Cywilizacja

Odwrót rosyjskich psów wojny. Najemnicy, snajperzy, instruktorzy

Firma z Afryki Południowej oczekuje 15-25 tys. dolarów miesięcznie za jednego żołnierza. Rosyjska Grupa Wagnera jest nieporównanie tańsza: oferuje usługi za 1,8-4,7 tys. dolarów od najemnika.

W ostatnich tygodniach doszło do kolejnego zwrotu w wojnie domowej w Libii. Po roku oblężenia Trypolisu siły generała Chalify Haftara zostały odepchnięte do centrum kraju i po latach defensywy tzw. rząd jedności narodowej przejął wyraźnie militarną inicjatywę.

Dlaczego najpotężniejszy do niedawna warlord jest w odwrocie? Zdecydowało wkroczenie do gry Turcji, która doradcami wojskowymi, bojowymi dronami i tysiącami syryjskich najemników wsparła Trypolis.

Ale nie byłoby spektakularnej kontrofensywy sił rządowych, gdyby nie niejednoznaczna postawa Moskwy. W krytycznym momencie rosyjscy najemnicy wycofali się z frontu – gdy okazało się, że Haftar nie jest wystarczająco posłuszny Kremlowi, a poza tym ważniejsze dla Rosjan okazały się inne motywy, o bardziej regionalnym zakresie.

Chodzi nie tylko o chęć uniknięcia ostrego bezpośredniego konfliktu z Ankarą, ale też storpedowanie projektu podmorskiego gazociągu EastMed – w tym akurat Rosjanie mają taki sam interes, jak Turcy i rząd w Trypolisie.

Wojna rządu Fajiza as-Sarradża z armią Chalify Haftara to w pewnym sensie kolejna odsłona odwiecznej rywalizacji Trypolitanii z Cyrenajką, czyli zachodu ze wschodem Libii. Na to nakładają się podziały plemienne, konflikt islamskich fundamentalistów ze zwolennikami państwa świeckiego oraz radykalnych zwolenników rewolucji z byłymi zwolennikami Kadafiego.
Gen. Chalifa Haftar podczas konferencji prasowej w Bengazi w maju 2014. Fot. Mohammed Elshaiky/Anadolu Agency/Getty Images
Ale przede wszystkim, ważne jest tu zaangażowanie innych państw. Tak wyraźnej „wojny zastępczej” nie ma nawet w Syrii. W Libii, która po obaleniu reżimu Kadafiego w 2011 roku pogrążona jest wciąż w wojnie domowej, swoje interesy ma wiele państw, zarówno z Europy, jak i Bliskiego Wschodu. Uznawany przez ONZ tzw. rząd jedności narodowej (GNA) w Trypolisie z premierem Fajizem as-Sarradżem na czele, popierają Turcja, Katar, Algieria, Tunezja i Włochy.

Samozwańczy marszałek Chalifa Haftar może liczyć na Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Jordanię, Francję i Rosję. Choć ta ostatnia starała się to dotąd robić nieoficjalnie, oficjalnie zaś utrzymuje kontakty także z Trypolisem. Dla Rosjan nie jest ważne, kto wygra wojnę i zapanuje nad całą Libią, grunt, żeby dbał o rosyjskie interesy.

Do niedawna najlepszym kandydatem do tej roli był Haftar. Mógł on obiecywać przyjaciołom z rosyjskiej armii zgodę na instalację baz wojskowych nad Morzem Śródziemnym, wpuszczenie rosyjskich firm do sektora naftowego, kupowanie rosyjskiej broni.

Odpowiadał Moskwie także z racji na bliskie stosunki z egipskim prezydentem Abdelem Fattahem el-Sisim. To rokowało Rosji, że będzie miała w strategicznie ważnej części Morza Śródziemnego dwóch sojuszników, sąsiadujących ze sobą i rządzonych przez autokratycznych wojskowych.

Haftar i jego parlament z Tobruku

Władimir Putin chciał odbudować rosyjskie wpływy w Libii już od 2003 roku, kiedy ONZ zdjęła sankcje z reżimu Muammara Kadafiego. W latach 70. i 80. XX wieku państwo to było bliskim partnerem Moskwy i bardzo atrakcyjnym rynkiem zbytu dla sowieckiej broni. Kadafi kupował za petrodolary duże jej ilości.

Jednak w latach 1992-1993 rządy jelcynowskiej Rosji wsparły sankcje ONZ przeciwko Libii. Co oczywiście kosztowało Moskwę utratę sojusznika i bogatego klienta. Polityczny i ekonomiczny powrót Rosji do Libii stał się jednym z priorytetów polityki zagranicznej po dojściu do władzy Putina.

Do Trypolisu znów zaczęli podróżować szefowie rosyjskich koncernów, nie tylko zbrojeniowych i energetycznych. Zawarto szereg dużych kontraktów, nie tylko na zakup broni i współpracę w sektorze energetycznym, ale też choćby na budowę dużych projektów infrastrukturalnych.

W 2008 roku Putin przybył do Libii, gdzie uroczyście umorzył liczący kilka miliardów dolarów dług, jaki Kadafi miał wobec Moskwy jeszcze z czasów sowieckich. W zamian libijski dyktator obiecał kupować dużo rosyjskiej broni, wpuścić rosyjskie firmy do naftowych i gazowych projektów w Libii i oddać Rosjanom projekt budowy linii kolejowej łączącej Trypolis z Bengazi.

To wszystko załamało się jednak w 2011 roku, gdy w czasie tzw. arabskiej wiosny rewolucja obaliła Kadafiego. W czym walnie powstańcom pomogła powietrzna operacja NATO, mająca mandat ONZ. Ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew nie zdecydował się zawetować tego w Radzie Bezpieczeństwa.
Sytuacja w Libii 11 czerwca 2020: tereny kontrolowane przez Libijską Armię Narodową gen. Chalify Haftara (czerwony), siły Libya Shield wspierające premiera Fajiza as-Sarradża (zielony), Tuaregów (żółty), państwo islamskie (szary) i lokalne grupy rebelianckie (niebieski). Fot. Wikimedia Ali Zifan (vectorized map) - Derived from Template: Libyan Civil War detailed map, CC BY-SA 4.0
Do dziś Putin i rosyjscy generałowie uważają to za ogromny błąd. Wojna domowa, jaka rozpętała się w Libii po 2011 roku i trwa do dziś, jest zdaniem Rosjan potwierdzeniem, że zachodnia interwencja była złem.

Kilka lat temu w Libii ukształtował się zasadniczy podział na dwie części, na dwa najsilniejsze obozy toczące walkę o kontrolę nad całym krajem. Z jednej strony, w Trypolisie urzęduje tzw. rząd zgody narodowej (GNA), uznawany oficjalnie przez ONZ. Z drugiej strony, we wschodniej części Libii faktyczną władzę przejął samozwańczy marszałek (tak naprawdę generał) Chalifa Haftar i jego Libijska Armia Narodowa (LNA).

Rosyjscy wojskowi z ministrem obrony Siergiejem Szojgu na czele zdecydowali, że najlepszą drogą do budowy w Libii silnej pozycji Rosji będzie wspieranie właśnie Haftara. LNA była zdecydowanie najsilniejszą formacją zbrojną w Libii, a generał Haftar powoli przejmował kolejne porcje kraju. Urzędująca w Tobruku Izba Reprezentantów, libijski parlament, stała się marionetką w ręku Haftara.

Ten 76-letni oficer, w przeszłości związany z Kadafim, potem z rewolucjonistami, z Amerykanami (CIA), ale też z Sowietami, dzięki liczącej 60 tys. żołnierzy LNA podporządkował sobie większość wschodu Libii (Cyrenajka), południa (Fezzarn) i centrum kraju. Zyskał uznanie także za bezwzględną walkę z dżihadystami. Należy od razu dodać, że Haftarowi udało się zająć tzw. naftowy półksiężyc, czyli obszar, gdzie skoncentrowana jest większość libijskich zasobów ropy.

W kwietniu 2019 roku Haftar postanowił zadać decydujący cios rządowi premiera Fajiza as-Sarradża i rozpoczął ofensywę na Trypolis. LNA błyskawicznie zajęła niemal całą zachodnią część Libii, docierając do przedmieść stolicy. W odpowiedzi zbrojne formacje w Trypolisie i całej Trypolitanii, nie tylko te dotychczas związane z rządem (GNA), jak Siły Obrony Trypolisu Usamy Dżuawilego czy oddziały z Zintan, okopały się na przedmieściach stolicy.

Kluczowe okazało się poparcie udzielone rządowi przez najbitniejszą libijską formację zbrojną, czyli Brygady Misraty. Dlatego natarcie LNA utknęło na podejściach do Trypolisu. Rozgorzały zacięte walki pozycyjne – i tak było przez następny rok.

Kreml upokorzony

Losy wojny zmieniło militarne zaangażowanie Turcji. Na początku tego roku w szeregach armii rządowej pojawili się wojskowi doradcy tureccy, a na niebie tureckie drony bojowe. W efekcie wojska Haftara zaczęły ponosić porażkę za porażką.

Boje GNA z LNA zaczęły przyjmować charakter „wojny zastępczej” Turcji z Rosją. W Libii znajduje się już ok. 1,5 tys. tureckich wojskowych. Do tego tysiące syryjskich najemników werbowanych przez Ankarę.
Premier Libii Fajiz as-Sarradż podczas spotkania z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem w Ankarze 4 czerwca 2020. Fot. Metin Aktas/Anadolu Agency via Getty Images
Z drugiej strony nie wolno zapominać, że dużo wcześniej silne wsparcie Rosji dostał Haftar. W listopadzie 2018 roku generał gościł w Moskwie, gdzie spotkał się z ministrem obrony Siergiejem Szojgu i generałami rosyjskimi, ale też Jewgienijem Prigożinem, sponsorem słynnej najemniczej Grupy Wagnera.

W kwietniu 2019 roku ruszyła wielka ofensywa LNA na Trypolis, z aktywnym udziałem co najmniej 200 rosyjskich najemników, głównie snajperów. Do września 2019 roku w Libii znalazło się ponad 1400 rosyjskich najemników.

Gdy jednak w grudniu Ankara podpisała oficjalne porozumienie z Trypolisem w sprawie udzielenia pomocy zbrojnej, stało się jasne, że to, co się Haftarowi i rosyjskim najemnikom nie udało przez ponad osiem miesięcy, już się nie uda na pewno. Jeśli nawet dowódca LNA miał jakieś złudzenia, to takowych nie mieli Rosjanie.

Podczas spotkania w Stambule 8 stycznia (przy okazji uruchomienia gazociągu TurkStream) Władimir Putin i Recep Tayyip Erdogan uzgodnili rozejm między GNA i LNA. Rosjanie zgodzili się, że Haftar musi się wycofać z bezpośredniego sąsiedztwa Trypolisu. Porozumienie przewidywało, że Moskwa i Ankara będą gwarantami rozejmu.

Kilka dni później do Moskwy ściągnięto premiera as-Sarradża i generała Haftara. W międzyczasie Putin zadzwonił do głównych sojuszników Haftara: księcia Mohammeda bin Zayeda z Abu Dabi i prezydenta Egiptu Abdela Fattaha el-Sisiego.

Jednocześnie część rosyjskich najemników wycofała się z pierwszej linii walk. Na rozkaz Moskwy od tej pory mieli zapewniać oddziałom LNA jedynie pomoc techniczną w operowaniu rosyjską bronią. Haftar w odpowiedzi miał zamrozić wypłatę żołdu najemnikom – chodziło o 150 mln dolarów, choć te problemy mogły wynikać z opóźnienia przekazania funduszy przez sponsorów Haftara znad Zatoki Perskiej.

W Moskwie nie doszło do bezpośredniego spotkania przywódców obu obozów. As-Sarradż nie chciał rozmawiać z Haftarem, ale dokument podpisał. Haftar poprosił o czas do namysłu, by w końcu wyjechać bez złożenia podpisu. Dla Kremla było to upokorzenie. Putin liczył na wielki dyplomatyczny sukces Rosji tuż przed zapowiadaną międzynarodową konferencją pokojową ws. Libii w Berlinie, jak też chciał załagodzić konflikt z Turcją.

Mimo to, Szojgu i wojsko dalej popierali generała, choć Kreml i MSZ Rosji już nie były tak dobrze nastawione do krnąbrnego sojusznika. Cel Rosji jest jasny: wrócić do Libii. Niezależnie czy przy pomocy Haftara, czy w inny sposób. To trochę tak jak w Syrii. Rosjanie od lat pomagają Asadowi. Ale nie dlatego, że tak cenią właśnie jego. Ważne jest zdobycie wpływów w Syrii. Jeśli będzie trzeba, poświęcą Asada. Tak samo jest w Libii. Jeśli próba Haftara zdobycia całej Libii spali na panewce, a na to teraz wygląda, to Kreml będzie szukał innych sposobów na osiągnięcie celu.

Wojna rozpocznie się na Morzu Azowskim. Lada dzień?

Analitycy wojskowi są zdania, że Rosjanie dążą do przekształcenia akwenu w obszar zamknięty i podlegający całkowicie ich kontroli.

zobacz więcej
Fiasko spotkania w Moskwie rozeźliło Erdogana. Okazało się, że Putin nie potrafi wywrzeć na Haftara wpływu takiego, jak Turcy na rząd w Trypolisie. Stało się jasne, że rządowa armia wspierana przez Ankarę ruszy z ofensywą.

Niedługo potem tureckie media doniosły, że osiem samolotów (sześć myśliwców Mig-29 i dwa bombowce Su-24) przyleciało do baz LNA z rosyjskiej bazy Chmejmim w Syrii. Haftar zagroził zbombardowaniem tureckich sił w Libii, ale Ankara od razu odpowiedziała, że będzie odwet.

Rosjanie twierdzą z kolei, że Turcja rozmieściła u wybrzeży Libii kilka fregat klasy G (Gabya), czyli zmodernizowanych, zakupionych w USA, fregat rakietowych klasy Oliver Hazard Perry, głównie w celu obrony powietrznej.

Technologia w posiadaniu Turków wzięła górę nad bronią posiadaną przez LNA. Fregaty bez problemu zaczęły zestrzeliwać używane przez wojska Haftara drony atakujące produkcji chińskiej Wing Loong II – dostarczone przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Turcja szybko zdobyła panowanie w powietrzu i szybko przełożyło się to na utratę panowania armii samozwańczego marszałka na lądzie.

Pancyr i Krasucha nie pomogły

Główna linia frontu w wojnie domowej w Libii przesunęła się w ostatnich tygodniach na wschód, z przedmieść Trypolisu do Syrty. Część lokalnych milicji i plemion w Trypolitanii, które rok temu przysięgły wierność Haftarowi, teraz znów zmieniła stronę – wspierając GNA. Oddziały rządowe wspierane z powietrza przez Turków, zajęły w pobliżu stolicy bazy Hamza, Jermuk i as-Sawarih.

18 maja doszło do rozmowy telefonicznej Putina i Erdogana. Obaj prezydenci podkreślili potrzebę szybkiego wprowadzenia zawieszenia broni w Libii. Zaraz potem, obecni jeszcze w strefie walk, rosyjscy najemnicy zostali wycofani. Bez ich wsparcia Haftar zaczął ponosić kolejne porażki. Jeszcze 18 maja oddziały rządowe zajęły bazę powietrzną al-Watyah, 130 km na południowy zachód od Trypolisu.

Wojska Haftara zajmowały ją od 2014 roku. To był kluczowy punkt, z którego szła większość ataków na stolicę. Boje o bazę toczyły się przez miesiąc. Dopiero trzeci szturm rządowych wojsk zakończył się sukcesem. Potem padła baza w Tarhunie, 80 km na południowy wschód od stolicy. To był ostatni poważny bastion LNA na obrzeżach Trypolisu.

Wycofani spod stolicy rosyjscy najemnicy zostali z Bani Walid (ok. 150 km od Trypolisu) przetransportowani samolotami An-32 do Dżufry. Ta baza powietrzna w centralnej części kraju to jeden z dwóch obecnie kluczowych bastionów cofającej się armii Haftara. Drugim, o który toczą się walki, jest nadmorska Syrta (ok. 450 km na wschód od Trypolisu).
Wojska Haftara używają tego typu chińskich dronów atakujących Wing Loong II, dostarczonych im przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zdjęcie drona z wystawy Airshow China 2016 w Zhuhai. Fot. Power Sport Images/Getty Images
Wicepremier rządu w Trypolisie, Ahmed Maiteeq poleciał na rozmowy do Moskwy, gdzie usłyszał, że dla Rosji Syrta, leżąca w połowie drogi między Trypolisem i Bengazi, to „czerwona linia”, której oddziały GNA nie powinny przekraczać. Jednak rząd w Trypolisie był pewny swego i kontynuował ataki na Syrtę. Minister spraw wewnętrznych napisał, że „czerwone linie wytycza przelana krew naszych męczenników. Tylko słabi i usłużni oportuniści ulegają zagranicznej presji”.

Tymczasem Haftar pojawił się w Kairze, u boku prezydenta Sisiego. Ale też Saleha, szefa Izby Reprezentantów z Tobruku. Egipt, który jest jednym z największych sojuszników LNA, ogłosił pomysł rozejmu. To oczywiście próby ratowania Haftara przed ostateczną klęską.

Tylko że teraz Trypolis nie chce zawieszenia broni, bo ma przewagę i liczy na ostateczne zwycięstwo. Podobnie było w styczniu, gdy Haftar był o krok od zdobycia Trypolisu, więc nie zgodził się na rozejm przygotowany do podpisu w Moskwie. Obecność Saleha w Kairze potwierdza, że Egipt i Rosja popierają przede wszystkim obóz rządzący wschodnią Libią, a nie personalnie Haftara. Inaczej niż Zjednoczone Emiraty i Francja, wyraźnie stawiające na samozwańczego marszałka.

O rosyjskiej obecności w Libii w ostatnich tygodniach zrobiło się głośno z trzech powodów. Pierwszy, o którym była mowa wcześniej, to wycofanie najemników z pierwszej linii walk (co nie musi oznaczać, że Rosja zupełnie rezygnuje ze wspierania nimi Haftara, a nawet bardziej obozu rządzącego wschodem Libii). Ale był też drugi powód – wizerunkowo też nie najszczęśliwszy dla Moskwy.

W maju pojawiły się doniesienia o zniszczeniu wykorzystywanych przez oddziały Haftara rakietowych systemów przeciwlotniczych Pancyr-S1 oraz wielofunkcyjnej stacji przeznaczonej do prowadzenia walki elektronicznej Krasucha. Wszystko to sprzęt produkcji rosyjskiej, który Haftar otrzymał, by skuteczniej bronić się przed tureckimi dronami. Górą byli jednak Turcy.

Siły GNA wspierane przez sojusznicze drony zajęły strategicznie bardzo ważną bazę lotniczą al-Watiyah na południowy zachód od Trypolisu, zdobywając dużą ilość sprzętu wojskowego, m.in. system Pancyr-S1, którym potem pochwalono się podczas defilady na ulicach stolicy.

Zamalowano rosyjskie znaki?

Zdobyczny system to eksportowa wersja, zbudowana w Rosji, a dostarczona przez ZEA. To właśnie głównie Emiraty dostarczają Haftarowi broń, doradców i werbują zagranicznych najemników. Nie wiadomo, czy Pancyry w służbie LNA są obsługiwane przez wojskowych z ZEA czy przez wagnerowców. Nie jest też jasne, skąd konkretnie Haftar dostał Krasuchę i czy jest to starsza wersja czy może bardziej zaawansowany model Krasucha-4, taki, jakie Rosjanie mają w Syrii.

Maszyny, elektronika i… klapki japonki. Czym Chińczycy podbijają Afrykę

Pracownicy z Chin odmawiali siadania przy wspólnym stole podczas lunchu z Afrykanami i obrażali ich dając do zrozumienia, że źle wykonują swoją pracę.

zobacz więcej
Rosyjska zbrojeniówka zawsze chwaliła się Pancyr-S1 jako rzekomo najlepszym na świecie systemem rakietowym do zwalczania dronów. Tymczasem tureckie drony zniszczyły co najmniej 10 takich systemów. Kampania wokół Trypolisu potwierdziła przewagę Turków nad Rosjanami w obszarze walki elektronicznej.

Zresztą już w lutym i marcu były doniesienia z Idlib o zniszczonych Pancyrach przez tureckie drony. Jeśli chodzi o Libię, to rosyjscy eksperci winę zrzucają nie na sprzęt, ale obsługujących go operatorów z Egiptu i ZEA, szkolonych przez Rosjan w pakiecie do sprzedaży tej broni.

Po raz trzeci głośno o Rosjanach w Libii zrobiło się po tym, jak afrykańskie dowództwo armii USA (AFRICOM) poinformowało o przebazowaniu 14 myśliwców MiG-29 i bombowców Su-24 z rosyjskiej bazy Chmejmim w Syrii do bazy w Dżufrze, kontrolowanej przez LNA.

Amerykanie sugerują, że Moskwa planuje rozmieszczenie w Libii znacznych sił wojskowych i ma plany instalacji stałych baz w tym kraju. Według Amerykanów – którzy przedstawili nawet zdjęcia maszyn - samoloty najpierw poleciały do bazy Chmejmim, gdzie zamalowano ich rosyjskie znaki, a potem do Tobruku, stamtąd z kolei do Dżufry – 600 km na południowy wschód od Trypolisu. Niektórzy eksperci twierdzą jednak, że to mogą być maszyny dostarczone przez ZEA lub Egipt.

Rosjanie zaprzeczają twierdzeniom USA. Ale nie jest wykluczone, że posunęli się w tym wypadku do fortelu, aby nie dać nikomu dowodów. Otóż w tym samym czasie, gdy samoloty przybyły do Libii, ogłoszono, że Rosja wzmacnia syryjskie lotnictwo grupą maszyn. Mogło być więc tak, że Asad oddał Haftarowi kilkanaście samolotów, ale jednocześnie w zamian dostał maszyny od Rosjan.

Pytanie, czy Haftar w ogóle zdecyduje się użyć wspomnianych samolotów. To może bowiem sprowokować przybycie tureckiego lotnictwa. Poza tym w rządowych bazach rozmieszczono systemy Hawk, a na pokładzie tureckich fregat jest rakietowy system przeciwlotniczy Standard.

Od doniesień AFRICOM minęło kilka tygodni, a wspomnianego lotnictwa w walkach nie użyto. Zresztą lekki myśliwiec MiG-29 nie za bardzo nadaje się ani do wsparcia ataku na ziemi, ani do walki z dronami.

Nie zmienia to faktu, że rzecznik Departamentu Stanu USA Chris Robinson powiedział, że wsparcie Moskwy dla Haftara prowadzi do „znaczącej eskalacji konfliktu i pogorszenia sytuacji humanitarnej w Libii”. Nawet jeśli Rosja nie wspiera bezpośrednio, wykorzystując swoją armię, LNA, to na pewno – i to od dawna – robi to nieoficjalnie.

Moskwa na lądzie i w powietrzu

Doniesienia o znaczącej liczbie wspierających Haftara rosyjskich wojskowych instruktorów oraz/lub najemników pojawiają się od lat. Trzon tego nieoficjalnego kontyngentu stanowią weterani walk w Donbasie i Syrii, związani z prywatną spółką wojskową (CzWK) znaną jako Grupa Wagnera.
Rosyjskiej produkcji wyrzutnia Pancyr zdobyta przez libijskie wojska rządowe podczas walk z oddziałami gen. Hatara 20 maja 2020. Fot. Hazem Turkia/Anadolu Agency via Getty Images
Już w 2011 roku, przed śmiercią Kadafiego, w kuluarach ONZ libijscy przedstawiciele wspominali, że rosyjscy najemnicy walczą po stronie dyktatora. W 2012 roku trybunał wojskowy w Trypolisie skazał Rosjanina, 19 Ukraińców i 3 Białorusinów na więzienie za walkę po stronie Kadafiego. W 2016 roku pojawiły się doniesienia, że zakontraktowano najemników z Rosji, konkretnie z założonej przez weteranów GRU i FSB spółki RSB Group, do rozminowania instalacji w Bengazi.

Warto przyjrzeć się tej historii, bo rzuca ona nieco światła na kwestię rosnącej popularności rosyjskich najemników. Otóż, jak powiedział szef RSB Group Oleg Krynicyn, jego firma dostała zlecenie, bo jej usługi kosztować miały 7,5-11,2 mln dolarów, podczas gdy brytyjska spółka najemnicza żądała aż 37,5 mln dolarów.

RSB Group nie brała jednak udziału w działaniach zbrojnych. Stu jej saperów od końca 2016 roku do lutego 2017 roku rozminowywało odbite przez LNA instalacje naftowe w Bengazi. Najemnicy w strefie przybrzeżnej ochraniali też statki i tankowce przed piratami.

Po raz pierwszy o bezpośrednim udziale Rosjan w walkach w Libii napisał Reuters w 2017 roku. Chodzić miało o „oddziały rosyjskich sił specjalnych wyposażonych w drony” rozmieszczone w egipskim Sidi Barrani – 240 km na wschód od Tobruku, 100 km od granicy z Libią.

Zgodę na swobodne operowanie rosyjskich żołnierzy we wschodniej Libii wydać miał sam Haftar w styczniu 2017 roku, podczas wizyty na pokładzie rosyjskiego okrętu. Zadaniem ponad 20 komandosów było wspieranie oddziałów Haftara. Moskwa oczywiście dementowała, nikt nie zaprzeczał jednak doniesieniom, że rosyjscy najemnicy biorą udział w działaniach wojennych w pobliżu Bengazi.

W marcu 2017 roku w zachodniej i arabskiej prasie, które powoływały się na rządowe źródła w Londynie i Waszyngtonie, pojawiły się doniesienia o obecności najemników z Grupy Wagnera. Dowódca AFRICOM gen. Thomas Waldhauser oznajmił podczas przesłuchania przez komisję spraw zagranicznych Senatu USA, że „Rosjanie obecni są tam zarówno na lądzie, jak i w powietrzu”.

Po raz kolejny informacje o rosyjskim zaangażowaniu wojskowym w Libii pojawiły się na jesieni 2018 roku. „Daily Mail”, powołując się na źródła w brytyjskim wywiadzie, napisał, że Kreml planuje rozmieszczenie wojsk i rakiet we wschodniej Libii, by mieć kontrolę nad szlakiem migracyjnym do Europy. Dwie lokalizacje na bazy dla regularnej armii (Bengazi, Tobruk) przygotowywać mieli wagnerowcy.

Większość doniesień „Daily Mail” potwierdził po paru dniach rosyjski dziennik „RBK”. Powołując się na źródła w rosyjskim resorcie obrony i we władzach w Tobruku, gazeta pisała, że Rosja faktycznie od sierpnia 2018 roku przerzuciła do Libii żołnierzy, w tym z elitarnych jednostek powietrzno-desantowych stacjonujących pod Moskwą.

Rosyjskie „psy wojny” podbijają Afrykę. Czy dziennikarzy zastrzelono dlatego, że wiedzieli za dużo?

Pojawiły się informacje, że rosyjscy doradcy wojskowi współpracują z afrykańskimi terrorystami z grup islamistycznych.

zobacz więcej
Oczywiście Kreml konsekwentnie zaprzeczał jakiejkolwiek obecności wojskowej w Libii. Tyle że w listopadzie 2018 roku, podczas spotkań Haftara z rosyjskimi generałami w Moskwie, wychwycono obecność Jewgienija Prigożina, sponsora Grupy Wagnera, już wcześniej angażującego swych najemników w interesie Rosji, ale też jego własnym biznesowym, w Syrii, Sudanie i Republice Środkowoafrykańskiej.

Nie była więc niespodzianką informacja ze stycznia 2019 roku, że wagnerowcy szkolą żołnierzy LNA w pustynnym regionie Fezzan. I że brali udział w ofensywie sił Haftara na oazę Sabha. Potem mamy marzec 2019 roku – i brytyjski „The Telegraph” piszący o 300 wagnerowcach w rejonie Bengazi.

Z kolei rosyjski portal śledczy Projekt dotarł do dokumentu z marca 2019 roku mówiącego, że od października 2018 roku rosyjscy specjaliści pomagają LNA w serwisowaniu pochodzącego z Rosji i ZSRR sprzętu wojskowego. W tym na przykład czołgów T-55, T-62, T-72, jak również bojowych wozów piechoty, haubic i słynnych Gradów.

Niedługo potem ruszyła wielka ofensywa Haftara na Trypolis. Gdy oddziały LNA utknęły na przedmieściach stolicy, po dwóch miesiącach zaciętych walk stało się jasne, że samozwańczy marszałek potrzebuje większego wsparcia ze strony zagranicznych sponsorów.

Palestyńscy milicjanci

W lipcu 2019 roku Haftar i jego emisariusze intensywnie jeździli do Arabii Saudyjskiej i Emiratów (głównie Abu Dabi) po petrodolary. Gdy tych zaczęło przybywać, LNA zaczęła intensywnie werbować najemników w sąsiednich Sudanie i Czadzie. Ale we wrześniu szef MSW z Trypolisu Fathi Bashagha powiedział, że Haftar najpierw posiłkował się sudańskimi żołnierzami, „ale gdy oni zawiedli, postawił na kompanię Wagnera”.

We wrześniu 2019 roku Bloomberg, powołując się na źródła w Libii i wśród zachodnich obserwatorów, poinformował, że na początku miesiąca do Libii przybyło ponad 100 wagnerowców. Zostali przerzuceni do głównej bazy wyjściowej LNA w Dżufrze. Potem trafili na front – już 9 września tureckie drony wojsk rządu jedności narodowej zaatakowały farmę, która miała być główną bazą najemników. Zginęło kilkudziesięciu Rosjan.

W kolejnych miesiącach nie brakowało nieoficjalnych oczywiście doniesień o stratach wśród najemników. Pojawiły się też informacje, że Haftara wspomagają nie tylko wagnerowcy. Są też inne rosyjskie spółki najemnicze Moran Security Group i Security Group „Tarcza” („Щит”).

Z kolei znana nam już RSB Group w Libii zapewnia utrzymanie i naprawę sprzętu lotniczego. Szef dyplomacji Siergiej Ławrow mówił, że doniesienia o walczących w Libii najemnikach z Rosji to pogłoski. Ale warto pamiętać, że w styczniu 2020 sam Putin nie zaprzeczył obecności wagnerowców w Libii, jedynie podkreślił, że „nie działają w interesach państwa rosyjskiego i nie finansujemy ich”.
Rosyjska firma Morgan Security Group działa w Libii i reklamuje się w internecie. Fot. printscreen/http://moran-group.org
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapewnił w lutym, że prezydent nie wysyłał do Libii sił rosyjskich i nie wydawał w tej sprawie żadnych rozkazów. Pytany o doniesienia mediów, iż mógł tam zginąć oficer rosyjski, rzecznik Putina powiedział, iż nic o tym nie wie.

Na początku maja opublikowany został jednak na zlecenie komitetu Rady Bezpieczeństwa ONZ monitorującego przestrzeganie sankcji nałożonych na Libię raport, który mówi o potwierdzonej obecności 800-1200 wagnerowców w Libii. Najemnicy wykonują wyspecjalizowane wojskowe zadania związane z kierowaniem ogniem artylerii, walką elektroniczną i ostrzałem snajperskim.

Między sierpniem 2018 roku a sierpniem 2019 roku miało miejsce ponad 20 lotów między Rosją a wschodnią Libią. Samoloty należały lub były ściśle związane z Grupą Wagnera lub powiązanymi z nią spółkami. Większość wagnerowców to Rosjanie, ale są też obywatele Białorusi, Mołdawii, Ukrainy i Serbii.

Reprezentujący Rosję w ONZ ambasador Wasilij Nebenzja odrzucił raport ONZ jako „oparty głównie na fałszywych lub nieudowodnionych informacjach i mający dyskredytować Rosję”. Z kolei turecki prezydent Erdogan, który wspiera militarnie rząd w Trypolisie, mówi o 2000 wagnerowców plus około 5000 najemników z Sudanu, Nigru i Czadu, walczących u boku Haftara.

Zarejestrowana w Zjednoczonych Emiratach Arabskich firma Black Shield werbuje Sudańczyków. Oficjalnie jako ochroniarzy, a faktycznie do działań wojennych w Libii i Jemenie. Już w grudniu 2019 roku raport ekspertów ONZ mówił o walczących w Libii kilku oddziałach najemników z Sudanu i Czadu. Inny raport, ze stycznia tego roku, wspomina z kolei o „indywidualnych najemnikach” z Darfuru, zaciągających się do obu walczących z sobą libijskich obozów. Wiadomo, że w ostatnich miesiącach na froncie libijskiej wojny pojawiło się też wielu doświadczonych bojowników z Syrii – zarówno po stronie GNA (werbowani i finansowani przez Turcję), jak i LNA (werbowani i finansowani przez Rosję, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabię Saudyjską). Wagnerowcy werbują i przerzucają do Libii syryjskich bojowników. Ma być ich nie mniej niż 2000.

Do Libii trafiło szczególnie wielu członków palestyńskiej milicji Liwa al-Quds, lojalnej wobec Asada. Tylko w maju Rosjanie zwerbowali do walki po stronie Haftara ponad 900 Syryjczyków. Dostają po 1-2 tys. dolarów miesięcznie. W Libii walczy łącznie około 5000 Syryjczyków, po obu stronach wojny. Turcy wysłali co najmniej 2000 bojowników z Wolnej Armii Syryjskiej. Każdy z nich miesięcznie ma dostawać 2 tys. dolarów.

W grudniu 2019 w Afrin w północnej Syrii protureckie formacje rebelianckie uruchomiły ośrodki rekrutacji chętnych do wyjazdu na wojnę w Libii. Najemnicy z Syrii, Czadu czy Sudanu są tańsi, niż rosyjscy. Ci zaś nie kosztują tyle, co ich zachodni koledzy.

Walczą w Syrii, na Ukrainie i w Afryce. Ich straty idą w tysiące. Bunt rosyjskich najemników

Rosyjskie „psy wojny” działają w 10 krajach Afryki. Ale trafił tam też nowy rosyjski towar eksportowy – doradcy polityczni, którzy pomagają miejscowym elitom utrzymać władzę.

zobacz więcej
Podczas gdy wyspecjalizowana firma z Afryki Południowej z 50-60 doświadczonymi żołnierzami kosztowałaby miesięcznie 15-25 tys. dolarów na jednego najemnika, Grupa Wagnera oferuje swoje usługi na poziomie 1,8-4,7 tys. dolarów miesięcznie na jednego najemnika.

Rosja w Libii nigdy nie stawiała tylko na jednego gracza. Choć wojskowi i Szojgu tradycyjnie wspierali Haftara, z rządem w Trypolisie wciąż współpracuje Rosyjska Grupa Kontaktowa z Lwem Dengowem na czele.

Podział wpływów

Rosjanie szukają też innych opcji. Na przykład ludzie Prigożina nieoficjalnie wspierają Saifa al-Islama Kadafiego, syna zabitego dyktatora. Jeszcze w kwietniu przewodniczący obradującej w Tobruku Izby Reprezentantów (parlament Libii) Aguila Saleh Issa powiedział na spotkaniu z liderami plemion ze wschodniej Libii, że nie jest tajemnicą obecność rosyjskich doradców politycznych w Libii. I ich rola w próbach nawiązania dialogu między GNA a LNA. Zapewne wypowiedź Saleha miała związek z cichym zamachem stanu, jaki nastąpił tego dnia: Haftar i jego armia przejęły oficjalnie rządy we wschodniej Libii.

Wcześniej Haftar stawiał się w roli obrońcy rzekomo legalnego rządu w Tobruku. W końcu przejął władzę. Samozwańczy marszałek zrobił to, gdy zrozumiał, że Moskwa może się od niego odwrócić.

Ale późniejsza konferencja w Kairze, wspólnie z Salehem, pokazuje, że Haftar musi się liczyć ze zdaniem Egiptu i Rosji. Te zaś dwa państwa mogą poświęcić go w imię rozejmu w Libii. Szczególnie Moskwie zależy na ustaleniu jakiegoś układu o podziale wpływów z Turcją, która stoi za ostatnimi zwycięstwami rządu w Trypolisie. W Rosji zawsze było wielu sceptycznie nastawionych do koncepcji uzyskania celów w Libii dzięki przymierzu z Haftarem. Choćby z racji na jego stare kontakty z USA i dalece posuniętą samodzielność.

Ostatnie pół roku to potwierdza. Dowódca LNA upokorzył Rosjan w styczniu w Moskwie, a potem przegrał bitwę o Trypolis, potwierdzając niejako, że nie jest zdolny samodzielnie zwyciężyć w wojnie domowej i przejąć cały kraj. W tej sytuacji Moskwa – i jej najemnicy – nie będą przelewać krwi, a tym bardziej angażować się militarnie po stronie Haftara.

Rosjanie dążą do rozejmu i utrwalenia obecnego podziału Libii. To lepsze niż kompletna klęska LNA i zwycięstwo Turcji w Libii. Jeśli zyska się czas, będzie można pomyśleć o nowym rozdaniu, już nawet bez Haftara. Problem w tym, że rząd w Trypolisie może chcieć walczyć dalej. A wtedy niewykluczone, że rosyjskie psy wojny znów wrócą na front.

– Grzegorz Kuczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Żołnierze rządowej armii libijskiej przy czołgu przejętym od oddziałów Chalify Haftara 4 czerwca 2020. For. Volcano of Rage Operation / Handout/Anadolu Agency via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak to na wojence
Tu kawałek biustu, tam odsłonięte do połowy pośladki, ówdzie nagi tors (męski) lub dziewczęce loki – plus ciuch jakby jeszcze pachnący bitewnym znojem…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Świat mniej zadeptany. W kanałach Wenecji znów pojawiły się ryby
Jak będzie wyglądała turystyka po koronawirusie? Kogo wpuszczać, a kogo nie? Straty sektora szacowane są nawet na 400 mld euro.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francja ulega muzułmanom. O czym nie wolno głośno mówić
Organizacje LGBT walczące z seksizmem i homofobią, siedziały cicho, gdy nastolatce grożono gwałtem i gdy wyzywano ją od „brudnych lesbijek”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rewolucja młodych, wykształconych, z wielkich miast
Korzeni obecnych buntów należy upatrywać w roku 1968, kiedy marksistowskie hasła zagościły na amerykańskich uczelniach – twierdzi prof. Tomasz Żyro.