Kultura

Czarne owce Hollywood. Aktorzy Donalda Trumpa

Codziennie przy pomocy Twittera Woods dociera do 2,4 miliona fanów. I to na tym forum ogłosił, że lewica stworzyła nową „czarną listę Hollywood”, która eliminuje z zawodu ludzi o poglądach innych niż liberalne. Pisał to już w 2013 roku, gdy jeszcze w filmach grał.

Nie jest ich wielu. Ludzie amerykańskiego showbiznesu zawsze niechętnie udzielali poparcia republikanom, wiedząc, że może to dla nich oznaczać zawodowe kłopoty. Już w czasach Ronalda Reagana czy Georga W. Busha niewielu celebrytów było gotowych ryzykować karierę. Tym bardziej dziś, gdy zadeklarowanie poparcia dla Donalda Trumpa może skutkować śmiercią zawodową.

Są jednak tacy, którzy tym się nie przejmują. Muzyk Kid Rock od początku kariery celebruje swoje pochodzenie (urodził się w katolickiej rodzinie, w małym miasteczku). W swej twórczości miesza ze sobą southern rock, country i rap. Jego teledyski ociekają seksem ( „Cowboy” był wręcz soft porno), jako libertarianin hołduje prawu do posiadania broni, kapitalizmowi, legalnym narkotykom i regularnie grywa w golfa… z Donaldem Trumpem.

Przy obecnym prezydencie stanął też jeden z czołowych komików Kelsey Grammer, który do historii popkultury wszedł dzięki serialowi „Frasier”. Z Trumpem pojawia się na zdjęciach mega gwiazdor Kanye West (majątek wyceniany na 1,3 miliarda dolarów), który jest jednak postacią tak ekscentryczną (ostatnio ogłosił głębokie nawrócenie i rymowanie do końca życia wyłącznie o Jezusie), że może szybko zmienić polityczne sympatie.

Z drugiej strony nawet libertarianin Clint Eastwood mocno zdystansował się wobec Trumpa i w tej kampanii po parł miliardera Mike’a Bloomberga, który jednak przepadł w prawyborach Partii Demokratycznej.

Nocny kowboj tańczy dla Trumpa

Dwaj inni legendarni aktorzy z poparcia Trumpa chyba nigdy się nie wycofają.

Jon Voight w 2019 roku zatańczył nawet w Białym Domu dla prezydenta USA. 81-letni weteran Hollywood, zdobywca Oscara i ojciec gwiazdy Angeliny Jolie został uhonorowany prezydenckim National Medal of Arts (Narodowy Medal Sztuki).

A przecież niegdyś Voight był jednym czołowych liberałów w Hollywood. W 1969 roku zagrał w szokującym konserwatywnych krytyków „Nocnym kowboju” Johna Schlesingera, opowiadającym o przyjaźni umierającego oszusta (Dustin Hoffman) i kowboja z Teksasu (Voight), który pracuje w Nowym Jorku jako męska prostytutka.
Jon Voight został przez Donalda Trumpa uhonorowany w 2019 roku odznaczeniem National Medal of Arts. Fot. Mark Wilson/Getty Images
Oscara Voight dostał za rolę w filmie „Powrót do domu” (1978) w reżyserii Hala Ashby’ego, wyprodukowanym przez skrajnie lewicową Jane Fondę, próbującą obrazem o weteranach z Wietnamu odkupić winy za haniebne poparcie wojsk komunistycznego Wietcongu. „Powrót do domu” można traktować jako lewicową odpowiedź na konserwatywnego „Łowcę Jeleni” Michaela Cimino.

W 2008 roku Voight odciął się od swoich pacyfistycznych poglądów z lat 70. przyznając, że dał się zwieść marksistowskiej propagandzie. W wywiadzie dla dziennika „The Washington Times” powiedział nawet, że protesty antywojenne spowodowały, iż komuniści ostatecznie przejęli władzę w Wietnamie i Kambodży, co kosztowało życie m. in. 2,5 miliona ludzi na Polach Śmierci.

Dziś Voight (warto przypomnieć, że w 2005 roku zagrał Jana Pawła II w amerykańskim serialu CBS) ostro walczy w imieniu Trumpa, którego nazywa największym prezydentem od czasu Abrahama Lincolna. Gani swoich dawnych przyjaciół z Hollywood niewybrednie atakujących znienawidzonego prezydenta. Gdy Robert De Niro nazwał Trumpa „łajdakiem, któremu chętnie dałby w gębę”, Voight powiedział, że „milioner De Niro nie toleruje innych poglądów niż własne”. Za poprzedniej prezydentury oskarżał lewicę, że zrobiła z Baracka Obamy postać niemal boską. Jego zdaniem Demokraci w czasach rządów Obamy „demoralizowali kraj i wprowadzali socjalizm”.

#Metoo działa jak stalinizm? Cóż, czasem miewa oblicze totalitarne

Najmocniejsze oskarżenia, najmroczniejsze brudy. Jak niszczono Woody’ego Allena.

zobacz więcej
Mimo tak zdecydowanego poparcia Trumpa, który w Hollywood jest uważany za diabła wcielonego, Voight wciąż dostaje ciekawe propozycje zawodowe. W latach 2013-2019 roku stworzył wybitną rolę w serialu „Ray Donovan”, za którą zdobył Złotego Globa i był nominowany do czterech innych nagród telewizyjnych.

Polityczne załamanie kariery

„Ray Donovan” był z kolei ostatnią znaczącą produkcją w filmografii innego weterana Hollywood, Jamesa Woodsa. W 2018 roku o 73-letnim dziś aktorze zrobiło się głośno, ale nie z powodu roli. Oskarżył on wtedy swojego agenta o to, że ten porzucił go z uwagi na poglądy polityczne. Pokazał nawet maila, w którym agent zrywa z nim współpracę. „Jest 4 lipca i jestem w patriotycznym nastroju. Nie chcę już ciebie reprezentować”– napisał Woodsowi Ken Kaplan. Powodem decyzji agenta miały być ostre wystąpienia Woodsa, takie na przykład jak ta, gdy w liście do Trumpa apelował, by prezydent „złapał zębami Departament Sprawiedliwości” i „spuścił psy wojny” na tych, którzy powodują „gnicie duszy błogosławionej Ameryki”. Woods odpowiedział, że myślał, iż amerykański patriotyzm polega na szanowaniu poglądów innych ludzi.

Ale, jak widać, tolerancja w przypadku ostro protrumpowskiego tonu Woodsa nie zadziałała. A przecież nie chodzi o wchodzącego do showbiznesu aktora, ale o jedną z ikon amerykańskiego kina. Woods ma na koncie dwie nominacje do Oscara za „Duchy Mississippi” (1997) i „Salvador” (1987) wyreżyserowany przez ikonę hollywoodzkiej lewicy Olivera Stone’a.

Dziś Stone w swoim antyamerykańskim zacietrzewieniu kręci żenujące dokumenty wychwalające Władimira Putina, Fidela Castro i Hugo Chaveza, ale w swoim czasie był wpływowym i poważnym filmowcem. Na koncie ma aż 3 Oscary („Pluton”, „Urodzony 4 lipca”, „Midnight Express”). James Woods stworzył też u niego wyrazisty epizod w „Nixonie” (1995), gdzie wcielił się szefa personelu Białego Domu H.R Haldemana.
Woods, jeszcze zanim zbliżył się do Partii Republikańskiej, lubił się wcielać w postacie amerykańskiej prawicy. W telewizyjnym serialu „Obywatel Cohn” (1992) zagrał demonicznego prawnika, który doprowadził do skazania na śmierć sowieckich szpiegów – małżeństwa Rosenbergów, ale też bronił słynnych mafiozów.

Antykomunista Roy Cohn, będący blisko administracji Nixona i Reagana, wyrósł przy senatorze Josephie McCarthym, znienawidzonym przez całą lewicę. W latach 80. był prawnikiem Donalda Trumpa. Uważa się, że to on pomógł biznesmenowi z Queens wejść do nowojorskiej elity i w rezultacie do amerykańskiej polityki. Cohn, choć zwalczał środowiska LGBT, sam był ukrytym homoseksualistą, który w 1986 roku zmarł na AIDS. Mimo że w popkulturze został uwieczniony przez Ala Pacino w ekranizacji „Aniołów w Ameryce” Tony’ego Kuschnera (2003), to właśnie kreacja Woodsa rzuciła na tę demonizowaną w USA postać ciekawe światło.

Dziś Woods pewnie by tej roli już nie zagrał. Z powodów ideologicznych. Choć przez lata był związany z lewicą, przestał popierać Demokratów w za sprawą impeachmentu Billa Clintona. W 2006 roku wykupił w dzienniku „Los Angeles Times” ogłoszenie, w którym potępił organizacje terrorystyczne Hamas i Hezbollah oraz poparł politykę Izraela wobec Libanu. Wtedy po raz pierwszy tak wyraźnie stanął po jednej stronie ideologicznego sporu.

„Cudowna broń” w kampanii. Skąd sztaby wiedzą wszystko o wyborcach?

W tej kampanii może być wysłanych nawet 2 miliardy agitacyjnych esemesów.

zobacz więcej
Woods pracował przez lata z wielkimi i uznanymi filmowcami. Szczyt jego kariery przypadł na lata 80. i 90. XX wieku. Zagrał wtedy w „Dawno temu w Ameryce” Sergio Leone, „Videodrome” Davida Croneberga, „Kasynie” Martina Scorsese, „Męskiej grze” Olivera Stone’a, „Kontakcie” Roberta Zemeckisa, „Przekleństwach niewinności” Sofii Coppoli, „Wampirach” Johna Carpentera czy „Prawdziwej zbrodni” Clinta Eastwooda. Choć w ostatnich latach gra głównie wyraziste epizody w mniej lub bardziej udanych filmach, to trudno nie zauważyć, że załamanie jego kariery łączy się z aktywnością polityczną. Na dużym i małym ekranie nie pojawia się od sześciu lat, choć wcześniej potrafić grać w trzech filmach rocznie.

Republikański bojownik Twittera

Hollywoodzkie produkcje Woods zamienił na Twittera, gdzie wypowiada się na każdy gorący polityczny temat, zawsze zaciekle broniąc obecnej amerykańskiej administracji. Brytyjski dziennik „The Daily Telegraph” nazwał go nawet „Republikańską Beyonce Twittera”.

Na Twitterze, który jest również ulubionym portalem społecznościowym Donalda Trumpa, Woods potrafi nazwać liberałów „libtards” (od retards, czyli opóźnieni w rozwoju), określa ich popularnym „snowflakes”, czyli płatkami śniegu, co ma pokazać ich kruchość i potrzebę ochrony przed krytyką w postaci poprawności politycznej. Mainstreamowe media zamienił na „lamestreamowe” („lame” znaczy słabeusz albo frajer).

Codziennie przy pomocy Twittera Woods dociera do 2,4 miliona fanów. I to na tym forum ogłosił, że lewica stworzyła nową „czarną listę Hollywood”, która eliminuje z zawodu ludzi o poglądach innych niż liberalne. Pisał to w 2013 roku, gdy jeszcze w filmach grał.


Potem jego krytyka ruchu #MeToo, który aktor porównał do czasów McCarty'ego, piętnowanie nachalnej promocji LGBT w szkołach czy oskarżenie Google o antychrześcijańskie odchyły nie przysporzyły mu, pisząc delikatnie, sympatii branży. Oliwy do ognia dolał, gdy skrytykował nominowany do czterech Oscarów film „Tamte dni, tamte noce” (2017) Włocha Luki Guadagnino, opowiadający o romansie 24-letniego mężczyzny (Armie Hammer) z 17-letnim chłopcem (Timothée Chalamet). Swoją opinię o filmie Woods dorzucił do Tweeta #NAMBLA, czyli organizacji, która domaga się legalizacji pedofilii. Hammer odpowiedział mu wówczas, że jest hipokrytą, bo w wieku 60 lat związał się z 19-latką. Na to Woods odpowiedział, że związek z 19-latką nie jest nielegalny, a seks z nieletnim – tak.

Wtedy pojawiły się oskarżenia, że Woods w przeszłości podrywał w barach w Las Vegas nieletnie dziewczyny. Woods na swoim koncie twitterowym chętnie umieszcza filmiki z burd wywoływanych przez nielegalnych imigrantów w USA i Europie. Poparł nawet działania polskich władz, gdy sprzeciwiały się one relokacji imigrantów. „A więc Polska, ofiara niesprawiedliwych żartów wykazuje zdrowy rozsądek w przeciwieństwie do Obamy, Clinton i Merkel” – napisał w 2016 roku na Twitterze.
Twitter to ulubiony portal społecznościowy Donalda Trumpa. Fot. Omar Marques/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Potem zaczął określać George'a Sorosa jako satanistę i oskarżać o kolaborację z nazistami (to samo mówił Jon Voight). W końcu kilka razy go zbanowano.

Ban za banem

W maju 2019 roku Woods ogłosił, że zawiesza swoje konto i nie wróci na Twittera, dopóki jego współzałożyciel i dyrektor generalny Jack Dorsey nie przywróci wolności słowa wszystkim Amerykanom. „Twitter domaga się, bym usunął swój tweet parafrazujący Emersona. Teraz skasowali mojego tweeta bez mojej zgody. Dopóki wolność słowa nie wróci na Twittera, nie będę mógł uczestniczyć w naszej demokratycznej debacie. Tak długo jak Jack Dorsey pozostanie tchórzem, moja obecność na Twitterze należy do przeszłości”– napisał.

James Woods został zablokowany za sparafrazowanie cytatu XIX-wiecznego amerykańskiego poety i filozofa Ralpha Waldo Emersona: „Jeżeli próbujesz zrobić zamach na króla, lepiej, żebyś nie chybił”. Aktor dodał do tego hasztag “#HangThemAll” („Powiesić ich wszystkich”). Woods odnosił się w ten sposób do próby usunięcia Donalda Trumpa w związku z oskarżeniami prezydenta o korzystanie z pomocy Rosjan w czasie kampanii wyborczej. 

Woodsa w obronę wziął sam amerykański prezydent, pisząc: „Jak to możliwe, że James Woods ( i wielu innych), mocno odpowiedzialnych konserwatystów zostało zbanowanych na Twitterze? Media społecznościowe i Fake News Media, razem z Partią Demokratyczną nie mają pojęcia, jak sobie szkodzą. To bardzo nie fair!”.

Hollywood próbuje zrozumieć wroga

Lewicowe aktywistki grzmiały, że zdradziła swoją płeć, bo broniła praw gospodyń domowych.

zobacz więcej
Woods wrócił na Twittera w lutym tego roku. W marcu znów na krótko go zablokowano, gdy zamieścił pochodzące z policyjnych akt zdjęcie Demokraty Andrew Gilluma z Florydy, które miały świadczyć o jego problemach z narkotykami. Ban został nałożony za złamanie praw autorskich. Prezydent Trump nazwał to działanie nonsensownym i dołożył do wpisu hasztag #FreeJamesWoods.

Trudno więc nie łączyć decyzji prezydenta Trumpa z maja tego roku, gdy postanowił wypowiedzieć wojnę mediom społecznościowym z cenzurowaniem wpisów Jamesa Woodsa.

Gdy Twitter uznał dwa wpisy Trumpa o korespondencyjnych wyborach w Kalifornii za „dezinformację”, prezydent USA podpisał ustawę regulującą odpowiedzialność mediów społecznościowych za publikowane tam informacje. „Uregulujemy je lub całkowicie zamkniemy, jeśli to będzie możliwe” – zapowiedział Trump, zarzucając Twitterowi cenzurowanie konserwatystów. Zostało to odebrane jako próba zastraszenia wielkich korporacji.

Kierownictwo Twittera (w przeciwieństwie do szefa Facebooka Marka Zuckenberga, który napisał, że „media społecznościowe nie powinny być arbitrem prawdy”) podkreśliło, że tweety Trumpa wprowadzały ludzi w błąd i zapowiedziało kontynuowanie swojej polityki. W odpowiedzi Trump nakazał Federalnej Komisja Łączności (FCC) zmianę przepisów, które zwalniały platformy internetowe z odpowiedzialności prawnej za materiały publikowane przez ich użytkowników. Zmiana przepisów może spowodować, że takie platformy jak Twitter czy Facebook czekają bolesne procesy sądowe.

Kto wie, jak bardzo testowanie wolności głoszenia niepoprawnych politycznie poglądów przez James Woodsa (nawet jeżeli część z nich to głupie teorie spiskowe jak ta o islamie Obamy) wpłynęło na gniew Donalda Trumpa. Może zawieszenie aktorskiej kariery Woodsa będzie miało niespodziewanie dobre konsekwencje dla poszerzenia pola debaty publicznej? A może tak jak John Voight, który przyjął rolę w antyaborcyjnym „Roe vs Wade”, Woods odrodzi się w kinie konserwatywnym?

– Łukasz Adamski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Kopciuszek ze Wschodu. Seriale kochane przez Polaków
Na potrzeby noweli powstało aż 300 kostiumów, a miłośnicy historii dopilnowali nawet tego, by na guzikach mundurów carski orzeł miał odpowiednio ułożone skrzydła.
Kultura Poprzednie wydanie
Tajemnice „Małego Księcia”
Ponoć to przyjaciółka pisarza, Sylvia Hamilton była pomysłodawczynią słynnej kwestii lisa o oswajaniu.
Kultura wydanie 19.06.2020 – 26.06.2020
Jean Raspail: husarz szuka wiary
Doświadczenie religijności było u niego na wskroś nowoczesne, a jego nadzieja nie oczywista.
Kultura wydanie 12.06.2020 – 19.06.2020
Miała talent, była sexy. Polska Marilyn Monroe, która...
Amerykanka, wzorując się na Elżbiecie Czyżewskiej, dostała Oskara za rolę w filmie „Wybór Zofii”.
Kultura wydanie 5.06.2020 – 12.06.2020
Polski los, amerykańskie wzruszenia
Czekając na trzeci sezon „Stuleci Winnych”.