Cywilizacja

Putin odwołał gubernatora. Mieszkańcy wystąpili w jego obronie. Czemu policja nie reaguje?

W położonym tuż przy chińskiej granicy Chabarowsku od kilkunastu dni odbywają się manifestacje. W niczym nie przypominają one typowych mityngów liberalnej opozycji w Moskwie, zwykle dość niewielkich, ale za to głośnych i brutalnie rozganianych pałami przez policję.

Na zdjęciach z Chabarowska widać kolorowe grupy zwykłych ludzi w różnym wieku ciągnące się w nieskończoność zaniedbanymi, wąskimi uliczkami miasta. Niektórzy mają na twarzach maseczki, inni trzymają w ręku wypisane flamastrem na kartonie hasła. Nikt z nich nie krzyczy, nikt nie walczy – ludzie są opanowani i ze stoicką determinacją maszerują przed siebie. To zupełnie inna Rosja, prowincjonalna, pozbawiona stołecznych wygód i żyjąca na marginesie wielkiej polityki. Nie jest rozdyskutowaną mniejszością domagającą się wolności, lecz pozbawioną podstawowych praw i ledwie wegetującą większością. Która, być może, powoli budzi się z letargu.

Ludzie protestują przeciwko odwołaniu i aresztowaniu gubernatora Siergieja Furgała, który w ciągu dwóch lat swoich rządów w Kraju Chabarowskim zaskarbił ich sympatię, zabierając – niczym Janosik – pieniądze lokalnym elitom i przekazując je na cele publiczne. Z zaoszczędzonych w ten sposób środków wypłacał ludziom zaległe renty, pensje, emerytury oraz inwestował w szkolnictwo, sierocińce i znajdującą się w ruinie służbę zdrowia. Chcą, aby powrócił i znów nimi rządził. Wolą go od Putina, który reprezentuje w ich oczach zachłanną, ostentacyjnie bogatą i pogardzającą całym krajem elitę.

Daleko od Moskwy

Maszerującym tłumom przyglądają się leniwie policjanci w radiowozach. Oni również są wstrzemięźliwi, nie robią nawet na nich wrażenia podtykane im przed nos portrety z przekreślonym Putinem i podpisem „złodziej”. Nie reagują, bo zakazano im interwencji, pomimo że trwające od wielu dni manifestacje są nielegalne.
Demonstracja w Chabarowsku w obronie Siergieja Furgała. Fot. Dmitry Morgulis\TASS via Getty Images
Władimir Putin na razie nie ryzykuje eskalacji. Oficjalna retoryka Kremla jest taka, że ludziom wolno wyrażać swoje zdanie. Zwłaszcza, że protestują zwykli obywatele, a nie żadna tam opozycja. Pałowanie mogłoby wywołać efekt domina i podobne protesty mogłyby wybuchnąć w innych regionach. Niezadowolenie z rządów Putina jest przecież na rosyjskiej prowincji coraz większe, zwłaszcza teraz, gdy wskutek przedłużającej się pandemii mocno pogorszyły się warunki życia, a władze w Moskwie pozostawiły wielu ludzi na łasce losu.

Jednak Putin może też uważać – zapewne nie bez racji – że dopóki protestujący ludzie nie mają ambicji politycznych ani żadnego programu i chcą jedynie sprawiedliwości, to należy po prostu poczekać, aż się w końcu sami uspokoją. Być może jednak przecenia ich cierpliwość. Zgodnie z wydanym 21 lipca dekretem, prezydent daje władzom aż 10 lat na doprowadzenie do „znaczącej poprawy” poziomu życia w Rosji. Putin twierdzi też, że za problemy prowincji odpowiadają gubernatorzy, którzy nie potrafią sobie poradzić z trudnościami.

Tyle, że Siergiej Furgał, którego Putin odwołał ze stanowiska „w związku z utratą zaufania” i kazał aresztować, akurat radził sobie całkiem nieźle. Do tego stopnia nieźle, że jego odsunięcie doprowadziło do bezprecedensowych – jak na dzisiejszą Rosję – protestów, w których, według niektórych wyliczeń, mogło brać udział nawet ponad 50 tys. osób. Przeciw aresztowaniu gubernatora protestowali także, co jest już zupełnie niespotykane, niektórzy przedstawiciele lokalnej administracji.

Ludzie twierdzą, że władza w Moskwie jest zbyt oddalona od ich problemów. Moskwa szykuje wielkie i drogie projekty infrastrukturalne: budowę mostu na Sachalin, przez który i tak nie ma czego i dokąd wozić, nowe odnogi kolei BAM i tak nie wykorzystującej dziś swojej przepustowości z powodu braku towarów, a jednocześnie brakuje jej pieniędzy na zapewnienie podstawowych potrzeb: wypłatę godziwych pensji i emerytur, opiekę zdrowotną czy edukację. Po co więc ta megalomania? Aby przy okazji tych wielkich budów mogli się nakraść oligarchowie zaprzyjaźnieni z Kremlem – taka jest zgodna opinia wielu Rosjan. Nikt inny, ich zdaniem, na tym nie skorzysta.

Prowincja czuje się – całkiem zasadnie – eksploatowana i ignorowana przez centrum. Nic dziwnego, że ludzie stąd uciekają. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza depopulacja rosyjskiego Dalekiego Wschodu osiągnęła ogromne rozmiary. Przykładowo ludność Czukotki zmniejszyła się w tym czasie dwukrotnie.

Pięć kul w głowę, 135 ciosów nożem. Nikt nie ucieknie przed zemstą

Nie używają wymyślnych trucizn. Mordują w biały dzień, najczęściej strzałem z bliska. Biorą na siebie akcje, których Kreml chce uniknąć.

zobacz więcej
Niektórzy twierdzą, że rewolucje wybuchają nie wtedy, gdy ludziom żyje się bardzo biednie, lecz wówczas gdy zaczynają aspirować do wyższych standardów. Mieszkańcy Rosji zmienili się w ciągu ostatnich lat. Ci mieszkający na Dalekim Wschodzie z zazdrością i frustracją spoglądają na sąsiednie Chiny, jeszcze kilkadziesiąt lat temu znacznie uboższe, a dziś kłujące wyższym poziomem życia. Nie rozumieją, dlaczego u nich nie może być podobnie. W odróżnieniu od moskiewskich liberałów nie myślą za bardzo o politycznych swobodach, a bardziej o zasobnym życiu. Choć wydarzenia z Chabarowska powinny być dla nich sygnałem, że obie sprawy dość ściśle się ze sobą łączą.

To nie są zwykłe wybory

50-letni Siergiej Furgał jest z wykształcenia lekarzem. Jak można wyczytać w jego biografii, po studiach medycznych w Błagowieszczeńsku w pierwszej połowie lat 90 podjął pracę terapeuty neurologa. W pogrążonej wtedy w głębokim kryzysie Rosji praca lekarza – zwłaszcza w prowincjonalnym szpitalu – oznaczała zwykle przymieranie głodem, więc Furgał, tak jak wielu mu podobnych w tym czasie, szukał dodatkowych źródeł dochodu, handlując towarami sprowadzanymi z pobliskich Chin.

Potem przerzucił się na handel drewnem (w Syberii drewna jest pod dostatkiem) oraz metalowym złomem (też go było pod dostatkiem, Chabarowsk to głębokie zaplecze przemysłowe Rosji, w latach 90. tutejsze fabryki padały jedna po drugiej, stając się niezłym źródłem dochodów dla handlarzy złomem). Dzięki temu stanął finansowo na nogi i po 2000 roku otworzył regularny biznes – spółkę handlującą złomem „Mif-Chabarowsk”.

Jednocześnie zaangażował się w politykę. Jego poglądy trudno byłoby chyba jednak uznać za strawne dla polskiego czytelnika, przystąpił bowiem do Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimira Żyrinowskiego, która – będąc lojalna politycznie wobec Kremla – gromadziła zwykle osoby o poglądach nacjonalistycznych, stając się tym samym wentylem bezpieczeństwa dla obozu władzy.

Furgał mocno zasłużył się partii Żyrinowskiego, hojnie ją finansując i budując jej struktury lokalne. W nagrodę stale awansował. W 2005 roku dostał się z ramienia LDPR do lokalnego parlamentu chabarowskiego, a dwa lata później partia wystawiła go – z sukcesem – w wyborach do Dumy Państwowej, w której zasiadał aż do września 2018 roku, gdy wrócił na scenę lokalną i wygrał wybory gubernatora Kraju Chabarowskiego. W dwóch turach pokonał wtedy poprzedniego gubernatora Wiaczesława Szporta reprezentującego kremlowską Jedną Rosję, co było sporą sensacją w Rosji. To było drugie podejście Furgała do urzędu, pięć lat wcześniej nie zdołał on zdobyć wystarczającej liczby głosów.
Władimir Żyrynowski w czasie posiedzenia Dumy Państwowej 22 lipca 2020. Fot. Russian State Duma Photo Service\TASS via Getty Images
Przy czym, mówiąc o wyborach gubernatorów w Rosji trzeba mieć na uwadze ich specyfikę. Nie są to po prostu zwykłe wybory, w których stają w szranki różni kandydaci. Wybory obwarowane są licznymi mechanizmami zabezpieczającymi władzę centralną przed utratą kontroli nad regionami. Najważniejszym z nich jest tzw. filtr municypalny. Oznacza on konieczność zebrania przez kandydata podpisów z poparciem od 5 do 10 proc. radnych z 3/4 wszystkich samorządów na swoim terenie. Ze względu na zdominowanie samorządu przez prezydencką Jedną Rosję filtr municypalny stanowi bardzo trudną barierę̨ do pokonania dla kandydatów spoza układu władzy.

Prezydent Rosji może też przed wyborami przeprowadzić konsultacje z partiami politycznymi zgłaszającymi kandydatów lub z samymi kandydatami, aby – jak można się domyślać – wyrazić swoją opinię na ich temat, przy czym taka opinia może mieć decydujące znaczenie dla szans wyborczych kandydata. Jeszcze innym czynnikiem zabezpieczającym jest prawo odwołania gubernatora przez prezydenta lub ministrów rządu federalnego, z czego zresztą Putin teraz skorzystał, zdejmując Furgała ze stanowiska.

Ponadto prezydent kontroluje regiony przy pomocy swoich pełnomocników w tzw. okręgach federalnych, na które podzielona jest Rosja i nominuje regionalnych prokuratorów, co pozwala mu utrzymać w ryzach zbyt niesforne władze lokalne, często mające za uszami korupcję i wiele innych przekrętów.

Wreszcie przeciwko niechcianym kandydatom szeroko stosuje się tzw. resurs administracyjny, czyli wywieranie presji przez władze przy pomocy niekorzystnych decyzji administracyjnych lub przecieków poufnych informacji, mających skompromitować lub zniechęcić „niewłaściwego” pretendenta do ubiegania się o urząd.

Wbrew oczekiwaniom Kremla

Nie da się ukryć, że do zwycięstwa Furgała w 2018 roku doszło wbrew oczekiwaniom Kremla. W tym czasie na dalekiej Syberii, mocno dotkniętej putinowską reformą wydłużającą wiek emerytalny, zaogniły się nastroje. Z braku rzeczywistej opozycji w Rosji, ludzie szukali alternatywy wśród kandydatów opozycji koncesjonowanej, za jaką uważa się imitujące pluralizm trzy partie obecne w Dumie: LDPR Żyrinowskiego, komunistów z KPFR i Sprawiedliwą Rosję.

Szczególnie te dwa pierwsze ugrupowania zdołały na Syberii nieco namieszać szyków rządzącej Jednej Rosji. W Kraju Nadmorskim trzeba było ostentacyjnie unieważnić wybory gubernatora, ponieważ wygrał je nieakceptowany przez Kreml Andriej Iszczenko kandydujący z ramienia komunistów (KPFR). W sąsiednim Kraju Chabarowskim zdecydowano się ostatecznie przełknąć wygraną Furgała, ale – jak widać – nie na długo.

Na tle takiej opozycji Putin może błyszczeć

Narodowi bolszewicy pozostają „wielkomocarstwowymi patriotami”. Poparli też decyzje Kremla dotyczące Ukrainy w roku 2014.

zobacz więcej
Tuż po objęciu urzędu rozpoczęła się początkowo ukryta, a potem coraz bardziej jawna przepychanka pomiędzy nowym gubernatorem a urzędnikami pochodzącymi z poprzedniego rozdania. Furgał ich wycinał, obniżał im pensje, a oni intrygowali przeciwko niemu na miejscu i w Moskwie.

Batem finansowym na gubernatora stały się kwestie finansowe. Ważnym elementem kontroli Moskwy nad regionami jest redystrybucja dochodów budżetowych. Podatki o największej ściągalności, takie jak VAT, PIT, CIT oraz opłaty skarbowe trafiają wprost do budżetu federalnego, podczas gdy w gestii regionów pozostają te znacznie mniej „dochodowe” jak np. podatek transportowy oraz podatek od nieruchomości. W rezultacie w regionach pozostaje niewiele ponad 30 proc. dochodów z podatków, co zmusza gubernatorów do zabiegania o względy władz federalnych, od których zależy wysokość́ transferów pieniężnych dla regionów.

Bardziej lojalne z nich, np. te, które były w stanie zapewnić́ wysokie wyniki wyborcze obozu władzy, mogą liczyć́ na znacznie hojniejszą pomoc. Dzięki subwencjom i dotacjom władze centralne „kupują” również̇ spokój w regionach niestabilnych, często o silnych tendencjach separatystycznych, np. na Północnym Kaukazie.

Kraj Chabarowski nie zalicza się do żadnej z tych „uprzywilejowanych” kategorii. Nie zamieszkuje go żadna silna mniejszość etniczna, którą trzeba byłoby uspokoić strumieniem pieniędzy, a notowania Kremla są tu dość niskie. W niedawnym głosowaniu nad poprawkami do konstytucji umożliwiającymi wydłużenie rządów Putina, region zanotował jeden z najgorszych rezultatów (zwłaszcza, że w odróżnieniu od większości kraju dość uczciwie policzono tu głosy), a dodatkowo Putin – według nieoficjalnych informacji – uzyskuje tu najniższe wyniki popularności w skali całej Rosji. Nic więc dziwnego, że region nie może liczyć na żadną taryfę ulgową. Wręcz przeciwnie.

W 2019 roku dług Kraju Chabarowskiego wobec budżetu federalnego sięgnął aż 64 proc. rocznych dochodów regionu (około 50 mld rubli). Sporą część regionalnych wydatków stanowiły ogłaszane przez Putina podwyżki pensji i emerytur, które wypłacano z lokalnych budżetów, ale nigdy ich nie rekompensowano. Jeśli więc władzom lokalnym brakowało pieniędzy na podwyżki, to Moskwa zrzucała odpowiedzialność na gubernatorów. Oczywiście można było się dalej zadłużać, ale groziło to przejęciem bezpośredniej kontroli finansowej nad regionem przez Moskwę, co – w przypadku Kraju Chabarowskiego – uczyniłoby władzę Furgała jedynie nominalną.
Spotkanie prezydenta Władimira Putina z nowowybranymi gubernatorami, wśród nich (drugi z lewej u góry) Siergiej Furgał. Fot. Vyacheslav Prokofyev\TASS via Getty Images
Furgał zaczął więc na gwałt szukać oszczędności. Jako pierwsza poszła pod nóż administracja lokalna, urzędnikom pościnano pensje o połowę, a sam Furgał obniżył sobie zarobki z niemal półtora miliona rubli, które zarabiał jego poprzednik, do zaledwie 400 tysięcy. Zlikwidowano wiele stanowisk (m.in. wicegubernatora), które – jak stwierdził Furgał – jedynie dublowały się z innymi i stanowiły niepotrzebny koszt. Według jego wyliczeń przyniosło to roczne oszczędności w wysokości 1,2 miliarda rubli. Gubernator pozbawił też urzędników przywilejów, takich np. jak darmowe loty klasą biznes. Sprzedany został również należący do lokalnego rządu jacht, którego roczne utrzymanie kosztowało budżet 600 tys. rubli.

Część odzyskanych pieniędzy poszło na wypłaty dla pracowników budżetowych, pensje i emerytury. Rozpoczęto budowę nowego szpitala oraz zakupiono lekarstwa i wyposażenie medyczne dla innych placówek – Furgał doskonale pamiętał warunki, w których rozpoczynał swoją karierę jako lekarz. Niewiele się od tamtej pory zmieniło.

W polityce gubernatora zdominowanej przez kwestie budżetowe i socjalne pojawiły się również inne akcenty. W listopadzie 2019 roku z jego inicjatywy wprowadzono bezpośrednie wybory przewodniczących powiatów, co było już zmianą o charakterze ustrojowym, poszerzającą – przynajmniej formalnie i na szczeblu lokalnym – demokratyczną kontrolę nad władzą.

W odpowiedzi mieszkańcy twardo stali po stronie gubernatora, bo ten – w przeciwieństwie do poprzednika – otworzył się na ich codzienne problemy, nawet jeśli robił to z politycznych pobudek. Furgał wydawał się służyć ludziom i tym samym wystąpił przeciwko dominującej w Rosji kulturze politycznej, w której władza zawsze panuje nad obywatelami.

Aresztowany i przewieziony do więzienia

Nic dziwnego, że notowania Furgała błyskawicznie wystrzeliły w górę, przebijając rankingi Putina, który tracił proporcjonalnie do wzrostu popularności gubernatora. Taka sytuacja nie mogła długo trwać. I nie chodziło tylko o to, że Putin jest bardzo zazdrosny o swoje notowania, ale również o to, że charyzmatyczny lokalny lider mógł – nawet nie tyle stać się rywalem prezydenta – co dać przykład innym. Brak reakcji na poczynania Furgała mógłby więc zostać uznany za słabość Kremla. A to byłoby już niebezpieczne dla Moskwy.

Początkowo próbowano osłabić polityczną pozycję gubernatora. Regionalna Duma ograniczyła jego kompetencje, a przed zaplanowanymi na wrzesień 2019 roku wyborami, zmieniono ordynację i zwiększono – na wzór wyborów ogólnokrajowych – liczbę okręgów jednomandatowych, aby zwiększyć szanse Jednej Rosji. Te rachuby spełzły jednak na niczym, ponieważ i tak dużą przewagą głosów wygrała LDPR, którą reprezentował Furgał.

Nawalny to żaden liberał. Gdyby doszedł do władzy, prowadziłby politykę imperialną

Polak, który powiedziałby to co on, byłby uznany za „ruskiego agenta”.

zobacz więcej
W tej sytuacji sięgnięto po resurs administracyjny i upubliczniono rzekomą rozmowę Furgała z pełnomocnikiem prezydenta w Dalekowschodnim Okręgu Federalnym Jurijem Trutniewem. Furgał miał jakoby skarżyć się w tej rozmowie Trutniewowi, że „wrogie siły” podburzają miejscową ludność, aby skłócić go z prezydentem. Do tej pory nie jest jasne, czy rozmowa była autentyczna, jednak jej publikacja w internecie nie zmniejszyła wiarygodności gubernatora.

Moskwa zdecydowała się więc na frontalny atak. W tym celu wygrzebano niejasną i bardzo mroczną historię zabójstw na tle biznesowym, w które 15 lat temu miał być zamieszany Furgał. Osobą, która – wedle doniesień mediów – miała „wsypać” Furgała była aresztowany w listopadzie 2019 roku Nikołaj Mistriukow, eks-deputowany chabarowskiej Dumy i dawny partner biznesowy Furgała.

Wydarzenia, których dotyczyło śledztwo przeciw Furgałowi, rozegrały się w latach 2004 i 2005, w czasie, gdy Furgał prowadził spółkę „Mif-Chabarowsk”. Furgał miał wtedy wejść w spór z niejakim Jewgienijem Zorją, rosyjskim biznesmenem mieszkającym w Kanadzie, który podobnie jak Furgał również handlował złomem. Obaj panowie rywalizowali o upadłą fabrykę, którą sąd arbitrażowy ostatecznie przyznał Zorii. Zorja nie nacieszył się jednak długo wygraną w sądzie, bo wkrótce – w październiku 2004 roku – został zastrzelony przez nieznanego sprawcę, gdy wysiadał z samochodu pod domem w Chabarowsku.

Przed sprawą w sądzie arbitrażowym Zorja miał jakoby dostać ofertę zabicia Furgała od szefa lokalnego gangu zabójców (a oficjalnie prezesa klubu sportowego) Michaiła Timofiejewa, ale ją odrzucił. Wtedy Timofiejew złożył taką samą propozycję Furgałowi, tyle że tym razem ofiarą miał być Zorja. Śledczy twierdzą, że Furgał przyjął tę ofertę i dał gangsterom zlecenie na Zorję. Dodatkową poszlaką ma być fakt, że wkrótce po zabójstwie Zorii, banda Timofiejewa zaczęła ochraniać firmę należącą do Furgała. Timofiejew został aresztowany w 2011 roku i skazany na osiem lat więzienia za wymuszenia, jednak bez związku z Furgałem.

Z kolei w 2005 roku został zastrzelony Oleg Bułatow, drugi – obok wspomnianego Mistriukowa – partner biznesowy Furgała, który również miał wejść w konflikt z przyszłym gubernatorem. Dodatkowo Furgał ma być zamieszany w w zaginięcie szefa konkurencyjnej spółki handlującej złomem oraz w dwa inne morderstwa, w jednym z nich również chodzi o rozliczenia finansowe.
Prezydent Władimir Putin 14 lipca 2020. Fot. Alexei Nikolsky\TASS via Getty Images
Po przedstawieniu tych zarzutów Furgał został aresztowany 9 lipca, gdy wychodził z domu do urzędu, a następnie przewieziony samolotem do więzienia w Moskwie. Choć zabójstwa – o ile rzeczywiście był w nie zamieszany – przedawniły się na początku tego roku, to i tak może zostać skazany. Zgodnie z rosyjskim kodeksem karnym w sytuacji, gdy za przestępstwo grozi kara dożywocia (a tak jest w przypadku oskarżenia o zabójstwo dwóch lub więcej osób), to umorzenie sprawy z powodu upływu terminu przedawnienia zależy od uznania sądu. Sąd może więc skazać Furgała, choć w takim przypadku nie grozi mu już dożywocie.

Sygnał dla opozycji i gubernatorów

Trudno ocenić, na ile zarzuty postawione Furgałowi mogą być prawdziwe. Porachunki w stylu mafijnym oraz lewe interesy były i są w Rosji – zwłaszcza na prowincji – na porządku dziennym. Dziwne jest jednak, że Furgał, który przez tyle lat zasiadał jako deputowany w Dumie Państwowej, nie został odpowiednio prześwietlony przez służby. Albo może został, tyle że – jak to również w Rosji bywa – postanowiono poczekać z „kompromatem” aż pojawi się taka potrzeba.

Ważne jest jednak, że w zarzuty postawione Furgałowi nie uwierzyli mieszkańcy Chabarowska, którzy już dwa dni po jego aresztowaniu rozpoczęli trwającą do tej pory masową akcję protestacyjną. Uważają oni, że sprawę sfingowano, aby pozbyć się popularnego polityka. Początkowo protestował również Władimir Żyrinowski, ale szybko potulnie skulił głowę, zwłaszcza że Putin mianował pełniącym obowiązki gubernatora Michaiła Diegtariewa, nazywanego ironicznie w rosyjskim internecie „pierwszym boyfriendem Żyrinowskiego” (w nawiązaniu do domniemanych skłonności homoseksualnych lidera LDPR lubiącego robić sobie zdjęcia w basenie z młodzieńcami). Urząd gubernatorski ma więc formalnie pozostać w rękach LDPR, przynajmniej do kolejnych wyborów zaplanowanych w przyszłym roku.

Diegtariew, „spadochroniarz” nie mający żadnych związków z regionem, przyjechał na początku tygodnia do Chabarowska, ale bał się spotkania z mieszkańcami, którzy kazali mu się wynosić, skąd przybył. Stwierdził tylko, że na razie musi zająć się „najbardziej pilnymi” zadaniami. To jeszcze bardziej poirytowało ludzi. Niektórzy 22 lipca zaczęli domagać się odejścia Putina i skandować „Precz z carem”, co wzbudziło nerwowość wśród spokojnej dotąd policji.

Po mianowaniu Diegtariewa Żyrinowski napisał na Twitterze, że „wszystko dobre, co wprowadził Furgał, powinno zostać zachowane.” Dodał też, że „LDPR nie rezygnuje z Siergieja Furgała i będzie nadal zabiegać o oddalenie postawionych mu zarzutów”. Po czym zamilkł.

Czy represje wystarczą, aby zatrzymać nadciągającą falę? Sfrustrowani Rosjanie mają głos

To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.

zobacz więcej
Żyrinowski dobrze wie, gdzie sięgają granice jego samodzielności. Aresztowanie Furgała jest sygnałem ostrzegawczym dla koncesjonowanej opozycji, żeby zanadto nie szarżowała. Jest też sygnałem dla gubernatorów, aby znali swoje miejsce w szeregu.

Niedawno Putin poszerzył ich kompetencje w związku z pandemią koronawirusa. Nie chodziło oczywiście o żadną decentralizację, ta dla władzy w Moskwie jest ogromnym zagrożeniem, po prostu Kreml chciał się podzielić odpowiedzialnością z regionami za negatywne: ekonomiczne i zdrowotne skutki pandemii. Teraz, aresztowaniem Furgała, przypomina im jakie są reguły gry. W przyszłym roku w Rosji odbędą się ogólnokrajowe wybory i Kreml nie chce żadnych niespodzianek.

– Konrad Kołodziejski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest doktorem nauk społecznych i publicystą.
Zdjęcie główne: Zatrzymanie gubernatora Siergieja Furgała 9 lipca 20202. Fot. Russian Investigative Committee\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Od milionera do zera. Czyli: czego nie życzymy Idze Świątek
Polska tenisistka na kortach zarobiła już grubo ponad 10 mln złotych. Ale musi pamiętać, że większość gwiazd sportu bankrutuje krótko po zakończeniu kariery.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kim są panie, które każą „wypier…”? Mapa polskiego feminizmu
Przyszłość polityki czy gwiazdy jednego sezonu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wojna siedemdziesięciolatków. Czy o wyniku zdecydują „wstydliwi”?
Już wiadomo, kto przez najbliższe 4 lata będzie lokatorem Białego Domu: biały mężczyzna o w podeszłym wieku o jasnych włosach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nowe zaburzenie w czasach pandemii: lęk przed odcięciem od lajków
Czy można zachować psychiczną równowagę, gdy zarówno nauka, czas wolny, jak i kontakty z rówieśnikami są on line?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zrozumiały strach lekarzy. I jego możliwe tragiczne skutki
Dlaczego medycy „dezerterują” w czasie pandemii?