Felietony

W Niemczech stanął pomnik poświęcony zbrodniarzowi

Czy Zachód jest zdolny bronić się przed nowym najazdem barbarzyńców?

W Gelsenkirchen stanął pomnik Włodzimierza Lenina. Dla Polaków i innych narodów, które na własnej skórze przekonały się, czym był sowiecki komunizm, to wiadomość szokująca.

Wydawałoby się, że przywódca bolszewików nie jest nawet postacią kontrowersyjną. To po prostu zbrodniarz, którego można porównać do Adolfa Hitlera. Przewodził terrorystycznej organizacji odpowiedzialnej za masowe mordy. Zarówno w teorii, jak i w praktyce położył podwaliny pod państwo, które stało się jednym wielkim obozem koncentracyjnym.

A jednak w zbiorowej świadomości społeczeństw zachodnich między Leninem a Hitlerem występuje istotna różnica. Znacząca okazała się w tej sprawie opiniotwórcza rola części zachodnich środowisk lewicowych. Głosiły i głoszą one pogląd, że o ile niemiecki narodowy socjalizm jawnie postulował unicestwienie konkretnych grup ludzi, o tyle sowiecki komunizm w swoich założeniach był projektem odwołującym się do szlachetnych ideałów: równości i sprawiedliwości.

Oczywiście można ten argument łatwo odeprzeć konstatacją, że ostatecznie dla ofiar reżimów totalitarnych nie miało znaczenia, czy były torturowane i zabijane w imię rasizmu czy humanizmu. Niemniej demagogiczny przekaz lewicy o dobrych intencjach, którymi się rzekomo kierowali komuniści, zrobił swoje.

W dodatku wzmacniała go kremlowska propaganda. Po roku 1945 ZSRR upowszechniał w świecie narrację o tym, że sowiecki komunizm miał „antyfaszystowski” charakter, a ludzkość powinna być Józefowi Stalinowi wdzięczna za rozgromienie III Rzeszy.

I dziś ta narracja jest istotna w kremlowskiej polityce historycznej. Warto skądinąd zauważyć, że mimo, iż po rozpadzie Kraju Rad rosyjski polityczny establishment odciął się od ideologii komunizmu, to zarazem uznał, że Rosja jest prawnym spadkobiercą ZSRR.
Nie została również w pełni zerwana ciągłość symboliczna między Rosją a Związkiem Sowieckim. W Moskwie nadal stoi Mauzoleum Lenina, a w rosyjskich miastach straszy mnóstwo pomników wodza rewolucji bolszewickiej. To z kolei przeczy lansowanemu obecnie przez Kreml wizerunkowi Rosji jako państwa nawiązującego do carskich tradycji i stojącego na straży konserwatywnych wartości.

Natomiast obecność pomników Lenina na obszarze postsowieckim przypomina nie tylko o komunistycznej przeszłości krajów byłego ZSRR. Wskazuje ona także, które z tych krajów wciąż pozostają w rosyjskiej strefie wpływów. To właśnie dlatego tak znaczącym gestem było zrzucanie z cokołów pomników Lenina na Ukrainie podczas Euromajdanu w roku 2014.

Czy to może oznaczać, że Rosjanie mają coś wspólnego z postawieniem pomnika twórcy państwa sowieckiego w Nadrenii Północnej-Westfalii? Jeśli prześledzimy gołe fakty, to nasuwa się wniosek, że nie.

Zacznijmy od tego, że ponad dwumetrowa figura przywódcy bolszewików, która pojawiła się w Gelsenkirchen, została odlana w roku 1957 w Czechosłowacji. Gdy w państwie tym skończył się komunizm, wpierw trafiła do magazynu, a później – na aukcję internetową. I nabyła ją Marksistowsko-Leninowska Partia Niemiec (MLPD).

To ugrupowanie maoistowskie, czyli takie, dla którego wzorowym modelem komunizmu był system Mao Zedonga w Chinach przeciwstawiany sowieckiej „biurokracji”. MLPD założona została w RFN w roku 1982. Jako cel dla siebie wytyczyła ona w swoim programie „zwycięstwo zdecydowanej większości klasy robotniczej w walce z monopolistycznym kapitałem i jego państwem”.

Przeciw pomnikowej inicjatywie maoistów wystąpili lokalni przedstawiciele rozmaitych niemieckich ugrupowań. Władze miejskie Gelsenkirchen zakazały wzniesienia monumentu sowieckiego oprawcy.

Cenili mięso młodych kobiet. Kawałki ciała obcinali martwym i żywym. Piekli jak szaszłyki

To historia na pewno nie dla dzieci, ale też nie dla wszystkich dorosłych. Tylko dla ludzi o wyjątkowo mocnych nerwach.

zobacz więcej
Sprawa trafiła do Wyższego Sądu Administracyjnego Nadrenii Północnej-Westfalii. I ten wydał wyrok, że skoro figura ma stanąć na terenie prywatnym – w tym przypadku należącym do członków MLPD – to jest to prawem dozwolone.

Tak właśnie orzekają, nieuwikłane w politykę, „wolne sądy” w liberalnej demokracji. Czy jednak taki sam werdykt zapadłby, gdyby sprawa dotyczyła neonazistów chcących na swoim prywatnym terenie wznieść pomnik Hitlera? To oczywiste, że nie.

W Niemczech zdelegalizowane są rozmaite formacje neonazistowskie i nacjonalistyczne, ich emblematów nie wolno używać. Ale maoiści działają legalnie, więc u siebie na prywatnym terenie mogą urządzać publiczne eventy ku czci swojego sowieckiego guru.

Wstrząsająco w uszach Polaków muszą brzmieć słowa, które z okazji odsłonięcia posągu Lenina w Gelsenkirchen, padły z ust szefowej MLPD, Gabi Fechtner: „Czas pomników rasistów, antysemitów, faszystów, antykomunistów i innych reliktów przeszłości jednoznacznie minął”. Na temat sowieckiego dyktatora powiedziała zaś, że był „wyprzedzającym swoje czasy myślicielem o światowym i historycznym znaczeniu, wczesnym bojownikiem o wolność i demokrację”.

Te opinie zostały wygłoszone rzecz jasna w kontekście niedawnych wydarzeń na świecie. Chodzi o dewastację pomników takich postaci jak Krzysztof Kolumb, Jerzy Waszyngton czy Winston Churchill w USA i Wielkiej Brytanii. Tym aktom wandalizmu towarzyszy retoryka oskarżeń pod adresem cywilizacji zachodniej o rasizm i wyzysk kolonialny.

Znamienne, że w epoce zimnej wojny takimi zarzutami pod adresem państw zachodnich – zwłaszcza USA – szermował Związek Sowiecki. Antyrasistowskie slogany miały legitymizować ZSRR jako lidera obozu postępu w oczach ludów Trzeciego Świata.

Warto też przypomnieć, jaki był stosunek państw bloku wschodniego do lewackiego terroryzmu na Zachodzie. Oficjalnie to zjawisko potępiano. Po cichu jednak udzielano rozmaitej pomocy takim organizacjom jak Frakcja Czerwonej Armii.

Natomiast jawnym propagandowym poparciem tych państw cieszyły się zachodnie ruchy pacyfistyczne. Takie inicjatywy jak „marsze wielkanocne” (demonstracje za rozbrojeniem jądrowym) przedstawiane były w mediach bloku wschodniego jako spontaniczne masowe protesty wobec „awanturniczej” polityki USA i ich sojuszników.

Łatwo się domyślić, że gdyby w Związku Sowieckim pojawili się pacyfiści występujący przeciw wojennym planom tego państwa – natychmiast zamknięto by ich w więzieniu.
Ochotniczka myjąca pomnik Lenina w Moskwie. fot. Gavriil Grigorov\TASS via Getty Images
I teraz sytuacja do pewnego stopnia się powtarza. Przykładem mogą być tweety Aleksieja Puszkowa, przewodniczącego komisji Rady Federacji (izby wyższej parlamentu rosyjskiego) do spraw polityki informacyjnej, który skądinąd znany jest z wielu wypowiedzi postponujących Polskę. Ten prominentny rosyjski polityk między innymi odnotowuje, że w Ameryce dochodzi do aktów rasizmu (jego zdaniem, w Rosji ten problem nie występuje) i stwierdza, że USA przestały być wzorem dla świata.

Żeby nie było wątpliwości – Puszkow oficjalnie potępia wywoływanie brutalnych zamieszek przez uczestników protestów za oceanem. Niemniej w tweetach Rosjanina wyczuwa się satysfakcję z powodu tarapatów, w jakie popadła Ameryka.

Rzecz jasna ideologicznie Kreml i niemieccy maoiści nie stoją po tej samej stronie barykady (bądź co bądź maoizm był w światowym ruchu komunistycznym nurtem antysowieckim). Ale mają wspólnego wroga. Są nim te siły w Europie i USA, które niebezpieczeństwa dla Zachodu upatrują zarówno w reżimie putinowskim, jak i lewicowym radykalizmie. W samej Rosji ugrupowania skrajnej lewicy nie mogą rozwinąć skrzydeł. Reżim putinowski pilnuje porządku i ma do dyspozycji prawo surowo zakazujące „działalności ekstremistycznej”. Natomiast jeśli swój interes upatruje on w osłabianiu krajów zachodnich, to nie ma nic przeciw temu, żeby je od wewnątrz destabilizowali także lewicowi radykałowie.

Dlatego można wysunąć hipotezę, że propagandowy sukces niemieckich maoistów w Gelsenkirchen przyjęto w Moskwie z satysfakcją, choć sam Kreml ze wzniesieniem pomnika Lenina nie miał nic wspólnego.

Bezradność lokalnych polityków z Nadrenii Północnej-Westfalii wobec akcji podjętej przez marginalną lewacką partię mówi o tym, czy Zachód jest zdolny bronić się przed nowym najazdem barbarzyńców. Okazuje się zatem, że z „wolnych sądów” może być dla Kremla taka sama korzyść jak z „użytecznych idiotów”.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

27.05.2018
Zdjęcie główne: Pomnik Lenina stanął 20 czerwca 2020 w niemieckim Gelsenkirchen. Fot. Ying Tang/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Kościół nam narzuca kodeks moralnego zamordyzmu?
To nie wypełnianie religijnego Prawa, lecz łaska Boża zbawia człowieka. Może on ją przyjąć lub odrzucić.
Felietony Najnowsze wydanie
Być
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Dystans
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Z czego się śmieją autorytety z Facebooka?
Każdy ma prawo być sobą w swojej wiosce i w swoim miasteczku, i ma prawo stanowić o życiu tej społeczności.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Niemcom wolno więcej? Bo mają lepszą „kulturę”?
Germański nacjonalizm pod maską praworządności.