Rozmowy

Wyjątkowo odrażająca postać. Trudno o nim myśleć bez inwektyw. Prawnik Stalina

Nie wykluczam pokrewieństwa Andrieja Wyszynskiego z kardynałem Stefanem Wyszyńskim, lecz ta sprawa wymaga gruntownych badań genealogicznych. Obecnie, kiedy archiwa w Rosji ponownie zostały praktycznie zamknięte dla cudzoziemców, trudno będzie tę hipotezę potwierdzić. Nazwisko Wyszynski niewątpliwie jednak sugeruje domieszkę polskiej krwi w żyłach – mówił Tygodnikowi TVP Stefan Türschmid, autor powieści „Tancerz” w jednym ze swych ostatnich wywiadów.

Pisarz zmarł nagle 18 sierpnia 2020 roku. Bohaterem jego ostatniej, wydanej w ubiegłym roku powieści „Tancerz” jest właśnie Andriej Wyszynski.

Andriej Januariewicz Wyszynski (ur.10 grudnia 1883 w Odessie, zm. 22 listopada 1954 w Nowym Jorku) był komunistą, prawnikiem, prokuratorem generalnym ZSRR, sowieckim dyplomatą. Uznawany za najbardziej krwawego prokuratora w historii ZSRR.

Pochodził w rodziny o polskich korzeniach. Jego ojciec January wywodził się z polskiego rodu szlacheckiego, był właścicielem apteki w Baku, matka – nauczycielką muzyki.

Andriej Wyszynski w latach 1925–1928 był rektorem uniwersytetu moskiewskiego, inicjatorem metod „fizycznego oddziaływania” (tj.tortur), w swej pracy „Sądownictwo ZSRR” (1936) stwierdził, iż prawo musi podlegać praktyce politycznej.

Oskarżyciel w najsłynniejszych procesach pokazowych okresu wielkiego terroru. Oskarżał m.in. w tzw. procesie szachtyńskim (1928), gdy o sabotaż obwiniono pięćdziesiąt osób, wiele z nich „przyznało się”, 11 z nich skazano na karę śmierci, na pięciu wykonano wyroki. Był też oskarżycielem w trzech moskiewskich procesach pokazowych („szesnastu” 1936, „siedemnastu” 1937, i „dwudziestu jeden” 1938).
Rok 1937. Moskwa. Proces „siedemnastu”. Prokurator ZSRR Andriej Wyszynski odczytuje wyrok na Karola Radka, działacza komunistycznego i sowieckiego polityka. Fot. Wikimedia
Twórca teorii, iż przyznanie się oskarżonego może stanowić decydujący dowód winy (za co otrzymał Nagrodę Stalinowską). Był autorem masowej czystki (1937) przeprowadzonej w centrum i terenowych oddziałach Prokuratury Generalnej.

Wiosną 1939 Wyszynski stracił posadę prokuratora generalnego ZSRR. W latach 1939–1944 był wiceprzewodniczącym Rady Komisarzy Ludowych, a jednocześnie od 1940 wicekomisarzem spraw zagranicznych. W latach 1949–1953 minister spraw zagranicznych.

Po śmierci Stalina odsunięty od wpływów i zesłany do USA jako przedstawiciel ZSRR w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zmarł nagle w Nowym Jorku na atak serca.



TYGODNIK TVP: Skąd w pańskiej prozie stała obecność Rosji, zwłaszcza sowieckiej?

STEFAN TÜRSCHMID:
Najpewniej wynika to mojej biografii. Pod koniec lat 70. ubiegłego stulecia należałem do tajnej organizacji antykomunistycznej Ruch, utworzonej w Łodzi. Po rozbiciu ugrupowania w wyniku agenturalnej infiltracji, spędziłem niemal rok w więzieniu. To doświadczenie pogłębiło moją ciekawość historii, szczególnie najnowszej. Pasjonowałem się ją zresztą już w czasach szkolnych, usiłując przeczytać wszystko, co dotyczyło dziejów wschodniego sąsiada PRL. Mam na myśli także literaturę emigracyjną. Po pióro sięgnąłem jednak dopiero na emeryturze. Wcześniej brakło czasu, bo pracowałem, jako trener hippiki, co wiązało się z wyjazdami

Dlaczego wziął pan na warsztat akurat Andrieja Wyszynskiego?

Ponieważ to wyjątkowo odrażająca postać. Trudno o niej myśleć bez inwektyw i epitetów. Ma na sumieniu tysiące ludzkich istnień. Nie tylko gorliwie realizował zbrodnicze dyrektywy Stalina, lecz samemu wyróżniał się aktywnością w kreowaniu terroru.

Powtarza pan pogłoskę o jego pokrewieństwie w Prymasem Tysiąclecia, kardynałem Stefanem Wyszyńskim ...

Nie wykluczam tego, lecz ta sprawa wymaga gruntownych badań genealogicznych. Obecnie, kiedy archiwa w Rosji ponownie zostały praktycznie zamknięte dla cudzoziemców, trudno będzie tę hipotezę potwierdzić. Nazwisko Wyszynski niewątpliwie jednak sugeruje domieszkę polskiej krwi w żyłach „Tancerza”.

Dlaczego właśnie tak zatytułował pan swą książkę?

Bo taniec stanowił hobby opisywanego. Liczne przekazy potwierdzają, iż Wyszynski doskonale radził sobie na parkiecie, niezależnie od rytmów i partnerek. Pytanie tylko, czy starczyło mu czasu na kultywowanie swej pasji.

Cenili mięso młodych kobiet. Kawałki ciała obcinali martwym i żywym. Piekli jak szaszłyki

To historia na pewno nie dla dzieci, ale też nie dla wszystkich dorosłych. Tylko dla ludzi o wyjątkowo mocnych nerwach.

zobacz więcej
Mienszewicka przeszłość nie była dla niego obciążeniem, zwłaszcza biorąc pod uwagę natężenie konfliktu między mienszewikami a bolszewikami Lenina?

O dziwo, nie. U progu XX wieku w czasie studiów prawniczych na Uniwersytecie Kijowskim – ślimaczących się przez dekadę z racji zaangażowania się studenta w funkcjonowanie tej frakcji rewolucjonistów, trudnił się ubocznie działalnością... przestępczą (sic!). Oprócz likwidacji szpicli i agentów Ochrany oraz zamachów na carskich dygnitarzy, nakazywał również podwładnym egzekucje osób apolitycznych. Za co inkasował niemałe zapewne pieniądze od zleceniodawców tych zabójstw.

W końcu trafił za kratki.

Kto wie, czy to właśnie nie z celi wystartował do spektakularnej kariery. Jego towarzyszem niedoli był, bowiem wówczas towarzysz Koba (jeden z pseudonimów Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwilego, Stalina – przyp. red.). Wyszynski skrupulatnie dzielił się z nim zawartością regularnie otrzymywanych z domu rodzinnego paczek żywnościowych. Stalin o tym nie zapomniał i mile wspominał. Zapamiętał też jurystyczną wiedzę Wyszynskiego i jego dyspozycyjność. W latach Wielkiej Czystki taka postać była mu niezbędna.

Ale miał na niego również haka.

Oczywiście wiedział o mienszewickich korzeniach Wyszynskiego, co w większości przypadków oznaczało spotkanie z plutonem egzekucyjnym, w najlepszych razie przeprowadzkę do łagrów. Jednak znacznie większą skazę w biografii prokuratora stanowił podpisany przez niego list gończy za Leninem – szpiegiem finansowanym przez Niemców – wydany kilka miesięcy przed wystrzałem z „Aurory”. Kiedy władzę przejęli bolszewicy, Wyszynski spodziewał się najgorszego. Nie krył zdumienia, że Czeka pozostawiła go w spokoju. Być może już wtedy zadziałał parasol ochronny Stalina.
Przed rewolucją bolszewicką Andriej Wyszynski (na zdjęciu z 1922 roku u góry, z prawej) podpisał list gończy za Leninem (w środku). Fot. Wikimedia
W okresie Nowe Ekonomiczeskiej Polityki bohater (czy to, aby adekwatny termin?) pańskiej książki zajął się pracą naukową?

Wykładał na fakultetach prawa. Napisał kilka podręczników akademickich. W jednym z nich stwierdził, że zdanie partii jest wobec prawa nadrzędne. Sformułowanie najwyraźniej przypadło Stalinowi do gustu, tym bardziej, iż przygotowywał się do rozprawy z licznymi wrogami wewnętrznymi

A może gensekowi spodobała się korona dowodów wedle Wyszynskiego?

Niewykluczone. Uważał, że jest nią przyznanie się oskarżonych do winy. Śledczy NKWD niemal zawsze potrafili o to zadbać. Czytając protokoły rozpraw, czy oglądając kroniki filmowe z procesów pokazowych w Moskwie, uderzają zeznania podsądnych opowiadających o swej wrogiej działalności antysowieckiej, zazwyczaj wyrażanej poprzez sabotaż, dywersję względnie szpiegostwo. Naiwni dziennikarze zachodnioeuropejscy skrupulatnie relacjonujący te wnikliwie wyreżyserowane widowiska z Bucharinem, Piatakowem, Radkiem, Rykowem, Zinowiewem, Kamieniewem i innymi bolszewikami w rolach szwarccharakterów, nie kryli podziwu dla skuteczności aparatu sprawiedliwości Sowietów, akcentując „widoczny majestat prawa”. Nie dostrzegali prokuratorskich inwektyw, adwokatów i sędziów basujących oskarżycielom, śladów tortur na sylwetkach oskarżonych, zeznających nierzadko łamiącymi się głosami z panicznym lękiem w oczach.

Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku

Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.

zobacz więcej
Nie tylko pod auspicjami Temidy prowadził Wyszynski ludzi ku śmierci...

W latach wielkiego terroru w Związku Sowieckim istniała praktyka, że tercet: pierwszy sekretarz danej republiki, tamtejszy naczelny prokurator oraz szef NKDW układali listy skazanych – w trybie natychmiastowym – na rozstrzelanie. Spisy liczące częstokroć po kilkaset nazwisk, kobiet i mężczyzn, z reguły osób nie anonimowych, przedstawiano do wglądu Stalinowi. Zwykle akceptował je w całości. Na owych listach podpis Wyszyńskiego figuruje wielokrotnie.

Po śmierci Stalina mógł skończyć jak Ławrientyj Beria, który został aresztowany i umarł w niewyjaśnionych co prawda okolicznościach, ale na pewno gwałtownie?

Trudno powiedzieć, ale zapewne tak. Nie miał aspiracji przywódczych, lecz z drugiej strony z pewnością znał wiele mrocznych sekretów władzy. Bez wątpienia, ponownie w jego życiu zagościł wielki strach.

Nominacja na ambasadora ZRSR przy ONZ była synekurą?

Oczywiście. To posada dekoracyjna. Nagroda za zasługi. Wiele do roboty nie miał. Mógł wreszcie poświęcić się drugiemu hobby. W niewielkiej sali kinowej ambasady w Nowym Jorku zgromadził taśmy filmowe ze szlagierami Hollywood, które systematycznie oglądał, niekiedy zapraszając gości.

Amerykańskie służby specjalne istotnie usiłowały go porwać?

Takie poszlaki znajdują się w dokumentach Centralnej Agencji Wywiadowczej. Przypomnijmy, że do Stanów Zjednoczonych przybył w apogeum zimnej wojny. Amerykanie już się zorientowali, jak dogłębnie ich kraj został osaczony przez komunistyczną pajęczynę. Niedawno stracono renegatów, małżeństwo Ethel i Juliusza Rosenbergów, którzy przekazali Związkowi Sowieckiemu tajemnice dotyczących wytwarzania broni jądrowej, bezpardonowo walczono z lewackim lobby w kulturze – w Hollywood w pierwszym rzędzie. Szef Federalnego Biura Śledczego Edgar J. Hoover oraz tak dziś demonizowany senator Joseph McCarthy mieli ręce pełne roboty.

Dziś wielu obywateli Zachodu ma o tym ostatnim bardzo krytyczne zdanie.

Ponieważ komunizm nigdy nie doczekał się swojej Norymbergi. Ciągle słychać tam ambaje o szlachetnych pobudkach tej ideologii. Głoszone przez mainstreamowe media i wpływowe persony. W globalnej modzie popularne są trykoty z Ernesto „Che” Guevarą, Hiszpania potępia generała Franco, a Chile generała Pinocheta, hałaśliwie celebrowano 200. rocznicę urodzin Karola Marksa, a ostatnio odsłonięto – w Niemczech! – pomnik Lenina. A kto się temu przeciwstawia, zostaje okrzyknięty faszystą...

– rozmawiał Tomasz Zbigniew Zapert
Fot. Print screen rozmowy z pisarzem "Nowy Napis"
Stefan Türschmid urodził się w 1946 roku. Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim. Od roku 1968 był zaangażowany w nielegalną antykomunistyczną organizację Ruch (razem ze Stefanem Niesiołowskim i Andrzejem Czumą). Aresztowany za działalność opozycyjną, w 1970 roku został skazany na 15 miesięcy więzienia. Był redaktorem „Tygodnika Solidarność Ziemi Łódzkiej”, po 1989 roku - dziennikarzem, a następnie zastępcą redaktora naczelnego „Dziennika Łódzkiego”, publikował w kwartalniku „Nowy Napis”.

Przez całe życie zajmował się końmi, startował w zawodach i trenował narybek jeździecki. Pisarstwem zajął się dopiero na emeryturze.

Napisał takie poczytne powieści jak „Olimpiada zabójców”, „Czwarty czerwony”, „Ikony. Opowieść o terrorystach” (nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza), „Tancerz” oraz „Mrok i mgła”, a także sagę rodzinną Türschmidów „Cień Lucyfera”. Za kilka miesięcy ukaże się jego książka poświęcona postaci generała Andrzeja Własowa pt. „Struna”.

Pisarz zmarł nagle 18 sierpnia 2020 roku.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Ojcu
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Kości nigdy nie kłamią, czyli opowieści z sarmackiej krypty
Bolszewicy w 1920 roku, przechodząc przez Kresy pootwierali trumny metalowe tamtejszych rodów jak konserwy, ostrymi narzędziami.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Druga gruba kreska III RP
Czyli jeżeli ktoś nakradł, to w interesie publicznym leży przyklepanie tej kradzieży? Najwyraźniej tak.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Być jak Szalony Koń, który pobił białego generała
Indianie niechętnie przyjmują białych w swoich rezerwatach. Wciąż mają uraz.
Rozmowy wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Bóg lubi narwańców
Dominikanin: Było pół godziny nerwów, „wyrzygania się” Bogu – i poczułem Jego działanie.
Rozmowy wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Przed nami fala śmierci. Konieczny będzie lockdown
Robert Tekieli: Namawiają do wysadzania budynków rządowych. Udają wariatów, ale chodzi im o wywołanie katastrofy.