Kultura

Dwa gatunki Polaków. Nie do pogodzenia

Mówił o nich już Józef Piłsudski. Czy jego słowa nie brzmią aktualnie dziś? Na ile ten podział ważyłby obecnie, gdyby zawisło nad nami prawdziwe zagrożenie?

Skończyłem oglądać „Portret przeszłości 1920”, film dokumentalny Piotra Mikołajczaka (pomysł, scenariusz) i Roberta Wichrowskiego (reżyseria). Trudno było się nie zadumać. Film pokaże w sobotę 15 sierpnia o 15.30 TVP1.

Z jednej strony dumam nad tym, że setna rocznica Bitwy Warszawskiej doprasza się wciąż całościowego portretu fabularnego. Film Jerzego Hoffmana o tym tytule, spóźniony na rocznicę 90., ma kilka pięknych scen, ale w całości budzi poczucie niedosytu – zwłaszcza chaotycznym, trochę pozbawionym wyrazistych bohaterów scenariuszem.

Wyjść poza sztampę

Mieliśmy niezłe seriale, nie oddające jednak monumentalnej potęgi zdarzenia („Wojna i miłość”). Był sugestywny, nieco metaforyczny obraz Jerzego Wójcika „Wrota Europy”, dotyczący jednego epizodu – masakry szpitala polowego w Baranowiczach przez bolszewików. Kilka razy ta wojna pojawiła się jeszcze w innych filmach jako przyczynek, część innej całości. I wciąż czekamy na coś więcej.

Czym zajmował się świat, gdy mieliśmy bolszewików na karku

Latem 1920 roku francuscy katolicy też mieli powody do radości: papież kanonizował Joannę d’Arc.

zobacz więcej
Możliwe, że nie dało się czegoś takiego przygotować na stulecie z powodu braku chemii między obecną władzą i artystami. To musi budzić rozczarowanie, Jesteśmy wciąż skazani na obrazy dokumentalne, bardziej oschłe, bez indywidualnych polskich losów. Niemniej akurat „Portret przeszłości” zrobił sporo aby wyjść poza sztampę, odmalować dramatyzm epokowego starcia, objaśnić dlaczego tę bitwę Lord D’Abernon uznał za 18, rozstrzygającą o losach świata – spośród 20.

Sam ją z bliska obserwował jako szef brytyjskiej misji wojskowej. Nastawiony początkowo pogardliwie wobec Polaków, ich zdolności bojowej i państwowotwórczej, po 15 sierpnia 1920 roku miał już inną opinię.

Oglądamy sowieckie kroniki propagandowe, które pozwalają nam zrozumieć naturę niesionego do Polski bolszewizmu. Pozyskane via Węgry i Rumunia przez Polskie Archiwa Państwowe, te filmy wraz propagandowymi plakatami są nowością dla polskiego widza. Scenki dokumentalne są kolei uzupełnianie inscenizacjami na potrzeby przedwojennych filmów. Widzimy polskich żołnierzy na froncie, ale i sowieckie okrucieństwa wobec cywilów.

Trzeba dodać, że w autentycznych relacjach z tamtych czasów, przemawiają do nas różni świadkowie zdarzeń - od Izaaka Babla, po Władysława Broniewskiego. Od wspomnianego Lorda D’Abernona po Stefana Żeromskiego, słowami sławnego „Probostwa w Wyszkowie”. Mówią głosami świetnych aktorów, to się ogląda niemal jak fabularną opowieść. Znakomici historycy objaśniają z kolei militarny sens zdarzeń. Może ciekawsza od opisu końcowego manewru nad Wieprzem jest opowieść o procesie tworzenia polskiego wojska.

Próba obrony przez atak

Mamy jeszcze inny ciekawy wątek, już na początku. To opowieść o małodusznym opuszczeniu Polski przez zachodnie demokracje, zwłaszcza przez Wielką Brytanię. To szkic rozwinięty w świetnej książce Andrzeja Nowaka „Zapomniany appeasement. Pierwsza zdrada Zachodu”. I faktycznie sam prof. Nowak jest w tym filmie jakby dziekanem korpusu komentujących historyków. Kreśli geopolityczne i ideowe tło tamtych czasów.

Można by orzec, że wizja wojny 1920 roku jest tu bardzo tradycyjna. Autor scenariusza i dopowiadający historycy tłumaczą, dlaczego ciąg potyczek między Polską i Sowietami od początku 1919 roku musiał owocować wyprawą kijowską Józefa Piłsudskiego. To była próba obrony przez atak, Polska była na to skazana, nawet jeśli federacyjny eksperyment z niezależną Ukrainą Semena Petlury się nie powiódł.

Jak wiemy tę nieuchronność kwestionowały różne formacje od endeków po lewicę. Szczególnie mocno podważali to historycy PRL, których tezami bezwiednie nieraz starsze pokolenia nasiąkły. Mnie zaprezentowana w filmie argumentacja przekonuje.
„Portret przeszłości 1920” autorstwa Piotr Mikołajczaka (pomysł, scenariusz) i Roberta Wichrowskiego (reżyseria). Fot. printscreen/TVP
Można się krzywić, że opowieść o barbarzyńskim i bezbożnym komunizmie nadciągającym na polskie ziemie jest zbyt konserwatywna. Szukać większych komplikacji, jak Cezary Michalski, który atakując kiedyś serial „Wojna i miłość” domagał się większego zrównoważenia racji między bolszewikami i „białą Polską”. Rzecz w tym, że „konserwatywnym językiem” opowiadał o tym akurat starciu dobra ze złem niepokorny lewicowiec Stefan Żeromski. Jak wspomniałem słyszymy tu jego słowa. On nie miał wątpliwości, że groziła nam apokalipsa. To ważny świadek.

Piszę to wszystko z gorzką świadomością, że niedługo czeka nas ofensywa naśladowców Michalskiego każących nam szukać w bolszewizmie pozytywnych wartości, ba życzących „białej Polsce” porażki. Już zresztą takie głosy pobrzmiewały, na razie na marginesie historycznych dyskusji. Prawda leży pośrodku tylko wtedy, kiedy leży. I to nie jest ten przypadek. Chociaż… Niewątpliwie brakło mi w filmie mocniejszego zaakcentowania kwestii społecznych. Nieprzypadkowo tylko wtedy mógł powstać rząd szerokiej koalicji, od endecji do PPS obiecujący społeczne reformy. To wtedy premierem mógł zostać Wincenty Witos, a Sejm uchwalił w trybie pilnym pierwszą ustawę o reformie rolnej. Ta tematyka buzowała w Polsce od pierwszej chwili, ale bolszewickie zagrożenie wiele tu przyspieszyło.

Film o polityce tamtych czasów opowiada niewiele, poza kwestią zmagań między samym Piłsudskim i politykami różnych opcji. Inną moją wątpliwość budzi odmalowanie społecznej atmosfery w przededniu Bitwy Warszawskiej. Prawda, relacje zagranicznych dyplomatów i obserwatorów typu przysłanego do Polski wojskowego Charlesa de Gaulle’a zaświadczają o braku paniki w Warszawie. To zostało dobrze oddane.

Ale to prawicowy historyk Jarosław Szarek, obecny prezes IPN, przypomniał w swojej książce „1920. Prawdziwy cud nad Wisłą”, że wcześniej mieliśmy sporo przypadków egoizmu, defetyzmu, politykierstwa, że klasy posiadające nie zawsze zdawały pozytywnie egzamin z obywatelskiej odpowiedzialności. Coś z tej atmosfery odnajdujemy choćby w „Przedwiośniu” przywoływanego już Żeromskiego.

Upominam się więc o szarości, tam gdzie ich nie ma. Ale film jest tak żywy i zajmujący, że puszczałbym go w szkołach.

Nim przyjdą barbarzyńcy

Na koniec refleksja bardziej generalna.

Nic nas tak skutecznie nie łączy jak tradycja Powstania Warszawskiego. To paradoks, ale straszna klęska roku 1944 zdecydowanie przysłania tamto wielkie zwycięstwo. Oczywiście można wskazać powody. II wojna światowa była bliżej nas. Prawie wszyscy znają jej weteranów. Starsi wychowywali się w jej cieniu. Wojna 1920 roku była dawniejsza, skutecznie wyciszana w czasach PRL. Nie przemawia tak silnie do emocji jako starcie regularnych wojsk. Powstańcy to nasze dziewczęta i nasi chłopcy. Niemal my sami postawieni wobec strasznego wyzwania.

Niepiśmienni chłopi stali się Polakami. Inny Cud nad Wisłą

Osamotnione, wyniszczone państwo, po 123 latach nieistnienia, dokonało czegoś, co nie miało prawa się udać.

zobacz więcej
Wszystko to rozumiem, próżno tu się zżymać na samo życie, które tak zdecydowało. Tym niemniej dbałbym o tamta rocznicę, o kolejne rocznice, bo to także triumf chwilowej politycznej jedności, ale i zdolności samoorganizacji. Fascynująca epopeja porucznika Jana Kowalewskiego łamiącego sowieckie szyfry, to sukces intelektu, a nie siły. Stał się on jedynie bohaterem ciekawego spektaklu Teatru Telewizji w TVP. Ale mało o nim pamiętamy. Choć dodajmy pojawia się w filmie Mikołajczaka i Wichrowskiego. I jest patronem tego roku. Pomyślmy jak jeszcze opowiadać o takich jak on.

Nim przyjdą barbarzyńcy, którzy zaczną obrońcom tamtej Polski ucinać – w przenośni, a może i naprawdę, myślę o pomnikach – głowy. Bo bronili niewłaściwego niedostatecznie postępowego państwa i społeczeństwa. Mam z tamtym społeczeństwem własne porachunki, jestem sympatykiem demokratycznej lewicy, jak historyk Paweł Zaremba uważam, że nad II Rzecząpospolitą wisiało brzemię nierozwiązanych problemów społecznych, że za dużo było klasowego egoizmu posiadających – kłania się Żeromski.

Szczególna natura Polaków

Ale to charakterystyczne – niemal wszyscy młodsi przedstawiciele ludowców i socjalistów poszli wtedy na front. W tym sensie uwagi historyków występujących w filmie o szczególnej naturze Polaków nie wymagają potwierdzenia. Pytanie, czy to uwagi aktualne. Film nawiązuje do naszego położenia geopolitycznego.

Na samym końcu cytowane są słowa Piłsudskiego o „dwóch gatunkach Polaków”. Gatunkach nie do pogodzenia. Uważam, że rzucał je wtedy na wyrost, próbując nagiąć cały naród pod własne myślenie i postępowanie.

Ale czy nie brzmią one choć trochę aktualnie dziś? Choć oczywiście znaczą co innego. Pytanie, na ile ten podział ważyłby, gdyby zawisło nad nami prawdziwe zagrożenie.

– Piotr Zaremba

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Część 1
Zdjęcie główne: Kadr z filmu „Portret przeszłości 1920”. Fot. printscreen/TVP
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Igraszki z diabłem. Jak Bułhakow próbował przechytrzyć Stalina
– Sztuka jest bardzo dobra, ale nie wolno jej wystawiać – zdecydował gensek.
Kultura Poprzednie wydanie
Czarny, którego Murzyni odrzucili jak białego
18 września mija 50. rocznica śmierci Jimiego Hendriksa.
Kultura wydanie 11.09.2020 – 18.09.2020
Dramat opętanej zakonnicy. I wielki powrót Kożuchowskiej
Egzorcyzmy poddane wiwisekcji.
Kultura wydanie 11.09.2020 – 18.09.2020
Malował Hel, grał Szopena na skrzypcach. Poeta zbuntowany....
Przyjaciele z poetyckiej grupy dostali się do niewoli. Gałczyński ocalał dzięki wymianie jeńców, został pognany do hitlerowskiego obozu i przeżył… Sebyła pozostał w ZSRR.
Kultura wydanie 11.09.2020 – 18.09.2020
Pociągają go dzikie rejony świata i umysłu. Szaman z pędzlem
Mam wrażenie, że artysta potrafi kontaktować się z duchami naszych praprzodków z epoki kamiennej.