Rozmowy

Żądali obniżenia wieku emerytalnego do 50-55 lat. Oraz wprowadzenia kartek na żywność

Grupa ekspertów zorganizowana przez Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka wybiła z głowy strajkującym robotnikom żądanie wolnych wyborów do parlamentu. I była sceptyczna wobec postulatu dotyczącego niezależnych związkach zawodowych – mówi Antoni Dudek, historyk i politolog z UKSW w Warszawie.

TYGODNIK TVP: Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Stoczni Gdańskiej ogłosił 17 sierpnia 1980 roku dwadzieścia jeden postulatów skierowanych do władz. Jakie było ich znaczenie?

PROF. ANTONI DUDEK:
Postulaty miały przede wszystkim wyrażać najważniejsze oczekiwania strajkujących. Były kwintesencją znacznie większej liczby postulatów, które zostały zgłoszone przez strajkujących, a z których ostatecznie wybrano dwadzieścia jeden.

W szczytowym momencie MKS w Gdańsku reprezentował kilkaset zakładów, co przekładało się na kilkaset tysięcy ludzi w nich zatrudnionych. Trzeba jednak pamiętać, że równolegle trzydzieści sześć postulatów ogłosił MKS w Szczecinie, który jednak w mniejszym stopniu przebił się do świadomości mediów zagranicznych, i pozostał w cieniu. Postulaty obu komitetów były w dużym stopniu do siebie podobne.
Stocznia Gdańska im. Lenina w sierpniu 1980. Fot. PAP/ Jakub Grelowski
Postulaty można podzielić na te, które miały charakter polityczny – one stanowiły wyraźną mniejszość – i ekonomiczny. Dla władz największy problem stanowiły oczywiście postulaty polityczne.

Na czele z postulatem numer jeden, mówiącym o „akceptacji niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych”.

Wokół niego toczyła się najostrzejsza walka. Oczywiście wtedy, gdy władze już pogodziły się z tym, że muszą negocjować z MKS-em. Początkowo podjęły bowiem próbę rozbicia od dołu poparcia dla komitetu.

W jaki sposób?

Znieść ceny komercyjne, wprowadzić kartki na mięso i trzyletni urlop macierzyński

21 postulatów. Przeczytaj z uwagą.

zobacz więcej
To była misja wicepremiera Tadeusza Pyki, który przyjechał do Trójmiasta, ale nie udał się do Stoczni Gdańskiej. Próbował rozmawiać ze strajkującymi załogami z zakładów spoza stoczni. Liczył na to, że uda się jemu złamać solidarność strajkujących. Próba ta zakończyła się jednak porażką. Pyka został odwołany. Zastąpił go Mieczysław Jagielski, który udał się do stoczni i rozpoczął negocjacje.

To, że najostrzejszy spór dotyczył postulatu numer jeden, czyli niezależnych od władz związków zawodowych, nie oznacza, że inne postulaty nie budziły kontrowersji. Niemniej dla władz głównym problemem były postulaty polityczne. W tle sporu było choćby to, że podczas strajku wielu działaczy opozycji było uwięzionych. Strajkujący domagali się ich uwolnienia, na co władze nie chciały się zgodzić. To był moment, w którym one ciągle wierzyły, że uda się oddzielić opozycję od strajkujących.

Część osób z MKS-u – nie tylko gdańskiego, ale też z innych miast – w przeszłości działało w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża czy w innych organizacjach opozycji przedsierpniowej. Była to jednak wyraźna mniejszość. Później – przez wiele miesięcy działalności Solidarności – propaganda władz głosiła, że w Solidarności można rozróżnić dwa nurty: pierwszy – zdrowy, robotniczy; słusznie zaprotestował przeciwko wypaczeniom socjalizmu ekipy Edwarda Gierka, który już został usunięty, a partia naprawia swoje błędy.

A drugi nurt?

Ten według propagandy był z kolei wrogi, antysocjalistyczny – zmierzał do obalenia ustroju, stały za nim zachodnie, imperialistyczne wywiady, jak i oczywiście ludzie związani z KOR, KPN i ROPCiO.

Rozgrywka rozpoczęła się już w trakcie strajku. Wprawdzie władze nie posunęły się do tego, by żądać usunięcia pewnych ludzi z MKS-u, ale Mieczysław Jagielski wielokrotnie dawał do zrozumienia, że w komitecie są osoby, którym niekoniecznie chodzi o to, żeby się dogadać. To wywoływało nerwową reakcję wśród strajkujących, którzy odpowiadali, że „pan premier nie będzie nam mówił, kto ma nas reprezentować”.
Stocznia Gdańska im. Lenina w sierpniu 1980. Fot. Keystone/Getty Images
Należy też przypomnieć kwestię Komisji Ekspertów przy MKS w Gdańsku, zorganizowanej przez Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka. Została ona dopuszczona do stoczni przez władzę w nadziei, że będzie hamowała radykalizm postulatów strajkujących.

Z jakim skutkiem?

Do pewnego stopnia to zadziałało, dlatego że grupa doradców wyperswadowała strajkującym najbardziej radykalne postulaty, na czele z postulatem wprowadzenia wolnych wyborów do parlamentu. Poza tym dość długo byli oni sceptyczni, jeżeli chodzi o postulat o niezależnych związkach zawodowych; uważali, że jest on zbyt daleko idący, że władze na niego się nie zgodzą.

Ostatecznie eksperci jednak ustąpili, albowiem zorientowali się, jak duża jest determinacja strajkujących. Uznali, że trzeba ich poprzeć, bo po pierwsze: może rzeczywiście jest jakaś szansa na przyjęcie przez władze tego postulatu, a po drugie: mogliby stracić wiarygodność, jako doradcy, w oczach strajkujących.

Większość z dwudziestu jeden postulatów miała jednak charakter ekonomiczny. Dotyczyły one podwyżki płac, różnych dodatków…

Także obniżenia wieku emerytalnego.

Dzisiaj taki postulat może szokować. Dotyczył obniżenia wieku emerytalnego do pięćdziesięciu lat w przypadku kobiet i pięćdziesięciu pięciu w przypadku mężczyzn. Zawierał też rozwiązanie alternatywne: emerytura dla kobiet z trzydziestoletnim stażem pracy, zaś dla mężczyzn z trzydziestopięcioletnim stażem. Obecnie mogłoby się to wydawać surrealistyczne. Pamiętajmy jednak, że dzisiaj Polacy żyją średnio dziesięć lat dłużej – może nawet trochę więcej – niż wtedy. Struktura demograficzna ówczesnego społeczeństwa była inna. Zwróciłbym uwagę, że wśród postulatów znalazło się żądanie wprowadzenia kartek na żywność, który dość szybko został zrealizowany. Był to postulat bardzo egalitarny.

Można powiedzieć, że ogłoszenie postulatów było pewnym przełomem?

Przełomowy był moment, w którym zdecydowano się powołać MKS. W pierwszej fazie, czyli w dniach 14-16 sierpnia, Stocznia Gdańska tak naprawdę walczyła przede wszystkim o swoje sprawy. Jednakże nagle stała się zarzewiem buntu na całym Wybrzeżu.

Gdy 16 sierpnia Wałęsa ogłosił zakończenie strajku, wówczas doszło do słynnego protestu przedstawicieli komitetów strajkowych z mniejszych zakładów. Pod wpływem presji protestujących, rozpoczęła się słynna akcja kobiet, czyli pań Aliny Pieńkowskiej, Henryki Krzywonos i Anny Walentynowicz, które zatrzymywały strajkujących robotników, jako że część z nich, po zakończeniu strajku, zaczęła już wychodzić do domu.
Stocznia Gdańska im. Lenina w sierpniu 1980. Fot. PAP/ Janusz Uklejewski
Ostatecznie strajk został wznowiony. Był to moment decydujący. Później ukonstytuował się MKS i rozpoczęła się dyskusja nad postulatami.

Jak wyglądała realizacja postulatów?

Większość postulatów została zrealizowana. Wprowadzono podwyżki płac. W postulatach była mowa o dostępie przedstawicieli wyznań do mediów, więc pojawiła się msza święta w radiu. Rozpoczął się też spór o soboty wolne od pracy, o których mówił ostatni, dwudziesty pierwszy postulat. Władze chciały wprowadzać wolne soboty stopniowo, przez kilka lat, z kolei Solidarność żądała, żeby od początku 1981 roku wszystkie soboty były wolne.

Niektóre postulaty są aktualne do dziś, np. punkt szesnasty: „Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym”.

Należy podkreślić, że ogłoszone postulaty nie były projektem konstytucji czy manifestem wolnościowym. To był konkretny zbiór żądań. Przyglądając się w tym kontekście dziedzictwu Solidarności, należy też zwrócić uwagę na program „Samorządna Rzeczpospolita”, uchwalony w październiku 1981 roku przez I Krajowy Zjazd Delegatów Solidarności.

Natomiast jest on w dużym stopniu anachroniczny, ponieważ zakładał, że Polska pozostanie w tej samej sferze geopolitycznej, czyli w Układzie Warszawskim i RWPG, jak i przy tym samym systemie gospodarczym. I jeżeli nawet zakładano wprowadzenie pewnych elementów gospodarki rynkowej, to jednak wykluczano przebudowę gospodarki w kierunku kapitalizmu.

Był to etap, który później Jadwiga Staniszkis trafnie nazwała samoograniczającą się rewolucją. Czyli – w skrócie – chcemy wielkich zmian, ale zarazem mamy świadomość, że mogą być one zagrożone przez interwencję wojskową Moskwy, dlatego mamy poczucie, że trzeba je ograniczać.

W Solidarności, a właściwie jeszcze przed jej narodzinami, kiedy formułowano postulaty, spór między radykałami a umiarkowanymi był nieustannie widoczny. Radykałowie mówili: „dodajmy jeszcze to; jeszcze tamto…”. A umiarkowani: „Nie, jak to zrobimy, to w ogóle nic nie osiągniemy; zderzymy się z władzą”. Spór toczył się przez całe szesnaście miesięcy.

Do „wybuchu” stanu wojennego.

Można powiedzieć, że okazało się, iż spór został rozstrzygnięty przez gen. Jaruzelskiego. Słowem, ani umiarkowani, ani radykałowie nie mieli racji. Po prostu PZPR nie była w stanie zaakceptować Solidarności, jako suwerennego bytu, ponieważ była ona ciałem obcym w organizmie ustrojowym PRL.

Bez względu na to, czy byłaby bardziej radykalna, czy umiarkowana, to władze na dłuższą metę planowały wkomponować ją w system, czyli ubezwłasnowolnić. A jeżeli ona się władzy nie dawała, to musiała zostać wyeliminowana. Albo musiał upaść system, co ostatecznie nastąpiło, tyle że dopiero w roku 1989.
Stocznia Gdańska im. Lenina w sierpniu 1980. Fot. PAP/ Stefan Kraszewski
Ale odwoływanie się do konstytucji, której się nie przestrzega, było stale obecne. Jeżeli spojrzymy na protesty z grudnia 1970 roku, a zwłaszcza na te z marca 1968, studenckie, to na nich głoszono: „Żądamy przestrzegania konstytucji PRL, w tym zwłaszcza…” – i tu następowało wyliczenie artykułów, mówiących o wolności słowa, druku, zgromadzeń, zrzeszania się itd.

Konstytucja PRL, jeżeli rozpatrzymy ją tylko przez pryzmat zawartości merytorycznej, była bardzo demokratyczna. Ale na przykład rzeczywisty ośrodek władzy, czyli PZPR, był do nowelizacji w 1976 roku w tej konstytucji w ogóle nieobecny.

Gdyby ktoś zajrzał do konstytucji PRL sprzed nowelizacji i próbował się dowiedzieć, kto w Polsce wówczas rządził, to by się dowiedział, że był to rząd powoływany przez Sejm PRL, i że władzę miała również Rada Państwa.

Prawdziwe centrum decyzyjne było w niej nieobecne. Ale w 1976 roku pojawiło się w konstytucji, dokładnie artykule trzecim, zdanie, że „przewodnią siłą polityczną społeczeństwa w budowie socjalizmu jest Polska Zjednoczona Partia Robotnicza”. Był to właściwie jedyny ślad istnienia PZPR w konstytucji. Przewodnia rola partii nie była przełożona na żadne konkretne zapisy, mówiące, czy PZPR ma być uwzględniana w procesie legislacyjnym, czy innych działaniach organów władzy państwowej.

A więc to była fikcja. Zresztą PRL był ustrojem opartym w dużym stopniu na różnego rodzaju fikcjach, których kwintesencją była właśnie konstytucja. Chociaż ona z punktu widzenia protestujących była wygodna.

Dlaczego?

Stawiała władze w sytuacji dość niezręcznej. Mianowicie, ludzie ciągle domagali się przestrzegania konstytucji. Ale władze oczywiście też twierdziły, że ją przestrzegają. Ale sytuacja później się odwróciła. Otóż gdy Solidarność jesienią 1980 roku chciała zarejestrować swój statut, władze domagały się, żeby do niego wpisać, że Solidarność będzie respektować wszystkie artykuły konstytucji PRL – w tym artykuł trzeci o przewodniej roli partii.

Chodziło o pewnego rodzaju hołd wobec PZPR. Solidarność nie chciała tego uznać, powstał spór, który ostatecznie zakończył się kompromisem: zapis nie znalazł się w tekście statutu Solidarności, za to znalazł się w aneksie do statutu, gdzie wpisano punkt, że Solidarność przestrzega konstytucji PRL. Tyle, że był to kompromis na papierze, bo de facto Solidarność przez całe swoje istnienie podważała przewodnią rolę partii.
Stocznia Gdańska im. Lenina w sierpniu 1980. Fot. PAP/ Stefan Kraszewski
Co dwadzieścia jeden postulatów mówiło o robotnikach?

Przede wszystkim, że robotnicy chcą lepiej żyć; że czują się oszukani przez Edwarda Gierka, który zapewniał, że będzie żyło się coraz lepiej. Do pewnego momentu, do połowy lat 70., Gierek słowa dotrzymywał, bo rzeczywiście żyło się coraz lepiej. Wzrost płac w pierwszej połowie lat 70. był rekordowy w dziejach PRL – wynosił mniej więcej 50 proc. Ale z czasem wszystko zaczęło się sypać. Strajki były wynikiem rozgoryczenia.

Robotnicy chcieli mieć pewne gwarancje, że nie zostaną oszukani przez kolejnego „Gierka”. Zresztą gdy podpisywano porozumienia sierpniowe, Gierek wciąż stał na czele partii. Dopiero kilka dni później został zmuszony do ustąpienia.

Taką gwarancją miały być niezależne, wolne związki zawodowe. Przypomnę, że postulaty dotyczące niezależnych związków zawodowych pojawiły się po protestach w grudniu 1970 roku. Tyle, że władze zdołały wtedy przekonać strajkujących, iż nastąpi odnowa oficjalnie istniejących związków, skupionych w tzw. Centralnej Radzie Związków Zawodowych.

Ale okazało się to fikcją. Wprawdzie pewna grupa przywódców robotniczych, strajkowych, została nawet wybrana do władz związków zawodowych – oficjalnych, niskiego szczebla – natomiast mniej więcej na przestrzeni roku: albo ich przekupiono i włączono do systemu, albo ich wyrzucono.

W sierpniu 1980 robotnicy nie dali się nabrać.

Chcieli uniknąć tego typu manipulacji. Chociaż Mieczysław Jagielski proponował odnowę związków zawodowych. Ale robotnicy odpowiedzieli, na zasadzie: „Niczego odnawiać nie będziemy. Niech pan premier odnawia sobie, co chce, ale my chcemy mieć organizację z gruntu nową, całkowicie niezależną”.

I w pierwszym postulacie zostało to wyraźnie powiedziane, że ma to być akceptacja niezależnych od partii i pracodawców – w domyśle: państwa – wolnych związków zawodowych. Postulat do tego odwoływał się do konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy, żeby uwikłać w tę sprawę prawo międzynarodowe, dające dodatkowe gwarancje.

Czy były w tamtym czasie jakieś nieporozumienia, pretensje o dwadzieścia jeden postulatów wśród samych robotników? Na przykład, że pewne kwestie zostały pominięte, albo że zostały w negocjacjach zesłane na dalszy plan?

O dwadzieścia jeden postulatów nie było pretensji. Natomiast był pewien antagonizm między robotnikami ze Szczecina i Gdańska, jako że w Szczecinie porozumienie podpisano 30 sierpnia, dzień wcześniej niż w Gdańsku. Była to zresztą inicjatywa wicepremiera Kazimierza Barcikowskiego. Gdańsk miał więc pretensje do Szczecina, że ten nie skoordynował działań i że nie nastąpiło równoczesne podpisanie porozumień.
Popisanie prozumień sierpniowych w Stoczni Gdańskiej, 30 sierpnia 1980. Fot. PAP/Zbigniew Trybek
Później było porozumienie z 3 września – z górnikami. A następnie, 11 września, podpisano czwarte, najmniej znane porozumienie katowickie, które było wynikiem niezadowolenia związanego z nieprecyzyjnością wszystkich dotychczasowych porozumień, na czele z gdańskim.

W jak sposób ta „nieprecyzyjność” się przejawiała?

Władze od samego początku interpretowały wszystkie możliwe zapisy porozumień w sposób zawężający. Na przykład, jak już się zgodziły podpisać artykuł dotyczący wolnych związków zawodowych, to później interpretowały następująco:

„No tak, ale myśmy podpisali z kim? Z MKS-em w Gdańsku, który reprezentował... – i tu następowało wyliczenie podlegających mu zakładów – później z MKS-em w Szczecinie i w Jastrzębiu-Zdroju. Łącznie daje to kilkaset zakładów. I proszę bardzo, w tych kilkuset zakładach możecie sobie tworzyć związki zawodowe. Ale poza nimi w Polsce jest jeszcze kilka tysięcy innych zakładów, które nie były reprezentowane przez MKS. I tam żadne związki zawodowe nie będą tworzone”.

To oczywiście była manipulacja, ale dopuszczalna przez zawężającą interpretację.

Dlatego we wrześniu doszło do kolejnego strajku – w Hucie Katowice. Podpisano tam najmniej znane, ale szalenie ważne porozumienie. Dlatego że władze zgodziły się na kolejne ustępstwa. Przyznały, że prawo do tworzenia związków zawodowych (i do wszystkich podjętych zobowiązań) przysługuje wszystkim zatrudnionym w państwowej gospodarce. Czyli nawet jeżeli jakiś zakład nie strajkował, to również na mocy tego porozumienia mógł założyć nowy związek zawodowy.

Co ważne, kiedy te wszystkie porozumienia podpisywano, łącznie z katowickim, to wtedy jeszcze nie było jasne, że powstanie jeden ogólnopolski związek zawodowy o nazwie NSZZ „Solidarność”. Władze ciągle miały nadzieję, że nawet jak już robotnicy będą tworzyć te niezależne związki zawodowe, to powstanie mnóstwo różnych związków, które będą ze sobą rywalizowały.

Dopiero 17 września 1980 roku zjechali się do Gdańska przedstawiciele komitetów strajkowych z całej Polski. I nie jednogłośnie, lecz po bardzo burzliwej dyskusji zdecydowano, że powstanie jeden ogólnopolski związek zawodowy, oparty na strukturze terytorialnej. To zresztą odróżniało Solidarność od niemal wszystkich związków zawodowych na świecie.

Na czym dokładnie polegała różnica?

Na świecie związki zawodowe mają z reguły strukturę branżową. W skrócie: mamy grupę zawodową, np. hutników, która tworzy związek zawodowy. I później związek ten wchodzi w porozumienie choćby z pracownikami innych działów branży metalowej. A następnie branża metalowa może się ewentualnie porozumieć z górnikami. W ten sposób powstają wielkie centrale związkowe.

Świdnicki kotlet, lubelski lipiec. Rok 1980 w „mieście PKWN”

Tu rozpoczęła rządy „władza ludowa” i tu zaczął się upadek systemu, wraz z podpisaniem pierwszego porozumienia i zgodą na wybory niezależnej od partii Rady Zakładowej.

zobacz więcej
Tymczasem Solidarność była od początku tworzona na zasadzie terytorialnej. Powstało ostatecznie ponad trzydzieści regionów Solidarności: Mazowsze, Śląsko-Dąbrowski, Gdański itd. Natomiast wszystkie zakłady z danego regionu w pierwszej kolejności wchodziły w skład związku.

Ale niezależnie mogły tworzyć struktury branżowe. Na przykład hutnicy z Warszawy mogli założyć sekcję z hutnikami z Krakowa czy Katowic. Niemniej ich pierwszą przynależnością był region Mazowsze, dla hutników z Krakowa – region Małopolska, a dla hutników z Katowic – region Śląsko-Dąbrowski.

To był ewenement. Dowodził, że Solidarność tak naprawdę nie była do końca związkiem zawodowym, tylko ruchem społecznym, ubranym z przyczyn politycznych, pewnych ograniczeń, w szaty związku zawodowego. Była czymś absolutnie unikalnym.

Do dziś trwają dyskusje, jak należy ją definiować. Na pewno była czymś więcej niż związek zawodowy i nie była partią polityczną, ponieważ zrzeszała ludzi o bardzo rozbieżnych poglądach. Łączył ich za to sprzeciw wobec systemu realnego socjalizmu.

– rozmawiał Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Stocznia Gdańska im. Lenina, sierpień 1980 roku. Fot. Keystone/Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Półkopek był srebrny, tymf mało warty, a złotym płacimy od 1924
Bank Polski powstał jako instytucja prywatna, niezależna od administracji państwowej. Historia pieniądza i bankowości.
Rozmowy Najnowsze wydanie
U nas inwencja reżysera sprowadza się do wywołania skandalu
Antoni Libera: Wielka literatura nie polega na choćby najcelniejszej myśli czy prognozie. Polega na pięknie.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Alergie wypełniły niszę zwolnioną przez choroby zakaźne
To cena płacona za „westernizację” modelu życia. Nie mamy gdzie nauczyć się, „kto swój, a kto wróg”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Czym cap odstraszał zarazę?
Wszystko leczyło laudanum, czyli opium zmieszane z winem w wersji dla kobiet, lub z wódką – dla panów.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Modlą się ze mną łąki. W góralskiej gwarze
Co jest najlepsze na uroki? I czym jest pijowecka, madziar, albo śtajerek?