Historia

Korowcy, radykałowie, klerykałowie i „prawdziwki”. Solidarność podzielona

Echa sporów z czasów posierpniowego Karnawału można odnaleźć w dzisiejszych podziałach politycznych.

W stanie wojennym często powtarzano, że „Solidarność, nie da się podzielić ani zniszczyć”, ale ona od samego początku podlegała ewolucji i naturalnym podziałom. Była zbyt wielkim ruchem, żeby być jednolitym organizmem.

Bez wątpienia Lech Wałęsa trzykrotnie odegrał dla Solidarności rolę symboliczną. Jako ten, który podpisał porozumienia i firmował związek do momentu rejestracji. Jako internowany przywódca i trochę później laureat Nagrody Nobla. Wreszcie, jako lider opozycji przy Okrągłym Stole i osoba, z którą zdjęcie oznaczało zwycięstwo w wyborach kontraktowych.
31 marca 1981. Anna Walentynowicz w rozmowie z Marianem Jurczykiem w przerwie posiedzenia Krajowej Komisji Porozumiewawczej Solidarności. Fot. PAP/Stefan Kraszewski
Ale Lech Wałęsa jako przewodniczący Solidarności miał od początku silną opozycję, którą przede wszystkim stanowili ludzie wywodzący się z Wolnych Związków Zawodowych, czyli Andrzej Gwiazda i Anna Walentynowicz. Uchodzili oni wtedy za społecznych i politycznych radykałów.

Gwiazda i inni

Na pierwszy plan oponentów przewodniczącego związku, już od negocjacji sierpniowych wysuwa się Gwiazda. Kulminacją tego konfliktu jest to sytuacja po prowokacji bydgoskiej w marcu 1981 roku. Cały kraj znajduje się w gotowości strajkowej. Toczą się negocjacje z władzami PRL. Dochodzi do zawarcia porozumienia, w sformułowaniu którego kluczową rolę odegrali doradcy i Wałęsa z pominięciem innych członków negocjującego zespołu. Po tym wydarzeniu Andrzej Gwiazda pisze do Wałęsy list otwarty. – Mój list nie miał niczego wyjaśniać – mówił po latach Gwiazda. – Chodziło w nim wyłącznie o władzę. O sposób sprawowania tej władzy i o to, czy władza ma nadal spoczywać w ręku statutowych organów Związku, czy też w ręku grup manipulujących przewodniczącym. Związek listu otwartego z „porozumieniem warszawskim” był taki, że w marcu po raz pierwszy tak jaskrawo i jawnie złamano zasady podejmowania decyzji, a więc zasady sprawowania władzy obowiązujące w Solidarności.

Dziewięć dni, które wstrząsnęły światem. Przebudzenie Polaków

„Wielkie dni Polski zaczynają się dziś” – notował 2 czerwca 1979 prymas Stefan Wyszyński.

zobacz więcej
Dochodzi do konfliktu między Wałęsą, prezydium Krajowej Komisji Porozumiewawczej i ekspertami Związku, a samą Komisją. Ten konflikt utrzymuje się do stanu wojennego. Do kolejnej odsłony sporu dochodzi podczas I zjazdu Solidarności. Co prawda Wałęsa wygrywa w pierwszej turze, ale jego rywale zdobywają łącznie 45 procent głosów, z czego w sumie jedną trzecią otrzymują głoszący najbardziej radykalne postulaty Marian Jurczyk i Jan Rulewski.

Wśród przegranych jest też Andrzej Gwiazda, który wchodzi w skład KKP. Jest też we władzach gdańskiej Solidarności, jednak opuszcza je w listopadzie 1981 roku na znak protestu po tym, jak usunięto z różnych funkcji ludzi z nim związanych.

Radykałowie

Jednak na tym samym zjeździe dokonała się rzecz niezwykła: radykałom, w tym Andrzejowi Gwieździe, udało się przeforsować jeden z najważniejszych dokumentów Solidarności – „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”. Podobno sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego Leonid Breżniew po przeczytaniu tego posłania miał powiedzieć, że to „niebezpieczny i prowokacyjny dokument”.

W imię racji moralnych odrzucono ograniczenia zimnej wojny i stosowania realizmu politycznego. Polscy niezależni związkowcy z gestem solidarności zwrócili się do sąsiednich narodów, których wolność była ograniczona przez system komunistyczny. To było uchylaniem żelaznej kurtyny. Ale to też była porażka doradców Solidarności, którzy byli przeciwni temu dokumentowi. Niektórzy wręcz mówili, że przegapili ten moment. To był sygnał, że jednak większość związkowców ma świadomość toczonej walki o coś znacznie więcej niż tylko wolne soboty.
Działacze KSS "KOR" Antoni Macierewicz i Jacek Kuroń w roku 1980. Fot. PAP/Tomasz Michalak
A doradcy związkowi byli przyjmowani przez część działaczy nieufnie. Zarzucano im nadmierną ugodowość w negocjacjach, szczególnie po kryzysie wywołanym prowokacją bydgoską.

Z lewicy

Można doradców Solidarności podzielić na dwie grupy. Jedną stanowili działacze dawnej, czyli przedsierpniowej opozycji demokratycznej skupionej wokół dawnego Komitetu Obrony Robotników, a ściślej związanych z późniejszą mutacją tego opozycyjnego przedsięwzięcia, czyli z Komitetem Samoobrony Społecznej KOR. Środowisku temu nieformalnie liderowali Bronisław Geremek, Jacek Kuroń i Adam Michnik.

Przypisywano im nadmierną lewicowość oraz chęć monopolizacji otoczenia skupionego wokół władz związku polegającą na niedopuszczaniu innych środowisk, szczególnie tych określanych jako niepodległościowe. Uważa się też, że do końca lat osiemdziesiątych środowisko to monopolizowało otoczenie Wałęsy.

Gdy milicjanci przesłuchiwali Yoshiho Umedę, krzyczał do nich: „Wy nie jesteście Polakami!”

Jako Japończyk uważał, że wobec władzy trzeba być lojalnym. W PRL zrozumiał, że to nie jest słuszna postawa.

zobacz więcej
Żeby jednak nie było tak łatwo, to wielu działaczy określanych jako korowskich nie tolerowało Wałęsy zarzucając mu klerykalizm, a Solidarności zbyt bliskie relacje z Kościołem. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że na silną pozycję liderzy tej grupy, Adam Michnik i Jacek Kuroń, dobrze zapracowali nie unikając sytuacji konfliktowych i „gasząc pożary” w całej Polsce.

Z Kościoła

Drugą grupą doradców były postacie związane w mniejszym lub większym stopniu z Kościołem jak Romuald Kukołowicz, Andrzej Stelmachowski, Władysław Siła-Nowicki i Wiesław Chrzanowski. Nie była to grupa jednorodna. Część jak Stelmachowski, Tadeusz Mazowiecki i Andrzej Wielowieyski wywodziła się ze środowiska katolików świeckich skupionych wokół Kół Inteligencji Katolickiej (KIK). Grupa ta była w dobrych relacjach ze środowiskiem korowskim, a w wolnej Polsce współtworzyła z nim Unię Demokratyczną.

Inną grupę stanowiły osoby powiązane jak Kukołowicz z prymasem i z Episkopatem. Właśnie Kukołowiczowi – często półoficjalnie – lewicowe środowiska zarzucały nadmierną ugodowość w negocjacjach Solidarności z władzami PRL.
Romuald Kukołowicz, doradca Solidarności, podczas rejestracji związku w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie w październiku 1980. Fot. PAP/Maciej Musiał
Ale życie nie lubi prostych scenariuszy. Romuald Kukołowicz, były żołnierz Armii Krajowej, w latach osiemdziesiątych w podziemiu związał się z Solidarnością Walczącą, był przeciwnikiem Okrągłego Stołu. Wszedł do rządu Jana Olszewskiego jako wiceminister pracy.

Traktory i stal

O ile w Gdańsku Wałęsie udało się w strukturach regionalnych zmarginalizować sympatyków Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy, o tyle w stolicy toczyła się otwarta wojna na wielu frontach. Regionem Mazowsze rządził Zbigniew Bujak mający oparcie w Ursusie, potężnych zakładach produkujących traktory, ale jego największym oponentem był Seweryn Jaworski z równie silnej Huty Warszawa. Pierwszy sympatyzował ze środowiskiem korowskim, drugi ze środowiskami niepodległościowymi.

Również w Warszawie wśród wielu wówczas inicjatyw wydawniczych pod szyldem Solidarności ukazują się dwa bardzo ciekawe pisma, na które należy zwrócić szczególną uwagę. „Niezależność” powstała w oparciu o środowisko lewego skrzydła KSS KOR. Wokół tej grupy na dwa tygodnie przed stanem wojennym powstaną Kluby Samorządnej Rzeczpospolitej „Wolność – Sprawiedliwość – Niepodległość”, o wyraźnie lewicowym charakterze. W dużej mierze środowisko „Niezależności” stworzy w stanie wojennym „Tygodnik Mazowsze”, największy tytuł prasowy podziemia.

Świdnicki kotlet, lubelski lipiec. Rok 1980 w „mieście PKWN”

Tu rozpoczęła rządy „władza ludowa” i tu zaczął się upadek systemu, wraz z podpisaniem pierwszego porozumienia i zgodą na wybory niezależnej od partii Rady Zakładowej.

zobacz więcej
„Wiadomości Dnia” to tytuł wywodzący się również ze środowiska korowskiego, ale z jego prawego skrzydła, skupionego wokół pisma „Głos”, które tworzyli miedzy innymi Antoni Macierewicz, Piotr Naimski i Ludwik Dorn. Ludzie „Wiadomości Dnia” będą też współtworzyć powołane na jesieni 1981 roku Kluby Służby Niepodległości odwołujące się do tradycji niepodległościowej.

Grzyby

Jak przy każdym masowym ruchu również przy „Solidarności” pojawiają się różne skrajne frakcje. Takimi bez wątpienia były „prawdziwki”, o których wielu już nie pamięta. Nazwa „prawdziwki”, jak twierdzi Zbigniew Bujak, wzięła się stąd, że na jednym z zebrań zarządu Regionu Mazowsza przedstawiciel tej nieformalnej frakcji, podkreślając swoją wyższość wobec pozostałych uczestników posiedzenia powiedział: „My tu jesteśmy prawdziwi Polacy”.

Liderami „prawdziwków” byli Paweł Niezgodzki, pracownik Polskiej Akademii Nauk (przez pewien czas rzecznik prasowy mazowieckiej Solidarności, w stanie wojennym bezskutecznie usiłowała go zwerbować SB), i Tadeusz Matuszczyk z warszawskiego Rawaru. Frakcji tej zarzuca się nacjonalizm, ksenofobię i antysemityzm. Nie ma jednak na jej temat żadnego poważnego i obiektywnego opracowania.

Grupa ta stała się głośna na I Zjeździe Solidarności podczas dyskusji nad projektem uchwały delegatów z Radomia, dziękującej członkom Komitetu Obrony Robotników za pomoc prześladowanym po Czerwcu 1976. Powstał wtedy inny projekt dziękujący KOR za wkład w powstanie Solidarności. Wówczas Paweł Niezgodzki zgłosił trzeci projekt, w którym w ogóle nie było mowy KOR-ze, czym rozpętał na sali burzę.
Zjazd NSZZ "Solidarność" we wrześniu 1981 w gdańskiej Hali Olivii. Fot. PAP/Stefan Kraszewski
Niektórzy twierdzą, że chciał, by jego frakcja w ten sposób szerzej zaistniała, inni uważają, iż był to konflikt ówczesnej solidarnościowej lewicy ze środowiskami katolicko-narodowymi. Dzisiaj nazwalibyśmy konfliktem środowisk lewicowo-liberalnych z prawicowymi. Niektórzy uważają, że SB wykorzystała wystąpienie Niezgodzkiego kolportując w okolicach hali Olivii, gdzie odbywał się zjazd, antysemickich ulotek i pisemek.

Owoce i warzywa

Jak opisywał dziennikarzom (Annie Gielewskiej i Marcinowi Dzierżanowskiemu), Piotr Piętak z pisma „Wiadomości Dnia”, podczas negocjacji środowiska „Głosu” z „prawdziwkami”, reprezentujący tę ostatnią grupę Zbigniew Knapp z Solidarności MZK w Warszawie, miał krzyczeć do obecnego na spotkaniu Ludwika Dorna, który nigdy nie ukrywał swoich żydowskich korzeni: „Cebula! Cebula!”.

Słowo „cebula” znaczyło tyle samo co Żyd, i pojawiło się na początkach lat osiemdziesiątych. Była zresztą wtedy moda na takie warzywne określenia, bo oprócz „prawdziwków”, „poziomek” (ruch struktur poziomych w PZPR) i antysemickich „cebul”, pojawiły się komunistyczne „rzodkiewy”, definiowane jako „z wierzchu czerwony, w środku biały”. „Rzodkiewami” byli różni działacze partyjni, którzy nagle stali się patriotami. Choć nie było wiadomo, czy oni są „patriotyczni w treści, socjalistyczni w formie”, czy też na odwrót.

– Grzegorz Sieczkowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Spotkanie Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" 6 października 1980. Od lewej: Andrzej Gwiazda, ks. Henryk Jankowski, Joanna Gwiaździna, Lech Wałęsa, przemawia Jan Rulewski. Fot. PAP/Janusz Uklejewski
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Dla niego kelnerzy podsłuchiwali polityków. Najlepiej opłacany...
Kiedy zaczęły się obrady rządu, coś poruszyło się za kotarą. Odsunięto zasłonę i oczom zdumionych ministrów ukazał się…
Historia Poprzednie wydanie
Polskie Kresy wstępują do sowieckiego raju
Żeby był porządek na jeden mandat z okręgu był uzgodniony tylko jeden kandydat.
Historia Poprzednie wydanie
Mało biłam dzieci. Jeżeli je biłam, to tylko na polecenie
Zła, okrutna. Nigdy nie widziałam jej bez pejcza. Traciłyśmy przytomność – mówią jej ofiary.
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Wywiesiliśmy proporce z barwami narodowymi i godłem. Jak...
Hydroplan z czarnym napisem U.S. COAST GUARD zrzucił mały, płócienny woreczek zawierający krótką wiadomość: „Are you O.K.?”
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Nie tylko Haberbusch i Schiele. Jak Niemcy zostawali Polakami
Ojciec poety był weteranem powstania styczniowego, dziad – listopadowego. Ale prapradziad przybył z Turyngii.