Historia

Hollywoodzka produkcja o Polsce

Charlton Heston, Frank Sinatra, Kirk Douglas, Max von Sydow, Bob Hope, Henry Fonda, Orson Welles – chyba nigdy tak wiele wielkich gwiazd Hollywood nie mówiło w jednym miejscu tak wiele dobrego o Polsce.

31 stycznia 1982 r. Amerykanie wyemitowali 90-minutową produkcję „Let Poland Be Poland”, której tytuł inspirowany był nieoficjalnym hymnem Solidarności, piosenką Jana Pietrzaka „Żeby Polska była Polską”. Dzięki nowatorskiemu wówczas przekazowi satelitarnemu, opowieść o zniszczonym przez stan wojenny niezależnym od komunistów ruchu obejrzały setki milionów ludzi na całym świecie.

Już wstęp jest mocny: Obrazki z Polski, także z karnawału Solidarności z muzyką Fryderyka Chopina w tle. Po 30 sekundach w ścieżce dźwiękowej słychać jakby strzały. Najazd na czarno-białe zdjęcie gen. Wojciecha Jaruzelskiego w otoczeniu sowieckich marszałków. Transportery opancerzone, wojsko, zomowcy na ulicach.

50. sekunda, najazd na twarz starszej kobiety. „W Polsce stłamszono wolność, ale ona wciąż płonie w sercach Polaków” – rozlega się tubalny głos. To filmowy Mojżesz z hollywoodzkiej superprodukcji lat '50. XX wieku „Dziesięć przykazań”, czyli Charlton Heston.

Zdjęcie rąk zapalających znicz. „Dzisiaj wieczorem zapalając znicz dla Polaków, wysyłamy ten płomień w świat, aby świecił nad ich walką i cierpieniem” – mówi Heston, przechodząc do innych zniczy. „Chcemy im pokazać...” – szybka zmiana kadru, Heston zatrzymuje się wśród zniczy: – „...że ich miłość do wolności nigdy nie zginie. W Międzynarodowym Dniu Solidarności z Polakami ślemy im wiadomość za ścianę milczenia. W tym czasie rozpaczy.... – znów najazd kamery na Hestona – …. trzymamy tę świecę nadziei”.

Źródło: US Embassy Warsaw/YouTube

Pośród dźwięku gongów wyłania się napis: „Żeby Polska była Polską” po polsku, angielsku, francusku, niemiecku, włosku i hiszpańsku – to grafika przygotowana przez przebywającego od pięciu lat na emigracji plakacisty Jana Sawki.

W tej chwili pojawia się informacja, że transmisja idzie na cały świat.

Najazd na mapę i wchodzącego Hestona: „Solidarność. Ten program jest świadectwem solidarności…”. Jeszcze kilka zdań wielkiego hollywoodzkiego aktora, wskazanie na mapę świata i zapowiedź: „Solidaryzując się z Polską, połączymy się z wieloma krajami z całego świata”.

„Z głębi dziejów, z krajów mrocznych…” – rozbrzmiewają dźwięki słynnej piosenki Jana Pietrzaka w chóralnym wykonaniu. Wielki napis: „Solidarność”. Heston tłumaczy, o czym jest pieśń.

Ostatnie cięcie, na zegarze 3 minuty 15 sekund z 90-minutowej produkcji.

Piękne słowo „niezależność”

Dziesięciomilionowy związek był taranem pod osłoną którego działać mogły inne środowiska.

zobacz więcej
Wielka improwizacja

Tak wyglądał wstęp do produkcji zrobionej w iście hollywoodzkim stylu. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, całość produkcji – od pomysłu aż po emisję – trwała trzy i pół tygodnia.

Pomysł zrodził się chyba w głowie Charlesa Z. Wicka. Ten biznesmen i producent z Hollywood był przyjacielem Ronalda Reagana, który po wyborze na prezydenta uczynił go szefem United States Information Agency (USIA), agencji odpowiedzialnej za „publiczną dyplomację”, czyli szerzenie amerykańskich wartości za granicą.

Wick (był szefem agencji przez obie kadencje Reagana) wybrał do tego zadania Marca Pasetta, telewizyjnego speca od produkcji hollywoodzkich, który zrealizował niezliczoną liczbę telewizyjnych produkcji, z galami Oskarów i Grammy włącznie. Głównym scenarzystą został Joseph McBride pracujący w branży telewizyjnej, piszący scenariusze i książki o wielkich z Hollywood (jego ulubionym bohaterem był Orson Welles).

Jednak wszystko powstawało niczym wielka improwizacja przy budżecie wynoszącym – łącznie z opłatą za emisję ok. 500 tys. dolarów (z których amerykańscy podatnicy mieli pokryć tylko 50 tys. – reszta pochodziła ze źródeł prywatnych). Wick znający Hollywood jak własną kieszeń niewątpliwie pomógł w zwerbowaniu nazwisk z listy numer jeden w Fabryce Snów.

„Obdzwanialiśmy ludzi, o których wiedzieliśmy, że są znani w świecie jak Charlton Heston czy Kirk Douglas. Chcieliśmy smaku, klasy i godności. Oni nam to dali. Stali się spoiwem, który pozwolił skleić te międzynarodowe demonstracje poparcia, które mieliśmy sfilmować – mówił o produkcji Pasetta dziennikowi „Washington Post”.
Tempo było zabójcze – emisja odbyła się ledwie w półtora miesiąca po wprowadzeniu wojennego. Pasetta inspiracji szukał wszędzie, w tym w nowojorskim mieszkaniu Jana Sawki, gdzie pierwszy raz zobaczył znaczek Solidarności i wziął do programu grafiki. Ale potrzebne były inne, przekonujące polonika.


Pomogli artyści. „Mówili nam, jak czują te sprawy na podstawie swoich doświadczeń. Kirk Douglas otrzymał nagrodę filmową w Polsce kilka lat wcześniej i wspominał przyjęcie przez studentów. Frank Sinatra dawno temu nagrał piosenkę »Ever Homeward«, w której znajdował się śpiewany po polsku fragment pieśni ludowej. Pomyśleliśmy, że to dobre. Nagraliśmy go i wypowiedzi innych od razu, wcześniej, aby mieć pewność, że artyści dostaną dwadzieścia minut emisji, a Margaret Thatcher tylko pięć” – opowiadał Pasetta.

Douglas wspomina, Sinatra śpiewa, Miłosz recytuje

Fragment drugi. Kirk Douglas wspominający wizytę w łódzkiej Szkole Filmowej, ilustrowany czarno-białym przekazem z taśmy. „Zastanawiam się, co się dzieje z moimi przyjaciółmi w Polsce teraz” – mówi aktor. Po czym pojawia się plansza z napisem, a aktor przypomina słowa, które usłyszał na pożegnanie: „»Wróć do nas, Kirk«. Przyjadę. Kiedy Polska znów stanie się Polską”. Cięcie.
Fragment trzeci.

Źródło: US Embassy Warsaw/YouTube

Wolne serce, lekka dusza
mam gdzieś dom mój blisko
jak dzień spłynął rok
bo blisko jest już me ognisko


To Frank Sinatra śpiewający szlagier całkiem niezłą polszczyzną. Wcześniej zadeklarował: „Gdybym był politykiem, pewnie wygłosiłbym teraz przemówienie, ale ponieważ nie jestem, oto piosenka”.

Trzeba powiedzieć, że zaśpiewana z właściwą, słowiańską melancholią.

Fragment czwarty. Max von Sydow: „Solidarność. To piękne słowo robotników, oznaczające trzymajmy się razem. Była nieomal cudem ta współpraca Polaków przeciwko nieefektywnemu i represyjnemu systemowi” – mówi aktor.

Dalej opowieść idzie wartkim strumieniem. Ilustrowane czarno-białymi zdjęciami protesty robotnicze w Gdańsku w grudniu 1970 r. , rozpoczęte sprzeciwem wobec „podwyżki cen mięsa”. Lech Wałęsa w czasie protestu, wkrótce szef Solidarności, sojusz robotników z intelektualistami – wszystko w wielkim skrócie, ale dla masowego odbiorcy wartka historia w pigułce.

Znowu von Sydow: Solidarność wytrzymała, władze nie wprowadziły wojsk sowieckich, Solidarność urosła do 10 milionów członków, a co trzeci członek partii, rzucił legitymacją”. Konkluzja: „W zeszłym miesiącu rząd zadziałał. To musiało być dobrze zaplanowane. Solidarność została zmiażdżona”. Teraz reżym niszczy własnych obywateli. „Co możemy zrobić w tej sytuacji? Jeśli rzeczywiście dbamy o wspólne poczucie człowieczeństwa, musimy – przynajmniej tyle – głośno powiedzieć: żeby Polska, była Polską” – apeluje szwedzki aktor, gwiazda z Hollywood.

Źródło: US Embassy Warsaw/YouTube
Tempo, tempo. Teraz polscy emigranci. Adam Makowicz, jazzman robi to, co potrafi, najlepiej – gra. „Polska jest teraz targana przez wojnę. To nie jest wojna na czołgi, karabiny czy bomby. To wojna idei. Idee są silniejsze od broni. Musimy uruchomić moralną siłę wolności” – to już ambasador-uciekinier Romuald Spasowski. „Dzisiejsza Polska nie jest moją Polską” – a to ambasador Zdzisław Rurarz, zbiegły z placówki w Tokio.

Obaj jako jedyni PRL-owscy dyplomaci potępili wprowadzenie stanu wojennego w Polsce i poprosili o azyl polityczny.

Na ekranie pojawia się plakat przebywającego na emigracji od 1976 r. Jana Sawki, gdzie słońce-znaczek Solidarności nad widnokręgiem (obraz pierwszy), zamienia się w czarną kulę po wprowadzeniu stanu wojennego (obraz drugi).

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego


To głos poety, laureata literackiej Nagrody Nobla 1980 z charakterystycznym zaśpiewem. Czesław Miłosz po polsku recytuje wiersz, którego fragment wyryto na pomniku poświęconym poległym w Gdańsku w grudniu 1970 r. „You wronged a simple man…” – wiersz recytowany ponownie twardą, imigrancką angielszczyzną, tak dobrze pasującą do prezentacji. „W zeszłym roku byłem w Polsce po raz pierwszy od trzydziestu lat. Teraz znów jestem poetą na emigracji” – mówi Miłosz.
Polityczne deklaracje

Dział polityczny w filmie był oczywiście mocno eksponowany, ostatecznie była to produkcja amerykańskiej agendy rządowej.

Prezydent USA Ronald Reagan: „W fabrykach, gospodarstwach rolnych, w szkołach, miastach i na wsiach na całym świecie… my, ludzie wolnego świata, stoimy jak jeden mąż, zjednoczeni z naszymi polskimi braćmi”.

Źródło: US Embassy Warsaw/YouTube

„Przypominają nam na Zachodzie o wielkiej wartości wolności, jaką posiadamy. Ci, którzy wiedzą, jak trudno bez niej żyć” – to już premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, przypominająca, że Polska była sojusznikiem jej kraju od pierwszego do ostatniego dnia II wojny światowej. Wspomina polskich lotników walczących nad Anglią, bitwę o Monte Cassino i polskich marynarzy „ginących z nami na Atlantyku”.

„My Niemcy, całym sercem stoimy po stronie polskich robotników w ich walce o godność, sprawiedliwość i demokrację” – mówi kanclerz RFN, Helmut Schmidt. Byli też prezydent Francji François Mitterand i kilkunastu innych ważnych polityków tamtych czasów.

Fragmenty wieców poparcia dla Solidarności. Szybkie kadrowanie jak na lata 80., tłumy, przemówienia, liczne flagi Solidarności. Waszyngton, Nowy Jork, Tokio, Sydney, Berlin Zachodni, Rzym, Londyn…

Jest Lane Kirkland, szef federacji związków zawodowych AFL-CIO: „Do tysięcy tutaj zgromadzonych, nie przedstawicieli rządów, ale światowego ruchu prostych ludzi, którzy kochają prawa, o które walczy Solidarność. Gromadzimy się dzisiaj w kilkunastu Amerykańskich miastach, od Wschodu po Zachód, w wielu miastach na świecie” – przemawia związkowiec. Dość nietypowy sojusznik Reagana w walce przeciw światowym komunistom.

Jaruzel wyje melancholijnie

Internowani gotowali „czaj”, tak mocny, że działający niemal narkotycznie. Kawę zaparzali w zakręcanych i opatulanych swetrami słoikach, żeby była mocniejsza.

zobacz więcej
To była jednak inna Ameryka. Ameryka Ronalda Reagana, który rzucił wyzwanie „Imperium Zła”, czyli Związkowi Sowieckiemu wbrew lewicującym intelektualistom uważającym, że możliwa jest współpraca. To była Ameryka, gdzie duża część robotników być może pierwszy raz w życiu zagłosowała na kandydata Partii Republikańskiej, który obiecywał powrót do wizji kraju jako biblijnego „lśniącego miasta na Wzgórzu”. Wreszcie to była Ameryka, w której i Polonia miała wielki wpływ na amerykański system polityczny czy to w Nowym Jorku – gdzie rządził zaprzyjaźniony z miejscową Polonią burmistrz Koch, czy w Kongresie, gdzie najważniejszą komisją Izby Reprezentantów – przydzielającą środki budżetowe – kierował kongresmen z Chicago, Dan Rostenkowski. Ostatecznie to Polonusi – przez lata wierny elektorat Partii Demokratycznej – stanowili dużą część bloku wyborczego znanego jako „Reagan Democrats”.

Lewicowa prasa kręci nosem

90-minutowy program – jak pisano „popieranego przez administrację Reagana z zielonym światłem Kongresu” (kontrolowanego przecież przez opozycyjną Partię Demokratyczną) – wyemitowano 31 stycznia 1982 r., a więc zaledwie półtora miesiąca po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. Lewicowe media amerykańskie były mocno krytyczne, ale film obejrzało 300 milionów ludzi na całym świecie w transmisji na żywo. Film był dostępny w 16 krajach europejskich (w tym w Niemczech Zachodnich) i w Meksyku.

Później już z taśmy odtworzyły go setki lokalnych stacji telewizyjnych, co – według ocen USIA – mogło zwiększyć widownię nawet do 500 milionów ludzi. Do Polski dotarł jedynie dźwięk poprzez nadajniki „Głosu Ameryki”.

Jak pisał w lutym 1982 r. dziennikarz „The Christian Science Monitor” Arthur Unger, większość komentatorów liberalnych mediów oczekiwała, że produkcja będzie „techniczną i propagandową klęską”. Tymczasem jego zdaniem był to „informacyjny, skuteczny, pełen smaku” zestaw politycznych wypowiedzi, okraszony udziałem artystów. „Przestańmy krytykować »Let Poland Be Poland« – apelował na łamach swojej gazety Unger.

Film na żywo obejrzało 300 milionów ludzi na całym świecie

Ówczesny „New York Times” – traktujący przecież Reagana niemal jak podżegacza wojennego, którego słowa o sowieckim „Imperium Zła” miały sprowokować nuklearną zagładę świata – w krótkiej notce nie mógł powstrzymać się od krytyki. Zaznaczył, że program „był transmitowany do 50 krajów świata”, ale większość mieszkańców Europy Zachodniej obejrzała „jedynie skróty w programach informacyjnych”. „Generalnie jednak »Let Poland Be Poland«, 90 -minutowy telewizyjny show był krytykowany zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie”. Dowód? Cytaty z innych mediów liberalnych. „The Times of London” miał stwierdzić, że program był nudny niczym produkcja wschodnioeuropejskiej propagandy, będąc w istocie „NATO-show”. Z kolei BBC stwierdziło, że był to przejaw „amerykańskiej maszyny propagandowej na wysokich obrotach”.

Fragment piąty. „Let Poland be... – długa aktorska pauza – ...Poland” to Orson Welles. „Żeby Polska była Polską” – wypowiadane z emfazą przez jedną z najbardziej znanych twarzy Hollywood. I tego nigdy nie zabiorą recenzje w żadnych gazetach.

– Jeremi Zaborowski z Chicago

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Bohater tak wyjątkowy, aż niemożliwy. Więc ogłoszono, że sypał
Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.
Historia Najnowsze wydanie
„Pamiątki” po Hitlerze. Kłopot czy biznes?
Aligator Führera zdechł rok temu w moskiewskim zoo mając 84 lata. Wypchano go i umieszczono w Muzeum im. Darwina.
Historia Najnowsze wydanie
KGB na tropie Jana Pawła II
Sowieckie służby szybko zrozumiały, jakie zagrożenie dla systemu komunistycznego może stanowić pontyfikat papieża Polaka.
Historia Najnowsze wydanie
Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować
Gen. Rozwadowski rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”
Historia Najnowsze wydanie
Idę po swoją kulę w brzuch
Słychać było pojedyncze wystrzały z AKS-74: to nasi dobijali rannych duszmanów. Duszmani też nie brali komandosów do niewoli.