Kultura

10 najlepszych polskich ekranizacji. Ranking subiektywny

Zwolenników Dantona grali Francuzi, a Robespierre’a – Polacy. Emilia Krakowska wykreowała najbardziej przekonującą femme fatale, rozwiązłą i przepełnioną erotyzmem. Potężny Dniepr zastąpił zalew Klimkówka pod Gorlicami i małe podpoznańskie jeziorko Rusałka. A marzenie o sojuszu inteligencko- ludowym spełniło się w roku 1980 jako Solidarność. To tylko kilka z wielkich, polskich adaptacji filmowych literatury.

We wrześniu mija 60 lat od premiery „Krzyżaków”. Film do dziś pozostaje produkcją, którą obejrzało więcej widzów niż w roku 1960 było obywateli PRL (32 miliony). Z okazji tej rocznicy stworzyliśmy subiektywny ranking 10 najlepszych polskich ekranizacji. A jaki tytuł wygrywa waszym zdaniem?

10. Danton
film fabularny, rok produkcji 1982
reżyseria: Andrzej Wajda
najważniejsze nagrody: francuskie Louis Delluc, Unifrance Film oraz Cezar dla Wajdy za reżyserię
Danton. Fot. TVP
Film dubbingowany w języku francuskim na liście „10” najwybitniejszych polskich ekranizacji? To nie pomyłka. „Danton” Andrzeja Wajdy powstał na podstawie dramatu Stanisławy Przybyszewskiej, a reżyser wystawiał sztukę już od roku 1975 roku w warszawskim Teatrze Powszechnym. Na deskach w rolę Robespierre’a również wcielił się Wojciech Pszoniak, późniejszy filmowy przywódca jakobinów.

– Francusko-polska ekranizacja to najwybitniejsza filmowa opowieść o mrokach rewolucji. Każdej rewolucji. Fanatycznej, krwawej i pożerającej własne dzieci – mówi Tygodnikowi TVP krytyk filmowy Łukasz Adamski. – Wajda w tym filmie zlustrował ducha rewolucyjnego, który zrodzony ze szlachetnych pobudek zamienia się w wiecznie nienasyconą bestię. Opowieść o starciu Dantona z Robespierrem (absolutnie genialne role Gerarda Depardieu i Pszoniaka) pokazuje logikę każdej rewolucji, ale nie ucieka od specyfiki francuskiego fanatyzmu z tamtego okresu. Wajda odmalowuje ten fanatyzm na bladej twarzy „anioła śmierci” Saint Justa, zagranego przez młodego Bogusława Lindę. Rewolucja Francuska w moim przekonaniu leży u źródeł zarówno komunizmu, jak i faszyzmu oraz nazizmu – dodaje.

Wytwórnia Gaumont chciała zrealizować film w Polsce, ale ze względu na stan wojenny zdjęcia przeniesiono do Paryża. Z planu w Europie Zachodniej już do PRL nie wrócili Andrzej Seweryn i Wojciech Pszoniak. Ciekawostką jest fakt, że na ekranie zwolenników Dantona grali Francuzi, a Robespierre’a – Polacy.

Niezapomniana scena:

Moment przełomowy, konfrontacja Dantona i Robespierre’a. Depardieu nalewa Pszoniakowi kieliszek wina aż do samej krawędzi naczynia. – Gdybym rozlał, powtórzylibyśmy to kilka razy. Ale ja byłem niesłychanie skoncentrowany, bo ta ręka którą wyciągnąłem po wino, nie była moją prywatną ręką. To była ręka Robespierre’a. Wiedziałem, że muszę ją donieść do ust i wypić... Udało się, cała ekipa biła brawo – wspominał po latach polski aktor.

Polak i Francuz otrzymali równorzędne nagrody za najlepszą rolę męską na festiwalu w Montrealu, a Andrzej Wajda prestiżowe francuskie nagrody – Louisa Delluca i Cezara.
9. Chłopi
serial, rok produkcji 1972
reżyseria: Jan Rybkowski
odc. 1 – Boryna
Najbardziej znana ze wszystkich ekranizacja polskiej powieści to oczywiście hollywoodzkie „Quo Vadis” z roku 1951 oraz serial z 1985, który był bardziej swobodną adaptacją dzieła Henryka Sienkiewicza.

Pamiętajmy jednak, że pierwsza kinowa adaptacja tej książki powstała we Włoszech, już w roku 1913! Z kolei w Polsce najstarszą adaptacją rodzimej literatury był film z roku 1911 „Meir Ezofowicz” na podstawie sagi Elizy Orzeszkowej, a następnie „Chłopi” Władysława Reymonta, przeniesieni na ekran w roku 1922. Niestety, kopia tej ekranizacji dzieła Reymonta zaginęła. Zostały tylko nieliczne zdjęcia z planu.
Scena z filmu „Chłopi” z 1922 roku. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-K-12254-2
Na naszej liście znajduje się jednak serialowa, telewizyjna ekranizacja z 1972 roku, w reżyserii Jana Rybkowskiego oraz z rolami Emilii Krakowskiej i Władysława Hańczy – tych dwoje stworzyło niezapomniane kreacje, a na miano największej damy polskiego kina, choć częściowo boso i w łowickiej chuście, zasłużyła Krakowska.

– Przez cały rok siedziałam na wsi, ucząc się wszystkich gospodarskich zajęć, przede wszystkim doić krowę – wspominała przygotowania do filmu, w którym stworzyła najbardziej przekonujący obraz femme fatale polskiej literatury, rozwiązłą i przepełnioną erotyzmem Jagnę. Warto dodać, że w tej roli reżyser widział Annę Seniuk, która w ostatniej chwili odmówiła współpracy decydując się na… podróż poślubną do Bułgarii.

Co ciekawe, wkrótce powstanie wersja animowana „Chłopów”, nad którą pracują twórcy nominowanej do Oscara i Złotych Globów animacji „Twój Vincent” o Vincencie van Goghu. Barwa łowickich pasiaków może być dla świata równie atrakcyjna, co kolory dzieł holenderskiego postimpresjonisty.

Niezapomniana scena:

W powieściowym pierwowzorze jest nią oczywiście finał, w którym wspólnota wiejska wymierza Jagnie sprawiedliwość, wywożąc ją na drabiniastym wozie z gnojem. W kontekście filmu musi być to jednak całokształt scenografii oraz wierne oddanie charakteru kultury materialnej lipieckiej wsi. Serial i późniejszy film Rybkowskiego powstawały w czasie, gdy stare drewniane zabudowania były zastępowane nowocześniejszymi domami, a atrybuty wiejskiej kultury stawały się pogardzanym przeżytkiem. Lata 70. XX wieku były ostatnim momentem na utrwalenie autentycznych domów, zabudowań i strojów wykorzystanych na planie.
8. Ogniem i mieczem,
film fabularny, rok produkcji 1999
reżyseria: Jerzy Hoffman
Kadr z filmu. Fot. TVP
Ekranizacja pierwszej części „Trylogii” to jedyna produkcja w tym zestawieniu, która została zrealizowana już po upadku PRL. Co ciekawe, w zestawieniu nie znajduje się żadna ekranizacja powstała w XXI wieku. Krytycy nie zostawili suchej nitki ani na „Quo Vadis” Jerzego Kawalerowicza (2001), ani „Starej Baśni” Jerzego Hoffmana.

Przeciwnie było z „Ogniem i Mieczem” – film został uznany za godną kontynuację wybitnych dzieł z lat 70. Hoffman, absolutny gigant polskiego kina, dokonał tego na co czekał całe zawodowe życie: przeniósł na duży ekran powieść niewygodną dla władz PRL. Z „Trylogią” zetknął się jako dziecko, wywiezione z rodziną na Syberię, ale pierwszą jej część poznał dopiero po powrocie do Polski. Relacje Rzeczypospolitej z Kozaczyzną plus niewygodna klasowo i narodowo narracja nie przechodziły bowiem sita cenzury. Ekranizacje Hoffmana także powstawały w odwrotnej kolejności: najpierw „Pan Wołodyjowski” (1969), a następnie „Potop” (1974).

Realizacja „Ogniem i Mieczem” była wyzwaniem głównie z tego względu, że należało znaleźć godnych następców dla takich legend polskiego kina, jak Tadeusz Łomnicki (Wołodyjowskiego zagrał w końcu Zbigniew Zamachowski). Na planie pojawiła się dziewczyna Bonda – Izabella Scorupco, stając się wybranką Jana Skrzetuskiego (Michał Żebrowski), zaś Daniel Olbrychski, wcielając się w rolę Tuhaj-Beja, został jedynym aktorem, który zagrał we wszystkich częściach „Trylogii”. Hoffman nie zdołał jednak zrealizować filmu w oryginalnych ukraińskich plenerach. Potężny Dniepr zastąpił zalew Klimkówka pod Gorlicami, a momentami nawet małe podpoznańskie jeziorko Rusałka. Film odniósł kasowy sukces, zostając najchętniej oglądaną produkcją w III RP.

Niezapomniana scena:

Jak to u Sienkiewicza i Hoffmana bywa, musi nią być pojedynek na białą broń, w którym kunsztem popisali się Rosjanin Aleksander Domogarow (Bohun) i Zamachowski (Wołodyjowski).

Polski aktor wspominał trwającą raptem dwie minuty, a realizowaną aż cztery dni scenę: – Woda miała cztery stopnie albo i mniej. A my w tej wodzie bez żadnych zabezpieczeń czy dociepleń, bo by to było widać pod koszulami. Ciężka robota, ale fajna. Fechtunek akurat nie sprawiał mi aż takiego kłopotu, ponieważ w fechtunku w szkole filmowej – bez fałszywej skromności – byłem dobry.

Nieco inne zdanie mieli fachowcy, którzy wytykali, iż temu pojedynkowi daleko było do starcia z „Potopu” pomiędzy Łomnickim (Wołodyjowski) a Olbrychskim (Kmicic), zakończonego legendarnym: „Kończ waść, wstydu oszczędź”. Cóż, kiedyś wszystko było lepsze...
7. Wesele
film fabularny, rok produkcji 1972
reżyseria: Andrzej Wajda
najważniejsze nagrody: Srebrna Muszla festiwalu w San Sebastian
Kadr z filmu Andrzeja Wajdy. Fot. TVP
Jedna z najczęściej wystawianych i ekranizowanych sztuk (w serwisie VOD.TVP.PL są aż cztery różne adaptacje Teatru Telewizji) ma w tym zestawieniu swoją reprezentację w postaci filmowej ekranizacji Andrzeja Wajdy. Olbrychski zagrał tu pierwszoplanową rolę Pana Młodego, jeszcze zanim stał się Kmicicem. A na przyjęciu w bronowickiej chacie towarzyszyły mu takie polskie gwiazdy, jak choćby Andrzej Łapicki, Wojciech Pszoniak, Franciszek Pieczka, Bożena Dykiel, Emilia Krakowska czy Marek Walczewski. Kwestie Chochoła śpiewał sam Czesław Niemen.

Rangę historyczną tego obrazu podkreśla krytyk filmowy Krzysztof Kłopotowski: – Oparta na dramacie Stanisława Wyspiańskiego, olśniewająca filmowo wizja polskości złożonej niemocą pod ciężarem historii. Wierszowane dialogi nie brzmią teatralnie a naturalnie. Krzepka polszczyzna, polskie imaginarium i świetne aktorstwo wciągają widza w krytyczną ocenę naszej mentalności. Poronione w „Weselu” marzenie o sojuszu inteligencko- ludowym pod przewodem „Matki Boskiej w koronie” spełniło się w roku 1980 jako Solidarność.

Niezapomniana scena:

Andrzej Wajda oczywiście musiał ścieśnić dramat Wyspiańskiego do 106 minut filmu, ale nikt nie podejrzewał, iż w tak mistrzowski sposób skondensuje miejsce akcji i pracę kamery Witolda Sobocińskiego. Wejście dziennikarza (Pszoniak) do weselnej izby i prowadzenie obrazu z jego perspektywy w mistrzowski sposób przenosi widza w tłoczne, gwarne miejsce, w którym rozgrywa się akcja. U Andrzeja Wajdy i tańce, i przepijanie, i dialogi, i wewnętrzne monologi odbywają się na kilkudziesięciu metrach kwadratowych wiejskiej chaty.
6. Krzyżacy
film fabularny, rok produkcji 1960
reżyseria: Aleksander Ford
najważniejsze nagrody: film zgłoszony do Oscara, ale bez nominacji Amerykańskiej Akademii, „Złota Kaczka” dla najlepszego filmu polskiego
„Krzyżacy”, amerykański plakat z 1960 roku. Fot. Getty Images
Gdy świat zachwycał się „Spartakusem” Stanleya Kubricka, a John Wayne wyreżyserował swoje „Alamo”, socjalistyczna Polska także miała swój... western. Tak o „Krzyżakach” mówią złośliwi, którzy do dziś wytykają prymitywizm zestawienia dobra ze złem, czyli Polaków z Niemcami. Takie było zapotrzebowanie władzy, a i fascynacja reżysera, który swoje nazwisko Mosze Lifszyc zmienił jeszcze przed wojną na brzmiące bardziej amerykańsko Aleksander Ford.

Film „Krzyżacy” jeszcze bardziej niż książka ma konwencję „powieści awanturniczej”, jak western. To gatunek popularny, więc do dziś pozostaje produkcją, którą obejrzało więcej widzów niż w roku 1960 było obywateli PRL (32 miliony). Był i jest to obraz skrajnie narodowy. Dokładnie 550 lat po bitwie pod Grunwaldem podkreślał odwieczny antagonizm z naszymi zachodnimi sąsiadami, a tym samym prawa Polski do tzw. Ziem Odzyskanych, w tym Warmii i Mazur „zdradziecko zagrabionych” przez zakon. Zachodnia Republika Federalna Niemiec bardzo pomagała takiej filozofii, gdyż raptem dwa lata wcześniej, w 1958 roku, kanclerz Konrad Adenauer został sfotografowany w płaszczu krzyżackim.

Pomimo tego wszystkiego i dość archaicznego języka filmowego „Krzyżacy” byli prawdziwą PRL-owską superprodukcją. Najważniejszy człowiek polskiego kina, jakim był Ford (były dokumentalista Armii Czerwonej) mógł sobie pozwolić na rozmach i pierwszy polski film pełnometrażowy, kręcony na specjalnie zakupionej w tym celu taśmie Eastman Kodak w systemie Technicolor oraz w obrazie panoramicznym. Nawet obróbkę „Krzyżaków” wykonano w laboratorium w Paryżu.

Niezapomniana scena:

Walka Zbyszka z prawdziwym niedźwiedziem, uczta na krzyżackim zamku, samobójstwo targanego wyrzutami sumienia Zygfryda de Löwe i wreszcie bitwa pod Grunwaldem. Tych scen można stworzyć cały katalog. Mimo tego przepychu, jedyną niezapomnianą sceną muszą być dwa nagie miecze przekazane przez posłańca Władysławowi Jagielle. Warto w tym miejscu rozwiać mity: grający polsko-litewskiego króla Emil Karewicz, krzyżując broń siedział wprawdzie na koniu, ale gimnastycznym (prawdziwego płoszył brzęk stali), a w innej scenie na ręku nie miał zegarka, jak się powszechnie powtarza, tylko nieopalony ślad na przedramieniu.
PRAWDY I MITY O KRZYŻAKACH
5. Pan Wołodyjowski
film fabularny, rok produkcji 1969
reżyseria: Jerzy Hoffman

Potop
film fabularny, rok produkcji 1974
reżyseria: Jerzy Hoffman

najważniejsze nagrody: nominacja do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, Wielka Nagroda Festiwalu „Złote Lwy Gdańskie”
Miejsce ex aequo, w uznaniu kunsztu Jerzego Hoffmana i jego niezapomnianych ekranizacji dwóch części „Trylogii”. Do „Potopu” po sukcesie „Krzyżaków” szykował się wprawdzie Ford, ówcześnie najpotężniejszy człowiek polskiego kina, jednak ubiegł go „Panem Wołodyjowskim” młodszy o 24 lata Jerzy Hoffman, który w swoim dorobku miał „Gangsterów i filantropów” oraz „Prawo i pięść”. Ekranizacja ostatniej części „Trylogii” była kończona w 1969 roku już po marcowej nagonce, która uderzała w obu reżyserów mających żydowskie pochodzenie. Ford wyjechał do Izraela, Hoffman szantażował władze, że przeniesie się, ale do Moskwy, skąd pochodziła jego małżonka. Ostatecznie odebrano mu prawo realizacji czarno białego serialu „Przygody pana Michała”.

Pełnometrażowy „Pan Wołodyjowski” był wielkim sukcesem Daniela Olbrychskiego w roli Azji i Magdaleny Zawadzkiej, która zyskała ogromną popularność jako Basia „Hajduczek”. Największy podziw milionów Polaków zyskał odtwórca roli tytułowej, uznany za najwybitniejszego aktora teatru polskiego – Tadeusz Łomnicki.

Po latach twórcy przyznawali, że pierwszy film był doskonałym przygotowaniem do powstałego w roku 1974 „Potopu”, absolutnego majstersztyku w dziedzinie scen batalistycznych, kostiumów i gry aktorskiej. Tylko determinacja reżysera sprawiła, że w jednych z najważniejszych dla polskiego kina rolach wystąpili Daniel Olbrychski i Małgorzata Braunek. W przypadku roli Andrzeja Kmicica opiniotwórcza prasa nie zostawiła na tym wyborze suchej nitki, wyśmiewając pomysł obsadzenia w tej roli aktora grającego wcześniej Azję. W roli Oleńki miała wystąpić Janina Sokołowska, ale już po rozpoczęciu zdjęć rola przypadła Braunek.


Odnośnie zdjęć, to po latach ten fenomen tłumaczył reżyser: – Świat zachwycał się naszą słowiańską duszą i długimi sugestywnymi ujęciami, a wynikały one z... braku taśmy. Najważniejsze filmy kręciliśmy, mając podstawowy problem z tym, co w światowym kinie było najtańsze, czyli techniką.

Niezapomniana scena:

W obu ekranizacjach aż roiło się od wspaniałych ujęć batalistycznych, ale także mistrzowsko przeprowadzonych pojedynków, nie tylko starcia na szable Kmicica z Wołodyjowskim, ale i konnej potyczki bohatera z księciem Bogusławem Radziwiłłem (Leszek Teleszyński). W zbiorowej świadomości Polaków największe znaczenie jednak do dziś odgrywa ballada „W stepie szerokim (Pieśń o małym rycerzu)” w wykonaniu Leszka Herdegena. Piosenka, która od lat jest uznana za hymn kibiców polskiej siatkówki, nie pochodzi jednak z filmu Hoffmana, a z serialu telewizyjnego w reżyserii Pawła Komorowskiego.
4. Noce i dnie
film fabularny, rok produkcji 1975
reżyseria: Jerzy Antczak
najważniejsze nagrody: nominacja do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, Srebrny Niedźwiedź za rolę żeńską dla Jadwigi Barańskiej i nagroda Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyki Filmowej na festiwalu w Berlinie
odc. 1 – Bogumił i Barbara (format oryg.)
„To najnudniejsza książka świata. Nieprzekładalna na język filmowy” – tak propozycję ekranizacji powieści Marii Dąbrowskiej ocenił Jerzy Kawalerowicz, gdy z pomysłem pojawił się u niego Jerzy Antczak, reżyser „Mistrza” i „Hrabiny Cosel”, znany głównie z realizacji Teatru Telewizji. Gdy środowisko filmowych decydentów stanowczo oponowało przeciwko skierowaniu filmu do produkcji, szef zespołu „Kadr” bronił reżysera mówiąc: –Pozwólcie mu się wyłożyć, już do końca życia będziemy mieli go z głowy.

Pikanterii dodawał fakt, że zanim ruszył casting wiadomo było, iż rolę Barbary zagra Jadwiga Barańska, prywatnie żona Antczaka, która była zafascynowana słuchowiskiem radiowym, czytanym przez Gustawa Holoubka i – jak sama przyznaje po latach – samolubnie wymusiła na mężu opracowanie scenariusza. W roli Bogumiła Niechcica został obsadzony nikomu wtedy nieznany aktor Starego Teatru Jerzy Bińczycki, który sam o sobie mówił, iż jest „niefilmowy”, a propozycję Antczaka nazywał samobójczą.

Film był majstersztykiem od strony scenograficznej, doświadczenie reżysera i jego zespołu zaowocowało wykreowaniem w opuszczonych mazowieckich dworach przekonującego obrazu minionej epoki ziemiaństwa. Ostatecznie ponad rok dni zdjęciowych artystów zaowocowało nominacją do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego oraz Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie dla Jadwigi Barańskiej. Do dziś frekwencją kinową ustępuje tylko ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza. Liczba widzów kinowych doszła aż do 23 milionów, a powstały dwa lata później serial również jest jednym z najczęściej emitowanych w historii telewizji w Polsce.

Niezapomniana scena:

Romantyczny symbol, który ma przed oczami każda kobieta.
Kadr z filmu. Fot. printscreen
W swojej książce „Jak ja ich kochałem” Jerzy Antczak wspomina słynne ujęcie, w którym Józef Tolibowski, grany przez Karola Strasburgera, w białym garniturze wyławia z sadzawki kwiaty lilii wodnych: „Nie będzie chyba nieskromnością, jeśli powiem, że scena z nenufarami stała się ikoną polskiego kina. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pan Tolibowski i jego nenufary stały się wehikułem, który pozwolił mi dotrzeć do duszy Barbary, aby zobaczyć jej rozdarcie pomiędzy ułudą wspomnień, a rzeczywistością pożycia małżeńskiego z Bogumiłem”.
3. Rękopis znaleziony w Saragossie
film fabularny, rok produkcji 1964
reżyseria: Wojciech Jerzy Has
najważniejsze nagrody: wyróżnienie na festiwalu w Edynburgu, nagroda CIDALC i Złote Pióro (nagroda Klubu Dziennikarzy Zagranicznych) w San Sebastián, medal specjalny na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Fantastycznych i Grozy w Sitges, Nagroda Krytyki Hiszpańskiej, Złota Kaczka w kategorii „Film 60-lecia” (w 2006 przyznana przez miesięcznik „Film”)
Kadr z filmy. Fot. TVP
Najbardziej ceniony poza granicami Polski nasz rodzimy film, który jeszcze dziś grany jest w studyjnych kinach największych światowych metropolii. Ukochany obraz reżyserów takich, jak Martin Scorsese, nie wiedzieć czemu także kultowy dla elit amerykańskiej kontrkultury przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Scorsese uznał „Rękopis…” za jedno z arcydzieł polskiej kinematografii i wytypował go w 2014 do prezentacji w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie w ramach firmowanego jego nazwiskiem festiwalu.

W Polsce, w popularnym odbiorze przez lata film był uznany za... dziwadło. Obecność w czołowej dziesiątce rankingu jest w przypadku „Rękopisu…” jednak niepodważalna, choć powstał on na podstawie książki napisanej po francusku i w żaden sposób nie odnosi się do historii naszego kraju. Jest jednak żywym świadectwem talentu i artystycznego zmysłu polskich filmowców.

Co najciekawsze, okoliczności powstawania powieści Jana Potockiego przez lata były równie tajemnicze i zawiłe, jak fabuła filmu. Po latach okazało się, że przekład z roku 1867 autorstwa Edmunda Chojeckiego to wybrakowana kompilacja z fragmentami dopisanymi przez tłumacza. Tak twierdzą francuscy profesorowie literatury Francois Rosset i Dominique Triaire. W roku 2015 ukazała się nowa książka w przekładzie Anny Wasilewskiej „Rękopis znaleziony w Saragossie. Nowe tłumaczenie ostatniej wersji autorskiej z 1810 roku”. Czy zasługuje na ekranizację? Pewnie tak, ale nikt nie jest w stanie sprostać wersji Hasa, która jest wielkim arcydziełem polskiego kina.

Należy też wspomnieć o awangardowej, sonorystycznej ścieżce dźwiękowej filmu, którą stworzył Krzysztof Penderecki. Kompozytor zyskał międzynarodowy rozgłos utworem „8'37” (Tren – ofiarom Hiroszimy), za który otrzymał nagrodę UNESCO. „Rękopis…” do dziś jest jednym z niewielu filmów pełnometrażowych, do których skomponował muzykę (Wajda, Lynch, Kubrick i Scorsese jedynie wykorzystywali jego dzieła).

Niezapomniana scena:

Bezbłędne plenery wykreowane przez odpowiadającego za scenografię Jerzego Skarżyńskiego, przenoszące nas w realia Andaluzji, choć twórcy przyznawali, że nikt – łącznie z reżyserem – nie był w Hiszpanii. Podróże Zbigniewa Cybulskiego po bezdrożach Sierra Morena były tak autentyczne, że gdy polski film zdobył nagrodę na festiwalu w San Sebastian, podniosło się larum. Środowisko hiszpańskich dziennikarzy było oburzone, iż tamtejsze ministerstwo nie poinformowało o zdjęciach na terenie kraju.

Tak przekonujące były czarnobiałe kadry. – Wtedy była tylko NRD-owska taśma ORWO, gdybyśmy realizowali film w kolorze, nic by z tego nie było. Poza tym partie filmu powstawały w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wapienne skały, zielona trawa, to byłoby po prostu ohydne – przekonywał po latach Has. – Dziś patrzę na ten film w czerni i bieli i widzę, że jest wszystko w porządku – podkreślał.
2. Ziemia obiecana
film fabularny, rok produkcji 1974
reżyseria: Andrzej Wajda
najważniejsze nagrody: nominacja do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, nagroda „Złoty Kłos” na festiwalu w Valladolid, Grand Prix „Złoty Hugo” festiwalu filmowego w Chicago, Złoty medal festiwalu w Moskwie, I nagroda i laur za reżyserię festiwalu w Kartagenie
Kadr z filmu. Fot. TVP
Długo można się spierać, czy nie jest to najwybitniejsza ekranizacja w historii polskiego kina. Krytycy, z których komentarzy czerpaliśmy na potrzeby artykułu, podkreślają, iż to film z pierwszej trójki ich osobistych rankingów. – Opowieść o początkach kapitalizmu w Polsce może doskonale rezonować dziś, gdy napięcia klasowe rozlewają się po całym zachodnim świecie – mówi Łukasz Adamski, dodając, że to poprawność polityczna już w latach 70. XX w. wsadziła film do szufladki z napisem „antysemityzm”.

„Ziemia obiecana” uznana za europejskie arcydzieło faktycznie wzbudziła w USA kontrowersje. Negatywny wizerunek Żydów oczywiście można znaleźć na kartach powieści Władysława Reymonta, ale został przez Wajdę znacznie złagodzony. Mimo wszystko na pierwszej konferencji prasowej w USA wybuchł skandal, gdy dziennikarz z Izraela głośno wytykał reżyserowi antysemityzm krzycząc, że nie musi filmu oglądać, wystarczy iż powstał w Polsce.

– To, co najbardziej podobało się widzom, czyli niezapomniane kreacje aktorskie oraz język łódzkich Polaków, Niemców i Żydów, zniechęciło amerykańskich krytyków. Film otrzymał nominację do Oscara, ale zarzucano mu pogardę wobec Żydów w postaci Müllera kreowanej przez Franciszka Pieczkę. Szkoda tylko, że w powieści Reymonta postać faktycznie była... Niemcem – mówi filmoznawca dr Łukasz Jasina.

Co najważniejsze, „Ziemia Obiecana” była dowodem na to, że w Polsce mogą powstawać filmy nie tylko o historii militarnej, ale pokazujące złożoność dziejów, co podkreśla Krzysztof Kłopotowski. Zastrzega przy tym, iż jego opinia dotyczy pierwotnej wersji filmu z roku 1974, bowiem w 2000 roku Wajda – dokonując rekonstrukcji – wypuścił zepsutą wersję swego arcydzieła: – Oparta o powieść Władysława Reymonta kapitalna, filmowa refleksja nad miejscem Polski na mapie cywilizacji europejskiej. Rada Wajdy dla Polaków: współpracować z Niemcami (Andrzej Seweryn), stojącymi wyżej cywilizacyjnie, i z Żydami (Wojciech Pszoniak), bardziej bezwzględnymi i obrotnymi umysłowo. Jednak Polacy (Daniel Olbrychski) mają wyzbyć się szlachetczyzny, żeby utrzymać kierownictwo nad wspólną modernizacją kraju przez tych trzech przyjaciół.

Niezapomniana scena:

Jedyna realizowana poza Łodzią, gdyż we włókienniczym mieście nie było wnętrz odpowiadających teatrowi z końca XIX wieku. Andrzej Wajda znalazł idealną salę w pięknym teatrze im. Adama Mickiewicza w Cieszynie. Było tam równie ciasno i tłoczno, jak w opisywanej wcześniej scenie z „Wesela”, podobny był też dobór ogniskowej obiektywów, powodujących wrażenie klaustrofobii. Trójka bohaterów, zamiast podziwiać balet Piotra Czajkowskiego, prześwietla portfele i kolie zamożnych Lodzermenschów – „tu rzeczywiście pachnie milionami (...), cebulą i kartoflami przede wszystkim” – a Moryc Welt (Pszoniak) odczytuje z ruchu ust żydowskich kupców niezwykle ważną informację o zmianach cen bawełny.
1. Faraon
film fabularny, rok produkcji 1965
reżyseria: Jerzy Kawalerowicz
najważniejsze nagrody: nominacja do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, Złota Kaczka (przyznawana przez pismo „Film”)
Kadr z filmu. Fot. PAP/DPA
Zygmunt Kałużyński po premierze „Faraona” recenzował w „Polityce”, iż obraz „unika jakichkolwiek aluzji do polskości”. Dziś stwierdzamy, że znakomity krytyk zupełnie się mylił. – „Faraon” jest filmem arcypolskim i bez wątpienia najlepszym polskim filmem historycznym, w tym najwybitniejszą adaptacją naszego kina – ocenia Łukasz Jasina.

Zaznacza, iż w samej książce aż roiło się od aluzji do XIX-wiecznej Polski, a w filmie – do realiów socjalizmu. Przedstawienie kapłanów było prostym odniesieniem do pozycji Kościoła katolickiego w Polsce, a postać Herhora alegorią prymasa Wyszyńskiego: – Jerzy Kawalerowicz, jako artysta został w świadomości Polaków zepchnięty troszkę na drugie miejsce przez Andrzeja Wajdę, ale stworzył dzieło, nad którym zachwycił się świat filmowy, jakże inne od monumentalnych produkcji, takich jak „Ben Hur” czy „Kleopatra”.

– „Faraon” jest adaptacją książki o mechanizmach władzy, jednej z ulubionych publikacji Józefa Stalina, a jej logika została przedstawiona głębiej i bardziej przekonująco niż w jakimkolwiek innym filmie z Hollywood – dodaje dr Jasina.

Podobne zdanie na temat najwybitniejszej adaptacji polskiego kina ma Krzysztof Kłopotowski: – „Faraon" jest oryginalnym wkładem polskiego kina w światową estetykę filmową. Ekranizacja powieści swą mądrą ocenę splotu władzy, polityki i religii zawdzięcza jej autorowi. Emocjonalnie chłodna fabuła ma minimalistyczną, elegancką formę, pomimo dramatycznych wydarzeń. Co jedni widzowie uznają za nudę, inni potraktują jako okazję do kontemplacji. Reżyser nie uległ pokusie wulgarnej „wystawy" historycznej, która go pokonała dopiero w „Quo Vadis”.

Niezapomniana scena:

„Faraon” zamykał festiwal w Cannes w roku 1965, robiąc kolosalne wrażenie na środowisku europejskich krytyków. Już pierwsze ujęcie filmu potwierdzało, że Kawalerowicz stworzył arcydzieło jakże inne od coraz bardziej sztampowych, amerykańskich filmów o starożytności. Początek to oryginalna scena dwóch walczących o kuleczkę gnoju skarabeuszy i bieg dowódcy straży Eunany (Ryszard Ronczewski), zrealizowany jednym długim ujęciem z kamery umieszczonej na wózku. Posłaniec przynosi Ramzesowi XIII (Jerzy Zelnik) wiadomość o napotkaniu świętych owadów. Jako ciekawostkę można dodać, iż w roli egipskiego wojska występowali statyści z radzieckiej armii, a całość realizowano na pustyni w Uzbekistanie.

– Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Korzystałem z książek:

„Tak się kręciło. Na planie 10 kultowych filmów PRL”, Andrzej Klim, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2016

„Szkoła filmowa II”, Kinga Burzyńska, Wydawnictwo W.A.B., 2019

„Jerzy Hoffman. Gorące serce", Marta Sztokfisz, wydawnictwo Marginesy, 2011

„Jak ja ich kochałem” Jerzy Antczak, wydawnictwo Axis Mundi, 2020

„Andrzej Seweryn. Ja prowadzę”, Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke, Wydawnictwo W.A.B., 2019
Zdjęcie główne: Kadr z filmu „Krzyżacy”. Fot. printscreen
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Chciał kręcić superprodukcję, drugą po „Krzyżakach”
Sto lat temu przyszedł na świat Andrzej Munk, reżyser „Eroiki” i „Zezowatego szczęścia” – kamieni milowych polskiego kina.
Kultura wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
Tajemnice konkursu chopinowskiego. Zapomniany fundator
Gdyby nie pieniądze, które wyłożył z własnej kieszeni, konkurs by się nie odbył.
Kultura wydanie 1.10.2021 – 8.10.2021
Tragiczne losy polskich laureatów Konkursu im. Chopina
Mordowali ich Niemcy, umierali w cierpieniach, rzucali się pod pociąg.
Kultura wydanie 1.10.2021 – 8.10.2021
Cywil z milicji
Po urodzeniu miał zostać uśpiony. Ale Bej przeżył i jest wymieniany jako jedna z ikon peerelowskiej pop-kultury.
Kultura wydanie 24.09.2021 – 1.10.2021
Najnowsze polskie filmy chętnie opowiadają o czasach PRL
Twórcy chcą historię traktować jako kostium dla współczesnych dyskusji, lęków i konfliktów.