Historia

Gdy milicjanci przesłuchiwali Yoshiho Umedę, krzyczał do nich: „Wy nie jesteście Polakami!”

Nad Wisłą zamieszkał mając niespełna 14 lat. Mówił o sobie, że jest obywatelem Japonii, ale przede wszystkim warszawiakiem. Dla wydawnictw drugiego obiegu sprowadzał matryce drukarskie i wytrzymałą japońską kalkę. – Bezsprzecznie był człowiekiem Solidarności – tak Umedę wspominają koledzy z opozycji.

W Pałacu Mostowskich w czasach PRL mieściła się okryta złą sławą Komenda Stołeczna Milicji Obywatelskiej. Yoshiho Umeda pierwszą noc spędził tam w 1975 r. Został zatrzymany nie za byle co, bo za możliwość stworzenia niebezpieczeństwa dla władz ZSRR, w tym dla samego Leonida Breżniewa. W Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie odbywał się akurat VII zjazd PZPR, na który przyjechali notable RWPG z Breżniewem na czele. Nie zabrakło dziennikarzy. W tym zagranicznych – z Japonii. Jeden z nich został bez operatora, więc o pomoc poprosił Japończyka mieszkającego od lat w Polsce – Yoshiho Umedę,

W Sali Kongresowej Umeda został jednak szybko rozpoznany. W dodatku okazało się, że przepustka którą się posługiwał była wystawiona nie na niego, a na nieobecnego japońskiego operatora. – Ubecja mnie zwinęła, zostałem zamknięty na 48 godziny – wspominał Yoshiho Umeda w programie historycznym „Notacje”. Dodając, że milicjantom nie ułatwiał zadania. – Jak już mają mnie przesłuchiwać to uznałem, że nie będę takim lojalnym, małostkowym człowiekiem. Zacząłem robić awanturę. W momencie kiedy mnie wprowadzono do pokoju przesłuchań usiadłem na fotelu, na którym powinien siedzieć oficer. Uważałem, że jestem gościem, to usiadłem na fotelu, a ten oficerek nie wiedział co robić. W czasie przesłuchania żądałem jedzenia, kazałem sobie przynieść piwo papierosy. Byłem bardzo nieznośnym petentem.
Yoshiho Umeda. Japończyk z pochodzenia Polak z wyboru
Zanim został wypuszczony (jako, że był obywatelem Japonii, to jego zatrzymaniem zainteresowała się ambasada tego kraju) przenocował w celi. – Więźniowie mnie zobaczyli i pytają: „A Ty za co?” – opowiadał po latach Umeda. – Odpowiedziałem: „Za zjazd”. „A no widzisz, wiedziałem, że ktoś przyjedzie ze zjazdu”.

Polska w testamencie

O ile przy okazji zjazdu PZPR można było być pewnym, że w celach pojawią się zatrzymani z powodów politycznych, o tyle nikt z towarzyszy Umedy z celi nie spodziewał się, że tym politycznym będzie akurat Japończyk.

– Jestem obywatelem Japonii – mówił w archiwalnym nagraniu dla ECS Yoshiho Umeda, ale zaznaczał. – Przede wszystkim jestem warszawiakiem.

Do Polski przyjechał w 1963 r. Miał wtedy niespełna 14 lat. Polskę w testamencie zapisał mu ojciec – Ryōchū Umeda. Był buddyjskim mnichem kiedy w 1922 r. wysłano go na studia filozoficzne do Berlina. W czasie podróży poznał Polaków podróżujących do kraju z Dalekiego Wschodu – Wacława Wieńczysława Piotrowskiego (podróżnika, literata, działacza polonijnego) i urodzonego na Syberii Stanisława Michałowskiego. Zaprzyjaźnili się w drodze w efekcie czego Ryōchū Umeda napotkawszy problemy w Berlinie przyjechał do Warszawy.

Mieszkał w Polsce do 1939 r. Był promotorem kultury japońskiej w naszym kraju, pierwszym lektorem języka japońskiego w Warszawie. W Japonii z kolei promował kulturę polską, tłumaczył polska literaturę na język japoński. Zmarł w Japonii w 1961 r. Przed śmiercią ochrzcił się i przyjął imię Stanisław. Na łożu śmierci powiedział żonie, że jego wolą jest by jeden z synów pojechał do Polski, dokończył prace, które on zaczął – tłumaczenie m. in. „Faraona”, „Nocy i dni” na japoński.

– Pojechałem jako trzynastolatek. W Japonii wola ojca musi być szanowana – opowiadał Yoshiho Umeda w książce biograficznej „Wolny agent Umeda i druga Japonia”. W podróż na drugi koniec świata został wyprawiony sam. Do Polski przywiózł prochy ojca, które spoczęły na Cmentarzu Powązkowskim.

Okazało się, że Ryōchū Umeda jeszcze przed śmiercią poczynił pewne kroki w sprawie wyjazdu syna do Polski. Listownie pytał znajomych, czy ktoś z nich nie zaopiekowałby się nim. Yoshiho zamieszkał w Łodzi u prof. Konrada Jażdżewskiego, archeologa z Uniwersytetu Łódzkiego.

Rodzina była liczna. Jażdżewscy mieli pięcioro dzieci, mieszkały z nimi obie babcie, a w lipcu 1963 r. dołączył niemówiący po polski Japończyk Yoshiho Umeda. Szybko okazało się, że barierę językową da się pokonać. Umeda skończył III LO w Łodzi, zdał maturę i w 1968 r. przeprowadził się do Warszawy, gdzie rozpoczął studia na polonistyce.

Choć już w domu prof. Jażdżewskiego panowała atmosfera krytyczna w stosunku do komunistycznych władz (profesor z powodów politycznych został nawet usunięty z Uniwersytetu Łódzkiego), to Yoshiho Umeda na dobre zaczął obracać się w kręgach ludzi kontestujących komunistyczną rzeczywistość mieszkając w Warszawie.

Co Japończycy wiedzą o Polsce? Ranking Tygodnika TVP

Od Japonki usłyszałem kiedyś pół żartem, że 95 procent Japończyków nie ma pojęcia o naszym kraju, a reszta wie o nim wszystko.

zobacz więcej
Poznał studentów represjonowanych po wydarzeniach marca 1968 r. Bywał w środowisku warszawskiej inteligencji, które poznał m.in. bywając w domu przyszłej żony, studentki japonistyki Agnieszki Żuławskiej, córki poety Juliusza Żuławskiego. W kamienicy przy ul. Iwickiej mieszkali nie tylko Żuławscy, ale też Sandauerowie czy Jastrunowie.

W biograficznej książce opowiadał, że jako Japończyk miał przekonanie, że wobec władzy trzeba być lojalnym. – A tutaj okazało się, że bycie lojalnym wobec władzy nie jest moralne w Polsce. To było dla mnie całkowitą nowością – mówił przytaczając historię kiedy to jako początkujący kierowca zderzył się z tramwajem na placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Sygnalizacja świetlna była zepsuta co zanotował milicjant, który przyjechał na miejsce zdarzenia. – Zostaliśmy wezwani na kolegium i ten milicjant w żywe oczy kłamał, że ze światłami było wszystko w porządku. To było dla mnie bardzo dziwne. Jak władza w ten sposób kłamie, to jest coś nie w porządku i rzeczywiście z tą lojalnością wobec władzy nie powinienem przesadzać, takie było moje odkrycie.

Na studiach Umeda rozpoczął współpracę z japońską firmą handlową Nichimen Corporation. Wyjeżdżał na Zachód. Do Berlina przemycał materiały z Warszawy, zachodnim dziennikarzom przekazywał informacje na temat sytuacji w Polsce, ulotki dotyczące chociażby grudnia 1970 r. Spotykał się także z mieszkającym wówczas na Zachodzie Zbigniewem Herbertem. W efekcie stał się obiektem zainteresowania służb, które odnotowały, że utrzymuje kontakty z „elementami kontrrewolucyjnymi”.

Japońska kalka i 5 tys. matryc

Po strajkach w Radomiu i Ursusie, kiedy powstał KOR, a potem KSS KOR, został współpracownikiem tych organizacji. Mówił o sobie, że wszedł do trzeciego garnituru KOR. Z jego pomocy korzystały podziemne wydawnictwa

– W drugiej połowie lat 70. okazał się być człowiekiem bardzo przydatnym. Czasami latał do Tokio i stamtąd przywoził nam różnego rodzaju materiały poligraficzne. Było to o tyle łatwe, że międzylądowanie miał w Moskwie, a te samoloty nie były sprawdzane pod kątem takich materiałów – wspominał w reportażu Polskiego Radia Mirosław Chojecki, członek KOR, twórca Niezależnej Oficyny Wydawniczej „NOWa”.

Yoshiho Umeda sprowadził na potrzeby drugiego obiegu około 5 tys. matryc powielaczowych. Za pośrednictwem japońskich biznesmenów przemycał dla opozycyjnych drukarzy japońską kalkę stensilową. Przywozili ją Umedzie w bagażu jako zwyczajny materiał biurowy. W zamian za kalkę przekazywaną podziemnym wydawnictwom Umeda otrzymywał książki KOR i NOW-ej, które kolportował wśród różnych środowisk.
– W tamtych czasach najpopularniejszym urządzeniem do druku był powielacz tzw. białkowy. Potrzebna była tzw. woskówka, którą wkładało się do maszyny do pisania i przepisywało tekst. Uderzenia w klawisze maszyny tworzyły perforację. Taką matrycę wkładało na bęben powielacza. Farba przechodziła przez perforację i na papierze pozostawał odciśnięty tekst – wyjaśnia Lech Dymarski, który w okresie PRL publikował w wielu tytułach drugiego obiegu. – Z kalkami był problem bo krajowe były mało wytrzymałe. Jak tekst wychodził rozmazany, trzeba było pisać matrycę na nowo. Przypominam sobie jednak, że cenione były właśnie kalki japońskie. Udawało się na nich wydrukować najwięcej kopii.

Kiedy w 1980 r. Stoczni Gdańskiej trwał strajk przyjaciel Umedy przejeżdżający przez Gdańsk spisał słynne postulaty stoczniowców. Notatki przekazał Umedzie, a ten dalej działaczom KOR. Jeszcze tego samego dnia o postulatach stoczniowców mówiło Radio Wolna Europa. Tyle, że tylko o dwudziestu, bo znajomy Umedy nie zapisał ostatniego, 21-ego.

Po strajkach sierpniowych, kiedy Region Mazowsze Solidarności otworzył swoje biuro przy ul. Szpitalnej w Warszawie Yoshiho Umeda był tam częstym gościem. Spotykał znajomych z KOR-u, prowadził tam zachodnich dziennikarzy relacjonujących wydarzenia w Polsce.

– Poznałam Yoshiho w Regionie Mazowsze, często się kontaktowaliśmy. To było ciekawe, że urodził się w Japonii a wychował w Polsce, ale jego obecność w siedzibie Solidarności nikogo nie dziwiła. W tamtym czasie każdy, kto przychodził do związku z konkretnymi pomysłami, propozycją pomocy był witany z otwartymi ramionami. W pomoc Solidarności zaangażowanych było więcej obcokrajowców mieszkających w Polsce, bo jej tworzenie było tak niezwykłym, dającym nadzieję doświadczeniem, że chciało się mieć w tym swój udział – wspomina Ewa Tomaszewska, działaczka opozycji demokratycznej, współpracowniczka Komisji Interwencji i Praworządności Regionu Mazowsze.

– Yoshiho bardzo wspierał Solidarność. Dzięki niemu udało się nawiązać współpracę między Solidarnością, a związkami zawodowymi z Japonii. Trwała ona także po 1989 r. Japończycy doradzali m.in. jak bazując na partnerstwie społecznym można osiągnąć lepsze wyniki gospodarcze, prowadzili seminaria, szkolenia związkowców – mówi Tomaszewska.

W siedzibie Regionu Mazowsze Umeda poznał także dziennikarza telewizyjnego Marka Chlebowicza, za sprawą którego zaangażował się w tworzenie pierwszego Radia Solidarność – na kasetach magnetofonowych. Były to nagrywane audycje dostarczane do regionów, zakładów pracy. Kasety kopiowano na masowa skalę i puszczano w obieg.

Jestem Japonką i jestem dzika, jak górale w Gorcach. Tu mogę spokojnie umrzeć

Akiko Miwa zamieszkała koło Nowego Targu, na polanie na wysokości 780 m n.p.m. i tu czuje się bardziej u siebie, niż kiedyś w Japonii.

zobacz więcej
Audycje odtwarzano w zakładowych radiowęzłach, dzięki czemu wiele z nich dotarło do milionów Polaków. Umeda kontaktował ze sobą regiony, organizował kasety do nagrań. Jego współpraca z kasetowym radiem Solidarność trwała kilka miesięcy.

Chrześniak Lecha Wałęsy

Podczas jednej z podróży służbowych dla japońskiej firmy, w której pracował, pojechał do Gdańska, gdzie udało mu się dotrzeć do Lecha Wałęsy. Wypytywał o rzucone przez niego już we wrześniu 1980 hasło o budowie „drugiej Japonii”, o współpracę międzynarodową związku. A że zyskał zaufanie Wałęsy dostał od razu zadanie zorganizowania wyjazdu do Japonii.

Umeda skontaktował Solidarność z największymi centralami związkowymi w Japonii. Japońscy związkowcy przyjechali do Polski i zaraz po rejestracji Solidarności w sądzie w listopadzie 1980 r. podpisali porozumienie, w którym deklarują poparcie dla Solidarności i zapraszają delegacje NSZZ „Solidarność” do Japonii. W delegacji znaleźli się obok Wałęsy m.in. Tadeusz Mazowiecki, Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Jan Rulewski i Lech Dymarski.

Yoshiho Umeda jeszcze przed wyjazdem organizował szkolenia, na których opowiadał o kulturze japońskiej, uczył związkowców posługiwania się pałeczkami, ale – jak wspominał – Wałęsa na to szkolenie przyjechać nie chciał. Do wizyty polskich związkowców doszło w maju 1981 r. Delegację Solidarności przyjęto w Japonii z dużym entuzjazmem.

W czasie wyjazdu Umeda odpowiadał za kontakty z Japończykami, stronę organizacyjną czy – wraz z japonistą prof. Henrykiem Lipszycem – tłumaczenie rozmów. Zorganizował podczas tej wyprawy 200 kg japońskiego sprzętu audio-video (były to m.in. kamery, magnetowidy, aparaty fotograficzne, monitory, taśmy do nagrywania) dla Solidarności. By móc wrócić z tak ciężkim sprzętem zamienił swój bilet w klasie biznes na klasę ekonomiczną, dzięki czemu zdobył pieniądze na nadbagaż.

Lech Dymarski wspomina, że podczas pobytu delegacji Solidarności w Japonii na spotkaniach z tamtejszymi związkowcami Umeda musiał czasem wybrnąć z trudnej sytuacji: – Pamiętam bankiet pożegnalny. Wielka sala, pełno ludzi, jest też napitek, a stoły uginają się od dań różnych kuchni. Po dwóch godzinach bankiet dopiero się rozkręca, ale przewodniczący japońskiego związku ucisza salę, żegna nas niemal ze łzami w oczach i daje do zrozumienia, że to koniec spotkania. Następnie przekazuje mikrofon Lechowi Wałęsie, a ten chcąc przedłużyć bankiet woła: „Wyrzućcie zegarki”. Yoshiho, który miał tłumaczyć na japoński, milczy. „Wyrzućcie zegarki” – powtarza Wałęsa, a Yoshiho dalej milczy. „Tłumacz!”– rzucił do niego Wałęsa, ale Yoshiho na to: „Lechu, nie przetłumaczę tego”.
I – opowiada Dymarski – nie przetłumaczył. – Bankiet się skończył, a Lechu wychodząc rzucił do Yoshiho: „Ty mnie jeszcze popamiętasz”. Wałęsa nie lubił sprzeciwu, ale potem to się jakoś rozeszło. Umeda wytłumaczył Lechowi, że nie mógł tłumaczyć dosłownie, bo byłby zgrzyt. Po pierwsze to inna kultura, więc jeśli spotkanie zaplanowane było do godziny 22.00, to się kończy, a nie przedłuża, po drugie Japończycy nie mogliby pojąć, dlaczego mają wyrzucić swoje japońskie, świetne zegarki – śmieje się Lech Dymarski.

Dodaje, że Umeda był w stosunku do Wałęsy bardzo bezpośredni, a i ten miał do Japończyka słabość. – W III RP spotykaliśmy się towarzysko w ramach tak zwanego Konwentu Seniorów Solidarności, gdzie Yoshiho był bardzo aktywny. Pamiętam jedno ze spotkań. To było garden party. Wałęsa przyjechał spóźniony i zaczął przemawiać oficjalnie, tak, jakby pomylił audytorium. Yoshiho nie dał mu jednak długo mówić: „Lechu, przestań pieprzyć. Wśród kolegów jesteś. Napij się” – rzucił.

Wałęsa w 1984 r. został ojcem chrzestnym 35-letniego wówczas Yoshiho Umedy – per procura bo na samej uroczystości nie był obecny. Odbyła się ona w Japonii w kościele prowadzonym przez polskich misjonarzy. Yoshiho Umeda nie miał wówczas możliwości wjazdu do Polski. Po wprowadzeniu stanu wojennego cofnięto mu kartę stałego pobytu i wydalono z kraju. Przed grudniem 1981 r. był pracownikiem Solidarności Regionu Mazowsze. Po wizycie delegacji Solidarności w Japonii, która okazała się wielkim sukcesem Zbigniew Bujak zaproponował Umedzie pracę zastępcy szefa biura zagranicznego regionu Mazowsze. Ale Umeda nie tylko przyjmował zagraniczne delegacje, nawiązywał międzynarodowe kontakty, ale także na zlecenie Bujaka m.in. porządkował sprawy finansowe regionu wzorując rozliczenia na tych stosowanych w japońskich firmach. Był też delegatem na krajowy zjazd Solidarności w Oliwie.

– Yoshiho bezsprzecznie był człowiekiem Solidarności, aktywnym, zaangażowanym, widocznym – wspomina Lech Dymarski. – Był zżyty z nami, a jego obecność była dla nas naturalna. Nikogo specjalnie nie dziwił Japończyk w szeregach Solidarności, myśmy nawet czasem zapominali o tym, że Yoshiho jest Japończykiem. Był spolonizowany. W kontaktach nie przestrzegał japońskich rytuałów. Tam ludzie są przesadnie usłużni, uprzejmi. Zanim przejdą do sedna sprawy wygłaszają wiele formuł grzecznościowych. Yoshiho był bezpośredni i szybko przechodził do konkretów.

Stan wojenny i frezje

Tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego były nawet plany, żeby internować Umedę, ale odstąpiono od nich – najprawdopodobniej z racji tego, że miał jedynie japońskie obywatelstwo, a internowanie Japończyka nie przeszłoby bez echa. Za to milicjanci odwiedzali Umedę w mieszkaniu. Kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego przyszli szukać tam Zbigniewa Bujaka. Dzięki temu rozeszła się informacja, że Bujakowi udało się uciec przed internowaniem. Umedę wielokrotnie w wzywano na kilkunastogodzinne przesłuchania w Pałacu Mostowskich.

Był jak generał z Powstania Warszawskiego… Wspomnienie o Kornelu Morawieckim

„Jeśli popłynie nasza krew, popłynie i wasza” – taką wiadomość przesyłał komunistom. A jego bliscy koledzy produkowali karabiny i bomby. Na wszelki wypadek.

zobacz więcej
– Yoshiho wtedy, gdy go przesłuchiwali, wykrzykiwał do nich na korytarzu, przy wszystkich: „Wy nie jesteście Polakami!” Byłoby to komiczne gdyby nie okoliczności – opowiadał w biograficznej książce o Umedzie Tomasz Jastrun, który poznał Japończyka jeszcze w czasach studiów na polonistyce.

Ewa Tomaszewska wspomina, że z Yoshiho Umedą widziała się w pierwszy wtorek po wprowadzeniu stanu wojennego. – W hotelu Forum spotkał się ze mną i moją koleżanką, która organizowała Solidarność w Forum. Byłyśmy w strasznym nastroju. Stan wojenny był dla nas okropnym ciosem, wielu naszych kolegów zostało internowanych, ja w tamtym czasie musiałam się ukrywać. Do dziś pamiętam, że Yoshiho przyszedł na tamte spotkanie z bukiecikami frezji dla nas. Chciał nas podtrzymać do duchu, dodać otuchy. Był bardzo ciepłym człowiekiem – opowiada Tomaszewska.

W styczniu 1982 r. władze dały Yoshiho Umedzie dwa tygodnie na opuszczenie kraju. Żona i dwójka dzieci zostali w Polsce. Nikt się nie spodziewał, że Umeda będzie mógł wrócić na stałe do Polski dopiero w 1989 r. Przez te lata widywał się z rodziną sporadycznie i na krótko. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że z dwutygodniową wizą pozwalającą na wjazd do Polski lądował na Okęciu i choć na lotnisku czekała na niego rodzina, to funkcjonariusze nie chcieli go wpuścić mnożąc trudności.

Za granicą nieustannie działał na rzecz Solidarności. Najpierw dotarł do Francji. – Po kilku dniach pobytu w Paryżu udało nam się poprosić o audiencję Ojca Świętego. Ojciec Święty bodaj po raz pierwszy dał konkretne wsparcie NSZZ „Solidarność”. Powiedział, że Solidarność przechodzi bardzo ciężki okres. Solidarność musi przejść tę próbę i Solidarność tę próbę przejdzie – wspominał słowa Jana Pawła II Umeda w dokumencie „Stan zawieszania”.

Japończyk został członkiem rady Komitetu Koordynacyjnego Solidarności we Francji, także w Brukseli był pracownikiem Biura Koordynacyjnego Solidarności. Po 13 grudnia 1981 r. mieszkał też w Japonii gdzie pracował m.in. jako przewodnik japońskich wycieczek po Europie. Był przedstawicielem Solidarności na Azję.

O poparcie dla Solidarności zabiegał wielu krajach, zbierał fundusze, organizował pomoc finansową zachodnich związków zawodowych. Wsparcie dla Solidarności w Japonii organizowała też matka Yoshiho Umedy. W ramach charytatywnej zbiórki udało jej się zgromadzić niebagatelną kwotę 200 tys. dol.

– Nie wiem czy dziś można obliczyć jakiej wielkości fundusze Yoshiho udało się pozyskać dla Solidarności, jednak już samo to, że jeździł po świecie miało niemałe znaczenie. Japończyk ambasadorem zgnębionej Solidarności! Tego żaden PR-owiec by nie wymyślił – mówi Lech Dymarski.

Azjatycka gęba

W 1989 r. , kiedy otrzymał zgodę na powrót do Polski, był obserwatorem obrad Okrągłego Stołu. Zaangażował się także w kampanię przed wyborami 1989 r. Pilnował finansów, opracował model prowadzenia badań sondażowych, instrukcje dla mężów zaufania w lokalach wyborczych. Po wygranych przez Solidarność wyborach nie wszedł jednak do polityki.
Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek i przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki Andrzej Czerwiński z ekspertem ds. klimatycznych Yoshiho Umedą w 2010 roku podczas posiedzenia podkomisji do spraw energetyki. Fot. PAP/Tomasz Gzell
W książce „Wolny agent Umeda i druga Japonia” przytoczył swoją rozmowę z Jackiem Kuroniem z tamtego okresu: „– Yoshiho, wiesz co? Ty masz taki wygląd, taką gębę azjatycką – mówi – że nie możemy z ciebie zrobić ministra, posła, senatora i najlepiej, żebyś się zajął biznesem, działalnością gospodarczą”.

W roku 1990 r. Yoshiho Umeda założył własną firmę YOHO, która ściągała japońskie inwestycje do Polski. W 2000 r. zaangażował się w działania na rzecz ekologii, wdrożenia protokołu z Kioto był członkiem Rady Konsultacyjnej Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki, a także założycielem Polskiej Izby Biomasy.

Umeda w 2006 r. za działalność w opozycji demokratycznej został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski . W 2015 r. – już pośmiertnie – Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Zmarł niespodziewanie 4 maja 2012 r. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.

Nigdy nie przyjął polskiego obywatelstwa. W nagraniu archiwalnym ECS tłumaczył, że nie ma takiej potrzeby. – Pytanie czy jesteś Polakiem czy Japończykiem, Eskimosem czy Żydem nie jest za szczęśliwe. Jeżeli masz w sobie język, historię, wiedzę o tym obszarze, o tym wycinku społeczeństwa, to nie musisz być wcale przedstawicielem tej nacji – tłumaczył dodając, że przyjmując polskie obywatelstwo nie chce dawać nikomu pretekstu do mówienia, że w Solidarności działali sami Polacy i nie tworzyła jej żadna inna nacja. – A to nie jest prawdą. Solidarność bez pomocy Amerykanów, związkowców z całego świata nie wiem czy by przetrwała. Ja też mam swój mały klocek w tej budowie.

– Agnieszka Niewińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdjęcie główne: Yoshiho Umeda zeznawał w 2005 roku przed Sądem Okręgowym w Katowicach w procesie w sprawie pacyfikacji w stanie wojennym śląskich kopalń "Wujek" i "Manifest Lipcowy". Fot. PAP/Andrzej Grygiel
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Bohater tak wyjątkowy, aż niemożliwy. Więc ogłoszono, że sypał
Najnowsza historia jest w Polsce bieżącą polityką.
Historia Najnowsze wydanie
„Pamiątki” po Hitlerze. Kłopot czy biznes?
Aligator Führera zdechł rok temu w moskiewskim zoo mając 84 lata. Wypchano go i umieszczono w Muzeum im. Darwina.
Historia Najnowsze wydanie
KGB na tropie Jana Pawła II
Sowieckie służby szybko zrozumiały, jakie zagrożenie dla systemu komunistycznego może stanowić pontyfikat papieża Polaka.
Historia Najnowsze wydanie
Stanął przeciw Piłsudskiemu i nie zamierzał się patyczkować
Gen. Rozwadowski rozkazał „użyć bomb i karabinów maszynowych celem całkowitego rozproszenia nieprzyjacielskich oddziałów”
Historia Najnowsze wydanie
Idę po swoją kulę w brzuch
Słychać było pojedyncze wystrzały z AKS-74: to nasi dobijali rannych duszmanów. Duszmani też nie brali komandosów do niewoli.