Cywilizacja

Biopolityka. Czy życie ludzkie to zasoby państwa? Takie same jak węgiel?

W niektórych krajach podczas pandemii skreślano staruszków z listy dostępu do respiratora. To – dla społeczeństw – działanie samobójcze.

Kiedy wybuchła pandemia COVID-19, politycy – zwłaszcza w demokracjach wszelkiej maści – musieli się zmierzyć z trudnymi pytaniami: ile kosztuje dziś u nas jedno ludzkie życie i jedno ludzkie zdrowie? W jakim wariancie ostateczne straty w ludziach będą większe: z lockdownem czy bez?

Aby dodać temu drugiemu pytaniu większego dramatyzmu, dorzucano jeszcze jedno: czy więcej ludzi umrze od COVID-19 czy z bezrobocia i głodu?

W tych rachubach od początku pandemii istotne były kryteria ekonomiczne. A te rodzą pokusę darwinizmu społecznego, który głosi, że dla gospodarki nie każdy człowiek ma taką samą cenę. Dość powszechne jest przecież przeświadczenie, że prym w społeczeństwie wiodą ludzie młodzi, zdrowi, piękni i bogaci.

Pasterz i owce

Można odnieść wrażenie, że taki stan rzeczy znalazł potwierdzenie w niektórych decyzjach podejmowanych przez instytucje ochrony zdrowia w Europie w okresie pandemii. To choćby skreślenie z listy dostępu do respiratora ludzi po 70. czy 75. roku życia (jak to było w szczytowym momencie pandemii w Belgii, Francji, Hiszpanii czy we Włoszech) bądź wręcz podawanie morfiny zamiast leczenia pensjonariuszom domów opieki (jak w Szwecji).
Rudolf Kjellén, twórca pojęcia biopolityki. Fot. Wikimedia
Jednocześnie powszechnym światowym trendem stało się wprowadzanie przez władzę obostrzeń mających na celu zastopowanie rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2. A te z kolei działania dostarczyły materiału do rozważań zwolennikom rozmaitych teorii spiskowych. I tak pojawiły się opinie, że reżim pandemiczny to narzędzie, przy pomocy którego rządy sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć w kontroli społeczeństwa.

Warto zatem zastanowić się nad mechanizmami nadzoru państwa nad zdrowiem obywateli oraz prawdziwymi intencjami, jakie przyświecają władzy wprowadzającej lockdowny. Trzeba jednak na wstępie pewną rzecz doprecyzować: nie chodzi wyłącznie o działania dotyczące zdrowia ludzi, lecz patrząc znacznie szerzej – jak brzydko by to nie brzmiało – o zarządzanie zasobami biologicznymi, którymi dysponuje państwo.

Rzecz jasna naiwnością byłoby myśleć, że władza sprawując rządy nad społeczeństwem zachowuje się wobec niego niczym matka troszcząca się o swoje dzieci. Ale może w tym przypadku właściwą analogią jest inny przykład. Przywodzi on na myśl czasy biblijne: pasterz dbający o swoje owce. W archaicznym świecie rodów i klanów pozycja mężczyzny zależała między innymi od tego, jak wielkie i zdrowe posiadał on stado. Dlatego w takich okolicznościach dbanie przez pasterza o swoje owce było uprawianiem polityki.

Honorowe samobójstwo

A jak jest w nowoczesnym świecie? Czy aluzja, że państwo demokratyczne traktuje swoich obywateli jak zwierzęta hodowlane nie zakrawa na insynuację? Kluczem do odpowiedzi na te pytania jest termin „biopolityka”.

Owo pojęcie oznacza władzę nad życiem. Zaczęło ono robić karierę w zachodnich kręgach intelektualnych w drugiej połowie XX wieku. Jednak dużo wcześniej jako pierwszy użył go żyjący na przełomie XIX i XX stulecia szwedzki politolog Rudolf Kjellén. Definiował on państwo w kategoriach biologicznych – jako organizm. Kjellén jednak znany jest przede wszystkim jako autor innego terminu – „geopolityka”, który z kolei odnosi się do wpływu czynników geograficznych na stosunki międzynarodowe.

Według szwedzkiego uczonego, państwo składa się z komórek i tkanek społecznych, które muszą działać zgodnie ku wspólnemu rozwojowi i ewolucji. Zdarzają się jednak przypadki nowotworu, i wtedy się go usuwa.

Skądinąd obecna wiedza (bo nie ta sprzed 120 lat – kiedy wykuwał się termin „biopolityka”) na temat przyczyn powstawania nowotworów tylko wzmacnia owo onkologiczne porównanie.

Rak jest bowiem zbuntowaną komórką, która przeszła szereg mutacji, zaczęła się mnożyć w sposób niekontrolowany, uzyskała nieśmiertelność, nie popełniła – by użyć przenośni – honorowego samobójstwa dla zdrowia organizmu (apoptozy) i wymknęła się spod kontroli układu tępiącego wrogów i obcych, czyli układu odporności. I będzie ona ostatecznie źródłem śmierci organizmu jako całości.

Czy koronawirus powstrzyma eutanazję

Pandemia, boleśnie doświadczając społeczeństwa zachodnie, uświadamia im, jak bezcenne jest ludzkie życie.

zobacz więcej
W żadnym organizmie nie ma miejsca na wolność wyboru. Odbywa się bowiem brutalna kooperacja, w ramach której każdy zagrażający lub obcy element jest rozpoznawany i jak najszybciej w sposób jak najbardziej bezpieczny (z jak najmniejszym stanem zapalnym) usuwany lub neutralizowany.

I organizm na ogół robi to sam, choć na przykład zepsute zęby leczy lub usuwa nam dentysta. Jeśli tego nie zrobi, dostaniemy w wyniku nieleczonego zęba zapalenia nerek, co spowoduje ciężką chorobę, albo zapalenia wsierdzia, co nam może dość gwałtownie skrócić życie.

Sterylizacja i eutanazja

Nic dziwnego, że biopolityka inspirowała między innymi niemieckich narodowych socjalistów. Bezpośrednio powoływał się na nią choćby Hans Reiter w swoim wystąpieniu z roku 1934. Ten lekarz i bakteriolog przeprowadzał w ramach „higieny rasy” eksperymenty medyczne w obozie koncentracyjnym Buchenwald. Został za to uznany zbrodniarzem wojennym.

Przykładem nazistowskiej biopolityki może być też aborcyjne ustawodawstwo III Rzeszy.

W roku 1933 reżim hitlerowski zalegalizował usuwanie ciąży, ale tylko w przypadku, gdy dziecko w łonie matki miało wady wrodzone lub predyspozycje do nich. Chodziło o selekcję w ramach hodowli „rasy panów”.

Z kolei w roku 1943 na terytorium Polski okupanci niemieccy znieśli całkowicie kary za dokonanie aborcji. Miał być to jeden ze środków na biologiczne wyniszczenie Polaków.

Ale przecież o podejściu biopolitycznym możemy mówić nie tylko w przypadku państw totalitarnych. Jest ono obecne w państwach demokratycznych, którym nie da się zarzucić, iż przyświecają im jakiekolwiek ludobójcze plany. Można tu wskazać choćby Szwecję, gdzie w latach 1936-1976 osoby umysłowo upośledzone poddawano w majestacie prawa sterylizacji. Z kolei w Holandii od 2002 roku legalna jest eutanazja.

Tak więc i współcześnie biopolityka otacza nas nieustannie, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wystarczy zacytować relacjonowane w mediach rozmaite spory dotyczące choćby problemów demograficznych, antykoncepcji, in vitro, procesów migracyjnych czy eksploatacji środowiska naturalnego. Najczęściej dowiadujemy się, że starcia te mają podłoże światopoglądowe, a zasadnicza oś podziału przebiega między konserwatystami a progresywistami.

Zarządzanie zdrowiem

Tymczasem pandemia COVID-19 skłania do tego, żeby zakopać wojenne topory i biopolitykę potraktować nie jako broń w rękach zwolenników „cywilizacji śmierci”, lecz jako bardzo aktualne narzędzie opisu rzeczywistości. I wtedy przyjdzie nam sięgnąć po prace francuskiego filozofa, Michela Foucaulta.
Michel Foucault w roku 1979. Fot. Bettmann/Getty Images
Zasłynął on przede wszystkim jako czołowy przedstawiciel postmodernizmu. Zajmował się głównie relacjami między wiedzą a władzą oraz krytyczną analizą funkcjonowania takich instytucji, jak szpital psychiatryczny czy więzienie. Zabierał też głos w sprawach politycznych – angażował się po stronie szeroko pojętej lewicy (w młodości był przez kilka lat członkiem Francuskiej Partii Komunistycznej). Stał się jednym z mentorów zachodniej kontrkultury.

Foucault rozwinął swoje koncepcje biopolityczne w latach 70. Pisał: „Należałoby mówić o »biopolityce« dla określenia zespołu poczynań wprowadzających życie i jego mechanizmy w dziedzinę trzeźwych kalkulacji i z władzy-wiedzy tworzących czynnik przekształcenia ludzkiego bytu” („Historia seksualności”, przekład: Bogdan Banasiak, Tadeusz Komendant, Krzysztof Matuszewski, Czytelnik, Warszawa 1995). O co konkretnie chodzi? Zdaniem francuskiego filozofa, nowoczesność zmieniła model relacji, jakie łączą rządzących z rządzonymi. Postęp nauki i techniki oraz zmiany kulturowe sprawiły, że władza pozyskała środki do regulowania rozmaitych procesów, w tym najdrobniejszych ludzkich zachowań (obejmujących choćby takie sfery jak seksualność i prokreacja).

Wyłoniło się społeczeństwo dyscyplinarne, które anonimowo nadzoruje i maksymalizuje życie ludności jako funkcję interesu narodowego. Aktem politycznym stało się zaś zarządzanie zdrowiem indywidualnym i zbiorowym.

Wspólnota i odporność

W maju bieżącego roku na portalu Biopolitical Philosophy ukazał się esej hiszpańskiego pisarza i działacza ruchu LGBT Paula B. Preciado „The Biopolitics of COVID-19”, w którym czytamy między innymi: „Gdyby Michel Foucault przeżył AIDS w 1984 roku i pozostał przy życiu aż do wynalezienia skutecznej terapii antyretrowirusowej, miałby dziś 93 lata. Czy zgodziłby się zamknąć w swoim mieszkaniu przy rue de Vaugirard w Paryżu [odizolować z powodu pandemii COVID-19]? Pierwszy filozof w historii, który umarł wskutek komplikacji wynikających z zakażenia HIV, pozostawił nam jedno z najbardziej efektywnych narzędzi do rozważenia, jak politycznie zarządzać epidemią – idee, które w atmosferze szalejącej i zaraźliwej dezinformacji są jak poznawczy sprzęt ochronny”.

Autor tekstu zauważa również, że po kryzysie, który przyniosła pandemia AIDS, wielu myślicieli rozwijało i radykalizowało hipotezy Foucaulta, badając związek immunologii z biopolityką. Wśród nich był włoski filozof Roberto Esposito.

Przeanalizował on powiązania między wspólnotą jako pojęciem politycznym (po angielsku: community) a odpornością jako pojęciem biomedycznym i epidemiologicznym (po angielsku: immunity).

Lekarz nie pomoże choremu rasiście. Chyba, że ten będzie umierał

Tylko poprawni politycznie pacjenci zachowają opiekę zdrowotną.

zobacz więcej
Te dwa terminy – zwrócił uwagę Esposito – mają wspólny rdzeń łaciński – „mun”, co po polsku oznacza: cło (a także podatek, hołd, dar), które ktoś musi zapłacić, aby być częścią społeczności. Społeczność zaś to po łacinie „cum munus”: grupa ludzi połączona wspólnym prawem i wzajemnym obowiązkiem. Natomiast rzeczownik immunitas jest słowem, które wywodzi się z negacji „munus”. W prawie rzymskim immunitet był przywilejem, który zwalniał kogoś z obowiązków dzielonych przez wszystkich.

Jaki z tego wniosek wyciągnął Esposito? Ten, którego na gruncie prawa rzymskiego z obowiązków wobec wspólnoty zwolniono, został zaszczepiony. Ten, którego pozbawiono „munus” („de-mmunized”), stracił wszelkie przywileje wspólnotowe po tym, jak został uznany za zagrożenie dla społeczności.

Lewiatan z mieczem

Podobnym tropem, co Esposito, podąża od wielu lat inny – dużo bardziej znany – włoski filozof – Giorgio Agamben. Jednym z centralnych pojęć, jakiego używa, jest „nagie życie”. Oznacza ono istnienie w sensie biologicznym, które zostało zawłaszczone przez nowoczesne państwo.

Agamben aktywnie uczestniczy w debacie na temat społecznych konsekwencji pandemii COVID-19, toczącej się na włoskich portalach Antinomie i Quodlibet. Krytykuje politykę lockdownu i zamykania ludzi w domach.

W notce „Reflections on the plague” filozof konstatuje, że „społeczeństwo zgodziło się na to, żeby czuć się zarażone, żeby się izolować w domach, żeby zawiesić normalne warunki życia, stosunki pracy, przyjaźń, miłość, a nawet przekonania religijne i polityczne. Dlaczego nie było protestów i zastrzeżeń, tak jak to się zdarza w takich przypadkach?”.

Według Agambena pandemia COVID-19 ujawniła sytuację graniczną: „ludzie już w nic nie wierzą poza gołym biologicznym istnieniem, które trzeba zachować za wszelką cenę. Ale na strachu, że można stracić życie, może być ufundowana tylko tyrania, tylko potworny Lewiatan z obnażonym mieczem”.

Można przyjąć tezę, że biopolityka jest zaprzeczeniem humanizmu. Na gruncie bowiem dyskursu humanistycznego – zarówno czerpiącego wyłącznie ze świeckich źródeł, jak i nawiązującego także do chrześcijaństwa – człowiek to autonomiczna, odrębna istota obdarzona niezbywalną godnością. Zresztą w sukurs humanistom idzie genetyka. Zapis DNA genomu ludzkiego świadczy o niepowtarzalności i wyjątkowości każdego człowieka.

Natomiast inaczej do sprawy podchodzą teoretycy biopolityki. W ich oczach nie liczy się pojedynczy człowiek, lecz społeczeństwo. Traktują oni je w kategoriach zasobów – cennych, lecz zarazem na żądanie odnawialnych.
Giorgio Agamben, rok 2018. Fot. Leonardo Cendamo/Getty Images
Z perspektywy biopolityki życie ludzkie należy do podstawowych zasobów, którymi dysponuje państwo. Są nimi również między innymi kopaliny czy infrastruktura.

Demografia, głupcze

Biologiczne zasoby ludzkie leżą zaś u podłoża innych zjawisk, gwarantujących optymalizację produkcji i eksport. Chodzi na przykład o efekt skali produkcji – im więcej ludzi produkuje, tym więcej produktu (a to zapewnia podstawowe obniżenie kosztów stałych, takich jak niezbędna biurokracja, infrastruktura czy logistyka). Z kolei jakość zasobów ludzkich (ich trwałość w czasie – zdrowie – i inteligencja) gwarantuje również podstawowe podniesienie jakości produktu z zachowaniem jego ceny.

Od tego, jak politycy traktują swoje zasoby, zależy podnoszenie lub obniżanie pozycji państwa w globalnej grze. Aż się prosi sparafrazować słynne hasło Billa Clintona, gdy ubiegał się on o prezydenturę USA w roku 1992, i zawołać: „Demografia, głupcze!”. Użycie tego sloganu dziś byłoby przejawem właśnie myślenia biopolitycznego w debacie publicznej.

To jednak bynajmniej nie oznacza, że mocną pozycję państwu w świecie zapewniają wyłącznie ludzie młodzi, zdrowi, piękni i bogaci.

Stephen Hawking dowodził całym swoim życiem, jak dużo może w dziedzinie astrofizyki osiągnąć człowiek przykuty do wózka, i jak dużo trzeba dla kogoś takiego wymyślić wynalazków, aby swoje bezcenne myśli był w stanie światu przekazać.

Żeby zaś przekonać się, jak ważną rolę w społeczeństwie odgrywają seniorzy wystarczy sobie odpowiedzieć na następujące pytania: jaka jest średnia wieku profesorów uniwersytetów? A ordynatorów oddziałów klinicznych, którzy dzięki swojemu doświadczeniu kierują rozwojem przyszłych pokoleń lekarzy?

Jaka jest średnia wieku mistrzów, a jaka uczniów? A co biologia ewolucyjna mówi o gigantycznej pozytywnej roli babek dla przetrwania dzieci w populacji ludzi i waleni (bo tylko wśród dwóch rzędów ssaków: naczelnych i waleni istnieje „życie po menopauzie”, kiedy samica już nie wydaje potomstwa)?

Pożytki ze staruszków

Pomińmy już to, iż najstarsze pokolenia są nośnikami pamięci zbiorowej i celebrowanych tradycji. To zaś, jak dowodzą wykopaliska w Göbekli Tepe (w Turcji), właśnie owa pamięć i owe tradycje, a nie żadna rewolucja ekonomiczna, dały 12 tys. lat temu początek cywilizacji indoeuropejskiej.

Tyle że w tych wszystkich wymienionych przypadkach chodzi o atuty, które zmierzyć jest trudno. A są one przecież nie mniej, jeśli nie bardziej, istotne od siły mięśni i fizycznego zdrowia.

Być może dbałość o dzieci i starców była czynnikiem, który walnie przyczynił się do gigantycznego w ostatnim półwieczu boomu ekonomicznego w krajach zachodnich? Czynnik ten okazał się ważniejszy niż dorzucanie do worka z dochodem narodowym na głowę zysków wypracowanych przez zdrowych członków populacji w wieku produkcyjnym.

Zanim wymyślili osady i uprawy, zbudowali centrum wiary. Tysiące lat przed Stonehenge i piramidami

Mówią o nim „punkt zerowy” w historii cywilizacji. Łowcy-zbieracze konstruując Göbekli Tepe musieli znać zasady geometrii.

zobacz więcej
Owa dbałość o skrajne grupy wiekowe sprzyjała gospodarce, napędzała rynek. Poza tym zapewniała poczucie spokoju, stabilności i psychicznego komfortu, tak istotne dla funkcjonowania społeczeństwa.

Jeśli weźmiemy pod uwagę powyższe spostrzeżenia, to może się okazać, że takie podejmowane w okresie pandemii decyzje, jak skreślenie z listy dostępu do respiratora ludzi po 70. czy 75. roku życia, były dla społeczeństw europejskich samobójcze.

Bioetyka, nie eugenika

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że w Hiszpanii poprawiły się znacznie wskaźniki obrazujące, ilu ludzi w wieku produkcyjnym musi pracować na utrzymanie jednego emeryta. Tyle że miejsc pracy w tym kraju ubyło dużo więcej niż emerytów na utrzymaniu systemu ubezpieczeń społecznych. A ponieważ ciężki przebieg COVID-19 zostawia trwałe ślady na zdrowiu, w wypłacanych z konieczności rentach przybędzie zobowiązań państwa.

Decyzje o lockdownach oraz zamknięciu nas w domach można, a nawet trzeba rozpatrywać, z punktu widzenia biopolityki, czyli zarządzania biologicznymi zasobami ludzkimi, a nie tajnego spisku przywódców państw czy banksterów. Kto problemy wynikające z pandemicznego kryzysu rozwiązał lepiej, ten wygra w nadchodzącej rywalizacji post-covidowego świata. Z biologicznego punktu widzenia, władza, która troszczy się o zdrowie i życie obywateli (w istocie o ich biologiczną substancję) daje swojemu społeczeństwu większą szansę na po pierwsze przetrwanie, a po drugie sukces. Właśnie dlatego, że każdy genotyp ludzki jest w istocie unikatowy, dopuszczenie do depopulacji to gorzej niż głupota – to błąd.

Oczywiście owa troska może wynikać z różnych motywacji. Bo poza filozofią sprawowania władzy i techniką rządzenia są jeszcze motywacje.

Jeśli zaś chodzi o darwinizm społeczny, to prowadzi on polityków na manowce. Przyszłości nie ma eugenika, lecz bioetyka. Wskazuje ona wartości nieprzeliczalne na pieniądze. Bez nich odpiłujemy gałąź, na której siedzimy. A zarazem to właśnie bioetyka skłania do tego, żeby bacznie przypatrywać się pułapkom biopolityki.

– Magdalena Kawalec-Segond
– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Staruszek transportowany z domu opieki do szpitala w Sewilli w marcu 2020. Fot. Eduardo Briones /Europa Press via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Trzeba rozmawiać. Tylko czy to wciąż możliwe?
Cóż, chciałem tylko opisać okradzionych romantyków…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polski „doktor fizyki z bratem” obalają Einsteina. Czyli naukowo...
Uczony mówi rzeczy trudne. Pseudonauka wskazuje, na kogo zwalić winę.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy brodacze lepiej się rozmnażają?
Drwal – to dziś wzorzec z Sèvres męskości.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francuskie marzenia o oświeconym islamie
Emmanuel Macron między poprawnością polityczną a „islamofobią”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Wnuczek” zatrudnia taksówkarza
Jedna podniosła koszulkę i starszemu panu pokazała piersi. Druga obszukiwała jego szafki.