Cywilizacja

Częstochowa, do której nie wolno pielgrzymować i Matka Boża, królowa... Chin

Strzeliste wieże świątyni widoczne są z daleka. Wiara, że może jakimś cudem uda mi się dostać do kościoła mnie nie opuszcza, ale to są jednak Chiny i przy wjeździe do wioski, zatarasowanym szlabanem, czeka już grupa kilkunastu mężczyzn. Wkrótce dojeżdża trzema samochodami kilku innych. Uprzejmie proszą mnie o dokumenty i każą czekać.

Jest w tej historii obraz z wizerunkiem Maryi i oblężenie kościoła. Jest cudowna interwencja Matki Bożej, która broni wiernych przed napastnikami, a potem zostaje ogłoszona przez papieża królową całego kraju. Ale to nie polska Częstochowa. To chińska wioska Donglu i niezwykły obraz Najświętszej Matki Królowej Chin.

Jest też jeszcze jedna różnica, bardzo dla katolików bolesna – do Donlglu nikomu nie wolno pielgrzymować, chińskie władze stają na głowie, żeby nikt nie dotarł do kościoła. Jak dotąd, znana jest tylko jedna współczesna relacja udanej próby dostania sie do tej świątyni, pochodząca od Chińczyka z Hongkongu. Rok później ja też postanowiłem podjąć taką próbę.

Dopóki nie pojawiły się satelitarne mapy Google, na chińskich drukowanych mapach nie było Donglu. Cóż się dziwić, to raptem niewielka wioska z dwoma tysiącami mieszkańców, położona wśród pól, 180 km na południe od Pekinu. Powód „nieistnienia” Donglu na mapach był jednak inny – katolicki kościół, największa taka świątynia w północnych Chinach, większa nawet od wszystkich zachowanych kościołów w Pekinie.

Dla chińskich katolików Donglu to odpowiednik naszej Częstochowy, ale dla walczących z religią chińskich władz to przekleństwo, którego wielokrotnie próbowały się pozbyć. Na razie bezskutecznie, więc wioska otoczona jest dzień i noc oddziałem agentów chińskiej służby bezpieczeństwa. Gdy starałem się dowiedzieć czegoś więcej o Donglu wśród katolików w Pekinie, zgodnie odsyłali mnie do Baoding, sporego miasta i siedziby diecezji, z którego do Donglu jest tylko 40 km.

Jadę więc do Baoding, gdzie nadal stoi stary, wzniesiony jeszcze przez jezuitów pod koniec XIX w., kościół – katedra św. Piotra i Pawła.

To właśnie z Baoding katoliccy misjonarze na przełomie XIX i XX w. prowadzili swoją działalność, budowali kościoły, szpitale i sierocińce. Jeden z kościołów wraz z ośrodkiem pomocy dla sierot i ubogich, francuscy misjonarze, lazaryści wznieśli w Donglu.

Biała Pani wśród aniołów

To były bardzo niespokojne czasy. W 1899 r. wybuchło w północnych Chinach ludowe powstanie tzw. bokserów (od nazwy tajnego stowarzyszenia „Pięść w imię sprawiedliwości i pokoju”), którzy w odwecie za kolonialny podbój Chin przez europejskie mocarstwa zaczęli mordować zagranicznych misjonarzy i chińskich chrześcijan.
Powstanie „bokserów” i masakra chrześcijan w kościele wMoukden w chińskiej Mandżurii stała się tematem ryciny opublikowanej we francuskim piśmie „Le Petit Journal”, 5 sierpnia 1900 r. Fot. Art Media/Print Collector/Getty Images
W czerwcu 1900 r. ponad trzy tysiące uzbrojonych w noże i piki „bokserów" otoczyło Donglu. Siedmiuset chrześcijańskich mieszkańców wioski i około trzystu uciekinierów z okolicznych wsi zorganizowało obronę. Wykopano okopy i usypano barykady, które najeżono ostro zastruganymi kijami. Obrońcom udało się też zdobyć palną broń, której nigdy wcześniej nie widzieli na oczy.

„Bokserzy” atakowali czterokrotnie. Nadaremnie. Po paru tygodniach dołączyło do nich kilka tysięcy żołnierzy armii cesarskiej, która jeszcze wtedy popierała powstanie. I choć żołnierze mieli działa i strzelby, a ataki przypuszczano ponoć aż 44 razy, Donglu nie udało im się zdobyć. Wśród agresorów straty były ogromne, zaś wśród obrońców zginęło tylko 22, i to głównie z powodu nieumiejętnego posługiwania się bronią palną.

Codziennie w czasie oblężenia proboszcz, ojciec Wu obchodził okopy z Najświętszym Sakramentem. Idące za nim w procesji kobiety i dzieci odmawiały różaniec i litanię do Najświętszej Marii Panny, błagając ją o pomoc. Czy nadeszła? Obrońcy nie mieli wątpliwości, że odparcie ataku „bokserów” nie byłoby możliwe bez Jej cudownej interwencji. Ale Jej samej nie wiedzieli. Mówi jednak Pismo Święte : „Signa non fidelibus, sed infidelibus" (znaki są dla niewierzących, a nie dla wierzących).

Nacinali im skórę za uszami, żeby krew powoli ściekała. Gotowali żywcem w gorących wulkanicznych źródłach

Zadali mu trzy pytania: czy nie ma żony, czy czci Matkę Bożą i czy jest w jedności z Białym Ojcem.

zobacz więcej
Wielu „bokserów” opowiadało później, że za każdym razem gdy atakowali, nad kościołem w Donglu pojawiała się wyniosła postać „Białej Pani” w otoczeniu aniołów. Jej widok paraliżował ich strachem, odbierał wszelką odwagę i był wyraźnym znakiem, że „ktokolwiek wedrze się do Donglu, nie wyjdzie już żywym”.

Wdzięczni Matce Bożej mieszkańcy Donglu wkrótce wznieśli nowy, większy kościół. W jego ołtarzu ksiądz Wu umieścił obraz „Naszej Pani Donglu”, przedstawiający Maryję z Dzieciątkiem w otoczeniu wiernych z Donglu. Przy kościele lazaryści założyli szkołę, sierociniec i konwent dla chińskich zakonnic, józefitek, które nauczały młode dziewczęta.

W 1908 r. zamówiono u jezuitów w Szanghaju nową, bardziej majestatyczną wersję obrazu do ołtarza – i jak na owe czasy, niezwykłą. Wzorowany na portrecie chińskiej cesarzowej Cixi, obraz przedstawiał bowiem Maryję siedzącą na cesarskim tronie w żółtej szacie cesarzowej Chin, z małym Jezusem na kolanach, również przyodzianym w żółte szaty chińskiego księcia. Mniejsza z tym, że za używanie cesarskich symboli, a nawet żółtego cesarskiego koloru na ubraniach, groziła wtedy w Chinach kara śmierci. Szaty na obrazie symbolizować miały, że dla chińskich katolików odtąd to Matka Boska jest cesarzową.

Do 1916 r. malutkie Donglu było już siedzibą diecezji obejmującej trzynaście parafii, z dziewiętnastoma księżmi i ponad czterdziestoma tysiącami wiernych. Przede wszystkim jednak było wielkim centrum kultu maryjnego. Z czasem też wierni zaczęli tu masowo pielgrzymować.

Pierwszą oficjalną pielgrzymkę, z udziałem czterech biskupów, zainaugurowano w maju 1929 r., a w 1932 r. papież Pius XI formalnie ustanowił kościół w Donglu narodowym sanktuarium „Najświętszej Matki Królowej Chin”. Wcześniej jednak, na pierwszym synodzie chińskich biskupów w Szanghaju w 1924 r. delegat Stolicy Apostolskiej, arcybiskup Celso Constantini zawierzył Chiny Matce Boskiej i konsekrował jej wizerunek z Donglu jako oficjalny portret „Najświętszej Matki Królowej Chin”. Konsekrację potwierdził w 1928 r. papież Pius XI.

Kraj od zawsze ateistyczny

Ale jak dotrzeć do Donglu? Przed kościołem w Baoding wyjaśnia mi to jakiś staruszek, jak się okazuje odźwierny. Niestety, jestem cudzoziemcem, co rzuca się w oczy. Do tego, każdy kościół katolicki w Chinach jest „dyskretnie” obserwowany przez nieumundurowanych funkcjonariuszy bezpieki. Zanim więc zakończyłem rozmowę z odźwiernym, zjawia się jak spod ziemi siedmiu mężczyzn w czarnych garniturach. Pytają, skąd jestem, co robię w Chinach, po co tu przyjechałem. Są bardzo mili i uprzejmi. Najstarszy zaprasza mnie nawet na obiad, ale grzecznie odmawiam.
W Baoding stoi wzniesiony jeszcze przez jezuitów pod koniec XIX w., kościół – katedra św. Piotra i Pawła. Fot. Vardion, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2311187
Żegnamy się wylewnie i wychodzę na miasto. Oni za mną. Zwiedzam starą chińską świątynię. Oni też. Odwiedzam kilka sklepów z pamiątkami. Oni też. Po godzinie takiego spacerowania, postanawiam posilić się w Kentucky Fried Chicken – żeby nie dać moim opiekunom pretekstu do wspólnego jedzenia w jakiejś chińskiej restauracji. Cierpliwie czekają na zewnątrz.

Gdy wychodzę, jest już z nimi umundurowany oficer policji z umundurowaną asystentką. Oficer legitymuje się i uprzejmie prosi, czy mógłbym mu pokazać swoje dokumenty. Następnie robi mi krótki wykład o przepisach obowiązujących cudzoziemców. Czubek mikrofonu sterczący z torebki jego asystentki nie pozostawia wątpliwości, że nasza konwersacja jest nagrywana. Wyjaśniam, że zamierzam – wyłącznie prywatnie – udać się do Donglu, gdzie chcę tylko zobaczyć kościół. Nie robię żadnych wywiadów, nie szukam kogokolwiek. Chińskie przepisy nie zabraniają cudzoziemcom praktykować tu swojej wiary. – Proszę bardzo, nie mam prawa pana zatrzymywać – mówi oficer. Znów żegnamy się wylewnie, a do auta odprowadza mnie osobiście ten najstarszy, nieumundurowany Chińczyk. Wreszcie jadę do Donglu.

Dlaczego chińska bezpieka tak pilnie strzeże katolickich kościołów? Cofnijmy się najpierw do historii. Religia katolicka nigdy nie była w Chinach zbyt popularna. Większość Chińczyków zawsze była ateistami, a oprócz kultu przodków chińska cywilizacja faktycznie nie stworzyła własnej, masowej religii. Zdając sobie z tego sprawę, pierwsi jezuiccy misjonarze, którzy dotarli do Chin w XVI w., nawet nie nauczali o Trójcy Świętej, ukrzyżowaniu Chrystusa czy Zbawieniu, lecz jedynie starali się przekonać Chińczyków do istnienia Boga.

Ich działalność misyjna odniosłaby prawdopodobnie minimalny skutek, gdyby nie fakt, że jezuici w Chinach potrafili zdobyć prestiż poprzez promowanie naukowo-technicznych osiągnięć Zachodu, zwłaszcza w astronomii, matematyce, kartografii i medycynie. Ponadto jezuici, którzy roztropnie stosowali tu filozofię tzw. akomodacji, nie mieli nic przeciwko praktykowaniu przez chińskich katolików kultu przodków, który uważali za obyczaj świecki.

Mordercy, złodzieje, prostytutki, tragicznie zmarłe dzieci. Pogańscy święci

Spełniają prośby, uzdrawiają, pomagają zajść w ciążę i zdać egzamin. Kanonizowani przez lud, a nie przez Kościół.

zobacz więcej
Niestety, właśnie na tym tle wybuchł ostry spór między jezuitami a dominikanami, których zdaniem z kolei, kult przodków był tradycją pogańską. Spór ów trwał od połowy XVII w. aż do ... 1942 r. Różni papieże opowiadali się raz po jednej, raz po drugiej stronie, krążyły bulle i ekskomuniki, co w rezultacie zniechęcało Chińczyków do przyjmowania wiary katolickiej. Z końcem XIX w. liczbę chińskich katolików szacowana na niewiele ponad 700 tys., zaś chińskich księży było tylko 499.

Innym, bardzo niesprzyjającym czynnikiem było występowanie katolickich księży – cudzoziemców w obronie mocarstw kolonialnych, które korzystały ze słabości Chin i bezwzględnie je wyzyskiwały. Kościelna hierarchia była przy tym tak niechętna promowaniu Chińczyków, że od XVI w. do roku 1926 sakrę biskupią przyznano tylko jednemu Chińczykowi (w 1685 r.)! Dopiero w latach 20. i 30. XX wieku, gdy misjonarze rozbudowali sieć szkół, szpitali, sierocińców i wydawnictw, a Watykan ostatecznie uznał potrzebę wyświęcania chińskich biskupów, liczba wiernych zwielokrotniła się.

Komunistyczne represje i Kościół podziemny

Po przejęciu władzy w Chinach przez komunistów w 1949 r., na katolików – przedstawianych przez propagandę jako „imperialistycznych sługusów” i „szpiegów” – spadły szczególnie brutalne prześladowania. Prawo Watykanu do zatwierdzania nominacji biskupich komuniści uznali za „mieszanie się w wewnętrzne sprawy Chin”, a dochowywaną przez księży wierność papieżowi za „brak patriotyzmu”.

Co gorsza, nuncjusz papieski przeniósł się na Tajwan. Do dziś zresztą Watykan jest jedynym państwem europejskim utrzymującym z nim stosunki dyplomatyczne. Znacznie ułatwiło to komunistycznym władzom wbicie klina w społeczność katolicką. Do stworzonego przez nie fasadowego Patriotycznego Zrzeszenia Katolików Chińskich, któremu przyznano wyłączne prawo legalnego działania, przystąpiła część kleru i wiernych.

Natomiast druga część zaczęła działać w konspiracji, tworząc tzw. Kościół podziemny. Jego duchowni są, oczywiście, ciągle prześladowani i poddawani nieustannej presji przez władze, aby uznali zwierzchność Patriotycznego Zrzeszenia. Niestety, poprzednicy Jana Pawła II, którzy zasiadali na tronie Piotrowym w czasach zimnej wojny, najwyraźniej nie wnikali zbyt głęboko w niezwykle skomplikowane położenie chińskich katolików i prowadzili wobec Pekinu jednoznacznie konfrontacyjną politykę. Chińskich księży i wiernych uznających Patriotyczne Zrzeszenie po prostu ekskomunikowano, jeszcze bardziej pogłębiając wywołaną przez komunistów schizmę w chińskim Kościele.

Dopiero papież Jan Paweł II usiłował położyć kres temu błędnemu kołu. Nie przymykając oczu na prześladowania wiernych mu księży, starał się jednak nakłonić chińskie władze do dialogu, a jednocześnie doprowadzić do jedności w chińskim Kościele. Dlatego za jego pontyfikatu Watykan zaczął po cichu uznawać nominacje biskupów należących do Patriotycznego Zrzeszenia i pomagać w zdobywaniu zagranicznego wykształcenia księżom podległym Zrzeszeniu.
Liczbę katolickich wiernych w Chinach szacuje się na ok. 12 mln, z tego połowa praktykuje w ramach Kościoła podziemnego. Na zdjęciu:nabożeństwo w kościele w prowincji Hebei.Fot. Guang Niu/Getty Images
Pekin odwiedziło kilku kardynałów i Matka Teresa z Kalkuty. Ranga nuncjatury na Tajwanie została obniżona. 24 października 2001 roku Jan Paweł II wykonał zaś gest bez precedensu.

W posłaniu z okazji 400-lecia przybycia jezuitów do Pekinu przeprosił za błędy popełnione przez ludzi Kościóła wobec Chin – potępianie kultu przodków i sprzyjanie przez misjonarzy mocarstwom kolonialnym. „Wiele osób mogło odnieść wrażenie, że Kościół Katolicki nie darzy Chińczyków szacunkiem i że jego działaniami kierowała wrogość wobec Chin. Za to proszę o przebaczenie i zrozumienie tych, którzy mogli poczuć się skrzywdzeni postępowaniem niektórych chrześcijan” – podkreślił papież . W swym posłaniu Jan Paweł II przypomniał też, że Chiny i Kościół katolicki to dwie najstarsze istniejące na świecie „instytucje” , które powinny działać razem „dla dobra chińskiego narodu i pokoju ma świecie”. Na dialogu i współpracy między Stolicą Apostolską a władzami Chin – przekonywał papież – „skorzystałaby cała ludzka rodzina”.

Niestety, pojednawcza postawa Jana Pawła II wobec chińskich władz i Patriotycznego Zrzeszenia napotkała na sprzeciw części konserwatywnych hierarchów, którzy zarzucili mu ignorowanie ogromu cierpień prześladowanych księży i wiernych chińskiego Kościoła podziemnego. Podobnie było po drugiej stronie – część chińskich przywódców była ponoć za normalizacją stosunków z Watykanem, ale ostatecznie zarzucono te plany i nie zaprzestano prześladowań Kościoła podziemnego.


Powodem był i nadal jest strach. Przed tym, że w pustkę ideologiczną po skompromitowanym maoizmie i marksizmie wkroczą inne, atrakcyjne zwłaszcza dla coraz bardziej kosmopolitycznej młodzieży i klasy średniej „ideologie”, które nie będą poddawały się kontroli i doprowadzą do zakwestionowania monopolu partii komunistycznej na władzę.
O tym, jak łatwo może do tego dojść, władze przekonały się z przerażeniem, gdy błyskawicznie rozwinęła się „medytacyjna” sekta Falun Gong. Dzięki telefonom komórkowym i internetowi jej członkowi zdołali nawet zorganizować stutysięczną manifestację w centrum Pekinu, co kompletnie zaskoczyło służby bezpieczeństwa.

Religie takie jak buddyzm, islam czy chrześcijaństwo też zaczynają się cieszyć ostatnio w Chinach coraz większą popularnością i choć wiarygodne dane nie istnieją, liczbę katolickich wiernych szacuje się na ok. 12 mln, z tego połowa praktykuje w ramach Kościoła podziemnego. Stąd też wszystkie kościoły katolickie w Chinach oficjalnie podlegają Patriotycznemu Zrzeszeniu i są stale inwigilowane. Wierni mogą się do nich dostać tylko po okazaniu stosownych przepustek. Cudzoziemcom pozwala się na jako tako swobodne odwiedzanie niektórych kościołów w większych miastach, ale łatwo ich wyłowić po wyglądzie wśród czarnowłosych Chińczyków. Tak jak mnie wyłowiono w Baoding.

Drugi cud

Jadę do Donglu, wiedząc, że i tak nie zobaczę tam oryginalnego obrazu Najświętszej Matki Królowej Chin. Kościół w Donglu spłonął w 1941 r. Oficjalna wersja mówi, że w Wielką Sobotę 1941 r. podpalili go japońscy okupanci. Mieszkańcy twierdzą jednak, że zrobili to komunistyczni partyzanci. Obraz ocalał, choć ponoć jeden z partyzantów strzelił do niego z karabinu i zrobił kulą dziurę tuż nad głową Maryi.

Dalsze losy obrazu nie są jasne. Jedna z wersji mówi, że wizerunek ukryto w Baoding i zwrócono wiernym w Donglu w 1948 r. Potem, gdy Chinami rządzili już komuniści i w 1966 r. wybuchła tzw. Rewolucja Kulturalna, władze jakoby skonfiskowały obraz i trzymały go w budynku szkoły służącym też za magazyn ziarna. Tam też miał zostać, jakoby przez nieostrożność któregoś z chłopów, spalony w 1969 r. Ale zgodnie z inną wersją, nie mniej prawdopodobną, wraz z nadejściem komunistycznej władzy oryginalny obraz po prostu ukryto i do dziś jest gdzieś potajemnie przechowywany.

Tak czy inaczej, stał się cud i w 1989 r. wierni z Donglu otrzymali pozwolenie na odbudowę kościoła. Było to ponoć możliwe dzięki wsparciu jednego z bardzo wpływowych, lokalnych dygnitarzy partyjnych, który potajemnie był katolikiem. Dzięki składkom z całych Chin nowy kościół, jeszcze większy niż poprzedni, był gotowy już 1 maja 1992 r. W jego głównym ołtarzu umieszczono mocno zmodyfikowaną kopię wizerunku Najświętszej Matki Królowej Chin. Maryja i Jezus są wprawdzie nadal przedstawieni na niej jako władcy, ale już w regaliach i szatach europejskich, a nie chińskich żółtych szatach cesarskich.
Władze bardzo szybko pożałowały, że mieszkańcom Donglu udało się odbudować kościół. 23 maja 1995 r., w wigilię święta Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych, ponad trzydzieści tysięcy wiernych Kościoła podziemnego, z czterema biskupami i ponad stu księżmi zgromadziło się w sanktuarium Donglu, by złożyć hołd swej Królowej. W czasie mszy na otwartym powietrzu (bo kościół nie mógł pomieścić takich tłumów) słońce zaczęło wirować i promieniować tęczowymi barwami. Część wiernych ujrzała w jego centrum Matkę Boską z Dzieciątkiem, inni widzieli krzyż, jeszcze inni Najświętszy Sakrament.

Wieść o tych niezwykłych zjawiskach, które trwały około 20 minut, rozeszła się po okolicy lotem błyskawicy i następnego dnia do sanktuarium ściągnęło już ponad sto tysięcy osób. Przerażone władze skierowały do Donglu wojsko i policję, które zapędzały ludzi do autobusów i wywoziły do innych miejscowości.

W maju następnego roku dostęp do Donglu zablokowało pielgrzymom prawie pięć tysięcy żołnierzy i kilkuset agentów bezpieki. Księżom i katolikom zabroniono wychodzenia z domów, a wszystkim w okolicy – opuszczania swoich miejscowości.

Mimo to, tysiącom pielgrzymów udało się przedrzeć przez kordon wokół sanktuarium. Zostali brutalnie spacyfikowani, a kapliczkę, wzniesioną na miejscu cudownego objawienia, wojsko zburzyło buldożerem. Od tej pory do Donglu nikt z zewnątrz nie może się przedostać – aby nie dowiedział się o Królowej Chin i jej objawieniach, o prześladowanych pielgrzymach i sile ich wiary.

Wuhan odmrożony. Przepustką do życia są teraz kody QR: zdrowy, może iść, albo do izolatki

Co po zniesieniu blokady sanitarnej dzieje się w mieście, gdzie zaczęła się pandemia koronawirusa? Patrole policyjne kamerami termowizyjnymi mierzą temperaturę ludzi na ulicy.

zobacz więcej
Do kościoła, i tak bardzo rzadko otwieranego, wstęp mają tylko mieszkańcy Donglu, którym raz w roku, pod ścisłym nadzorem Patriotycznego Zrzeszenia, zezwala się na niewielką procesję z kopią obrazu. Wieś otoczona została szlabanami i zasiekami oraz posterunkami funkcjonariuszy bezpieki. Tam właśnie dotarłem.

Modlitwa za prześladowanych

Strzeliste wieże świątyni w Donglu widoczne są już z daleka. Wiara, że może jakimś cudem uda mi się dostać do kościoła mnie nie opuszcza, ale to są jednak Chiny i przy wjeździe do wioski, zatarasowanym szlabanem, czeka już grupa kilkunastu mężczyzn. Wkrótce dojeżdża trzema samochodami kilku innych. Uprzejmie proszą mnie o dokumenty i każą czekać.

Po pół godzinie nadjeżdżają jeszcze dwa samochody, bez tablic rejestracyjnych. W Chinach każde dziecko wie, że ten „przywilej” przysługuje jedynie funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa Państwa. Zupełnie się nie zdziwiłem, gdy przybyłymi okazuje się tych samych siedmiu panów z Baoding. Najstarszy z nich, który wcześniej zapraszał mnie na obiad, jest oczywiście, ich zwierzchnikiem. Po ponownej wymianie grzeczności, wyjaśnia mi, że skoro jestem dziennikarzem, to absolutnie nie mogę przebywać tu w charakterze prywatnym, a tak w ogóle, to i tak żadnych przyjezdnych się tu nie wpuszcza. Dlaczego? To tajemnica. A może chociaż zrobię zdjęcie kościoła? Też nie wolno.

Liczę otaczających mnie agentów – trzydziestu jeden. Niby dużo, ale jak na Chiny, nic wielkiego. W końcu starszy pan składa mi propozycję nie do odrzucenia – wrócę grzecznie do Pekinu i żeby po drodze nic mi się nie stało (czytaj: żebym nie probówał znów dostać się do Donglu polami na przełaj), siedmiu panów będzie mi towarzyszyło do granic Pekinu. Z uprzejmą prośbą, żebym nigdzie i pod żadnym pozorem się nie zatrzymywał. I tak, w eskorcie dwóch samochodów bez tablic rejestracyjnych, zostaję odstawiony tam, skąd przybyłem. Pod Pekinem starszy pan żegna się ze mną wylewnie i znów zaprosza mnie do Baoding na obiad – nawet z rodziną i w każdej dowolnej chwili.

Dotąd, bodaj tylko jednemu wiernemu spoza Donglu udało się potajemnie dotrzeć do kościoła i zrobić w nim zdjęcia. Ale tylko dlatego, że był to Chińczyk z Hongkongu, który bez trudu mógł udawać miejscowego. Było to śmiałe przedsięwzięcie, zagrożone surową karą więzienia.

Wiadomo też o takiej próbie podjętej przez jednego z francuskich dziennikarzy, ale jak w moim przypadku, skończyła się odstawieniem go do Pekinu, zanim zdołał zbliżyć się do kościoła. Niestety, nic na razie nie wskazuje, by ta sytuacja mogła się w najbliższym czasie zmienić.
Mozaika w kaplicy Najświętszej Matki Królowej Chin w waszyngtońskiej Bazylice Niepokalanego Poczęcia. Mozaikę wzorowano na obrazie słynnego chińskiego malarza Lu Hongniana. Fot. nationalshrine.org
Watykan wprawdzie już w 1973 r. ustanowił święto Najświętszej Matki Królowej Chin na drugą niedzielę maja (w wielu krajach obchodzony jest wtedy Dzień Matki), ale poza garstką mieszkańców Donglu nikt nie może się tam do niej pomodlić.

Alternatywą jest dość wierna kopia wnętrza kościoła w Donglu wraz z repliką głównego ołtarza i obecnego obrazu, odtworzona w katedrze pw. Najświętszej Matki Królowej Chin w mieście Tainan na Tajwanie. Są też poświęcone jej kaplice na Filipinach i w Stanach Zjednoczonych.

Wsród nich najbardziej znana jest kaplica w waszyngtońskiej Bazylice Niepokalanego Poczęcia (Basilica of the National Shrine of the Immaculate Conception), największej świątyni chrześcijańskiej nie tylko w USA, ale całej Ameryce Północnej. Nie ma w niej jednak kopii oryginalnego obrazu z Donglu, lecz wykonana w 2002 r. mozaika przedstawiająca Maryję jako królową Chin w szacie chińskiej bogini miłosierdzia Guanyin. Mozaikę tą wzorowano na obrazie słynnego chińskiego malarza Lu Hongniana, który wykonał go na zlecenie pierwszego chińskiego kardynała Thomasa Tian Gengxina, wyniesionego do tej godności w 1946 r. przez Piusa XII.

Kardynał Tian, który był arcybiskupem Pekinu i po dojściu komunistów do władzy został wypędzony z Chin w 1951 r., przebywał na wygnaniu w USA, a potem na Tajwanie, gdzie zasłynął jako największy orędownik kultu Najświętszej Matki Królowej Chin. Mozaiką w waszyngtońskiej bazylice uczczono też fakt, że kardynał Tian przez cały czas na emigracji rozdawał obrazki z Najświętsza Matką Królową Chin w wersji namalowanej przez Lu Hongniana i z modlitwą za prześladowanych chińskich katolików. Kardynał zmarł w 1967 r. ale modlitwa, niestety, jest aktualna do dziś.

– Krzysztof Darewicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kto zarabia na Nord Stream 2? Firmy, instytucje, politycy
Na tym projekcie żywi się niemal cała Europa.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Igrzysk olimpijskich w Tokio nie będzie?
Jeśli zostaną odwołane, to odbędą się następne w Paryżu i tyle. Ziemia się nie zawali.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wychodzą na ulice, bo nie chcą nosić masek
Nonkonformiści mają imponujący potencjał mobilizowania protestujących.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Korupcyjny system za unijne pieniądze
Prezydent i premier oskarżają się wzajemnie o mafijne powiązania. Z okien pokazują sobie obraźliwe gesty.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Święte słowo różnorodność
Czy w składzie Komisji Europejskiej nie należałoby zagwarantować miejsca osobom niebinarnym?