie patologie, hierarchie społeczne ustawione przez neoliberalizm – podział na 1% beneficjentów i resztę, która żyjąc w tym układzie służy temu jednemu procentowi. Moda mieści się w tym systemie, była elementem propagandy.

Ale dopiero COVID-19 zadał modzie śmiertelny cios. Po co się stroić, skoro siedzi się w domu? Po co kupować nowe ubrania, skoro za te pieniądze można spędzić fajny weekend z dala od domu, choćby w kraju? Po co kupować szpilki, kiedy nie ma imprez? Dżinsy, spodnie dresowe i bluza to wszystko, co nam potrzeba. A kiedy nie ma się pracy, nie ma też kasy na nowe ciuchy. Co zostaje? Używane.

Do tych zjawisk dołożyło się jeszcze jedno: kryzys estetyki. Dzisiaj zarówno w sztuce, jak i w modzie kryteria wymieszały się. Nikt już nie wie, czy coś jest dobre, czy nie, modne, czy już nie, a może jeszcze nie? Skarpetki do sandałów okropne, gdy włoży je sąsiad, ale gdy pokaże je na wybiegu Prada, czemu nie? Rajstopy w dziurami? Podobnie. Publiczność jest skołowana, nie wie, kogo słuchać.

Jednym ze sprawców niepokoju jest główny projektant domu mody Gucci Alessandro Michele. Gucci, słynący niegdyś z eleganckich torebek i bagaży, jest obecnie światowym potentatem mody. Największe obroty ma w Chinach, Korei, Brazylii. Tamtejsza młoda klientela nie chce już zrównoważonych torebek, jakie nosiły Audrey Hepburn czy księżna Grace z Monako. Oni chcą czegoś szalonego. Menadżerowie Gucciego polecili panu Michele takie rzeczy zaprojektować, a on to wykonał. Kolory żarówiaste, mnóstwo niepasujących do siebie rzeczy nałożonych jedna na drugą, T-shirty XXXL i trochę zwariowanych akcesoriów. Wszystko w stylu androgynicznym, przyprawione dawką fetyszyzmu. Skutek? Podwojone obroty marki: 9,6 miliardów euro w roku 2019, dwa razy więcej niż średnia poprzednich lat.
Lachlan Watson urodził się kobietą, jest transpłciowy i przeszedł operację usunięcia piersi; w serialu zagrał właśnie transpłciowego chłopca Susie/Theo Putnam. Tu: na pokazie mody Etro podczas Tygodnia Mody Damskiej w Mediolanie, 24 września 2020 r. Fot. Jacopo Raule / Getty Images
Tylko kogo stać na takie ciuchy? Na pewno nie nastolatki, którym odjazdowe patchworki najbardziej się podobają.

W czasach internetowych zabaw zwanych challengami aktor Lachlan Watson, jeden z bohaterow serialu „Nowe przygody Sabriny” i idol trzynastolatek, umieścił na Tik Toku filmik ze swoimi przebierankami a la Gucci. Tylko „a la”, bo jednak na prawdziwe go nie stać. I ogłosił challenge: ubrać się w stylu Gucci, ale z second handu lub swojej szafy. A więc koktajl: golf, na to bluzka w kwiatki, na to sweter z koronki, do tego spodnie z winylu, na to minispódniczka w kratę. I od razu 10 milionów odsłon.

I TikTok zalała rewia mody z second handu. Moda zatacza koło: stare dzisiaj będzie nowe.

– Joanna Bojańczyk

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Influenserzy i styliści ubrani w ciuchy vintage: Patrick Scherzer – w swetrze Lacoste Vintage, dżinsach Levis, białych skarpetkach Lacoste, mokasynach Gucci i okularach Chanel – oraz Sissi Pohle w płaszczu i swetrze Baum und Pferdegarten, spodniach z lat 70. firmy Outofuseberlin Vintage, sandałach Birkenstock i ze srebrną torbą Chanel. Udają się na Kopenhaski Tydzień Mody wiosna/lato 2021 – 11 sierpnia 2020 r. w Danii. Fot. Streetstyleshooters/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak rozpoznać rosyjskiego trolla
Rozmawiałem z niektórymi z nich – pisze Piotr Kościński.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
W Kościele Anglii homomałżeństw nie będzie
Są księża żyjący w stałym związku z partnerem tej samej płci. Chcą, by uchylono im nakaz wstrzemięźliwości.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Gdy maszyna podejmuje decyzję za człowieka…
Jedni dzięki elektronice tracą pracę, ale inni zyskują.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putina do wojny sprowokował Zachód? Meandry polityki realnej
„We are Godzilla” – mówi amerykański politolog o swoim państwie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Msza” z Robloksa: niewinna zabawa czy szyderstwo?
„Artur, przyszykuj kadzidło” – to jedno z najbardziej kultowych haseł stycznia w polskim internecie.