Historia

Superagent? Szpieg sowiecki? A może zachodnioniemiecki? Niezrównoważony maniak? Kim był esbek, który inwigilował Solidarność?

Marzył, żeby pracować dla Służby Bezpieczeństwa. Udało mu się zrealizować ten plan.

• Grudzień 1979 r. Mieszkaniec Wielkopolski składa w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Poznaniu poddanie o przyjęcie do pracy w Służbie Bezpieczeństwa.

• Czerwiec 1980 r. Obywatel wezwany do Biura Paszportów w związku z nielegalnym przedłużeniem pobytu za granicą proponuje swoje usługi Służbie Bezpieczeństwa w Pile.

• Luty 1981 r. Czołowy działacz Solidarności w Pile spotyka się z tamtejszym komendantem wojewódzkim Milicji Obywatelskiej Kazimierzem Pjanką i proponuje swoje usługi.

• Lipiec 1982 r. Były szef pilskiego NSZZ „Solidarność” zostaje funkcjonariuszem Biura Studiów MSW, czyli elitarnej jednostki SB do zwalczania Solidarności.

• Maj 1985 r. Uciekinier z polskiego MSW udziela wywiadu zachodnim mediom (m.in. Die Welt”, „Le Monde” i Radiu Wolna Europa) demaskującego działania Służby Bezpieczeństwa wobec Solidarności.

• Grudzień 1987 r. Do biura PLL „LOT” na lotnisku Schwechat w Wiedniu zgłasza się mężczyzna „z żądaniem przekazania pocztą kapitańską koperty z pilną informacją dla konkretnego oficera w MSW”.
Obrady prezydium Komisji Krajowej i przewodniczących Regionów Solidarności z 3 grudnia 1981 r. nagrali dwaj agenci SB – „Grażyna” i „Jola”. Pierwszym był Eligiusz Naszkowski, a drugim Wojciech Zierke, przewodniczący Zarządu Regionu Słupsk. Fot. PAP/CAF/Wojciech Stan
Skłamał

Kim jest człowiek, o którym mowa we wszystkich powyższych informacjach? To Eligiusz Naszkowski. Dziś już o nim wiemy wiele, ale wciąż pozostaje dla nas zagadką. Czy był superagentem? A jeśli tak, to czyim? Czy też po prostu – jak oceniała na początku 1980 r. Służba Bezpieczeństwa – po prostu mamy do czynienia z osobą „niezrównoważoną psychicznie o skłonnościach manii wielkościowej”?

Eligiusz Naszkowski urodził się w lutym 1956 r. w Sierakowie Wielkopolskim. Jego ojciec – Czesław – w czasie wojny był żołnierzem Armii Krajowej, a po „wyzwoleniu” Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Eligiusz ukończył szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące w Pile, a w 1979 r. Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Po studiach podjął pracę na Politechnice Poznańskiej, w Instytucie Nauk Społecznych i Ekonomicznych. Jak później pisał w ankiecie delegata na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność”: „W trakcie rocznej pracy spotkały mnie poważne naciski ze strony Dyrekcji, abym wstąpił do PZPR-u i zmienił zainteresowania badawcze. Po roku pracy nie wyrażano zgody na przedłużenie umowy o pracę wydając opinię o mnie, jako o człowieku «niepewnym» politycznie”.

Nie po raz pierwszy, ani ostatni kłamał. Jeszcze w trakcie studiów zgłosił się do Służby Bezpieczeństwa. Początkowo zaoferował swe usługi w charakterze tajnego współpracownika, później dwukrotnie składał podanie o zatrudnienie w Milicji Obywatelskiej – po raz drugi w czerwcu 1980 r.

Rzeczywiście brak przynależności do partii mu zaszkodził, tyle, że w objęciu stanowiska lektora Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Pile, o które się starał. W tej sytuacji został – od września 1980 r. – nauczycielem historii w jednej z pilskich szkół podstawowych.

Radykał

Miesiąc później zaangażował się w działalność Solidarności. W związku pełnił funkcje: przewodniczącego Komisji Koła przy Szkole Podstawowej nr 4, przewodniczącego Komisji Zakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania Województwa Pilskiego i przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego / Zarządu Regionu Piła.

Szybko dal się poznać, jako związkowy radykał. Bezpardonowo atakował władze lokalne i państwowe, nie szczędził również krytyki pod adresem MO i SB. Nic zatem dziwnego, że ponownie zainteresowała się nim Służba Bezpieczeństwa – w połowie grudnia 1980 r. zaczął go rozpracowywać Wydział III KW MO w Pile w ramach sprawy pod kryptonimem „Politolog”.
Fot. IPN (materiały operacyjne SB)
Chodziło m.in. o neutralizowanie działalności Naszkowskiego poprzez działania jego przeciwników w MKZ, a także zebranie materiałów „celem procesowego udokumentowania jego wrogiej działalności”. Owe rozpracowanie prowadzono zresztą jeszcze długo po jego zwerbowaniu do współpracy, a nawet po jego ukadrowieniu.

W lutym 1980 r. spełniły się marzenia Eligiusza Naszkowskiego – w końcu przychylnym okiem spojrzała na niego Służba Bezpieczeństwa. Dzięki pośrednictwu kierownika Wydziału Pracy Ideowo-Wychowawczej KW PZPR w Pile Sylwestra Chęcińskiego, który był wcześniej nauczycielem Naszkowskiego, skontaktował się z nim komendant wojewódzki MO. 10 lutego 1981 r. przeprowadził z nim rozmowę sondażową w toalecie gmachu Wojewódzkiej Rady Narodowej w Pile, w przerwie obrad WRN. W jej trakcie Eligiusz Naszkowski nawiązał do swoich wniosków o przyjęcie do pracy w resorcie spraw wewnętrznych, na co otrzymał wymijającą odpowiedź, wobec czego po raz kolejny sam wyraził chęć współpracy z SB.

Na decyzję musiał jednak poczekać do następnego kontaktu – podejmował ją osobiście wiceminister spraw wewnętrznych Adam Krzysztoporski. Podczas kolejnego spotkania – w dniu 18 lutego 1981 r. – przewodniczący pilskiej Solidarności sporządził pierwszą pisemną informację dla Służby Bezpieczeństwa, która dotyczyła przebiegu posiedzenia Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność” w dniu 12 lutego oraz sytuacji w regionie pilskim (głównie sprawy przekazania budynku miejscowej KW MO na potrzeby służby zdrowia).

Cenny nabytek

Wybrał też sobie pseudonim „Grażyna” i napisał odręcznie zobowiązanie do współpracy. Pisał w nim: „jako przewodniczący MKZ NSZZ «Solidarność» w Pile niezamierzenie poprzez swoje wystąpienia przyczyniłem się do wzrostu napięć społecznych w Pile i województwie. Błędy i wypaczenia, które zrobiłem proszę przypisać memu stosunkowo młodemu wiekowi, brakowi większego doświadczenia życiowego oraz ogólnej fali nastrojów społecznych”.

Otrzymał pierwsze zadania do wykonania, m.in. przekazanie bezpiece nagrania z ostatniego posiedzenia KKP czy nakłonienie związkowców z regionu do przyjęcia złożonej im przez władze wojewódzkie propozycji zagospodarowania na cele służby zdrowia „innych przekazanych obiektów”. Został również wstępnie przeszkolony – omówiono z nim m.in. „problematykę zwalczania sił antysocjalistycznych” w związku. Na poczet dalszej współpracy otrzymał 2 tys. zł.

Szybko okazało się, że był dla SB cennym, wręcz bardzo cennym nabytkiem. Przekazywał systematycznie informacje dotyczące działalności związku – zarówno na szczeblu regionalnym, jak i ogólnopolskim – uczestniczył, jako reprezentant regionu, w posiedzeniach Krajowej Komisji Porozumiewawczej, a od października 1981 r. był członkiem Komisji Krajowej.
Mandat Eligiusza Naszkowskiego na zjazd Solidarności. Fot. IPN
Do wprowadzenia stanu wojennego przekazał łącznie 42 informacje, w tym 8 napisanych własnoręcznie (pozostałe zarejestrowano na taśmie magnetofonowej, sporządzono później na ich podstawie stenogramy. I tak np. 23 lutego 1981 r. dostarczył nagranie z posiedzenia KKP, dokładną charakterystykę członków MKZ, a także poinformował o podziale, który nastąpił w pilskiej Solidarności w związku ze sprawą budynku KW MO.

Służba Bezpieczeństwa zleciła mu wtedy nowe zadania, m.in. ustalenie tożsamości kolportera „Robotnika” oraz uczniów studium policealnego, którzy wykonywali matryce na potrzeby pilskiej Solidarności. Po kilku dniach – 1 marca – oba te zadania wykonał. Poza tym ponownie poinformował o sytuacji w regionie pilskim, a także o przebiegu posiedzenia KKP NSZZ „Solidarność” (7–8 marca), której był członkiem, oraz o obradach krajowego zjazdu rolników w Poznaniu (8–9 marca).

Był na tyle cennym tajnym współpracownikiem, że płk Kazimierz Pjanka na początku kwietnia uznał, iż „istnieje możliwość szerszego wykorzystania [go]” we współpracy z Departamentem III „A” MSW, który odpowiadał za działania przeciwko Solidarności.

W efekcie 21 kwietnia 1981 r. Naszkowskiemu powierzono „zadania perspektywiczne”, takie jak nawiązanie kontaktów towarzyskich i przyjacielskich z działaczami uważanymi przez SB za radykałów (m.in. Zbigniewem Bujakiem, Andrzejem Gwiazdą, Bogdanem Lisem, Karolem Modzelewskim, Andrzejem Rozpłochowskim), wspieranie „rozsądnych poglądów” wyrażanych w czasie obrad KKP, udział w pracach komisji problemowych Krajowej Komisji Porozumiewawczej.

Hojnie nagrodzony

Miał też dążyć do tego, aby znaleźć się w gronie osób „nadających ton” związkowi. Dlatego polecono mu, by uczestniczył we wszystkich posiedzeniach KKP, a także by wykazywał szczególne zainteresowanie planami i prognozami, o których rozmawiano w kuluarach obrad lub mieszkaniach prywatnych.

Agent miał swoimi działaniami doprowadzić do tego, by Jacek Kuroń zaprosił go do udziału w „dyskusjach kameralnych”, ale zarazem uważać, by nie stać się „jednym z narzędzi w rękach Kuronia, bądź osób z nim ściśle związanych”. Jednak w momentach przełomowych, miał podczas głosowań na forum KKP „opowiadać się za linią rozsądku i umiarkowania”.

Oczywiście TW „Grażyna” te zadania gorliwie realizował. I tak np. 4 maja donosił, że na posiedzeniu KKP, które odbyło się 23 kwietnia, zbliżył się – jak to określił – do Lisa, a podczas spaceru w warszawskich Łazienkach nawiązał kontakt z Lechem Wałęsą. Z kolei w czerwcu 1981 r. szczegółowo relacjonował swoje spotkanie z Adamem Michnikiem i jego przyjaciółmi ze środowiska korowskiego, przedstawił ich poglądy na temat aktualnej sytuacji w kraju oraz działalności związku.
Fot. IPN (materiały operacyjne SB)
Sporo uwagi poświęcił też Mieczysławowi Wachowskiemu, zwłaszcza jego nieformalnej pozycji w związku, daleko wykraczającej poza funkcję kierowcy przewodniczącego Solidarności, co budziło zastrzeżenia ze strony niektórych działaczy, np. Zbigniewa Bujaka.

Te inne informacje uzyskiwane od Eligiusza Naszkowskiego w MSW uznawano za cenne, gdyż, mimo że dotyczyły najczęściej spraw ogólnie znanych, to często miały „charakter wyprzedzający” i pozwalały na podejmowanie „określonych działań operacyjno-technicznych”. I tak np. w czasie I KZD bardzo precyzyjnie przewidział wynik wyborów na przewodniczącego związku.

Jego największym sukcesem, jako tajnego współpracownika było niewątpliwie nagranie fragmentów posiedzenia Prezydium Komisji Krajowej i przewodniczących Zarządów Regionów w Radomiu w dniu 3 grudnia 1981 r. Kilka dni później, po starannym przygotowaniu, Polskie Radio wyemitowało najbardziej radykalne fragmenty wypowiedzi, co było dużym propagandowym sukcesem władz, a także posłużyło, jako jeden z najważniejszych pretekstów do wprowadzenia stanu wojennego.

Nic, zatem dziwnego, że Naszkowski został hojnie nagrodzony – otrzymał za przekazane nagranie 50 tys. złotych, przy przeciętnej płacy miesięcznej w wysokości niespełna 7,7 tys. złotych. Opłacono mu również mandat (500 złotych) za kolizję samochodową, którą spowodował podczas powrotu z Radomia i to, mimo że nie miała ona żadnego związku z zadaniami wykonywanymi dla SB…

Zagotował wodę

Niewykluczone zresztą, że należał w tym czasie do najlepiej wynagradzanych tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa w kraju. Do zakończenia swojej agenturalnej współpracy w połowie 1982 r. otrzymał łącznie blisko 136 000 złotych, dla porównania będący wówczas szczytem marzeń wielu Polaków Fiat 126p (tzw. „maluch”), kosztował oficjalnie 130 tys. złotych.

Bezpieka nie ograniczała się zresztą do wynagradzania go jedynie w formie pieniężnej. Przed świętami Bożego Narodzenia otrzymał artykuły żywnościowe – butelkę szampana, dwie butelki wódki, dwie tabliczki czekolady, 200 gram kawy oraz mięso, wędliny, ryby. Dzisiaj może to śmieszyć, ale wówczas było to cenne wsparcie towarami niedostępnymi czy też trudno dostępnymi dla zwykłego Polaka.

To nie powinno jednak dziwić, gdyż Eligiusz Naszkowski we współpracę z SB był zaangażowanym całym sercem, nie bacząc na ewentualne niewygody i niebezpieczeństwa. Tak było np. w przypadku nagrania ostatniego posiedzenia Komisji Krajowej Solidarności w dniach 11–12 grudnia 1981 r. w Gdańsku. Wytrzymał wówczas dwa dni w zbyt ciasnych butach z nadajnikiem, wierząc że dzięki niemu Służba Bezpieczeństwa kontroluje na bieżąco obrady związku.
Styczeń 1981. Spotkanie Lecha Wałęsy z uczestnikami strajku okupacyjnego w Rzeszowie. Za Wałęsą z magnetofonem Mieczysław Wachowski. meg PAP/Wojciech Kryński
Swoistą ciekawostką jest to, że kiedy zgłosił się około pierwszej w nocy do naczelnika Wydziału III Departamentu III „A” MSW Władysława Kucy (odpowiedzialnego za rozpracowanie władz krajowych Solidarności) z propozycją natychmiastowego wyjścia na dworzec PKP w celu udzielenia pomocy w złapaniu Zbigniewa Bujaka, ten – według własnej relacji – „nie wyraził zgody na propozycję «Grażyny», lecz zagotował wodę i zmusił go do długotrwałego moczenia stóp”. Notabene – według Kucy – Naszkowski miał cieszyć się jak dziecko z powodu wprowadzenia stanu wojennego.

Po 13 grudnia Eligiusz Naszkowski kontynuował współpracę z SB, ale już nie był tak aktywny jak wcześniej. Donosił na swoich kolegów z Piły, internowanych wraz z nim, informował o swych rozmowach przeprowadzonych z żonami związkowców pozbawionych wolności oraz z innymi osobami, które były z nimi związane, a także o postawach kolegów pozostających na wolności, a nawet o przypadkowych spotkaniach z członkami związku, do których doszło na ulicy.

Oprócz klasycznych donosów przygotowywał też dla Służby Bezpieczeństwa inne, cenniejsze opracowania, np. szczegółową charakterystykę Lecha Wałęsy, która do dziś pozostaje najobszerniejszą i najlepszą analizą osobowości przewodniczącego NSZZ „Solidarność” i to nie tylko w dokumentacji bezpieki, ale w ogóle w materiałach władz PRL. Pisał w niej m.in.: „Osobowość Wałęsy jest złożona w tym sensie, że często trudno jest doszukać się w niej spójności, cechy charakteru wykluczają się, zachowania zaś jego przeczą sobie nawzajem. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego jest on kontrowersyjny? W głównej mierze dlatego, że Wałęsa nie tyle jest określoną osobowością, co chciałby nią być i to różną na różne okazje: inną dla skandujących jego imię stadionów, inną dla milionów czytelników gazet zamieszczających z nim wywiady”…

Przyjęty w szeregi

Tajny współpracownik „Grażyna” brał też udział w działaniach mających na celu budowę kontrolowanej przez SB Solidarności, m.in. opracowywał stosowne założenia dotyczące jej przyszłej działalności związkowej. Jednak SB – ze względów operacyjnych – nie przewidywała, że znajdzie się w jej kierownictwie. Jak bowiem stwierdzono: „Z chwilą reaktywowania związków kandydatura TW jak wynika z rozpoznania, ze względów na podejrzenia o współpracę z nami nie będzie akceptowana”.

Bo też – co warto przypomnieć – Naszkowski inwigilował kolegów z Solidarności, mimo, że ci byli informowani o podejrzeniach wobec niego. I tak np. Wałęsa miał stwierdzić, że lepiej mieć we władzach związku agenta, o którym się wie, niż takiego, o którym nie wiadomo.
Fot. IPN (materiały operacyjne SB)
Nie on jeden zresztą nic nie zrobił. Ostrzeżenia w stosunku do tajnego współpracownika „Grażyny” zlekceważyli również Władysław Frasyniuk, którego przed działaczem z Piły ostrzegali zresztą działacze tamtejszego Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO czy Zbigniew Bujak i Andrzej Gwiazda informowani o poważnych podejrzeniach przez Lecha Dymarskiego, a ten drugi również przez dziennikarkę Janinę Jankowską.

Dymarski poinformował również doradcę KKP Andrzeja Wielowiejskiego. Nie inaczej rzecz wyglądała na szczeblu regionalnym – wystarczy wspomnieć, że jesienią 1981 r. specjalnie powołana przez Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” w Pile komisja odrzuciła – z braku dowodów – formułowany wobec niego i innych członków ZR zarzut dotyczący przekazywania taśm z posiedzeń pilskiej Solidarności Służbie Bezpieczeństwa.

Nieufność wobec Eligiusza Naszkowskiego pogłębiła dodatkowa emisja taśm radomskich – był jedną z kilku osób, które je oficjalnie nagrywały, jego szybkie zwolnienie z internowania (w dniach 16-23 grudnia 1981 r. osadzono go we Wronkach), a także udział po uwolnieniu w rozmowach z ministrem ds. związków zawodowych Stanisławem Cioskiem, który sondował czołowych działaczy Solidarności w sprawie ich udziału w „odbudowie” NSZZ „Solidarność” po 13 grudnia.

Nic zatem dziwnego, że – jak oceniali w połowie stycznia 1982 r. funkcjonariusze pilskiej SB – możliwości operacyjne TW „Grażyna” były wówczas „bodaj żadne”. I w tej sytuacji proponowali wykorzystanie go na innym odcinku i terenie lub też jego ukadrowienie, czyli przyjęcie w szeregi funkcjonariuszy resortu spraw wewnętrznych.

Do czego ostatecznie zresztą w połowie 1982 r. doszło – Naszkowski został funkcjonariuszem Biura Studiów MSW. Przydzielono go do Wydziału III, którego zadaniem było prowadzenie gier operacyjnych w celu neutralizacji i likwidacji kierowniczych ogniw Solidarności. Był uznawany za specjalistę od działań przeciwko Lechowi Wałęsie. Brał udział w większości akcji swej jednostki skierowanych przeciwko przewodniczącemu związku, m.in. tej polegającej na „przedłużaniu” jego współpracy z SB na okres działalności w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża i przywództwa w Solidarności.

Nie chciał do Mongolii

Wśród papierów odnalezionych po jego ucieczce z kraju odnaleziono m.in. hasła, rysunki i opracowania mające dyskredytować Wałęsę w rodzaju: „Rozmawiał jak Polak z Polakiem, a dziś ma milion z hakiem”, „Ukradłeś miliony, musisz być strzeżony”, „Leszku, żony pilnować trzeba. Bo [ks. Henryk] Jankowski nie pójdzie do nieba” czy „Leszka gadanie jest dobre na sranie”.

Podczas drugiej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski bezskutecznie próbował wyławiać z tłumu ukrywających się działaczy Solidarności, na czele z Bujakiem. Brał też udział w redagowaniu wydawanego w latach 1982–1983 przez… Departament PESEL MSW „podziemnego” czasopisma „Bez Dyktatu”.
Fot. IPN (materiały operacyjne SB)
Praca w Służbie Bezpieczeństwa, o której od dawna marzył, szybko go jednak rozczarowała. I to mimo, że otrzymał „na specjalnych zasadach” pod koniec 1982 r. – co nie było wówczas normą nawet w przypadku SB – mieszkanie (typu M-4 – 62, 5 m2) oraz 700 tys. złotych na jego wykończenie. I mimo, iż należał do ulubieńców Władysława Kucy, który szefował Biuru Studiów.

Wiosną 1983 r. Eligiusz Naszkowski rozpoczął – za plecami swoich przełożonych – starania o przeniesienie do wywiadu i wyjazd zagranicę w celu rozpracowywania działaczy Solidarności we Francji. Nikt go tam jednak nie zamierzał wysyłać.

Owszem przeniesiono go – we wrześniu1984 r. – do Departamentu I MSW, przeszkolono w zakresie pracy wywiadowczej (m.in. w kwestii zachowania się w terenie, operacyjnych sposobów zdobywania informacji), a także poinformowano o zakresie zainteresowań tej jednostki. Tyle tylko, że wzorem swojego idola Andrzeja Czechowicza, który inwigilował Radio Wolna Europa, miał trafić do Ułan Bator w zaprzyjaźnionej Mongolii.

Nigdy tam jednak nie dotarł, zniknął, aby po pewnym czasie pojawić się na Zachodzie. W resorcie spraw wewnętrznych wszczęto śledztwo, „poleciały głowy” (m.in. Kucy). Tym bardziej, że Naszkowski brylował w mediach ujawniając prawdziwe fakty i opowiadając zwykle bzdury o funkcjonowaniu Służby Bezpieczeństwa.

Nie potencjalne straty propagandowe były jednaj najgorsze, a jego zakres wiedzy – zaskakujący duży, jak na człowieka, któremu mieli nie ufać nawet jego koledzy z SB. Przypuszczano np., że mógł rozszyfrować „źródła zabezpieczające L[echa] Wałęsę”, czyli tajnych współpracowników o pseudonimach „Jerzy Zalewski”, „Zenit”, „Weteran”, „Kozłowski”, „Marian” i „Felicjan”. Modlitwa za działacza

Eligiusz Naszkowski nie dal o sobie zapomnieć również po 1989 r. W 1990 r. zadzwonił z Paryża i udzielił telefonicznego wywiadu pilskiemu „Tygodnikowi Nowemu”. Przedstawił się w nim, jako... podwójny agent. Niejako przy okazji zasugerował, że Wałęsa był agentem SB o pseudonimie „Bolek”.

W tym samym roku – znów w rozmowie z „Tygodnikiem Nowym” – rzucił na przewodniczącego Zarządu Regionu Wielkopolska z 1981 r. Zdzisława Rozwalaka podejrzenie o nagranie dla Służby Bezpieczeństwa posiedzenia radomskiego w grudniu 1981 r.

Z kolei w 2006 r., kiedy rozpoznał go jeden z pilskich taksówkarzy, zapytał go czy zna Jacka Ciechanowskiego – działacza pilskiej Solidarności oraz Prawa i Sprawiedliwości w tym mieście. A po pozytywnej odpowiedzi, stwierdził tajemniczo, żeby się za niego modlił.

W 2005 r. po publikacji dotyczącej kulis jednej z operacji SB przeciwko Wałęsie zaproponował z kolei – oczywiście odpłatnie – swoje rewelacje „Rzeczpospolitej”. Nigdy do tego nie doszło, gdyż po obszernym tekście na łamach tej gazety kontakt z nim się urwał.

Gdy milicjanci przesłuchiwali Yoshiho Umedę, krzyczał do nich: „Wy nie jesteście Polakami!”

Jako Japończyk uważał, że wobec władzy trzeba być lojalnym. W PRL zrozumiał, że to nie jest słuszna postawa.

zobacz więcej
Nie znaczy to jednak, ze zamilkł na zawsze. W każdym razie do dziś – mimo wewnętrznego śledztwa MSW, czy wieloletnich badań archiwów byłej Służby Bezpieczeństwa – nadal nie wiadomo czy i dla kogo jeszcze oprócz SB pracował.

Pojawiają się różne sugestie. Od wywiadów państw zachodnich – najczęściej jest tu wskazywany wywiad zachodnioniemiecki, po organy bezpieczeństwa krajów socjalistycznych – obok KGB wymieniana jest też wschodnioniemiecka Stasi. Jedno jest wszakże pewne. Naszkowski zawsze pracował i pozostał wierny sobie samemu…

– Grzegorz Majchrzak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest pracownikiem Biura Badań Historycznych IPN
Zdjęcie główne: I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ "Solidarność". Trzeci z lewej Eligiusz Naszkowski, szef Regionu Pilskiego. Fot. PAP/Janusz Uklejewski
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Bohater tak wyjątkowy, aż niemożliwy. Więc ogłoszono, że sypał
Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.
Historia Najnowsze wydanie
„Pamiątki” po Hitlerze. Kłopot czy biznes?
Aligator Führera zdechł rok temu w moskiewskim zoo mając 84 lata. Wypchano go i umieszczono w Muzeum im. Darwina.
Historia Najnowsze wydanie
KGB na tropie Jana Pawła II
Sowieckie służby szybko zrozumiały, jakie zagrożenie dla systemu komunistycznego może stanowić pontyfikat papieża Polaka.
Historia Najnowsze wydanie
Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować
Gen. Rozwadowski rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”
Historia Najnowsze wydanie
Idę po swoją kulę w brzuch
Słychać było pojedyncze wystrzały z AKS-74: to nasi dobijali rannych duszmanów. Duszmani też nie brali komandosów do niewoli.