Kultura

Polska Marilyn Monroe, która inspirowała Meryl Streep. Miała talent, była sexy. W USA straciła karierę i męża

Spotkały się w latach 70. na scenie. Amerykanka zobaczyła w niej „najbardziej fascynującą kobietę” na świecie i wzorowała się na niej, pracując nad główną rolą w filmie „Wybór Zofii” Alana J. Pakuli – zagrała tytułową imigrantkę z Polski i dostała za tę rolę Oscara.

Poznali się w połowie lat 60. On: ceniony amerykański dziennikarz, warszawski korespondent ,„ New York Timesa”, jednego z najważniejszych dzienników w USA. Jeszcze przed przybyciem do PRL zyskał sławę, za sprawą swoich korespondencji z pogrążonego w wojnie Wietnamu. Laureat Pulitzera (1964). Ona: gwiazda polskiego kina, uwielbiana przez publiczność, niezwykle zdolna i piękna. Jej kariera nie potoczyła się jednak tak, jak oczekiwano. Zamiast amerykańskiego snu, było rozgoryczenie i alkohol. W środę 17 czerwca przypada 10. rocznica śmierci Elżbiety Czyżewskiej. Bo o niej i Davidzie Halberstamie tu mowa.

Zwróciła uwagę amerykańskiego korespondenta podczas premiery autobiograficznej sztuki „Po upadku” Arthura Millera w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Miller gościł zresztą na premierze i po spektaklu gratulował Czyżewskiej, która wcieliła się w rolę Maggie – postaci wzorowanej na byłej żonie dramaturga Marilyn Monroe (rola była jej pastiszem). Aktorce nadano wtedy przydomek „polskiej MM”.
Amerykański dziennikarz i historyk David Halberstam, 1978 r. Fot. JHU Sheridan Libraries/Gado/Getty Images
Wysoki, wysportowany Halberstam również wpadł w oko polskiej aktorce. Tyle, że była wówczas zamężna – z reżyserem Jerzym Skolimowskim. Oświadczyła zaraz mężowi, że zamierza uczyć się angielskiego. „Wyczuł, że coś kombinuje, więc sam wyszukał kursy w łatwym do obserwowania domu vis-à-vis SPATiF-u (klub Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru i Filmu w Al. Ujazdowskich w Warszawie – przyp. red). Podwoził ją na zajęcia, potem siadał w SPATiF-ie przy oknie i filował, nie wiedząc, że duży boj też prowadzi dyskretną inwigilację” – wspominał Kazimierz Kutz w autobiograficznej książce „Będzie skandal”.

Pewnego dnia małżonek jednak się zagapił i „Amerykanin, widząc, że Skolim po żonę nie wychodzi, podjechał autem i sprzątnął Elę prosto z chodnika”.

Utalentowana, miła i seksowna

Czyżewska była wtedy niezwykle popularna. – Andrzej Wajda powtarzał, że trzeba wyprzedzać oczekiwania widowni i ona w latach 60. to robiła. To była jej epoka. Miała talent i oryginalną osobowość; wiedziała czego chce. Do tego miała background ludowy: nie pochodziła z dobrego domu, przeszła szkołę życia. Ale była przy tym wykształcona i bardzo inteligentna – mówi Tygodnikowi TVP prof. Tadeusz Lubelski, historyk filmu z Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Ta szkoła życia to m.in. dom dziecka w Konstancinie, w którym spędziła część dzieciństwa (matka Jadwiga była krawcową, ojciec Jan zginął w czasie II wojny światowej; Elżbieta miała siostrę Krystynę). A wykształcenie to Państwowa Wyższa Szkołę Teatralna w Warszawie, którą ukończyła w 1960 r. W Studenckim Teatrze Satyryków jako pierwsza wykonała piosenkę ze słowami Agnieszki Osieckiej „Kochankowie z ulicy Kamiennej” – hymn liryczny STS.

Poetka opowiadała, że „Elżunia wychowywała się na Tamce, gdzie były jeszcze stare domy i jakieś niedobitki przedwojennego cyrku Staniewskich, w mieszkanku niewielkim i dość dziwacznym, bo przerobionym ze sklepiku. Jej mama była kobietą od stóp do głów, wspaniałą krawcową zaprzyjaźnioną z artystami. Nigdy nie rozpieszczała córek”.

– Kiedy Ela pojawiła się w STS-ie, wszyscy się w niej zakochaliśmy, bo była zjawiskiem niezwykłym. Duża, pyzata buzia, włosy typu siano, odrobina piegów, uroda raczej proletariacka. Obłędny biust, który doprowadzał chłopców do szaleństwa, arystokratyczne dłonie i szalenie zgrabne nogi. Jej uśmiech, najcudowniejszy, jaki widziałam w życiu. Czarujący, pełen radości i inteligencji, a także ironii wobec rzeczywistości – opisywała ją Osiecka. A Beata Tyszkiewicz dodawała, że chodzi o „najpiękniejsze nogi, jakie w życiu widziała, wliczając Marlenę Dietrich i różne inne sławy”.

Przerysowywał, robił małpy, wyginał się we wszystkie strony. I był cudowny. Zmarnowany Chaplin polskiego kina

W pamięci zapisał się jako wyśmienity aktor komediowy, choć nigdy nie doczekał się wielkiej roli w filmie. Stał się natomiast mistrzem epizodu i legendą telewizyjnego dowcipu.

zobacz więcej
Zdaniem prof. Lubelskiego, czas od rozpoczęcia współpracy z STS-em u schyłku lat 50., do rozwodu w 1965 roku ze Skolimowskim, pierwszym poważnym partnerem życiowym, był najlepszym okresem w karierze Czyżewskiej. O ile może nie był najlepszy pod względem osobistym, bo reżyser „był trudnym, egotycznym artystą”, to był taki w wymiarze zawodowym. Zwłaszcza, że mąż był również dla niej „partnerem intelektualnym, wprowadzającym ją w środowisko filmowe”.

– Pamiętajmy jednak, że był to zgrzebny show-biznes epoki PRL. Nikt jej specjalnie nie lansował. Tym się wtedy nie zajmowano. Ona w sposób naturalny zdobyła status wielkiej gwiazdy polskiego kina. Autentycznej, lubianej, zwłaszcza przez młodych odbiorców – podkreśla filmoznawca, przypominając, że w 1965 roku wygrała Złotą Maskę (razem z Bohdanem Łazuką), plebiscyt „Expressu Wieczornego” na najlepszych aktorów telewizyjnych. A konkurencję miała wtedy ogromną: i w postaci znakomitych aktorek dramatycznych – Aleksandry Śląskiej oraz Zofii Mrozowskiej, i kabaretowo-teatralnych – Barbary Krafftówny, Ireny Kwiatkowskiej czy Kaliny Jędrusik. Czytelnicy docenili jednak właśnie ją.

– Była niezwykle zdolną aktorką, do tego miłą i bardzo sexy – mówi Tygodnikowi TVP Janusz Majewski, reżyser i rektor Warszawskiej Szkoły Filmowej, który w wyniku znajomości z Czyżewską, a ściślej – ostatniej wymienionej przez niego cechy aktorki, znalazł się kiedyś w opałach. – U Eryka Lipińskiego była prywatka z tańcami. Tańczyliśmy razem, podobno zbyt intymnie. Przynajmniej tak twierdziła moja żona. Miałem w związku z tym niezłą awanturę – wspomina ze śmiechem. I dodaje, że w latach 60. Czyżewska była modelką jego żony Zofii Nasierowskiej, zwanej królową portretów polskich gwiazd – aktorka pozowała jej do zdjęć.

Intelekty

Nagrodę Złotej Maski Elżbieta Czyżewska odebrała 55 lat temu, 13 czerwca 1965 roku. Tego samego dnia poślubiła Davida Halberstama, zaledwie parę miesięcy po rozwodzie ze Skolimowskim. Mieszkali w pensjonacie „Zgoda” przy Brackiej.
Aktorka
„Oni byli wzajemnie zafascynowani sobą; swoimi umysłowościami. Wujek zawsze mówił: «your aunt is a genious». Obydwoje o sobie bardzo wysoko myśleli, jako o intelektach. Ale żeby to była wielka miłość, to ja tak trochę…” – zawahała się Magdalena Komorek, siostrzenica Czyżewskiej, w filmie dokumentalnym „Aktorka” Kingi Dębskiej i Marii Konwickiej, opowiadającym o życiu i twórczości polskiej sławy.

Z kolei Bohdan Łazuka opowiadał autorce książki „Elka” Izie Komendołowicz o swoich wizytach w „Zgodzie”. „Halberstam robił świetne kurczaki w różnych kombinacjach” – wspominał. Pewnego razu dostał od dziennikarza, który musiał gdzieś wyjechać, zaproszenie na przyjęcie do ambasady USA. Miał na nie pójść razem z jego żoną, czyli z Czyżewską, na przyjęcie jednak nie dotarł.

„Z radości po drodze się upiłem i gdzieś zawieruszyłem. Po dwóch dniach dzwoni Elżbieta i mówi: «Pysieniu – bo tak się do mnie zwracała od studiów – ja od dwóch dni siedzę na tym samym fotelu i czekam na ciebie. Czy ty byś mi chociaż pozwolił płaszcz zdjąć, bo jest mi bardzo gorąco». To było świetne. Taka była Ela. Genialna artystka i cudowny człowiek” – opowiadał, jak zwykle barwnie, Łazuka.

Chwilę później te towarzyskie przygody musiały się skończyć. W 1967 roku, kilka dni po zakończeniu izraelsko-arabskiej wojny sześciodniowej („Wielki Brat” komunistycznego bloku, ZSRS, stanął w niej przeciw Izraelowi), z ust Władysława Gomułki padły słynne słowa – „Nie chcemy, by w Polsce powstała piąta kolumna” – skierowane do Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia. Był to początek kampanii antysemickiej w PRL, poprzedzającej wydarzenia Marca‘68.

Halberstam, który również miał żydowskie pochodzenie, pisząc korespondencje do „New York Timesa” skrytykował Gomułkę i stał się persona non grata w Polsce Ludowej – de facto został z niej wyrzucony. Elżbieta postanowiła wyjechać razem z nim.

Odebrana szansa czy amerykański sen?

Miała wtedy 30 lat i za sobą już ponad 20 ról filmowych. Między innymi w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Wojciecha Hasa, czy w komediach, jak „Małżeństwo z rozsądku” Stanisława Barei albo „Giuseppe w Warszawie” Stanisława Lenartowicza. Wielu do dziś zadaje sobie pytanie: czy naprawdę chciała wyjechać z PRL, czy też nie miała innego wyjścia?

Marzył o rolach dramatycznych, a został komikiem. Zezowate szczęście Bogumiła Kobieli

Był zaprzeczeniem akademijnej drętwoty, ciemnych garniturków i przemówień. Dał się zapamiętać przede wszystkim jako Piszczyk z „Zezowatego szczęścia”. Właśnie mija pół wieku od jego śmierci.

zobacz więcej
„Elżbieta mówiła, że jednego nie może mu [mężowi] wybaczyć: że praktycznie sam doprowadził do tego, że wyrzucili go z Polski. Napisał, że w polskiej polityce jest wielu antysemitów. Oskarżył o antysemityzm Gomułkę. Chciał, żeby władze go wyrzuciły; chciał wyjechać z Polski. [Czyżewska mówiła:] «Wiedział, że jak z nim wyjadę, będę miała problemy, żeby do Polski wrócić. Odebrał mi szansę na karierę w Polsce»” – opowiadała w dokumencie „Aktorka” Barbara Ungeheurer, niemiecka dziennikarka, która przyjaźniła się z Czyżewską.

Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że to gorzkie słowa post fatum. A wtedy, w końcówce lat 60. aktorka tak naprawdę chciała wyjechać do Stanów Zjednoczonych i właśnie tam, w tej największej fabryce filmowej na świecie, zrobić karierę.

– Ona była typem człowieka, który chciał się wybijać – ocenia prof. Tadeusz Lubelski. A David Halberstam? – Zapewne też chciał wyjechać. Dziennikarz z Zachodu nie marzył o wieloletnim pobycie w takim kraju, jak ówczesna PRL. Choć zdarzają się takie postacie, jak znakomity niemiecki dziennikarz Ludwig Zimmerer, który został w Polsce, nauczył się języka i stał się kolekcjonerem sztuki ludowej. Ale to raczej nie był przypadek Halberstama – dodaje.

Czyżewska wróciła na chwilę do PRL w 1968 roku – na zaproszenie Andrzeja Wajdy. Zagrała w jego filmie „Wszystko na sprzedaż”, zainspirowanym tragiczną śmiercią Zbigniewa Cybulskiego. Została chłodno przyjęta przez władze. Wróciła za ocean.

Oskar za inspirację

Wyjazd do Stanów Zjednoczonych rozczarował aktorkę. Nie zrobiła tam wielkiej kariery. Głównym problemem okazał się polski akcent. Nie była w stanie, choć bardzo się starała, pokonać bariery językowej.

– Jest to niezwykle trudne. Udało się na przykład Andrzejowi Sewerynowi, który nauczył się płynnie mówić po francusku. Jednak większość naszych aktorów posiadających akcent słowiański, zwłaszcza w języku angielskim, jeżeli zrobiło na Zachodzie jakąś karierę, to przeważnie grając Rosjan – zauważa Janusz Majewski. Zaznacza, że nie chodzi po prostu o dobrą znajomość języka obcego – co innego, gdy rozmawiamy w nim prywatnie, a co innego przed kamerą: – Na scenie czy w filmie każdy, nawet najmniejszy fałsz zdradza. Od razu słychać, że coś jest nie tak.
Czyżewska próbowała swoich sił na deskach teatru, w sztukach off-broadwayowskich. W połowie lat 70. wystąpiła na scenie Yale Repertory Theatre w „Biesach” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Zagrała w niej także młoda Meryl Streep, która była pod wrażeniem gry aktorskiej Czyżewskiej. W 2014 roku, goszcząc w progach University of Massachusetts Lowell, powiedziała: „[Andrzej Wajda] przywiózł ze sobą aktorkę, która wtedy była największą polską gwiazdą. Nazywała się Elżbieta Czyżewska. I ta istota wydawała mi się najbardziej fascynującą kobietą jaką poznałam. Miała w sobie taki europejski styl, którego nie znałam. To był styl kobiecości, świadomej siebie, prawdziwie uwodzicielskiej”.

Meryl Streep inspirowała się Czyżewską, pracując nad główną rolą w filmie „Wybór Zofii” Alana J. Pakuli – na podstawie powieści Williama Styrona o tym samym tytule – w którym zagrała tytułową Zofię, imigrantkę z Polski. Za tę rolę Streep otrzymała Oscara.

Wszystko było smutne

Wcześniej z Czyżewską konsultował się również William Styron, kiedy pracował nad tą powieścią. Poznała go dzięki koneksjom Davida Halberstama, tak jak i wielu innych sławnych ludzi kultury. W USA utrzymywała na przykład relacje ze wspomnianym Arthurem Millerem. Wydaje się jednak, że mimo wsparcia męża, nie do końca była skłonna korzystać z jego pozycji.

– Była niezwykle ambitna. Nie chciała niczego mu zawdzięczać. Miała słuszne poczucie własnej wartości, wyniesione z Polski, z sukcesów teatralnych, filmowych, towarzyskich, jakie tu odnosiła. Niestety wyjazd do Stanów okazał się wyborem fatalnym. Niczego dobrego nie przyniósł w jej życiu. Wszystko zaczęło się psuć. Pojawiło się zgorzknienie, samotność… – opowiada prof. Lubelski.

Janusz Majewski spotkał się z Czyżewską u schyłku lat 70., kiedy przebywał w Nowym Jorku. Wspomina: – Zaprosiła mnie na premierę sztuki. To chyba było „Białe małżeństwo” Tadeusza Różewicza, wystawiane w polonijnym teatrze. Po przedstawieniu mieliśmy okazję porozmawiać. Była już zmęczona fizycznie, miała problemy alkoholowe.

Reżyser odniósł wrażenie, że aktorka nie miała również szczęścia do partnerów ze sceny: – W aktorstwie, jak się ma dobrych partnerów, to wyciąga się z siebie więcej. A ona, przynajmniej w tym przedstawieniu, miała bardzo marnych partnerów, właściwie półamatorów. Wszystko to było smutne.

Istnieje dziwaczne przekleństwo pięknych kobiet. Zapominamy, że są ludźmi

Miała status najpopularniejszej polskiej aktorki. Dostrzega perspektywę fantastycznej przygody tam, gdzie inni widzą niebezpieczeństwo.

zobacz więcej
Rozczarowaniem było dla niej nie tylko życie zawodowe, ale także prywatne. Po obiecującym początku, małżeństwo zaczęło się rozpadać. Oboje nie mieli zresztą łatwych charakterów. Ona: spontaniczna, przebojowa, niepokorna, prowadząca bujne życie towarzyskie, rozrzutna (często jednak pomagała innym, przeważnie imigrantom z Polski). I coraz częściej sięgająca po kieliszek. On: wiecznie zapracowany, w domu raczej rzadki gość niż bywalec, ekscentryczny. I – jak opowiadała Dębskiej i Konwickiej Nancy Weber, pisarka i przyjaciółka Elżbiety – również egotyczny: „David miał wielkie ego, potrafił zacząć zdanie od: «Ja, David Halberstam, zdobywca nagrody Pulitzera…»”.

„Mieszkała w dobrej dzielnicy, koło Central Parku. Halberstama nie zastałem, pewnie wyszedł, jak usłyszał, że kolega z Polski wpadnie. Nie znosił Polaków. Elka zaczęła do domu murarzy sprowadzać, nocowali, pili. Szybko miał tego dosyć” – opowiadał Izie Komendołowicz o odwiedzinach Czyżewskiej w Nowym Jorku Andrzej Łapicki.

W podobnym tonie, w wywiadzie-rzece „Passa”, wspominał to małżeństwo Daniel Passent: ich dom pełen był Polaków, a gospodarza nie było – on na to wszystko pracował i kiedy wracał do Nowego Jorku, „zastawał rachunki, od których włos jeżył mu się na głowie”. Były partner Osieckiej o samej Czyżewskiej mówił: „Była niezwykle hojna. Kiedy zobaczyła walizkę, z jaką przyjechaliśmy z Polski, kazała ją wyrzucić i kupiła nam nową w eleganckim Bloomingdales”.

I dalej opowiadał: „Elżbieta i David, oboje byli wrażliwi i rozklekotani. David miał paznokcie obgryzione do kości – praca, wyjazdy, pisanie, terminy. To wszystko trudno było pogodzić z pogłębiającym się kryzysem Elżbiety”.

Małżeństwo rozpadło się po niecałych dwunastu latach.

Nieudana próba powrotu

Po dwóch latach od rozwodu Halberstam ponownie się ożenił, miał dziecko. Poza polityką pasjonował się także sportem, zwłaszcza koszykówką. Pod koniec lat 90. napisał książkę o Michaelu Jordanie i NBA („Grać i wygrać. Michael Jordan i świat NBA”). Zginął w 2007 roku w wypadku samochodowym.
Czyżewska pozostała samotna i bardzo przeżyła jego śmierć (w tym samym roku zmarła jej siostra; aktorka popadła w depresję). Jej problem alkoholowy pogłębiał się. W latach 80. pojawiła się w kilku filmach polskich, m.in. w „Debiutantce” Barbary Sass, „Limuzynie Daimler-Benz” Filipa Bajona czy „Kocham kino” Piotra Łazarkiewicza. A także w filmach zagranicznych, m.in. w „Straconych latach” (1988) Sidneya Lumeta czy „Pozytywce” (1989) Costy-Gavrasa, grając w nich epizody.

W 1994 powróciła do Polski. Zagrała w spektaklu „Szósty stopień oddalenia” Johna Guare’a na scenie Teatru Dramatycznego. Na widowni zasiedli jej znajomi, przyjaciele. Spektakl jednak nie był udany. Bohdan Łazuka w „Elce” Izy Komendołowicz opowiada, że było to kompletne nieporozumienie; że nie było jej widowni – „po takiej przerwie zero reakcji”. A gdy poszedł z kwiatami za kulisy, zobaczył Czyżewską, która „bardzo już była zmieniona” i „coś złego działo się w jej organizmie”.

Zawiedziona wróciła do Stanów. Jednak nie wyobrażała sobie życia bez aktorstwa. Nie chciała robić niczego innego; przyjmowała właściwie każdą rolę, byleby tylko móc grać.

Gdy nie chodziła na próby, castingi – bardzo dużo czytała. Oglądała też filmy. Nawet, gdy ciężko chorowała (nowotwór przełyku), nie wyobrażała sobie życia bez grania. Zawodowo była aktywna niemalże do samego końca. W 1999 r. wystąpiła w jednym odcinku serialu „Seks w wielkim mieście”, w roli seksuolożki; rok później w jednym odcinku serialu „Brygada ratunkowa i przed śmiercią – serialu „Układy” z Glenn Close w roli głównej.

Miała niepowtarzalną osobowość i wielki talent, którego nie udało się jej w pełni wykorzystać. – Miejsce Elżbiety Czyżewskiej było tutaj: w Polsce. Wprawdzie jej wyjazd do Stanów mógł się udać, nie był to całkiem irracjonalny pomysł, ale nie wyszło. Skończyło się wielkim niepowodzeniem, przerwaniem kariery nawet nie w połowie, tylko właściwie w jednej czwartej. Gdyby została, to tutaj by się spełniła. W kinie polskim lat 70. i 80. było wiele pięknych ról, które mogłaby zagrać – uważa prof. Tadeusz Lubelski.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: W 2014 r. spuściznę Elżbiety Czyżewskiej przekazano do archiwów państwowych. Naczelne Archiwum Cyfrowe dostało jej zdjęcia, plakaty i wycinki prasowe związane z twórczością aktorki, prywatną korespondencję, a także dokumenty urzędowe – między innymi nadanie amerykańskiego obywatelstwa w 1973 r., i umowę na realizację filmu „Wszystko na sprzedaż” z 26 stycznia 1968 r. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
17 mgnień wojny. Bitwa Warszawska w literaturze
A gdyby w wojnie bolszewickiej Polska poniosła klęskę? I czerwona zaraza zalała cały Stary Kontynent?
Kultura Poprzednie wydanie
Sylwia z Gibalaka
Wiesz, co zrobiono takiemu, co donosił? Obcięto nogi. Nożem. A potem zacisnęli drutem i po sprawie.
Kultura Poprzednie wydanie
Magia groźnych praktyk voodoo
W Paryżu Teresa Tyszkiewicz rozkręciła się artystycznie.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Hollywood samo się cenzuruje. Dla Pekinu. Za pieniądze
„Top Gun”, „Piratów z Karaibów”, „Mission Impossible”, „Bohemian Rhapsody”… Te filmy zmieniono dla Chińczyków.
Kultura wydanie 24.07.2020 – 31.07.2020
Magiczny śpiew i koszmarne życie Kasi Sobczyk
Ten jeden rok, który spędziłem z moją matką, to nie było dużo. Ale rok to więcej niż nic – mówił jej syn Sergiusz. Skrzywdziła swoje dzieci i nie mogła o tym zapomnieć.