Cywilizacja

Każdy może być rasistą. Rewolucja hunwejbinów Zachodu

Zasięg, przebieg i skuteczność akcji usuwania pomników nasuwa skojarzenie już nie tylko z demonstracjami studenckimi z maja 1968 roku, ale wręcz z chińską rewolucją kulturalną. Bojownicy antyrasistowscy to prawdziwi hunwejbini. Idą jak czołg, głoszą swe idee i prawdy, którymi szantażują innych, próbują zmiatać z drogi wszystko, co nie jest po ich myśli.

Ten widok nie wywoływał dobrych skojarzeń. Oto mężczyzna jest wleczony przez rozwrzeszczaną gromadę aż do portu, gdzie, przy aplauzie obecnych, zostaje zrzucony z nabrzeża do wody. Jakiś czas jeszcze unosi się na powierzchni – dość, by nieobznajmieni z jego postacią mogli podziwiać jego staroświecki, elegancki strój.

To, co wydarzyło się 7 czerwca w Bristolu, przywodzi na myśl drastyczne, znane z historii, literatury i filmu, opisy linczu, i jest to skojarzenie aż nadto czytelne, nawet jeśli wiemy, że do wody wrzucono nie żywego człowieka, tylko ściągniętą z cokołu figurę z brązu. Edward Colston, bohater wydarzeń, nie żyje przecież od blisko trzystu lat. Czym zasłużył sobie niegdyś na pomnik i czym teraz tak bardzo zawinił?

Handlarz niewolników i filantrop

Właściwie tym samym. Zasłużył, bo jego praca i zgromadzony majątek przyczyniły się do bogactwa i rozkwitu Bristolu. Zawinił, bo majątek ten zbudował między innymi na handlu niewolnikami. Jego statki przewiozły z Afryki zachodniej do Ameryki około 100 tys. ludzi. Nie ma znaczenia, że działo się to w czasach, gdy niewolnictwo praktykowała połowa świata, a myśl, że posiadanie człowieka na własność nie jest rzeczą właściwą, dopiero zaczynała kiełkować.

To, że teraz przypomniano sobie o przewinach Colstona, jest właściwie dziełem przypadku czy też splotu okoliczności. Gdyby wydarzenia w Minneapolis (gdzie, przypomnijmy, podejrzewany o oszustwo czarnoskóry George Floyd zmarł podczas akcji zatrzymania przez policję, przyduszony kolanem przez białego funkcjonariusza) nie pociągnęły za sobą gwałtownego uaktywnienia się radykalnych organizacji, działających pod hasłem zwalczania rasizmu, Colston nie niepokojony przez nikogo, stałby nadal na swoim miejscu.


Pomnik wystawiono pod koniec XIX wieku, by uhonorować charytatywne dzieło Colstona. Za zarobione pieniądze budował on bowiem w Bristolu, swym rodzinnym mieście, najrozmaitsze instytucje pożytku publicznego – szkoły, ochronki, przytułki. Dlatego, jak bez wątpienia trafnie zauważył ktoś z grona jego współczesnych wrogów, na dobrą sprawę należałoby rozebrać bardzo wiele bristolskich budynków, które powstały dzięki jego pieniądzom.

Tego wymagałaby konsekwencja w działaniu, bo cóż jest dobrego w filantropii, jeśli uprawia ją rasista? Ale ponieważ jest to niewykonalne, jako narzędzie zemsty i kary musi wystarczyć pomnik.

Churchill na Indian i Murzynów patrzył z góry

Czy posiadacze i handlarze niewolników byli rasistami? Pewnie tak, skoro w niewolnikach widzieli nie ludzi, lecz towar i narzędzie pracy. Ale ponieważ właściciele niewolników dawno przeszli do historii, bo niewolnictwa wszędzie zakazano, uderzenie w to, co po nich pozostało, ma niewielki walor propagandowy. Z tego punktu widzenia znacznie bardziej użyteczni okazali się rasiści. Bo rasistą można być – czy za takiego zostać uznanym – zawsze i wszędzie.
Rozbity pomnik Edwarda Colstona w Bristolu. Fot. REUTERS/Matthew Childs
Obalenie pomnika Colstona podziałało więc jak prawdziwy zapalnik czy, jak kto woli, katalizator. Trudno nie dostrzec, że walczący z rasizmem od razu nabrali wiary we własne możliwości. W ciągu zaledwie tygodnia po owej pamiętnej niedzieli nastąpił istny wysyp akcji organizowanych pod antyrasistowskim szyldem.

Okazało się, że po pierwsze, każda epoka ma swoich rasistów, których dawniej nie piętnowano. Po drugie zaś, że odciąć się od nich można na wiele sposobów, bo nie każdy ma pomnik, który można oblać farbą i upstrzyć obelżywymi napisami, z dodatkiem obowiązkowego BLM - Black Lives Matter (Życie czarnych się liczy). Nazwiska prominentnych rasistów patronują przecież uczelnianym budynkom, ważnym instytucjom i oczywiście niezliczonym ulicom i placom. Najwyższa pora, by położyć temu kres.

Lista tych, którzy w pierwszym rzucie znaleźli się na celowniku antyrasistów, jest zróżnicowana i zaskakująca. Otwiera ją Robert Milligan, handlarz i właściciel niewolników, który uczynił z londyńskich doków centrum światowego handlu i tam miał pomnik, właśnie usunięty.

Następnie Henry Dundas, szkocki polityk, który w 1792 roku sprzeciwił się zniesieniu niewolnictwa w imperium brytyjskim, co opóźniło je o 15 lat, uhonorowany ogromnym pomnikiem w centrum Edynburga.

Antifa. Z kastetem ku lepszej przyszłości

Czy Donald Trump powinien ich uznać za terrorystów?

zobacz więcej
Wreszcie Cecil Rhodes, przedsiębiorca, założyciel koncernu diamentowego De Beers, imperialista, bo umacniał obecność brytyjską w Afryce południowej i wschodniej; to od jego nazwiska utworzono nazwę Rodezji.

Następnie dwaj premierzy, z grona najważniejszych w historii Wielkiej Brytanii: William Gladstone, którego ojciec miał wielu niewolników na swej plantacji na Jamajce, czego syn wcale nie potępiał, i Winston Churchill, który niewolników wprawdzie nie miał, ale na Indian i Murzynów patrzył z góry.

Również generał Robert Baden-Powell, twórca skautingu. A nawet, co jest akcentem zgoła humorystycznym, Robert Bruce, średniowieczny władca i do dziś czczony bohater narodowy Szkocji! A przy tym „Król-rasista”, jak napisano na jego pomniku, górującym nad polem bitewnym pod Bannockburn, gdzie w 1314 roku Robert Bruce odniósł wielkie zwycięstwo nad Anglikami.

Ale wrogom rasistów pracy nie powinno zabraknąć. Zadbali o to twórcy strony internetowej „Topple the racists”, na której zamieszczono mapkę miejsc, gdzie koniecznie należy wziąć się do pracy. Na razie celów jest „tylko” 60 – między innymi kilka pomników Nelsona i Francisa Drake’a – ale autorzy apelują o współpracę i zgłaszanie nowych.

Akcja tropienia rasistów wychodzi oczywiście poza granice Wielkiej Brytanii. Zaczęło się w USA, gdzie  zniszczono kilka pomników m.in. generałów Konfederacji z czasów wojny secesyjnej. W Bostonie zaś 9 czerwca ucięto głowę pomnikowi Krzysztofa Kolumba. Monument za zostać przeniesiony do muzeum, gdzie eksperci ocenią jego „historyczną wartość”.

Kolejną ofiarę antyrasiści znaleźli we Włoszech. To Indro Montanelli, jeden z najwybitniejszych włoskich dziennikarzy, zmarły 20 lat temu. Co z tego, że światowe organizacje prasowe doceniły jego zasługi dla wolności prasy, skoro w swoim czasie sympatyzował z Benito Mussolinim, a wojnę domową w Hiszpanii relacjonował z niewłaściwej, frankistowskiej strony? Na pomniku Montanellego w mediolańskim parku, noszącym jego imię, wymalowano słowa „Rasista” i „Gwałciciel” – bo podczas wojny w Abisynii wziął za żonę 12-letnią dziewczynkę.

Penny Lane na celowniku

Tytuł piosenki „Penny Lane”, przeboju Beatlesów, tłumaczono niegdyś w Polsce jako „Zaułek Groszowy”. Nic bardziej mylnego. Ta rozsławiona przez muzykę liverpoolska uliczka nosi imię Jamesa Penny'ego, właściciela statków przewożących do Ameryki niewolników schwytanych w Afryce. Dlatego gdy w 2007 roku w Wielkiej Brytanii obchodzono 200-lecie zniesienia niewolnictwa, jedna z miejscowych radnych wpadła na pomysł, by nazwę uliczki zmienić. Co jednak do dziś się nie stało – bo jak zmieniać coś, co rozsławiło miasto?
Niewolnictwo w Wielkiej Brytanii? Dla wielu brzmi to niedorzecznie. Co innego Stany Zjednoczone czy Brazylia, znana jako kraj niewolników dzięki serialowi o nieszczęsnej Isaurze. Tymczasem choć na Wyspach Brytyjskich niewolnictwa nie było, w imperium, tak zresztą jak w innych imperiach kolonialnych, kwitło ono w najlepsze. To niewolnicy na karaibskich plantacjach uprawiali trzcinę cukrową i inne płody rolne, zwożone później do portów brytyjskich. To dzięki niewolniczej pracy Londyn, Liverpool i Bristol zyskały bogactwo, a cały kraj stał się potęgą.

Zniesienie niewolnictwa, efekt niezmordowanych starań Williama Wilberforce’a i grupy jego współpracowników, tego statusu już im nie odebrało. Odbyło się zresztą etapami: w 1807 roku zakazano przewożenia niewolników statkami brytyjskimi, w 1833 zniesiono niewolnictwo całkowicie. Wilberforce, wierzący chrześcijanin, kierował się pobudkami moralnymi, w przeświadczeniu, że niewolnictwo i chrześcijaństwo są nie do pogodzenia. Z antyrasistami naszych czasów Wilberforce nie znalazłby więc z pewnością wspólnego języka.

We współczesnym świecie praca niewolnicza ma się doskonale. Trudno użyć innego słowa na określenie pracy wyrobników fabrycznych w Chinach czy Bangladeszu albo kobiet przymuszanych do pracy w domach publicznych na Zachodzie. Ale zagorzali antyrasiści wcale nie walczą ze współczesnym niewolnictwem, bo to wymagałoby wysiłku – podjęcia konkretnych działań.

Buty, wojenna flaga, psy i świnie. Co obraża muzułmanów?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że choć pozornie postępowcy wspierają duchowo wyznawców islamu, jest to tylko pretekst do walki z tradycjami i chrześcijańskim charakterem Europy.

zobacz więcej
Walka z wyimaginowanym rasizmem to zupełnie co innego. Nie trzeba wysilać się nawet z wymyślaniem haseł, bo są do wykorzystania od ręki. Black Lives Matter, czy po prostu BLM, plus jasne słowo „Racists” – to w zupełności wystarczy, czy chodzi o handlarza Milligana, czy o średniowiecznego władcę Szkocji. Do tego obowiązkowo wiele szumu i hałasu, bo na postronnych robi to duże wrażenie, a niezdecydowanych skutecznie terroryzuje.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że w całym tym propagandowym wrzasku nie ma żadnego odwołania do dobrych wzorów z przeszłości. Nikt nie mówi, że o ile na jednej szali są handlarze czy właściciele niewolników, na drugiej należy położyć tych, którzy z niewolnictwem walczyli. To bardzo znamienne, że w ferworze dyskusji (jeżeli to w ogóle można nazwać dyskusją) nazwisko Wilberforce’a w ogóle się nie pojawia.

Ale tym, co najbardziej w tym wszystkim szokuje, jest ustępliwość władz, na wszystkich szczeblach i w najrozmaitszych instytucjach. Fatalnie w tej sprawie wypadają zwłaszcza instytucje naukowe i samorządy lokalne, bardzo gorliwe w przyznawaniu racji radykałom i odcinaniu się od przeszłości.

Święte słowo różnorodność

Choć trzeba przyznać, że zdarzają się chlubne wyjątki. Władze miasta Poole w południowej Anglii, gdzie stoi pomnik Roberta Baden-Powella, nie wydały żenującego oświadczenia, w którym potępiałyby rasizm twórcy skautingu, poinformowały za to, że jeśli zarządziły zdemontowanie pomnika, to tylko po to, by uratować go przed możliwym zniszczeniem. Gdy wszystko się uspokoi, pomnik człowieka, z którego mieszkańcy Poole są niezwykle dumni, wróci na swoje miejsce naprzeciwko wysepki Brownsea, na której w 1907 roku Baden-Powell zgromadził 20 chłopców na pierwszym skautowskim obozie.

„Po trzykroć chwała mieszkańcom Poole i władzom oksfordzkiego Oriel College”, pisał, nie kryjąc uznania dla ich odwagi, Robert Taylor, komentator dziennika „Daily Telegraph”.
Antyrasiści od paru już lat żądali, by z fasady budynku college’u usunąć figurę Cecila Rhodesa, który na swe miejsce zasłużył hojnym wspieraniem uniwersytetu. Na zdjęciu demonstracja w 2016 roku. Fot. REUTERS/Eddie Keogh
Oriel College to jeszcze inna historia. Antyrasiści w ramach akcji „Rhodes Must Fall” (Rhodes musi zniknąć) od paru już lat żądają, by z fasady budynku college’u usunąć figurę Cecila Rhodesa, który na swe miejsce zasłużył hojnym wspieraniem uniwersytetu. Słowa uznania okazały się jednak bardzo na wyrost. W środę, 17 czerwca, władze college’u, choć pierwotnie ociągały się ze spełnieniem żądania, ustąpiły na całej linii.

Zapowiedź powołania „niezależnej komisji”, która ma zająć się tą sprawą to raczej wybieg taktyczny, bo skoro decyzja zapadła, trzeba byłoby społecznego trzęsienia ziemi, by ją odwrócić. Niemniej oświadczenie wydane w tej sprawie warte jest zacytowania, bo doskonale ilustruje stan ducha coraz bardziej powszechny na uczelniach: „Komisja zajmie się kwestią spuścizny Rhodesa, a także tym, jak poprawić dostępność studiów dla studentów z grupy BAME (black, Asian and minority ethnic – czyli „czarnych, Azjatów i z mniejszości etnicznych”), w połączeniu z przeanalizowaniem, jak, stosownie do wymogów XXI wieku, pogodzić zaangażowanie college’u na rzecz różnorodności z przeszłością”.

Ton tej prawdziwie ezopowej mowy mógłby bawić, gdyby nie to, że tak oczywisty triumf poprawności nie stanowi powodu do radości.

Nowy, wspaniały świat

Zasięg, przebieg i skuteczność akcji usuwania pomników nasuwa nieodparte skojarzenie już nie tylko z demonstracjami studenckimi z maja 1968 roku, ale wręcz z chińską rewolucją kulturalną. Bojownicy antyrasistowscy to prawdziwi hunwejbini. Idą jak czołg, głoszą swe idee i prawdy, którymi szantażują innych, próbują zmiatać z drogi wszystko, co nie jest po ich myśli. I osiągają cel, co doskonale ilustruje sprawa nie tylko Cecila Rhodesa, ale także Williama Gladstone’a, który, na mocy decyzji uniwersytetu w Liverpoolu, przestanie patronować jednemu z jego budynków.

Z badań instytutu YouGov wynika, że tylko 13 proc. Brytyjczyków akceptuje to, co zrobiono z pomnikiem Colstona

Nazwy, pomniki, figury – to wszystko nie zaspokaja aspiracji, które sięgają o wiele głębiej i dalej. Hunwejbini otwarcie domagają się zmiany programów uniwersyteckich, które powinny być dostosowane do potrzeb czasów, a zatem „odzwierciedlać różnorodność myśli istniejącej poza kanonem zachodnim, a także mocniej wspierać studentów BAME”.

W dodatku tworzą nowe linie podziału w kraju, który i tak, głównie przez brexit, jest mocno podzielony. Z badań instytutu YouGov wynika, że tylko 13 proc. Brytyjczyków akceptuje to, co zrobiono z pomnikiem Colstona. Jaki byłby wynik, gdyby przedmiotem badania był Gladstone czy Baden-Powell? Nietrudno sobie wyobrazić. Ale tym nikt się chyba nie przejmuje.

Tym bardziej że nikt nie śmie otwarcie się im przeciwstawić, tak samo jak podczas chińskiej rewolucji kulturalnej. Prawdziwych śmiałków, którzy gotowi są narazić się na atak i przyklejenie etykietki „rasisty”, jest naprawdę niewielu.

Ostrożność idzie z góry, z najwyższego, rządowego szczebla. Premier Boris Johnson, który wyłuszczył stanowisko gabinetu w artykule opublikowanym przez „Daily Telegraph”, bardzo starannie dobierał słowa, nawet jeśli, oględnie co prawda, brał w obronę historię i dziedzictwo Brytanii. Podkreślił wprawdzie, że „nie należy, usuwając historyczne symbole, pisać na nowo przeszłości”, ale oddał też poprawności obowiązkowy pokłon – bo, zaznaczył, „wiele trzeba zrobić, by w Wielkiej Brytanii zwalczyć rasizm”. Tym zajmie się komisja ds. nierówności, którą premier zamierza powołać. A że ustępliwość ma swoje granice, nic dziwnego, że premier nazwał „bandytami” tych, którzy, broniąc pomnika Churchilla przed parlamentem, starli się z policją. Bo byli to przedstawiciele skrajnej prawicy, a tych, naturalnie, można określać, jak się chce.

Problem polega na tym, że to, co się dzieje, zwłaszcza perspektywa zmian w programach (bo trudno wątpić w to, że żądanie ich wprowadzenia zostanie spełnione), samo w sobie oznacza rewidowanie przeszłości. Krytykę pod adresem kolonializmu do tej pory równoważono podkreślaniem, że nawet jeśli mocarstwa eksploatowały kolonie, pozostawiały po sobie także dobre rzeczy – drogi i koleje, szkoły i szpitale, znajomość europejskiego języka, nie mówiąc o zmianach w strukturze społecznej i wprowadzeniu nowoczesnej administracji.

Tylko czy w nowym, wspaniałym świecie, zdominowanym przez świętą ideę różnorodności, na takie argumenty będzie jeszcze miejsce?

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Lew, Archanioł i odwieczny tryzub. Ukraina szuka herbu
Na obrazoburczym rysunku anioł stoi w dresach i z butelką piwa pod tarczą z napisem „Obmin waljut”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geniusz, demon i „Ręka Boga”, którą Diego Maradona upokorzył sam...
Czy Diego stał się ikoną właśnie przez swoją pogruchotaną, ludzką naturę? Czy jest ikoną przez to, że tyle w nim było zła, głupoty, które przenikały się z talentem?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ubrali nas w bezkształtne namioty. Rewolucja japońskiej gwardii
Długo przed nimi w Europie pojawiło się kimono.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Handel dziećmi, bronią i prochami. Ciemna strona sieci
Przestępcy i terroryści od dawna komunikują się via Dark Web.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eksplozja popularności konserwatywnego Twittera
Na Parlerze konta mają dzieci Trumpa: Ivanka (dołączyła 12 listopada, obecnie 452 tys. śledzących) oraz Donald junior (104 tys.).