Felietony

Zakazane piosenki. Urażone siły postępu nie chcą ich znać

Według postępowej wrażliwości, rozbudzonej śmiercią czarnoskórego George'a Floyda w USA, fakt deklaracji: „nie będziemy nigdy niewolnikami” implikuje chęć zniewolenia innych. Ani w głowie progresistom, że „never shall be slaves” znaczy: nie damy się zniewolić obcym, czyli: najechać i podbić.

Ciemne burzowe chmury zebrały się w ostatnim tygodniu sierpnia nad Royal Albert Hall w Londynie, a może nawet nad całą Brytanią i brytyjskością. Gruchnęła wieść, że BBC zamierza pozbawić ostatni koncert festiwalu The Last Night of the Proms kilku pieśni patriotycznych, tradycyjnie wykonywanych na koncercie finałowym.

Sprawa to nie byle jaka, bo trwające zwykle dwa miesiące Koncerty Promenadowe to impreza ze 125-letnia tradycją. Rozdyskutowała się więc Brytania, bo rzecz nie przeszła bez reakcji. Popularna prasa, jak „The Sun”, „Daily Mail”, „The Independent”, „The Guardian” i konserwatywny (niegdyś) „The Times” relacjonowały, o co chodzi.

A najbardziej chodzi o dwie pieśni, „Rule Britania” i „Land of Hope and Glory”, których teksty mają przypominać o kolonialnej oraz imperialnej przeszłości Zjednoczonego Królestwa. Teksty obu pieśni mówią o potędze Wielkiej Brytanii, a patriotyzm brytyjski, duch wspólnoty i wszelkie pozytywne emocje wyspiarzy związane z krajem i jego historia nie mogą abstrahować od faktu, że Anglia rządziła połową świata, jeśli nie więcej.

Sęk w tym, że potomkom niegdyś rządzonych to się nie podoba, a kierownictwo BBC, przeważnie potomkowie niegdyś rządzących, osiąga mistrzostwo we wsłuchiwaniu się w głos urażonych mniejszości.

Klasyka dla mas

Promsy to idea Henry'ego Wooda, której przyświecał cel demokratyzacji muzyki klasycznej i jej wyjścia do szerokiej publiczności. Twórca festiwalu popularyzował nie tylko chętnie słuchaną klasykę, ale dołączał do programów trudnych kompozytorów dwudziestowiecznych. Jeżeli ktoś już się osłuchał z Beethovenem i Brahmsem, musiał wysłuchać także na przykład Arnolda Schönberga, co niech mu będzie wybaczone. Woodowi, nie Schönbergowi.

Przez lata promsy rozwinęły się w potężną instytucję. Festiwal letni odbywa się w różnych salach koncertowych Londynu, a także w plenerze. W 1941 roku główną salą festiwalu został Royal Albert Hall, bo ocalał z bombardowań i mógł zastąpić zniszczoną, poprzednią siedzibę.
Brytyjski dyrygent Henry Wood (1869-1944) z muzyką klasyczną wyszedł do szerokiej publiczności. Fot. Universal History Archive/Universal Images Group via Getty Images
The Last Night of The Proms jest transmitowana przez BBC, satelitarnie dociera do wielu krajów, a w samym Londynie koncert można oglądać na telebimach, zresztą ostatnio nie tylko w Londynie.

Koncert składa się z melodii popularnych, często hymnicznych, o patriotycznym wydźwięku, które publiczność może (mogła) śpiewać razem z wykonawcami, przynajmniej refren. Last Night łączy – w jednej sali Royal Albert Hall – rodzinę królewską ze zwykłymi londyńczykami z klasy średniej, a nawet z ludźmi o wyglądzie nieortodoksyjnie kibicowskim.

Zwykle jest dużo entuzjazmu, radości i nie znanych na innych koncertach symfonicznych zachowań w przerwach pomiędzy utworami. Gęsto powiewają flagi narodowe, rozlegają się entuzjastyczne gwizdy, a telewizyjne zbliżenia twarzy potwierdzają nastrój podniosły i jednocześnie szczerze wesoły, czego nie można zaobserwować nigdzie poza tym miejscem i czasem.

Poczciwa megalomania

Często dyrygent odwraca się i dyryguje śpiewającą publicznością, najczęściej przy „Rule Britania”. Tekst jest poczciwie megalomański w stylu epoki, w której powstał (1740 r.).

I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej

Pociągi Dumy mogą zrewolucjonizować transport w Europie.

zobacz więcej
Na początku poprawia nieco Księgę Rodzaju, bo to Brytania miała powstać pierwsza, potem, że nie podda się nigdy tyranom i panuje nad oceanami, czego nie zmienią żadne zakusy wrogów i gdy inni cierpią tyranię, Brytania jest wolna i szczęśliwa. Dumna i wolna Brytania jest także nie od tego, żeby zapanować nad lądami, które oblewają oceany, nad którymi już panuje.

Pewnie by darowano – i słusznie – te pyszne imperialne klimaty, gdyby nie refren:

Rule Britania, rule on the wawes,
Britons never, never, never shall be slaves.


Chodzi oczywiście o „slaves”. Według rozbudzonej śmiercią czarnoskórego George'a Floyda w USA postępowej wrażliwości fakt deklaracji: „nie będziemy nigdy niewolnikami” implikuje chęć zniewolenia innych. Niewolnik rozumiany jest bowiem w znaczeniu: ruchomość jakiegoś plantatora, mówiące narzędzie, oczywiście, czarne. Ani w głowie progresistom, że „never shall be slaves” znaczy: nie damy się zniewolić obcym, czyli: najechać i podbić. Dumnie wyśpiewana oczywistość mieszkańców wysp, na których ostatni obcy żołnierz był widziany w 1066 roku. Dziś to jednak zbyt abstrakcyjne. Takie czasy.

Profesor i pani dyrygent są przeciw

W śniadaniówce telewizji ITV wystąpił więc Kehinde Andrews, podpisany black studies professor (cokolwiek to znaczy) i stwierdził, że refren: „Rule Britania” to rasistowska propaganda i trzeba poważnie wziąć się za edukację i uczyć, jakim horrorem było Imperium Brytyjskie, a wtedy takich dyskusji by nie było, bo nie ma czego celebrować. A „Land of Hope and Glory” to właściwie „Land of Racism and Servitude”, bo taka jest natura kraju, o którym rozmawiamy. Pan Andrews zebrał duże poparcie w w mediach społecznościowych, co przytacza „Daily Mail”.

Profesorowi black studies (co to może być?) oponowała w przywoływanej rozmowie, również nie biała, działaczka na rzecz wolności słowa Inaya Folarin Iman, mówiąc między innymi, że szczytem hipokryzji jest brak oburzenia na piosenki pełne przemocy i wulgaryzmów, a poddawanie cenzurze pieśni dającej tyle radości widzom koncertów. Historia jest pełna wzlotów i upadków i widzenie w niej tylko okropieństw świadczy, że black studies proffesor nie ma kontaktu (is divorced with) z tym, co czuja Brytyjczycy.
Koncert Last Night of The Proms w tym roku ma się odbyć 12 września i ma nim dyrygować urodzona w Kijowie i wychowana w Finlandii, Dalia Stasevska. Pani dyrygent na tweetterze popiera Black Lives Matter, poglądy i poczynania Alexandry Ocasio-Cortes i powieliła okładkę „Time'a” z Gretą Thunberg. Gorąco także zachęcała do udziału w dyskusji – „Muzyka klasyczna i rasizm”.

Nic dziwnego zatem, że z radością powitałaby możliwość ograniczenia patriotycznych akcentów w Last Night of The Proms i koncert bez widowni uważa za doskonałą ku temu okazję, jak dowiedział się „The Sunday Times” od źródła w BBC. Rozwinięcia tej myśli jednak nie poznamy, bo Stasevska zamknęła dostęp do swego konta na twetterze po fali niepochlebnych wypowiedzi pod jej adresem – czyli czegoś, co uroczą polszczyzną i jednocześnie przesadnie nazywa się hejtem.

BBC już nie ukrywa, kogo lubi, a kogo nie znosi. Polityczna poprawność kosztem politycznej neutralności

Skoro kogoś trzeba wziąć na cel, to najlepiej Polaków. Bo są biali i do tego są chrześcijanami. Brytyjski nadawca nie odważy się przecież krytykować kolorowych czy wyznawców islamu.

zobacz więcej
W 1990 roku zakontraktowany dyrygent odmówił dyrygowania „Rule Britania”i „Land of Hope and Glory” w związku z zaangażowaniem Zjednoczonego Królestwa w wojnę w Zatoce Perskiej. Wtedy BBC zmieniła dyrygenta.

„Rule Britania” i „Land of Hope and Glory” kojarzą się pani Stasevskiej z kolonializmem. Co tam jest w tekście? No, niestety, w pieśni „Kraj Nadziei i Chwały” jest coś o rozszerzaniu granic i o przekonaniu, że Bóg uczynił kraj potężnym i uczyni potężniejszym. Nieładnie. To są pewnie te „colonial links”, które widzi Dalia Stasevska.

Jednak są tacy, co podnoszą co innego. Podobno powstanie utworu inspirował sam Cecil Rhodes, który nie tylko założył Rodezję, ale miał kopalnie diamentów i budował zniewalające kontynent koleje w Afryce Południowej. Choć naprawdę krwawe skutki przyniosło jego podżeganie do wojen burskich, ale Burowie byli biali, więc tego mu się nie pamięta w towarzystwie, które rozmawia o „Land of Hope and Glory”.

Premier jednym głosem z Partią Pracy

W sprawie wypowiedział się premier Boris Johnson i to w sposób, który może zaskakiwać. Bo na Zachodzie, nawet gdy ktoś jest konserwatystą, to zwykle raczej bezobjawowym.

Aż tu nagle w tym wypadku: „Nie mogę uwierzyć… BBC mówi, że nie będą śpiewać słów „Land of Hope And Glory” czy „Rule Britannia!”, jak to tradycyjnie robią pod koniec Last Night of The Proms. Myślę, że nadszedł czas, abyśmy przestali tchórzliwie wstydzić się naszej historii, naszych tradycji i naszej kultury, i abyśmy zaprzestali poruszania się pomiędzy samoobwinianiem a mazgajstwem. Chciałbym mieć to już z głowy” – stwierdził Johnson. Przeciwko usuwaniu z koncertu tradycyjnych utworów wypowiedziała się, o dziwo, także opozycyjna Partia Pracy.

Czy wypowiedź premiera miała jakiś wpływ na kierownictwo BBC, trudno dociec. W każdym razie stanęło na tym, że śpiewania nie będzie, ale melodie, owszem, zostaną zagrane.


Salomonowemu wyjściu z sytuacji pomógł COVID 19, bo przecież są restrykcje. Zazwyczaj koncert Last Night of The Proms grała 80-osobowa orkiestra i śpiewał 100-osobowy chór. Z powodu pandemii orkiestra będzie ograniczona o połowę, a chór do 18 osób. Czy z tego ma wynikać, że nie można zaśpiewać? Jeżeli będzie 18 chórzystów – jak donosi prasa – to zapewne będą coś śpiewać.

Koronnym argumentem było tłumaczenie BBC, że w pustej Royal Albert Hall nie sposób odtworzyć atmosfery, kiedy wraz z wykonawcami śpiewało 5 tysięcy widzów. Co prawda, to prawda, a gdzie jest haczyk, to okaże się za rok – czy teksty wrócą, czy nie.
Siły wszelkiego postępu już wstawiły nogę w drzwi Royal Albert Hall w zeszłym roku. Śpiewaczka (sopran) wykonująca „Rule Britania” wymachiwała przy tym tęczową flagą.

źródło: BBC Music/YouTube

Nie można wykluczyć, że za jakiś czas czeka nas podobna dyskusja. Kiedy, dajmy na to, dyrygent urodzony w Bukareszcie i wychowany w Holandii, zaproszony do prowadzenia koncertu polskich pieśni patriotycznych oznajmi, że pora skończyć ze śpiewaniem w Polsce „Roty” ze względu na mowę nienawiści („Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”), a kolejna pandemia okaże się dobrą okazją, żeby z tym skończyć. Jak wtedy zareagują organizatorzy? Wszak w zglobalizowanym świecie każdy jest wszędzie u siebie i może mieć swoje wymagania.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Aborterka opublikowała swoje zdjęcie z krwią na rękach…
Doctor Ashtanga przekracza granice.
Felietony Najnowsze wydanie
Wykrzyknik nie wystarczy. Znak interpunkcyjny dla Jerzego Kaliny
Znaki przestankowe, emotikony i rzeźba.
Felietony Najnowsze wydanie
Covid i Piłat
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Dawaj!
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czy papież krytykuje WHO i lobbystów?
– Higiena okazała się ważniejsza od religii – mówi ksiądz profesor Piotr Mazurkiewicz, przypominając czas lockdownu.