Historia

Lubił go Piłsudski, podobał się Mussoliniemu. Z taką twarzą mógł zostać aktorem albo dyplomatą

Podczas powitania z pracownikami ambasady i dziennikarzami oświadczył, że „Ludzie szanowani są dla swych zalet i cnót, a lubiani tylko dzięki wadom. […] Obawiam się, że wy będziecie mnie tutaj szanowali”.

„Pierwszy poeta wśród generałów” i „pierwszy generał wśród poetów” jako dyplomata? Przed taką rolą stanął w 1938 roku Bolesław Wieniawa-Długoszowski (22 lipca 1881 – 1 lipca 1942) i, choć sceptyczny wobec świata fraków i kołnierzyków, przyjął propozycję zostania ambasadorem Rzeczpospolitej we Włoszech. Proponował bowiem nie byle kto, bo minister spraw zagranicznych, a zarazem przyjaciel Wieniawy – Józef Beck. A że teren gorący, zarówno pod względem atmosferycznym, jak i politycznym? Ulubiony adiutant marszałka Piłsudskiego nigdy nie ukrywał, że uwielbia wyzwania i tak też potraktował swoją włoską misję.

Choć żołnierski mundur na ambasadorski frak Wieniawa zamienił tuż przed II wojną światową, wcześniej kilkakrotnie wypełniał zadania o charakterze dyplomatycznym. W 1918 roku pierwszy ułan II RP został wysłany przez Józefa Piłsudskiego do Paryża – wraz z Kazimierzem Dłuskim i Michałem Sokolnickim miał doprowadzić do zgody z Romanem Dmowskim i utworzenia jednolitej polskiej delegacji na konferencję paryską. Nad Sekwaną Wieniawa prowadził także, w imieniu Naczelnika Państwa, negocjacje z francuskim dowództwem wojskowym i Józefem Hallerem – celem było jak najszybsze sprowadzenie jego „błękitnej armii” do kraju.

Ostatecznie oddziały Hallera pojawiły się nad Wisłą dopiero kilka miesięcy później, ale Marszałek wciąż widział miejsce swojego adiutanta wśród korpusu dyplomatycznego. „Słuchaj, Wieniawa, ty masz twarz mało w wojsku używaną. Z taką twarzą mógłbyś być najlepiej kardynałem, albo aktorem filmowym, albo dyplomatą” – proponował Marszałek. Reakcja Długoszowskiego nie pozostawiała złudzeń: „W kawalerii można czasem robić głupstwa, ale nigdy świństwa: w dyplomacji na odwrót […]. Wolę zostać w kawalerii” – odpowiedział, ale i tak Piłsudski postawił na swoim.

W 1921 roku Wieniawa znalazł się w Bukareszcie, gdzie jako attaché wojskowy współprzygotowywał polsko-rumuńską konwencję sojuszniczą. Z kolei w 1927 roku – znowu na polecenie Marszałka – udał się do Watykanu, w związku z 5-leciem pontyfikatu papieża Piusa XI. Wreszcie, w 1933 roku, pojawił się po raz kolejny we Francji, aby wybadać stanowisko Paryża wobec objęcia władzy w Niemczech przez Adolfa Hitlera.
Z tą misją często wiązano zagadnienie tzw. wojny prewencyjnej, niemniej wydaje się jednak, że Piłsudskiemu chodziło raczej o wywarcie presji na nazistów niż planowanie wojny z Niemcami.

Śmigły zamknął przed nim drzwi

Po śmierci Marszałka Wieniawa stracił duchowego patrona i, jak sam pisał jeszcze przed I wojną światową do brata, „swojego wodza”. Rozluźnieniu uległy także inne przyjaźnie – artyści pokroju Juliana Tuwima czy Antoniego Słonimskiego zaczęli go unikać w miarę jak brutalizowała się władza sanacji. Wieczory spędzane przez Wieniawę ze skamandrytami w „Małej Ziemiańskiej” coraz częściej zastępowały więc noce u boku przypadkowych kompanów od kieliszka. Efekt? „Zaaresztowanego” za pijackie długi generała trzeba było wykupywać, czerpiąc pieniądze ze specjalnego funduszu GISZ”.

Równolegle postępowała dekompozycja sanacji i w rywalizacji między Ignacym Mościckim i Edwardem Rydzem-Śmigłym Długoszowski opowiedział się po stronie tego pierwszego. Częste kontakty na linii Wieniawa-Mościcki, zarówno na Zamku Królewskim, jak i w prezydenckiej siedzibie w Spale, nie mogły ujść uwadze Śmigłego – zadbało o to jego otoczenie, które rozpuszczało także kompromitujące plotki o Wieniawie wśród sanacyjnej elity. Do tego doszły jeszcze niewybredne uwagi pod adresem nowej wojskowej ekipy, wygłaszane przez „króla szwoleżerów” nie zawsze w zaufanym gronie.


Czy sojusz generała i prezydenta mógł zagrozić pozycji świeżo upieczonego marszałka? Zapewne nie – Wieniawa nie dysponował zapleczem politycznym i nie miał opinii biegłego w grach personalnych, ale Śmigły nie zamierzał tolerować wzmocnienia „Zamku” osobą popularnego wojskowego. Atmosfera wokół byłego adiutanta Piłsudskiego zaczęła się zagęszczać i ratunek nadszedł chyba z najmniej oczekiwanej, bo włoskiej, strony.

Zwolniło się stanowisko polskiego ambasadora we Włoszech i w miejsce Alfreda Wysockiego Włosi zaproponowali Beckowi „tego sympatycznego generała […], który nam się tu wszystkim ogromnie spodobał” – Wieniawę. Konkretnie zaproponował Benito Mussolini. Takie rozwiązanie było na rękę i Włochom, i Beckowi zyskującemu swojego człowieka nad Tybrem, i Śmigłemu pozbywającemu się z Warszawy niewygodnego konkurenta.

„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Legenda Pierwszego Ułana II RP

Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.

zobacz więcej
Wieniawa, choć najlepiej czuł się w koszarach, zapewne z ulgą przyjął ofertę szefa MSZ. Drzwi do kariery wojskowej były przed nim zamknięte, Mościcki pogodził się z przywództwem Śmigłego i próbował tylko łagodzić prawicowy skręt sanacji, a ponadto sympatia między Włochami a Wieniawą była wzajemna.

Przyjaciele z dyplomacji

Generał, znający język włoski i interesujący się tamtejszą kulturą, dał się poznać Mussoliniemu z jak najlepszej strony już w 1937 roku. Od tego czasu stojąc na czele delegacji wojskowej, zrobił wiele dla pielęgnowania kontaktów między legionistami i kombatantami włoskimi. Dzięki temu, jeszcze przed jego nominacją, urzędnik włoskiego MSZ zauważał w notatce, że „oprócz dynamicznego temperamentu […] jest lekarzem, literatem, politykiem, tłumaczem dzieł obcojęzycznych na polski i bohaterskim żołnierzem wojny światowej oraz polsko-bolszewickiej”. Sam Wieniawa tłumaczył zaś Galeazzo Ciano, szefowi włoskiej dyplomacji, że ma „żywą sympatię dla narodu włoskiego, dla Pana, dla Duce”.

Jaki był cel misji Wieniawy? Wobec coraz wyraźniejszego dryfu Włoch w stronę Rzeszy, Beck nakazał swojemu przyjacielowi działanie na rzecz zbliżenia polsko-włoskiego i osłabiania relacji Rzym-Berlin. Choć nowy ambasador miał w ręku kilka atutów – „tradycyjną we Włoszech przyjaźń dla Polski, uznanie Mussoliniego dla Piłsudskiego i znaczenie Polski jako czynnika pokoju w Europie” (jak pisał o nim Aleksander Zawisza, historyk, współpracownik Wieniawy podczas jego kariery w Rzymie, gdzie pełnił rolę radcy ambasady RP, autor publikacji „Ambasador Wieniawa”), jego zadanie było karkołomne. Okazało się to np. podczas kryzysu czechosłowackiego, gdy Wieniawa namawiał Włochów, aby poparli plan zajęcia przez Węgrów Rusi Podkarpackiej jako wstęp do sojuszu Węgier, Polski i Italii. Odpowiedzią było wymowne milczenie.
Królewskie przyjęcie szefa włoskiej dyplomacji i jego żony w Warszawie. Na zdjęciu stoją od lewej: Jadwiga Beckowa, żona szefa polskiego MSZ, Edda i Galeazzo Ciano oraz minister Józef Beck. Fot. Keystone/Hulton Archive/Getty Images
W Warszawie Wieniawa zostawił przykre wspomnienia, ale zabrał ze sobą legendarne poczucie humoru. Już podczas powitania z pracownikami ambasady i dziennikarzami oświadczył, że „Ludzie szanowani są dla swych zalet i cnót, a lubiani tylko dzięki wadom. […] Obawiam się, że wy będziecie mnie tutaj szanowali”.

Dowcip nie opuszczał generała także podczas spotkań z włoskimi oficjelami, w tym z samą królową. Podczas śniadania powitalnego na rzecz każdego nowego przedstawiciela Polski, wiekowa dama opowiadała historię o sobie i carskim gubernatorze. Poprzedni ambasadorzy potwierdzali, że cieszy się on dobrym zdrowiem, Wieniawa zaś stwierdził bez ogródek, że gubernator nie żyje od dwudziestu lat.

Dzień generała we Włoszech zaczynał się z samego rana – przejażdżką konną w ujeżdżalni jednego z rzymskich pułków kawalerii. Później, od godziny 10, pochłaniała go żmudna, dyplomatyczna praca: czytanie włoskiej prasy, przyjmowanie interesantów i przygotowywanie raportów. Te ostatnie odzwierciedlały osobowość nowego ambasadora – dzieliły się na oficjalne, tytułowane „Wielce Szanowny i Łaskawy Panie Ministrze” oraz nieoficjalne, adresowane do „Kochanego Szefa”. W owych „konspiracyjnych” raportach Wieniawa przekazywał Beckowi pozornie mało ważne, lecz przydatne informacje, dotyczące m.in. stosunków towarzyskich wśród faszystowskiej elity czy analizy charakterów włoskich przywódców – na podstawie bezpośrednich rozmów z nimi, np. Mussolinim.

Bieżąca działalność Wieniawy obejmowała również rozwijanie antyniemieckiej i prowłoskiej propagandy prasowej w Polsce. Choć oddalony od ojczyzny o niemal 2000 kilometrów, ambasador stale domagał się artykułów „podważających szczerość niemieckiej przyjaźni, akcentujących obecność niemieckich szpiegów we Włoszech i podkreślających gospodarcze uzależnienie Italii od Niemiec”.

Sojusznicy Polaków dostali 50 godzin na gwałt. Ciemna strona Monte Cassino

Ofiarą Marokańczyków z francuskich oddziałów kolonialnych padły Włoszki w wieku od 11 do 86. roku życia.

zobacz więcej
Reagował też na nagłe zwroty politycznej akcji – w okresie po konferencji monachijskiej wyjaśniał europejskim dyplomatom i dziennikarzom zajęcie Zaolzia. Dwa miesiące później zaproponował zaś Ignacemu Paderewskiemu zagranie koncertu w Rzymie. Wymowny to epizod – Wieniawa nie wahał się współpracować z przeciwnikami politycznymi, nawet wbrew sanacyjnej górze.

Znajomości z włoskimi kombatantami stanowiły dobry punkt wyjścia, ale fundamentem stosunków dyplomatycznych stały się osobiste kontakty Wieniawy z Galeazzo Ciano. Koledzy po mundurze (zięć Mussoliniego przed objęciem resortu był lotnikiem włoskich sił powietrznych) szybko przypadli sobie do gustu, a Wieniawa zadbał, żeby Polska kojarzyła się ministrowi tylko dobrze. Gdy w lutym 1939 roku Ciano i jego żona Edda (zresztą córka Mussoliniego) gościli nad Wisłą, zostali przyjęci z estymą wykraczającą poza standardy dyplomatyczne – podczas balu wydanym na cześć pary w kasynie oficerskim 1 Pułku Szwoleżerów, niemal wszyscy oficerowie zatańczyli z córką Duce, nie zabrakło także pokazu narodowych tańców w wykonaniu kawalerzystów.

„Robotnicy” z Polski jadą przez Włochy

Przyjaźń Wieniawy z włoskim ministrem nie mogła, rzecz jasna, zmienić biegu historii – w marcu 1939 roku ambasador przewidywał, że jeśli Hitler nie zrezygnuje z żądań wobec Polski, wojna jest nieunikniona. 1 września stała się faktem, niemniej Wieniawa długo pozostawał optymistą, wierząc, że Wojsko Polskie zdoła wytrzymać napór Wehrmachtu do nadejścia ofensywy aliantów. Dopiero agresja ZSRR sprawiła, że „po raz pierwszy był przybity; wzrok czerwony i oczy zaczerwienione od łez” (wspominał Ciano).

Mimo polskich klęsk na froncie ani na chwilę nie zaprzestał dyplomatycznej działalności – od pierwszych dni wrześniowych ambasada wydawała codzienny, dwustronicowy, biuletyn „Notiziario Polacco”. Drukowany w nakładzie 150-200 egzemplarzy, trafiał do polityków i dziennikarzy, informując ich o zbrodniach niemieckich w Polsce i stanowiąc odtrutkę na nazistowską propagandę.
Rok 1940. Uroczystość wręczenia sztandarów oddziałom saperów polskich we Francji . Fot. NAC
Choć Mussolini 23 września zadeklarował, że „po zlikwidowaniu Polski” droga do pokoju została otwarta, Włochy wykazały wiele dobrej woli wobec Rzeczpospolitej. Najważniejsza była kwestia tranzytu polskich żołnierzy (którzy po kampanii wrześniowej ewakuowali się do Rumunii i Węgier) przez Italię, do sojuszniczej Francji. Wieniawa zdołał wyprosić u Ciano zgodę na ich przerzut jako „robotników z południowej Polski” – akcja rozpoczęła się na początku października i trwała ponad pół roku.

Włosi postawili jedynie warunek: aby Polacy podróżowali bez mundurów i w małych grupach. Co więcej, Ciano zdecydował, że personel włoskich konsulatów w Rumunii i Węgrzech zostanie wzmocniony – dla wydania większej liczby wiz. W związku z tym, specjalnie przygotowanymi wagonami przez Włochy podróżowały grupy 50-100 osób, mogące liczyć nie tylko na ciepły posiłek (od Włoskiego Czerwonego Krzyża), ale i darmowy przejazd. Kiedy rządowi polskiemu we Francji urzędującemu w Angers zabrakło pieniędzy na opłacenie transportów, Wieniawa zadbał, by Włosi, przynajmniej przez jakiś czas wydawali „robotnikom” bezpłatne bilety kolejowe.

Łącznie do lutego 1940 roku, we Francji via Italia znalazło się ponad 8 tysięcy Polaków – znaczna część z nich stała się podstawą odtwarzanej nad Sekwaną armii. Warto też wspomnieć, że Włosi przymknęli oko na prowadzoną w polskich placówkach dyplomatycznych – na przełomie 1939 i 1940 roku – akcję werbunkową. W Mediolanie, Neapolu i Rzymie bez przeszkód funkcjonowały komisje poborowe rekrutujące miejscowych Polaków do WP. Wreszcie, nie sposób zapomnieć o tolerowaniu przez faszystów działalności polskich naukowców – do czerwca 1940 przy Stacji Naukowej PAU organizowano spotkania dotyczące historii i kultury Rzeczpospolitej.

Sikorski szkalował go przed Francuzami

W oczach premiera Władysława Sikorskiego wszystkie zasługi Wieniawy przekreślał jeden fakt. Fakt bycia piłsudczykiem.
Obaj generałowie znali się od czasów legionowych – to wówczas narodził się konflikt między Sikorskim i Piłsudskim. Wieniawa wziął stronę Komendanta. Choć spór przygasł w pierwszych latach II RP, po przewrocie majowym rozgorzał na nowo i przetrwał do śmierci Marszałka – Piłsudski mówił Długoszowskiemu, że „winien był spotkać Sikorskiego w maju po tamtej stronie, en face, a co on zrobił? Napisał tchórzliwy, wiernopoddańczy list jeszcze w czasie wypadków!”. Po 1935 roku Wieniawa w dalszym ciągu nie utrzymywał kontaktów z Sikorskim – jego stosunek do generała zmieniła dopiero klęska wrześniowa. W obliczu upadku państwa polskiego uznał, że obowiązuje zasada „wszystkie ręce na pokład” i zadeklarował pełną lojalność wobec nowego premiera i Naczelnego Wodza.

Sikorski tymczasem, niemal od początku premierostwa, kopał dołki pod swoim ambasadorem. Jeszcze we wrześniu, jako przywódca opozycji storpedował powierzenie Wieniawie prezydentury, w dodatku w hańbiących okolicznościach (nie zawahał się przed szkalowaniem dawnego kolegi przed francuskimi dyplomatami). W tym kontekście nie dziwi fakt, że kilka miesięcy później Sikorski uwierzył w plotki, jakoby Wieniawa szykował zamach stanu. Przekonał się o tym, wezwany do Paryża Marian Romeyko, jeden z najbliższych współpracowników generała. Z ust premiera usłyszał m.in.: „Wy sabotujecie moje zarządzenia, gdy ja tu odtwarzam armię polską. […] W Rzymie zbieracie nowy rząd z sanatorów? Przygotowujecie nową „majówkę?”.

Jak się potem okazało, informacje o piłsudczykowskim spisku Sikorski czerpał od Michała Pawlikowskiego, prezesa Prymasowskiego Komitetu Pomocy Uchodźcom w Rzymie, a zarazem zatwardziałego endeka.

Sikorski zdecydował się wysłać do Wiecznego Miasta swoje „uszy i oczy” – Jerzego Kurcyusza w roli wicekonsula. Ten doszedł do porozumienia z ambasadorem, ale w maju 1940 Włochy przystąpiły do wojny i czas polskiej ambasady w Rzymie dobiegł końca.

Wieniawa przedostał się do USA i stamtąd wysłał do Sikorskiego list z deklaracją współpracy. Zaproponował premierowi zorganizowanie przy armii amerykańskiej Legii Cudzoziemskiej, ale przyznawał, że jest gotów przyjąć jakiekolwiek stanowisko wojskowe. List przeszedł bez echa, a kontrpropozycja Sikorskiego z marca 1942 – posady posła na Kubie – była bliższa kpinie niż poważnej ofercie politycznej.

Cztery miesiące później, w Nowym Jorku Wieniawa skoczył z okna domu, w którym mieszkał. Miał 61 lat.

– Tomasz Czapla

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Ulubieniec Cezara – Bolesław Wieniawa-Długoszowski: Zarys biografii” Jacka Majchrowskiego, „Dali pieróg… i do Rzymu… Czyli o nominacji ambasadorskiej Wieniawy” Piotra Podemskiego, „Stosunki polsko-włoskie w latach 1918-1940” Stanisława Sierpowskiego oraz „Wieniawa – szwoleżer na pegazie” Mariusza Urbanka.
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Czy nadchodzi wojna światowa? Pamiętajmy o historii
Entuzjaści geopolityki znów snują apokaliptyczne scenariusze.
Historia Najnowsze wydanie
W Wannsee zamiast „zagłada Żydów” mówiono „ewakuacja”
Większość z tych nazistów po wojnie żyła spokojnie w RFN jako adwokaci, biznesmeni, aż do naturalnej śmierci.
Historia Najnowsze wydanie
Szkoły nie tylko dla szlachty, opera nie tylko dla króla
Współczesna historiografia dowartościowuje znaczenie i jakość jezuickiego kształcenia.
Historia Poprzednie wydanie
Synku, gdzie jesteś?
Szukali go 45 lat. Był zaledwie kilka kilometrów od rodzinnego domu...
Historia Poprzednie wydanie
Sto tysięcy procent przesady
Mickiewicz jest „brudny, karczemny” – pisał Koźmian. Ich spór to przestroga przed zacietrzewieniem.