Kultura

Pańszczyźniany Kopciuszek ze Wschodu. Seriale kochane przez Polaków

Była Katia, jest Polina. Choć serial „Cena wolności” okazał się nieco okrojoną wersją „Zniewolonej”, bijącej rekordy popularności w ubiegłe wakacje, to jednak obudził romantyczne dusze polskich widzów i stał się powodem wielu zaciekłych dyskusji na temat Kopciuszka ze Wschodu. 3 lipca o godz. 20.35 w TVP 1 rusza kolejny serial – „La Bandida”, choć o zupełnie innym kobiecym charakterze i to z samego serca Meksyku.

– Co ty mi za głupstwa opowiadasz? Jaki on był dobry ojciec, skoro całe życie dzieciakowi nie powiedział, że ona jest jego?! – irytuje się pani Basia, jedna z sąsiadek, które korzystają z uroków lata na ławce pod blokiem na warszawskim Żoliborzu. Jeśli tylko nie ma ulewy.

– No, co się denerwujesz. Przecież chciał ją uwolnić z tej pańszczyzny, tylko ten nieszczęsny notariusz, amant od siedmiu boleści, sfałszował nazwisko na akcie i wyzwolił tę swoją ukochaną – wyjaśnia pani Irmina.

– Myślałby kto, taki łaskawca. Mógł to wcześniej zrobić, a nie jak już leżał na wpół żywy. Zresztą gdybyś piła, jadła i tańczyła tyle, co oni, to byś też ducha wyzionęła prędzej niż później – ripostuje jednak koleżanka i przewraca oczami.

– Zobacz, zobacz, młodzież się z nas śmieje – mówi druga i wskazuje na mnie. Wywołana do odpowiedzi tłumaczę, że się nie śmieję, a uśmiecham, bo oglądałam i rok temu „Zniewoloną”, i teraz – podczas pandemii – „Cenę wolności”, więc doskonale orientuję się, o czym sąsiadki rozmawiają.

Wolność, miłość i „czarna owca”

W swych obserwacjach dotyczących bohaterów nie są odosobnione. W mediach społecznościowych powstały nawet specjalne grupy, skupiające zarówno fanów, jak i krytyków obydwu seriali, i uwagi internautów są bardzo podobne do tych zasłyszanych na żoliborskim podwórku. Jakąś fankę również oburza zachowanie hrabiego, który aż do swojej nagłej śmierci nie wyznał jednej z poddanych, że jest jego córką.

Ale od początku...
Spadkobierca Aleksieja Gołowina – Siergiej to alkoholik, hazardzista i hulaka, który sprzedaje majetk wraz ze służbą hrabiemu Krieczietskiemu, żeby spłacić długo karciane. Zaś Nowy właściciel, któremu uroda Poliny nie jest obojętna, uprzykrza jej życie. Fot. materiały TVP
Polina, czyli główna bohaterka serialu, to wychowanka z pozoru bezdzietnego księcia Aleksieja Gołowina. Dziewczyna słynie ze swojej wyjątkowej urody w całym jamburskim ujeździe, czyli ówczesnym rosyjskim powiecie. Książe Aleksiej Gołowin traktuje ją nie jak poddaną, ale swoją córkę. Obiecuje jej uwolnienie z pańszczyzny, chce też wydać ją za mąż. Z tej okazji wydaje na jej cześć bal. Niestety, podczas tańców dostaje ataku serca i umiera. Majątek po nim przejmuje jego krewny Siergiej. Alkoholik, hazardzista i niezły hulaka chcąc spłacić swoje karciane długi, sprzedaje szybko odziedziczony majątek oraz służbę hrabiemu Krieczietskiemu.

Ta serialowa „czarna owca” to największy wróg księcia Gołowina. Żeby nieszczęść nie było za mało, jak na taki serial, wezwany przez umierającego księcia notariusz fałszuje dokumenty uwolnienia i zamiast Poliny, wpisuje w nim imię służącej, w której sam się podkochuje. Książę w agonii podpisuje akt i nieświadomie pozbawia Polinę wolności. Jej narzeczony, gdy tylko dowiaduje się o jej pańszczyźnianym pochodzeniu, zrywa zaręczyny, a ona sama trafia na wieś. Zaś nowy właściciel majątku, któremu jej uroda nie jest obojętna, na wszelkie możliwe sposoby próbuje uprzykrzyć jej życie.

Brzmi znajomo? Dla tych, którzy śledzili losy Katii w ukraińskim serialu „Zniewolona”, z pewnością tak. Podobieństw między obydwoma produkcjami jest więcej niż różnic i być może właśnie dlatego polscy widzowie „Cenie wolności” dali szansę. Pierwszy odcinek, wyemitowany 8 czerwca na antenie TVP1, obejrzało średnio 2,5 mln widzów. Dla porównania – pierwszy odcinek „Zniewolonej’’ miał oglądalność na poziomie 1,01 mln.

– Nie dziwi mnie, że oglądalność rosyjskiego serialu była tak ogromna. Zadziałała tu prosta zasada, że lubimy oglądać to, co już znamy. A skoro rok temu nie zawiodła nas romantyczna historia, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i perypetii miłosnych, która dodatkowo okraszona była sentymentem i przypominała inną popularną telenowelę, czyli „Niewolnicę Isaurę”, to i tym razem z ochotą usiedliśmy przed telewizorami – uważa dr Karol Jachymek, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS.

Frywolne służące i żółto-blada bohaterka

Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków

Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?

zobacz więcej
Z ochotą usiedliśmy i oglądaliśmy cały czas, nawet jak budziła negatywne emocje. Bo zdania były podzielone.

„Drażnią mnie te frywolne służące, a główna bohaterka taka jakoś żółto-blada i wiecznie rozczochrana” – pisała jedna z internautek. „A ja tak sobie myślę, że to nie jest zły serial. Podoba mi się atmosfera dawnej Rusi, te stroje ludowe, pieśni, zwyczaje” – stwierdziła inna.

Nieuniknione były rzecz jasna porównania do „Zniewolonej”. Krytykowano i chwalono grę aktorów, poszczególne wątki i dialogi. „Denerwują mnie dłużyzny. Odnoszę takie wrażenie, że większość scen można skrócić o połowę. No i jeszcze irytuje beznamiętna gra aktorów. Przydałoby się z ich strony więcej emocji” – pisała zdecydowana miłośniczka hitu ubiegłorocznych wakacji.

„Jest dobrze, a może lepiej powiedzieć, że po prostu inaczej. Owszem można się do tego i owego przyczepić, ale warto. Jak ktoś chce być na bieżąco ze wszystkimi produkcjami kostiumowymi naszych wschodnich sąsiadów, to nie tylko warto, ale trzeba. Poza tym ten serial ma jeszcze jedną zaletę: człowiek oglądając nie denerwuje się tak, jak to było, gdy Katia przeżywała swoje przygody" – przekonywał ktoś inny do oglądania „Ceny wolności”.

Niektórzy doszukiwali się w serialu nie tyle podobieństwa, co wręcz kopii „Zniewolonej”. Okazuje się nawet, że jeśli do plagiatu miałoby dojść, to w drugą stronę: rosyjska „Cena wolności”, a w oryginale „Wolnaja Gramota”, powstała rok wcześniej niż serial ukraiński. Jej premiera odbyła się w 2018 r. na Pierwym Kanale. „Zniewoloną” emitowano od 25 lutego do 19 września 2019 na kanale STB.

Ciekawostką jest, że drugi sezon serialu o Katii widzowie TVP obejrzeli o wiele wcześniej niż mieszkańcy Ukrainy. Pierwszy odcinek w Polsce wyemitowano 3 sierpnia 2019 roku, a na Ukrainie miesiąc później – 2 września.

Czy Polina to Katia?
– Byłam z tego powodu przeszczęśliwa, bo mogłam zadzwonić do koleżanki z Ukrainy i opowiedzieć jej, po krótce, co wydarzy się w życiu głównych bohaterów. Ona z kolei szpanowała tą wiedzą wśród swoich najbliższych: mamy, babci, ciotek. Doszło do tego, że pisałyśmy do siebie prawie codziennie tuż po emisji kolejnego odcinka, a czasem nawet w trakcie – śmieje się Daria, wierna fanka „Zniewolonej”.

Jej zdaniem rosyjski serial nie jest zły, ale zdecydowanie zbyt krótki. Rzeczywiście przygody Poliny to zaledwie 18 odcinków, podczas gdy Katia raczyła widzów swoimi perypetiami w dwóch sezonach i w sumie w 48 odcinkach.

– Jeżeli „Zniewolona” biła takie rekordy popularności, to prostu nie da się nie porównywać obu seriali. Zawsze będzie w widzu chęć sprawdzenia, ale i odniesienia do tego, co już zna i widział. Skoro historie bohaterek są podobne, to i kreacje aktorskie zostaną poddane ocenie. Wszystko to rzecz jasna kwestia gustu. Jednym będzie się podobała ukraińska, a innym rosyjska wersja „Kopciuszka” ze Wschodu – mówi dr Jachymek.

I nawet jeśli ta wersja jest mniej intrygująca, czy nieco uboższa, to i tak wierni widzowie śledzą losy głównej bohaterki i współczują jej z powodu wielu niesprawiedliwości, jakich doświadcza, trzymając kciuki za szczęśliwy finał miłosnego wątku.

Żółto-blada, wiecznie rozczochrana, wcielająca się w postać Poliny i nieustannie porównywana do „kościstej Kowalczuk”, czyli tytułowej Zniewolonej, aktorka to Tatiana Babenkova. Ma 29 lat i pochodzi z Woronieża. Na co dzień można ją zobaczyć na deskach tamtejszego Teatru Kameralnego. Grała głównie w klasyce, np. w „Burzy” Aleksandra Ostrowskiego czy „Wujaszku Wani” Antoniego Czechowa. Gdy w 2015 r. zaprezentowała się wraz z całą teatralną ekipą na festiwalu teatralnym w Moskwie, została zauważona i zaczęła otrzymywać epizodyczne, a potem coraz większe role w serialach.

Swój aktorski kunszt pokazała w serialu „Policjanci z Rublowki”. Kolejnym ważnym krokiem w jej karierze była właśnie „Cena wolności”. Przyznaje, że pierwsze próby były męczące i bardzo długie. – Dla mnie to historia o miłości i miłosierdziu. Miłość to taki klucz do całej tej historii – mówi, pytana o fabułę serialu.

Siodło z XIX wieku

Pocztówka do Madzi Karwowskiej. Anna Seniuk wspomina „Czterdziestolatka” po 45 latach

Fani jeżdżą śladami bohaterów, opiekują się grobem Kopiczyńskiego i Kwiatkowskiej.

zobacz więcej
Jak mówiła w jednym z wywiadów, odtwórczyni roli Poliny szukano dosyć długo: – Powinna być ona bliska obrazowi, który występuje w scenariuszu i temu, co chce widzieć reżyser. Okazało się, że jestem bardzo bliska tej wizji. Myślę, że mój sposób rozumienia wolności jest taki sam, jak bohaterki, którą gram.

Z Poliną łączy ją też pasja, która zrodziła się zresztą na planie serialu. – To jazda konna. Musiałam nauczyć się jej na planie serialu, w siodle z XIX wieku, gdzie kobieta jedzie bokiem. Ta miłość pozostała mi do dziś – opowiadała aktorka. Co było dla niej największą zmorą w pracy przy serialu? Kobiet to nie powinno dziwić – otóż: gorsety: – Gdy po całym dniu mogłam go nareszcie z siebie zdjąć czułam ogromną ulgę.

Dla kostiumologów wyzwaniem okazała się nie wspomniana przez aktorkę część garderoby, ale nakrycia głowy. W XIX wieku kapelusze noszone przez kobiety miały zacieniać ich twarz. Już realizacja pierwszego odcinka pokazała, że trzeba lekko zmodyfikować pierwowzory i podciąć ronda, żeby aktorki w ogóle było widać w kadrze. Ciekawostką jest fakt, że na potrzeby serialu powstało aż 300 kostiumów, a miłośnicy historii dopilnowali nawet tego, by na guzikach mundurów carski orzeł miał odpowiednio ułożone skrzydła.

Reżyser serialu Dmitrij Czerkasow również podkreślał, że wybór mało znanych aktorów nie był przypadkowy. – Nie chciałem, by ciągnęła się za nimi rozpoznawalność i skojarzenie z innymi rolami – tłumaczył.

Oprócz Babenkovej w serialu zagrali Artiom Kryłow, Iwan Dobronrawow, Władisław Abaszyn, Ksienia Razina i pochodząca z Niemiec Katarina Spiring. Widzom z Polski znajomą twarzą może wydać się Artiom Tkaczenka, bowiem aktor ten w 2008 roku wcielił się w postać ormiańskiego żołnierza Armii Czerwonej w „Małej Moskwie” Waldemara Krzystka.

– Kluczowa była dla mnie kwestia wolności i niewoli człowieka – i w tamtym czasach, i dzisiaj: ile kosztuje, czy jest potrzebna i czy człowiek może uważać się za wolnego, kochając kogoś? Nie odnosiłem się ostro do takiego gatunku, jak melodramat historyczny. Tak naprawdę, właśnie dzięki temu gatunkowi widzowie lubią nasze kino – uważa Czerkasow.
W rozmowie z sąsiadkami czuję się przez chwilę „doręczycielem złych wiadomości”. Kiedy dowiadują się, że 1 lipca obejrzały ostatni odcinek i kolejnych już nie będzie, nawet wkurzona zachowaniem księcia pani Irmina stwierdza, że chętnie zobaczyłaby, czy Polina i jej ukochany doczekają się potomstwa.

Rewolucja, gangsterka, nierząd… inna kobieta

– To, co my teraz będziemy oglądać? – pyta zafrasowana pani Basia.

Sugeruję, że może je skusić meksykańska telenowela „La Bandida”, oparta na życiorysie Gracieli Olmos, znanej pod tytułowym pseudonimem szefowej grupy narkotykowej i domu publicznego w Meksyku.

Produkcja przedstawia historię jej życia od dzieciństwa, kiedy trafiła do sierocińca, przez poślubienie rewolucjonisty, aż po popuszczenie jej przez męża, przez które została niejako zmuszona do kradzieży, hazardu i przemytu. Dzięki swojej fortunie, generowanej przez handel narkotykami, stworzyła dom publiczny w mieście Durango Calle de la Condesa, którego klientami byli ważni politycy i artyści.


Przyjaźniła się m.in. z prezydentem Meksyku w latach 1946-1952 Miguelem Alemánem Valdésem. Ze słynnym meksykańskim malarzem i działaczem komunistycznym, a jednocześnie mężem Fridy Kahlo – Diego Riverą. A także chilijskim poetą Pablo Nerudą, który w 1971 roku, już po jej śmierci, dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.

Wśród przyjaciół miała też wielu kompozytorów, m.in. Agustína Larę i Álvaro Carrillo oraz José Alfredo Jiméneza, który skomponował najsłynniejsze piosenki – ranchera, uważane za muzyczne dziedzictwo Meksyku. To gatunek tradycyjnej muzyki meksykańskiej, oparty ma melodii wiejskiej, ludowej, a pochodzący z czasów rewolucji. Styl rozwinął się jako symbol nowej świadomości narodowej na początku XX wieku, w reakcji na arystokratyczne gusta tamtych czasów. Kiedyś wykonywany przez jednego piosenkarza z gitarą, później stał się ściśle związany z zespołami mariachi.

Graciela Olmos sama też śpiewała, grała na gitarze i tworzyła corrido, ściśle powiązane ze stylem ranczera. Jest ważną postacią w kulturze Meksyku właśnie ze względu na swój wkład muzyczny – skomponowała wiele znanych corrido, czyli popularnych pieśni z czasów rewolucji meksykańskiej, opowiadających o bohaterach, złoczyńcach lub stylu życia narratora. Stworzyła m.in. „El Siete Leguas” poświęconą rewolucyjnemu przywódcy Francisco Villa, a także „El corrido de Durango”, „Benjamín Argumedo”, „La enramada, Carabela”.

Jej historia została przedstawiona w powieści historycznej „La Bandida: najpotężniejsza prostytutka w historii Meksyku” Magdaleny González Gámez. Urodzona około 1895 r. jako Marina Aedo (pseudonimem była i „La Bandida”, i „Graciela Olmos”), zmarła mając 66 lat.

A zatem: sierota, służąca, rewolucjonistka, złodziejka, przemytniczka, śpiewaczka i kompozytorka, a na dodatek właścicielka najważniejszego domu publicznego w stolicy Meksyku. Tą legendarną postać historyczną zagra w „La Bandida” Sandra Echeverría – 35-letnia dziś meksykańska aktorka (po matce jest półdominikanką), piosenkarka i modelka, znana m.in. z tytułowych roli w telenowelach „Marina”, czy „Miłość i przeznaczenie”.

Jeszcze dłuższy od „Zniewolonej”, bo 62-odcinkowy serial „La Bandida” ma być emitowany w te same dni i o tej samej porze, co „Cena wolności”, a więc w: poniedziałki, wtorki, środy, piątki oraz soboty o godzinie 20:35 oraz niedziele o godzinie 20:15. Emisja premierowego odcinka – w piątek 3 lipca.

– O, takie strzelanki to nie dla mnie, ale małżonek chętnie obejrzy – mówi pani Irmina. Ale jej smutek znika w jednej chwili, gdy dowiaduje się, że w planach jest trzeci sezon „Zniewolonej”. Ekipa miała zresztą wejść na plan latem, a premiera odbyć się w 2021 roku. Niestety, koronawirus pokrzyżował plany i zdjęcia rozpoczną się z opóźnieniem.

– To pozostaje nam tylko dożyć do tego czasu, w zdrowiu i bez tej korony – dorzuca pani Basia.

Obydwa seriale – czyli „Cenę wolności” oraz „Zniewoloną” – można obejrzeć w serwisie TVP VOD . Powtórki ukraińskiej produkcji emituje również TVP Polonia.

– Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wierni widzowie „Ceny wolności” śledzą losy głównej bohaterki i współczują jej z powodu wielu niesprawiedliwości, jakich doświadcza, trzymając kciuki za szczęśliwy finał miłosnego wątku. Fot. materiały TVP
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
17 mgnień wojny. Bitwa Warszawska w literaturze
A gdyby w wojnie bolszewickiej Polska poniosła klęskę? I czerwona zaraza zalała cały Stary Kontynent?
Kultura Poprzednie wydanie
Sylwia z Gibalaka
Wiesz, co zrobiono takiemu, co donosił? Obcięto nogi. Nożem. A potem zacisnęli drutem i po sprawie.
Kultura Poprzednie wydanie
Magia groźnych praktyk voodoo
W Paryżu Teresa Tyszkiewicz rozkręciła się artystycznie.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Hollywood samo się cenzuruje. Dla Pekinu. Za pieniądze
„Top Gun”, „Piratów z Karaibów”, „Mission Impossible”, „Bohemian Rhapsody”… Te filmy zmieniono dla Chińczyków.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Magiczny śpiew i koszmarne życie Kasi Sobczyk
Ten jeden rok, który spędziłem z moją matką, to nie było dużo. Ale rok to więcej niż nic – mówił jej syn Sergiusz. Skrzywdziła swoje dzieci i nie mogła o tym zapomnieć.