Cywilizacja

Łączy nas piłka. Dzieli Boniek

Świetny piłkarz, marny trener, obrotny – choć kontrowersyjny – prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej. Człowiek, który nie lubi, żeby o nim źle mówić.

Środowa „Gazeta Polska” opublikowała artykuł Piotra Nisztora „Kapitan SB trzęsie polską piłką” dotyczący Andrzeja Placzyńskiego, szefa firmy Lagardère Sports Poland (wcześniej Sportfive), która z PZPN ma podpisaną umowę na pośrednictwo m.in. w pozyskiwaniu sponsorów dla reprezentacji i sprzedaży praw telewizyjnych do jej meczów. Ma to być dowodem na świetną komitywę obu panów, których sportretowano razem na okładce.

Choć znajomość powinna przynieść Bońkowi raczej poczucie wstydu: według tygodnika Placzyński w latach 1980-1990 był pracownikiem Departamentu I MSW (wywiadu PRL), z czego ostatnie trzy lata służby spędził jako funkcjonariusz pod przykryciem w Wiedniu, gdzie miał rozpracowywać papieża Jana Pawła II!

Publikacja zbiegła się w czasie z postanowieniem I wydziału cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie, którego przewodniczący 27 sierpnia zabronił Nisztorowi przez rok pisania o Bońku – za każdorazowe złamanie tego zakazu grozi kara 5 tysięcy złotych. Dziennikarzowi nie wolno wspominać o powiązaniach Bońka – w przeszłości lub obecnie – „z władzami komunistycznej Polski, Służbą Bezpieczeństwa i prześladowcami Jana Pawła II oraz pełnieniu przez niego w PZPN roli gwaranta i rzecznika systemu komunistycznego, a więc bycie osobą niegodną do sprawowania funkcji prezesa”.
Andrzej Placzyński według "Gazety Polskiej" w latach 1980-1990 miał być pracownikiem wywiadu PRL. Rozpracowywał m.in. Jana Pawła II. Na zdjęciu Placzyński podczas zajęć kadry narodowej na obozie przygotowawczym w Lienz w maju 2012 roku - jeszcze za prezesury PZPN Grzegorza Laty. Fot. PAP/Leszek
Zakaz obejmuje też wspominanie o niegospodarności w zarządzaniu PZPN, w tym niekorzystnej finansowo współpracy ze spółką Lagardère Sports Poland i pomniejsze kwestie: uprawianie nepotyzmu i kumoterstwa poprzez wykorzystywanie stanowiska w PZPN w celu umożliwienia bratankowi uzyskania tytułu sędziego piłkarskiego, bratu – wysokich przychodów z tytułu świadczenia usług na rzecz PZPN oraz zatrudnienie w PZPN Mateusza Kijowskiego (na prośbę Grzegorza Schetyny); prowadzenie polityki finansowej PZPN w sposób nietransparentny; nieujawnienie przed urzędem skarbowym 1,1 miliona euro dochodu i nieodprowadzenie podatku 1,6 miliona złotych.

Po sądowym kneblu dla dziennikarza podniosła się burza, poczynając od autora, przez kolegów po piórze, aż po dawnych opozycjonistów i obecnych polityków: „sąd nie miał prawa”, „absolutny skandal”, „postanowienie powinno być uchylone”, „zamach na wolność słowa”, „kompletne kuriozum”, „powrót cenzury” – komentowano.

Redaktor naczelny tygodnika Tomasz Sakiewicz zwrócił uwagę, że postanowienie zostało wydane przed publikacją. „Sąd, podejmując tę decyzję, nie znał treści artykułu, bo go po prostu jeszcze nie było, a mimo to zakazał jego publikacji. Przyznam, że tego typu działania to jest już taki najgłębszy PRL” – mówił Sakiewicz. Co nie jest do końca prawdą, bo wojna Nisztora z Bońkiem trwa o wiele dłużej.

Szara eminencja, biały kruk

Od kilku miesięcy dziennikarz publikuje materiały, które jego zdaniem świadczą o nieprawidłowościach w PZPN. Gdy Boniek pochwalił się, że od jednego z włoskich klubów otrzymał propozycję objęcia roli prezesa po zakończeniu misji w PZPN, dziennikarz napisał: „Tak PR-owcy Bońka chcą odwrócić uwagę od kulis przedłużenia jego kadencji na fotelu prezesa PZPN oraz wątpliwości wokół finansów związku”.

Nisztor – definiujący się na swoim profilu na Twitterze jako dziennikarz śledczy i miłośnik buldożków francuskich – opublikował też rejestr korzyści jednego z parlamentarzystów, z którego wynikało, że koszty jego dwutygodniowego pobytu na EURO 2016 we Francji („luksusowe hotele, najdroższe restauracje i inne atrakcje”) pokrył PZPN. Przesłał też Bońkowi pytania o „szwajcarskie konto, pewną brytyjską spółkę i kilku zagranicznych biznesmenów”.

Już wcześniej pisał o „interesach Bońka z esbekiem rozpracowującym Jana Pawła II”, gdzie wyrażał zdziwienie, że prezes PZPN nie zna czarnej przeszłości swojego partnera w biznesie i uczynił go szarą eminencją polskiego futbolu. Jeszcze w lipcu dopytywał o znajomość obu panów, ale prezes PZPN lekceważąco i kpiąco odpisał mu na Twitterze:
Zbigniew Boniek zarządza najbogatszym związkiem sportowym w Polsce, którego budżet wynosi ponad 300 milionów złotych. Na zdjęciu prezes podczas odbywającego się w warszawskim hotelu Sheraton Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczego PZPN w październiku 2018. Fot. PAP/Leszek Szymański
– Jakie relacje z Andrzejem Placzyńskim utrzymuje Zbigniew Boniek?
– Inne niż z moją żoną.
– Kiedy i w jakich okolicznościach Zbigniew Boniek poznał Andrzeja Placzyńskiego? Kto mu go przedstawił?
– Nie mam pojęcia.
– Ile razy Zbigniew Boniek uczestniczył w wyjazdach zagranicznych finansowanych przez Andrzeja Placzyńskiego, firmę Sportfive?
– Nigdy, jak już to ja jako prezes zapraszam ludzi, sponsorów na mecze czy wyjazdy.
– Szanowny Panie Prezesie, takimi odpowiedziami ośmiesza Pan siebie, nie mnie. Miłej środy.

Boniek z artykułami „Gazety Polskiej” oraz internetowymi wpisami dziennikarza nie chciał dyskutować, choć uważa je za niezgodne z prawdą, ale od razu zapowiedział skierowanie sprawy na drogę prawną. „Nawet nie wiem jak [Nisztor] wygląda, jutro szukam dobrego, twardego adwokata. [Nisztor] mówi rzeczy totalnie z kosmosu i jeszcze oczekuje odpowiedzi. Pewnych rzeczy się nie zostawia...” – wyrokował.

I tak się stało: preludium do decyzji sądu było wezwanie dziennikarza do zaprzestania naruszeń, które otrzymał od kancelarii Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy. „Szanowny Panie Prezesie, naprawdę Pan myśli, że pismo mec. Ślusarka mnie zastraszy? Nie jest Pan żadną świętą krową, ale szefem największego związku sportowego w PL finansowego przez państwo i spółki kontrolowane przez Skarb Państwa” – napisał Nisztor. To fakt: Boniek zarządza najbogatszym związkiem sportowym w Polsce, którego budżet wynosi ponad 300 milionów złotych – choć warto zaznaczyć, że to są pieniądze w części zdobyte dzięki operatywności prezesa od prywatnych firm. I jeśli uważa, że jego dobra zostały naruszone, może dochodzić sprawiedliwości na drodze sądowej w normalnym trybie, nie poprzez postanowienia sądowe i zastraszanie dziennikarza .

Boniek wybrał jednak drogę na skróty, aby spacyfikować następnych pytających, bo to samo działo wytoczył wobec „Gazety Polskiej” – wystąpił o „zabezpieczenie roszczeń na czas trwania postępowań”, decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła, ale „Gazeta Polska” z feralnym artykułem zniknęła z kiosków i stała się białym krukiem. Póki co zamilknąć ma Nisztor, innych chętnych być nie powinno.

Prowizja, presja, prywata

Otóż są. „Przy okazji trochę szkoda, bo były też bardzo ciekawe wątki, choćby zlecenia PZPN dla firmy należącej do brata Bońka. I to umknęło i przeszło niezauważone w zalewie zbędnych insynuacji” – zauważył Marek Wawrzynowski, dziennikarz Wirtualnej Polski.

Chodzi o Romualda Bońka, który wraz z synem Marcinem od 19 lat prowadzi rodzinną firmę Mikrotel zajmującą się brandingiem imprez sportowych i świadczącą usługi przy okazji meczów piłkarskiej reprezentacji Polski. To pachnie nepotyzmem, tymczasem PZPN nie chciał ujawnić Nisztorowi, ile zarobiła bydgoska firma. Sąd zakazał mu również publikowania informacji, że „Mikrotel świadczy usługi na rzecz PZPN, z tytułu których wystawia faktury”. Czy i Wawrzynowskiemu z tej okazji zostaną zakneblowane usta?

Klątwa Bońka. Jak upadała polska piłka nożna

Polscy kibice jeszcze zatęsknią za awansami...

zobacz więcej
Tym bardziej, że na tym nie koniec. Dziennikarz WP opisał właśnie w felietonie na wp.pl: „Jak bońkowy PZPN zarzyna polski futbol i prowadzi go do upadku, czyli afery z licencjami trenerskimi ciąg dalszy”. I wyjaśniał zakazany mechanizm: „Co roku grupa zdolnych trenerów odbija się od szklanego sufitu. Zamyka się im drogę rozwoju zawodowego. PZPN zabetonował rynek szkoleniowy i zabił uczciwą konkurencję. Ale nie chodzi tylko o zawiedzione nadzieje. Warto zwrócić uwagę, że PZPN pokazuje, iż ma w nosie obowiązujące przepisy, tworzy państwo w państwie. Grupka osób daje do zrozumienia, że stoi ponad przepisami. Ograniczenie stosowane przez PZPN jest niezgodne z Konstytucją. Artykuł 65, ustęp 1 mówi: ‘Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy’”.

Jacek Kmiecik, były dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, narzekał w rozmowie z gol24.pl, że nie lubi PZPN w szczególności z powodu prezesa, który dla niego jest „osobą fałszywą, mściwą i niegodną sprawowania tej funkcji”. O rudych włosach nie wspominał, ale zdumiewało go, że „w świecie wolnych mediów, aż tak duży poklask znajduje obecna władza [związku – red.]”.

Krytykował za to Janusza Basałaja, szefa związkowego departamentu ds. mediów i komunikacji, który karci telefonami i smsami dziennikarzy za ich krytyczną postawę. „Janusz wykonuje bardzo dobrze swoją pracę. Wcielił się w Jerzego Urbana tego piłkarskiego stanu wyjątkowego. Potrafi zaklinać rzeczywistość i wywierać mega presję na swoich byłych pracownikach, czy kolegach. Potrafi zadzwonić o szóstej rano i opierdzielić z góry na dół za tekst niesprzyjający PZPN-owi” – Kmiecik mówił wręcz o „bolszewickich metodach”.

„Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek unika sądu jak tylko może. Tym razem jednak przy 4 podejściu ma się stawić we wtorek 28.11 godz. 9:30 w warszawskim Sądzie Okręgowym al. Solidarności, sala 305. Rozprawa otwarta dla mediów i publiczności. Wszyscy fani bardzo mile widziani” – pisał Kmiecik na Twitterze w 2016 roku.

„Super Express” dodawał za jego słowami, że obecność Bońka w sądzie jako świadka ma związek z „łamaniem statutu PZPN-u, ustawieniem przetargu z Canal+ pod wysoką prowizję przy aneksie umowy, wywieraniem presji na Komisję Licencyjną, uprawianiem prywaty m.in. przez darmowe loty na trasie Rzym-Warszawa-Rzym”.

„Tak ogromnej afery w Polskim Związku Piłki Nożnej nie było już dawno i może strącić Zbigniewa Bońka z fotela prezesa” – grzmiał dziennikarz, ale nic takiego się nie wydarzyło.

Za Kmiecika wziął się nie Basałaj, lecz sam Boniek. „To pierwszy dziennikarz, którego pozwałem! Dzisiaj wyrok – grzywna, koszty sądowe, przeprosiny w mediach, pisanie głupot ma swój koniec” – donosił enigmatycznie 12 grudnia. Kmiecik zamilkł i swojego konta na Twitterze, którego używał do ataków na PZPN, już nie posiada, choć czasem zdarza mu się w sieci kąśliwa uwaga pod adresem pana prezesa.
Po I turze wyborów w 2020 roku Zbigniew Boniek napisał: „Prezydent Polski dzisiaj może być wybrany głosami ludzi środowiska wiejskiego, głosami emerytów i ludzi z podstawowym wykształceniem. To chyba trochę dziwne w tak pięknym i rozwijającym się kraju jak nasza Polska”. Na zdjęciu Boniek i prezydent Andrzej Duda w maju 2019. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Z babami o piłce się nie rozmawia

Boniek jest bezwzględny wobec krytyków, choć sam potrafi przywalić w sieci – Twitter stał się jego platformą do kontaktu ze światem („niestety z braku czasu nie mogę odpisywać bezpośrednio na Wasze tweety”). Rzekome sfabrykowanie dokumentów Lecha Wałęsy, dotyczących jego współpracy z SB, aby zaszkodzić mu w sprawie Pokojowej Nagrody Nobla, kwitował: „Skurwysyny”.

Odnosił się też do polskiej polityki, cytując zdanie Jamesa Cooka: „Aby uczynić z ludzi niewolników, należy dać im pieniądze, których nie zarobili”.

Po pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2020 roku i wygranej Andrzeja Dudy napisał: „Prezydent Polski dzisiaj może być wybrany głosami ludzi środowiska wiejskiego, głosami emerytów i ludzi z podstawowym wykształceniem. To chyba trochę dziwne w tak pięknym i rozwijającym się kraju jak nasza Polska”.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę: Bońkowi zarzucano brak szacunku do demokracji i Konstytucji, szczucie Polaków na siebie i zarazem hipokryzję, bo pod płaszczykiem otwartości ma problem z ludźmi o odmiennym zdaniu niż jego własne. „Łączy nas piłka. Dzieli nas Zbigniew Boniek” – komentowano.

„W Polsce mieć swoje zdanie nie przystoi, lepiej być prowadzonym na smyczy i bić brawo bez myślenia. W niedzielę jak zawsze od 64 lat zrobię to, co sam myślę, a nie co mi podpowiadają na prawo i lewo” – odpisał Boniek przed drugą turą wyborów. I bronił się, że nikogo nie dzielił na lepszych i gorszych, jedynie przepisał wyczytaną z gazety analizę głosów oddanych na Dudę. Chyba już wiadomo, co czyta do porannej kawy i na kogo głosował.

Bońkowi zdarzały się nie tylko polityczne faux pas, bo język ma cięty. Karolinie Hytrek-Prosieckiej, rzecznik prasowej piłkarskiej Ekstraklasy, która zaproponowała mu rozmowę przy kawie o sporcie, wypalił, że „z babami się o piłce nie rozmawia”. Tłumaczył się potem żartem, do którego zrozumienia potrzeba inteligencji, ale i tak spotkał się z oskarżeniem o seksizm.

A mógł być jeszcze oskarżony o rasizm, gdy o Stadionie Śląskim w Chorzowie powiedział kiedyś, że „widzowie siedzą tak daleko [od murawy], że z polskich piłkarzy rozpoznawalny jest tylko Emmanuel Olisadebe”, czyli czarnoskóry piłkarz z Nigerii naturalizowany i wcielony do polskiej kadry (powoływał go również Boniek).

Zawsze był niepokorny, także jako piłkarz. W 1980 roku stał się bohaterem afery lotniskowej, gdy kadra Polski leciała na zgrupowanie do Rzymu, ale bramkarz Józef Młynarczyk „odleciał” nieco wcześniej i podczas zbiórki na Okęciu słaniał się na nogach. Drużyna wzięła go w obronę, choć kamery telewizyjnej nie można było oszukać. „Panie, weź pan ten mikrofon!” – rzucił wtedy Boniek do dziennikarza TVP.
Zbigniew Boniek w reprezentacji wystąpił 80 razy i zdobył 24 bramki. Grał w trzech mistrzostwach świata: Argentyna 1978, Hiszpania 1982, Meksyk 1986. Na zdjęciu Mundial 1982. Fot. PAP/Newscom
Drużyna poleciała jednak w komplecie, zdążyła spotkać się w Watykanie z Janem Pawłem II i rozegrać mecz z Maltą w eliminacjach mistrzostw świata (wygrana 2:0, Boniek i Młynarczyk nie grali).

Po powrocie do kraju afera zrobiła się polityczna, bo buntownicy jak Solidarność złamali zasady i wypowiedzieli posłuszeństwo, więc posypały się głowy – trener kadry i prezes PZPN stracili stanowiska, winnych piłkarzy zdyskwalifikowano. Boniek przymusowo odpoczywał pół roku, ale Polska walczyła o mundial i działacze sami prosili, by wystąpił o skrócenie kary.

Smykałka do biznesu

Rocznik 1956. Syn Józefa, środkowego obrońcy Polonii Bydgoszcz, stąd i futbol w sercu. Mama szyła rękawice dla spółdzielni wojskowej. „Była cierpliwa i każdego pierwszego miesiąca, po odebraniu pensji, kierowała się w stronę sklepu sportowego. Sprzedawca rozpoznawał ją bez trudu i rzucał pytanie: jaki numer trampek mam podać?” – wspominał Boniek.

Grał wtedy w butach kolarskich wzmacnianych przez szewca. Był też zawodnikiem sekcji hokejowej Polonii, gdzie stał na bramce. Chodził na stadion żużlowy, leżący niedaleko kościoła Świętego Wincentego a Paulo, gdzie służył do mszy świętych i czasem uciekał na mecze.

Uczył się w najlepszym bydgoskim liceum numer 6 imienia braci Śniadeckich. Nienawidził przegrywać, co mu zostało do dziś choćby podczas rekreacyjnej partyjki tenisa, który bardzo lubi.

Przed Robertem Lewandowskim w polskim futbolu nie było tak utytułowanego piłkarza, który karierę zrobił na przekór czasom. Grał w Zawiszy Bydgoszcz (41 meczów i 14 goli), Widzewie Łódź (172/50), Juventusie Turyn (81/14) i AS Romie (76/17).

Podsumujmy: dwa razy był mistrzem Polski, mistrzem Włoch, zdobywcą Pucharu Zdobywców Pucharów (1984) i Superpucharu Europy (1984). Uczestniczył w finale Pucharu Europy w 1985 na Heysel, gdzie przed meczem doszło do zamieszek i zginęło 39 kibiców – Juventus wygrał po rzucie karnym podyktowanym po faulu na Bońku.

W reprezentacji wystąpił 80 razy i zdobył 24 bramki. Grał w trzech mistrzostwach świata: Argentyna 1978, Hiszpania 1982, Meksyk 1986. Kibice pamiętają wspaniały hat-trick z Belgią z 1982 roku, ikoniczny moment polskiego sportu.

Robił na świecie tak duże wrażenie, że zdarzały się przypadki, gdy fani futbolu w Ameryce Łacińskiej dawali swoim synom na imię Boniek. Najsłynniejszym jest chyba urodzony w 1984 roku czarnoskóry pomocnik reprezentacji Hondurasu Boniek Garcia, obecnie gracz Houston Dynamo w amerykańskiej lidze MLS.
Honduranin Boniek Garcia gra obecnie w lidze MLS. Fot. printscreen /www.houstondynamo.com
Po meczu z ZSRR na hiszpańskim mundialu, w studiu telewizyjnym wystąpił w koszulce z napisem CCCP, co poszło w niepamięć, bo przywiózł z mistrzostw trzecie miejsce. Bońka nazywano w gazetach „Pięknością nocy”, gdyż najlepiej grał przy sztucznym oświetleniu. Ludzie mówili po prostu Zibi.

Jeszcze w czasach gry w piłkę ukończył studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie (tematu pracy magisterskiej nie pamięta, „dotyczyła analizy wzrostu zawodników koszykówki”), choć zaczynał od ekonomii, ale uznał kierunek za bezużyteczny…

Po zakończeniu kariery prowadził kilka włoskich drużyn, ale bez efektu: spadł z nimi z Serie A. W 2002 roku mianowano go trenerem kadry Polski, lecz i ta przygoda zakończyła się kompromitacją – odszedł ze stanowiska po ledwie pięciu meczach i powszechnej krytyce.

26 października 2012 roku został prezesem PZPN. Od 5 kwietnia 2017 roku jest członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA, co jest pokłosiem jego przyjaźni z Michelem Platinim (byłym już szefem UEFA)z juventusowych czasów. Posiada obywatelstwo polskie i włoskie.

Ekonomię porzucił, ale ma smykałkę do biznesu: jako sportowiec reklamował piwo i zakłady bukmacherskie. Jako prezes sprofesjonalizował działania PZPN, wykreował produkt o nazwie Reprezentacja Polski (co bez Lewandowskiego mogłoby się nie udać) i modę na kadrę, choć daleko jej do osiągnięć tej bońkowej. Kibice to zrozumieli i nawet jakby przycichła stara śpiewka ze stadionów, co trzeba robić z PZPN (odpowiedź: „jeb…”).

Inna sprawa, że nie samą reprezentacją żyje człowiek, zaś polska piłka klubowa wygląda jak wygląda i zazwyczaj wczesną jesienią żegnamy się z europejskimi pucharami, co poniekąd jest także przewiną PZPN. Tylko Legia Warszawa grała w ostatnich latach w Lidze Mistrzów – za kadencji prezesa Bogusława Leśnodorskiego, którego kancelaria teraz wysyła pisma do Nisztora w imieniu Bońka. Łączy nas piłka?

Trykot w etui

A karawana jedzie dalej. W piątek 4 września Polska gra z Holandią w Lidze Narodów, do obejrzenia w TVP o 20:45, podobnie jak poniedziałkowy mecz z Bośnią i Hercegowiną. Do sklepów trafiły właśnie nowe koszulki reprezentacyjne: w najdroższej wersji kosztują 569 złotych, choć przy zamkniętych stadionach i meczach bez kibiców, nawet nie ma gdzie w nich paradować.
Zbigniew Boniek jest obecnie członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA, co jest pokłosiem jego przyjaźni z Michelem Platinim z juventusowych czasów. Na zdjęciu dwaj przyjaciele z boiska w barwach Juwentusu Turyn. Fot. PAP/Panoramic
PZPN zarabiać jednak musi, choć zasłużeni dziennikarze za darmo dostają trykot w specjalnym etui, czym chwalą się wśród znajomych, więc jak mają potem kąsać karmiącą ich rękę?

W czerwcu 2020 ukazała się biografia „Zibi, czyli Boniek” autorstwa dziennikarza Romana Kołtonia, który na okładce przytula się do pana prezesa. Próżno szukać tam kontrowersji.

– Jakub Kowalski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Prezes PZPN Zbigniew Boniek podczas treningu piłkarskiej reprezentacji Polski 12 października 2019 w Warszawie przed eliminacyjnym meczem mistrzostw Europy z Macedonią Północną. Fot. PAP/Piotr Nowak
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kto zarabia na Nord Stream 2? Firmy, instytucje, politycy
Na tym projekcie żywi się niemal cała Europa.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Igrzysk olimpijskich w Tokio nie będzie?
Jeśli zostaną odwołane, to odbędą się następne w Paryżu i tyle. Ziemia się nie zawali.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wychodzą na ulice, bo nie chcą nosić masek
Nonkonformiści mają imponujący potencjał mobilizowania protestujących.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Korupcyjny system za unijne pieniądze
Prezydent i premier oskarżają się wzajemnie o mafijne powiązania. Z okien pokazują sobie obraźliwe gesty.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Święte słowo różnorodność
Czy w składzie Komisji Europejskiej nie należałoby zagwarantować miejsca osobom niebinarnym?