Felietony

Bayern Lewandowskiego – najbardziej znienawidzony klub w Niemczech

Allianz, Audi, BMW są markami bawarskimi. Bawaria jest ekonomicznym potentatem. A równocześnie pozostaje katolicka. Co zadaje kłam znanym liberalnym teoriom o tym, że protestantyzm bardziej sprzyja rozwojowi gospodarczemu niż katolicyzm.

Z polskiej perspektywy niedzielne zwycięstwo Bayernu Monachium w piłkarskiej Lidze Mistrzów to przede wszystkim wielki, długo oczekiwany, sukces Roberta Lewandowskiego. Oto mamy kolejnego rodaka – po Zbigniewie Bońku, Józefie Młynarczyku i Jerzym Dudku – który sięgnął po najbardziej prestiżowe trofeum w europejskim klubowym futbolu. Nic zatem dziwnego, że wygrana niemieckiej drużyny z Paris Saint-German wywołała entuzjazm w wielu polskich domach.

A jak było w domach za Nysą Łużycką i Odrą? Zapewne bardzo różnie – co oznacza tyle, że nie można mówić o narodowym, wspólnotowym świętowaniu u naszych zachodnich sąsiadów. Dlaczego? Cóż, niemiecka piłka zarówno reprezentacyjna, jak i klubowa ma na swoim koncie tak dużo osiągnięć, że być może kolejny – szósty – Puchar Europy w kolekcji Bayernu ekscytuje już wyłącznie najbardziej zagorzałych kibiców tego zespołu.

Ale to nie wszystko. Jest jeszcze coś, co może być dla nas zaskoczeniem. Otóż Bayern to… najbardziej znienawidzony klub w Niemczech. Świadczą o tym choćby sceny z pewnego baru w Kilonii, zrelacjonowane siedem lat temu na łamach „The Guardian”.

Był majowy wieczór roku 1999. Na Camp Nou w Barcelonie trwał finał Ligi Mistrzów Bayern – Manchester United. Ludzie, którzy zjawili się w barze w niemieckim portowym mieście, mogli oglądać transmisję meczu na ekranie telewizora. Zajęci jednak byli czym innym.
W logo BMW jest umieszczona bawarska niebiesko-biała szachownica. Na zdjęciu siedziba władz koncernu w Monachium. Fot. Johannes Simon/Getty Images
Kiedy na początku spotkania Bayern objął prowadzenie, nie wzbudziło to ich zainteresowania. Zareagowali dopiero wtedy, gdy na boisku nastąpił niespodziewany zwrot akcji – w końcówce drugiej połowy, w doliczonym czasie gry angielska drużyna wyrównała. Ale prawdziwą radość wśród nich wywołał pamiętny zwycięski gol dla Manchesteru United, strzelony w 93 minucie przez Olego Gunnara Solskjæra.

W Niemczech krąży powiedzenie: „Niech wygra ktokolwiek, byle nie Bayern”. Wyraża ono stosunek, jaki znaczna część tamtejszych fanów futbolu żywi wobec monachijskiego klubu.

Z czego się biorą takie negatywne emocje? Bayern jest na tyle majętną firmą, że nie ma konkurencji w Bundeslidze. Jak chce ściągnąć do siebie jakiegoś zawodnika, proponuje za niego cenę, której inne kluby nie są w stanie przebić. Tym samym wszystkich rywali osłabia, czego ich kibice nie mogą mu darować.

Niemniej warto się zastanowić też nad innymi przyczynami okazywanej Bayernowi antypatii. Sport bowiem to nie wszystko.

Niemcy są państwem sfederalizowanych regionów (krajów związkowych, czyli landów). A najbogatszym z nich jest Bawaria (po niemiecku: Bayern) ze stolicą w Monachium. Allianz, Audi, BMW są markami bawarskimi. Już samo to mówi bardzo dużo. Prymusów się nie lubi, zwłaszcza jeśli nie tylko są ekonomicznymi potentatami, lecz również podkreślają swoją kulturową i polityczną odrębność. A tak jest w przypadku Bawarii.

Na przestrzeni dziejów okazała się ona – inaczej niż choćby Prusy – odporna na reformację. Dominującym w niej wyznaniem pozostał katolicyzm. Stanowi on istotną cechę jej tożsamości. Fakt ten zadaje kłam znanym liberalnym teoriom (rozpowszechnianym też w III RP) o tym, że protestantyzm bardziej sprzyja rozwojowi gospodarczemu niż katolicyzm.

Gdy w roku 1871 Niemcy zostały zjednoczone, Bawaria weszła w skład II Rzeszy, ale aż do 1918 zachowywała sporą autonomię. To poczucie, że się jest osobnym bytem dało o sobie znać po drugiej wojnie światowej. Główną siłą polityczną w RFN w latach 50. i 60. była, tak jak dziś, partia chadecka – Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU). Ale w Bawarii nie miała ona swoich struktur. W regionie tym bowiem powstało lokalne chadeckie ugrupowanie – Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CSU). I od ponad półwiecza pozostaje ona w nierozerwalnej koalicji z CDU, choć w sprawach światopoglądowych jest bardziej konserwatywna niż jej siostrzana ogólnoniemiecka formacja.

W roku 2015 bawarscy chadecy byli – w odróżnieniu od kanclerz Niemiec Angeli Merkel – przeciwni otwieraniu granic Unii Europejskiej dla masowej imigracji z Afryki północnej i Bliskiego Wschodu. Popierali w tej sprawie premiera Węgier Viktora Orbána, który nie zgadzał się na narzucanie poszczególnym państwom członkowskim UE kwot uchodźców.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Rzecz jasna patrząc na CSU z polskiego punktu widzenia nie można przemilczeć jednej drażliwej kwestii. Chodzi o związki tej partii ze środowiskami „wypędzonych”. Jej politycy nieraz potępiali przesiedlenia Niemców z Polski i Czechosłowacji, które nastąpiły po roku 1945. Choć warto też przypomnieć, że w czasach zimnej wojny takie bulwersujące nas gesty bywały przejawem nie tylko niemieckiego nacjonalistycznego rewanżyzmu, lecz także twardego antykomunistycznego kursu niemieckich chadeków wobec ZSRR i jego satelitów.

Pewne szczegóły polityki, którą prowadziła na arenie międzynarodowej CSU, nie powinny jednak przesłaniać odmienności charakteryzującej Bawarię względem reszty Niemiec.

To w tym regionie jego chadeckie władze – nie oglądając się na, będącą w RFN oczywistością, tolerancję religijną – wypowiedziały w roku 1996 wojnę scjentologom. Uznały bowiem Kościół Scjentologiczny za groźną sektę i zakazały jego członkom piastowania stanowisk urzędniczych.

Z kolei dwa lata temu w Niemczech głośny był spór o obecność chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej. Rządzący w Bawarii politycy CSU podjęli decyzję o tym, żeby w urzędach podległych władzom regionu zawisły krzyże. Premier landu Markus Söder oznajmił wówczas: „Krzyż jest podstawowym symbolem kulturowej tożsamości zachodniego świata chrześcijańskiego”. Takie stanowisko spotkało się z ostrą krytyką w Niemczech ze strony zarówno całego spektrum politycznego od lewa do prawa, jak i kręgów muzułmańskich. Wreszcie warto odnotować, że Bawaria to ziemia ojczysta Benedykta XVI. I chyba papież senior jest bardziej Bawarczykiem niż Niemcem. Znamienne, że o ile święty Jan Paweł II był dla Polaków autorytetem, to Benedyktowi XVI takiej pozycji w oczach Niemców nie udało się osiągnąć. Przypomnijmy, że papież Bawarczyk mówił między innymi o „małżeństwach” homoseksualnych i aborcji jako znakach „duchowej siły Antychrysta”. Taki przekaz dla ogółu społeczeństwa niemieckiego, które przesiąknięte jest lewicowymi i liberalnymi przesądami, okazywał się nie do przyjęcia.

Tak więc Bawaria jawi się pod wieloma względami jako samotna konserwatywna wyspa na niemieckim morzu progresywizmu. I w jakimś stopniu przypomina Polskę oraz inne kraje Europy Środkowej, które nie zakaził wirus politycznej poprawności. Może to również jest powód, żeby kibicować Bayernowi Monachium – pod warunkiem rzecz jasna, że jego przeciwnikami nie są polskie kluby.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Robert Lewandowski z polską flagą i pucharem Ligi Mistrzów po meczu finałowym Paris Saint-Germain - Bayern Monachium. Fot. Manu Fernandez/Pool via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Maska
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Diabeł
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Pamiętajmy o tym, że przemijamy
Wprawdzie udaje ci się odsunąć śmierć, ale czy uda ci się ją usunąć?
Felietony Poprzednie wydanie
Na rozdrożu. Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Czajka
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.