Historia

Dlaczego Piłsudski nie pomógł rozbić bolszewików?

Piłsudski rozmawiał z obydwiema stronami. Bolszewicy chcieli jego bierności, Anton Denikin – aktywności. W pisanych na emigracji wspomnieniach carski generał podkreślał, że czuł się przez Polaków zdradzony. W obliczu zagrożenia uderzającego w cały znany dotąd świat Piłsudski powinien mu pomóc.

Niepiśmienni chłopi stali się Polakami. Inny Cud nad Wisłą

Osamotnione, wyniszczone państwo, po 123 latach nieistnienia, dokonało czegoś, co nie miało prawa się udać.

zobacz więcej
Zbliżająca się setna rocznica Bitwy Warszawskiej przypomina o tym, jak Polska uratowała Europę przed komunizmem. W Niemczech, tuż po przegranej Wielkiej Wojnie, rzeczywiście była sytuacja rewolucyjna i gdyby Armia Czerwona tam doszła, to komunizm mógłby zwyciężyć nie tylko w tym kraju, ale i rozlać się aż do wybrzeża atlantyckiego. Tak zapewne uważał lord d'Abernon, nazywając Bitwę Warszawską osiemnastą najważniejszą bitwą w dziejach świata. D'Abernon uzupełniał listę zawartą w książce „15 najważniejszych bitew świata: od Maratonu po Waterloo” Edwarda Creasy'ego, wydanej w 1851 roku. Doceniono wodza, Józefa Piłsudskiego i wysiłek polskiego żołnierza, bo znaleźć się na liście zaczętej Maratonem to nie byle co.

Wrogowie marszałka Piłsudskiego – a miał ich niemało i to bardzo zajadłych – próbowali pomniejszać jego rolę w strategii i dowodzeniu, a nawet wskazywać na kluczową rolę interwencji Matki Bożej. Endecy pisali, że ten kryptokomunista właściwie zdradził ojczyznę i bitwę poprowadzić musieli inni. Lub też,że zdradził jako niemiecki agent, lub jedno i drugie. Miał mieć Marszałek bezpośrednie połączenie z Leninem itp.

Jeśli chodzi o samą bitwę to ujadanie jest bez sensu i takie było już w 1920 roku, to już innemu przypuszczeniu – że gdyby Piłsudski postąpił inaczej jesienią 1919 roku, to nie byłoby żadnej Bitwy Warszawskiej, bo w 1920 roku nie byłoby jużArmii Czerwonej – warto poświęcić nieco uwagi.

Na stacji w Mikaszewiczach

W 1919 roku sytuacja bolszewików na frontach wojny domowej i froncie wojny polsko – bolszewickiej była krytyczna. Z południa na Moskwę nacierał korpus białego generała Antona Denikina; na północy zagrożenie stanowiły siły admirała Aleksandra Kołczaka; kolejne ataki na Piotrogród podejmował korpus generała Nikołaja Judenicza, a cała Rosja była pogrążona w chaosie i anarchii.

Wtedy to w wagonie kolejowym na stacji Mikaszewicze na terenie dzisiejszej Białorusi z wysłannikiem Lenina, Julianem Marchlewskim spotkał się wysłannik Piłsudskiego, kapitan Ignacy Boerner. Doszło do porozumienia, na którego mocy bolszewicy wycofali swe siły z frontu polskiego (około 40 tysięcy żołnierzy). W konsekwencji mogli ich użyć przeciwko Denikinowi. Czerwoni Rosjanie dostali gwarancje, że armia polska pozostanie na swych stanowiskach.

I rzeczywiście wojsko polskie się nie ruszyło do poważniejszych operacji przeciwko bolszewikom. Armia Ochotnicza Antona Denikina została pobita.
Czy należało pomóc białym Rosjanom? Na zdjęciu: Na zdjęciu oddział białych na Syberii w roku 1919. Fot. Getty Images
A przecież gdyby Polacy współdziałali z białymi, to Związek Sowiecki by w ogóle nie powstał. O ile zasługą Bitwy Warszawskiej i późniejszej bitwy nad Niemnem było powstrzymanie komunizmu w Europie Środkowej i przynajmniej w Niemczech, o tyle współpraca z białą Rosją mogłaby w ogóle zlikwidować komunizm w zarodku. Nie byłoby Gułagu, Wielkiego Głodu, akcji polskiej NKWD w 1938 roku i miliony ludzi umarłyby w swoich łóżkach śmiercią naturalną.

Polska stając naprzeciw Armii Czerwonej, nie walczyła tylko o terytorium, to było starcie cywilizacji europejskiej z barbarią. Jak pod Maratonem, w bitwie pod Poitiers czy Lepanto. Mówiąc bardziej oględnie – starcie z nowym i niewiadomym niosącym zagładę cywilizacji europejskiej. Zmarnować taką szansę dziejową?

W historii alternatywnej należy założyć, że wspólna akcja Polaków i białych Rosjan zgniotłaby bolszewików. To przecież oczywiste. Ale czy na pewno?

Porównanie sił polskich i wszystkich sił białych Rosjan z liczbą wojska w armiach bolszewickich w l919 roku zdaje się kwestionować tę oczywistość – 3 miliony 400 tysięcy bolszewików w całej Rosji, 500 tysięcy białych Rosjan i 600 tysięcy Polaków – ale szansa była. Można było nie dopuścić do powstania totalitaryzmu, który po dwudziestu latach zaczął się panoszyć w Europie Środkowej i Wschodniej.

Armia niezbyt liczna, ale szczerze antybolszewicka. Zapomniany sojusznik

Wojsko URL przyczyniło się do sukcesu ofensywy znad Wieprza, decydującej w Bitwie Warszawskiej, powstrzymując armię konną Budionnego w Zamościu i okolicach.

zobacz więcej
Doszło do zaniedbania, złej kalkulacji czy było to celowe działanie? Już być w ogródku i witać się z gąską i nic? Byłyby granice z 1772 roku i ocalona Europa, a może Azja i Trzeci Świat. Wszystkie te miejsca, gdzie w XX wieku Związek Radziecki udzielał pomocy we wprowadzaniu komunizmu.

Przyszłych zbrodni komunizmu Józef Piłsudski nie mógł przewidzieć w 1919 roku, ale nie przewidział także tego, że w następnym roku bolszewicy staną pod Warszawą, by – jak w rozkazie pisał Michaił Tuchaczewski, dowodzący wojskami bolszewickimi Frontu Zachodniego – „po trupie białej Polski” iść dalej na zachód Europy. Trup okazał się nadspodziewanie żywotny i przegnał bolszewików za Niemen, ale błędne kalkulacje Marszałka sprowadziły na kraj śmiertelne niebezpieczeństwo.

Rosja od Kalisza do Władywostoku

Można przypuszczać, że Piłsudski bolszewików zlekceważył i idąc im na rękę w Mikaszewiczach, wybrał mniejsze zagrożenie. Rosja bolszewicka istniała dopiero drugi rok, wprawdzie terror przerażał, ale towarzyszył mu powszechny chaos i anarchizacja państwa, co mogło sprawiać wrażenie, że czerwona Rosja była mniej groźna dla Polski od białej, kontynuatorki państwa carów.

A państwo carów Piłsudski znał aż za dobrze i walczył z nim całe życie. Mógł mieć psychiczne opory w układaniu się z generałami armii, która od ponad wieku kojarzyła się w Polsce jak najgorzej. Więzienia, zsyłki i krwawe tłumienie dążeń niepodległościowych – o tym wszystkim trzeba by w jednej chwili zapomnieć. Można to zrozumieć, Piłsudski ze względów osobistych, nie chciał mieć układów z białymi – sam był aresztowany i zesłany. Pytanie, czy miał alternatywę.

Rozmawiał z obydwiema stronami. Bolszewicy chcieli wtedy jego bierności, Anton Denikin – aktywności. W pisanych na emigracji wspomnieniach generał podkreślał, że czuł się przez Polaków zdradzony. W obliczu zagrożenia uderzającego w cały znany dotąd świat Piłsudski powinien mu pomóc. Wzywało do tego wszystko, co ważne – honor, solidarność wobec bandytyzmu, bezprawia i zbrodni i wszelka mistyka, jaką otaczają się wszystkie monarchie. Nadzieja, że Piłsudski ma jakiś sentyment do władzy carów nad Polską byłaby egzotyczna, ale chyba Denikin ją żywił.
Anton Denikin urodził się w rodzinie carskiego oficera z matki Polki. Fot. Library of Congress/Corbis/VCG via Getty Images
W rozmowach z wysłannikami Marszałka jak ognia unikał tematu przyszłych granic Polski. Mówił, że zajmie się tym Konstytuanta po wojnie. On sam zgodził się na jakąś, przyjazną wobec Rosji Polskę w granicach etnicznych, czyli Królestwa Kongresowego, okrojoną o Galicję Wschodnią.

Marszałek musiał się zorientować, że w razie wspólnego zwycięstwa nad bolszewikami przyjazne białej Rosji państwa zachodnie nakażą cofnąć się Polakom za linię Curzona, a Denikin może przestać być sojusznikiem. Rzeczywiście, świetny interes. Tak widziano wschodnie granice Polski na konferencji w Wersalu.

Biali generałowie przegrywali wszystko, a nic nie zrozumieli i niczego się nie nauczyli. Chcieli jednej, niepodzielnej Rosji od Kalisza do Władywostoku, jak popularnie wtedy mówiono. Z propozycją utworzenia Kongresówki, jeżeli miałaby być naprawdę suwerenna, Denikin i tak wyszedł bardzo daleko, jak na mentalność tych kręgów.

Królestwo Kongresowe zaczęło się w 1815 roku jako państwo połączone z Rosją tyko unia personalną i wspólną polityką zagraniczną, a skończyło jako Prywiślińskij Kraj, gdzie dopiero po rewolucji 1905 roku pozwolono łaskawie uczniom mówić po polsku poza lekcjami. Tylko ten rodzaj „państwowości” polskiej pamiętali carscy oficerowie ze służby w zachodnich guberniach cesarstwa.

Heretycy, słudzy szatana i patriarcha, co nie chciał skończyć w przeręblu. Jak Moskwa „Trzecim Rzymem” się stała

Przekupstwem i siłą. Tak Rosyjska Cerkiew Prawosławna podporządkowała sobie ukraińską Cerkiew.

zobacz więcej
Anton Denikin urodził się w rodzinie carskiego oficera, wprawdzie z matki Polki, ale to ojciec ukształtował chłopca i wybrał dla niego karierę wojskową. Anton jako późne dziecko (ojciec miał 64 lata w chwili jego urodzenia) pamiętał 70-letniego Denikina seniora, który nie mógł wysiedzieć na emeryturze i zgłosił się na wojnę rosyjsko – turecką. Wyniesiony z domu wielkoruski patriotyzm Antona mógł być wyrażony w rozmowach z Polakami w płynnej polszczyźnie i to była jedyna różnica pomiędzy nim a innymi rosyjskimi generałami i oficerami w sprawie polskiej.

Jeden język, jedna stolica, jeden władca

Rosyjskie kręgi decyzyjne, armia, inteligencja i sfery artystyczne były od połowy XIX wieku kształtowane przez ideologię panslawizmu. Ideologia, wymyślona w Czechach jako słowianofilstwo podkreślające jedność kulturową i językową Słowian, w wersji szowinistyczno – wielkoruskiej szybko opanowała umysły warstw wyższych cesarstwa.

Panslawizm umocnił się po przegranej przez Rosję wojnie krymskiej i szczególnie po powstaniu styczniowym. Panowało przekonanie, że Polacy rozbijają jedność Słowian w obliczu zagrożenia germańskiego, a to zdrada. Nie chodziło o sytuację bieżącą. Prusy kanclerza Otto von Bismarcka były w sojuszu z Rosją i pozwalały nawet armii rosyjskiej ścigać powstańców na swoim terytorium. Zagrożenie miało bardziej fundamentalny charakter, kulturowy i cywilizacyjny. Zachód zagrażał słowiańszczyźnie, czyli w tej koncepcji Rosji, bo był fundamentalnie inny, a najbliżej na zachodzie byli właśnie Niemcy.


Piewcy panslawizmu, Michaił Katkow i Nikołaj Danilewski nauczali, że Słowianie powinni mówić jednym językiem – nietrudno zgadnąć którym, pewne niezgodności budziło zagadnienie, czy miejscowe narzecza będą miały jakąś rację bytu we wspólnym państwie Słowian, czy nie. Co do polskiego, to był pomysł zapisywania go cyrylicą. Słowianie powinni być prawosławni, więc zdrajcą idei słowiańszczyzny jest ten naród, który przyjął chrześcijaństwo nie z Bizancjum, lecz z Zachodu. Katolicyzm był uważany za indywidualistyczny, prawosławie, a z nim idealizowane staroruskie obyczaje, było wspólnotowe. Prawosławną wspólnotą powinien, oczywiście, władać car Wszechrusi jako już władający trzecim Rzymem, bezpośredni spadkobierca drugiego, czyli Konstantynopola. Zachód się skończył, jest duchowo pusty i społecznie zgniły, a prawdziwa cywilizacja, misja dla świata i wiara jest nad Newą i Moskwą.

Ideologia ta opanowała dwór Aleksandra III i była naczelną myślą polityczną także jego następcy. Była tym, co mieli w głowach urzędnicy i oficerowie, oprócz przepisów i regulaminów swojej służby. Panslawizm stanowił o stosunku rosyjskich elit rządzących do narodów nierosyjskich w granicach Imperium.
Przed burzą. Car Wszechrusi Mikołaj II z żoną i dziećmi w 1913 roku. Fot. Mondadori via Getty Images
Wszechruś wyrozumiale – bo to długi proces – dopomoże w reslawizacji Polaków i Czechów, wyzwalając ich spod wpływów zachodnich aż do pożądanej rutenizacji, chętnie objęłaby również swą władzą niesłowiańską wprawdzie, ale bliską poprzez prawosławie Grecję. A Białorusini i Ukraińcy to w tej koncepcji po prostu Rosjanie.

Pod ojcowską opiekę cara mieliby wejść zbłąkani bracia Polacy, ale zmieszczą się tam także ludy azjatyckie, Gruzini i Litwini, a nawet Węgrzy, Rumuni i Finowie. Jak widać, myśl panslawistyczna wyszła daleko poza kryteria etniczne. Takie – umiarkowane, jak sam uważał – ambicje imperialne wyznaczył przyszłemu Imperium Słowiańskiemu Nikołaj Danilewski w wydanej w 1871 roku książce „Europa i Rosja”. Stolica tego państwa planowana była w zdobytym na Turkach Konstantynopolu.

To utopia oczywiście, ale dusza rosyjska bywa romantycznie marzycielska, kiedy nacjonalizm splata się z mistycyzmem.

W polskim mesjanizmie naród poświęca się dla ludzkości, w rosyjskiej realizacji misji dziejowej – naród dla dobra innych narodów rozciąga nad nimi swą władzę. To jest podobne do kolonializmu, ale metropolie nie przerabiały policyjnie narodów skolonizowanych na swoje podobieństwo, tylko eksploatowały ich zasoby, a tam, gdzie to możliwe zostawiały jak najdalszą autonomię w zarządzaniu i kulturze. Tymczasem Polacy w koncepcji Danilewskiego dopiero przestając być świadomymi Polakami, mogli liczyć ewentualnie na przychylność Rosjan. Dla innych Słowian skażonych katolicyzmem i protestantyzmem, i wynikającym z tych religii pozbawionym duchowości racjonalizmem, oferta była podobna.

Całą rodzinę rozstrzelano. Wciąż żyjących dorżnięto bagnetami. Ciała rozebrano, oblano kwasem i poćwiartowano

Angielski król mógł ich uratować, a nie kiwnął palcem – oskarżył kuzyna wielki książę Dymitr Pawłowicz Romanow. Od zabójstwa minęło 100 lat.

zobacz więcej
Idee panslawizmu miały poparcie rządzących, którzy się w nich przeglądali, i 50 lat, by trafić pod administracyjne i wojskowe strzechy.

Zatrzymana armia

Generał Denikin, co było dla niego naturalne, wymagał od Józefa Piłsudskiego, by ten bez żadnych gwarancji dla polskich aspiracji państwowych, ratował go przed czerwonymi. Witając polską delegację w Taganrogu, która przybyła na rozmowy z nim, wygłosił następujący toast: „Ja z całego serca życzę, żeby nasze drogi (Polski i Rosji ) od tej pory więcej się nie rozchodziły. Wznoszę toast za odrodzenie Polski i za nasz serdeczny przyszły sojusz".

Frazeologia jak z odezwy Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza z początku I Wojny Światowej.

Podczas rozmów Denikin już wyraził się precyzyjniej: „Nigdy, co jest rzeczą oczywistą, jakakolwiek Rosja – reakcyjna czy demokratyczna, republikańska czy autorytarna – nie dopuści do oderwania Ukrainy". Miał tu na myśli także Galicję Wschodnią, która nigdy do Rosji nie należała.

Marszałek Józef Piłsudski zmarnował – według swoich krytyków – także następną szansę na unicestwienie czerwonych. Po jesieni 1919 roku przyszła Bitwa Warszawska, potem jesień roku 1920 i także wygrana bitwa niemeńska, a na południu Rosji na polską pomoc liczył generał Piotr Wrangel.

Wrangel miał kontakt z rzeczywistością, stąd był mniej wielkoruski od Denikina i tym samym łatwiejszy do rozmów, ale jego armia to była resztka pobitej armii Denikina, a stosunek sił bolszewickich do polskich i korpusu Wrangla razem wziętych wynosił 4:1. Rozgrzana zwycięstwem nad Niemnem armia polska została zatrzymana rozejmem w Rydze. To ocierało się o zdradę, mówili przeciwnicy Marszałka jeszcze przez długie lata.
Generał Wrangel był mniej wielkoruski od Denikina. Fot. Getty Images
Tyle że społeczeństwo polskie było krańcowo wyczerpane – to był już szósty rok wojny od początku wojny światowej w 1914 roku. Sejm chciał pokoju, ostatecznie nieuregulowane były jeszcze inne granice państwa. Piłsudski jednak – zdaniem patriotów maksymalistów – powinien wbrew wszystkim i wszystkiemu iść naprzód na pomoc Wranglowi. Bez możliwości dużych uzupełnień, dostaw broni z Zachodu i tuż przed zimą. Trzeba by było być niespełna rozumu, żeby mając nawet lepsza sytuację zaopatrzeniową, iść w głąb Rosji przed zimą na długa wojnę manewrową, kiedy ewentualny sojusznik (Wrangel) dysponował tylko trzydziestotysięcznym korpusem.

Rozum sobie, a pobożne życzenia sobie. W latach 60. XX wieku wyszła w Londynie książka Józefa Mackiewicza „Lewa wolna” i rozogniła stare spory wśród polskiej emigracji – Polska mogła wpłynąć na losy świata, ale ten Piłsudski...

Szansa na uratowanie świata przed komunizmem była niepewna, nawet gdyby Piłsudski miał z kim rozmawiać w 1919 roku i z kim się sprzymierzyć w roku 1920. A biała Rosja nie wykonała ani jednego gestu, żeby rozważył, czy nie spróbować.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Wojna polsko-bolszewicka
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Piękne słowo „niezależność”
Dziesięciomilionowy związek był taranem pod osłoną którego działać mogły inne środowiska.
Historia Najnowsze wydanie
Czym zajmował się świat, gdy mieliśmy bolszewików na karku
Latem 1920 roku francuscy katolicy też mieli powody do radości: papież kanonizował Joannę d’Arc.
Historia Najnowsze wydanie
Czy raj położony był na księżycu?
Którego dnia i o której godzinie Adam i Ewa wzięli ślub?
Historia Poprzednie wydanie
Wojna, która pokazała, że przyszłość należy do Niemców
Gardził dziennikarzami, nazywał media „bronią Antychrysta”, ale sam chętnie z nich korzystał.
Historia Poprzednie wydanie
Warszawski zryw (nie)zwykłych ludzi
Czego nie wiesz o powstaniu? Zbiór tekstów poświęconych walkom w stolicy Polski i ich konsekwencjom