Historia

Świadek: magnetofon kasetowy. Wszystkie seanse zarezerwowane

Uczestnicy wydarzeń historycznych starali się wszystko nagrywać, wiedząc że jeśli tego nie zarejestrują, to później komunistyczna propaganda będzie przeinaczać fakty.

W roku 1980 w polskich gazetach w repertuarze kin zamiast tytułu jednego z filmów pojawiła się informacja „wszystkie seanse zarezerwowane”. Nie pisano na jaki film i kto owe seanse ktoś zarezerwował. Ale i tak wszyscy wiedzieli, że to ściema – że chodzi tylko to, aby widzowie nie przychodzili na projekcje dokumentu „Robotnicy ‘80” pokazującego przebieg niedawnego strajku i negocjacji z władzą w Stoczni Gdańskiej. Jak podaje historyk prof. Jerzy Eisler był to jedyny przypadek w historii PRL, gdy cenzura zachowała się w ten sposób.

W niektórych przypadkach takie działanie okazywało się skuteczne i rzeczywiście kinowe sale świeciły pustkami. Jednak w PRL – szczególnie po sierpniu 1980 roku – ludzie umiejętnie przekazywali sobie informacje niezależnie od oficjalnych środków przekazu, którym i tak mało kto ufał. Mimo blokady wiadomości o seansach wspomniany film obejrzało niemal 4,8 miliona widzów, co było rekordowym wynikiem w tamtym roku. W istocie mieliśmy do czynienia z początkiem rewolucji informacyjnej, w której uczestniczyła większość społeczeństwa.

Bronić się przed kłamstwem

I pośrednio o tym także jest film „Robotnicy ’80”. Reżyserami tego dokumentu byli Andrzej Chodakowski i Andrzej Zajączkowski, a autorami zdjęć Michał Bukojemski oraz Jacek Petrycki.
Bogdan Lis, Lech Wałęsa i magnetofon kasetowy 24 października 1980 podczas rejestracji NSZZ "Solidarność" w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie. Fot. meg PAP/Maciej Musiał
Bo wyjątkowość tego filmu nie polegała tylko na tym, że władze PRL nie chciały, b publiczność obejrzała film o strajku w Stoczni Gdańskiej. W końcu w totalitarnym systemie z cenzurą prewencyjną to nic nadzwyczajnego. „Robotnicy ’80” to tak naprawdę nie tylko film o strajku. Ba, można powiedzieć, że nawet ci strajkujący robotnicy w filmie stanowią tło dla liderów negocjujących z przedstawicieli aparatu partyjno-państwowego. Wydawałoby się, że z reporterskiego punktu widzenia ciekawszy byłby obraz strajkujących robotników. Rozmowy z nimi. Pokazanie atmosfery strajku okupacyjnego.

Jednak realizatorzy doskonale wyczuli stan ówczesnej świadomości i potrzeb zbiorowości. A ta zbiorowość chłonęła każde słowo negocjacji z władzami. I, co ważniejsze, sama też rejestrowała wszystkie słowa, które w czasie takich rozmów padały.

I w tym filmie, i na innych zdjęciach z sierpniowych strajków widać ludzi wsłuchanych w dialog rządzonych z rządzącymi i widać jak trzymają magnetofony kasetowe. Unoszą je do góry, żeby nagrać bez zakłóceń. Rejestrowano każde słowo. Po raz pierwszy w dziejach Polski uczestnicy wydarzeń historycznych starali się wszystko nagrywać, wiedząc że jeśli tego nie zarejestrują, to później propaganda będzie przeinaczać fakty. Wymazywać bohaterów, wpisywać uczestnikom wydarzeń inne role i wypowiedzi.

Rejestrowano, żeby bronić się przed kłamstwem propagandy. Zapewne w pamięci wszystkich była jeszcze publiczna, obrzydliwa nagonka jaką władze PRL dokonały na uczestnikach ursuskich i radomskich protestów w czerwcu 1976 roku. Magnetofon kasetowy był świadkiem i uczestnikiem najważniejszych wydarzeń w okresie karnawału Solidarności. Ponieważ państwowy przemysł, funkcjonujący w realiach gospodarki planowej i realia kryzysu ekonomicznego, odpowiadał za produkcję kaset magnetofonowych, szybko zabrakło ich w sklepach. Ludzie kupowali więc nagrane kasety, z jakimiś piosenkami lub rozmówkami polsko-rosyjskimi, na nich rejestrowali wydarzenia, w których uczestniczyli. Dzięki temu najważniejsze z nich zostały doskonale udokumentowane i wydane w formie publikacji książkowych, Zwykle trochę później, w stanie wojennym, w podziemnych wydawnictwach.

94 minuty w Sali BHP

Tak więc film „Robotnicy ’80” wpisywał się w tę zbiorową potrzebę rejestrowania prawdy, bo dzięki niemu można było być w przez 94 minuty jego trwania, w samym środku Sali BHP. Być świadkiem i uczestnikiem tych negocjacji. Czuć to napięcie, które im towarzyszyło. Bo przecież „wszystkie seanse zarezerwowane” może zrobiły trochę zamętu, ale kto chciał i tak obejrzał „Robotników ’80”, a to całe mieszanie komunistów w repertuarze kinowym utwierdzały tylko ludzi, że „czerwonym” nie można ufać. Zawsze będą kłamać.

Wyszkowski: Walentynowicz to duma i honor „Solidarności”

Współtwórca WZZ wspomina bohaterów 1980 roku.

zobacz więcej
Często mówi się, że rewolucja „Solidarności” to taka rewolucja powielaczowa. Ale przed powielaczami była kaseta magnetofonowa, którą można było puścić sąsiadom, znajomym, rodzinie z innych rejonów Polski. Istniała silna potrzeba nie tyle prawdy, co faktów. Ludzie bali się plotki, prowokacji. Dokumentalny zapis wydarzeń był ważniejszy. Świadectwo. I takim świadectwem byli „Robotnicy ’80”. Skomentować każdy potrafił sami.

Wspomniany już prof. Jerzy Eisler zauważa, że dokonywała się wtedy swoista ewolucja: – Jednocześnie byliśmy wówczas świadkami przekształcania się „wielkoprzemysłowej klasy robotniczej" w robotników obywateli – robotników ’80, którzy sami zapragnęli wziąć współodpowiedzialność za losy kraju. Potrafili skłonić przedstawicieli władzy do podjęcia poważnych rozmów o przyszłości Polski – i to rozmów prowadzonych nie w partyjnej nowomowie, ale w języku potocznym, jakim na co dzień posługiwały się miliony ludzi. Może dlatego właśnie karierę zrobiło wówczas żartobliwe powiedzenie: "w Stoczni Gdańskiej rozmowy prowadził proletariat z dyktaturą proletariatu".

Większość dużych peerelowskich zakładów pracy posiadało połączenia teleksowe, które w sytuacji peerelowskiego zacofania pod względem infrastruktury telekomunikacyjnej pełniły ważną funkcję, dzięki której porozumiewały się różne struktury przemysłowe. Po sierpniu ‘80 teleksy w większości przedsiębiorstw znalazły się pod kontrolą struktur Solidarności. Tak powstała – jak byśmy dziś powiedzieli – sieć, dzięki niej można było przekazywać i rozprzestrzeniać nieocenzurowane informacje. Wydruki teleksowe przekazywane z rąk do rąk pełniły rolę biuletynów.

To niesamowite, że pod względem informacyjnym społeczeństwo działając intuicyjnie okazało się dojrzalsze, bardziej nowatorskie i można powiedzieć, że nawet bardziej profesjonalne niż zdawałoby się wyspecjalizowane kadry aparatu władzy, które tkwiły w meandrach doktrynerskiego myślenia.

Prawdziwym językiem

Wróćmy jednak do filmu. „Robotnicy ’80” to nie był jedyny ważny film, który powstał w czasie 16 miesięcy legalnej aktywności Solidarności. Środowisko filmowców w dużej części potrafiło wykorzystać ten czas. Powstało kilka ważnych filmów, zarówno dokumentalnych jak i fabularnych. Niektóre nie doczekały oficjalnej premiery, wszystkie rychło trafiły na półki, gdzie w większości doczekały 1989 roku.

Najważniejsze to oczywiście „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy, kultowy i na swój sposób proroczy „Miś” Stanisława Barei, „Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego („najbardziej antykomunistyczny film w historii PRL”), „Dreszcze” Wojciecha Marczewskiego, „Wielki bieg” Jerzego Domaradzkiego, a także „Był jazz” Feliksa Falka.
Na planie zdjęciowym filmu "Miś" reżyser Stanisław Bareja oraz aktor Stanisław Tym. Fot. PAP/Witold Rozmysłowicz
Tamten czas charakteryzowało jeszcze jedno. Wszyscy mieli świadomość. Trzeba zarejestrować co się da. Stworzyć co tylko można. Nakręcić te filmy, które będzie można. Postawić te pomniki, które trzeba postawić. Trzeba było to robić szybko. Bo jak się nie uda, to nie wiadomo, kiedy będzie kolejna odwilż. Wszyscy mieli nadzieję, że może tym razem się uda. Ale też wszyscy mieli poczucie, że to może się nie udać, więc jak się więcej zrobi, tym więcej ma szansę zostać.

Liderzy Solidarności nie byli pozytywnymi bohaterami rządowych mediów. Pojawiali się w kontekście konfliktów z władzą, więc ważna była też (mówiąc językiem współczesnym) rola marketingowa „Robotników ’80”. Przeciętny widz miał przed oczami ludzi, którzy byli tacy jak on. I mówili tej władzy to, co większość ludzi zawsze chciała powiedzieć. I mówili tym prawdziwym językiem, którym się wszyscy posługiwali poza aparatem partyjno-rządowym.

Film też przybliżał dwie wiodące postaci liderów „Solidarności”, Lecha Wałęsę i Andrzeja Gwiazdę, przez wielu uważanego nawet za głównego bohatera filmu. Dzięki „Robotnikom ‘80” liderzy strajku stawali się postaciami bliskimi, bo obserwowanymi w momencie, gdy bez żadnych kompleksów reprezentują interesy Polaków.

– Grzegorz Sieczkowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Robotnicy '80
Zdjęcie główne: VII Festiwal Polskich Filmów Fabularnych, wrzesień 1980, pokaz filmu "Robotnicy '80". Na zdjęciu Lech Wałęsa i wiceminister kultury i sztuki Antoni Juniewicz, w głębi z lewej ksiądz Henryk Jankowski. Fot. PAP/Stefan Kraszewski
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Bohater tak wyjątkowy, aż niemożliwy. Więc ogłoszono, że sypał
Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.
Historia Najnowsze wydanie
„Pamiątki” po Hitlerze. Kłopot czy biznes?
Aligator Führera zdechł rok temu w moskiewskim zoo mając 84 lata. Wypchano go i umieszczono w Muzeum im. Darwina.
Historia Najnowsze wydanie
KGB na tropie Jana Pawła II
Sowieckie służby szybko zrozumiały, jakie zagrożenie dla systemu komunistycznego może stanowić pontyfikat papieża Polaka.
Historia Najnowsze wydanie
Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować
Gen. Rozwadowski rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”
Historia Najnowsze wydanie
Idę po swoją kulę w brzuch
Słychać było pojedyncze wystrzały z AKS-74: to nasi dobijali rannych duszmanów. Duszmani też nie brali komandosów do niewoli.