Historia

Dziewięć dni, które wstrząsnęły światem. Przebudzenie Polaków

„Dziewięć tryumfalnych dni Jana Pawła II w 1979 roku było początkiem końca jałtańskiego systemu imperialistycznego, nie tylko w Polsce, lecz w całym imperium Stalina. Sprawiły to trzydzieści dwa kazania, w których papież nawoływał (…) do rewolucji ducha, w której sumienie sprzeciwiło się lękowi i przyzwoleniu” – ocenił George Weigel tę pielgrzymkę.

„Ostateczną rewolucją” nazwał pierwszą pielgrzymkę amerykański historyk George Weigel, bodaj najważniejszy biograf JP II. W swojej tak właśnie zatytułowanej książce z 1992 roku (polskie wydanie 1995 r.) napisał, że „w Warszawie, Gnieźnie, Oświęcimiu, Częstochowie, Mogile i Krakowie Jan Paweł II rozpoczął proces, w wyniku którego system komunistyczny został w końcu zdemontowany od środka”.

„Wielkie dni Polski zaczynają się dziś” – notował 2 czerwca 1979 w swoich notatkach prymas Stefan Wyszyński, co Ewa K. Czaczkowska pokazała w obszernym rozdziale biografii prymasa, precyzyjnie opisując skomplikowaną sytuację Kościoła w czasie poprzedzającym tę pielgrzymkę [1].

„W sensie społecznym grunt dla wydarzeń, jakie miały nastąpić w roku 1980, został przygotowany, chociaż nikt wówczas w pełni nie zdawał sobie z tego sprawy” – mówił z kolei prof. Andrzej Stelmachowski.[2].

Trzy miesiące wcześniej Jan Paweł II opublikował pierwsza encyklikę, Redemptor hominis. Powiedział w niej, że człowiek jest drogą Kościoła. „Jej treść przyniosłem właściwie z sobą musiałem tylko niejako przepisać z pamięci i doświadczenia to, czym żyłem u progu pontyfikatu. (…) Tajemnica Odkupienia jest tutaj widziana oczyma wielkiej odnowy człowieka i wszystkiego, co ludzkie” – tłumaczył kilka lat później papież w rozmowie z włoskim dziennikarzem Vittorio Messorim [3].

Odnowa człowieka i wszystkiego, co ludzkie. O tym właśnie mówił Jan Paweł II w czerwcu 1979 roku w Polsce.

Ufam, że mnie słyszą

W 1971 roku młody intelektualista Bohdan Cywiński o jednoznacznie katolickiej tożsamości, wicenaczelny Znaku publikuje książkę „Rodowody niepokornych”. Mimo małego nakładu (3350 egzemplarzy) zaczyna być ona obowiązkową lekturą wszystkich, którzy chcą stawać się świadomymi uczestnikami życia społecznego, wolnego od obowiązujących partyjnych dogmatów. Staje się pozycją, jakbyśmy dziś powiedzieli, kultową.


„Rodowody” – pisał 29-letni wtedy Cywiński – „to książka, która zrodziła się z dwóch tradycji wplecionych w jeden trudny, osobisty rodowód ideowy. Jedną z nich jest humanistyczno-laicka tradycja etyczna inteligenta-radykała, druga – wybrane raczej niż odziedziczone na mocy środowiskowego obyczaju, a najpewniej Łaską ofiarowane – chrześcijaństwo. (…) Wartością nadrzędną – w porządku nie tyle logicznym, ile w uświadamianej sobie przez niepokornych hierarchii wartości – była wolność. Postulat jej był bardzo szeroki i stąd wieloznaczny: obejmował zakres wolności politycznych, wolności od ograniczeń ekonomicznych, wolności socjalnej, wolności przekonań ideologicznych i religijnych i prawa do ich swobodnego manifestowania. Uzupełnieniem wolności był postulat sprawiedliwości. (…) Oba opierały się o głębokie przeżycie wartości godności człowieka”.
I pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Wierni przed Katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gnieźnie Fot. PAP/Jan Morek
To podwaliny pod program jak najszerzej pojętej współpracy. Autor tych słów był uczestnikiem licznych spotkań u kardynała Karola Wojtyły i jego stałym rozmówcą, a w pewnym sensie także współpracownikiem. To Bohdan Cywiński sprawił, że krakowski biskup spotkał się z Jackiem Kuroniem i innymi działaczami KOR. George Weigel uważa, że kontakty kard. Wojtyły z lewicowymi dysydentami były częścią jego programu duszpasterskiego.

Należę do tej części społeczeństwa, która nie ma żadnych wątpliwości, że Sierpień’80 zaczął się tak naprawdę rok wcześniej, kiedy do Polski przyjechał „nasz papież”. Ale wciąż prowadzone i wznawiane, z coraz większą zaciekłością, spory na ten temat pokazują wyraźnie, że chętnych do przejęcia tamtego sukcesu, czy wręcz do jego zdezawuowania, jest wielu. Nasze państwo dopiero od niedawna podkreśla, że tamta pierwsza wizyta Jana Pawła II nie była sprawą tylko katolików. To była sprawa Polaków.
Zresztą nie tylko Polaków, bo w Gnieźnie polski papież zwracał się do Czechów, Morawian, Litwinów, Słowaków, Łużyczan, Chorwatów i Bułgarów. Wyliczał po imieniu ludy i narody, które przyjęły chrzest ponad tysiąc lat wcześniej. Papież pokazywał narodom i światu, że tu – w tej części Europy – od wieków żyją chrześcijanie, a nie jakiś nieokreślony proletariat, lud „miast i wsi”. Czy nie od tych słów, tam w Gnieźnie, zatrząsł się w posadach pojałtański system?

„Cały świat miał usłyszeć o tych często zapomnianych narodach i ludach”– mówił Jan Paweł II. „Ufam, że nas słyszą – dodał – żyjemy przecież w epoce tak zdeklarowanej wolności wymiany: wymiany informacji, wymiany dóbr kultury!”. Zobaczył transparent: „Pamatuj, Otce, na sve ceske deti” i od razu przytoczył te słowa w kazaniu. – „Nie może papież zapomnieć tych dzieci!” – powiedział.

To przecież w Polsce byli wyświęcani – w najgłębszej tajemnicy – księża z Czechosłowacji, a prymas Polski był ordynariuszem także greckokatolickim, co wymagało jeszcze większego utajnienia, ponieważ Kościół greckokatolicki był całkowicie przez Moskwę zakazany.

Papież nie mógł o tym mówić wprost, ale wiedział, że są ludzie, którzy stale się modlą w tej intencji.

Z kolei w Oświęcimiu, na terenie dawnego niemieckiego obozu KL Auschwitz-Birkenau papież mówił: „Nigdy jeden naród nie może się rozwijać kosztem drugiego, nie może się rozwijać za cenę drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę jego eksploatacji, za cenę jego śmierci”. A więc prawa człowieka i prawa narodów! Kwestia wolności i sprawiedliwości!

Przywykliśmy myśleć, że w słynnym wezwaniu z warszawskiej mszy 2 czerwca – „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi” – Jan Paweł II upomniał się o swój kraj. Ale upomniał się też o prawa człowieka i o prawa narodów.
7 października 1981 rok, Gdańsk. Druga tura I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ Solidarność w hali sportowo-widowiskowej Olivia. Fot. PAP/CAF/Stefan Kraszewski
Trudno się więc dziwić, że dwa lata później na I Zjeździe Solidarności popłynęło z Gdańska przesłanie do „Ludzi pracy Europy Wschodniej”, od którego w Moskwie zatrzęsły się ręce sekretarzy: „Delegaci (…) przesyłają robotnikom Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Rumunii, Węgier i wszystkich narodów Związku Radzieckiego – pozdrowienia i wyrazy poparcia. Jako pierwszy, niezależny związek zawodowy w naszej powojennej historii głęboko czujemy wspólnotę naszych losów. Zapewniamy, że wbrew kłamstwom szerzonym w waszych krajach, jesteśmy autentyczną,10-milionową organizacją pracowników, powołaną w wyniku robotniczych strajków (...)”.

Trzy miliony członków PZPR

Do jakiej Polski przyjechał w 1979 roku papież? Rządziła tniepodzielnie PZPR – a do „partii”, jak mówiono, należały wtedy trzy miliony ludzi, choć za rok dziesięć milionów będzie w Solidarności. Zdecydowana większość Polaków chrzciła dzieci (93%) i zawierała śluby kościelne. Należy więc sądzić, że także wśród tych trzech milionów członków PZPR nie było inaczej. Religii w szkołach co prawda nie uczono, ale przykościelne salki katechetyczne były pełne. Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej przyciągały – licząc w skali kraju – tysiące ludzi.

Niecałe dwa lata wcześniej Jan Paweł II był krakowskim biskupem metropolitą, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz uczestnikiem najwyższych gremiów kościelnych, na co dzień blisko współpracującym z kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Od blisko dziesięciu lat pierwszą osoba w państwie był Edward Gierek, który w 1970 roku – po tragicznym stłumieniu robotniczych protestów na Wybrzeżu – zastąpił Wiesława Gomułkę. Gierek prowadził zabiegi, aby porozumieć się ze Stolicą Apostolską ponad głową prymasa Wyszyńskiego – i w 1977 roku złożył oficjalną wizytę w Watykanie, co miało podnieść w społeczeństwie jego notowania, nadwątlone wydarzeniami Czerwca’76.

Jan Paweł II nie wzywał do powstania przeciwko komunistom

Prof. Antoni Dudek: Ludzie zrozumieli, że to katolicy w Polsce są w większości, a nie komuniści.

zobacz więcej
Kościół w dalszym ciągu nie mógł jednak uzyskać uznania osobowości prawnej. Tymczasem nie ustawał w zabiegach o budowę nowych świątyń. Choć bowiem od czasów Nowej Huty, która w założeniu miała być dzielnicą bez kościołów, minęło już ponad ćwierć wieku, to i warszawski Ursynów (choć zainicjowany w latach 60., to jednak gierkowski!) miał być osiedlem, gdzie nie planowano w ogóle obiektów sakralnych; miał być aglomeracją całkowicie zlaicyzowaną. W 1976 r. powołany przez władze kościelne na proboszcza ksiądz Tadeusz Wojdat wystąpił do władz o wskazanie terenu i pozwolenie na budowę kościoła – w planach urbanistycznych w tym miejscu znajdował się tzw. Pasaż Ursynowski.

Legendarny metropolita przemyski Ignacy Tokarczuk z kolei wspierał budowy kościółków ukrytych pod osłoną na przykład starej stodoły, aby potem już gotowe konsekrować. To wszystko wzmacniało ludzi zjednoczonych we wspólnym celu. O tym papież dobrze wiedział.

I wiedział, że „za Gierka” pojawiły się różne, choć niekoniecznie liczne, grupy dysydenckie – przykładem jest choćby Komitet Obrony Robotników czy ROPCiO (Ruch Obrony Człowieka i Obywatela), pojawiały się pierwsze ulotki i wychodzące poza oficjalnym obiegiem nieliczne na razie czasopisma i książki, spotykały się grupy próbujące diagnozować sytuację społeczną, polityczną, gospodarczą. Każda z nich – jak podkreślają w opracowaniu „Kościół katolicki w rządzonej przez komunistów Polsce” Rafał Łatka i ks. Józef Marecki (IPN, 2017) – szukała wsparcia w Kościele, nie wszystkie jednak cieszyły się zaufaniem biskupów z kardynałem Wyszyńskim na czele.
Spotkanie Ojca Świętego z przedstawicielami władz PRL. Z lewej przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński, obok papieża I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, z prawej prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. Fot. PAP/Leszek Łożyński
Ewa K. Czaczkowska pokazuje, że „Prymas zachowywał wobec opozycji dystans i ostrożność, stając jednocześnie zawsze w obronie osób represjonowanych”. Więcej nawet, pomagał czynnie ich rodzinom, pisał do działaczy opozycji listy z wyrazami wsparcia ich inicjatyw – przykładem mogą być listy do Jana Józefa Lipskiego czy Antoniego Pajdaka , bronił Uniwersytetu Latającego, który od 1977 roku w kościołach i w mieszkaniach organizowali działacze opozycji. [4] I nie sprzeciwiał się podjętej w kościele św. Marcina głodówce protestacyjnej opozycji (w 1977 tam, potem w październiku 1979 – w kościele św. Krzyża, zaś w 1980 w Podkowie Leśnej). Jej uczestnikiem był m.in. Bohdan Cywiński, autor wspomnianych już „Rodowodów niepokornych”. W 1981 roku został wiceszefem nowego „Tygodnika Solidarność”.

Księża na celowniku bezpieki

Jednym ze znakomitszych świadków i uczestników tamtych wydarzeń jest o. Jacek Salij OP, wybitny teolog i duszpasterz. – Wielokrotnie uczestniczyłem w Trybunach Duszpasterskich, których pomysł wyszedł w 1971 roku z naszego duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu – opowiada w rozmowie z Tygodnikiem TVP. – W tamtym momencie pomysł był wręcz genialny, inspiracją była niedotrzymana obietnica ekipy Gierka, że ważnym miejscem dialogu władzy ze społeczeństwem będą trybuny obywatelskie w telewizji, podczas których sam Gierek i jego bliscy współpracownicy mieli odpowiadać na pytania zadawane przez obywateli. Zainteresowanie tą obietnicą w społeczeństwie było olbrzymie. Podczas pierwszej takiej trybuny cała Polska siedziała przy telewizorach. Jednak druga trybuna była ostatnią, a sam Gierek nie wziął już w niej udziału – wspomina dominikanin.

Prymas, który przelicytował komunistów

Kardynał Stefan Wyszyński postawił na „katolicyzm ludowy”.

zobacz więcej
O. Jacek Salij przypomina, że „trybun duszpasterskich w kościołach dominikańskich Poznania, Wrocławia, Gdańska, Lublina, Warszawy odbyło się w latach siedemdziesiątych grubo ponad setka, zawsze przy tłumnym udziale wiernych, przede wszystkim studentów”. – Nawet do Tarnobrzega jeździłem dwa razy– wspomina. – A tematy były rozmaite: „Wiara młodych”, „Czy można żyć bez kłamstwa?”, „Nauka a wiara”, „Pismo Święte – słowo Boga czy ludzka opowieść?”, „O sztucznych poronieniach”, „Sens naszego życia”, „Etyka pracy”, „Współczesna laicyzacja”, „Konflikt pokoleń”, „Wszystko o spowiedzi”, itd. Formuła trybun była prosta: mniej więcej czterech przedstawicieli różnych specjalności podejmowało związane z ogłoszonym tematem pytania i zarzuty, jakie wcześniej przedstawiono na kartkach, a w trakcie trybuny na żywo – mówi duchowny i podkreśla: – Wielokrotnie byłem zapraszany do różnych miast na takie trybuny i z bliska widziałem, jak wiele dobra się wtedy dzieje.

Księża wspierający w jakikolwiek sposób opozycję byli natychmiast notowani przez SB, inwigilowani oraz – nierzadko – zastraszani. Nie było ich może tak wielu, jak zauważył Jan Żaryn, specjalizujący się w historii Kościoła, a w dodatku „ich postawa, choć godna szacunku, nie ułatwiała jednak biskupom prowadzenia trudnego dialogu z władzami komunistycznego państwa” [5].

Dla komunistycznej władzy byli niebezpieczni, znajdowali się na specjalnej liście – byli tam m.in. ks. Franciszek Blachnicki , ks. Stanisław Małkowski, ks. Hilary Jastak z Gdyni, ks. Kazimierz Jancarz z Krakowa, ks. Roman Kotlarz z Radomia, ks. Roman Indrzejczyk, liczni dominikanie z o. Jackiem Salijem, o. Ludwikiem Wiśniewskim, o.Tomaszem Pawłowskim, o. Janem Andrzejem Kłoczowskim czy o. Honoriuszem Kowalczykiem. Można o nich przeczytać w niedawno wydanej publikacji IPN „Księża dla władzy groźni. Duchowni współpracujący z opozycją (1976–1989)”, pod redakcja Rafała Łatki. Mocna lektura.

Na Wybrzeżu księża Jastak czy Jankowski wspierali Wolne Związki Zawodowe powstałe po tragedii Grudnia’70 . Wszyscy pracowali przede wszystkim z młodzieżą.

Ile dywizji ma papież?

Kościół nie ustawał też w zabiegach o budowę środowiska wiary, zwłaszcza wśród młodzieży. Władza obserwowała z narastającym niepokojem te trendy, a aparat represji wyznaczył funkcjonariuszom specjalne zadania do pracy „na odcinku młodzieżowym”. Na szczególną uwagę Departamentu IV MSW zasłużył ks. Franciszek Blachnicki (1921-1987), twórca Ruchu „Światło-Życie” i fenomenu popularnie nazwanego „oazą”.
2 czerwca 1979 roku. Ulica Królewska w Warszawie przed przejazdem kolumny papieskiej. Fot. PAP/Bogdan Różyc
Ks. Blachnicki, w młodości więzień obu totalitarnych systemów, w PRL podjął zdecydowana walką z pijaństwem – a tego komuna nie tolerowała – i wypracował niezwykły system pracy z rodzinami i młodzieżą, realizowany także na wakacyjnych obozach „oazach” (na które, przypomnijmy, nie było żadnej oficjalnej zgody władz państwowych!). W najbardziej podstawowych szacunkach przyjmuje się, że przez „oazy” przeszło w latach 70. co najmniej 250 000 – 350 000 ludzi, a większość kandydatów do kapłaństwa wywodziła się właśnie z ruchu oazowego. Kardynał Karol Wojtyła był wielkim zwolennikiem tego ruchu, którego letnia baza znajdowała się w Krościenku n. Dunajcem i chętnie ją odwiedzał.

Drugim źródłem, z którego do rzeki Kościoła wpływała młodzież, było duszpasterstwo akademickie. Małgorzata i Zbigniew Żakowie, ona z SGPiS (dziś SGH), on z Politechniki Warszawskiej, byli aktywnymi uczestnikami Duszpasterstwa Akademickiego przy kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie, gdzie wspólnotą opiekował się ks. Józef Rudzki. Każdego tygodnia, od poniedziałku do czwartku, żeby zapracowana młodzież mogła dobrać sobie odpowiedni termin, odbywały się w salach parafialnych spotkania i wykłady. Tygodniowo przewijało się tam 200-250 osób. Wykłady mieli wspominani do dziś duszpasterze i profesorowie: ks. Marek Starowieyski, ks. Tadeusz Dajczer, o. Jacek Salij, o. Jan Góra, ks. Janusz Pasierb.

– Program był tak ułożony – mówi Zbigniew Żak – że przez pięć lat studiów młody człowiek mógł się zapoznać z niezbędną wiedzą religijną, także w zakresie przygotowania do życia w małżeństwie i katolickiej nauki społecznej. A nasze rekolekcje u sióstr urszulanek gromadziły nawet do 1500 osób.

Odtrutka na marksizm. Matecznik prymasa Stefana Wyszyńskiego i antyklerykała Janusza Palikota

Jak towarzysz Lenin i sowiecki generał przysłużyli się polskiej nauce i Kościołowi.

zobacz więcej
– Księża zapraszali nas do udziału w spotkaniach opłatkowych u ks. prymasa i na spotkania z ks. prymasem w zakrystii kościoła św. Anny – opowiada Zbigniew Żak. – Prymas był bardzo bezpośredni, to był człowiek bliski młodym. Bardzo zależało mu na przyszłej inteligencji. Przedstawiał nam ważne kwestie z życia społecznego, odpowiadał na pytania. To dawało poczucie, że jesteśmy w centrum zainteresowania Kościoła i nakładało na nas odpowiedzialność za Kościół – podkreśla.

Na przykłady ożywionej pracy duszpasterstw można natknąć się zarówno w opracowaniach IPN, jak i we wspomnieniach o pracy ówczesnych wspólnot czy znanych tylko lokalnie duszpasterzy, jakim był na przykład ks. Jerzy Nowaczyk z Zielonej Góry, który „wszystko, co robił, robił pod kątem duchowego wzrostu” : obozy rowerowe, pielgrzymki piesze, dni skupienia w seminarium duchownym, obozy w Tatrach.

„To wszystko było organizowane po cichu” – opowiadała Leokadia Głogowska w rozmowie z Jaromirem Kwiatkowskim w niezwykłej książce „Drzewo przetrwania. Ucieczka z 82.piętra” [6]. – To były czasy komuny, a więc żadnych spisów, żadnych deklaracji, mało zdjęć, żeby nikt nie był narażony – potwierdza Zbigniew Żak.

Duszpasterstwa działały wszędzie, w ośrodkach akademickich, gdzie byli aktywni księża, którym „chciało im się chcieć”. Ale Episkopat wyraźnie kładł na to nacisk, bo już w 1971 roku zatwierdził Statut Duszpasterstwa Akademickiego, który zawierał wytyczne do pracy młodzieżą studencką, w tym zalecenia do podejmowania zagadnień społecznych i ogólnoedukacyjnych.

Jeśli mówić o stylu i atrakcyjności pracy, to „królem” duszpasterzy był ks.Tadeusz Uszyński z warszawskiego kościoła św. Anny uważanego w Warszawie za centrum duszpasterstwa akademickiego. – Chyba jeszcze więcej dobra (niż podczas Trybun Duszpasterskich – przyp.red.) działo się podczas Tygodni Kultury Chrześcijańskiej, pierwszy, w kościele św. Anny w Warszawie w roku 1975, został zaproponowany przez ks. Tadeusza Uszyńskiego – przypomina o. Jacek Salij. – Najpotężniejsze Tygodnie były we Wrocławiu, w bardzo wielu kościołach, nieraz po kilkadziesiąt (!) spotkań w jednym tygodniu. Pamiętam wspaniale zorganizowane Tygodnie w Bydgoszczy. One tam się zaczęły w roku 1976 – jeździłem do Bydgoszczy z różnymi odczytami czy na dyskusje i panele wielokrotnie – opowiada dominikanin.
To właśnie przed kościołem św. Anny w Warszawie podczas pierwszej papieskiej pielgrzymki odbyło się pamiętne spotkanie Jana Pawła II z młodzieżą, nominalnie akademicką, faktycznie wszelką, z całego kraju. Tłumnie stawiła się o świcie. – A teraz poświęcę wasze krzyże – powiedział na zakończenie spotkania papież. Na Krakowskim Przedmieściu wyrósł las rąk z małymi i większymi krzyżykami. Jeśli ktokolwiek był zdziwiony tym niesłychanym tłumem przygotowanym na taki rozwój akcji, to na pewno nie był to Jan Paweł II.

Tłumy towarzyszyły papieżowi na każdym kroku – i choć państwowa telewizja i inne media robiły wszystko, żeby tego nie było widać, to jednak zdołaliśmy się wtedy zobaczyć. I się policzyć, jak wiele razy od tamtej pory mówiono.

George Weigel podsumowuje to mocnymi słowami: „Oto zwykli ludzie (…) podjęli świadomą decyzję, aby żyć „w prawdzie”, żyć „jak gdyby” byli wolni i położyć kres kulturze kłamstwa, która określała publiczną moralność za panowania komunizmu”. Wyjaśnia też, co ma na myśli, pisząc o „ostatecznej rewolucji”: „Zwrócenie się ludzi ku dobru, ku temu co prawdziwie ludzkie i – ostatecznie – ku Bogu, który sprawił, że możliwy stał się skuteczny i długotrwały opór (…) który doprowadził do bezkrwawego obalenia komunizmu w Europie Środkowowschodniej”. [7]

Zanim stąd odejdę

„Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów!” – tak mówił Jan Paweł II 41 lat temu w Krakowie, już na zakończenie pielgrzymki, która miała przynieść niezwykłe owoce.

George Weigel uważa, że celem pielgrzymki JP II było to właśnie obudzenie człowieka: „W całej Europie Środkowowschodniej napotykałem ludzi mówiących komunizmowi „nie”, „nie”, którego podstawą było bardziej wzniosłe i zniewalające „tak”: „tak” dla prawdy o człowieku, ludzkiej wspólnocie, ludzkiej wolności, ludzkim przeznaczeniu i – wreszcie – o Bogu. Szczególna rola Kościoła i Jana Pawła II w przygotowaniu owego „tak” stała się ośrodkiem moich badań i analitycznym rdzeniem tej książki”. [8]
Młodzi Polacy, którzy przyszli na świat już w innej Polsce, są dziś dorosłymi ludźmi, mają ponad trzydzieści lat. Czy otrzymali przekaz o tamtym czasie, o obudzonych nadziejach i sile Ducha Świętego, który zstąpił i odnowił oblicze naszej ziemi? Czy umiemy im opowiedzieć, że Jan Paweł II jest bohaterem XX wieku, wielkim liderem w skali nie tylko naszego kraju? Że jego imię wspominają z wdzięcznością nie tylko katolicy i nie tylko chrześcijanie, i nie tylko wierzący.

„Zanim stąd odejdę – mówił do nas w Krakowie w tymże 1979 roku – proszę was, abyście cale to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością”. Dzisiaj to my mamy ponieść w przyszłość całe to dziedzictwo, któremu na imię Jan Paweł II i wyrosła z jego nauczania Solidarność.

Wprawdzie nie udało się ogłosić papieża oficjalnym patronem naszej Ojczyzny, ale przecież dla wielu Jan Paweł II tym patronem jest, choć żadne władze z Solidarnością i prezydentem na czele o to się nie upomniały. Sama apeluję o to od kilku dobrych lat na wielu różnych forach. Czterdziestolecie „Solidarności” i stulecie urodzin papieża to dobra okazja, by tak się stało.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Przypisy; Źródła:

[1] Ewa K. Czaczkowska „Kardynał Wyszynski. Biografia”, Kraków 2013
[2] Andrzej Stelmachowski „Kształtowanie się ustroju III Rzeczypospolitej”, Warszawa 2011
[3] Vittorio Messori „Przekroczyć próg nadziei”, Warszawa, 1994
[4] Ewa K. Czaczkowska „Kardynał Wyszynski. Biografia”, Kraków 2013
[5] Jan Żaryn „Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce 1944-1989, Warszawa 2003.
[6] Leokadia, Głogowska, Jaromir Kwiatkowski „Drzewo przetrwania. Ucieczka z 82.piętra” , Zielonka, 2018
[7] [8]„Ostateczna rewolucja. Kościół sprzeciwu a upadek komunizmu” George Weigel, 1995

Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Piękne słowo „niezależność”
Dziesięciomilionowy związek był taranem pod osłoną którego działać mogły inne środowiska.
Historia Najnowsze wydanie
Czym zajmował się świat, gdy mieliśmy bolszewików na karku
Latem 1920 roku francuscy katolicy też mieli powody do radości: papież kanonizował Joannę d’Arc.
Historia Najnowsze wydanie
Czy raj położony był na księżycu?
Którego dnia i o której godzinie Adam i Ewa wzięli ślub?
Historia Poprzednie wydanie
Wojna, która pokazała, że przyszłość należy do Niemców
Gardził dziennikarzami, nazywał media „bronią Antychrysta”, ale sam chętnie z nich korzystał.
Historia Poprzednie wydanie
Warszawski zryw (nie)zwykłych ludzi
Czego nie wiesz o powstaniu? Zbiór tekstów poświęconych walkom w stolicy Polski i ich konsekwencjom