Cywilizacja

Mistrzowie jak pajacyki na sznurkach. Sfałszowany sport

Światowe centrum ustawek mieści się w Singapurze. I tam rezyduje capo di tutti capi nielegalnej bukmacherki. I nie jest to pan Jerzyna ze Szczecina. Zarabia miliony, zatrudnia armie agentów. Nazywa się Dan Tan, jak podano w listach gończych.

Irlandzka drużyna piłkarska o nazwie Athlone rozgrywa mecz. Zespół czołga się w ogonie drugiej ligi. Bramkarz puszcza łatwe gole. Potem tłumaczy, że niestety jest marnym bramkarzem. Gdyby był dobry, to grałby w Realu Madryt…

Jednak w zakładach bukmacherskich w Malezji, Indonezji i na Filipinach gracze precyzyjnie obstawili scenariusz akurat tego spotkania: dwie bramki do przerwy, cztery w meczu. Wypłaty wyniosły równowartość dwóch i pół miliona złotych.

Inny kontynent, podobna ustawka. Brazylijski zespół Viana konkuruje o awans do pierwszej ligi z drużyną Motorcycle Club, która gra na innym boisku. Rywale kończą mecz 10 minut wcześniej. Viana potrzebuje 9 bramek do awansu. Możliwe?

A jakżeby inaczej. Piłkarze Viany stosują nalot dywanowy. Obrońcy drużyny przeciwnej stoją w polu karnym jak słupy. Viana strzela 9 bramek w 10 minut, wygrywa mecz 11-0. Bukmacherzy zarabiają krocie.
Hazard jest stary jak świat. Walka kogutów na XVIII-wiecznej rycinie Williama Hogartha. Fot. Barney Burstein/Corbis/VCG via Getty Images
I jeszcze jedna malinka. Fińska drużyna futbolowa, którą kupił chiński biznesmen, przegrywa 0:8. Dokładnie taki wynik obstawiło wielu klientów azjatyckich bukmacherów. W zakładach zgarnęli kilka milionów dolarów.

Tak to mniej więcej działa. Na trybunach takich meczów zasiada po kilkuset widzów. Spotkania obstawia setki tysięcy graczy na całym świecie zgarniając milionowe sumy. Największe zyski przynoszą mecze rozgrywane w kiepskich ligach, bo najłatwiej je ustawić.

Ustawki bywają różne

Oszustwa bukmacherskie bazują na jednej z najstarszych ludzkich wad, mianowicie na skłonności do hazardu. Nawiasem mówiąc, gdyby ludzie nie mieli wad, świat przestępczy nie cieszyłby się dobrostanem. To działa w obie strony.

Można tak: gdyby nie było hazardzistów, nie byłoby hazardu. Ale można i tak: gdyby nie istniał hazard, nie byłoby hazardzistów. Z grubsza są to rozważania z gatunku, co było pierwsze – jajko czy kura?

Słowo „hazard” pochodzi z języka arabskiego od słowa „az-zghr”, które oznacza kostkę lub grę w kości. W dosłownym tłumaczeniu z angielskiego hazard znaczy „niebezpieczeństwo”. A na wyspach jest on sportem narodowym

Nie bardzo wiadomo, kiedy to się zaczęło. Archeologia nie natrafiła na ślady kasyn w jaskiniach Neandertalczyków. Trudno potwierdzić albo zaprzeczyć, grali czy nie grali w rybie ości o skórę niedźwiedzia?

Natomiast wiadomo bez wątpliwości, że robili to Chińczycy 2300 lat przed naszą erą. Grali o wszystko, o dobra materialne i żywe jak choćby o niewolników. 1500 lat p.n.e hazard uprawiano w Tebach. Inskrypcje na okoliczność są w Biblii i na piramidach.

W potocznym rozumieniu hazard to gry na pieniądze. Można się zakładać, można się umawiać na stawki. Jak nie ma kasy, nie ma hazardu. W oczko czy pokera, co też wymyślili Chińczycy, można grać na punkty, jednak bez przyjemności.

Przyjemność sprawia dreszczyk emocji. To on daje kopa, żeby grać i żeby obstawiać. Niestety silnie uzależnia, bo przegrany chce się odegrać a wygrany chce wygrać znowu. Z tego uzależnienia obficie korzystają bukmacherzy czarnego rynku.

Skala tego procederu w sporcie jest porażająca. Rob Wainwright, szef Europolu na konferencji prasowej zorganizowanej w Hadze podał liczbę 380 ustawionych meczów piłkarskich na starym kontynencie. W tym także spotkań w Lidze Mistrzów, eliminacjach mistrzostw świata i Europy.

Raport Europejskiego Urzędu Policji mówi o 425 osobach uwikłanych w sprzedawanie meczów, o 15 krajach (na razie bez podawania ich nazwy) oraz o zyskach wysokości najmniej 8 milionów euro.

Ludzie zamieszani w te afery to działacze futbolu, piłkarze, sędziowie, kryminaliści nie zrzeszeni w mafiach oraz regularne mafie. Azjatycki syndykat, który stoi za tymi oszustwami, ma sieć pracowników działających w 30 krajach.

Igrzyska, których nie było, kosztowały ponad 5 mld dolarów

Wygląda na to, że nie da się przeprowadzić olimpiady bez prokuratora oraz zespołu śledczego.

zobacz więcej
Ustawki bywają tak różne jak różne bywają zakłady. Można ustawić wynik meczu. Można zaplanować liczbę goli w określonych momentach. Podobnie jak rzuty karne czy nazwisko piłkarza ukaranego czerwoną kartką w ramach tzw. zakładów pobocznych.

Chorwat Andre Sapin okazał się wybitnym specjalistą właśnie w tego rodzaju oszustwach. Działał w Niemczech, Austrii, Turcji, Słowenii, Chorwacji, Belgii, na Węgrzech. Ustawiał też mecze w europejskich pucharach.

Solidna dokumentacja śledcza przekrętów Chorwata objęła 47 spotkań. Metoda była najprostsza z możliwych, a w zasadzie była klasyka gatunku. Sapin opłacał sędziego, który wykonywał konkretne zadanie dotyczące przebiegu meczu.

Powiedzmy, że miał doprowadzić do określonej liczby goli w drugiej albo pierwszej połowie gry. Za taką usługę arbiter mógł zarobić 40 000 euro. Dokładnie tyle skasował ukraiński arbiter Oleg Orechow. A suma wygranych wzrosła trzykrotnie.

Sędzia sądu w Bochum docenił talenty Chorwata w 2009 roku. Wlepił mu pięć i pół roku więzienia za kierowanie grupą przestępczą. Ojciec Wayne'a Rooneya też był aresztowany. Lecz on za kierowanie synem, który zbierał czerwone kartki w ustalonych spotkaniach.

Singapurska centrala

Firmy bukmacherskie, które nie chcą mieć kłopotów z prawem, stosują hamowanie ręczne rozkręcanych ustawek. Gdy w kolekturze pojawia się klient z zamiarem np. obstawienia meczu drugiej ligi tureckiej na 100 tysięcy euro, włącza się żółte światło.

Pracownik kolektury informuje bukmachera w centrali, który rozpoczyna analizę wysokości kursów. Jeśli kurs na obstawiane wydarzenie gwałtownie spada lub ono znika z oferty innych firm, to sygnał, że mecz jest ustawiony.

Klient dostaje propozycję nie do odrzucenia. Zamiast 100 tysięcy euro, może postawić najwyżej tysiąc. Ale mafie mają na to sposób. Po to budują siatki agentów, by duża sumę rozprowadzić w mniejszych kwotach po różnych firmach.

W Europie trudno zbić fortunę na przekrętach bukmacherskich. Duże firmy są zrzeszone w European Sports Security Association (ESSA) po to, aby monitorować zagrożenia i blokować oszustwa. Widoki na fortunę oferuje Azja.

Azjatycki bukmacher może przyjąć 8 a nawet 10 milionów euro na jeden konkretny mecz futbolu. Nikogo to nie interesuje. Za to w Chinach trener drużyny, który nie potrafi porządnie ustawić meczu, może stracić pracę. Taki tam mają klimat…

Światowe centrum ustawek mieści się w Singapurze. I tam rezyduje capo di tutti capi nielegalnej bukmacherki. I nie jest to pan Jerzyna ze Szczecina. Zarabia miliony, zatrudnia armie agentów. Nazywa się Dan Tan, jak podano w listach gończych.
Sonny Liston (w środku) w walce z Chuckiem Wepnerem miał się podłożyć. Tego żądali gangsterzy, bo wysoko obstawili porażkę championa. Sonny nie tylko wygrał walkę, ale znokautował rywala. Fot. Gettyimages
Siedział w więzieniu tylko przez rok, a wiadomo – rok nie wyrok. Zapewne dobrze wspomina tamte wakacje, bo odkąd wyszedł na wolność, trzęsie całą branżą na świecie. Nikt go nie rusza, gdyż ma ponoć wysokie powiązania polityczne.

Wiedział za dużo o mafii

Związki mafii ze sportem są śmiertelnie groźne. Zawsze były niebezpieczne, lecz długo nie osiągały takiej skali jak obecnie. Amerykańscy gangsterzy kręcili boksem zawodowym przez dziesięciolecia. Powstały na ten temat kultowe filmy.

Rzeczywistość na ogół bywała mniej heroiczna, za to bardziej drastyczna i bez obowiązkowego happy endu jak w produkcjach Hollywood. Do dzisiaj trudno ustalić, które z ikon ringu były zamieszane w oszustwa. Paru pięściarzy skończyło tragicznie.

Gdy Sonny Liston wyszedł na ring z Chuckiem Wepnerem, miał się podłożyć. Tego żądali gangsterzy, bo wysoko obstawili porażkę championa. Sonny nie tylko wygrał walkę, ale znokautował rywala i zasiał strach.

Wiedział za dużo o mafii, ponadto był narkomanem, o czym wiedzieli wszyscy dokoła . Mógł zacząć sypać na haju. Dlatego miał się tym zająć właściwy pracownik działu oczyszczania kadr, niejaki James John Warjak.

Zajął się skutecznie, Liston zmarł na przedawkowanie heroiny, którą tamten mu wstrzyknął. Policja przybyła na miejsce ogromnie przejęta, bo pokój był zdemolowany. Toteż policjanci starannie go posprzątali.

Chłopcy w mundurkach chyba zbyt poważnie potraktowali problem ładu i porządku, ponieważ dokładnie zatarli wszelkie ślady morderstwa. Stanęło na tym, że Sonny sam sobie wstrzyknął herę… Tyle, że jedyna rzecz na świecie, której bokser bał się panicznie, to była igła. O czym też wszyscy wiedzieli.

Skala zainteresowania mafii boksem rosła proporcjonalnie do wzrostu stawek. Genne Tunney za walkę z Jackiem Dempseyem w 1927 roku zarobił milion dolarów jako pierwszy pięściarz w historii.

Floyd Mayweather Jr. za pojedynek z Manny Pacquiao w roku 2015 otrzymał 200 milionów. Filipińczyk połowę tej sumy. Ale zysk z tej walki przyniósł 600 mln USD. Trudno zaprzeczyć, że siła przyciągania do ringu graczy, bukmacherów i mafiosów wzrosła wielokrotnie.

Nic dziwnego, że nielegalne zakłady i sfałszowane widowiska mają się dobrze. W boksie na potęgę mnożą się przekręty bukmacherskie i nie ma świętych. Tyson Fury, mistrz wagi ciężkiej wersji WBC, jest prześwietlany przez irlandzkie media.

Od 2017 roku jego karierą zajmuje się MTK Global, potentat branży menadżerskiej. Dziennikarze sugerują, że w rzeczywistości sportowe losy Fury’ego są w rękach jednego z największych mafiosów Irlandii. W odwecie firma bojkotuje irlandzkie media.

Odważny ksiądz

Minęły czasy, gdy mafie zajmowały się sportem okazjonalnie. Kiedyś, jeżeli hazard to raczej kasyna. Ponadto prostytucja i alkohol (w okresie prohibicji w USA). No a potem i do teraz narkotyki. Dzisiaj gangsterzy podchodzą do tematu systemowo.

Brudne pieniądze, chciwe karzełki o lepkich rękach i rodzinne interesy korupcyjne. Sekrety olimpijskiej idei

Koszt jednego medalu zdobytego przez Polaka na igrzyskach w Rio de Janeiro to 36 milionów złotych.

zobacz więcej
Cosa Nostra, Camorra i ‘Ndrangheta przejmują w praktyce włoski futbol na wszystkich szczeblach. Elementy składowe wrogiego przejęcia to nielegalne zakłady, ustawiane mecze, pranie brudnych pieniędzy oraz (uwaga, uwaga!) sponsorowanie drużyn i imprez.

Sponsorzy sportu to cenni i poszukiwani partnerzy. Bycie sponsorem to rodzaj nobilitacji. Źródło szacunku i wdzięczności środowiska. Pozycja sponsora zapewnia status VIP. Renomę przyjaznego mecenasa, szczodrego darczyńcy. Krótko mówiąc – samo dobro.

Sport raczej nie pyta sponsorów, skąd mają kasę? Jeżeli pyta to o to, ile chcą dać? To miękka i bardzo przyjemna metoda pozyskiwania społecznej akceptacji, tworzenia pozorów legalnego działania.

Ale także szybka i wygodna ścieżka dotarcia do ważnych polityków kraju. Na takiej podstawie można łatwo budować trwałe, opłacalne dla obu stron „przyjaźnie”. Tak przynajmniej to widzi ksiądz Luigi Ciotti .

Ksiądz założył stowarzyszenie Libera, które zrzesza 1500 ruchów i organizacji głoszących niezgodę wobec mafii. Ma przeciw sobie 30 klanów tych trzech największych organizacji mafijnych, więc jest odważny. Ale czy zyska w ten sposób wdzięczność obywateli?

W kolejną rocznicę śmierci sędziów Giovanni Falcone i Paolo Borsellino włoska telewizja wyemitowała wstrząsający reportaż. Obaj sędziowie nie walczyli z ustawianiem meczów, oni walczyli z Cosa Nostrą i mafia ich zabiła w 1992 roku.

Zdecydowana większość, tzw. zwykłych obywateli, odpytywanych na ulicach Palermo, wypowiadała się o sędziach z agresją, negatywnie i bez żalu. Za to o mafii ciepło i ze współczuciem z powodu prześladowań jakich mafia doznała od sędziów.

To tylko potwierdzenie tego, o czym od dawna wiadomo. Gdyby mafie, zwłaszcza na Sycylii, ale i w Neapolu i w innych regionach Włoch, nie miały społecznego zaplecza, opartego na mieszance strachu i mitologii, nie byłby tak skuteczne.

Z drugiej strony dla milionów Włochów Falcone i Borselino są bohaterami. Odważyli się stanąć do otwartej konfrontacji. Podczas maksiprocesu zamknęli w klatkach 464 gangsterów. Jednak zapłacili za to najwyższą cenę.

Ksiądz Luigi przejął pałeczkę w sztafecie antymafijnej. Podjął ryzykowne wyzwanie. Klany, które sponsorują futbol, mogą grać krótką piłkę ze światem polityki. Uszczęśliwiając fanów tak popularnej dyscypliny, mogą otworzyć sobie wiele ważnych drzwi.

W końcu w tym kraju premier rządu współpracował z Cosa Nostrą. To było dawno, bo w roku 1995, ale było. Proces Giulio Andreottiego ciągnął się jak włoski makron do czasu aż zarzuty się przedawniły, a było ich 20.

Mafiosi nie poprzestali na zawodowej lidze. Zaczęli sponsorować także futbol młodzieżowy, przy okazji ustawiając mecze. Teoria wskazuje na troskę o młode pokolenia. W praktyce, infekując młode szczepy, mafie zapewniają sobie przyszłość.
Już piewszego dnia Mundialu w Brazylii w 2014 roku policja w Hongkongu przejęła 20 mln hongkońskich dolarów z nielegalnych zakładów hazardowych. Fot. Sam Tsang / South
Biały sport i czarne gry

Boks zawodowy, piłka nożna to tylko dwa obszary sportu niszczone brudnym hazardem. Nie wiem, czy istnieją jakieś dyscypliny odporne na skorumpowaną bukmacherkę. Nie wiem, czy istnieje taki świat, w którym na początku i na końcu dnia pieniądze nie byłyby najważniejsze. Na tej planecie chyba go nie ma.

Ponad 135 tenisistów, w tym gracze z pierwszej trzydziestki ATP, jest zamieszanych w ustawianie zakładów bukmacherskich. Wiadomość upubliczniła telewizja ZDF oraz dziennik „Die Welt".

Śledztwo w sprawie prowadzi FBI oraz policja belgijska. Obejmuje kilkanaście krajów, m.in. Francję, Belgię, Hiszpanie i USA. Oszustwami kierowała mafia ormiańska, robiła to inteligentnie i w sposób uporządkowany strukturalnie.

Na jeden mecz stawiano setki małych kwot, oczywiście w konsultacji z tenisistami. Jedni ludzie mafii zajmowali się kontami bankowymi. Drudzy – praniem brudnych pieniędzy. Trzecią grupę wyznaczono do bezpośrednich kontaktów z zawodnikami.

Argentyńczyk Diego Schwartzman, Włoch Matteo Berrettini, Gruzin Nikoloz Basilaszwili, Francuz Benoit Paire i Australijczyk Alex de Minaur, to najbardziej znane postacie tej układanki. Śledztwo jest na ukończeniu.

Tę dużą aferę poprzedziły dziesiątki mniejszych. Zmontowanych może mniej profesjonalnie, ale także skutecznie. Na turniejach rangi ITF ponoć kilkanaście spotkań dziennie poddawanych jest ustawkom „u buków”. Biały sport gra w czarne gry.

Lepsza smycz niż kajdanki

Lista sportowców zamieszanych w takie przestępstwa w tzw. przestrzeni dziejów byłaby dłuższa od tego tekstu, który krótki nie jest. Federacje sportowe nie chwalą się takimi „sukcesami” do momentu aż muszą się z nich tłumaczyć. Chwali się policja.

Zatrzymania, procesy, wyroki towarzyszą sportowym widowiskom pod każdą szerokością, dyscyplinom letnim i zimowym, tym największym i tym marginalnym pod względem prestiżu, ale nie zysków. Amatorów brudnej kasy przybywa.

Byli nimi np. właściciele barów w Rochester (stan Nowy Jork). Prowadzili nielegalne zakłady a ze swych barów kręcili poważną ligą NHL. Austriacki hokeista Thomas Vanek został powołany na świadka. Musi złożyć zeznania przed sądem.

Tim Donaghy, sędzia NBA obstawiał spotkania, które sam prowadził, toteż ustawiał wyniki meczów pod swoje typy. Dostał karę 15 miesięcy więzienia. Nawet zawodnicy sumo mają nieczyste sumienia.

Podczas mundialu w RPA Interpol przeprowadził operację Sogo III. Zatrzymano 5 tysięcy osób w 800 melinach hazardu w całej Azji. Wartość nielegalnych zakładów wyniosła 155 mln USD.

Niemiecka prokuratura wespół z UEFA bada sprawę ponad 100 osób zamieszanych w ustawianie spotkań piłkarskich. Śledztwo dotyczy niemieckich lig regionalnych oraz wschodnioeuropejskich z udziałem kapitału, oczywiście…azjatyckich bukmacherów.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Wietnam, czyli modny kierunek - Azja, zafundował sobie aferę z udziałem reprezentantów kraju. Siedmiu wlepiono kary finansowe, lecz najciekawsza jest pointa sprawy. Państwo zalegalizowało zakłady, żeby walczyć z bukmacherskim podziemiem.

Sama legalizacja zakładów jednak cudów nie dokona. Porządek prawny interesuje gangi o tyle, o ile więcej mogą zarobić na zakładach nielegalnych, gdyż wliczą sobie większe ryzyko albo wmówią to klientom, których skuszą większymi zyskami.

Solistom będzie trochę trudniej, muszą lepiej kombinować, żeby obejść zapory, ale da się to wykonać. Oni nie wyginą z dnia na dzień jak dinozaury. Wiara wietnamskiego ministerstwa finansów w sukces jest chyba bardziej urzędowa niż szczera.

Rzecz jasna utrudnianie przestępcom przestępstw jest jak najbardziej wskazane. Jednak w pewnych rejonach, jak właśnie w Azji czy choćby we Włoszech, powiązania gangsterów z władzami, korumpowanie policji osłabiają szansę powodzenia.

Osobiście wątpię w ostateczne zwycięstwo nad pandemią bukmacherskich fałszywek. Ona jest bardzo podobna do epidemii dopingu. Wżera się w sport jak rdza i zżera zdrowe komórki. Walczyć z nią można, wygrać się nie da.

Ta plaga ma zasięg światowy, więc nie ominęła Polski. Napisano o niej książki, nakręcono filmy. Od 1 lipca 2003 roku „przekupstwa sportowe” znalazły się w polskim kodeksie karnym.

„Drukowanie” meczów piłkarskich przestało być folklorem, stało się ściganym i karanym przestępstwem. 19 listopada 2009 wyszła ustawa o grach hazardowych. Po paru nowelizacjach obecnie obowiązuje wersja z 1 kwietnia 2017 roku.

Ustawa m.in. reguluje sportowe zakłady bukmacherskie. W Polsce mogą działać wyłącznie firmy z licencją Ministerstwa Finansów. Obstawianie meczów jest legalne wyłącznie za pośrednictwem tych firm.

A gdyby wcześniej wprowadzono stosowne rozwiązania prawne - to co? „Lista Fryzjera” byłaby krótsza? Być może, choć nie na pewno. „Niedziele cudów” zdarzają się i dzisiaj, i będą się zdarzać jutro. Legalną działalność łatwiej monitorować. Legalne firmy odprowadzają podatki. Bywają sponsorami drużyn czy imprez. W sumie nie można twierdzić, że nic się nie polepsza, bo lepsza smycz niż kajdanki. Lecz nie pora na triumfalizm.

Fałszywy sport to już nie sport

Jakkolwiek nie byłoby lepiej, nie można zamykać oczu na to, co wygląda źle i coraz gorzej. Klany mafijne uczyniły z czarnej bukmacherki interes skali globalnej. Opracowały strategię działania, podchodzą do tematu jak do przedsięwzięcia gospodarczego.

Europol, Interpol, FBI i rożne odmiany policji regionalnych próbują z tym walczyć. Nie wszystkie na serio, jak dowodzi przypadek Sonny’ego Listona. Z grubsza i ogólnie są w tym równie skuteczne jak w zwalczaniu narkobiznesu.
Bukobiznes trzyma się mocno i kwitnie. Im więcej ma sił, tym sprawniej zabija sport. Sport sfałszowany to już nie sport. To tylko widowisko cyrkowe z rozpisanym scenariuszem wydarzeń i z góry znanym zakończeniem.

Jest pytanie o rodzaj tego hazardu? Pole niewiadomych jest tak wąskie, że prawie go nie widać. Ryzyko sportowe nie dotyczy sportu. Dotyczy tego, czy przekręt się uda czy nie uda? A tak naprawdę, czy będzie z tego kasa i jak duża?

Podziwiamy wybitnych sportowców za dary talentu, za autentyczne dokonania. Lecz nasze emocje Bukobiznes sprowadza do złudzeń. W sumie nie wiadomo, kogo podziwiamy? Prawdziwych mistrzów czy pajacyki na sznurkach? Ten dylemat raczej pozostanie z nami na dłużej.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Szczepłek: futbol i korupcja są nieodłączne
Zdjęcie główne: Punkt bukmacheerski w Hongkongu. Fot. K. Y. Cheng/South China Morning Post via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak to na wojence
Tu kawałek biustu, tam odsłonięte do połowy pośladki, ówdzie nagi tors (męski) lub dziewczęce loki – plus ciuch jakby jeszcze pachnący bitewnym znojem…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Świat mniej zadeptany. W kanałach Wenecji znów pojawiły się ryby
Jak będzie wyglądała turystyka po koronawirusie? Kogo wpuszczać, a kogo nie? Straty sektora szacowane są nawet na 400 mld euro.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francja ulega muzułmanom. O czym nie wolno głośno mówić
Organizacje LGBT walczące z seksizmem i homofobią, siedziały cicho, gdy nastolatce grożono gwałtem i gdy wyzywano ją od „brudnych lesbijek”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rewolucja młodych, wykształconych, z wielkich miast
Korzeni obecnych buntów należy upatrywać w roku 1968, kiedy marksistowskie hasła zagościły na amerykańskich uczelniach – twierdzi prof. Tomasz Żyro.