Kultura

Igraszki z diabłem. Jak Michaił Bułhakow próbował przechytrzyć Józefa Stalina

Cztery dni po samobójstwie Majakowskiego w mieszkaniu Bułhakowa zadzwonił telefon. Gdy pisarz usłyszał, że za chwilę będzie z nim rozmawiał towarzysz Stalin, uznał, iż to głupi dowcip i odłożył słuchawkę. Po chwili dzwonek telefonu odezwał się ponownie. – Czy aż tak bardzo wam dokuczyliśmy? – zapytał ktoś z silnym gruzińskim akcentem.

Niedziela 13 sierpnia 1939 roku, upłynęła Jelenie Siergiejewnej na pakowaniu. Następnego dnia razem z mężem wybierała się do Gruzji. Nie na wakacje, lecz poniekąd służbowo. Bułhakow z upoważnienia Moskiewskiego Teatru Artystycznego miał na Kaukazie „zbierać i badać dokumenty archiwalne” do przygotowywanej sztuki o Stalinie.

„Pojechaliśmy komfortowym wagonem międzynarodowym, w dwóch przedziałach” – wspominał jeden z członków delegacji – „Było strasznie gorąco. Wszyscy przebrali się w pidżamy. Jelena Siergiejewna od razu zorganizowała podróżny bankiet z pierożkami, ananasami w koniaku itd. Było wesoło. Wbrew przesądom wypiliśmy za sukces”.

Nie dojechali daleko. Na stacji w Sierpuchowie pisarzowi dostarczono telegram z nakazem powrotu do Moskwy. Towarzysze podróży w wielkim pośpiechu wyrzucili walizki na peron i opuścili pociąg. Bułhakowowie oświadczyli, że jadą dalej, ale złamali się już w Tule. Tam wynajęli samochód, który odwiózł ich do stolicy. Premierę spektaklu rzecz jasna odwołano. Autorowi pozostał na pamiątkę kolorowy plakat, informujący o czytanych próbach „Batumi”.

Mistrz i enkawudzista

Na szatański pomysł napisania sztuki o młodości Stalina wpadł trzy lata wcześniej. Początkowo nikt nie traktował tej idei poważnie. Literat, objęty nieformalnym zakazem publikowania, którego tylko jedna sztuka zdołała przejść przez sito cenzury, wydawał się ostatnim człowiekiem predestynowanym do roli kapłana kultu czerwonego cara. W miarę jednak, jak machina terroru mieliła kolejnych partyjnych kacyków i zblatowanych z nimi twórców, urzędników od kultury ogarniała coraz większa panika. Dyrekcja MChAT uczepiła się „Pasterza” (taki tytuł pierwotnie nosiła sztuka) jak pijany płotu.
Michaił Bułhakow w latach 30. XX wieku. Fot. Fine Art Images/Heritage Images/Getty Images
Czy Bułhakow, dołączając do stada lizusów, chciał jedynie pozbyć się piętna reakcjonisty, zagwarantować bezpieczeństwo sobie i rodzinie? A może zamierzał stać się dworakiem, pozazdrościł Aleksiejowi Tołstojowi tytułu ulubieńca genseka? Cokolwiek zamyślał, brutalnie pozbawiono go złudzeń. Josif Wissarionowicz nie chciał być przedstawiany jako romantyczny bohater. Przypominanie jego awanturniczej (a po prawdzie bandyckiej) młodości teraz, gdy pozbywał się rewolucyjnego balastu i prowadził kunsztowną dyplomatyczną rozgrywkę, która miała na powrót wprowadzić Rosję do grona światowych mocarstw europejskich, uznał za zbędną nadgorliwość. Lakonicznie stwierdził, że „sztuka jest bardzo dobra, ale nie wolno jej wystawiać”.

Wcale nie była dobra i autor o tym wiedział. Wyrzekł się swojego stylu, poczucia humoru oraz godności i w nagrodę został publicznie upokorzony. Tragikomiczne perypetie stalinowskiego spektaklu, jakby wyjęte z dawnej twórczości Bułhakowa, ostatecznie podkopały jego zdrowie. Wojenny pożar ogarniał Europę, lecz 48-letni pisarz chyba już tego nie zauważył. Wszyscy wiedzą, że na łożu boleści poprawiał swoje opus magnum „Mistrza i Małgorzatę”. Mniej wiadomo o innym projekcie. Umierający Michaił Afanasjewicz miał otóż zamiar popełnić sztukę o literacie, który przekabacony przez wysokiego rangą funkcjonariusza NKWD zostaje propagandzistą, co źle się dla wszystkich kończy.

Statek odpłynął bez niego

Autor „Psiego serca” starał się żyć tak, jakby komunizmu nie było. Taki wniosek można wysnuć z jego biografii, których w Polsce ukazały się już cztery. Najnowsza, pióra Marietty Czudakowej, zaskakuje drobiazgowością. Dowiadujemy się, co Bułhakow jadł, jak się ubierał, jakie miał meble. Badaczka dotarła bodaj do wszystkich, którym kiedykolwiek zdarzyło się otrzeć się o Michaiła Afanasjewicza, choćby w kolejce do pralni. Luki spowodowane brakiem świadków lub dokumentów uzupełnia cytatami z „Białej gwardii” oraz innych utworów, uważanych za autobiograficzne.

Szansę, by uniknąć dożywotniego pobytu w więzieniu, jakim był ZSRR, Bułhakow miał w młodości. Koniec wojny domowej zastał go nad Morzem Czarnym. Zamiast wsiąść na statek płynący do Konstantynopola i wyemigrować jak dwaj młodsi bracia, przyjechał jednak do Moskwy.

Obaj dziadkowie przyszłego pisarza byli duchownymi, ojciec wykładał w kijowskiej Akademii Teologicznej. On sam stracił wiarę już jako gimnazjalista. Nie brał udziału w demonstracjach ani zamieszkach, które na początku wieku XX ogarnęły rosyjskie imperium Romanowów. Od polityki bardziej interesowała go opera (chciał nawet zostać zawodowym śpiewakiem). Na upartego można go nazwać umiarkowanym monarchistą.

Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku

Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.

zobacz więcej
W liście do siostry pisanym pod koniec 1917 roku żałował, że nie urodził się sto lat wcześniej. „Widziałem, jak zabijają ludzi. Widziałem zniszczone i podpalane domy w Moskwie, tępe i zwierzęce twarze. Widziałem długie kolejki przed sklepami”. Dwa lata później Michaił Afanasjewicz służył w armii Białych jako lekarz wojskowy we Władykaukazie. Napisał do miejscowej gazety ziejący pesymizmem artykuł „Perspektywy przyszłości” o szaleństwie rodaków i straconym pokoleniu. Potępiał rewolucję, obca mu była też, charakterystyczna dla rosyjskiej inteligencji, fascynacja ludem.

Gdy Bułhakow wykurował się z tyfusu, na Kaukazie rządzili już Czerwoni. Postanowił zarabiać na życie piórem, zatrudnił go Ludowy Komisariat Oświaty. Pisał też sztuki na użytek czerwonego teatru, których już wtedy się wstydził.

Jedwabne życie dysydenta

Lenin nie cierpiał „jaśniepańskiej kultury” ale z braku wykształconych proletariuszy tolerował rozbitków po caracie. Michaił Afanasjewicz odnalazł się w nowej Rosji o tyle łatwo, że w odróżnieniu od innych nie łudził się, że rządy bolszewików są tylko epizodem. Bojkot przestał być możliwy z chwilą, gdy państwo stało się jedynym pracodawcą. Tych, którzy jawnie głosili antykomunistyczne poglądy, deportowano.

Bułhakow szybko wyleczył się z kompleksu prowincjusza. Wkrótce zasłynął jako kobieciarz, nałogowy hazardzista, meloman i dandys. Paradował po ulicach podbitych jedwabiem spodniach, muszce, kolorowej kamizelce i z monoklem w oku.

Cenzura blokowała upublicznianie utworów, uznanych za nieprawomyślne. Za życia pisarza ukazała się jedynie „Diaboliada” i dwa zbiory felietonów i opowiadań – wszystko w 1926 roku. Zaraz po tym sukcesie, w mieszkaniu przeprowadzono rewizję i skonfiskowano rękopis „Psiego serca” oraz dzienniki, w których szczerze pisał co sądzi o ludziach i wydarzeniach.

Lepiej szło mu w teatrze. Sceniczną wersję „Dni Turbinów” grano przy kompletach na widowni, choć jedynie w stolicy. Recenzje sztuki, pokazującej Białych w korzystnym świetle, były niemal bez wyjątków złe. W „Komsomolskiej Prawdzie” ukazał się list otwarty, w którym autor został nazwany „neoburżuazyjnym wyrodkiem, bezsilnie plującym zatrutą śliną na klasę robotniczą i jej komunistyczne ideały”.

Fantastyczno-groteskowy anturaż nie zmylił ani krytyków, ani wielbicieli twórczości byłego lekarza. Dla wszystkich było jasne, że Michaił Afanasjewicz ośmiesza porządki panujące w Związku Radzieckim.

W 1928 roku odmówiono mu zgody na wyjazd do Berlina i Paryża. Odtąd miotał się między nadzieją i zwątpieniem.
Józef Stalin w końcówce lat 30. XX wieku w swoim kremlowskim gabinecie. Fot. Sovfoto/Universal Images Group via Getty Images
Nie odkładaj słuchawki!

Bułhakow znalazł się w przedziwnej sytuacji. Nieoficjalnie chwalono go, oficjalnie potępiano. Łudzono wystawieniem sztuki czy opublikowaniem powieści, by w ostatniej chwili zmieniać decyzję. Bezskutecznie szukał protekcji u mile widzianego na Kremlu Maksyma Gorkiego. Zdesperowany rozesłał do najbardziej wpływowych bolszewików list z prośbą, by go wraz z żoną wydalono za granicę („Niemożność tworzenia jest dla mnie pogrzebaniem za życia”). W razie odmowy oferował, że podejmie się każdej etatowej pracy w teatrze: od reżysera do statysty.

W piątek 18 kwietnia 1930 roku, cztery dni po samobójstwie Majakowskiego, w mieszkaniu Michaiła Afanasjewicza zadzwonił telefon. Wyrwany z poobiedniej drzemki pisarz, gdy usłyszał, że za chwilę będzie z nim rozmawiał towarzysz Stalin, uznał, iż to głupi dowcip i odłożył słuchawkę. Po chwili dzwonek telefonu odezwał się ponownie. – Czy aż tak bardzo wam dokuczyliśmy? – zapytał ktoś z silnym gruzińskim akcentem.

Gensek obiecał pisarzowi pracę oraz spotkanie, do którego nigdy nie doszło. Posada asystenta reżysera w Moskiewskim Teatrze Artystycznym oznaczała jednak koniec klepania biedy. Zwrócono też skonfiskowane rękopisy. Po kilkunastu miesiącach wróciły na afisz „Dni Turbinów”. Stalin, jak się zdaje, był fanem tego dramatu o końcu dawnego świata – oglądał go co najmniej 15 razy. Z autorem bawił jednak w kotka i myszkę. Pozwalał mu żyć i pisać, ale nie publikować. Trochę potrwało, zanim Bułhakow pojął zasady tej gry. Na razie rzucił się w wir pracy. Adaptował na scenę „Martwe dusze” swojego ulubionego Gogola, wykłócał się z dyrektorem teatru Konstantinem Stanisławskim, który miał zupełnie inną wizję artystyczną. Uciekał w przeszłość, wymyślał sztuki o Molierze, Puszkinie, Iwanie Groźnym. Ale i w nich dopatrywano się aluzji do współczesności. Czyżby liczył, że czerwony car którąś przeczyta i otoczy go opieką tak jak Król Słońce Moliera, zaś car Mikołaj Puszkina?

Kamień dla męczennika

Złudzenia prysły, gdy dramaturg poprosił o zgodę na wyjazd za granicę w celu leczenia nerwicy. Zapewniano, że problemów nie będzie, lecz w urzędzie nagle zaczęto mnożyć formalności. W końcu usłyszał, że jest już za późno i paszport odbierze pojutrze. Ta komedia powtórzyła się jeszcze trzykrotnie, nim dał za wygraną. Napisał skargę do Stalina – odpowiedzi nie było. Zrozumiał, że może podróżować co najwyżej nad Wołgę, do Petersburga albo Kijowa. Tymczasem inny zakneblowany literat, Jewgienij Zamiatin, zresztą przyjaciel Bułhakowa, pozwolenie na przeprowadzkę do Francji dostał od ręki.

Dla kolegów po fachu, którzy ze strachu lub dla kariery grali w czerwonej orkiestrze, Michaił Afanasjewicz był chodzącym wyrzutem sumienia. Odmawiał samokrytyki i przerabiana swoich tekstów w duchu propagandowym. W prasie nadal wylewano na niego pomyje. Najbardziej miażdżące krytyki wycinał i robił z nich albumy, co trudno tłumaczyć inaczej, niż masochizmem. Utrzymywał dystans wobec zdominowanego przez lizusów środowiska. Gdy zaczęła się Wielka Czystka, nie chodził na zebrania, na których potępiano wczorajszych ulubieńców władzy.

Stalin na ścianie świątyni. Putina usunęli. Czy Matka Boska objawiła się Armii Czerwonej?

Protodiakon kontra protojerej. Starcie w Cerkwi.

zobacz więcej
Oczywiście, masowe aresztowania i coraz mocniejsze przykręcanie śruby robiły wrażenie na Bułhakowie. Starał się żyć normalnie, chodził na przyjęcia do amerykańskiej ambasady, lecz domyślał się, że niektórzy z jego znajomych są donosicielami. Popadł w obsesję na punkcie Stalina: wymyślał zabawne historyjki o tym, jak stał się przyjacielem genseka. „Mistrza i Małgorzatę” pisał do szuflady, bez nadziei, że kiedyś powieść ujrzy światło dzienne. Obawiając się rewizji, niszczył co bardziej nieprawomyślne rozdziały, by je potem z pamięci odtwarzać. Diabeł grasujący w Moskwie trochę przypomina Josifa Wisaronowicza, lecz ma zdecydowanie więcej klasy.

Tłumacz sztuk Bułhakowa na angielski namawiał go do wydania oświadczenia, że nawrócił się na bolszewizm. I pisarz poniekąd to zrobił: oprócz sztuki na urodziny Stalina zamierzał napisać podręcznik historii ZSRR. Gdyby te projekty doszły do skutku, z męczeńskiej legendy twórcy „Białej Gwardii” nic by nie zostało. „Batumi” w wersji ocenzurowanej przez Kreml, wystawiano by w największych sowieckich teatrach, a wkrótce także w Polsce Ludowej i wszędzie, gdzie sięgnęły macki czerwonego imperium. Miliony dzieci uczyłyby się z książki pełnej kłamstw i przeinaczeń.

Na szczęście Stalin okazał się prostym sadystą i dzięki temu Michaił Afanasjewicz zakończył karierę jako librecista w Teatrze Wielkim. Rzecz jasna, żadne z jego librett nie zostało wykorzystane. „Nic mi nigdy nie wyszło tak, jak chciałem” – żalił się umierający 48-letni pisarz w liście do młodszej siostry. Na jego mogile położono głaz, zdobiący wcześniej grób Gogola.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Źródło: „Marietta Czudakowa – Michaił Bułhakow. Życie nieoczywiste”, Wydawnictwo Akademickie SEDNO 2020
Zdjęcie główne: "Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomymi!" W maju 2019 roku w Moskwie na Patriarszych Prudach stanął znak zakazu z sylwetkami Wolanda, Korowiowa i i Behemota. Fot. Sergei Bobylev\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
W Narodowym: o strasznym łańcuchu pokoleń
Piotr Zaremba: Czy przywoływanie klasycznego już scenariusza filmowego Ingmara Bergmana ma sens dziś – w obliczu pandemii, która niszczy wszystkim życie?
Kultura Najnowsze wydanie
400 iniekcji i prześwietlenie. Pacjentka z Jasnej Góry
Zastrzyki czy wlewki? Wosk czy klej? Jak podtrzymać „zdrowie” cudownego obrazu?
Kultura Poprzednie wydanie
Dla pielgrzymów, kupców, szpiegów i ...
„Przewodniki literackie” powstają dla ludzi, dla których literatura jest bardziej prawdziwa niż życie. A już na pewno równie ważna.
Kultura wydanie 9.10.2020 – 16.10.2020
Angielska klasyka, polska aktualność. Teatr czasów koronawirusa
Piotr Zaremba: Chodzę teraz na przedstawienia kilka razy w tygodniu. Chodzę w strachu, że uczestniczę w czymś nad wyraz kruchym, co lada dzień może się skończyć.
Kultura wydanie 9.10.2020 – 16.10.2020
Nazywam się Bond, James Bond. Jestem żywym trupem
Agent 007 przeżył 130 zamachów, a w jego stronę oddano 4622 strzały. Powalił go dopiero COVID-19.