Historia

Piłka i pięść. Polski sport w Wolnym Mieście Gdańsku

Wśród osób związanych z Gedanią nie brakowało wybitnych indywidualności, by wspomnieć tylko legendarnego Feliksa Stamma, pod którego okiem trenowali pięściarze. A nie chodziło tylko o naukę klasycznego boksu, lecz także o wyrobienie w młodych ludziach refleksu, odwagi i bojowości.

Dla Polaków z międzywojennego Gdańska sportowy tryb życia często był nie tyle wyborem, ile koniecznością. Siła, refleks i wytrzymałość, kształtowane w ringu, na strzelnicach oraz boiskach pozwalały skutecznie odpowiadać na zaczepki Niemców. Z czasem potencjał tkwiący w takich klubach jak Gedania Gdańsk dostrzegli warszawscy wojskowi i postanowili go spożytkować na wypadek wojny polsko-niemieckiej. Z jakim skutkiem?

Tajny Gdańsk

Gdańska Polonia długo pozostawała na marginesie zainteresowania władz II RP. Nie interesowali się nią specjalnie ani ludowcy, ani endecy. Dopiero sanacja zwróciła baczniejszą uwagę na tamtejszych Polaków – przede wszystkim na młodych mężczyzn. Nieprzypadkowo, w czasie narastających napięć narodowościowych nad Motławą stanowili oni wartość, która mogła zostać wykorzystana.

Z jednej strony, polscy gdańszczanie mogli, po przeszkoleniu przez instruktorów z kraju, skutecznie chronić swoje rodaczki przed niemieckimi atakami. Tych zaś nie brakowało. „Na przełomie lat 20. i 30. pod byle pretekstem, w biały dzień, członkowie SA i paramilitarnej organizacji Stahlhelm napadali na Polki na ulicach, w tramwajach, w pociągach podmiejskich” – pisze Janusz Trupinda w książce „KS Gedania – klub gdańskich Polaków (1922-1953)”.

Z drugiej strony, Polacy byli idealnymi kandydatami na dywersantów w razie wybuchu konfliktu polsko-niemieckiego. W związku z tym, powołano tajny okręg Związku Strzeleckiego, który wziął na swoje barki organizację w Gdańsku sieci konspiracyjnej. Efekty przyszły szybko w postaci pogotowia obywatelskiego, „pogobu”, tworzonego przez drużyny („dziesiątki”), składające się z kilku/kilkunastu (maksymalnie 5-osobowych) patroli. W 1932 roku gdańska konspiracja przybrała jeszcze tajniejsze oblicze – za sprawą Organizacji Bojowej.


W razie wojny jej członkowie – głównie gdańscy kolejarze, pocztowcy i harcerze – mieli utrudniać Niemcom życie poprzez dezinformację, podpalenia, wreszcie zamachy przy wykorzystaniu bomb i rewolwerów. Na razie, OB-owcy koncentrowali się na działaniach wywiadowczych – przykładowo w 1938 roku jeden z nich, Antoni Wieloch, kilkakrotnie potajemnie podpływał na Wyspę Spichrzów, aby wytypować najbardziej łatwopalne obiekty.

Szkolenia bojowców odbywały się regularnie w Polsce, niemniej Warszawa wiedziała, że bez odpowiedniej infrastruktury sportowej w Gdańsku, nie utrzymają oni długo kondycji. Państwowy Urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego zadbał więc o modernizację boiska we Wrzeszczu, dotychczas użytkowanego przez Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”.
Feliks Stamm w Gedanii zaczynał swoją trenerską karierę. Na zdjęciu: Mecz bokserski Warszawa-Monachium, 1938. Trener Feliks Stamm udziela rad Julianowi Neudingowi. Fot. NAC/IKC
Głównym zadaniem PUWFiPW, powołanego w 1927 roku z inicjatywy Józefa Piłsudskiego, było usportowienie społeczeństwa, m.in. poprzez zakładanie ogródków jordanowskich, organizację obozów czy budowę poradni sportowo-lekarskich.

Na unowocześnienie gdańskiego obiektu Urząd wyłożył 55 000 zł, 39 000 zł dodał Komisariat Generalny RP i w 1932 roku powstał obiekt, obejmujący m.in. boisko do piłki nożnej, 6-torową bieżnię, skocznię do skoku w dal i o tyczce oraz małokalibrową strzelnicę.

„10 strzałów ku chwale ojczyzny”

Modernizacja stadionu nie tylko wpłynęła na poprawę jego funkcjonalności, ale i pociągnęła za sobą zmianę użytkownika. Odtąd treningi zaczęli tu członkowie największej polskiej organizacji sportowej w Wolnym Mieście Gedanii Gdańsk. Jak ulał, pasowało do niej motto, którym dziś chlubi się FC Barcelona: „Więcej niż klub”.

Gedania to był nie tylko ośrodek sportowy, ale i kulturalno-społeczny. Wychowywała młode pokolenie gdańskich Polaków w duchu patriotyzmu i poczucia łączności z oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów ojczyzną. Wydział Młodzieżowy klubu regularnie organizował spotkania z okazji świąt religijnych i państwowych, podczas których nastoletni sportowcy poznawali polskie zwyczaje, razem z nauczycielami śpiewali kolędy i pieśni patriotyczne itd. Na co dzień zaś młodzież uczestniczyła w wykładach o historii sportu, sensie higieny czy negatywnych konsekwencjach używek.

Wolne Miasto Gdańsk. Od niemieckiego nacjonalizmu do swastyki

Międzywojenni gdańszczanie „wolność” w nazwie rozumieli jako wolność od zobowiązań wobec Polski i lekceważenie Wysokiego Komisarza. Właściwie to nie chcieli żadnej wolności. Chcieli należeć do Niemiec.

zobacz więcej
Wśród osób związanych z Gedanią nie brakowało wybitnych indywidualności, by wspomnieć tylko legendarnego Feliksa Stamma, pod którego okiem trenowali pięściarze. Szkoleniowiec, który kursował między Poznaniem a Wolnym Miastem zdobył wówczas sławę w Gdańsku, czas na ogólnopolską popularność miał dopiero nadejść po wojnie. Gedanistą był też Aleksandel Tupalski – hokeista, strzelec pierwszej bramki dla polskiej reprezentacji, olimpijczyk z Sankt Moritz (1928), a zarazem miłośnik futbolu i wioślarstwa.

Takie autorytety przyciągały do klubu młodzież, a władze Gedanii nie ograniczały działalności propolskiej do inicjatyw Wydziału Młodzieżowego. Na przykład członkowie sekcji strzeleckiej przeszli do historii jako organizatorzy zawodów „10 strzałów ku chwale ojczyzny”. Udziałem lekkoatletów stał się coroczny start w gdańskich zawodach organizowanych z okazji święta 3 Maja, a sekcja moto zaangażowała się w manewry pod patronatem polskiego Towarzystwa Byłych Wojaków i Powstańców.

Przez ring ku konspiracji

Za przekazaniem kompleksu sportowego we Wrzeszczu gedanistom przemawiała nie tylko liczebność „biało-amarantowych”, ale przede wszystkim osoba prezesa. Podpułkownik Antoni Rosner objął stery Gedanii na przełomie lat 20. i 30., równocześnie pełniąc obowiązki szefa Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego RP w Gdańsku.

Jako oficer dawał gwarancję, że Gedania zaangażuje się w konspiracyjne szkolenie gdańskich Polaków. Zresztą, Rosner nie poprzestał na szefowaniu Gedanii – w 1932 roku stanął na czele Polskiej Rady Sportu, która oficjalnie opiekowała się sportową Polonią z Wolnego Miasta Gdańska. Nieoficjalnie – organizowała dla członków polskich klubów kursy przysposobienia wojskowego.
Rok 1933. Szefa Wydziału Wojskowego przy Komisariacie RP w Gdańsku, ppłk. Antoni Rosner żegna przedstawiciela Senatu Gdańskiego. Fot. NAC/IKC
Wprawdzie zgodnie ze statutem, Rada była organizacją społeczną, ale już analiza jej składu nie pozostawiała wątpliwości, że jest ona uzależniona od polskich władz. Przewodniczący to jedno, ale w Radzie znalazły się też miejsca dla czołowych działaczy Związku Strzeleckiego, m.in. Ludwika Muzyczki – komendanta konspiracyjnego okręgu północnego ZS.

A to on stał za tajnymi szkoleniami bokserskimi, organizowanymi dla Polaków w budynkach Gedanii. Wyzwanie nie lada, ale Muzyczka zadbał zarówno o stronę personalną przedsięwzięcia – na jego prośbę Komendant Główny Związku Strzeleckiego przysłał z Warszawy trzech instruktorów – jak i „sprzętową”, sprowadzając do Gdańska ponad 100 par rękawic bokserskich. „Oczywiście nie chodziło o naukę klasycznego boksu, lecz o nauczenie skutecznego zadawania i parowania ciosów, przy jednoczesnym wyrabianiu szybkiego refleksu, odwagi i bojowości” – zwraca uwagę Janusz Trupinda.

Choć tajne, szkolenia miały otwarty charakter – mogli w nich uczestniczyć zarówno członkowie gdańskich klubów, jak i niezrzeszeni Polacy. Wszystkich obserwowali komendanci strzeleckich „dziesiątek”, a najlepszych werbowali „dla liczebnego i jakościowego wzmocnienia szeregów zaprzysiężonych”.

Nienawiść między Legią a Polonią wywołali komuniści

Był taki mecz, na którym pojawili się nawet kibice Legii, by kibicować Polonii.

zobacz więcej
Gdyby sprawa bokserskich lekcji ujrzała światło dzienne, władze klubu czekałyby zapewne poważne represje, ale ryzyko się opłaciło. Polskie władze odwdzięczały się np. ściąganiem do Gedanii co lepszych sportowców, a gdy zachodziła konieczność, rozbudowywały wrzeszczański stadion. Dzięki temu kompleks powiększył się o Dom Sportowy, z szatniami, natryskami, gabinetami do masażu i kawiarnią.

A więc wojna!

W przypadku takich klubów jak Gedania działalność sportowa łączyła się z konspiracyjną, ale bywały też przypadki skrajne. Mowa o klubach funkcjonujących jedynie na papierze, które stanowiły parawan dla szkoleń Polaków – nie tyle przyszłych dywersantów, ile przyszłych żołnierzy.

Wystarczy wspomnieć, powstałe w 1938 roku, KS „Orzeł”, KS „Gryf”, KS „Mewa”, KS „Kaszuba” i KS „Bałtyk”, których „członkowie” mieli za zadanie, w razie wojny, bronić wybranych polskich obiektów. Po zyskaniu wsparcia Korpusu Interwencyjnego KS-y, a właściwie kompanie, miały natomiast przejść do ofensywy i zdobywać kluczowe budynki we wskazanych dzielnicach. W 1939 roku zmieniono jednak wytyczne i oddziały gdańskie skoncentrowały się na przygotowaniach obronnych.

Obrona polskiego Gdańska obejmowała takie obiekty jak budynki Poczty Polskiej, Urząd Pocztowy na Dworcu Gdańskim, byłe koszary w Nowym Porcie, Biuro PKP, budynki Komisariatu Generalnego czy Gimnazjum Polskie. Aby przybrała zorganizowany charakter, poszczególnym kompaniom przydzielono rejony – np. „Kaszubie” Wrzeszcz, „Orłowi” Śródmieście, a „Mewie” Nowy Port.
Po kapitulacji. Polscy pocztowcy 1 września 1939 roku w Gdańsku. Fot. Wikimedia
Z kolei żołnierze „Gryfa” (Oliwa) i „Bałtyku” (Sopot) w pierwszej kolejności mieli zająć się dywersją – zaburzaniem pracy stacji radiowej w Jelitkowie oraz destabilizowaniem ochrony niemiecko-polskiej granicy w Kolibkach i Orłowie. Ostatecznie, Warszawa uznała jednak, że wobec przewagi niemieckiej obrona polskich obiektównie ma sensu – odpowiednie rozkazy dotarły do kompanii gdańskich w ostatnich dniach sierpnia. Walkę mieli podjąć przede wszystkim pocztowcy i załoga Westerplatte.

Sierpień 1939 to także eskapada kilkudziesięciu polskich gdańszczan, w tym gedanistów, którzy w przededniu wojny postanowili zgłosić się do Wojska Polskiego. Paradoksalnie, pogardliwe określenie nadane im przez niemiecką prasę – „Gdańska Brygada Obrony Narodowej” („Danziger Nationalverteidigungsbrigade”) – miało w sobie coś z prawdy. Młodzież opuściła przecież Wolne Miasto, często w tajemnicy przed rodzicami, nie po to, aby znaleźć nad Wisłą bezpieczny kąt, ale by dać świadectwo swojego patriotyzmu.

Wojsko Polskie nie przywitało ich kwiatami. „Skierowano nas do koszar, po zbadaniu przez komisję lekarską przydzielono nas do poszczególnych kompanii i batalionów. Jako umundurowanie otrzymaliśmy tylko robocze drelichy. Broń dano nam dopiero później” – będzie potem wspominał jeden z nich.

Kampania wrześniowa zakończyła się dla nich wraz z kapitulacją Warszawy, a powrót do Gdańska miał przynieść kolejne miesiące niepewności, a nierzadko także represji.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Przygotowania wojenne gdańskiego Związku Strzeleckiego” Andrzeja Drzycimskiego, „Polska Podziemna na Pomorzu w latach 1939–1945” Andrzeja Gąsiorowskiego, Bogdana Chrzanowskiego i Krzysztofa Steyera oraz „KS Gedania – klub gdańskich Polaków (1922-1953)” Janusza Trupindy.
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Dla niego kelnerzy podsłuchiwali polityków. Najlepiej opłacany...
Kiedy zaczęły się obrady rządu, coś poruszyło się za kotarą. Odsunięto zasłonę i oczom zdumionych ministrów ukazał się…
Historia Poprzednie wydanie
Polskie Kresy wstępują do sowieckiego raju
Żeby był porządek na jeden mandat z okręgu był uzgodniony tylko jeden kandydat.
Historia Poprzednie wydanie
Mało biłam dzieci. Jeżeli je biłam, to tylko na polecenie
Zła, okrutna. Nigdy nie widziałam jej bez pejcza. Traciłyśmy przytomność – mówią jej ofiary.
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Wywiesiliśmy proporce z barwami narodowymi i godłem. Jak...
Hydroplan z czarnym napisem U.S. COAST GUARD zrzucił mały, płócienny woreczek zawierający krótką wiadomość: „Are you O.K.?”
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Nie tylko Haberbusch i Schiele. Jak Niemcy zostawali Polakami
Ojciec poety był weteranem powstania styczniowego, dziad – listopadowego. Ale prapradziad przybył z Turyngii.