Cywilizacja

Jak zarobić na Białorusi. Polski biznes w państwie Łukaszenki

To była podniosła ceremonia. Listy komisyjne, pieczątka konsularna, dokument potwierdzający uznanie dyplomaty podpisany osobiście przez Aleksandra Łukaszenkę oraz oczywiście uroczyste przekazanie czerwono-zielonej flagi. Wręczał ją jego ekscelencja ambasador Władimir Czuszew właścicielowi imperium meblarskiego Janowi Szynace. Tym samym w ubiegłym tygodniu jeden z najbogatszych Polaków został Konsulem Honorowym Białorusi.

– Kto nie jest ślepy, ten widzi! Kryzys to nie tylko nieszczęście, ale także okazja. Mamy szansę zyskać. Epidemia odsłoniła rynki, a wiele produktów ma szansę zająć nowe nisze – stwierdził we wtorkowym orędziu do narodu Aleksander Łukaszenko. Po tym, gdy zszedł ze sceny dwutysięczny tłum urzędników oklaskiwał go przez 2,5 minuty, spoglądając na pustą już mównicę.

Najdłużej urzędujący prezydent w Europie po raz pierwszy od lat może jednak mieć problem z reelekcją. Po 26 latach Białorusini chcą zmian. Na ulice wychodzą dziesiątki tysięcy demonstrantów. Pojawiają się zakazane biało-czerwono-białe flagi.

Według oficjalnej propagandy Łukaszenko ma poparcie w granicach 60-70 proc. Ale w to już mało kto wierzy. Jego opozycyjni kontrkandydaci śmieją się, że realnie wynosi ono zaledwie 3 proc. Coś na rzeczy jest, bo Wiktar Babaryka zebrał rekordowe 430 tys. podpisów poparcia. Walery Capkała 160 tys., a kolejny konkurent obecnego prezydenta bloger Siarhiej Cichanouski miał ponad milionową publikę w internecie. To liczby bezprecedensowe na 9-milionowej Białorusi. Nic więc dziwnego, że dwóch z nich siedzi już w więzieniu, a trzeci musiał uciekać za granicę, by nie podzielić ich losu.
Jan Szynaka, obecny Konsul Honorowy Białorusi w Olsztynie wraz z żoną Aliną Szynaką, wiceprezesem i współwłaścicielem jego firmy meblowej. Fot. PAP/Tomasz Waszczuk
„Ojciec narodu” chętnie mówi o nowych szansach gospodarki w przyszłości, bo dzisiaj jest ona w opłakanym stanie. Koronawirus oraz brak reform i niewydolny system gospodarki centralnie planowanej powoduje, że Białorusinom żyje się coraz trudniej. Średnie wynagrodzenie od 10 lat niemal się nie zmieniło i wynosi równowartość 500 dolarów. To dane tamtejszego odpowiednika naszego Głównego Urzędu Statystycznego. W praktyce jednak zarobki oscylują w granicach zaledwie połowy tej kwoty.

Pomimo wielu zaniedbań Białoruś jest atrakcyjnym rynkiem dla polskich przedsiębiorców. Sprzedajemy tam rocznie towary za ponad 7 mld zł. Głównie maszyny i urządzenia elektryczne oraz produkty pochodzenia roślinnego. Ale coraz chętniej polscy przedsiębiorcy także tam inwestują. Budują fabryki mebli czy materiałów bitumicznych. Polskie firmy stawiają galerie handlowe. Polskie sieci odzieżowe podbijają rynek detaliczny, a nawet przejmują lokalne marki. W Mińsku, jak się szacuje, przedsiębiorstw z polskim kapitałem jest ok. 400.

Czy więc słowa Łukaszenki o nowych szansach w czasie koronawirusa odnoszą się także do polskiego biznesu?

Ludzie biedni, ale biznes dobry

– Polska powinna być gotowa na negatywny scenariusz, w którym, z powodu złej sytuacji gospodarczej, na Białorusi może dojść do poważnego kryzysu społecznego, humanitarnego i politycznego – uważa Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Za jej słowami idą liczby. Po pierwszym kwartale bieżącego roku zadłużenie dużych i średnich przedsiębiorstw na Białorusi wyniosło ponad ćwierć biliona (!) zł. Zadłużenie gospodarki przewyższyło już produkt krajowy brutto. PKB na głowę mieszkańca (bez uwzględnienia siły nabywczej pieniądza) jest porównywalne z bankrutującą właśnie Kolumbią. Oblicza się, że nawet 600 tys. Białorusinów musi jeździć „za chlebem” do pracy w Rosji. A przecież Kreml, z powodu COVID-19, zamknął teraz dla nich granicę.

Polski biznes na razie nic sobie nie robi z tak katastroficznych danych. – Co miesiąc mamy nawet po kilkanaście nowych zapytań o nasze produkty wspierające ekspansję na Białoruś – opowiada w rozmowie z Tygodnikiem TVP Joanna Mularczyk z Banku Gospodarstwa Krajowego.

To instytucja, która razem z KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych) wspiera polski biznes w eksporcie. Udziela m.in. kredytowania stronie białoruskiej na import polskich produktów oraz zabezpiecza płatność. Natomiast KUKE zapewnia ubezpieczenie od ryzyka polityczno-biznesowego niepewnego rynku (według OECD Białoruś ma szóstą klasę w siedmioklasowej skali ryzyka – czyli niemal najniższą).

Budujemy galerie handlowe

Tylko w ubiegłym roku BGK i Bank Pekao skredytowały w ten sposób polski eksport na 167 mln zł. Dwa miesiące temu doszło do podpisania historycznej umowy na budowę wielofunkcyjnego kompleksu handlowego w Mińsku. Inwestycję prowadzi polskie Trasko-Inwest z Ostrzeszowa. A umowa jest historyczna, bo to pierwsza na polskim rynku tak zaawansowana strukturalnie i organizacyjnie, transakcja bank-to-bank.

Łukaszenko puszcza oko do Zachodu, a europejskie elity zapominają, jak wytrawny to gracz

Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.

zobacz więcej
- Udział we współfinansowaniu inwestycji polskiej spółki ma BGK i Bank Pekao S.A. Łączne wsparcie udzielone przez oba banki wynosi 57 mln EUR. Polski bank rozwoju finansuje kontrakt eksportowy kwotą 24 mln EUR. Składa się na nią kredyt dla banku nabywcy oraz część opłaty za ubezpieczenie transakcji w KUKE. Pozostałą część wsparcia dla inwestycji, w kwocie ponad 32 mln EUR, zapewnia Pekao S.A. – mówi Joanna Mularczyk z BGK.

Inwestycja w białoruskiej stolicy nie jest debiutem wielkopolskiej firmy za naszą wschodnią granicą. Już wcześniej Trasko oddała tam do użytku 25-piętrowy apartamentowiec. A dla firmy Prodtowary buduje centrum handlowe. W Brześciu posiada nawet własny oddział.

Na dobre na Białorusi zadomowił się także bielski Unibep. To również firma budowlana. I podobnie jak Trasko, także zdecydowali się mieć swoje przedstawicielstwo na Białorusi. To właśnie oni budują tam największe kompleksy handlowo-usługowe. Centrum medyczno-tenisowe Sreberko w Mińsku to 24 tys. m2 powierzchni, 7 tys. m2 samej powierzchni parkingowej, 2 nowoczesne hale sportowe wraz z widownią. Do tego dochodzi hotel, centrum odnowy biologicznej i basen. Wszystko to powstało w niecałe dwa lata.

Największe centrum handlowe w Grodnie – Triniti – to również ich zasługa. Tam powierzchnia całkowita centrum to aż 157 tys. m2 . Łączna wartość tej inwestycji przekroczyła ćwierć mld zł.

Ale Unibep budował też inne obiekty. Chociażby czterogwiazdkowy hotel Viktoria w Mińsku czy centrum logistyczne w miejscowości Bołbasowo koło Orszy.

Białorusini lubią polskie ubrania

Koronawirus niezwykle mocno przeczołgał firmy z branży odzieżowo-obuwniczej. Zwłaszcza te, które swoją sprzedaż opierały głównie na galeriach handlowych. Grupa Wojas zdecydowała nawet ostatnio, że wycofa się z ekspansji na rynki zagraniczne. Odpuści sobie więc Czechy i Słowację. Ale, co ciekawe, ta decyzja nie dotyczy Białorusi. – Na Białorusi zostawiamy trzy sklepy. Chcemy je utrzymać. Traktujemy Białoruś jako okno na wschód. Rosję i inne kraje – tłumaczy Wiesław Wojas.

Koronawirus pokrzyżował plany ekspansji zarówno krajowej jak i zagranicznej polskiemu gigantowi odzieżowemu – LPP. Czyli właścicielowi takich marek odzieżowych jak Reserved, House, Cropp, Mohito czy Sinsay. W wydanym dla inwestorów giełdowych komunikacie możemy przeczytać, że w I kwartale 2020/2021, w związku z pandemią, grupa kapitałowa zredukowała wielkość nakładów inwestycyjnych o 17,7 proc., do 191,7 mln zł.

Pandemia spowalnia więc rozwój grupy. LPP podtrzymało jednak plan wzrostu powierzchni sprzedaży o 8 proc. w tym roku m.in. poprzez otwieranie nowych sklepów na Białorusi. Czołowa polska spółka odzieżowa tylko w Grodnie posiada swoje sklepy o łącznej powierzchni przekraczającej 5 tys. mkw.
Na dobre na Białorusi zadomowił się bielski Unibep. Na zdjęciu prezes zarządu firmy Leszek Marek Gołąbiecki podczas otwarcia fabryki domów modułowych Unihouse w maju 2019 w Bielsku Podlaskim. Fot. PAP/Artur Reszko
Polacy chętnie wchodzą w handel detaliczny na Wschodzie. Potwierdzeniem niech będzie ubiegłoroczne przejęcie białoruskiej sieci 46 supermarketów z artykułami dziecięcymi Buslik przez polski CDRL. Wartość transakcji opiewała na ponad 6 mln dol. i spowodowała, że blisko połowa zysków że sprzedaży eksportowej Coccodrillo, będzie pochodzić właśnie z Białorusi. Dotychczas Buslik generował ponad 65 mln dol. przychodów rocznie.

Ziemia Obiecana

Wracając do wspomnianego na początku Honorowego Konsula Białorusi w Olsztynie Jana Szynaki. Ten wybór nie jest oczywiście przypadkowy. Firma Szynaka Meble zamierza w najbliższym czasie otworzyć fabrykę na Grodzieńszczyźnie. W ubiegłym roku polska firma kupiła grunty w białoruskich Smorgoniach. Docelowo zainwestuje tam ponad 40 mln zł. Chce zatrudnić 400 osób. Gdyby tak się stało, to co dziesiąty pracownik Grupy Meblowej Szynaka mieszkałby na historycznej Wileńszczyźnie.

Przyjacielem Mińska jest również Henryk Siodmok, były prezes zarządu Grupy Atlas. To on chwalił się swego czasu, że Białoruś jest dla jego branży Ziemią Obiecaną. Zainwestował tam ponad 100 mln zł. Już dekadę temu przejął tamtejszego Tajfuna, białoruskiego lidera w branży chemii budowlanej. Trzy lata później zaczął stawiać jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych w Europie. O tamtejszych władzach mówił wyłącznie w superlatywach. – To jest kraj fantastycznie zorganizowany i uporządkowany, w zasadzie nie ma tam szarej strefy, jak na Ukrainie czy w Rosji – opowiadał Siodmok. – Państwowe wsparcie inwestycji i przedsiębiorczości, orientacja probiznesowa tamtejszej administracji są wprost fenomenalne.

Nie każdy jest mile widziany

Chociaż nie wszyscy przedsiębiorcy podzielają entuzjazm Siodmoka. Czesław Bogdan, kierownik eksportu w firmie Blachy Pruszyński uważa, że Białoruś to najtrudniejszy rynek eksportowy w Europie. Wspomina sytuację, gdy tamtejsza władza nie dopuściła do powstania fabryki. Krzysztof Pruszyński chciał swój zakład otworzyć za wschodnią granicą już 5 lat temu. Po półtora roku walki z lokalnymi urzędnikami zdecydował dać sobie spokój. Inwestycja powstała w Rumunii.

Swój biznes na Białorusi chce sprzedać także Leszek Czarnecki. Getin Holding rozmawia już nawet z dwoma zainteresowanymi podmiotami. Białoruski Idea Bank to mały bank z aktywami odpowiadającymi kwocie 837 mln zł. Wyjście ze Wschodu wynika jednak bardziej z problemów, jakie biznesmen ma w Polsce, niż z niechęci do Białorusi.

Mimo zawirowań politycznych i pandemii koronawirusa polski biznes będzie starał się szerzej wchodzić na rynek naszego sąsiada. Wynika to z prostej przyczyny. Jest on ciągle mniej wymagający niż rynki zachodnie. Mniejsza jest również konkurencja. I co najważniejsze, wyższe są tam marże. A przecież chodzi o to, by zarabiać pieniądze.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Związki polsko-białoruskie umacnia mały ruch graniczny. Fot. PAP/Atur Reszko
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kto zarabia na Nord Stream 2? Firmy, instytucje, politycy
Na tym projekcie żywi się niemal cała Europa.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Igrzysk olimpijskich w Tokio nie będzie?
Jeśli zostaną odwołane, to odbędą się następne w Paryżu i tyle. Ziemia się nie zawali.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wychodzą na ulice, bo nie chcą nosić masek
Nonkonformiści mają imponujący potencjał mobilizowania protestujących.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Korupcyjny system za unijne pieniądze
Prezydent i premier oskarżają się wzajemnie o mafijne powiązania. Z okien pokazują sobie obraźliwe gesty.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Święte słowo różnorodność
Czy w składzie Komisji Europejskiej nie należałoby zagwarantować miejsca osobom niebinarnym?