Felietony

Czy autorytaryzm to tylko cecha prawicy? Wizje Anne Applebaum i Bartosza Węglarczyka

Redaktor naczelny Onetu wyznaje, że nie jest w stanie normalnie rozmawiać z Rafałem Ziemkiewiczem, od kiedy prawicowy publicysta uznał, iż „na promowaniu wszelkich fobii można w Polsce zarobić górę pieniędzy”.

Zanim polski przekład „Twilight of Democracy” („Zmierzchu demokracji”) trafi do rąk czytelników, upłynie jeszcze trochę czasu (premiera zapowiadana na grudzień). Ale o tej najnowszej książce Anne Applebaum jest już w Polsce głośno za sprawą rezonansu, jaki wywołuje w świecie.

Znana amerykańska dziennikarka, laureatka Nagrody Pulitzera, postanowiła przyjrzeć się bliżej zjawiskom i procesom, które uważa za przejawy autorytarnych tendencji w ramach współczesnych liberalnych demokracji. Recenzenci „Twilight of Democracy” zwracają uwagę na przewijający się w książce osobisty ton. Applebaum nie kryje wielkiego rozczarowania, jakie sprawiło jej grono osób, z którymi utrzymywała niegdyś bliskie stosunki.

Chodzi o mniej lub bardziej znane postaci z kręgów szeroko pojętej prawicy w Polsce i na Węgrzech. 20 lat temu – wspomina dziennikarka – ludzie ci byli zwolennikami integracji swoich krajów z Zachodem, a dziś – dodaje – szermują nacjonalizmem i populizmem popierając rozwiązania, które – jej zdaniem – są sprzeczne z zachodnimi standardami politycznymi.
Anne Applebaum za wydaną w roku 2003 książkę „Gułag” otrzymała w 2004 Nagrodę Pulitzera w kategorii „General nonfiction”. Fot. Leonardo Cendamo/Getty Images
Tę opinię Applebaum zdaje się podzielać Bartosz Węglarczyk. Redaktor naczelny Onetu zamieścił na tym portalu w niedzielę tekst, w którym istotnym wątkiem są pretensje autora do kolegów po fachu kojarzonych – jeśli chodzi o poglądy – z polską prawicą.

Węglarczyk wyznaje, że ma podobne doświadczenia, co Applebaum. Jako przykład podaje swoje relacje z Rafałem Ziemkiewiczem. Choć w poglądach zawsze się między sobą różnili, to kiedyś rozmawiali „jak normalni ludzie”. Dziś zaś jest to niemożliwe. A to między innymi dlatego, że – jak twierdzi redaktor naczelny Onetu – „Ziemkiewicz odkrył, że na promowaniu wszelkich fobii można w Polsce zarobić górę pieniędzy”.

Wisienką na torcie w tekście Węglarczyka okazuje się konkluzja. Otóż publicysta oznajmia, że współczesne liberalne demokracje znalazły się w niebezpieczeństwie, które przywołuje na myśl Republikę Weimarską przełomu lat 20. i 30. Wniosek? Tacy politycy, jak Donald Trump czy Viktor Orbán – w oczach Applebaum i Węglarczyka szwarccharaktery – przecierają szlak jakimś nowym brunatnym dyktatorom.

Próżno szukać w recenzji „Twilight of Democracy” na Onecie krytycznej refleksji autora wobec środowiska politycznego, z którym sympatyzuje. W tekście brak jakichkolwiek niuansów, po prostu jedne plemię jest dobre, a drugie złe. Do tego dochodzi tropienie niskich pobudek u osób z przeciwnej strony barykady – tak jakby odrzucenie ideologicznych projektów George’a Sorosa (choćby niezgoda na realizację lansowanej przez tego amerykańskiego biznesmena koncepcji wielokulturowości), nie mogło wypływać ze szczerych przekonań.

Dopełnieniem jest sugestia, że współczesna prawica, która staje okoniem wobec porządków narzucanych społeczeństwom przez tęczową lewicę czy liberalnych globalistów, toruje drogę jakimś nowym nazistom.

Jakże kontrastuje z tym, co napisał Bartosz Węglarczyk, inna recenzja książki Anne Applebaum. Chodzi o tekst, który ukazał się w ubiegłym tygodniu na portalu dwutygodnika „The American Conservative”. Autorem jest publicysta Rod Dreher.

To bezkompromisowy demaskator kapitulanckich postaw, które dostrzega on wśród polityków Partii Republikańskiej, gdy są oni naciskani w rozmaitych sprawach przez lewicowe i liberalne ośrodki opiniotwórcze. Jego „Opcja Benedykta” z roku 2017 została uznana na łamach dziennika „The New York Times” za „najważniejszą książkę religijną dekady”. W ubiegłym roku bestseller ten doczekał się polskiego tłumaczenia.

Drehera – w odróżnieniu od Węglarczyka – nie interesuje w „Twilight of Democracy” magiel. Amerykański publicysta stwierdza, że jeśli chodzi o ocenę poczynań konkretnych osób, być może Applebaum ma rację, lecz on tych ludzi nie zna, więc na temat ich postępowania się nie wypowiada.

Tylko wariat może mieć prawicowe poglądy? Psychiatria w służbie polityki

Sowieci u antykomunistów diagnozowali „schizofrenię bezobjawową”. Współcześni lewicowcy u konserwatystów dostrzegają fobie, paranoję, sadyzm i domagają się, aby poddawać ich terapii.

zobacz więcej
Natomiast w centrum uwagi Drehera jest to, jak idee oddziałują na społeczeństwa. A zatem podejmuje on dużo ważniejsze kwestie niż niesnaski towarzyskie.

Publicysta zgadza się z Applebaum, że we współczesnych liberalnych demokracjach dają o sobie znać tendencje autorytarne. I nawet przyznaje jej rację, że występują one wśród nowych politycznych elit w tych krajach, w których do władzy doszła prawica kontestująca liberalne status quo.

Tyle że – według Drehera – autorytaryzm jest także cechą lewicowych radykałów, którzy zdobywają dla siebie przyczółki w różnych instytucjach. To choćby ostatnio w USA ruchy uprawiające „cancel culture” („kulturę unieważniania”), czyli w imię równości dążące do wymazywania ze zbiorowej pamięci tych postaci, które oskarżają o rasizm i inne politycznie niepoprawne postawy.

Pojawia się tu też sprawa prześladowań za poglądy. Jako jeden z przykładów Dreher wskazuje przypadek Brendana Eicha. Ten twórca popularnego języka programowania JavaScript był do 2014 roku dyrektorem zarządzającym Fundacji Mozilla, którą sam współzakładał.

Co się stało, że stracił tę funkcję? Otóż upubliczniony został fakt, że Eich w roku 2008 wsparł niedużą kwotą inicjatywę stawiającą sobie za cel niedopuszczenie do tego, żeby stanowe ustawodawstwo Kalifornii zezwoliło na zawieranie „małżeństw” jednopłciowych.

Według Drehera, autorytarne zapędy wykazują też organy Unii Europejskiej, które w miękki sposób (a więc zgoła inaczej niż dawniej Związek Sowiecki) chcą Polakom odebrać suwerenność i ich kulturowo wykorzenić. Podnosząc tę kwestię amerykański publicysta powołuje się na wydaną po angielsku książkę Ryszarda Legutki „The Demon in Democracy” („Demon w demokracji”). Jak widać, i we współczesnej polskiej myśli konserwatywnej jest potencjał eksportowy. Prawica znad Wisły nie ma powodów do kompleksów. Tytułem dygresji warto nadmienić, że wspomniana książka Legutki stała się w zeszłym roku pretekstem do odwołania jego wykładu w Middlebury College (stan Vermont). Tak bowiem zareagowały władze tej uczelni, gdy w internecie pojawiły się pod adresem polskiego filozofa epitety „homofob” i „seksista”.

Ale naprawdę ciężką artylerię przeciw wywodom Anne Applebaum wytacza Dreher pod koniec swojego tekstu. Przytacza bowiem argumenty człowieka, którego poglądy powinny być autorce „Twilight of Democracy” bliskie. Chodzi o Iwana Krastewa. W Polsce ten bułgarski politolog publikuje na łamach „Gazety Wyborczej”, a jego książki wydaje „Krytyka Polityczna”.

Krastew zrecenzował najnowszą pozycję Applebaum na łamach dwumiesięcznika „Foreign Policy”. Publicystce zarzucił, że zatrzymała się w czasie, że kieruje się ona wciąż zimnowojennymi schematami: patrzy na świat poprzez pryzmat – w jej mniemaniu nierozerwalnych – więzi łączących demokrację z kapitalizmem.
Anne Applebaum „Twilight of Democracy: The Seductive Lure of Authoritarianism”, wyd. Doubleday, lipiec 2020
Zdaniem Krastewa, Applebaum większość toczących się konfliktów w świecie rozpatruje w kategoriach starcia sprzecznych wartości, a nie różnicy interesów. Politolog uważa, że taka właśnie idealizacja demokracji i kapitalizmu przez wiele osób sprawiła, że były one pierwsze jeśli chodzi o dostrzeżenie zagrożenia ze strony Władimira Putina, a zarazem ostatnie, żeby potępić „paskudną wojnę” George’a W. Busha w Iraku.

Tak więc i wśród liberałów są osoby zdolne do krytycznego myślenia wobec własnej formacji intelektualnej. To właśnie przypadek Krastewa, który – jak wynika z tekstu Drehera – zdaje sobie sprawę z tego, że za frazesami o konieczności niesienia światu demokracji, praw człowieka, ideałów „społeczeństwa otwartego” (czasem w formie zbrojnej interwencji), mogą się kryć jak najbardziej brudne przyziemne interesy polityczne czy biznesowe.

Tymczasem świat przedstawiony przez Anne Applebaum i Bartosza Węglarczyka jawi się jako pole walki Dobra ze Złem. Tyle że jeśli ktoś przekonany jest o tym, że ucieleśnia godne upowszechniania wartości, a jego przeciwnicy to wysługujący się wrednej prawicy u władzy cyniczni koniunkturaliści, wówczas kroczy prostą drogą do dehumanizacji osób, z którymi się spiera.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Tacy politycy, jak Donald Trump czy Viktor Orbán – w oczach Applebaum i Węglarczyka szwarccharaktery – przecierają szlak nowym brunatnym dyktatorom. Fot. REUTERS/Carlos Barria
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Maska
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Diabeł
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Pamiętajmy o tym, że przemijamy
Wprawdzie udaje ci się odsunąć śmierć, ale czy uda ci się ją usunąć?
Felietony Poprzednie wydanie
Na rozdrożu. Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Czajka
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.