Cywilizacja

My Cyganie kochamy wolność… Oszust „Hoss” z królewskiego rodu

Dwóch niewykształconych braci z Polski. Unikatowy przestępczy patent. Miliony skradzione w całej Europie. Policjanci, którzy łapią podejrzanych. Sędziowie, którzy ich wypuszczają. A w tle tego wszystkiego rodzina Łakatoszów, która wydała kilku cygańskich królów.

Pod koniec maja Arkadiusz Ł. przybywa do Aresztu Śledczego w Poznaniu. A właściwie wraca do niego jak bumerang. Tym razem jednak osobiście puka do bram. Bez kajdanek na rękach. Bez policji. Przez półtorej godziny próbuje dostać się do celi. Najsłynniejszego oszusta w Polsce jednak… nie chcą wpuścić. Okazało się, że „Hoss” dotarł do aresztu szybciej niż postanowienie sądu.

Brzmi to tak kuriozalnie, że aż trudno w to uwierzyć. Ale cała, ponad 10-letnia historia „Hossa” (to nie tylko pseudonim, ale też romskie imię Arkadiusza) jest równie nieprawdopodobna.

Telefoniści, odbieraki, kurierzy

Pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku dwóch braci pochodzących z jednego z największych w Polsce rodów romskich, opracowuje bezprecedensowy system przekrętów. Dziś popularnie nazywany „metodą na wnuczka”. Wówczas kompletnie jednak nieznany.

Bracia nie mają żadnego wykształcenia. Arek ma za sobą dwie klasy podstawówki, Adam trzy. Mimo to tworzą niezwykle profesjonalne przedsiębiorstwo do okradania starszych ludzi z dobytku ich życia.

Wynajmują apartamenty w największych polskich miastach. W nich organizują miejsca pracy dla „telefonistów”. To osoby mające za zadanie dzwonienie do potencjalnych ofiar z Niemiec, Austrii czy Szwajcarii. Braciom rynek polski nie wystarczał, bo tutaj zarabiało się w złotówkach, a na zachodzie w markach, szylingach czy później w euro.
Arkadiusz Ł. 27 marca 2017 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa, w drodze na posiedzenie w sprawie przedłużenia aresztu. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Ofiary są wyszukiwane w książkach telefonicznych. Imiona niegdyś popularne, a dziś rzadkie to wskazówka, że osoba jest w starszym wieku, więc nadaje się na ofiarę. Biegle mówiący po niemiecku telefoniści podają się za członków rodziny. Twierdzą, że mają olbrzymie problemy finansowe. Proszą o pomoc. Wówczas po pieniądze lub kosztowności wysyłane są „odbieraki”. To młodzi ludzie mający grać przyjaciół wnuczka. Od „odbieraków” pieniądze przejmują wyżej stojący w hierarchii „kurierzy”. To zaufane osoby, bardzo często z jednej cygańskiej rodziny (większość zasiadających na ławie oskarżonych). Oni przywożą gotówkę do mózgów operacji.

Pieniądze do braci Ł. leją się strumieniami. Także dlatego, że niemieccy śledczy nie mogą dogadać się z polskimi. Sprawa nabiera jednak rozpędu, bo poszkodowanych jest coraz więcej. W coraz większej liczbie krajów. Między innymi w Luksemburgu, ale okazuje się, że również w Polsce.

Areszt niepotrzebny

W czerwcu 2015 r. dochodzi w końcu do powołania międzynarodowego zespołu śledczego. Po 1,5 roku zatrzymany zostaje „Hoss” oraz 22 inne osoby. Prokuratura stawia mu zarzuty oszustw (wyłudzeń), których przedmiotem było mienie znacznej wartości, za co grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Jednak sędzia uznaje, że tymczasowy areszt śledczy jest niepotrzebny. Wyznacza jedynie 300 tys. zł poręczenia. To kwota w tym przypadku wyjątkowo śmieszna, bo „Hoss” za jeden lunch na Saint Tropez potrafił płacić 12 tys. zł., a swoją bożonarodzeniową choinkę ozdabiał banknotami zamiast bombek. Zaś jego brat podarował córce w prezencie ślubnym dwa wysadzane brylantami zegarki marki Rolex i apartament na Malcie o łącznej wartości 1,5 mln zł.

– W ocenie sądu, z uwagi na nie kwestionowanie przez podejrzanego sprawstwa przypisywanych mu czynów, nie zachodzi obawa matactwa procesowego. Kwestia możliwości ustalenia i ujęcia pozostałych sprawców czynu jak i możliwości wpływania na podejrzanego na tok tych czynności, w ocenie sądu ma charakter czysto hipotetyczny – uzasadniała wówczas sędzia.

Podejrzany następnego dnia po decyzji sądu zniknął. Policjanci musieli więc zaczynać swoją pracę od początku. Złapali go 17 marca 2017 r. funkcjonariusze z Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. Czyli tzw. Łowcy Głów.

„Hoss” ukrywał się w wynajmowanym mieszkaniu na Żoliborzu. Zmienił się nie do poznania. Zgolił włosy i brodę, zaczął nosić okulary. Nie pojawił się nawet na pogrzebie matki. Pomagał mu syn, który w przebraniu robotnika donosił mu jedzenie. Od tego czasu mężczyzna przebywał w więzieniu.

We wrześniu 2019 r. zostaje przez Sąd Okręgowy w Poznaniu skazany na 7 lat więzienia. Wyrok jest nieprawomocny. I według Prokuratury Okręgowej w Warszawie śmiesznie niski. W dniu 31 stycznia 2020 r. złożyła więc apelację. Mimo że minęło od niej aż pół roku, sąd nawet nie wyznaczył terminu jej rozpoznania!
Obrrońcy "Hossa" awokaci Aleksander Konzal i Jacek Relewicz w czerwcu 2017 w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Fot. PAP/Bartosz Jankowski
400 tys. poręczenia

Przez ponad dwa lata (od zatrzymania w 2017 r. do wyroku w 2019 r.) śledczy jednak nie próżnowali. Znaleźli kolejne dziesiątki osób oszukanych przez „Hossa” i jego szajkę. Prokurator zdecydował się na postawienie następnych zarzutów. Sąd Okręgowy w Poznaniu sprawę jednak.... umorzył. Uznał, że nowi poszkodowani i nowe oszustwa to nie kolejne przestępstwo gangu, ale tzw. czyn ciągły, czyli wciąż ten sam – osądzony już – czyn zabroniony popełniany „na raty”.

Prawnicy mają wątpliwości do takiej interpretacji. – Idąc takim tokiem myślenia, złodzieja który w ciągu 5 lat okradł 20 sklepów należałoby sądzić za jeden czyn ciągłego włamania. A płatnego zabójcę, który w ciągu 3 lat zastrzelił 10 osób sądzić za śmierć jednej. To aberracja umysłowa i prawna – twierdzi w rozmowie z Tygodnikiem TVP Maciej Lisowski, dyrektor Fundacji Lex Nostra, która od lat zajmuje się wyłapywaniem polskich prawnych absurdów.

18 marca 2020 r., decyzją Sądu Okręgowego Arkadiusz Ł. wyszedł więc z więzienia, mimo że ciąży na nim ciągle nieprawomocny wyrok 7 lat pozbawienia wolności. Już dwa dni później prokurator pisze kolejne pismo do sądu. Znowu o tymczasowy areszt. Sąd przychyla się do decyzji prokuratury.

Tylko że „Hoss” znów zniknął i po raz kolejny policja musi go szukać. Wydany jest za nim list gończy. Do akcji znowu ruszają Łowcy Głów. Odnajdują swoją „zgubę” 10 kwietnia tego roku.

19 maja (a więc miesiąc po kolejnym zatrzymaniu) „Hoss” znów dostaje możliwość wyjścia na wolność, tym razem dzięki decyzji Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. – Sąd przychylił się do zażaleń obrońców i orzekł, że stosowanie tymczasowego aresztowania ulegnie zmianie z chwilą złożenia dodatkowego, obok już stosowanego, poręczenia majątkowego w kwocie 400 tys. złotych – czytamy w uzasadnieniu.

Decyzja sądu zapada we wtorek. W piątek 22 maja 2020 rodzina „Hossa” ma już „uzbierane” 400 tys. zł. Wpłaca kaucję i Ł. opuszcza areszt. I jedzie prosto na – jak wynika z naszych ustaleń – już wcześniej przygotowywaną przez bliskich huczną i kosztowną uroczystość na jego przywitanie.

Z miłości do wolności

Ale już cztery dni później, 26 maja Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatruje drugą ze spraw Arkadiusza Ł. i.... decyduje, że mimo umorzenia zarzutów przez Sąd Okręgowy „Hoss”... powinien zasiąść na ławie oskarżonych. Czyli znowu ma wrócić do aresztu.

Tym razem Arkadiusz Ł. nie czeka na policję – natychmiast sam stawia się przed więzienną bramą. Przez ponad godzinę domaga się, aby zamknięto go w celi. Bezskutecznie – postanowienie sądu jeszcze nie dotarło do aresztu.

„Hoss” i jego obrońcy musieli o tym doskonale wiedzieć. I raczej nie chodziło o pomoc wymiarowi sprawiedliwości, ale to, aby łatwiej byłoby uzyskać argument, aby mógł nadal przebywać na wolności. Sporo wpłacił kaucję, już się nie ukrywa i sam przed czasem chciał wrócić do aresztu… Brazylijska telenowela z cygańskim bossem w roli głównej nadal trwa.
22 maja 2020. Arkadiusz Ł. ps. Hoss opuszcza Areszt Śledczy w Poznaniu po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
I mimo że sprawa wydaje się niezwykle zawiła, to wcale taką nie jest. Jest oskarżony. Są poszkodowani. Są nagrania i dowody oszustw. Po pół roku powinien zapaść wyrok. I zamknięcie śledztwa. Tak uważają prokuratorzy, z którymi rozmawialiśmy. Nieoficjalnie: to sądy robią wszystko, by sprawę przeciągnąć. Odrzucają kolejne akty oskarżenia, wyszukując w nich nawet najdrobniejsze nieprawidłowości. – To pokazuje jak głęboka patologia i niekompetencja istnieje w polskim sądownictwie – uważa Maciej Lisowski z Lex Nostra. – Ten człowiek śmieje się nam wszystkim w twarz.

Zaś sam, „Hoss”, zapytany na sali sądowej, dlaczego tyle razy wymykał się śledczym, odpowiedział: – My Cyganie kochamy wolność.

Król sprzedawał dywany

Działalność Arkadiusza Ł. i jego najbliższych cygańskich współpracowników z pewnością przysporzyła sławy rodowi, z którego się wywodzi. Tylko zapewne nie o taką sławę zabiegała ta liczna i wpływowa cygańska rodzina.

Polscy Cyganie to niezwykle skomplikowana struktura społeczna. Dzielą się na cztery główne szczepy: Polska Roma, Polscy Cyganie Wyżynni, Kełderasza i Lowari. Pierwsze dwa są najstarszymi osiadłymi na ziemiach polskich. I najbiedniejszymi. Kełderasza (kotlarze) przybyli z terenów Rumunii i Mołdawii, po tym jak w połowie XIX przestali być tam niewolnikami. Lowari (koniarze) czyli tzw. Cyganie węgierscy przywędrowali mniej więcej w tym samym czasie z Siedmiogrodu. Dwa ostatnie są konkurującą ze sobą najbogatszą elitą.

Każdy ze szczepów ma swoje dominujące rodziny, z których wybierany jest (lub był w przeszłości) dla danej społeczności Szaro Rom – zwany w Polsce cygańskim królem. Ale rodziny są tak duże i tak zróżnicowane, że bardzo często, mimo iż mają to samo nazwisko, nie mają ze sobą nic wspólnego.

Nas najbardziej interesuje szczep Lowari. Bo to z niego wywodzi się Arkadiusz Ł. czyli „Hoss”. Dokładnie z rodziny Łakatoszów, która pojawiła się w Polsce w XX w. Nazwisko wskazuje, że przybyła z terenów zamieszkałych przez Węgrów - słowo lakatos oznacza po węgiersku ślusarza. Familia jest tak rozległa, że króla o tym nazwisku wybierano m.in. w Poznaniu, we Wrocławiu i w Szczecinie. Nieżyjący już od ponad pół roku Józef Jołszka Łakatosz (król ze Szczecina), był kuzynem zmarłego 3 lata temu Piki Łakatosza (króla z Poznania i sprzedawcy dywanów – ponoć w tej branży zaczynał Arkadiusz Ł.). To dwie najsłynniejsze – obok „Hossa” – postaci z rodu Łakatoszów w Polsce.
Tym, który sprowadził rodzinę w rejony Szczecina był właśnie wspomniany Jołszka. Podczas II wojny światowej przeżył niemieckie getto we Lwowie. Jego ojciec na zachodnie Pomorze już nie dotarł. – Był rok 1945, gdy nasz tabor został zatrzymany przez Ukraińców z żądaniem oddania koni – opowiadał w „Kwartalniku Romskim” Józef Łakatosz. – Nasz ojciec Michał Źuklo Łakatosz mając najpiękniejszego konia w taborze, nie chciał go oddać i zaczął protestować, ale dowódca oddziału nie miał zamiaru z nim dyskutować. Padł rozkaz! Kilku żołnierzy chwyciło ojca. Za chwilę usłyszeliśmy strzały. Miałem wówczas czternaście lat, nie mogłem mu pomóc. Pozostaliśmy w taborze z mamą sami – wspominał były prezes Stowarzyszenia Mniejszości Narodowej Roma w Polsce „Jankesci".

Józef Łakatosz ze Szczecina do śmierci był niekwestionowanym autorytetem dla tamtejszych Romów. Fundacja, którą założył i przez lata prowadził, potrafiła pozyskiwać pieniądze na podwyższanie kwalifikacji Romów, edukację dzieci czy działalność prozdrowotną ze środków zewnętrznych. Tylko z MSWiA otrzymuje corocznie ok. 100 tys. zł.

Z tych pieniędzy najbiedniejsze dzieci otrzymują podręczniki szkolne. Finansowane są wycieczki dla młodzieży. Utrzymywane jest centrum edukacyjno-kulturalne. – Ojciec pomógł setkom Romów stanąć na nogi i wyjść na porządnych ludzi – tłumaczy w rozmowie z Tygodnikiem TVP Adam Straus, syn Józefa Łakatosza i radny Rady Miejskiej w Nowym Mieście Lubawskim. – Dzięki niemu także i moja cała rodzina osiąga poważne sukcesy.

Wróżenie i Ekstraklasa

Straus jest prawdopodobnie jedynym w Polsce Cyganem, który został radnym. Swoją funkcję pełni już czwartą kadencję. Wybierany jest więc nie przez przypadek. – Ludzie widzą, że się angażuję, że kocham pomagać lokalnej społeczności. Wcześniej zarzucali mi, że wygrywam, bo startuję z list PiS-u, więc w tych wyborach wystartowałem z własnego komitetu. By pokazać im, że się mylą, że sąsiedzi głosują na mnie, a nie na partię.

Adam nosi nazwisko po matce, Helence Arance Straus, pochodzącej z Cyganów niemieckich zwanych Austriakami. Rodzice wzięli ślub, gdy Józef Łakatosz miał lat 18, a jego wybranka 14. Jeździli w taborach do 1964 roku, gdy w Polsce zaczęto przymusowo osiedlać Romów. W końcu ich wozy zostały zarekwirowane przez milicję, a rodzina zmuszona do osiedlenia się w Nowym Mieście Lubawskim. Jołszka zajął się handlem końmi, a Aranka wróżeniem. Mieli jedenaścioro dzieci (dwoje zmarło w dzieciństwie).

Rodzinne perturbacje z lat późniejszych pozostają tajemnicą Łakatoszów. Wiadomo tylko o chorobie psychicznej Aranki i o tym, że Józef wybudował na początku lat 70. w Szczecinie dom, w którym zamieszkał wraz z nową żoną – swoją miłością z lat dzieciństwa – tancerką Kuklą Kraskinią Tabaczyk, pochodzącą także z klanu Lowarów. Mieli dwójkę dzieci. Historię rodu opisał „Kwartalnik Romski” w 2014 roku, ale Adam Straus do sprawy wracać nie chce. Zapewnia tylko, że rodzina, pomimo śmierci seniora Józefa, a wcześniej obu jego małżonek, nadal utrzymuje kontakty.
Jonatan Straus, obrońca Jagiellonii Białystok (z prawej), wnuk cygańskiego króla Józefa Łakatosza podczas meczu T-Mobile Ekstraklasy w 2013 roku. Fot. PAP/ Artur Reszko
Dzieci Adama zapracowały już na osobiste sukcesy. Córka Magdalena Aranka Straus doszła w 2005 r. do półfinału popularnego programu „Idol”. Dzięki temu zaczęła występować z Don Vasylem – najsłynniejszym w Polsce cygańskim piosenkarzem. Dziś razem z mężem prowadzi firmę handlową w Hamburgu.

Syn Adama Jonatan Jonek Straus był reprezentantem Polski w piłce nożnej w kadrze do lat 20. Wystąpił w kilkudziesięciu meczach Ekstraklasy w barwach Jagiellonii Białystok. – Dzieci, mimo że mają swoje bardzo udane życie, to podziwiały dziadka. Przez 88 lat był dla nich autorytetem – dodaje Straus.

Karoca i złota trumna

Pogrzeb dziadka Józefa we wrześniu 2019 był niezwykle wystawny. Redaktorzy „Kwartalnika Romskiego” zwracają, że ród Łakatoszów od zawsze kwestie pochówku traktował bardzo poważnie. Czyli z wielkim przepychem: „Nagrobki ich przywódców wyróżniają się okazałością, budowane są ze szlachetnych marmurów i bywają zwieńczone kopułą”. Zaś Jerzy Ficowski w książce „Cyganie na polskich drogach” wspominał: „Pogrzeb Łakatosza Moro we Wrocławiu (w 1961 r.) odbył się zgodnie z pośmiertną wolą «króla», z niezwykła pompą – z białymi końmi w zaprzęgu i stadem puszczanych do lotu gołębi”.

Tej tradycji trzymał się także inny z rodu, wspomniany już wcześniej pochodzący że Swarzędza król wielkopolskich Cyganów Pika Łakatosz. Jego pochówek był zorganizowany ze znacznie większą pompą od pogrzebu szczecińskiego kuzyna. Pika pochowany został w złotej trumnie. Żałobny kondukt z kościoła na cmentarz prowadził przeszklony karawan-karoca zaprzężony w dwa kare konie. Na całej trasie procesji towarzyszyła jej orkiestra. Król Pika pojawił się także przy okazji sprawy „Hossa”. Otóż podczas jednego z przesłuchań obrońca Arkadiusza Ł. proponował, że za zwolnienie z aresztu „poznańska społeczność Romów z rodu Lowarow oraz pan Pika Łakatosz zaoferują poręczenie społeczne i majątkowe”. W książce „Wnuczkowa mafia” Hanna Dobrowolska napisała, iż „Hoss” musiał wyjaśnić zdezorientowanemu prokuratorowi kim jest „pan Pika”: – On się cieszy powszechnym uznaniem, szacunkiem Romów. W obecnym czasie nie ma królów cygańskich, on jest takim rodzajem króla, tak na niego mówią. Jest to bogata osoba, może dać za mnie poręczenie majątkowe. Pika Łakatosz mi ufa. Stowarzyszenie Romów tak działa, że zbiera pieniądze od ludzi w razie zatrzymania jakiejś osoby, te pieniądze wędrują do Piki Łakatosza i on decyduje, czy wpłacić, czy nie. (…) Pika Łakatosz jest to mój wujek, bardzo dobry kolega ojca – mówił.

Łakatosz nierówny Łakatoszowi

Takie słowa Arkadiusza Ł. na temat króla Piki to nie jest żaden twardy dowód na przestępcze powiązania, ale nie ulega wątpliwości, że wielkopolscy Łakatoszowie mają – w odróżnieniu od zachodniopomorskich – mocno zszarganą opinię. Wystarczy choćby przyjrzeć się romskim organizacjom. Powyżej opisanej szczecińskiej i poniżej – poznańskiej Fundacji Romów. W obu we władzach zasiadają Łakatoszowie. Obie mają na celu pomoc Cyganom.

Działają jak korporacja. Nie ma całowania w pierścień

Przestępstwa gospodarcze są kuszące, ponieważ wina rozkłada się na kilka osób. Nie ma też jednego pokrzywdzonego, który stanie przed sądem i będzie płakać, że ktoś go okradł.

zobacz więcej
O ile jednak szczecińskie stowarzyszenie „Jankesci" nie budzi większych kontrowersji, to w poznańskiej Fundacji Romów niemal cały zarząd jest albo karany, albo poszukiwany przez policję. Swoje miejsce tej instytucji znalazła m.in. siostra „Hossa”, która działała w Niemczech w 2013 roku i została oskarżona o osiem przestępstw usiłowania oszustwa na kwotę 360 tys. zł. Wiceprezes Fundacji Bogdan Ł. zajmował się również kradzieżami na wnuczka i miał oszukać ponad 200 osób. Oszustwa metodą na wnuczka poznańska prokuratura zarzuca też Herhanciowi Ł. i Lucynie W., którzy nadal są członkami rady Fundacji Romów.

Także i sam prezes poznańskiej Fundacji Romów Józef Łakatosz (będący rzecz jasna zupełnie innym Józefem Łakatoszem niż jego zmarły imiennik ze Szczecina) nie ma czystej kartoteki. Już dobrych kilka lat temu został skazany we Wrocławiu za udział w gangu, który zajmował się oszustwami i praniem pieniędzy.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi oddzielne postępowanie dotyczące całej Fundacji. I materiału jest tak dużo, że mógłby wystarczyć na kolejny reportaż.

Jak widać, Łakatosz Łakatoszowi nierówny.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Arkadiusz Ł. czyli "Hoss" na korytarzu sądowym w Poznaniu w 2017 roku. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Lew, Archanioł i odwieczny tryzub. Ukraina szuka herbu
Na obrazoburczym rysunku anioł stoi w dresach i z butelką piwa pod tarczą z napisem „Obmin waljut”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geniusz, demon i „Ręka Boga”, którą Diego Maradona upokorzył sam...
Czy Diego stał się ikoną właśnie przez swoją pogruchotaną, ludzką naturę? Czy jest ikoną przez to, że tyle w nim było zła, głupoty, które przenikały się z talentem?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ubrali nas w bezkształtne namioty. Rewolucja japońskiej gwardii
Długo przed nimi w Europie pojawiło się kimono.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Handel dziećmi, bronią i prochami. Ciemna strona sieci
Przestępcy i terroryści od dawna komunikują się via Dark Web.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eksplozja popularności konserwatywnego Twittera
Na Parlerze konta mają dzieci Trumpa: Ivanka (dołączyła 12 listopada, obecnie 452 tys. śledzących) oraz Donald junior (104 tys.).