Cywilizacja

Zobaczono sen. Co nam mogą dawać nocne koszmary?

Dla Freuda typowymi snami były utrata zębów, bycie nagim w miejscach publicznych lub latanie. 77 proc. z nas pamięta te imaginacje, mimo że razem stanowią one tylko 1 proc. wszystkich snów. Często słyszy się, że sen o utracie zębów zwiastuje śmierć ukochanej osoby, a sen o lataniu to oznaka impotencji seksualnej…

Przeciętny człowiek śni 100 minut każdej nocy. W wieku 60 lat każdy z nas spędził ponad cztery lata swojego życia na marzeniach sennych. Ataki gigantycznych pająków, uczucie niekończącego się upadku z wysokości, deszcz, fruwanie... Nasze sny zdają się odpowiadać uniwersalnym wzorcom.

90 proc. naszych marzeń sennych składa się z elementów banalnych: to rozmowy i inne interakcje z ludźmi, których znamy (rodzina, przyjaciele, koledzy). A jednak sny, które uderzają nas najbardziej, zawierają w większości dziwne lub niepokojące elementy. Lepiej je pamiętamy, bo ich dziwactwa uderzają nas jeszcze długo po przebudzeniu.

Od czasów Józefa Egipskiego i jego krów chudych i tłustych oraz kłosów pełnych i pustych, które przyśniły się faraonowi, poczyniliśmy wielki postęp w analizie i rozumieniu zjawiska tajemniczego z natury, jakim jest sen. Spać musi każde zwierzę, nawet takie, u którego nie dopatrzysz się ni krzty mózgu, jak meduza. Więc w samym długotrwałym i jakoś skorelowanym z rytmem dobowym spoczynku organizmu nie chodzi o „regenerację mózgu”, a przynajmniej nie tylko o nią. Sen, w znaczeniu „spanie” jest zatem starszy niż mózg, jak wykazali w 2017 roku doktoranci z CalTech w Pasadenie (USA), kierowani przez prof. Leę Goentoro [1].
„Józef interpretujący sen faraona”, początek XX wieku. Współczesne przedstawienie biblijnej opowieści. Józef zinterpretował sen faraona jako oznaczający, że będzie siedem lat tłustych i siedem lat chudych. Fot.: The Print Collector / Print Collector / Getty Images
Wspomniane w Księdze Rodzaju w rozdziałach 40-41 wydarzenia, gdy Józef wyjaśnia z sukcesem sny podczaszego, przełożonego nadwornych piekarzy, a wreszcie samego faraona, miały rozliczne konsekwencje dla dziejów Narodu Wybranego, systemu politycznego Egiptu i historii ekonomicznej świata, bo narodził się wtedy feudalizm. Józef – syn patriarchy Jakuba i jego ukochanej żony Racheli, rozpieszczany w dzieciństwie, następnie straumatyzowany jako młodzieniec przez własnych zazdrosnych o rodzicielską miłość braci, tak że już chyba bardziej nie można, wreszcie sprzedany jako niewolnik do Egiptu i wtrącony do wiezienia przez okrutną kobietę, której awanse odrzucił – miał wystarczająco dużo przeżyć, aby koszmary senne ścigały go do końca jego dni. Dlaczego nic się o tym nie dowiadujemy z kart Biblii, natomiast Józef okazuje się niezwykle skutecznym wykładaczem snów, pozostaje tajemnicą naszej wiary.

Jego postaci zawdzięczamy przeniesienie pewnej bardzo starożytnej praktyki aż do naszych czasów. Senniki, nie tylko egipskie, są nadal popularne, mimo że w XIX wieku na świat przyszedł Zygmunt Freud, który dokładnie w 1900 roku wydał swą wiekopomną pierwszą i dającą mu sławę pozycję „Objaśnianie marzeń sennych”. I sny przestały być zjawiskiem omawianym wyłącznie w maglu, lub pisemkach o czarach i dziwach, a stały się przedmiotem dogłębnej analizy naukowej. Poczyniono wtedy kilka założeń dotyczących podświadomości oraz fizycznej i psychicznej integralności ludzkiego ciała.

Dziś wszyscy nagle znają się na wirusologii, a wtedy takie czasy nastały, że każdy był specjalistą od psychoanalizy. To się zresztą utrzymało bardzo długo jako stan świadomości społecznej i naszego wzajemnego do siebie podchodzenia. A to, co nam się śni, stało się źródłem wiedzy o naszym wnętrzu, analizowanym w kolorowych czasopismach.

Córka dwóch matek, rasa panów i niewolników. Czyli koniec świata według Hawkinga

Mamy 100 lat na to, żeby się stąd ewakuować w kosmos, i to jak najdalej.

zobacz więcej
Sny bada się naukowo rozlicznymi metodami. Skupia się nad nimi nie tylko freudowska psychoanaliza (zresztą często krytykowana z innych pozycji psychologicznych, do czego jeszcze powrócę), ale przede wszystkim neurobiologia i neurologia, psychiatria czy wreszcie filozofia. Nie potrafię powiedzieć, czy w objaśnianiu znaczenia snów dzisiejsi profesorowie są skuteczniejsi od Józefa Egipskiego, ale wiem na pewno, że potrafią znacznie więcej powiedzieć o samym zjawisku snu i śnienia.

Kot Jouveta to nie kot Schrödingera

Neurofizjologię snów zawdzięczamy pracy badaczy takich, jak Nathaniel Kleitman, Eugen Aserinsky i William Dement ze Szkoły Chicagowskiej (1953–1958). To oni w 1953 roku odkryli fazę REM – jej nazwa pochodzi od jej głównego objawu (język angielski: rapid eye movement – polski: szybki ruch oczu). Według tych badaczy to najgłębsza faza spoczynku – faza snów. Następuje ona po fazie powolnej snu, zaś cały okres nieświadomego spoczynku składa się z czterech do sześciu cykli, z których każdy obejmuj od 10 do 15 minut fazy REM.

Udzielili oni podstawowych odpowiedzi na pytania o fizjologiczną funkcję snów. Np. w eksperymentach tych uczonych okazało się, że jeśli obudzić ludzi w fazie REM, w 4 na 5 przypadków pamiętają swój sen. Rozbudzani w innych fazach na ogół nie pamiętali swych snów. Aczkolwiek w latach 60. David Foulkes wykazał, że będziemy pamiętać sny rozbudzani w dowolnej fazie, o ile zmienimy pytanie w stosownej ankiecie. Zamiast pytać: „co ci się śniło?” (działające tylko w fazie REM), należy pytać: „o czym myślałeś przed rozbudzeniem?” i wszystko gra!

Kilka lat później Michel Jouvet zauważył, że markery aktywacji ośrodkowego układu nerwowego (zdesynchronizowany encefalogram, czyli pozornie „chaotyczna” aktywność elektryczna mózgu, szybkie ruchy oczu) kontrastują z atonią mięśni posturalnych, jakby ciało znalazło sposób, aby nie robić tego, o czym sennie marzy. Jouvet zidentyfikował struktury pnia mózgu odpowiedzialne za ten senny paradoks, a następnie uzyskał model kota, który wykazuje sen REM bez atonii po uszkodzeniu tzw. miejsca sinawego w pniu mózgu.
Zygmund Freud (1856-1939), twórca psychoanalizy. Portret z 1938 r. Fot. Photo12 / Universal Images Group via Getty Images
Zachowania u tych śpiących zwierząt wyglądały jak przeżywane sny (prawdopodobnie, no bo skąd Jouvet wiedział, o czym śni kot?) i były bardzo podobne do zachowań czuwającego kota. Zatem w fazie REM koty Jouveta wędrują, myją się, atakują fikcyjne myszy, tak jak wtedy, gdy wcale jeszcze nie spały. To ta praca naukowa stała się początkiem twierdzenia, że faza REM jest równoznaczna z marzeniem sennym i to odtąd „śniły” w laboratoriach nie tylko koty, ale i eksperymentalne kury czy psy.

Ruchliwe oko a virtual reality

Czy istnieje związek między owymi szybkimi ruchami oczu REM a wyobrażeniami sennymi? Odpowiedzi próbowała udzielić tzw. hipoteza skanowania. Czy ruchy te omiatają wizualne obrazy snów, czy występują przypadkowo jako markery aktywacji mózgu?

Fizjologicznie, szybkie ruchy gałek ocznych pełnią funkcję nawilżania powierzchni oka, „rozgrzewania” mózgu lub stymulowania, ewentualnie stabilizowania obwodów nerwowych. Argumentem przeciwko hipotezie skanowania jest obecność REM u niewidomych od urodzenia, którzy nie mają doświadczenia wzrokowego podczas snów. Także płód i niemowlęta wykonują dużo ruchów gałek ocznych w fazach niespokojnego snu (prekursor snu REM), kiedy jeszcze nie widzą wcale lub bardzo niewiele.

Z drugiej strony, w 1986 roku Carlos Schenck i Mark Mahowald zidentyfikowali zaburzenie snu, gdzie ludzie byli niczym koty Jouveta: mieli wyraźne aktywności ruchowe podczas snu REM. Obserwowana aktywność jest bardzo często brutalna i naśladuje ruchy ataku lub obrony. Analizująca nagrania ze snów owych pacjentów Isabelle Arnulf zaobserwowała spójność między ruchami ciała (zwłaszcza rąk) a kierunkiem ruchów oczu. Wyniki te odzwierciedlałyby obecność generatora jednocześnie wyzwalającego obrazy senne, ruchy ciała i szybkie ruchy oczu, trochę jak w rzeczywistości wirtualnej. U ludzi bez tego zaburzenia, brak w fazie REM tejże aktywności ruchowej.

Pokazują miłość i śmierć, radość i cierpienie. Przerażają, ale i pomagają ujarzmić lęki. To potęga baśni

Dlaczego czytamy dzieciom na dobranoc „Jasia i Małgosię”, choć to baśń krwawa i groźna, niczym „Opowieści z krypty”?

zobacz więcej
A dziś co odkrywają następcy Szkoły Chicagowskiej? By zacząć od publikacji najświeższych, na łamach „eLife” z sierpnia tego roku, grupa uczonych z University of California w Berkeley pod kierunkiem Roberta T. Knighta wykazała, że w choć fazie REM spoczynku, nasz mózg jest niemal równie „hałaśliwy”, czy nazwijmy to – „pobudzony”, co podczas pełnej aktywności, to po raz pierwszy odróżnili w tym „hałasie” sygnaturę snu REM od innych aktywności. Co pozwoliło im odróżnić sen od czuwania jedynie spoglądając na wydruk z maszyny mierzącej aktywność elektryczną mózgu [2]. Może to pomóc w określeniu rokowania u pacjentów w śpiączce i pozwolić na badanie wpływu znieczulenia na sen.

Czy można powiedzieć, że zobaczono sen? W taki sam sposób, w jaki siedząc w kanciapie kinooperatora i słysząc charakterystyczny trzask projektora, „oglądamy” film. Ale to wcale nie jest mało. A dla przyszłych marzeń o świadomym wpływie na sen, czy sterowaniu snami, to dokładnie realny kamień węgielny. Do tej pory lekarze mogli rozróżnić sen REM tylko poprzez rejestrację szybkiego ruchu gałek ocznych i napięcie mięśni, ponieważ nasze ciała rozluźniają się podczas ogólnego spoczynkowego „paraliżu ciała”, aby uniemożliwić nam spełnianie naszych snów.

Jak zauważają autorzy tego badania: „Naprawdę mamy teraz metryczkę, która precyzyjnie określa, kiedy jesteś w fazie REM. Jest to uniwersalna miara bycia nieświadomym. (…) A jeśli zmierzymy tę prostą sygnaturę elektryczną, po raz pierwszy możemy dokładnie określić, w jakim stanie tej nieświadomości ktoś się znajduje: śni, już jest rozbudzony, a może znieczulony lub w głębokim śnie bez snów”.

Żyjemy w świecie po „Incepcji”

Dlaczego lekarze mają to badać? Bo kłopoty ze spoczynkiem, spaniem i snem mają miliony ludzi. Zalecane częstokroć w takich sytuacjach środki nasenne – które w większych dawkach służą w medycynie jako anestetyki pozwalające bezboleśnie dla pacjenta przeprowadzić rozmaite zabiegi, zwłaszcza chirurgiczne – zapewniają raczej skrócony stan nieświadomości, niż realny spoczynek. Są najczęściej szybko metabolizowane, czyli rozkładane i usuwane z organizmu. Użycie po ich zażyciu czy podaniu słowa „sen” dla opisu uzyskiwanego stanu nieświadomości jest zatem czysto metaforyczne.
„Smacznych snów! Zamków w powietrzu! Wspaniałych perspektyw! ”, 1821. Królowa Karolina i jej zwolennicy (Flinn, Hume, Lady Anne Hamilton, Alderman Wood, Parr i Hownam) śpią przy stole w Brandenburgh House, marząc o koronacji Jerzego IV. Fot. Guildhall Library & Art Gallery / Heritage Images / Getty Images
Sen „po pigułkach” nie charakteryzuje się na ogół regularnymi etapami czy stanami cyklicznymi. Stąd po znieczuleniu nie budzimy się wypoczęci i pełni energii. Oczywiście pigułki dają choć namiastkę snu niezbędną dla podstawowej regeneracji komórek i spoczynku metabolicznego. Taki sen jest zatem owym rydzem lepszym niż nic.

Skoro jednak żyjemy w świecie po „Incepcji” Christophera Nolana (minęła już dekada od premiery), to wydaje się nam, że taki świat, gdzie ingerując w sny da się wpływać na ludzkie decyzje w przyszłości, już istnieje. Na tym polega fakt, iż „kino jest najważniejszą ze sztuk”, jak powiedział Lenin. Zatem: owszem, możliwa jest hipnoza, istnieją substancje chemiczne wprowadzające w śpiączkę, ale sterować snami na razie się nie da. Ale da się już zobaczyć ich charakterystyczną elektryczną aktywność.

Z kolei pod koniec listopada zeszłego roku uczonym z uniwersytetu i szpitala uniwersyteckiego w Genewie udało się odpowiedzieć na pytanie, co nam mogą dawać złe sny, nocne koszmary
[3]. Badacze pod kierunkiem Sophie Schwartz na łamach czasopisma „Human Brain Mapping” dowodzą, dzięki dwóm niezależnym seriom eksperymentów i obserwacji za pomocą EEG wysokiej gęstości (256 elektrod), co się dzieje w mózgu podczas sennych koszmarów oraz gdzie natychmiast jest przekazywana ta informacja. A nawet – po co jest tam przekazywana.

W badaniach przyglądano się snom i aktywności elektrycznej mózgu ponad 100 osób. Okazuje się, że po przebudzeniu z koszmarnych snów obszary mózgu odpowiedzialne za kontrolowanie emocji znacznie skuteczniej reagowały na sytuacje wywołujące strach. Sny zatem pomagają nam lepiej reagować na przerażające sytuacje. Czy to początek nowych metod terapeutycznych skutecznie zwalczających lęki, to się jeszcze okaże. Ale jest potencjał.

Odporność na randki. Dlaczego Francuzi lubią całować się w policzki, a Japończycy niechętnie podają rękę?

Jeśli wciąż wierzysz, że to Ty decydujesz, z kim i kiedy się umawiasz, zapomnij o tym.

zobacz więcej
I wreszcie liczy sobie już rok niemała praca (publikacja w „Science”!) japońskich neurobiologów, których badania wskazują, iż sen (faza REM) służy naszemu mózgowi, aby mógł sobie o czymś aktywnie zapomnieć [4].To jest podobne do sytuacji, gdy trzymamy coś w pamięci podręcznej komputera i zrobimy reset. Wszystko, co było „w cache”, znika bezpowrotnie. To bywa pożyteczne, choć czasem… Jeśli dzieje się bez naszej kontroli, to niemal trafia nas wtedy apopleksja, gdyż np. znika nam napisany, wycięty z dokumentu i gotowy do wklejenia gdzie indziej najtrafniej napisany akapit w życiu, który „se ne vrati”.

Neurolodzy z Nagoya, pod kierunkiem Akihiro Yamanaka, zmotywowali edytorów „Science” do napisania specjalnego komentarza. W nim czytamy: „Sen wpływa na wspomnienia poprzez kilka mechanizmów działających w mózgu. Tu zidentyfikowano kolejny: aktywne podczas snu REM w podwzgórzu neurony, wytwarzające hormon koncentrujący melaninę (MCH), przekazują niesioną przez siebie informację m.in. do hipokampu. (To taka niewielka struktura w płacie skroniowym kory mózgowej, gdzie m.in. pamięć krótkotrwała konsoliduje w długotrwałą, ma też swą rolę w orientacji przestrzennej – przyp. MK-S). Co zaskakujące, usunięcie metodami inżynierii genetycznej owych neuronów MCH zwiększyło wydajność pamięci u myszy. I odwrotnie, aktywacja farmakogenetyczna neuronów MCH upośledza pamięć. Fizjologiczne eksperymenty in vitro wykazały, że aktywacja włókien MCH w skrawkach hipokampu tłumiła pobudzającą aktywność komórek piramidowych. (Neurony piramidowe leżące w korze przedczołowej są zaangażowane w procesy poznawcze, zwłaszcza w funkcjonowanie pamięci roboczej – przyp. MK-S). Odkrycia te wskazują, że szlak MCH może stać się celem modulacji pamięci”.

Modulacja pamięci to nie byle co! Uwaga, to nie modulacja przyszłości, jak w „Incepcji”, a przeszłości. Patrząc jednak na dziwne czasy, w których żyjemy, takie możliwości są marzeniem wielu „specjalistów od śpiewu i mas”.
Śpiąca dziewczyna. Muzeum Szepmuveszeti w Budapeszcie. Fot. Fine Art Images / Heritage Images / Getty Images
A co na to wszystko psychologia? Zwłaszcza ta jeśli już nie otwarcie anty-freudowska, to przynajmniej starająca się o „głębszą naukę” niż jest nią, skłonna do bycia sztuką terapii, psychoanaliza. W psychoanalizie bowiem – rzecz ująwszy prosto – zdaniem Freuda sen jest królewską drogą dostępu do nieświadomości i ma sens. Jest „spełnieniem pragnienia”. Interpretacja snu polega na wyjaśnieniu tego utajonego pragnienia, które śniący stłumił w swojej nieświadomości. Podejście Junga do snów było odmienne. Dla niego sen nie jest najpierw realizacją nieświadomego pragnienia, ale najlepszym możliwym wyrazem nieświadomego stanu psychicznego w danej chwili.

Przeciętny sen trudno zapamiętać

Dla Freuda typowymi snami były utrata zębów, bycie nagim w miejscach publicznych lub latanie. 77 proc. z nas pamięta te „freudowskie” imaginacje, mimo że razem stanowią one tylko 1 proc. wszystkich snów. Jednak stanowią one rodzaj wspólnego dziedzictwa kulturowego ludzkości, niczym te krowy faraona, i są przedmiotem niekiedy naciąganych interpretacji. Często słyszy się, że sen o utracie zębów zwiastuje śmierć ukochanej osoby, a sen o lataniu to oznaka impotencji seksualnej. Nie mówmy tego dzieciom, czytając im „Piotrusia Pana”!

Średnio jesteśmy w stanie przyznać się do dwóch snów tygodniowo, ale są i tacy marzyciele, którzy zapamiętują 10 snów każdej nocy. Sny się bada precyzyjnie, według ustalonego w neuropsychologii protokołu i metod. Bada się ich częstotliwość, określa się ich „wagę”, np. licząc słowa w opowieści śpiącego o jego śnie. Tak naukowcy ustalili na przykład, że historia dłuższa niż 40 słów nieuchronnie pochodzi ze snu w fazie REM.

Sklasyfikować sny pozwala zastosowanie w ich analizie tzw. skal osobliwości czy zagrożeń oraz podział opowieści na elementy. Aby badania były ważne, sny muszą być zebrane w bardzo dużej liczbie i przeanalizowane przez niezależnych badaczy. Dane są przechowywane w tzw. bankach snów, takich jak ten na University of Santa Cruz w Kalifornii, w którym zdeponowano aż 22 000 snów.

Wszyscy będziemy zombie

Po śmierci przez jakiś czas nasz mózg pracuje jak we śnie, a umysł wie, że umarliśmy. Nadal słyszymy, nawet widzimy z dużą ostrością, co się z nami dzieje. Niektóre zaś geny, aktywne tylko przed urodzeniem, wracają do działania właśnie wtedy, gdy nasz zgon jest medycznie niewątpliwy.

zobacz więcej
Według zawartych tam danych, 82 proc. snów jest ze swej natury brutalnych lub ma wydźwięk negatywny. Źródło marzeń sennych jest złożone. Sny mogą odnosić się do naszych czasów, naszych uczuć, ale także do wyobrażenia świata, jaki mamy i przekazanego nam przez ludzi wokół nas.

Jedna z teorii, do których zaraz nawiążę, głosi, że w naszym mózgu istnieje program genetyczny, który przygotowuje nas do chodzenia, patrzenia, słuchania, a nawet uśmiechania się, jeszcze zanim się urodzimy. Program, który aktywowałby się w naszych snach. Na przykład niemowlęta, a nawet dzieci w łonie matki uśmiechają się podczas snu. I to zanim jeszcze nauczą się, jak się uśmiechać „w realu”! Z kolei niewidomi śniąc mieliby przekształcać obraz świata, który stworzyli dla siebie metodą dotykową, w obraz mentalny, który reaktywują w snach. Jeśli chodzi o paraplegików od urodzenia, to podczas snu mogli oni w myślach postawić się w butach spacerowiczów, których obserwują przez cały dzień itd.

Bada się również zachowania podczas snu: to, co ludzie mówią, robią, ich mimikę lub ruchy oczu. Mimo bowiem, że ciało w fazie REM jest na ogół „zamrożone”, to mimika twarzy jest zachowana. Jednak w wielu patologiach snu, takich jak lunatykowanie, śpiące ciało nie jest już blokowane, a śpiący nawet „odgrywa” swoje sny w łóżku. Dlatego postawa ciała dostarcza informacji o treści psychicznej. Oglądanie nagrań z takich badań to trochę jak zaglądanie do snu!

Wysunięto wiele hipotez, aby wyjaśnić osobliwości doświadczenia sennego psychologicznie, ale jednak „nie lecąc Freudem”. Najpierw zatem „hipoteza aktywacji i syntezy” Allana Hobsona skupiona wyłącznie na fazie REM. Zgodnie z nią sny są wynikiem przypadkowej aktywacji kory mózgowej. Mózg zaś robi wszystko, co w jego mocy, aby nadać sens tym bezsensownym w istocie, „pstrokatym” sygnałom. Model ten opierał się na postulacie, że istnieje tożsamość formy między zdarzeniami psychologicznymi i fizjologicznymi, formalne aspekty snu są kształtowane przez chemiczne i elektryczne właściwości snu REM. W skrócie spojrzawszy na neuroanatomię tego procesu, dziwactwa snu można by przypisać całkowicie zdezorganizowanym napływom aktywującym, pochodzącym z pnia mózgu, i brakowi kontroli kory czołowej [5].
Ferdinand Hodler. Szkoła szwajcarska. „Noc” – scena alegoryczna poruszająca tematy snów, wizji i śmierci. Fot. Photo12 / Universal Images Group via Getty Images
Z kolei w 1966 roku Howard Roffwarg zaproponował tezę, że sen REM umożliwi dojrzewanie mózgu w pierwszych miesiącach życia. W istocie znany z wielu bezsennych nocy matkom-Polkom tzw. niespokojny sen u noworodków (prekursor REM) stanowi ponad połowę ich całkowitego czasu snu, podczas gdy faza REM obejmuje od 20 do 25 proc. czasu snu u dorosłych.

Według z kolei Ralpha Bergera, nasze marzenia senne dbają o „utrzymanie naszego mózgu w dobrej kondycji” poprzez jego regularną stymulację podczas snu. Później wysunięto hipotezę, że sen REM usuwałby niepotrzebne informacje z naszych mózgów – i w jakimś głębokim związku z nią są opisane wyżej badania uczonych Nagoya.

Dla miłośnika operacji mózgu u kotów Michela Jouveta faza REM i sny pełnią z kolei funkcję przeprogramowania naszych zachowań, które według niego są ustawione genetycznie od urodzenia. Sen REM działałby zatem jako substytut, czy wspomagacz neurogenezy i to takiej powiązanej z rozwojem emocjonalnym, który bardzo zależy od środowiska.

Badacze śnią zatem o nowych możliwościach neuroobrazowania, aby zobaczyć jak najprecyzyjniej mózg podczas snu. Udało się już zidentyfikować poziomy aktywności różnych regionów mózgu, w szczególności podczas fazy REM.

Po pierwsze aktywny jest, jak wspomniano wyżej, hipokamp. Dlatego sen REM ingerowałby w procesy uczenia się i zapamiętywania. Inną strukturą szczególnie aktywną w tej fazie jest ciało migdałowate, co potwierdzałoby rolę od dawna przypisywaną snom w regulacji emocji. Ciągłe śnienie o dramatycznie trudnej sytuacji pomaga nam ją przezwyciężyć. Dokładnie tak, jak faraonowi, który posłuchał Józefa, zrobił z Egipcjan niewolników za chleb i przestały go trapić złe sny. Oczywiście raczej kierowałabym się odkryciami naukowców w tej materii, niż sennikiem egipskim, ale przyznam szczerze, że gdy przyśnią mi się zęby, tylko czekam kłopotów. A może lepiej byłoby napisać: czuję, że nadchodzą, i moja śp. babcia też tak czuła.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Dziękuję prof. Hervé Segond z Uniwersytetu Strasburskiego za wielką pomoc przy doborze źródeł i materiałów naukowych do tego tekstu.

Przypisy:



[1] https://www.gosc.pl/doc/4332092.Bez-mozgu-tez-da-sie-spac WRÓĆ

[2] https://elifesciences.org/articles/55092 WRÓĆ

[3] https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1002/hbm.24843 WRÓĆ

[4] https://science.sciencemag.org/content/365/6459/1308 WRÓĆ


[5] Hipoteza ta przyjmuje, że sen jest generowany przez aktywność neuronów cholinergicznych w pniu mózgu, które kontrolują sen REM. Te neurony wysyłają losowe wyładowania do kory i powodują halucynacje wzrokowe i motoryczne, wywołujące z kolei różne reakcje emocjonalne. Opierając się na informacjach i wcześniejszych doświadczeniach, kora próbuje zsyntetyzować te bodźce. Model ten został następnie poprawiony w celu uwzględnienia pojęcia snów występujących poza snem REM.

Dane z funkcjonalnego obrazowania mózgu pomogły udoskonalić „syntetyczny” aspekt modelu. Wskazują one, że oprócz różnych obszarów podkorowych (pień mózgu, wzgórze, zwoje podstawy itp.), to struktury limbiczne (ciało migdałowate, hipokamp itp.) są szczególnie aktywowane podczas snu REM. Z drugiej strony następuje dezaktywacja kory przedczołowej i ciemieniowej oraz aktywacja tylnej części kory skroniowej i potylicznej. Dlatego Hobson sugeruje, że sensoryczne aspekty snów są powiązane z aktywacją wzgórza, obrazowanie wizualne z aktywacją jąder asocjacyjnych kory mózgowej, a fikcyjne czynności motoryczne z aktywacją zwojów podstawy i móżdżku. Uważa się, że emocjonalna natura snów jest związana z aktywacją struktur limbicznych. Dezaktywacja kory przedczołowej wpłynęłaby na utratę logicznego sensu, spójnej myśli.

Ten utrwalony już dziś model nie jest do zaakceptowania dla Marka Solmsa, dla którego sny nie są zjawiskiem związanym z REM, oba zjawiska mają odmienne mechanizmy. Model ten opiera się na zaburzeniach snu u pacjentów z niektórymi uszkodzeniami mózgu, gdzie jest widoczny brak przypominania sobie snów, mimo że faza REM jest dobrze zachowana. Tak się dzieje po uszkodzeniach połączenia ciemieniowo-skroniowo-potylicznego i kory brzuszno-przyśrodkowej, oba aktywowane przez obwód dopaminergiczny.
WRÓĆ
Zdjęcie główne: „Koszmar” z „L'Album comique”, wyd. 1825 rok, ręcznie kolorowany grawerunek. Fot. Historica Graphica Collection / Heritage Images / Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Od milionera do zera. Czyli: czego nie życzymy Idze Świątek
Polska tenisistka na kortach zarobiła już grubo ponad 10 mln złotych. Ale musi pamiętać, że większość gwiazd sportu bankrutuje krótko po zakończeniu kariery.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kim są panie, które każą „wypier…”? Mapa polskiego feminizmu
Przyszłość polityki czy gwiazdy jednego sezonu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wojna siedemdziesięciolatków. Czy o wyniku zdecydują „wstydliwi”?
Już wiadomo, kto przez najbliższe 4 lata będzie lokatorem Białego Domu: biały mężczyzna o w podeszłym wieku o jasnych włosach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nowe zaburzenie w czasach pandemii: lęk przed odcięciem od lajków
Czy można zachować psychiczną równowagę, gdy zarówno nauka, czas wolny, jak i kontakty z rówieśnikami są on line?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zrozumiały strach lekarzy. I jego możliwe tragiczne skutki
Dlaczego medycy „dezerterują” w czasie pandemii?