Cywilizacja

Komu bije Krzywa Dzwonu. Rzecz o buncie BLM

Powodem gorszej pozycji Afroamerykanów w USA nie jest czarny kolor skóry. Hindusi mają niemal równie ciemną pigmentację, a osiągają wszędzie najwyższe pozycje bez pomocy rządu.

Rozruchy rasowe w miastach amerykańskich burzą krew w żyłach widzów i czytelników relacji medialnych. Hordy rabują sklepy, obalają pomniki, walcząc z policją palą posterunki i niszczą dzielnice, gdzie mieszkają ludzie takiej samej rasy. Biali fanatycy antyrasizmu całują buty Afroamerykanów przepraszając za niewolnictwo. Czyżby to koniec cywilizacji utworzonej przez białego człowieka?

Demonstracje są zgodne z gwarancją wolności słowa i zgromadzeń w Konstytucji. Policja musi je ochraniać, o ile są pokojowe. Pod hasłem „życie czarnych ma znaczenie” Afroamerykanie i ich miłośnicy żądają, żeby policja nie traktowała brutalnie kogoś dlatego, że ma ciemną skórę. Pragną zniesienia dyskryminacji, która ich zdaniem panuje w szkołach, na kampusach, w miejscach pracy. Chcą awansu większej liczby Afroamerykanów na wpływowe pozycje. Domagają się rewizji historii i kultury amerykańskiej według „rasowej sprawiedliwości”.

Brutalność policji

Czemu policjanci traktują podejrzliwie czarnych mężczyzn i chętniej używają przemocy niż wobec białych? Bo Afroamerykanie wielokrotnie częściej popełniają przestępstwa. Stanowią 53 procent ogółu morderców i dokonują 60 procent rozbojów, choć jest ich tylko 13 procent mieszkańców USA. Policjant 18 razy częściej pada ofiarą czarnego, niż czarnemu bez broni zdarzy się paść ofiarą policjanta.
Demonstracja przeciw rasizmowi w Minneapolis 28 maja 2020. Fot. Steel Brooks/Anadolu Agency via Getty Images
Ale Afroamerykanie zabijają się głównie między sobą. Stanowią połowę ofiar śmiertelnych w USA, a 90 procent ich zabójców to Murzyni. Uprzedzenie stróżów prawa i porządku wobec czarnych wydaje się zrozumiałe. Jednak to nie usprawiedliwia brutalności zbędnej.

Rasa podejrzanego wpływa na policjantów. W Nowym Jorku prawdopodobieństwo użycia nie-śmiertelnej przemocy jest o połowę większe wobec czarnego, niż białego. W całych USA jest 3,5 razy większe. Uległość aresztowanego zmniejsza ryzyko użycia siły, ale też zależy od rasy. Posłuszny rozkazom czarny ma o 20 procent większe szanse pobicia przy zatrzymaniu niż biały.

Jednak to nieprawda, że policja częściej strzela do Afroamerykanów niż do białych. Hasło „życie czarnych ma znaczenie” jest bezpodstawne. Czarnoskóry profesor ekonomii w Harvardzie Roland G. Fryer twierdzi, że w przypadkach sięgania przez policję po broń rasa podejrzanego nie odgrywa roli.

Fryer przebadał wraz z zespołem pięć milionów interwencji policji nowojorskiej i uznał, że „nie ma znaczącej nierówności (rasowej) jeśli idzie o prawdopodobieństwo bycia zabitym przez policję.” A departament sprawiedliwości rządu USA stwierdził, że w Filadelfii czarni policjanci częściej strzelają do nieuzbrojonych czarnych niż ich biali koledzy.

Czy dzieje się tak z powodu większego temperamentu czarnych? A może biali są powściągliwi w używaniu broni palnej z lęku przed zarzutem rasizmu? Czy może ta różnica wynika z lepszego rozeznania czarnych policjantów, z kim mają do czynienia? Przecież wychowali się w takim samym środowisku jak podejrzani.

Pochowany w złotej trumnie najnowszy męczennik ruchu „Black Lives Matter” George Floyd, dopuścił się między innymi rozboju z bronią w ręku i napaści na ciężarną kobietę w jej domu. Odsiedział kilka lat w więzieniu i postanowił zmienić się na lepsze. Jednak do fatalnego spotkania z policją doszło, gdy zapłacił w sklepie fałszywą 20-dolarówką. Oczywiście przestępcy są mniejszością wśród Afroamerykanów. Niestety, ci porządni cierpią wskutek kryminalnych działań – by tak rzec – swoich „czarnych owiec”.

Terror umysłowy

Czarna rewolucja ma potężnych sojuszników w liberalnych mediach. W „New York Timesie” doszło do buntu 1000 pracowników po opublikowaniu przez dział opinii artykułu senatora Toma Cottona, w którym polityk wezwał do użycia wojska dla stłumienia rozbojów ulicznych i rabunku sklepów przy demonstracjach BLM. Podobnie uważa 51 procent Amerykanów. Jak najważniejsza gazeta USA może lekceważyć opinie większości obywateli?

A jednak po tym artykule szef działu i dwie inne osoby musiały odjeść z pracy. Podobne sytuacje miały miejsce w „Bloomberg News”, „Los Angeles Times”, „ Washington Post”. W „ Philadelphia Inquirer” stracił pracę dziennikarz za tytuł artykułu All Lives Matter, bo to znaczy, że „każde życie jest ważne”, a nie tylko „czarne”.

Policja w USA znacznie częściej zabija białych

1200 Amerykanów ginie rocznie w wyniku interwencji policji. Wśród nich jest 250 czarnoskórych, w tym tylko 17 nieuzbrojonych.

zobacz więcej
Musiał odejść z pracy nawet kurator malarstwa i rzeźby w Museum of Modern Art w San Francisco. Zawinił „białym nacjonalizmem” ponieważ publicznie zapewnił, że dla zróżnicowania kolekcji, dalej będzie przyjmował prace białych artystów. Nie można całkiem wykluczyć białych, gdyż byłoby „odwróconą dyskryminacją”. Ukradł więc BLM święte słowo „dyskryminacja”, które, według postępowców, wolno stosować jedynie w przypadku czarnych, podobnie jak w przypadku hasła „życie czarnych ma znaczenie”. Największym zaś świętokradztwem jest hasło, Blue Lives Matter, „życie policjantów ma znaczenie”. Na nie pozwalają sobie tylko najodważniejsi.

Radykalna lewica spod znaku BLM chce wywrócić ład społeczny narzucając przemocą swoje idee. Grupa 153 intelektualistów i artystów amerykańskich ogłosiła więc 7 lipca list otwarty w obronie wolności słowa. Popierają protesty przeciwko brutalności policji wobec Afroamerykanów, ale ostrzegają przed represjami za krytykę MBL a nawet za nie dość entuzjastyczne poparcie tego ruchu.

„Zwalnia się redaktorów za dopuszczenie do publikacji kontrowersyjnych artykułów” – piszą sygnatariusze listu. „Wycofuje się z obiegu książki za rzekomy brak autentyzmu (chodzi o tzw. kulturowe przywłaszczenie (cultural appropriation), za jaką uznaje się sytuację,, kiedy biali opowiadają o przeżyciach mniejszości rasowych – KK.). Zakazuje się dziennikarzom pisania na pewne tematy. Prowadzi się śledztwa przeciw profesorom za cytowanie na wykładach (niesłusznych – KK) dzieł literackich. Pewnego naukowca wyrzucono z pracy za ogłoszenie wyników potwierdzonych badań. Usuwa się szefów organizacji za tylko niezręczne pomyłki.

Już płacimy cenę za unikanie ryzyka wśród pisarzy, artystów i dziennikarzy bojących się utraty środków do życia, jeżeli odejdą od ustalonej poprawności. Pisarze potrzebują kultury z przestrzenią na eksperymenty, ryzyko pomyłki. Musimy zachować możność niezgody w dobrej wierze bez ponoszenia ciężkich konsekwencji zawodowych”.

Wśród sygnatariuszy listu jest sumienie lewicy Noam Chomsky, politolog Francis Fukuyama, pisarka J.K. Rowling, , autorka powieści o parafaszystowskiej teokracji Margaret Atwood i Salaman Rushdie, który klimat cenzury zna osobiście: reżim irański wiele lat temu wydał na niego wyrok śmierci za literacką obrazę uczuć religijnych.

Rasizm systemowy

Aktywiści anty-rasistowscy twierdzą, że w USA panuje systemowy rasizm, chociaż państwo szeroko otworzyło Afroamerykanom drogi awansu społecznego. Ustawa o prawach obywatelskich z 1964 roku umożliwiła udział w wyborach. Zakazała rasowej segregacji w szkołach, w miejscu zatrudnienia i w miejscu zamieszkania. Trzy lata wcześniej prezydent J. F. Kennedy zarządził równe traktowanie przedsiębiorców, którzy składają oferty pracy dla rządu. Zakaz dyskryminacji rasowej nazwał „akcją afirmacyjną”. Ten termin oznacza dziś więcej, niż równe traktowanie. Określa preferencje dla Afroamerykanów w przyjęciach do pracy, na uczelnie i promocjach - kosztem kompetentnych białych.
Trener drużyny Glasgow Rangers Steven Gerard dołączył do akcji Black Lives Matter oddając cześć czarnoskórym 9 sierpnia 2020. Fot. Willie Vass/Pool via Getty Images
Akcję afirmacyjną rozbudowywać ją zaczął jego następca, prezydent L.B. Johnson. Nakazał dać pierwszeństwo czarnym w wyborze przedsiębiorstw pracujących dla rządu federalnego. Ogłosił programy Wielkiego Społeczeństwa i Wojny z Biedą. To przyniosło niezamierzone skutki. Zwalczanie biedy polegało na dawaniu rodzinom z dzielnic biedoty mieszkań o niskim czynszu w nowych, czystych blokach i nowym otoczeniu. Niestety: przeprowadzki zerwały więzy społeczne i zniosły kontrolę sąsiedzką nad młodzieżą. To ułatwiło szerzenie zachowań kryminalnych.

Powodem większej przestępczości czarnych jest również plaga samotnego macierzyństwa. Zwalczające biedę zasiłki rodzinne stały się zwykłym źródłem dochodu dla tych Afroamerykanek, które wybierają jałowe życie. Opieka państwa zachęca je do płodzenia dzieci bez troski o zatrzymanie w domu ich ojców. 70 proc. urodzeń wśród Afroamerykanów następuje poza małżeństwem.

Czarni duchowni, działacze i celebryci wzywają mężczyzn, żeby nie porzucali swojego potomstwa i przyjęli obowiązki ojców, ale daremnie. Samotne kobiety wychowują chłopców, którym potrzeba wzorów, jak być odpowiedzialnym mężczyzną. Szukają więc przykładów poza domem, u kolegów na ulicy, równie niedojrzałych jak oni lub już zdeprawowanych.

Władze federalne postanowiły na siłę znosić segregację rasową w młodych pokoleniach. Służyło temu przymusowe dowożenie autobusami czarnych uczniów z marnych szkół do lepszych szkół w białych okolicach. I odwrotnie, wysyłanie białych uczniów do szkół w gettach. Wywołało to wielki opór społeczny.

Biali rodzice nie protestowali przeciwko kolorowi skóry dowożonych dzieci. Nie godzili się tylko na spadek poziomu nauczania i kultury osobistej swego potomstwa pod wpływem złego przykładu czarnych kolegów. Ci zaś mieli brać lepszy przykład od białych, którego nie otrzymali w domu. Sąd Najwyższy uznał w 1971 roku, że ten sposób znoszenia segregacji jest zgodny z Konstytucją.

W Stanach Zjednoczonych wielu białych żywią wobec Afroamerykanów niechęć z domieszką poczucia wyższości, na ogół tłumiąc te uczucia z lęku przed oskarżeniem o rasizm. Ale powodem gorszej pozycji Afroamerykanów nie jest czarny kolor skóry. Hindusi mają niemal równie ciemną pigmentację, a osiągają wszędzie najwyższe pozycje bez pomocy rządu tam, gdzie panuje merytokracja. Problem mają Afroamerykanie, choć od zniesienia niewolnictwa upłynęło półtora wieku, a od 70 lat popiera ich potężny aparat państwowy i najbardziej wpływowa część elity umysłowej.

Niewygodna prawda

Jedną z przyczyn gorszej pozycji społecznej przez Afroamerykanów jest fakt, że typowy czarny uczeń osiąga 75 procent wyników białych kolegów w testach szkolnych. Różnica utrzymuje się w dorosłym życiu. Oczywiście to nie znaczy, że wszyscy wypadają poniżej białych. Są także jednostki twórcze jak Toni Morrison, powieściopisarka i noblistka, wybitnie inteligentne jak były prezydent Barack Obama, i bystre, jak sławni komicy. Chodzi jednak o przeciętną.

Cancel culture. Twitterowe wyroki i medialna cenzura

Dziennikarze symetryści muszą odejść.

zobacz więcej
Badacze społeczni Charles Murray i Richard Hermstein wydali książkę „Krzywa dzwonu. Inteligencja i struktura klasowa w amerykańskim życiu”. Dowodzą, że Afroamerykanie przeciętnie mają niższy wskaźnik IQ aniżeli biali. Jest to skutek sposobu wychowania oraz, w większym stopniu, dziedziczenia. Zaś zasiłki na dzieci zachęcają do płodzenia kobiety o niskiej inteligencji, co utrwalałoby niższość umysłową czarnej populacji – twierdzą obaj naukowcy.

(Tytułowa „krzywa dzwonu” przedstawia statystyczny rozkład cech w każdym masowym zjawisku. Na wykresach przybiera kształt dzwonu. Na jednym skraju znajduje się największe nasilenie jakiejś cechy danego zjawiska, a na drugim skraju najmniejsze. W środku krzywa gwałtownie wznosi się i równie gwałtownie spada. Wskaźnik IQ 100 mieści się na osi wykresu i odnosi do przeciętnej inteligencji w danym środowisku.)

Laureat nagrody Nobla za odkrycie podwójnej spirali kodu genetycznego, prof. James Watson poparł tę tezę: „Nasza polityka społeczna jest oparta na fakcie, że ich [Afroamerykanów] inteligencja jest taka sama jak nasza. Lecz nikt, kto miał do czynienia z czarnymi pracownikami, tego nie potwierdzi”.

Za tę uwagę nobliście odebrano wiele tytułów honorowych. Natomiast autorów „Krzywej dzwonu’” potępili uczeni i publicyści.

Wśród zarzutów wobec Murray’a i Hermsteina padał argument, że testy inteligencji zostały skonstruowane w oparciu o system skojarzeń kulturowych występujących powszechniej w kulturze „białych”, więc są trudniejsze do rozwiązania przez czarnych.

W obronie autorów „Krzywej Dzwonu” wystąpiło 52 uczonych badaczy inteligencji. Podpisali list otwarty w którym wprost oświadczyli: „Chociaż są różne typy testów, to wszystkie mierzą tę samą inteligencję i nie są kulturowo wypaczone”.

Najwyższy punkt krzywej dzwonowej, oznaczający przeciętną dla zbiorowości inteligencję mierzoną w punktach IQ, w przypadku białej populacji wynosi 100. u czarnych Amerykanów wartość ta wynosi 85, u Latynosów wypada pomiędzy wskaźnikiem białych i czarnych. Żydzi i Azjaci mają wskaźnik IQ powyżej 100. Ale członków wszystkich grup rasowych można znaleźć się na każdym poziomie IQ.

Dziedziczenie ma większy wpływ na poziom IQ niż wychowanie i środowisko. Wysokość IQ warunkowana jest w dzieciństwie, przybierając z reguły ostateczne wartości Wysokie IQ daje przewagę, gdyż prawie wszystkie działania wymagają rozumowania i decydowania. Realne korzyści z wysokiego IQ rosną w miarę jak okoliczności stają się bardziej skomplikowane – czyli w dojrzałym życiu i w pracy zawodowej – dowodzą obrońcy Murraya i Hermstaina.

List otwarty 52 badaczy spotkał się z krytyką; zarzucono mu, że „jest zgodny z ogólnym euro-amerykańskimi mniemaniami o rasie i inteligencji. Problem polega na tym, że żadna z idei, którą popierają ci psycho-metrolodzy nie ma żadnego związku z uprawnionym wnioskowaniem naukowym”.
Demonstracja pod hasłem Black Lives Matter w Londynie 12 czerwca 2020 Fot. Thabo Jaiyesimi/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Na ten zarzut odpowiedziała redaktorka listu 52, prof. Linda S. Gottfredson artykułem pt. „Pretending that Intelligence Doesn’t Matter”, czyli „Udawanie, że inteligencja nie ma znaczenia”. Krytycy obawiają się, że wnioski z badań inteligencji podważą wartości demokratyczne, doprowadzą do obniżania prestiżu pewnych grup ludzkich a nawet odmawiania im praw, dlatego należy je ukrywać. Jeżeli Amerykanie zauważą, że społeczne nierówności są warunkowane również genetycznie, to pogodzą się z nierównością. Dostaną wymówkę, żeby pozbawić upośledzonych tego, co im się należy. Mogłoby to prowadzić do zniewolenia lub ludobójstwa „niższych” ludów. Ale to nie jest walka między dobrem i złem. Tu chodzi o godzenie wizji politycznej i społecznej równości ze skutkami biologicznej nierówności - twierdzi prof. Gottfredson.

W Polsce nie mamy takiego problemu, możemy więc bez obawy zmierzyć się z realiami.

Winy białych dzisiaj

Spór o IQ miał miejsce w latach 1990. Od tego czasu w świecie akademickim postęp uczynił znaczne postępy. Powstała cała dziedzina badań nad „białością”. Czarni naukowcy mają nam wiele do zarzucenia.

Błędnie wyznajemy ideologię merytokracji – twierdzą. Kto ma lepsze wyniki, tego cenimy wyżej, niezależnie od pochodzenia.

Jak na to odpowiedzieć? Spójrzmy na państwa afrykańskie, które odrzucają merytokrację na rzecz więzi plemiennych, z jak najgorszym skutkiem.

Kolejny zarzut: Nasz nowoczesny uniwersytet wartościuje pewne formy wiedzy kosztem innych: wiedzę pisaną zamiast mówionej, historię zamiast pamięci, racjonalizm zamiast mądrości.

Ale czy to źle? Czarnoskórzy intelektualiści oczekują odejścia od dyscypliny intelektualnej. Jednak pisanie artykułu czy książki daje czas na staranne ujęcie wypowiedzi. To nie luźne gadanie przy ognisku, kiedy częścią przekazu jest nastrój mówiącego zależny od słuchaczy, ale organizowanie myśli według ścisłych reguł.

Owszem, cenimy wyżej historię od pamięci, bo pamięć ludzka jest kapryśna i zawodna. Natomiast historyków obowiązują rygory naukowe, konieczność dowiedzenia tego, co się głosi na podstawie źródeł. Jest tu mniejsze pole dla tworzenia mitów, niż w bajędach szamanów.

I czy to źle, że cenimy racjonalizm zamiast mądrości? Mądrość nie wymaga wiedzy teoretycznej, wystarczy doświadczenie życiowe i empatia. Zaś racjonalizm pozwala abstrakcyjnie uporządkować wielką ilość informacji, wykrywa logiczne powiązania zjawisk. To nie mądrość stworzyła cywilizacje, ale racjonalne zarządzanie zasobami.

Owszem, wolimy „pozytywistyczną biało-etnocentryczną wiedzę zamiast jej nie-białych, rodzimych i nie-europejskich form”. Wiedza europejska pozwala podporządkować sobie rzeczywistość. Dzięki temu Europa opanowała świat intelektualnie, a nad połową świata sprawowała kontrolę polityczną w koloniach.

Uważam, że „białe jest piękne”. I nie jestem rasistą

W świecie globalnym trzeba wiedzieć kim się jest i z kim ma się do czynienia, także pod względem genotypu. Nie wolno przyjmować multi-kulti, bo szkodzi to kulturze obywatelskiej - pisze Krzysztof Kłopotowski.

zobacz więcej
Zarzuca się, że nasze linearne, naukowe myślenie, poszukiwanie przyczyny i skutku prowadzi do przekonania, że co nie jest myślą naukową, nie ma wartości. Ale dzięki temu przekonaniu to biali odnieśli wielki sukces materialny i zdobyli przewagę nad innymi ludami, a nie Afrykanie.

Oskarża się białych, że stawiają pracę przed zabawą, przestrzegają sztywnych planów czasowych, że mają obsesję czasu mechanicznego, co prowadzi np. w szkole do karania uczniów za spóźnienia. W ten sposób biali „podcinają” czarnych. No cóż, to są dziecinne zarzuty. Przecież nasza „obsesja czasu mechanicznego” umożliwia koordynację działań wielkich systemów, od rozkładu jazdy pociągów po podróże kosmiczne.

Biali są przewrażliwieni

Socjolog dr Robin DiAngelo ukuła pojęcie „White Fragility”, które razem z nią zrobiło karierę. Można to przełożyć jako „nadwrażliwość białych”. Dr DiAngelo ma na myśli stan, kiedy nawet lekkie napięcie rasowe staje się dla białych nieznośne wywołując gniew, strach, winę, zapadnięcie w milczenie, kłótliwość albo wyjście z debaty. Dotknięci tym syndromem twierdzą, że nie czują się bezpiecznie w rozmowie o rasie z kolorowymi, ale zapominają o kolosalnej przemocy białych wobec kolorowych ludów.

Wiele spostrzeżeń badaczki uderza trafnością. Przedstawmy je:

Biali Amerykanie żyją w środowisku, które na co dzień chroni ich przed rasowymi napięciami. Jeśli mówią o problemie rasizmu, to używają kodowanych słów: „miejski”, „wewnątrzmiejski”, „upośledzony” w odniesieniu od czarnych. Jednak bardzo rzadko mówią „uprzywilejowany”, lub „biały” w odniesieniu do siebie. „Dobra szkoła” albo „dobra okolica” są kodem ich „białości”. Jakość miejsca mierzy się brakiem ludzi kolorowych. Żyjąc w zdominowanym przez siebie środowisku nie są przygotowani do krytycznego myślenia o rasizmie.

Biali uważają, że ich punkty widzenia są obiektywne i wyrażają rzeczywistość. Widzą siebie jako ludzi uniwersalnych, którzy reprezentują całość ludzkiego doświadczenia. Biali ludzie to po prostu ludzie. Natomiast kolorowi to prawie zawsze czarni, Azjaci itd. reprezentujący tylko swoje rasowe doświadczenie.

Ten uniwersalizm białych zakłada, że kolorowi doświadczają rzeczywistości w ten sam sposób . Skoro biały dobrze czuje się wśród białych, to czarni również powinni wśród białych czuć się dobrze i wszystkie drzwi są dla ich tak samo otwarte. A jednak to nieprawda – „dostępność świata” to dziedziczny przywilej rasowy białych.

Biali widzą siebie jako jednostki, a nie część grupy rasowej. W ten sposób zacierają historię i ukrywają sposoby, za pomocą których bogactwo białych ludzi, zostało gromadzone i rozmieszczone przez pokolenia, dając im do dzisiaj korzyści. Taki indywidualizm pozwala na dystans wobec swojej rasy i domniemanie swej niewinności w kwestii ucisku rasowego.
Socjolog dr Robin DiAngelo jest biała, ale jest też lesbijką. Powiada, że jej seksualność otworzyła ją na inne punkty widzenia. Fot. NBC/NBCU Photo Bank via Getty Images
Tylko biali mają przywilej bycia jednostką ludzką poza swą grupą rasową. To uwalnia białych od psychicznego ciężaru. Mogą mówić „rasizm jest ich problemem, a nie naszym”. Gdyby dostrzegali społeczną nierówność ras, nie mogliby uważać, że przywilej białych jest skutkiem ich ciężkiej pracy i cnoty. Niższą pozycję czarnych usprawiedliwiają jako wynik braku podobnego wysiłku.

Przynależność rasowa jest tak głęboko osadzona w świadomości, że staje się oczywista i niezauważalna na co dzień. Jak długo biali nie separują się w sposób świadomy i uważają, że separacja „po prostu się zdarza ”, tak długo mogą wierzyć w swoją niewinność.

Przebywając w ciągłym kontekście bieli dostają przekaz, że są bardziej wartościowi. Jest to powszechne w głównym nurcie kultury. Jednak większość białych w Ameryce odrzuca przekonanie o swojej wyższości. W dyskusjach rasowych przyjmują pozycję niesłusznie oskarżanych ofiar. Dzięki temu uważają, że nie są odpowiedzialni za posiadaną władzę i przywilej rasowy.

Należy rozszerzyć pojęcie białego nacjonalizmu. To już nie tylko neonaziści, lecz także całe społeczeństwa, które uważają białych za ideał ludzkości. Inne rasy są ich zdaniem gorszą wersją tego ideału, a czarni najbardziej ułomni.
Biała dr DiAngelo jest lesbijką. Powiada, że jej seksualność otworzyła ją na inne punkty widzenia. Pochodzi z rozbitej i biednej rodziny. Trafiła na dobry czas, gdy artykuł „White Fragility” rozszerzyła w książkę, która sprzedała się w nakładzie 1,6 miliona egzemplarzy. Obecnie kursuje po największych korporacjach ucząc białych wrażliwości rasowej. Za trzyipółgodzinne warsztaty bierze 15 tysięcy dolarów.

Co dalej?

Manifest dr DiAngelo odkrywa przed nami punkt widzenia czarnych. Stawia także piekielne pytanie – z czyjej subiektywności pochodzi ideał obiektywizmu? A czyj subiektywizm zdobył taką siłę, że narzucił światu obiektywną miarę? Który okazał się lepszym orężem w zabiegach rodzaju ludzkiego o przetrwanie?

Gdyby serio przejąć się tymi wszystkimi pretensjami, to musielibyśmy chyba wrócić do epoki sprzed powstania pisma. I być może o to chodzi ideologom BLM, bo każda etniczność chciałaby narzucić innym własne reguły gry: Polacy honor, gdyż pragnąc wytrzymać nacisk potężnych sąsiadów muszą poświęcać się dla narodu. Żydzi intelekt, jako mała mmniejszość w nieprzyjaznym otoczeniu sukcesu nie osiągną siłą.

Natomiast Afroamerykanie przynieśli z Afryki model umysłowości, który dobrze im służył na miejscu, jednak nie pasuje do wysokiej cywilizacji technicznej. Jest zbyt emocjonalny i mało intelektualny. Wielu przystosowało się przejmując wartości europejskie, gdyż to jest warunek sukcesu. Ruch BLM nie obali więc naszej cywilizacji. Co najwyżej obniży jej trochę poziom.

– Krzysztof Kłopotowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Wykorzystano m.in.:

1. „Pretending That Intelligence Does Not Matter”, Linda S. Gottfredson
2. https://dana.org/article/pretending-that-intelligence-doesnt-matter/
3. „Mainstream Science on Intelligence,
4. http://www.intelligence.martinsewell.com/Gottfredson1997.pdf
5. „White Fragility”, Robin DiAngelo
6. https://libjournal.uncg.edu/ijcp/article/viewFile/249/116
7. „What Data Say About Police”, Roland G. Fryer Jr
8. https://www.wsj.com/articles/what-the-data-say-about-police-11592845959?mod=searchresults&page=1&pos=2
9. A Letter on Justice and Open Debate
Zdjęcie główne: Fot. Alexi Rosenfeld/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
20 lat polskiej Wikipedii. Skręcona w lewo czy ultrakatolicka
Artykuł o wykroczeniach seksualnych w Kościele ma dwa razy więcej przypisów niż informacja o Jezusie.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ekspert, jego kot i wiedza o specsłużbach. Jerzy Targalski
Nazywał Polskę Ubekistanem.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cena za przytulanie, faktura za żałobę. Wszystko na sprzedaż
Świetnie rozwija się rynek zawodowych towarzyszy na takie imprezy jak wesela czy chrzciny. Ceny za jeden wieczór dochodzą do 2,5 tys. zł.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Talibowie. Who is who. Przewodnik po władzach Afganistanu
Są w nich nie tylko terroryści, ale też uczestnik negocjacji z Donaldem Trumpem i… były współpracownik CIA.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ze skoczni na rower. Z nart na bieżnię. Z płotków na bobsleje
Primož Roglič i inni sportowcy wszechstronni.