Cywilizacja

Serwują „samodzielnie robioną kawusię”. Niepełnosprawni kelnerzy z Cafe Równik

To nie tylko miejsce, w którym można smacznie zjeść i wypić kawę. To przestrzeń, w której osoby niepełnosprawne uczą się kontaktów społecznych i funkcjonowania w „normalnym świecie”.

Co ma stolarz do terapii?

Kiedy byli dziećmi, wspólnotę nazywano Muminkami. Dziś to dorośli ludzie, którzy uczą się żyć i boją się, co będzie, jak ich mama umrze.

zobacz więcej
– Ten dzień był dla nas wyjątkowy, stresujący, po długiej dwumiesięcznej przerwie, ale daliśmy radę i mieliśmy motywację do działania – mówi na nagraniu zamieszczonym 2 czerwca na portalu społecznościowym Klaudia.

To jedna z pracownic Cafe Równik znajdującej się w modnej ostatnio dzielnicy Wrocławia – Nadodrzu, i pierwszy dzień pracy lokalu po luzowaniu obostrzeń związanych z pandemią.

Choć większość lokali gastronomicznych wznowiła swoją działalność 18 maja, ta nietypowa kawiarnia wystartowała ponownie z lekkim opóźnieniem. A to dlatego, że dla jej pracowników żadna czynność nie jest łatwa. Musieli się nauczyć dawnych umiejętności na nowo i nauczyć się nowych.

– Spotykaliśmy się przez prawie dwa tygodnie i dzień po dniu trenowaliśmy. Najpierw dezynfekcję klamek, potem stolików. Po drodze przypominaliśmy sobie, jak parzy się kawę, jak przyjmuje zamówienia. Dla naszej obsługi te dwa miesiące to bardzo długa przerwa. Z racji tego, że nie ćwiczyli tych umiejętności każdego dnia, po prostu je zapomnieli – tłumaczy prof. Małgorzata Młynarska, logopeda, językoznawca i opiekunka tego miejsca.

Kim są pracownicy Cafe Równik? To osoby z zespołem Downa, autyzmem oraz porażeniem mózgowym, które w kawiarnianej przestrzeni nie tylko pracują, ale też, a może przede wszystkim uczą się funkcjonować w świecie „normaliów”.

„To nie był żaden cud”

Jest ich 10. Prawie wszystkich z męskiej części ekipy prof. Młynarska zna od dziecka. – Gdy się dziś u nich składa zamówienie, gdy się z nimi przebywa albo rozmawia, trudno uwierzyć, że kiedy byli mali nie tylko nie mówili, ale też nie można było z nimi nawiązać kontaktu – wspomina.
Nazwa Cafe Równik wzięła się od słowa „równość”. W logo, które wisi nad barem, kreska nad literą „ó” to znak równości. Fot. Daniel Fabrykiewicz.
– Co sprawiło, że nastąpiła w nich taka zmiana? – dopytuję.

– To nie był żaden cud, ale długa, często żmudna i bardzo intensywna terapia. Bombardowaliśmy ich słowami i przekazem – odpowiada prof. Młynarska.

Ponad 30 lat temu razem z psychologiem dr. hab. Tomaszem Smereką stworzyli Wrocławskie Centrum Psychostymulacji. To pracownia logopedyczna i psychologiczna, w której stosowali własną metodę leczenia: Dyna–Lingua M.S.

– Ta metoda nie rozgranicza mowy i myślenia, ale łączy je w jedną całość. W ten sposób do dziś podchodzimy do pracy z takimi osobami, jak dzieci z autyzmem, upośledzeniem, ale też z dorosłymi po udarach albo wylewach – mówi prof. Młynarska.

Gdy zaczynali w latach 90. niewielu wierzyło, że takie dzieci, jak dziś dorośli pracownicy Cafe Równik, mogą mówić. – Zaczynaliśmy od ośrodka dla dzieci głuchych i wtedy ta nasza praca skupiała się głównie na takich przypadkach. Potem na terapię trafiały dzieci autystyczne i upośledzone – wspomina.

Zamiast na język migowy, obydwoje stawiali na czytanie z ruchu ust i mówienie. – Uważamy, że nawet jeśli dziecko ma pewne deficyty, to jego mózg jest bardzo plastyczny. Może i nie ma leku na autyzm czy zespół Downa, ale dzięki odpowiednim działaniom i zabiegom terapeutycznym można nauczyć tego małego człowieka mówić, a przede wszystkim rozumieć świat, w którym żyje – tłumaczy logopedka.

Podczas sesji terapeutycznych nie uczyli więc podopiecznych pojedynczych słów, ale rzucali ich na „głęboką wodę” i – jak mówi prof. Młynarska – „wprowadzali naukę myślenia”.

– Od początku każdy miał do czynienia z normalną mową. Z tego szumu, bo na początku właśnie tak te dzieci słyszą to, co do nich mówimy, wyłapywali pojedyncze słowa, potem zdania i coraz bardziej złożone fragmenty – tłumaczy.

„W tej filiżance jest płyn, pachnie herbatą”

Podczas sesji terapeuta mówi dużo, ale wolno. Słowa kluczowe są akcentowane i odpowiednio intonowane. Mówiąc, porusza też rękoma dziecka i wprowadza ćwiczenia ruchowe, które integrują zmysły. To, co trzeba, powtarza wielokrotnie i znowu kładzie nacisk na najważniejsze słowa. – Ważne jest, by osoba, z którą pracujemy, uzyskiwała świadomość własnego ciała, uzmysławiała sobie, że oddycha – dodaje terapeutka.

Była w niebie i zaczęła płakać. Śpiączka to nie był koniec życia

Każdy ma swoje Himalaje do pokonania. Katarzyna jeździ na wózku inwalidzkim, a zdobywa najwyższe szczyty w Tatrach, Gorcach, Beskidach… I chce jechać w Apeniny.

zobacz więcej
Kolejne lata stosowania tej autorskiej metody pokazały, że dzieci nie powtarzały słów bezmyślnie, ale rozumiały ich sens i odzywały się adekwatnie do sytuacji.

Na czym dokładnie polegało wspomniane wcześniej „bombardowanie słowami i przekazem”?

– Osobie, z którą pracowaliśmy, opisywaliśmy, co jest wokół. Mówiliśmy: „Na parapecie siedzi gołąb, słychać jak grucha. Teraz odleciał. Na stole stoi filiżanka, jest gorąca, w tej filiżance jest płyn, pachnie herbatą. Ja trzymam cię za rękę”. To nie były same słowa, tylko opis zmysłów, odczuć – tłumaczy prof. Młynarska.

Jedną z osób, której terapia zakończyła się sukcesem, jest Piotr. Dziś jest kelnerem w Równiku.

– Lubię tu pracować. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się tu czuję i mam satysfakcję z tego, co robię, z tego, jakie mam tu obowiązki – mówi.

Czasem czuje się zmęczony, ale uważa to za „pozytywne zmęczenie”. – Jak jest dużo ludzi, to męczę się bardziej, ale lubię jak jest dużo ludzi – wyjaśnia. Po czym zaczyna opowiadać, że jego pasją jest ogród, który potrafi pielęgnować, i programy publicystyczne, a ulubioną dziennikarką – Dorota Łosiewicz. – A pani co lubi? – pyta i słucha z ogromną uwagą.

Gdy rozmawiamy, rzeczywiście trudno uwierzyć, że jako czterolatek nie wypowiadał żadnych słów, a jedyną jego formą komunikacji z otoczeniem był wrzask. – Nie można było złapać z nim kontaktu wzorkowego, rzucał się na podłogę i straszliwie wył. Nie wiedział, czego oczekują od niego dorośli. Charakterystyczne było dla niego to, że jadł tylko piętki chleba – wspomina prof. Młynarska.

Dziś Piotr mieszka samodzielnie, zdał maturę.

– Gdyby nie ta terapia, Piotrek nie przeszedłby takiej przemiany – cieszy się jego ojciec, pan Wacław. – Podobnie jest z tym miejscem. Równik to dla mojego syna i pozostałych osób nauka połączona z terapią przez pracę. Gdyby nie to, pewnie siedzieliby w domu, a ich społeczna izolacja z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień, po prostu, by się pogłębiała – dodaje.
„Oby był samodzielny, kiedy mnie zabraknie…”

Zarówno on, jak i inni rodzice, zaangażowali się w powstanie Cafe Równik. – Razem z pozostałą ojcowską częścią załogi wykonaliśmy większość prac remontowych. Pomogli nam w tym sponsorzy. Czasem śmieliśmy się, że w końcu po tylu latach nauczymy się hydrauliki, czy kładzenia kafelków – żartuje.

Matki pracowników Równika podzieliły się obowiązkami w kuchni. Pieką ciasta, gotują, czasem pomagają przy obsłudze albo zmywaniu, choć na zmywaku pracownicy kawiarni bardzo lubią przebywać.

– Gdyby ktoś mi dwa lata temu powiedział, że skieruję swoje kroki ku gastronomii, to pewnie bym się popukała w czoło. A dziś? Ja siedzę w kuchni, a mój syn działa na pierwszej linii frontu: obsługuje gości i parzy kawę – mówi pani Iwona, mama Fabiana.

Jej syn ma 29 lat i dysfazję, co oznacza problemy z porozumiewaniem się, przyjmowaniem i przekazywaniem wiadomości. Tymczasem jest bardzo koleżeński, przejmuje się losem swoich kolegów i koleżanek i jest – jak mówią opiekunowie kawiarni – najbardziej roześmianym i uczynnym pracownikiem.

– Cieszę się, że się tu odnalazł. Widzę jak się zmienia, jak potrafi dogadywać się z innymi ludźmi. Moim marzeniem jest, by dał sobie radę, by był samodzielny, kiedy mnie zabraknie – wyznaje mama.

Choć zdarza mu się zaraz po odejściu od stolika zapomnieć, co zamówili goście, parzy najlepszą kawę – tak twierdzi ekipa Równika. – Zapraszam serdecznie na samodzielnie robioną kawusię – zachęca gości kawiarni sam Fabian.

Sam o sobie mówi, że jest „miły, kulturalny facet”. – Lubię rozmawiać z gośćmi. Bardzo lubię. Zwłaszcza, jak pytają, co u mnie słychać i takie tam – dodaje.

Mam szczęście pracować w „Leśniczówce” z Jolantą Fraszyńską i Krzysztofem Globiszem

Reżyser nie robi mi uwag przez krótkofalówkę, bo wie, że mogę nie usłyszeć – mówi Iwona Cichosz, aktorka i tłumaczka Polskiego Języka Migowego.

zobacz więcej
Na pomysł stworzenia Równika Młynarska i Smereka wpadli cztery lata temu, podczas turnusu rehabilitacyjnego.

– Odkąd z nimi pracowaliśmy, mieliśmy z tyłu głowy myśl, że kiedyś dorosną, że skończy się dla nich pewien etap, na którym będą aktywni społecznie. I co potem? – pytaliśmy sami siebie. Nie chcieliśmy, by nagle zalegli w czterech ścianach własnych domów, bo propozycje edukacyjne kończą się dla nich, gdy osiągają mniej więcej 20 lat – wspomina terapeutka.

Ile lat ma muł Hassana?

Rozwiązanie problemu podpowiedział im turnus w Dusznikach. Uczestnicy zorganizowali tam kiermasz książek, które zbierali cały rok.

– Byliśmy pod wrażeniem, jak potrafili sobie poradzić z tym wyzwaniem. Rozkładali stragany, potem zachęcali ludzi, by kupowali te książki. Wielu z nich bez oporów zagadywała ludzi – opowiada Młynarska.

Do Wrocławia wrócili z 3 tys. złotych, które przeznaczyli na wymarzoną wycieczkę do Rzymu. – Oni bez przerwy wspominali organizację tego kiermaszu, a my wpadliśmy na pomysł stworzenia klubokawiarni – mówi pani profesor.

We wrześniu 2017 roku udało im się znaleźć lokal, po czym ekipa mająca stanowić personel Równika przeszła szkolenia w dwóch wrocławskich restauracjach: Veronie i Agawie. Uczyli się takich podstaw, jak chodzenie z tacą, czy obsługa ekspresu do kawy.

– Na tym się jednak nie skończyło, bo musieli zdobyć jeszcze inne, dla nas naturalne, a dla nich nie tak oczywiste umiejętności, jak rozmowy z gośćmi, nawiązywanie z nimi kontaktu wzrokowego. Uczyli się tego przez odgrywanie scenek, które mogą mieć miejsce podczas ich pracy – wspomina opiekunka.

Równik ruszył 22 czerwca 2018 roku. W pracy, oprócz rodziców, pomagają im również asystenci. Na stołach goście mogli znaleźć podkładki z bajką o misiu Mokrej Łapce, która wykorzystywana jest podczas terapii, oraz zagadki i łamigłówki. „Hassan, zapytany o wiek jego muła, odpowiedział: Za cztery lata będzie trzykrotnie starszy, niż był cztery lata temu. Jeśli nie wiesz, ile lat ma muł Hassana, kelnerzy służą pomocą” – brzmi jedna z nich. Kelnerzy mieli kartki, na których gość zaznaczał, co wybiera z menu. Po kilku miesiącach przerzucili się na tablety.

Zobacz reportaż o Cafe Równik:
23.11.2018
Skąd wzięła się nazwa Cafe Równik? Wymyśliła ją, nieżyjąca już, siostra jednego z kelnerów. – Zginęła w wypadku. To tragiczne wydarzenie opóźniło nasz start, bo nie potrafiliśmy się z tym pogodzić. Ta dziewczyna bardzo nam kibicowała, angażowała się w nasze przygotowania. A Równik wziął się od słowa „równość”. W logo, które wisi nad barem, kreska nad literą „ó” to znak równości. Symboliczny, prawda? – zauważa prof. Młynarska.

Ogródek pozwoli przetrwać

– Dlaczego zmywak jest takim ważnym miejscem w Równiku? – pytam.

Małgorzata Młynarska odpowiada, że jego terapeutyczne działanie odkryli dopiero podczas pierwszych dni pracy w Równiku.

– Od początku mieliśmy świadomość, że potrzebna będzie nam przestrzeń, w której każdy z nich, gdy się zestresuje, zdenerwuje, będzie mógł odpocząć. Mamy w kawiarni pokój wyciszeń z wygodnymi fotelami, ale po drodze okazało się, że zmywak też pełni taką osobliwą funkcję. Gdy myje się naczynia, ciepła woda leje się mocnym, ale przyjemnym strumieniem, dodatkowo szumi, więc pomaga odzyskać równowagę emocjonalną – wyjaśnia.

Przed wybuchem pandemii Cafe Równik był po brzegi wypełniony gośćmi. Prof. Młynarska ma nadzieję, że uda się wrócić do takiego stanu rzeczy. W internecie uruchomili zbiórkę, by założyć ogródek, bez którego nie mają szans przetrwać wakacji.


– Nasi klienci wciąż się o to dopytywali, a teraz, w dobie koronawirusa przyda się jeszcze bardziej, bo mało kto będzie chciał siedzieć w środku. Uzbieraliśmy ponad 80 proc. zakładanej kwoty, jeden z dostawców napojów obiecał nam już parasole do tego ogródka. Wierzę, że wsparcie przyjdzie z różnych stron, bo w najgorszych snach nie wyobrażam sobie, by to tak ciężko wypracowane miejsce miało zniknąć – mówi.

Jest optymistką. Tego samego uczy pracowników Cafe Równik. Co nie jest łatwe, bo – jak można się domyślić – borykają się z hejtem.

Jedna z klientek chciała w Równiku zorganizować przyjęcie, ale zażyczyła sobie pełnosprawnej obsługi. Inna po wizycie napisała w sieci, że obsługa jest koszmarna, a pracownicy kawiarni „są tam za karę”. Prof. Młynarska długo zastanawiała się, czy zabierać głos w tej sprawie, w końcu wydała oświadczenie.

„Brzydkie kaczątka” szturmują świat mody

Pomimo genetycznych wad lub niepełnosprawności pozują i biorą udział w pokazach.

zobacz więcej
„Każdy z gości może u nas spełnić się w roli terapeuty. Nasi podopieczni bardzo tego potrzebują. Proszę im zwracać uwagę i mówić, czego Państwo sobie życzą. Nauczyliśmy ich spokojnego przyjmowania uwag. Jeśli potrudzicie się Państwo troszeczkę i poczekacie, to każdy z nich wykona daną czynność jak należy, a za błąd przeprosi. Naprawdę potrafią to zrobić!! Prosimy, aby nie pisać złych komentarzy na temat ich zachowań, bo to ich bardzo zaboli, a ich rodzice i my terapeuci będziemy bardzo smutni. Tak właśnie zachowują się osoby niepełnosprawne i nasza tolerancja polega na tym, że to rozumiemy i mimo tych zachowań pozwalamy im być razem z nami” – napisała.

Odzew mieszkańców Wrocławia był imponujący. Gości przybyło, obroty wzrosły, słowa wsparcia płynęły z całej Polski.

– To dało siłę nie tylko mnie, ale przede wszystkim całej naszej wspaniałej dziesiątce – mówi terapeutka. I dodaje, że każdy z pracowników codziennie przekracza swoje własne granice.

Piotr nie tylko pasjonuje się ogrodem i zdał maturę, ale asystuje też w terapii małych dzieci. Fabian z racji tego, że jest bardzo silny, podejmuje się wszelkiego rodzaju prac fizycznych. Klaudia namówiła dziennikarzy lokalnego radia, by zrobili o Równiku reportaż.

Wszyscy za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie. Choć nie za bardzo znają wartość pieniądza, mają konkretne plany związane z wypłatą. Fabian kupił telefon, teraz planuje zakup tabletu. Część pieniędzy zaoszczędził. Piotr również „trochę wydał, a trochę odłożył”.

– A na co, to już jest moja osobista tajemnica – stwierdza.

– Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: „Każdy z gości może u nas spełnić się w roli terapeuty. Nasi podopieczni bardzo tego potrzebują. Proszę im zwracać uwagę i mówić, czego Państwo sobie życzą. Nauczyliśmy ich spokojnego przyjmowania uwag. Jeśli potrudzicie się Państwo troszeczkę i poczekacie, to każdy z nich wykona daną czynność jak należy, a za błąd przeprosi. Naprawdę potrafią to zrobić!!” – napisała prof. Młynarska, prosząc gości Cafe Równik o tolerancję. Fot. Daniel Fabrykiewicz
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak to na wojence
Tu kawałek biustu, tam odsłonięte do połowy pośladki, ówdzie nagi tors (męski) lub dziewczęce loki – plus ciuch jakby jeszcze pachnący bitewnym znojem…
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Świat mniej zadeptany. W kanałach Wenecji znów pojawiły się ryby
Jak będzie wyglądała turystyka po koronawirusie? Kogo wpuszczać, a kogo nie? Straty sektora szacowane są nawet na 400 mld euro.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francja ulega muzułmanom. O czym nie wolno głośno mówić
Organizacje LGBT walczące z seksizmem i homofobią, siedziały cicho, gdy nastolatce grożono gwałtem i gdy wyzywano ją od „brudnych lesbijek”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rewolucja młodych, wykształconych, z wielkich miast
Korzeni obecnych buntów należy upatrywać w roku 1968, kiedy marksistowskie hasła zagościły na amerykańskich uczelniach – twierdzi prof. Tomasz Żyro.