Felietony

Zainspirował Fukuyamę do napisania „Końca historii”. Wedle tajnego raportu był agentem KGB

Trafił do więzienia za handel mydłem na czarnym rynku. Po odsiedzeniu wyroku wyszedł na wolność jako zagorzały komunista.

Idee Alexandre’a Kojève’a będą tematem rozmowy Barbary Schabowskiej z Piotrem Nowakiem w najbliższym odcinku programu „Powidoki” – w poniedziałek, 10 sierpnia 2020 godz. 22.10 w TVP Kultura.

Latem roku 1989 na łamach czasopisma „National Interest” ukazał się słynny esej Francisa Fukuyamy „Koniec historii?”. Amerykański myśliciel obwieścił w nim, że wraz z klęską bloku państw komunistycznych w zimnej wojnie dzieje świata dobiegły kresu. Tym samym Fukuyama odtrąbił zwycięstwo liberalnej demokracji – systemu gwarantującego normalność i spokój bez ideologicznych eksperymentów.
Francis Fukuyama w roku 2005. Fot. Fairfax Media via Getty Images via Getty Images
Dziś ów tekst Fukuyamy bywa przedmiotem uszczypliwych uwag. Ze świata nie zniknęły przecież spory ideowe i krwawe konflikty – toczone zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnątrz społeczeństw. Szkopuł w tym, że krytycy Fukuyamy wskazując pewne oczywistości pomijają to, co stanowi sedno jego eseju. A nie jest nim bynajmniej naiwny optymizm.

Ścieranie się przeciwieństw

Przypominając „Koniec historii?” nie można abstrahować od koncepcji, które autora zainspirowały. Konkretnie chodzi o dorobek Georga Wilhelma Friedricha Hegla w interpretacji Alexandre’a Kojève’a.

Zdaniem Fukuyamy, Hegel był długo kojarzony głównie jako prekursor marksizmu. W heglizmie historia świata jawi się jako ciągłe ścieranie się przeciwieństw. Karol Marks w swojej teorii sprowadził ten proces do walki klas i uznał, że przyszły komunistyczny porządek wszelkie sprzeczności zniweluje.

Jak wiadomo, nic z tego nie wyszło. Ale, według Fukuyamy, nie oznacza to bynajmniej, że heglizm należy odrzucić.

Hegel – inaczej niż Marks – uważał, że wydarzenie wieńczące dzieje świata już nastąpiło. Upatrywał je w zwycięstwie Napoleona I nad Prusami i Saksonią w bitwie pod Jeną w 1806 roku. Wtedy wygrała armia niosąca sztandary, na których wypisane były wolność oraz równość.

Choć od tamtej pory świat przechodził rozmaite dramatyczne perturbacje (dwie wojny światowe, terroryzm) i wciąż wymaga naprawy, to Fukuyama stwierdza, iż samoświadomość ludzkości doszła na początku XIX wieku do swoich krańców. Niczego lepszego niż liberalno-demokratyczne ideały rewolucji francuskiej już nie wymyślono.

Kres rywalizacji

Ta konstatacja Fukuyamy (upadek komunizmu był kolejnym potwierdzeniem tego, co się już wydarzyło niecałe 200 lat wcześniej pod Jeną) jest wyrazem aprobaty dla niemarksistowskiego podejścia do heglizmu. Ono zaś charakteryzuje myśl Kojève’a. O ile Marks przyglądał się dziejom świata poprzez pryzmat stosunków ekonomicznych (materializm zobowiązuje), o tyle Kojève robił to zastanawiając się nad samą naturą ludzką.

Ten drugi myśliciel żywił przekonanie, iż tym, co odróżnia człowieka od zwierzęcia, jest pragnienie prestiżu. To ono stanowi źródło podziału „pan – niewolnik” oraz nieustającej rywalizacji w historii świata – z udziałem i jednostek, i rozmaitych bytów zbiorowych (klas, narodów, religijnych wspólnot).

Rewolucja francuska i wojny napoleońskie – jak wyjaśnia Kojève – przyniosły jednak tej rywalizacji kres. Został bowiem osiągnięty stan wiedzy absolutnej. W ludzkich umysłach zadomowiła się idea powszechnego uznania, która delegitymizuje podział „pan – niewolnik” – niezależnie od tego, że twarda rzeczywistość nadal pozostawia wiele do życzenia.

Egzystencję historyczną i heroiczną wypiera egzystencja biologiczna i konsumpcyjna. Powszechne wśród ludzi stało się dążenie do bycia wolnymi i równymi obywatelami „ogólnego”, „homogenicznego” państwa światowego. Dla Fukuyamy 31 lat temu widomym znakiem tego zjawiska była globalizacja.
Alexandre Kojève. Fot. Wikimedia/www.novayagazeta.ru
Kapelusz Mołotowa

Ale poglądów Kojève’a nie da się oddzielić od jego pasjonującej biografii, która może stanowić poniekąd do nich klucz. Naprawdę nazywał się Aleksander Kożewnikow i był Rosjaninem. Urodził się w roku 1902 w zamożnej moskiewskiej rodzinie. Jego wujem był znany malarz Wassily Kandinsky.

Na początku lat 20. Kożewnikow wyemigrował z ojczyzny. Po drodze między innymi trafił nawet na krótko do polskiego więzienia jako podejrzany o szpiegowanie dla bolszewików. Ostatecznie zamieszkał we Francji i skrócił swoje nazwisko. W tym kraju zrobił olbrzymią karierę. W latach 30. podbijał Paryż swoimi wykładami z filozofii Hegla. Stał się mentorem francuskiej śmietanki intelektualnej: od komunisty Jeana-Paula Sartre’a do konserwatywnego liberała Raymonda Arona, a więc od lewicy do prawicy.

Po drugiej wojnie światowej Kojève zaangażował się w politykę. Był z gaullistowskiego rozdania prominentnym urzędnikiem francuskiego Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Pracował nad projektem integracji europejskiej. Stał się jednym z architektów nowych instytucji politycznych i ekonomicznych, w tym Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Znacząco przyczynił się do podpisania Układu Ogólnego w sprawie Ceł i Handlu (GATT). Zmarł w Brukseli w roku 1968.

Zimną wojnę postrzegał jako konfrontację między dwoma prototypami „ogólnego”, „homogenicznego” państwa: USA a Związkiem Sowieckim. Oba reprezentowane przez nie modele – kapitalizm przemysłowy i socjalistyczne planowanie – oceniał negatywnie, jako animalistyczne, bezduszne, barbarzyńskie siły, zagrażające tożsamości europejskiej. Jako symbol przyszłości wyobrażał sobie kapelusz kowbojski Wiaczesława Mołotowa.

Tymczasem sam optował za innym końcem dziejów – takim, który zachowa dziedzictwo kulturowe. Chciał, żeby wybór tej opcji przypadł zjednoczonej Europie z wiodącą rolą Francji (czyli – jak sam ten byt określał – „imperium łacińskiemu”).

Stalin jako nowy Napoleon

A jednak wydaje się, że przed drugą wojną światową stosunek Kojève’a do dwóch wielkich mocarstw nie był taki sam. Być może światło na tę kwestię rzuca amerykański historyk idei Mark Lilla w swojej głośnej książce „Lekkomyślny umysł. Intelektualiści w polityce”.

Czytamy w niej o tym, jak jeszcze w Rosji, tuż po rewolucji bolszewickiej, Kożewnikow trafił do więzienia za handel mydłem na czarnym rynku. W nowym komunistycznym państwie mógł z powodu zajmowania się takimi rzeczami stracić życie. Ale wpływowi przyjaciele rodziny pomogli w zwolnieniu młodziana.

Dalej Lilla o nim pisze: „(…) z więzienia wyszedł jako zagorzały komunista, jeśli nawet nie było mu po drodze z bolszewicką praktyką. W wywiadzie, którego udzielił tuż przed śmiercią, Kojève wyjaśnił sprawę swojej ostatecznej ucieczki z Rosji – przyznał, że choć był komunistą, przewidywał, iż wprowadzenie nowego ustroju oznaczałoby »trzydzieści straszliwych lat«” (polski przekład – Janusz Margański).
Filozof i poeta Władimir Sołowjow (1853-1900) Fot. Culture Club/Getty Images
Z kolei w latach 30. francuski filozof był przeświadczony, że prędzej ZSRR, a nie Ameryka, zorganizuje pozbawione klasowych różnic racjonalnie zarządzane społeczeństwo biurokratyczne. Przy czym nie było w tej wizji nic z romantycznej lewicowej utopijności cechującej przecież wówczas wielu zachodnich intelektualistów. Jeśli Kojève nawet widział w Józefie Stalinie nowego Napoleona, to nie jako wyzwoliciela uciskanych warstw społecznych, lecz kolejne uosobienie końca historii.

Francuski urzędnik i sowiecki szpieg?

Nie można jednak w kontekście pytań o nastawienie filozofa do Kraju Rad pominąć jeszcze jednego wątku poruszonego przez Lillę. Chodzi o podaną w roku 1999 na łamach gazety „Le Monde” informację o tym, że Kojève piastując urzędnicze stanowisko we Francji był zarazem sowieckim szpiegiem (miał kontakty z KGB). Źródłem tej informacji był tajny francuski raport rządowy – sporządzony w latach 1982-1983 i później odtajniony.

Jeśli Kojève naprawdę szpiegował, to jego antysowietyzm z okresu po drugiej wojnie światowej należałoby traktować jako „maskirowkę”. A wtedy antyamerykanizm filozofa trzeba byłoby postrzegać po prostu jako przejaw działalności na rzecz ZSRR. To w interesie Związku Sowieckiego było osłabienie czy wręcz zerwanie więzi transatlantyckich między Wspólnotą Europejską a USA. Dowodów na szpiegostwo Kojève’a jednak nie podano, tak więc zagadka dotycząca jego agenturalnych uwikłań pozostaje nierozwiązana. Ale może ważniejsze od jej rozwiązania jest jeszcze coś innego.

Pokój i prawa zwierząt

Kraju Rad już nie ma, a komunizm zbankrutował, natomiast złudzenia rozmaitych mędrców dotyczące natury ludzkiej pozostały. Dlatego warto zwrócić uwagę na rosyjskiego myśliciela, którego dzieła były tematem doktoratu Kojève’a (rozprawę tę obronił na uniwersytecie w Heidelbergu pod kierunkiem Karla Jaspersa). Chodzi o Władimira Sołowjowa (13 sierpnia minie 120. rocznica jego śmierci).

To autor między innymi „Krótkiej opowieści o Antychryście”. W tym dystopijnym utworze Sołowjow kreślił wizję Starego Kontynentu w XXI wieku.

Co ona przedstawia? Znikają dawne monarchie, a ich miejsce zajmują złożone z państw mniej lub bardziej demokratycznych Stany Zjednoczone Europy. Mocną pozycję w nich mają masoni, którzy chcą, żeby ten nowy podmiot miał jednego przywódcę.

Ich kandydatem jest pewien biznesmen i filantrop. Oręduje on za prawami zwierząt i głosi konieczność przezwyciężenia różnic między religiami. Cel, jaki mu przyświeca, to światowy pokój i powszechny dobrobyt.

Tyle że ów człowiek za namową tajemniczego głosu odrzuca Boga. Daje sobie wmówić, że śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu jest godna pogardy, a ludzi należy uszczęśliwić zaspokajając ich ziemskie pragnienia. I to on – ktoś, kto jawi się jako przyjaciel ludzkości – okazuje się tytułową postacią „Krótkiej opowieści o Antychryście”.

Antychryst nie będzie podobny do Hitlera czy Stalina. To raczej ktoś w typie George’a Sorosa

Filip Memches: Warto przypominać słowa Benedykta XVI: „Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła”.

zobacz więcej
Kult prestiżu

Znamienna jest opinia Kojève’a o Sołowjowie. Deklarował, że przyznaje mu we wszystkim rację, z wyjątkiem tego, iż istnieje Bóg. Sołowjow przyjmował bowiem perspektywę chrześcijańską, Kojève – nie. Francuski filozof podziwiał Juliana Apostatę, rzymskiego cesarza, który chciał ze swojego imperium wyrugować chrześcijaństwo i przywrócić kult bóstw pogańskich, choć sam w głębi duszy był ateistą.

Czyżby zatem Kojève odwrócił sens przekazu zawartego w „Krótkiej opowieści o Antychryście”? Można odnieść wrażenie, że to poglądy tytułowej postaci tego utworu, a nie jego autora pokrywają się poniekąd z koncepcjami francuskiego filozofa dotyczącymi końca dziejów. Jeśli zaś owo wrażenie nie jest mylne, to z chrześcijańskiej perspektywy kres historii oznacza coś innego, niż ogłoszone przez Fukuyamę zwycięstwo wolności i równości nad autorytaryzmami i totalitaryzmami. To sytuacja, w której dominuje satanistyczny kult prestiżu.

Ów stan jest wystawianiem ludzi na pokusę popełniania najcięższego grzechu – pychy i zarazem deprecjonowaniem w ich oczach najważniejszej cnoty – pokory. Tyle że taka ścieżka nie prowadzi ani do światowego pokoju ani powszechnego dobrobytu. Nawet jeśli wiemy, że nie ma alternatywy dla wolności i równości, to ich brak czy niedobór tylko rozkręca spiralę roszczeń. Tegoroczne zamieszki w Ameryce są tego dobitnym świadectwem.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Słynne zdjęcie sowieckiego szefa MSZ Wiaczesława Mołotowa zrobione podczas wizyty w USA w Cheynne w 1955 roku. Fot. The Denver Post via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Poprawiny
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Osiołkowi...
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Wino z farfoclami. Czyli spokojny sen Bachusa
Jakość win, nawet tych najtańszych, supermarketowych, ciągle rośnie. Ceny pewnie spadną, ale jakość się utrzyma.
Felietony Najnowsze wydanie
Przekłute balony pychy. Gorzka pigułka dla autorytetów III RP
„Kisiel” pozwalał sobie w „Dziennikach” na brutalną szczerość.
Felietony Poprzednie wydanie
Koguty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.