Rozmowy

Nie ma lalek i bajek, a zamiast zabawy jest praca

Uczymy dzieci tzw. zasad dobrego wychowania, każdy ma miejsce, gdzie pracuje, ale kiedy zaburza pracę innej osoby, niszczy ją – interweniujemy. Nie ma to nic wspólnego z potocznie rozumianym „bezstresowym wychowaniem” – zapewnia Małgorzata Ceremuga, nauczycielka Montessori.

31 sierpnia przypada 150. rocznica urodzin Marii Montessori, która stworzyła jedną z najsłynniejszych w świecie metod edukacyjnych.

TYGODNIK.TVP.PL: Co prywatne przedszkole, to szyld Montessori. Pytanie do specjalistki: zdarzają się podróbki?

MAŁGORZATA CEREMUGA:
Jak ze wszystkim (śmiech). Polski Instytut Montessori podjął wysiłek, aby dawać akredytacje placówkom, które spełniają warunki zgodne z założeniami filozofii Montessori, a nauczyciele mają ukończony certyfikowany kurs. Nazwa nie jest jednak zastrzeżona. Zakładamy dobrą wolę i uczciwość osób wykorzystujących tę metodę nauczania. Ale Cco najważniejsze, nie da się czerpać z Montessori „w połowie” lub „troszkę”. Albo się jest placówką Montessori i realizuje ideę w całości, albo wcale.

To jak rozpoznać prawdziwe Montessori. Podobno nie mam tam zabawek…

Tak, ale kryteriów jest więcej. Sprawdźmy, czy dzieci są w otoczeniu, które je stymuluje i rozwija – poznamy to po neutralnych kolorach, braku rozpraszających zabawek i zbędnych ozdób, wysokości półek dostosowanych do wzrostu przedszkolaków, materiale odpowiadającym ich zainteresowaniom i możliwościom. Przede wszystkim jednak sprawdźmy, czy jest tam tzw. praca własna, ile godzin takiego bloku odbywa się w ciągu dnia, warto przyjrzeć się kompetencjom kadry oraz i zapytać, czy dalej się szkoli, czy rodzice mogą wejść na salę i obejrzeć pracę nauczycieli, czy odbywają się dla nich szkolenia, itd. Pamiętajmy, że do Montessori przyjmujemy całe rodziny, nie tylko dziecko.


Lalki i misie zakazane. Nie odbieracie małemu człowiekowi dzieciństwa?

Maria Montessori upatrywała w fikcji zagrożenie dla duszy dziecka, mamienie go tanimi pożywkami, oszukiwanie, nieprzekazywanie rzeczywistości w sposób realny. Dzieci do 6. roku życia budują swoją osobowość poprzez poznawanie świata, który je otacza. Uniemożliwienie im tego poznania prowadzi do wewnętrznego rozdwojenia. Mózg dzieci w tym wieku nie odróżnia fikcji od rzeczywistości, co może się stać niebezpieczne. Dlatego wszystkie imitacje prawdziwego świata, także kontrowersyjne – jak się po latach okazało – lalki są zbędne. W zamian wprowadzone jest pojęcie „pracy”, która zastępuje „zabawę”. Dzieci wspólnie sprzątają, przygotowują obiad, nakrywają do stołu. Opiekunowie bardziej podążają za aktywnością dzieci niż tak jak w tradycyjnym przedszkolu próbują nią sterować. Przecież każde dziecko chce uczestniczyć w codziennym życiu, pomagać, a praca jest świetnym sposobem na kreowanie osobowości. Praca, a nie zabawa to także ważna zasada tego programu.
Nazwisko Jackie Kennedy ma przyciągać do szkoły i metody Montessori. Na zdjęciu: rodzina Kennedych w 1960 roku. Fot. GettyImages
Do zasad zaraz wrócimy, ale teraz troszkę o efektach. Montessori jest promowane przez absolwentów: znanych innowatorów, przedsiębiorców, ludzi sukcesu.

Znane nazwiska są magnesem. Na okładce mojej książki wydawnictwo umieściło nazwiska Jackie Kennedy, Beyonce, najbogatszego człowieka świata Jeffa Bezosa czy założycieli Google’a: Sergey’a Brina i Larry’ego Page’a. To oczywiście chwyt marketingowy (śmiech). Żadna szkoła czy metoda nie zaprogramuje automatycznie człowieka do powodzenia w życiu osobistym czy zawodowym. Wszystko zaczyna się od środowiska rodzinnego, jest splotem różnych okoliczności i czynników.

O to miałem zapytać, gdyż dwóch twórców Google łączy oczywiście Montessori, ale chyba ważniejszy był fakt, że mieli rodziców wykładowców akademickich i pracowników NASA... To jak w końcu jest?

Myślę, że potwierdza pan to, co powiedziałam. Jedyne, co mogę dodać to, że alternatywna edukacja na pewno nie przeszkadza w osiągnięciu sukcesu czy choćby odnalezienia swoich pasji, wręcz przeciwnie – pozwala na dość dużą kreatywność. Dzieci uczące się w edukacji alternatywnej często łączy jedno: bardzo wcześnie wiedzą, jaka jest ich pasja i jaki zawód chcą wykonywać w przyszłości. Ich szkoły wcześnie pozwalają im na odkrycie zainteresowań i przede wszystkim nie przeszkadzają w rozwoju...

Odkrywanie pasji w szkole, toż to oksymoron.

Wszyscy mamy jakieś wyobrażenie o systemie edukacji. Coraz więcej rodziców ma świadomość, że program szkolny czy wymagania egzaminacyjne to ślepa uliczka, w którą zabrnęliśmy. Większość z nas przeszła przez system edukacji lat 70. i 80. poprzedniego wieku. Jesteśmy z nim oswojeni i większość z nas uznaje to za normę. Część rodziców dziwi się, że w edukacji Montessori nie ma drylu, ustawiania dzieci w rządkach, nie ma nawet ławek, jakie znamy ze szkoły. W przedszkolu nie ma karania i nagradzania dzieci choćby słynnymi słoneczkami i muchomorkami, a później ocenami.

Fabryki posłusznych obywateli. Uczniowie piątkowi to idealni szeregowi pracownicy korporacji

Rodzice muszą wiedzieć, że za rozwój ich dzieci wcale nie odpowiada szkoła — mówi Angelika Talaga, neuropedagog i autorka bloga o innowacyjnych metodach edukacji.

zobacz więcej
Uważa pani, że nasze pokolenie ma po przedszkolu coś, co nazwać można traumą?

To raczej za duże słowo. Jednak niektóre metody stosowane zarówno niegdyś, jak i dziś – jak zmuszanie do jedzenia czy karanie przyczyniły się do tego, iż dorośli już ludzie mają kłopot z samoakceptacją i poczuciem własnej wartości. Moje osobiste wspomnienia są przyjemne: przedszkole kojarzy mi się z zapachem pani przedszkolanki, jej ciepłem. Jest jednak wielu dorosłych, dla których przedszkole było negatywnym doświadczeniem. Dopiero teraz, mając własne dzieci, stwierdzają, że może nie było tam przemocy fizycznej, ale było bardzo dużo przemocy psychicznej, piętnowania dzieci za to, że… są po prostu dziećmi, np. nie chcą leżakować.

A co powie rodzic nastolatka, który przeszedł przez Montessori?

Gdy dajemy dzieciom więcej wolności, zaczynają być bardziej samodzielne. Przecież już 3-latek zawsze krzyczy: „ja sam, ja sam!”, a Montessori daje mu taką możliwość. Ponadto nie oceniamy dzieci, nie szukamy najlepszych, zostawiając z boku inne. Sama autorka tego systemu mówiła, że od takich nierówności powstają wojny. W Montessori nie ma wiecznego konkursu i przygotowania do wyścigu szczurów.

Nie przecenia pani wagi przedszkola?

Przedszkole to czas kluczowy dla rozwoju człowieka. Maria Montessori twierdziła, że osobowość człowieka wykształca się do 6. roku życia. To nie jest okres, w którym możemy pozwolić sobie na błędy wpływające później na dalszy rozwój człowieka. Tymczasem w przedszkolach dzieci, które z powodów biologicznych są na różnym etapie rozwoju psychicznego i społecznego, wrzucamy do jednej grupy i od początku uczymy je poddawania się ocenom, nagradzamy, ale co najgorsze karzemy… Wspomniany system kar i nagród programuje dzieci do rywalizacji. Nauczycielka przedszkolna jest ustawiona w roli autorytetu, jej zadaniem jest dyscyplinowanie dzieci. Gdy są już nastolatkami, wtedy widzimy, ile powstaje problemów. Na jak kruchych podstawach opiera się cała idea tego systemu.
Przedszkole Montessori w Kazaniu, zajmuje się sierotami i dziećmi specjalnej troski. Fot. Yegor Aleyev\TASS via Getty Images
Czyli pozwalacie dzieciom robić, co chcą? Takie bezstresowe wychowanie, które też chyba niczego dobrego nie przynosi?

Dzieci w klasie mają wolność w wyborze materiału, miejsca, w którym będą pracować, czasem przyjaciela, z którym współpracują. Jest to wolność w określonych granicach. Wolność nie jest tożsama z samowolą, to dwa różne pojęcia. Wolność i dyscyplina to dwie strony tego samego medalu. Za każdym prawem do bycia wolnym kroczy jakieś zobowiązanie. W Montessori wolność jednej osoby zaczyna się tam, gdzie kończy się wolność drugiej. Uczymy dzieci tzw. zasad dobrego wychowania, każdy ma miejsce, gdzie pracuje, ale kiedy zaburza pracę innej osoby, niszczy ją – interweniujemy. To nie jest tak jak czasem myślą rodzice, zapisujący do nas dzieci: że moje dziecko może tu wszystko. Tak, może osiągnąć tu wszystko dla siebie, ale z poszanowaniem godności i wolności innych osób. Dlatego Montessori nie ma nic wspólnego z potocznie rozumianym „bezstresowym wychowaniem”.

Bezstresowość oznacza także rezygnację z bajek?

Eliminujemy fikcję z procesu rozwoju młodego człowieka. Ta zasada jest bardzo ważna i w miarę możliwości należy ją utrzymywać. Rzeczywiście rodziców najbardziej zadziwia to, że u nas dzieciom nie czyta się żadnych bajek, baśni. Zresztą, najbardziej świadomi rodzice rezygnują z ich oglądania także w domu. Tak jak mówiłam wcześniej: metoda Montessori nie może być realizowana częściowo.

Były szef Facebooka: Tylko Bóg jeden wie, co robimy z mózgami naszych dzieci

Młodzi ludzie zastępują stare używki nowymi — psychologicznymi. Emocjami, które uruchamiają, wodząc palcem po ekranie smartfona.

zobacz więcej
Eliminować można Netfliksa, ale baśnie? Od wieków są podstawą transferu kultury i uniwersalnych wartości...

Wychowaliśmy się na bajkach braci Grimm, ale jako dorośli spójrzmy z dystansem na to, jak wiele jest w nich brutalności i okrucieństwa. Baśnie były ważnym elementem wychowania, ale w kulturze przedpiśmiennej, przekazywane przez osoby starsze, najczęściej rodzinę. Dziś, mówiąc kolokwialnie bardzo często karmimy dzieci głupotami. Na wspomnianym Netfliksie mamy bajki niczym nie przypominające tego gatunku, najczęściej z wynaturzonymi superbohaterami. Spotykam się z dziećmi, które mają zbudowany wokół siebie jakiś alternatywny obraz świata i nie potrafią skupić się na najprostszych czynnościach. To dziś problem wielu rodziców.

Mówi pani, że w bajkach braci Grimm jest wiele okrucieństwa. A czy w realnym świecie go nie ma?

Oczywiście, że jest i to też widzą nasze dzieci. Myślę, że jest go na tyle dużo, że naprawdę nie ma co dokładać.

Ale Maria Montessori nie zakazywała telewizji. 100 lat temu nikomu się o niej nie śniło.

Teraz też nie zakazujemy. W telewizji jest wiele wartościowych programów, choćby „Nela Mała Reporterka”, która pokazuje dzieciom ciekawe zakątki świata. To bardzo ciekawe i jednocześnie realne. Jeszcze przed wynalazkiem telewizji, Maria Montessori wiedziała, że należy wyeliminować wszystkie bodźce, które zaśmiecają umysł dziecka. Była przekonana, że fikcja godzi w rozwój i duszę, odciąga ją od osiągania samoświadomości i świata prawdziwego. Według niej dziecko miało mieć poczucie, że żyje w realnym świecie, co więcej mieć świadomość osadzenia we wszechświecie.

Samoświadomość bardziej przypomina filozofię dzieci, tyle że „kwiatów” i ruch New Age.

I tu pana zaskoczę, gdyż metoda wywodzi się z włoskiego katolicyzmu, którego autorka była żarliwą wyznawczynią. Jedna z jej pierwszych książek to „Dziecko w Kościele” (tytuł oryginalny „I bambini viventi nella Chiesa”, książka z roku 1922 nie przetłumaczona na język polski – przyp. red.). Zresztą w zakładaniu placówek wspierał ją Kościół, a entuzjastą metody był papież Pius X. Pismo Święte w niektórych placówkach odgrywa do dziś ważną rolę w zajęciach dzieci. Zresztą dwie włoskie uczennice Marii Montessori: Sofia Cavalletti oraz Gianna Gobbi opracowały coś, co dziś jest ważnym elementem wychowania w części polskich rodzin katolickich, czyli Katechezę Dobrego Pasterza.
Maria Montessori (1870-1952) w londyńskim przedszkolu w 1946 roku. Fot. Kurt Hutton/Picture Post/Hulton Archive/Getty Images
Pamiętajmy jednak, że Maria Montessori czerpała także z hinduizmu, gdyż dużo czasu spędziła w Indiach, a dziś wiele placówek jest bezwyznaniowych. Środowisko ludzi związanych z Montessori szanuje nie tylko podopiecznych, ale każdego, kto może mieć inne poglądy. To idea, która przyświeca nam od samego początku. Zresztą Maria Montessori prosiła o napisanie na swoim nagrobku: „Proszę was kochane dzieci, które wszystko potraficie, abyście razem ze mną budowały pokój na całym świecie i pomiędzy ludźmi.”

Montessori dotarło wszędzie, także do krajów protestanckich, w tym USA. Ale jakie znaczenie ma we Włoszech? Ten kraj właśnie celebruje 150. rocznicę urodzin autorki.

Jeżeli był pan we Włoszech przed wprowadzeniem euro, to starsza pani o dobrotliwym uśmiechu na banknocie 1000-lirowym to była właśnie Maria Montessori. To naprawdę ważna osoba w historii tego kraju. Nie dość, że pierwsza kobieta, która nie bez przeszkód zdobyła dyplom lekarski, to jeszcze miała niesamowity umysł ścisły. Przyznam się, że już jako dorosła osoba dzięki jej liczącym przecież kilkadziesiąt lat książkom w końcu zrozumiałam pewne zagadnienia algebry.

Czasy jej aktywności przypadają na epokę faszyzmu.

Faszyści od początku byli zaciekawieni nowym, zyskującym popularność na świecie systemem edukacji. Jednak szybko przekonali się, że to metoda, która kształtuje ludzi niezależnych, jest wręcz sprzeczna z faszyzmem. Benito Mussolini wkrótce zakazał tej formy edukacji, a książki i prace autorki kazał spalić. Montessori przeniosła się do Hiszpanii, gdzie były podobne nastroje, a później musiała emigrować do Holandii.
Czy jest szansa na wprowadzenie metody jako elementu systemu edukacji? W Polsce to wydaje się być przywilejem zamożnych rodziców z klasy średniej.

I tu pana zaskoczę, coraz więcej przedszkoli samorządowych decyduje się na wykorzystanie tej metody. Gdy dyrektor ma otwarty umysł i jest odważna, to powstaje taka placówka w ramach systemu edukacyjnego. Pani Beata Majewska w Nowym Sączu z sukcesem prowadzi państwowe przedszkole o takim profilu. Wszystko to kwestia świadomości.

Jak na to patrzy kuratorium?

Ministerstwo i kuratorium są przecież głównie zainteresowane realizacją podstawy programowej. A z tym w tego rodzaju placówkach nie ma problemu, gdyż są prowadzone przez pasjonatów, bardzo zaangażowanych w swoją pracę. W Montessori nie ma podręczników i zadań domowych, ale kuratorium ze zdziwieniem przyjmuje, że grafik zajęć, a nawet tematy lekcji wychodzą daleko poza podstawę programową.

– rozmawiał Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Małgorzata Ceremuga jest nauczycielką Montessori, specjalistką wychowania przedszkolnego, autorką książki „Montessori dla każdego. Samodzielnie odkryj świat”.
odc. 53
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Kości nigdy nie kłamią, czyli opowieści z sarmackiej krypty
Bolszewicy w 1920 roku, przechodząc przez Kresy pootwierali trumny metalowe tamtejszych rodów jak konserwy, ostrymi narzędziami.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Druga gruba kreska III RP
Czyli jeżeli ktoś nakradł, to w interesie publicznym leży przyklepanie tej kradzieży? Najwyraźniej tak.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Być jak Szalony Koń, który pobił białego generała
Indianie niechętnie przyjmują białych w swoich rezerwatach. Wciąż mają uraz.
Rozmowy wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Bóg lubi narwańców
Dominikanin: Było pół godziny nerwów, „wyrzygania się” Bogu – i poczułem Jego działanie.
Rozmowy wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Przed nami fala śmierci. Konieczny będzie lockdown
Robert Tekieli: Namawiają do wysadzania budynków rządowych. Udają wariatów, ale chodzi im o wywołanie katastrofy.