Cywilizacja

Dlaczego zarażeni Polacy rzadziej umierają w weekendy?

Hurtownie pogrzebowe słysząc o nadciągającym kataklizmie COVID-19 zaopatrzyły się w potężne ilości trumien, by móc sprostać wyzwaniu. Jednak apokalipsa nie nastąpiła, i teraz mają przepełnione magazyny.

„Gardło należy wypłukać wodą z wodą utlenioną. Pół szklanki H2O i 2 łyżki wody utlenionej, a do nosa po trzy krople utlenionej”… „Ja bym z kolei zrobiła płukankę wodą z wodą utlenioną i z paroma kroplami jodu w postaci płynu Lugola” – takich porad udzielają sobie internauci. Celem ma być... oszukanie testu na koronawirusa. Po to, by spokojnie wyjechać na wcześniej wykupione wakacje albo uniknąć kwarantanny. Część Polaków uważa, że żadna choroba ich nie pokona.

Tym bardziej, że od wybuchu epidemii w Polsce śmiertelność wyraźnie… spadła. Według szacunków Polskiej Izby Branży Pogrzebowej są regiony Polski, gdzie liczba pochówków spadła nawet niemal o połowę. O połowę!

Spadek umieralności potwierdzają także oficjalne dane Głównego Urzędu Statystycznego i Ministerstwa Cyfryzacji. W kwietniu 2019 roku było o 3079 więcej zgonów niż w roku bieżącym. W kwietniu 2018 r. zaś aż o 4105 więcej zgonów. Więcej osób umarło też w kwietniu 2017, 2016 i 2015 roku. – Rzeczywiście nasza branża nie ma w chwili obecnej powodów do zadowolenia – przyznaje w rozmowie z Tygodnikiem TVP Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.
Lekarze i pielęgniarki z chorym na koronawirusa w Krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim. Fot. Omar Marques/Getty Images
Analizując statystyki umieralności można zauważyć jeszcze inną tendencję. Okazuje się, że najmniej osób umiera na COVID-19 w weekendy. Takie zjawisko utrzymuje się od samego początku pandemii. I nie może mieć nic wspólnego z faktem, że w wolne dni przeprowadza się mniej testów, bo przecież nie od liczby testów zależy liczba zgonów.

Co jeszcze dziwniejsze, w tym samym czasie znacząco zmalała liczba samobójstw. A przecież psychologowie gremialnie ostrzegali, że społeczne zamknięcie może być naturalną przyczyną do targnięcia się na swoje życie.

Skąd się biorą tak dziwne statystyki? Czemu Polacy przestali umierać? Z jakich powodów ludzie „chętniej” odchodzą z tego świata w dni pracujące? Dlaczego branża funeralna przeżywa kryzys, chociaż od rozpoczęcia lockdownu wszyscy sądzili, że to oni jako jedyni będą wygranymi?

Mniej pacjentów, mniej zgonów

W kwietniu 2019 roku pochowaliśmy 33 613 osób. W tym roku można było się spodziewać, że z powodu pandemii, gdy mamy przynajmniej kilkaset ofiar COVID-19 każdego miesiąca, ogólna liczba zmarłych będzie znacznie wyższa. Tymczasem w kwietniu 2020 roku odnotowano zgon 33 534 Polaków. Czyli nie więcej, ale mniej, niż w latach poprzednich. Dlaczego? Jak to możliwe?

– Przede wszystkim znacznie spadła liczba osób zgłaszających się do szpitali. Po drugie spadła liczba tzw. planowych hospitalizacji – wylicza Bartosz Fiałek z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. – W ujęciu globalnym, mamy do czynienia z mniejszą liczbą pacjentów w placówkach medycznych.

A mniejsza liczba pacjentów, to – według Fiałka – mniejsza szansa na zakażenie szpitalne. Potwierdzają to dane Najwyższej Izby Kontroli, która wyliczyła, że tylko w 2017 r. aż 22 tys. zgonów było spowodowane właśnie tym czynnikiem. – Jestem wierny zasadzie, że w medycynie czasami brak interwencji jest lepszy niż zła interwencja – dodaje Fiałek. – Błędy medyczne się zdarzają. Jesteśmy tylko ludźmi, czasem się mylimy. Czasami operacja sama w sobie, nawet świetnie przeprowadzona, może dawać powikłania.

Prof. Bolesław Samoliński, specjalista w dziedzinie zdrowia publicznego przytacza z kolei ogólnopolskie statystyki chorób. I tak niemal połowa Polaków umiera na choroby układu krążenia, a kolejne 25 proc. z powodu nowotworów. 40 procent z nas ma alergię, na astmę cierpi 12 proc., 4 proc. na cukrzycę. Gdy bierze pod uwagę te dane, wysnuwa teorię o zmianie stylu życia. Uważa więc, że przestaliśmy umierać, bo udaliśmy się na przymusowe urlopy. Przestaliśmy wychodzić na zewnątrz. Zamknęliśmy się w domach. – Mamy więcej spokoju, więcej snu, higieny i mniej stresów – dodaje. To miało, według niego, decydujący wpływ na stan naszego zdrowia.

Palisz – nie złapiesz koronawirusa? Cała prawda o tym, czy papierosy chronią przed zarażeniem

Wysokie stężenie nikotyny we krwi zabezpiecza przed chorobą – uważają niektórzy lekarze.

zobacz więcej
Zastój w branży

Jeszcze dalej w swoich przypuszczeniach idzie prof. Tadeusz Zielonka, pulmonolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Przewodniczący Koalicji Lekarzy i Naukowców na rzecz Zdrowego Powietrza. Twierdzi on, że mniejsza śmiertelność to efekt o wiele czystszego powietrza. Powołuje się na swoje badania, według których duża liczba zakażeń koronawirusem pokrywa się z miejscami o wysokim poziomie zanieczyszczenia. – Istnieje korelacja między liczbą przypadków infekcji wirusowych a stężeniami pyłów zawieszonych. Cząstki zawieszone są nośnikami wirusów, przez co ułatwiają im utrzymywanie się w powietrzu. Po przedostaniu się do organizmu prawdopodobnie łatwiej też mogą wnikać do płuc – tłumaczy.

Zielonka uważa, że mielibyśmy w Polsce rocznie nawet o 50 tys. zgonów mniej, gdybyśmy mieli tak czyste powietrze jak w czasie całkowitego zamknięcia gospodarki. Wyliczył, że jedynie podczas lockdownu w całej UE „uratowanych” zostało 11 tys. istnień.

Czyżak zwraca też uwagę na to, że na drogach jest znacznie mniej pojazdów. – Ruch samochodowy podczas zamknięcia gospodarki praktycznie zamarł – tłumaczy. – To musiało mieć wpływ na zmniejszenie liczby zgonów.

Rzeczywiście, w marcu 2019 r. mieliśmy 214 ofiar śmiertelnych, a kwiecień przyniósł 228. Analogicznie roku bieżącym było to 150 i 132 osoby. Spadki, przynajmniej procentowo, są więc znaczące.

Robert Czyżak dodaje, że jego Izba prowadzi własne, niezależne statystyki pogrzebów. Na podstawie danych podawanych przez członków PIBP. Według nich, największy spadek umieralności miał miejsce na tzw. ścianie wschodniej. Na Lubelszczyźnie, Podlasiu i Podkarpaciu spadki były o 40 proc. względem roku ubiegłego. Dodaje, że tendencja spadkowa nie jest jedynie polskim fenomenem. Podobnie sytuacja ma się w całej Europie.

Czy takie zjawisko ma wpływ na jego biznes? – Problem mogą mieć hurtownie i pośrednicy pogrzebowi – uważa. – Słysząc o nadciągającym kataklizmie zaopatrzyli się w potężne ilości trumien, by móc sprostać wyzwaniu. Okazało się, że żadna apokalipsa nie nastąpiła, a oni mają teraz przepełnione magazyny.

Co ciekawe, w jego branży panuje „sezonowość”. I właśnie okres letni jest tym, w którym liczba zgonów jest w Polsce najniższa. Zastój w interesie funeralnym jest więc teraz podwójny.

Dlaczego jest inaczej?

Ale spadek zgonów to nie jedyna – na pierwszy rzut oka – dziwna sytuacja. Statystyki jasno pokazują, że najmniejsza umieralność na koronawirusa przypada na weekend. To dziwne, bo przecież w tygodniu siłą rzeczy opieka medyczna jest lepsza. W szpitalach i innych placówkach medycznych więcej jest chociażby lekarzy czy pielęgniarek.
Na całym świecie hurtownie słysząc o nadciągającym kataklizmie koronawirusa zaopatrzyły się w potężne ilości trumien. Fot. Robin Utrecht/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
To akurat nie jest skutek epidemii, bo od lat jest taka stała tendencja w polskich szpitalach. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w naszych placówkach zdrowia w soboty i niedziele umiera najmniej chorych.

Czyli odwrotnie niż np. w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Bo według danych Center for Disease Control and Prevention to w soboty w amerykańskich szpitalach dochodzi do największej liczby zgonów.

Dlaczego u nas jest inaczej? Część ekspertów medycznych uważa, że może mieć to związek z wypisywaniem pacjentów w piątki do domów. Zgon następuje wówczas już poza placówką.

Tej teorii zaprzeczają jednak spadki śmiertelności w ostatnich dniach tygodnia dotyczące chorych na COVID-19, których przecież nie wypisuje się na weekend. – Tego zjawiska nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć – stwierdza bezradnie Czyżak. W pandemii mniej samobójstw

– Przewlekła obawa przed zarażeniem prowadzi do pogorszenia nastroju, depresji, chronicznego stresu i innych negatywnych uczuć – przestrzegał jeszcze 2 miesiące temu Adam Bisaga, prof. psychiatrii z Uniwersytetu Columbia. – Dobrze wiadomo, że po takich wydarzeniach więcej jest zaburzeń lękowych, depresji, zespołu stresu pourazowego, agresji, samookaleczania, nadużywania alkoholu i używek, a także myśli i zachowań samobójczych.

I przytaczał dane z czasów epidemii SARS. Wówczas wzrost samobójstw wśród osób starszych, w wieku 65 lat i powyżej wzrósł aż o jedną trzecią. Połowa z tych, które wyzdrowiały miała przewlekle zaburzenia.

Ale okazało się, że w przypadku COVID-19 nic takiego nie nastąpiło. Mało tego, statystyki związane z samobójstwami są niezwykle zaskakujące. Bo od stycznia do marca 2019 r. próbowało odebrać sobie życie 2867 Polaków. W bieżącym roku jest mniej o 17 prób. Spadła także sama liczba zgonów z tego powodu. Z 1201 do 1184.

Tę tendencję jeszcze lepiej widać w Nadrenii Północnej-Westfalii – tam wskaźnik samobójstw obniżył się aż o 20 proc. Niemal identycznie było na drugim końcu świata. W kwietniu życie w Japonii odebrało sobie 1455 osób. To o 359 mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Biopolityka. Czy życie ludzkie to zasoby państwa? Takie same jak węgiel?

W czasach koronawirusa wróciło pytanie, czy dobro społeczeństwa jest warte więcej niż życie pojedynczego człowieka.

zobacz więcej
Zaskoczeni są tym faktem psychiatrzy na całym świecie. Część z nich próbuje tłumaczyć to właśnie naszym zamknięciem. W związku z tym, że nie mogliśmy nigdzie wyjść – czy to do szkoły czy pracy – zdani byliśmy na wspólne spędzanie czasu z rodziną i najbliższymi. Poniekąd mogło to spowodować, że nie mieliśmy ani sposobności do odebrania sobie życia ani nawet okazji do myśli samobójczych.

– Proszę pamiętać, że w naturze nic nie ginie – uważa Robert Czyżak. – Na koniec roku wszystkie statystyki zgonów się wyrównają. COVID-19 diametralnie ich nie zmieni. Tym bardziej, że od początku roku na koronawirusa zmarło w Polsce 1,6 tys. osób. W tym samym czasie z powodu raka pożegnało się z tym światem ponad 50 tys. Polaków.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Fot. PAP/Radek Pietruszka
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta, która stanęła przeciw Łukaszence
Przez lata żyła „przy mężu”. Dziś musi sprostać roli męża stanu.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak zarobić na Białorusi. Polski biznes w państwie Łukaszenki
To kraj fantastycznie uporządkowany, nie ma tam szarej strefy, jak na Ukrainie czy w Rosji – mówią inwestorzy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokraci byli rasistami. Republikanie walczyli o prawa czarnych
Elity republikańskie przypominały namaszczonych elitarnych działaczy Unii Wolności przekonanych, że prowadzą kraj ku postępowi.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Życie na 500 procent normy
„Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko 120 lat”.
Cywilizacja wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Trysnęło szambo. Powróciła plemienna wojna
Budowanie tożsamości. W oddaleniu od cywilizacji.