Kultura

Hollywood samo się cenzuruje. Dla Pekinu. Za pieniądze

Ze sceny kręconej w Szanghaju amerykański producent wyciął ujęcia wiszącej na suszarkach bielizny. Według Chińczyków taki obraz stawiał ich kraj w złym świetle.

– Każdego roku podczas rozdania Oscarów Amerykanie dostają wykład na temat tego, jak ich kraj zawodzi Hollywood w kwestii sprawiedliwości społecznej. Ale Hollywood regularnie cenzuruje własne filmy, by zadowolić Komunistyczną Partię Chin, największego światowego prześladowcę praw człowieka – stwierdził niedawno prokurator generalny USA Bill Barr.

Zwrócił uwagę na coraz poważniejszy problem współpracy Hollywood z Chinami, który ma już nie tylko wymiar czysto finansowy, ale pokazuje ogromną hipokryzję decydentów z „fabryki snów”. Nie dotyczy to jednak tylko showbiznesu. Również inne gałęzie przemysłu rozrywkowego, w tym sport, są uzależnione od chińskich pieniędzy.

NBA jak filia autorytarnego reżimu

Pod koniec 2021 roku szerokim echem odbił się spór między Chinami i koszykarską ligą NBA. Gdy manager drużyny Houston Rockets Daryl Morey zamieścił na Twitterze wpis popierający antychińskie protesty w Hongkongu, Chińskie Stowarzyszenie Koszykówki zapowiedziało zawieszenie współpracy z jego drużyną. Chińska telewizja i serwisy streamingowe zapowiedziały zaprzestanie transmisji meczy NBA, a duże sklepy internetowe koniec sprzedaży gadżetów z logo zespołu.
Daryl Morey, manager Houston Rockets, w lipcu 2011 w Szanghaju. Fot. Visual China Group via Getty Images
Bojkot NBA zapowiedział potężny producent obuwia sportowego Li-Ning oraz producent smartfonów Vivo, którzy byli sponsorem towarzyskich i pokazowych meczy zespołów NBA rozgrywanych w Pekinie. Te zapowiedzi były potężnym ciosem w całą branżę basketu. Amerykańską koszykówkę oglądało w sezonie 2018-2019 ok. 490 mln Chińczyków, czyli więcej niż wynosi liczba obywateli Stanów Zjednoczonych.

Morey skasował tweeta i pokornie przeprosił, zaznaczając, że kocha fanów NBA w Chinach. Rzecznik ligi NBA Michael Bass napisał w oświadczeniu, że ubolewa iż, „głęboko urażono wielu przyjaciół i fanów w Chinach”.

Ostatecznie mecze NBA nie pojawiły się w chińskim streamingu i w telewizji z innego powodu – przez pandemię COVID-19. Mimo to władze NBA do dziś borykają się z problemem „jednego tweeta”. W maju do gry wprowadzono więc Michaela Ma, który został nowym dyrektorem generalnym oddziału NBA w Chinach. Ma pochodzi z zamożnej chińskiej rodziny, prowadzącej liczne interesy – także medialne – w USA. NBA liczy, że jego reputacja i chińskie korzenie załagodzą konflikt.

Nie jest to wcale takie pewne. Przypomnijmy, że chodzi o konflikt rozpoczęty tweetem Moreya, broniącym praw człowieka, poparła administracja Donalda Trumpa. – Wielu graczy i właścicieli klubów NBA, którzy korzystają z wolności słowa do krytykowania swojego kraju, milknie, gdy chodzi o prawa innych narodów. Będąc po stronie Komunistycznej Partii Chin i ograniczając wolność słowa, NBA zachowuje się jak filia autorytarnego reżimu – powiedział wiceprezydent USA Mike Pence, krytykując przy tym firmę Nike, której sklepy w Chinach wycofały produkty z logo Huston Rockets. – Nike promuje się jako tak zwany lider sprawiedliwości społecznej, ale kiedy chodzi o Hongkong, to woli zostawiać społeczne sumienie za drzwiami – dodał wiceprezydent.

Prezydent Donald Trump szydził natomiast publicznie z trenerów San Antonio Spurs i Golden State Warriors, którzy bali się wziąć w obronę managera Houston Rockets. Nazwał ich tchórzami trzęsącymi się ze strachu przed Chińczykami.

Zapis na Kubusia Puchatka

Konflikt zresztą już wcześniej toczył się na niwie popkultury. Ponieważ wielu internautów w Chinach zaczęło porównywać prezydenta Chin Xi Jinpinga do Kubusia Puchatka, to na postać misia została nałożona cenzura w chińskim internecie, a film pt. „Krzysiu, gdzie jesteś?” nie został dopuszczony do wyświetlania w Państwie Środka.

Tę absurdalną sytuację pokazali w swoim filmie znani prowokatorzy Trey Parker i Matt Stone, którzy od ponad 20 lat dowalają wszystkim od lewa do prawa w serialu „South Park”. W odcinku o znamiennym tytule „Zakazane w Chinach” ukazują Puchatka, który zostaje aresztowany przez Chińczyków i jest torturowany w więzieniu. W odcinku numer 299 serialu (23 sezon) skrytykowano też koncern Disneya, za to, że cenzuruje swoje filmy, by sprzedać je na rynku chińskim.

#Metoo działa jak stalinizm? Cóż, czasem miewa oblicze totalitarne

Najmocniejsze oskarżenia, najmroczniejsze brudy. Jak niszczono Woody’ego Allena.

zobacz więcej
Efekt? „South Park” przestał być dostępny w Chinach. Twórcy nie zamierzali jednak nikogo przepraszać. W swoim stylu napisali w oświadczeniu: „Podobnie jak NBA, zapraszamy chińskich cenzorów do naszych domów i serc. My też kochany pieniądze bardziej niż wolność i demokrację. Xi w ogóle nie wygląda jak Kubuś Puchatek. Niech żyje Wielka Komunistyczna Partia Chin. Czy teraz jesteśmy w porządku, Chiny?”.

A w kolejnym odcinku powiedzieli ustami jednego ze swoich bohaterów dosadnie wprost do kamery: „Pierd..ć chiński rząd”. Prof. Jahara Matisek z US Air Force Academy w artykule dla Modern War Institute pochwalił twórców „South Park” za obronę wolności słowa, ale podobne głosy, szczególnie w Hollywood, były nieliczne.

Tylko Quentin może się postawić

Niestety twórcy „South Park” pozostali osamotnieni na placu boju. Prawie osamotnieni. Quentin Tarantino stanowczo sprzeciwił się próbom cenzurowania swojego ostatniego filmu „Pewnego razu w Hollywood” (2019), w którym pojawia się postać Bruce’a Lee (Mike Moh). Tarantino pokazał legendarnego aktora jako aroganckiego bufona, który na dodatek przegrywa walkę z kaskaderem granym przez Brada Pitta.

Dla wielu Chińczyków Bruce Lee jest świętością. Hollywood Reporter ujawnił, że oburzona sportretowaniem Lee była jego córka Shannon i to ona prosiła chiński rząd o ocenzurowanie filmu Tarantino. Film miał wejść do chińskich kin w październiku 2019 roku, czyli w czasie afery z NBA i „South Parkiem”. Premiera została odwołana przez upór dwukrotnego zdobywcy Oscara.

Tarantino jest jednak wyjątkiem w Hollywood. Jako jeden z niewielu filmowców wywalczył sobie prawo do ostatecznego montażu (final cut) swoich filmów. Producenci nie mogą bez jego zgody ich przemontować i zmieniać. Taki status ma niewielu filmowców.

„Pewnego razu w Hollywood” zarobiło na świecie 372 miliony dolarów. Jednak decydenci z Sony, które film wyprodukowało wyliczyli, że gdyby film był wyświetlany także w Chinach, to dochody przekroczyłby grubo 400 mln dolarów wpływów. – Wszyscy był zawiedzeni. Ja też. Również dlatego, że mieliśmy chińskich koproducentów. Ale jest pewna granica, jakiej nie wolno przekraczać. Jeżeli poprosiliby by Cliff wsadził do kominka twarz Katie dwa razy zamiast czterech, to mogę się na to zgodzić. Ale jeżeli chcą usunięcia całej sceny, bo może spowodować obiekcje widzów? Tego nie zrobię – powiedział Tarantino w wywiadzie dla internetowego serwisu filmowego Deadline.

Chiny zamieniono na Koreę Północną

Na ironię zakrawa fakt, że pod chińskie cenzorskie nożyczki wpadł film z Bradem Pittem, który za rolę w „Pewnego razu…” dostał upragnionego Oscara. W 2013 roku zakazano w Chinach wyświetlania filmu o apokalipsie zombie „World War Z” z nim w głównej roli.
Leonardo Dicaprio, Brad Pitt i Quentin Tarantino w Los Angeles podczas zdjęć do filmu „Pewnego razu w Hollywood” . Fot. BG010/Bauer-Griffin/GC Images
Początkowo podejrzewano, że Chińczycy nie mogą wybaczyć Pittowi zagrania w antychińskim „Siedem lat w Tybecie” (1997) Jeana-Jacques Annaud. Jednak autor książki „World War Z” Max Brooks ujawnił w lutym tego roku prawdziwe powody cenzury filmu na chińskim rynku. Brooks, który jest synem legendarnego reżysera Mela Brooksa, napisał, że chodzi o wymowę jego dzieła.

„W mojej zombie apokaliptycznej powieści, przypadki tajemniczej choroby pojawiają się początkowo gdzieś w Chinach. Rząd ukrywa informacje o zakażeniach i grozi lekarzom, którzy chcą o nich alarmować świat. To wszystko doprowadza do tego, że wirus najpierw rozprzestrzenia się po kraju, a potem atakuje cały świat. Brzmi znajomo?” – pisał w lutym 2020 roku w „The Washington Post”. Nie ukrywał, że celowo wybrał Chiny jako miejsce, gdzie narodził się wirus. „Potrzebowałem autorytarnego reżimu, który kontroluje prasę” – stwierdził.

Brooks dostał propozycje ocenzurowania swojej książki na rynek chiński, zastępując na jej kartach Chiny bliżej nieokreślonym krajem. Nie zgodził się. Możliwe jednak, że nawet gdyby poszedł na ustępstwa, to jego książka nie miałaby premiery w Pekinie.

Tak było w przypadku filmu „Czerwony świt” z 2012 roku. Film Dana Bradleya jest remakiem jednego z klasycznych filmów akcji ery reaganowskiej. W 1984 roku czołowy prawicowiec w Hollywood, czyli John Milius (m.in. reżyser „Conana Barbarzyńcy” i scenarzysta „Siły Magnum” o Brudnym Harrym) nakręcił film o inwazji Sowietów na Amerykę, której dzielnie z bronią w ręku bronią patriotycznie nastawieni licealiści (w ich rolach m.in. Patrick Swayze i Charlie Sheen). Nowa wersja miała opowiadać o ataku Chińczyków na Amerykę. Z obawy przed niedopuszczeniem filmu na rynek chiński przepisano scenariusz, zamieniając chińską armię na Koreańczyków z północy. Jednak chińska cenzura i tak nie dopuściła do premiery filmu. W końcu Korea Północna to jeden z najwierniejszych sojuszników Pekinu.

Kogo obraża bielizna

W przypadku innych wysokobudżetowych premier decydenci w Hollywood nie mieli problemu z używaniem nożyczek. 23 film o Jamesie Bondzie „Skyfall” (2012) musiał rok czekać na premierę w Chinach. Zgodę otrzymał dopiero, gdy producenci wycięli scenę pokazującą prostytucję w Makau i zmienili tak tłumaczenie, by nie było w nich mowy o torturach zadawanych przez chińską policję.

„Piraci z Karaibów: Na krańcu świata” (2007) z kolei został skrócony o 10 minutową scenę z urodzonym w Hong Kongu aktorem Chow Yun-fatsem, którego wizerunek miał podobno obrażać Chińczyków.

Ocenzurowano też oscarowy film Martina Scorsese „Infiltracja” (2006). Musiała z niego zniknąć scena, w której Chińczycy chcą kupić za pomocą irlandzkiej mafii wojskową technologię. Nie jest tajemnicą, że Scorsese nie jest lubiany w Chinach od czasu jego filmu o Dalajlamie pt. „Kundun” (1997), co mogło mieć wspływ na odbiór kolejnych jego dzieł.

Niesłusznym książkom i filmom mówimy stanowczo: nie!

Jeśli uznamy, że należy eliminować pewne dzieła, to nie bawmy się w petycje. Od razu zaprośmy Winstona Smitha z „1984” Orwella. Ten miał wprawę.

zobacz więcej
Żądania chińskich cenzorów czasem bywają kuriozalne. Ze sceny otwierającej „Mission Impossible III”, kręconej w Szanghaju, wycięto ujęcia wiszącej na suszarkach bielizny. Według Chińczyków taki obraz stawiał ich kraj w złym świetle.

Czasem jednak śmiechu jest mniej. Na premierę oczekuje inny film z udziałem Toma Cruise’a: „Top Gun: Maverick”, będący kontynuacją kultowego „Top Gun” Tony’ego Scotta z 1986 roku. W zwiastunie filmu uważni fani dopatrzyli się zmiany charakterystycznej naszywki na lotniczej kurtce Mavericka. Rozsławiona właśnie przez „Top Gun” naszywka „Far East Cruise 63-4, USS Galveston” była złożona z flag USA, Japonii, Tajwanu i ONZ. W nowym filmie flagi Tajwanu i Japonii zostały zastąpione podobnymi symbolami, które jednak nie są flagami tych krajów. Chiny nie uznają Tajwanu, a z Japonią mają trudną historię.

Zmiana pochodzenia bohatera

Przywołany na początku tekstu Prokurator Generalny USA Bill Barr w swoim przemówieniu w bibliotece prezydenta Geralda Forda w Michigan powiedział, że producenci z Hollywood koprodukując filmy z Chińczykami, udostępniają komunistom swoje technologie. Wymienił przy tym Tencent Pictures i Alibaba Pictures, które współprodukowały takie wielkie hity jak „Wonder Woman”, „Bumblebee” czy ostatnią część „Mission Impossible”. Natomiast studio produkujące trylogię o Batmanie Christophera Nolana oraz ostatnie sequele „Jurrasic Park” należą do chińskiej Wanda Group.

Wymienił też kolejne filmy cenzurowane przez Hollywood w imię dobrych relacji z komunistycznym reżimem. Jednym z nich jest „Doktor Strange” (2016) Scotta Derricksona, będący częścią serii marvelowskiego uniwersum Avengersów. Postać znana jako Ancient One w komiksie ma korzenie tybetańskie. W filmie zamieniono je na celtyckie.

Barr w swoim przemówieniu uderzył nie tylko w Hollywood, ale też wielkie korporacje jak Google, Microsoft, Yahoo i Apple, łamiące własne standardy w imię zarabiania pieniędzy w kraju rządzonym przez komunistów. Oczywiście managerowie tych gigantów i producenci w Hollywood mogą przekonywać, że to wszystko mało znaczące ustępstwa. Jak jednak ci sami ludzie, którzy codziennie mówią o potrzebnie pielęgnowania praw mniejszości etnicznych i seksualnych, mogą tolerować jawną homofobię chińskich komunistów?

Wycięto homoseksualizm Freddiego

Najważniejsze dla środowisk LGBT hollywoodzkie filmy były zakazane w Chinach. „Tajemnica Brokeback Mountain” (2005) nie pojawiła się na ekranach, choć chińskie media poinformowały, że urodzony na Tajwanie Ang Lee dostał za reżyserię filmu Oscara. Niemniej jednak w relacji telewizyjnej wycięto fragment jego wypowiedzi, który odnosił się do o homoseksualizmu.
Bill Barr, prokurator generalny USA. Fot. Oliver Contreras/Sipa/Bloomberg via Getty Images
Inny sztandarowy dla środowisk gejowskich film, nominowany do kilku Oscarów „Tamte dni, tamte noce” (2017) włoskiego reżysera Luca Guadagnino został w 2018 roku usunięty z Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Pekinie i nie spowodowało wezwań do bojkotu festiwalu przez znaczące postacie z Hollywood.

Producenci zgodzili się też na ocenzurowanie na chińskim rynku biografii Queen „Bohemian Rhapsody” (2018). Wycięto z niej wszystkie sceny wskazujące na homoseksualizm Freddiego Mercury. Słowo gej zostało też wycięte z oscarowej przemowy Rami Maleka, grającego Freddiego. To także nie spowodowało, że hollywoodzcy prominenci odcięli się od Chin.

W maju tego roku republikański senator Ted Cruz przedstawił projekt ustawy SCRIPT Act (The Stopping Censorship, Restoring Integrity, Protecting Talkies Act), która zabrania rządowym instytucjom współpracy technologicznej i każdej innej (udostępnianie baz wojskowych etc.) z tymi studiami filmowymi, które cenzurują swoje filmy, aby móc zarabiać pieniądze na chińskim rynku.

Jak zareaguje na ten pomysł Hollywood? Nietrudno się domyślić, już teraz Donald Trump jest przez lewicowe media nazywany rasistą tylko za to, że COVID-19 nazywa chińskim wirusem. Najwyraźniej Hollywood zostało zarażone nieco innym wirusem z tego samego kraju – juanem.

– Łukasz Adamski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Tom Cruise w czasie zdjęć do "Mission Impossible III" w Szanghaju. Fot. China Photos/Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Igraszki z diabłem. Jak Bułhakow próbował przechytrzyć Stalina
– Sztuka jest bardzo dobra, ale nie wolno jej wystawiać – zdecydował gensek.
Kultura Poprzednie wydanie
Czarny, którego Murzyni odrzucili jak białego
18 września mija 50. rocznica śmierci Jimiego Hendriksa.
Kultura wydanie 11.09.2020 – 18.09.2020
Dramat opętanej zakonnicy. I wielki powrót Kożuchowskiej
Egzorcyzmy poddane wiwisekcji.
Kultura wydanie 11.09.2020 – 18.09.2020
Malował Hel, grał Szopena na skrzypcach. Poeta zbuntowany....
Przyjaciele z poetyckiej grupy dostali się do niewoli. Gałczyński ocalał dzięki wymianie jeńców, został pognany do hitlerowskiego obozu i przeżył… Sebyła pozostał w ZSRR.
Kultura wydanie 11.09.2020 – 18.09.2020
Pociągają go dzikie rejony świata i umysłu. Szaman z pędzlem
Mam wrażenie, że artysta potrafi kontaktować się z duchami naszych praprzodków z epoki kamiennej.