Historia

Rosjanie biali czy czerwoni... Ktokolwiek, byle nie Polacy. Jak Brytyjczycy negocjowali z bolszewikami

W depeszach dyplomatycznych Roman Dmowski był „czarnosecinnym bandytą”, Ignacy Paderewski „fantastycznym łgarzem”, a Piłsudski „politycznym wrakiem”. Ludzie tego pokroju nie mogli rządzić Galicją Wschodnią, dlatego Namier zalecał, aby oddać ją Białorosjanom, bolszewikom, Ukraińcom, Czechosłowacji, w ostateczności pod nadzór Ligi Narodów. Ambicje Warszawy należało ograniczyć, pytanie, jak bardzo.

Świat jako wielka szachownica, na której arcymistrzowie-przedstawiciele mocarstw przesuwają mniejsze kraje – pionki zgodnie ze swoją wolą? Brytyjski premier David Lloyd George zapewne nie zgodziłby się z tą opinią – argumentowałby, że dopiero z perspektywy imperium widać, czego potrzeba takim państwom jak odrodzona po I wojnie światowej Polska.

Nie widział problemu, gdy w lipcu 1920 roku oddawał bolszewikom, w naszym imieniu, Galicję Wschodnią, a miesiąc później rekomendował Warszawie przyjęcie sowieckich warunków rozejmowych. Obejmujących, dodajmy, m.in. redukcję Wojska Polskiego z miliona do 50 tys. żołnierzy i przekazanie całości uzbrojenia Sowietom. Wszystko na rzecz europejskiego pokoju.

Do Bugu i za Bugiem

„W tej chwili Polska jest właściwie bez granic i wszystko, co możemy w tej mierze zdobyć na zachodzie, to zależy od Ententy […]. Na wschodzie to inna sprawa; tu są drzwi, które się otwierają i zamykają, i zależy, kto i jak szeroko siłą je otworzy” – te słowa Józefa Piłsudskiego dobrze odzwierciedlały sytuację Rzeczpospolitej w pierwszych miesiącach niepodległości.Niemniej jednak i w przypadku ziem położonych za Bugiem Naczelnik musiał brać pod uwagę stanowisko Francji i Wielkiej Brytanii.

Optymista powiedziałby, że i tak Polska znajdowała się w lepszym położeniu niż kraje nadbałtyckie czy kaukaskie. Przynajmniej była uznawana na arenie międzynarodowej, podczas gdy Litwa, Estonia czy Armenia wciąż czekały aż zachodni dyplomaci postawią stopę na ich terytorium. Pesymista skontrowałby, że elity Londynu i Paryża najchętniej widziały w roli współpracownika na Wschodzie białą Rosję, a Polskę traktowały jako partnera zastępczego. Zresztą, w miarę upływu czasu Brytyjczycy coraz mniej.

Jak te ogólne uwarunkowania przekładały się na język politycznych konkretów? Traktat wersalski przewidywał, że „granice Polski, nieokreślone tutaj (tj. wschodnie) […] będą oznaczone później przez główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone”. Ów klub mocarstw tworzyły: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Japonia i choć o polsko-sowieckiej granicy ostatecznie rozstrzygnęło ostrze bagnetu, przez wiele miesięcy Piłsudski musiał przedkładać ofensywę dyplomatyczną nad militarną.
Lewis Bernstein Namier (1888 – 1960), główny doradca premiera Lloyda George'a w sprawach Europy Wschodniej. Fot. George C. Beresford/Beresford/Getty Images
W końcu 1919 roku wydawało się, że te zabiegi zakończyły się przynajmniej połowicznym sukcesem – 8 grudnia Rada Najwyższa Mocarstw uznała za bezdyskusyjnie polskie tereny do linii Bugu, a w stosunku do ziem zabużańskich stwierdziła, że „prawa, z jakimi Polska mogłaby wystąpić do nich […], są wyraźnie zarezerwowane”. Ponadto 22 grudnia Rzeczpospolitej przyznano mandat do bezterminowego administrowania Galicją Wschodnią (dotychczasowe ustalenia zapewniały Polsce 25-letni zarząd nad tym terytorium).

Byle nie Polakom

Powyższe decyzje mogłyby sugerować, że nad Sekwaną i Tamizą rozumiano polską potrzebę odepchnięcia Rosji – jakiekolwiek Rosji – jak najdalej na wschód. Niestety, Lloyd George kierował się inną logiką, wychodząc z założenia, że właściwymi panami Europy Środkowowschodniej są Rosjanie. Biali czy czerwoni – to rzecz drugorzędna, najważniejsze, aby spośród nich wyłonił się gospodarz, z którym będzie można usiąść do stołu rokowań i ustalić porządek terytorialny w tej części świata.

Z tej perspektywy polskie aspiracje dotyczące Wilna czy Lwowa jawiły się jako intrygi małego narodu, oddalające moment geopolitycznego dealu z Rosją. Ambicje Warszawy należało więc ograniczyć, pytanie, jak bardzo.

Odpowiedzi brytyjskiemu premierowi dostarczały raporty Lewisa Namiera (Ludwika Bernsteina Niemirowskiego), głównego doradcy w sprawach Europy Wschodniej, a zarazem zajadłego polonofoba, urodzonego w... Woli Okrzejskiej na Lubelszczyźnie. Tam, gdzie kilkadziesiąt lat wcześniej przyszedł na świat Henryk Sienkiewicz.

Antypolski jad Zachodu

Nazywano Polaków „urodzonymi niewolnikami”, a walkę o granice II RP – „polskim imperializmem”, który grozi pogromami Żydów.

zobacz więcej
Obaj dziadkowie Namiera – zasymilowani Żydzi – walczyli w powstaniu styczniowym, a on sam był wychowywany przez rodziców na Polaka. Do polskości miał nabrać urazu podczas studiów we Lwowie – powodów nie sposób dociec, w każdym razie wkrótce wyemigrował on do Wielkiej Brytanii, kształcąc się m.in. w Oksfordzie. Zawiązane tam znajomości, w połączeniu z talentem do języków i wiedzą historyczną, sprawiły, że w 1915 roku, w wieku zaledwie 27 lat, trafił do Foreign Office – brytyjskiego MSZ.

Dzięki współpracy z Philipem Kerrem – osobistym sekretarzem Lloyda – Namier zyskał dostęp do premiera, a jego memoriały, komentarze i noty stanowią kopalnię antypolskich wypowiedzi. I tak: Roman Dmowski to „czarnosecinny bandyta”, Ignacy Paderewski jest „fantastycznym łgarzem”, a Piłsudski doczekał się w nich miana „politycznego wraku”. Ludzie tego pokroju nie mogli rządzić np. Galicją Wschodnią i dlatego Namier zalecał, aby oddać ją Białorosjanom, bolszewikom, Ukraińcom, Czechosłowacji, w ostateczności pod nadzór Ligi Narodów. Komukolwiek, byle nie Polakom.

Dylemat Francuzów: Lenin czy Piłsudski?

Materiały przygotowywane przez Namiera były na rękę Lloydowi, jako że potwierdzały jego przewodnią myśl w polityce zagranicznej – jedynie mocarstwa są upoważnione do wytyczania państwowych granic, a mniejsze kraje (jak Polska) powinny niemal przepraszać, że żyją. W związku z tym, w trójkącie Polska – biała Rosja – Rosja bolszewicka premier dawał pierwszeństwo obu Rosjom – do końca 1919 roku wspierał dostawami sprzętu Antoniego Denikina i innych białych, a gdy ich przegrana w wojnie domowej stała się pewna, zaczął dążyć do nawiązania współpracy handlowej z Sowietami.

A druga ze zwycięskich w I wojnie europejskich potęg, Francja? Tak dla tamtejszej opinii publicznej, jak i francuskich polityków wymarzony był scenariusz z pokonującą bolszewików białą Rosją, przywracającą oś Piotrogród – Paryż.
Rosjanie biali czy czerwoni – to dla Brytyjczyków była rzecz drugorzędna. Na zdjęciu: przywódca bolszewickiej Rosji Lenin zagrzewający żołnierzy Armii Czerwonej do walki z Polską w maju 1920 roku. Fot. Time Life Pictures/Mansell/The LIFE Picture Collection via Getty Images
Ostatnie miesiące 1919 roku przyniosły jednak, jak wspomnieliśmy, szereg klęsk Denikinowi i spółce, wobec czego Paryż stanął przed dylematem: Lenin czy Piłsudski? Francuscy premierzy Georges Clemenceau, a potem Alexandre Millerand postawili na tego drugiego, ale stopniowo ich poparcie dla Polski malało – w miarę nasilania się nacisków ze strony Wielkiej Brytanii.

Tymczasem polski Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz miał własny pomysł na urządzenie Europy Środkowowschodniej. Plan w wersji minimum polegał na stworzeniu Polski „inkorporacyjnej” z granicą wschodnią zbliżoną do linii II rozbioru. W maksymalnej – przewidywał Polskę jako federacji złożonej z dwóch historycznych członów: Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Oba warianty zakładały budowę, na wschód od Rzeczpospolitej, niepodległej Ukrainy i było wiadome, że nie dojdą do skutku bez porozumienia się z politykami reprezentującymi Tallin, Rygę, Kowno czy Kijów.

Na to nakładały się relacje z bolszewikami. U progu 1920 roku Piłsudski nie wykluczał ani kontynuowania wojny, ani pokoju z nimi. Niemniej, polski wódz dopuszczał układ z Leninem jedynie w formie obejmującej również kraje nadbałtyckie i Finlandię. Jednolity front dyplomatyczny wobec czerwonych mógł się bowiem stać zaczątkiem bliższej współpracy, prowadzącej ku Polsce federacyjnej.


Niestety, jak pokazały konferencje z udziałem przedstawicieli tych państw w Helsinkach (styczeń) i Warszawie (marzec), większość była zainteresowana pertraktacjami z Sowietami na własną rękę.

Przed decyzją – pokój czy wojna – konieczne też było wybadanie stanowiska mocarstw zachodnich, ale styczniowe wizyty szefa MSZ Stanisława Patka w Paryżu i Londynie nie przyniosły Piłsudskiemu jasnej odpowiedzi.

Czym zajmował się świat, gdy mieliśmy bolszewików na karku

Latem 1920 roku francuscy katolicy też mieli powody do radości: papież kanonizował Joannę d’Arc.

zobacz więcej
Clemenceau w rozmowie z ministrem wyraził sceptycyzm odnośnie pokoju z bolszewikami, ale zarazem dodał, że Polska powinna podejmować wobec nich tylko defensywne kroki wojenne; wtórował mu marszałek Ferdinand Foch. Z kolei Lloyd przestrzegł Patka przed „militarnymi prowokacjami” wobec Armii Czerwonej, stanowiącymi rzekomo przejaw polskiego imperializmu.

Batalia o największy spichlerz

Wnioski? Zarówno Francja, jak i Wielka Brytania uchyliły się od doradzenia Rzeczpospolitej konkretnego rozwiązania, ale zasugerowały, że najlepsze byłoby utrzymywanie Wojska Polskiego w „pogotowiu bojowym”, tj. obronny front z bolszewikami. To stanowisko potwierdziła lutowa konferencja aliantów w Londynie – płynący z niej komunikat głosił, że mocarstwa potępiają „politykę agresji w stosunku do Rosji”. Polacy zostali sam na sam z bolszewikami i Piłsudski zdecydował się na wojnę, tym bardziej, że z doniesień wywiadu wiedział o przygotowaniach Armii Czerwonej do wielkiej ofensywy przeciw Polsce.

Wyprawa kijowska miała połączyć rozbicie sił bolszewickich na tym odcinku ze stworzeniem wolnej Ukrainy, a tym samym postawić Zachód przed faktami dokonanymi. Jak przekonywał Piłsudski generała Antoniego Listowskiego, „gram ostatnią stawkę, żeby coś zrobić na przyszłość dla Polski, osłabić możliwość przyszłej potężnej Rosji i, jeżeli się uda, dopomóc stworzeniu Ukrainy”.

Atutem Naczelnika miała być przy tym nie tylko obecność polsko-ukraińskich sił nad Dnieprem, ale również dysponowanie ukraińskimi zasobami zboża i kuszenie Londynu możliwością handlu. Generał Kazimierz Sosnkowski liczył, że w ten sposób „zbudujemy most, po którym angielska koza przyjdzie do polskiego woza”.

Gra wydawała się warta świeczki, bo brytyjski premier wielokrotnie podkreślał, że chce się porozumieć z Kremlem także po to, aby ściągać z Rosji żywność i zminimalizować problem europejskiego głodu. Do tego doszły sukcesy polskiej ofensywy, które sprawiły, że sekretarz Kerr w memorandum z 3 maja, stawiał przed Lloydem dwie perspektywy: „albo Ukraina stanie się niepodległa i tam będzie żywność”, albo „Europa stanie wobec perspektywy rządów czerwonych od Władywostoku do Renu”. Podobnie widział sprawę Winston Churchill, ówczesny minister wojny, pytający premiera, „czy nie byłoby lepiej zaczekać, jaki rząd będzie kontrolował największy spichlerz Rosji, Ukrainę, pod koniec najbliższych żniw?”.
7 maja 1920 roku, wojsko polskie wkracza do Kijowa. Ulica Wielka Włodzimierska. Fot. Wikimedia
Ale Lloyd George czekać nie zamierzał – w momencie, gdy Wojsko Polskie stacjonowało w Kijowie, szykował się na przyjęcie sowieckiej delegacji handlowej. Utrzymywany przez Namiera w przekonaniu, że Polska kończy się na Bugu i hołdujący wizji światowego ładu, opartego na koncercie mocarstw, był już zdecydowany na współpracę z bolszewikami. Co ciekawe, przekonanie o tym, że najwięksi polityczni gracze mają prawo, wręcz obowiązek, narzucać mniejszym krajom swoją wolę, łączyło premiera z brytyjską lewicą. W tym kontekście nie dziwi, że ataki Partii Pracy na Polskę jako „agresywne imperium zła”, systematyczne od maja 1920, nie spotkały się ze stanowczą reakcją rządu.

Jedynie trwałe usadowienie się Symona Petlury nad Dnieprem mogło wpłynąć na zmianę orientacji Lloyda, tj. przekierowanie zainteresowania z Moskwy na Kijów. Ataman nie zyskał jednak masowego poparcia wśród Ukraińców, a radziecka kontrofensywa wymusiła odwrót Wojska Polskiego i jego oddziałów. Inicjatywa strategiczna przeszła w ręce Sowietów, a ponieważ polskie dowództwo nie ustrzegło się błędów, bolszewicki walec rozpędzał się coraz szybciej w kierunku Warszawy. Brytyjska interpretacja tych faktów była jednoznaczna – „powinniśmy ratować Polskę, ale teraz muszą oni [Polacy] zebrać żniwo swojej imperialistycznej polityki” (Kerr do brytyjskiego ambasadora w USA, 5 lipca).

Niepiśmienni chłopi stali się Polakami. Inny Cud nad Wisłą

Osamotnione, wyniszczone państwo, po 123 latach nieistnienia, dokonało czegoś, co nie miało prawa się udać.

zobacz więcej
Zachodnich sankcji nie będzie

Ów „ratunek” rozpoczął się w pierwszej dekadzie lipca, gdy belgijskie miasto-uzdrowisko Spa odwiedził Władysław Grabski. Polski premier udał się tam, by prosić polityków Ententy (zebranych na międzynarodowej konferencji) o pośrednictwo w rozmowach pokojowych z Kremlem.

Brytyjczycy wykorzystali okazję i w imieniu Polski przesłali 11 lipca do Moskwy notę z warunkami polsko-sowieckiego rozejmu. Dokument przewidywał linię rozejmową (w domyśle przyszłą granicę) na Bugu, przedłużając ją „na wschód od Przemyśla w stronę Karpat”. Tym samym Londyn oddawał Galicję Wschodnią i Lwów (oficjalnie przynależne Polsce) bolszewikom, nie konsultując tego ani z Paryżem, ani tym bardziej z Warszawą.

Tak narodziła się linia Curzona, a Francuzi w zasadzie pogodzili się z brytyjskim pośrednictwem między Piłsudskim a Leninem.

Wódz bolszewików, pewny rozgromienia Polski, odrzucił jednak warunki noty, a Armii Czerwonej polecił przyspieszenie ofensywy. Czy zniechęciło to Lloyda do roli mediatora, a w zasadzie rzecznika bolszewickich interesów wobec Polski? Bynajmniej, na początku sierpnia nad Tamizę przybyła sowiecka delegacja, z bolszewikiem nr 2 Lwem Kamieniem, a premier wykorzystał rozmowy handlowe z nią do omówienia relacji Warszawa-Moskwa. Oczywiście, przyjmując sowiecki punkt widzenia.
Lew Kamieniew (na zdjęciu z żoną Olgą Bronstein, siostrą Lwa Trockiego) na początku sierpnia 1920 roku układał się z Brytyjczykami w sprawie pokoju z Polską. Fot. Getty Images
Aby nie pozostać gołosłownym – Brytyjczycy zobowiązali się, w razie przekroczenia przez Armię Czerwoną linii Bugu, do „pomocy polskiemu narodowi w obronie jego egzystencji za pomocą wszelkich dostępnych środków”. Tymczasem 4 sierpnia Lloyd (wiedzący o przekroczeniu przez wojska Michaiła Tuchaczewskiego tej rzeki) zapewnił Kamieniewa, że wystarczy okazanie „jakichś dowodów dobrej woli strony sowieckiej w sprawie Polski”, a zachodnich sankcji wobec Kremla nie będzie. A że od kilku dni w Białymstoku funkcjonował bolszewicki rząd dla Warszawy – Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski? Kto by się przejmował takimi drobiazgami...

Kulminacją polityki ugłaskiwania Sowietów stał się 10 sierpnia, gdy Kamieniew przedstawił w brytyjskim parlamencie warunki rozejmu z Rzeczpospolitą. Zgodnie z nimi, Polska miała zgodzić się m.in. na redukcję armii z miliona do 50-60 tys. żołnierzy, przekazać Armii Czerwonej i „obywatelskiej milicji” wszystkie zapasy broni, zawiesić produkcję uzbrojenia oraz umożliwić sowieckim transportom wojskowym swobodny przejazd przez polskie ziemie. Te postulaty, równoznaczne z sowietyzacją Polski, brytyjski premier uznał za warte rozważenia i, za pośrednictwem posła, zalecił Warszawie ich przyjęcie.

Swoje stanowisko Lloyd zataił przed Francuzami, a gdy do Paryża dotarła wiadomość o „propozycji” Kamieniewa, Millerand zarekomendował Polsce jej odrzucenie.

Warto wspomnieć, że w krytycznych dniach lipca i sierpnia 1920 Francuzi obudzili się z letargu – dowodem międzyaliancka komisja goszcząca nad Wisłą, w której gronie byli oni o wiele aktywniejsi od swoich brytyjskich kolegów.

Na szczęście Polacy nawet przez minutę nie musieli się zastanawiać nad sowieckim dyktatem – plan bitwy warszawskiej został zrealizowany i Armia Czerwona poniosła druzgocącą klęskę. Lloyd czekający na wieści z Moskwy jak „kochanek na telegram”, został z bolszewickimi warunkami jak Himilsbach z angielskim.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Przy pisaniu tekstu korzystałem m.in. z publikacji „Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – zapomniany appeasement” Andrzeja Nowaka, „Bitwa warszawska 1920. Rok niezwykły, rok zwyczajny” JanuszaOsicy i Andrzeja Sowy, „Mundur na nim szary... Rzecz o Józefie Piłsudskim (1867-1935)” Włodzimierza Sulei oraz „1920. Wojna o wszystko” Mariusza Wołosa.
Niewypowiedziana wojna
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Dla niego kelnerzy podsłuchiwali polityków. Najlepiej opłacany...
Kiedy zaczęły się obrady rządu, coś poruszyło się za kotarą. Odsunięto zasłonę i oczom zdumionych ministrów ukazał się…
Historia Poprzednie wydanie
Polskie Kresy wstępują do sowieckiego raju
Żeby był porządek na jeden mandat z okręgu był uzgodniony tylko jeden kandydat.
Historia Poprzednie wydanie
Mało biłam dzieci. Jeżeli je biłam, to tylko na polecenie
Zła, okrutna. Nigdy nie widziałam jej bez pejcza. Traciłyśmy przytomność – mówią jej ofiary.
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Wywiesiliśmy proporce z barwami narodowymi i godłem. Jak...
Hydroplan z czarnym napisem U.S. COAST GUARD zrzucił mały, płócienny woreczek zawierający krótką wiadomość: „Are you O.K.?”
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Nie tylko Haberbusch i Schiele. Jak Niemcy zostawali Polakami
Ojciec poety był weteranem powstania styczniowego, dziad – listopadowego. Ale prapradziad przybył z Turyngii.