Cywilizacja

Igrzyska, których nie było, kosztowały ponad 5 mld dolarów

Z zysków Premier League piłkarze dostają 60,3 proc. Olimpijczycy z przychodów MKOl. jedynie 4,1 proc. Nic dziwnego, że zaczęli fikać.

Z prawnego punktu widzenia MKOl. jest międzynarodową organizacja pozarządową – o celach niezarobkowych…To pierwsze się zgadza. W to drugie nikt nie wierzy, a zwłaszcza sportowcy.

Utrata wiary to częsty motyw zmian. Sportowcy są zdania, że zasada non profit, którą deklaruje MKOl. to przykrywka. Uważają, że igrzyska są widowiskiem komercyjnym, a głównych aktorów wykorzystuje się finansowo. Dlatego chcą to zmienić.

Żeby to zrobić, powołali międzynarodowy ruch pod nazwą Global Athlete. Zaprosili do współpracy Uniwersytet Ryersona, kanadyjską uczelnią publiczną z Tornto oraz Ted Rogers School of Management, o profilu zarzadzania biznesem. Tak powstał wspólny raport.

Autorzy skupili uwagę na sześciu aspektach problemu. Według nich każdy jest ważny, chociaż nie każdy jest łatwy w odbiorze. Jednak główną intencją raportu jest zdemaskowanie niesprawiedliwości w podziale środków finansowych, jakimi dysponuje MKOl.

Otóż na rzecz sportowców (stypendia, nagrody za wyniki) MKOl. przeznacza „zaledwie” 4,1 procenta przychodów, z czego bezpośrednio do zawodników dociera „zaledwie” 5 procent tej sumy…

Czy wszystko jasne? Jasne, że nie. Nawet w zestawieniu z oficjalnymi informacjami o rocznych dochodach Komitetu (bo nie o przychodach), które wynoszą ponoć 1,4 miliarda dolarów, trudno się w tym połapać, choć pewnie da się to policzyć.
Rob Koehler był jednym z dyrektorów antydopingowej organizacji WADA, dziś kieruje ruchem Global Athlete. Fot. Sportsfile/Corbis/Sportsfile via Getty Images
Oczywiście pod warunkiem jakiejś wiedzy o tym, że dochód to przychód minus poniesione koszty oraz że zna się wysokość tych kosztów. W przestrzeni medialnej krążą wersje zmiksowane, więc obraz jest zamazany.

Budżet jak kosmita

Tak naprawdę i generalnie za pośrednictwem GA sportowcy naciskają na większe pieniądze i większą swobodę ich zarabiania. Nie chcą być niewolnikami korporacji przemysłu olimpijskiego, którą stał się MKOl. Chcą być jej pracownikami.

Komitet odpiera zarzuty w starym stylu. Poprawne ogólniki, okrągłe liczby fruwają w eterze jak motyle. Prezydent Thomas Bach i przyjaciele zapewniają, że aż 90 procent tego, co mają – oddają: na rozwój sportu, na wspieranie sportowców i różne takie. Tyle, że nie wiadomo ile mają.

Budżet MKOl. jest jak kosmita. Można wierzyć, trudno potwierdzić. Do opinii publicznej docierają rozmaite dane. Informacje podlegają segmentacji, mają nieczytelną konstrukcję.

Na przykład taka wiadomość: między igrzyskami w Soczi a igrzyskami w Rio Komitet „otrzymał” 5,5 miliarda dolarów. Następnie taka wiadomość: już od igrzysk w Soczi MKOl. ma kontrakt ze sponsorami i nadawcami telewizyjnymi wysokości 14 miliardów dolarów. W zestawieniu brzmi ciekawie.

Wspieranie światowych federacji sportu oraz narodowych komitetów olimpijskich jest przejrzyste połowicznie. W latach 2013-2016 federacje dostały 739 milionów USD. Kontrakty z narodowymi filiami Komitetu podlegają w różnych aspektach tajemnicy handlowej.

„Olimpijska dywidenda”. „Solidarność olimpijska” mają potwierdzać redystrybucję środków finansowych, zatem status organizacji non profit. W tej narracji mieści się także „bezpośrednie wsparcie zawodników”. Tyle, że ono nie jest bezpośrednie.

Zanim pieniądze dotrą do sportowca przechodzą przez łańcuch pośredników. Tworzą go międzynarodowe federacje dyscyplin. Krajowe związki sportowe. Narodowe komitety olimpijskie, więc masa ludzi. W tym łańcuchu część pieniędzy znika.

Nie dlatego, że ktoś kradnie. Ale dlatego, że każdy pośrednik ma swobodę decyzji komu, kiedy oraz ile, kierując się potrzebami, które uznaje za konieczne i ma na to własne procedury. Sportowcom się to nie podoba. Dla nich ten system jest niesprawiedliwy.

Sportowcy żyją w realiach sportu. A realia współczesnego sportu to realia biznesu. Do biznesu nie wchodzi się po to, żeby być. Wchodzi się po to, żeby zarabiać. Zwłaszcza mając tak wysokie kwalifikacje i przynosząc tak potężne zyski.

Skoro udział graczy NBA w zyskach wynosi 44,7 procent, graczy Major Baseball League – 50,1, a piłkarzy Premier League 60,3, olimpijczycy nie widzą powodu, dla którego ich udziały mają być zaniżone do 4,1 proc.

Brudne pieniądze, chciwe karzełki o lepkich rękach i rodzinne interesy korupcyjne. Sekrety olimpijskiej idei

Koszt jednego medalu zdobytego przez Polaka na igrzyskach w Rio de Janeiro to 36 milionów złotych.

zobacz więcej
Kolejka po profity

Tym samym ruch Global Athlete weryfikuje publicznie mitologię Ruchu Olimpijskiego. Mówiąc wprost, spuszcza powietrze z nadętego balonu, jakim jest MKOl., który ponad sto lat temu przyznał sobie pozycję uprzywilejowaną.

A przyznał ją sobie z jednego powodu: kodeksu etycznego spisanego w Karcie Olimpijskiej. Organizacja oparta na zasadach moralnych otrzymuje z definicji kredyt społecznego zaufania. Jest postrzegana jako osobliwe zgromadzenie arystokracji ducha.

Z tej przyczyny MKOl. zyskał status mentora w sprawach dobra i zła w przestrzeni światowego sportu. Wysokiego arbitra w ocenach, co wolno a co jest zabronione. I długo tego nie podważano. W efekcie Komitet dopadła mania wielkości, uśpiło poczucie wyższości.

Nie obudziły go ze snu seriale korupcyjne przy wyborze gospodarzy igrzysk pod koniec minionego wieku. Nie obudziły, więc trwają nadal w nowym stuleciu. Co więcej, członkowie MKOl. poszerzyli zakres działań o „usługi” specjalistyczne.

Już na progu XXI wieku, dokładnie w roku 2000, wybuchła afera korupcyjna związana z igrzyskami w Salt Lake City. Przed sądem stanęli Tom Welch i Dave Johnson oskarżeni o kupowanie głosów. Sędzia David Sam oddalił jednak 11 zarzutów o przekupstwo.

Zachęceni tym wyrokiem luminarze MKOl. ruszyli po więcej. Zajęli się „bratnią pomocą” przy organizacji lekkoatletycznych mistrzostw świata. Nie są detalistami, toteż wzięli się za to hurtowo.

Francuska prokuratura wszczęła pięć odrębnych śledztw w sprawach imprez w – Moskwie (2013), Pekinie (2015), Londynie (2017), Dausze (2019) oraz Eugene (2021). Łapówki opiewają na różne sumy. To zależy od tego, jakie ma nazwisko ten kto „pomaga” i jakie ma wpływy.

Frankie Fredericks, kiedyś gwiazdor sprintu w Namibii, zarobił prawie 300 000 dolarów kupując głosy za igrzyskami w Rio. Na kontynencie znają człowieka, a Afryka do duży kontynent i mnóstwo głosów.

Ta okoliczność sprzyjała także Lamine Diackowi. Diack jest Senegalczykiem, był członkiem MKOl., prezydentem IAAF. Wraz z synem Papą Massatą Diackiem zarobili dwa miliony dolarów za krycie rosyjskiego dopingu.

Papa Massata zdążył jeszcze „umoczyć” swoje zwinne palce w liczeniu kasy w igrzyskach w Rio. Gazeta „Le Monde” dotarła do przelewu jaki spłynął na jego konto. Pieniądze przelano z brazylijskiej „firmy krzak”. Wynik – Rio dostało 66 głosów, a Madryt 32.

Wygląda na to, że nie da się przeprowadzić igrzysk bez prokuratora oraz zespołu śledczego. Te najbliższe w Tokio także są na liście służb antykorupcyjnych. Jak na organizację non profit kolejka po profity wydaje cokolwiek przydługa.

Od kodeksu etycznego do karnego

Avery Brundage twardy był i zasadniczy jako prezydent MKOl. (1952-1972). Nie dopuszczał nawet myśli o komercjalizacji. Odpędzał od igrzysk politykę jak diabła z rogami. Niechętnie widział tam kobiety, za co feministki nie zdążyły go rozszarpać, gdyż sam się zdymisjonował.
Przewodniczący Międzynarodowej Federacji Lekkiej Atletyki Lamine Diack z przewodniczącym MKOl. Thomasem Bachem podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Nankinie w 2014 roku. Fot. CFP/Getty Images for IAAF
Bynajmniej nie z powodu kobiet. Z powodu zamachu palestyńskich terrorystów w Monachium, gdzie zginęło 11 izraelskich sportowców i trenerów w chaotycznej strzelaninie na lotnisku.

Brundage nie przerwał igrzysk. Zamiast tego wygłosił słynne zdanie ”Show must go on!”, stając się mimowolnie kimś w rodzaju zwiastuna nowej ery, w której widowiska będą firmowym produktem made in MKOl., w ideały tylko wydmuszką.

Po nim był Michael Killanin (1972-1980), swoisty łączni irlański między okresem pryncypialnym a poluzowaniem. Ten trzeci to Juan Antonio Samaranch (1980-2001), który wymieszał olimpizm z wielkimi pieniędzmi i wielką polityką i zamknął temat.

Trzech prezydentów to trzy milowe kroki MKOl. Od instytucji publicznego zaufania, do chciwej korporacji. Od arystokracji ducha, do materializmu ciała. Od kodeksu etycznego, do kodeksu karnego. Rzec można – gruntowna przemiana.

Ciekawe, że Komitet nadal promuje dawne ideały, z których żadnego nie przestrzega. Fabrykuje rzeczywistość, która nie istnieje. Oficjele naciskani przez dziennikarzy tłumaczą, że to normalne. Świat się zmienia, więc oni zmieniają zasady działania. Tyle, że zasad już nie ma.

Nic dziwnego, że sportowcy uznali to za przykrywkę realnych interesów ludzi z MKOl. Nie czują się podmiotem igrzysk olimpijskich, tylko przedmiotem manipulacji. W dodatku traktowanym jak przygłupy. Nic dziwnego, że się buntują. Olimpijczyk na debetach

Global Athlete domaga się zmian, niektóre z nich mogą być bardzo bolesne dla Komitetu, oczywiście jeżeli nastąpią. Na przykład wypłaty pieniędzy za starty w igrzyskach. Pewnie wyższe za medale. Drabinka możliwości jest spora.

Co może z tym zrobić MKOl.? Otworzyć pokrytą kurzem historii Kartę Olimpijską, wskazać dawno zapomnianą ideę i spytać: ale o co chodzi? Przecież najważniejszy jest sam udział i to on jest przywilejem, jak też najwyższą zapłatą za trudy olimpijczyka.

Jednak nie wszędzie sport jest opłacany przez państwo, czyli z pieniędzy podatników. Ale wszędzie przygotowania do igrzysk kosztują. W Polsce policzono, że medal w Rio kosztował około 36 mln złotych. Raczej żadnego zawodnika nie byłoby stać prywatnie na taką inwestycję.

W krajach, gdzie nie ma państwowej pomocy, sportowiec musi sam o nią zabiegać. Nie każdy ma sponsorów. Jeśli zawodnik jest młody i zdolny, lecz jeszcze bez znanego nazwiska, miewa stromo pod górę.

Pomaga mu rodzina, zaciąga pożyczki w bankach, po igrzyskach musi odpracować długi startując w imprezach, gdzie mu zapłacą. Warto zaznaczyć, że medal zdobyty i medal przegrany, kosztuje tyle samo. Powiedzmy 36 mln złotych, bo tyle kosztują przygotowania. Ryzyko bankructwa jest więc niemałe.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Dlaczego sportowiec ma popadać w debety, rujnować własną rodzinę, szukać pieniędzy na wszystkich innych imprezach komercyjnych oprócz igrzysk olimpijskich, skoro one są czystą komercją? Dlatego, że ludzie z Lozanny udają, że mają zaćmę?

Jak zwykle po krętacku

Kolejny wrażliwy postulat to Reguła 40 Karty Olimpijskiej. Ten przepis zakazuje stosowania marketingu przez zawodników oraz ich sztaby podczas igrzysk. W czym rzecz? W ochronie interesów reklamowych grupy sponsorów MKOl.

W tej grupie są marki globalne jak choćby Coca-Cola, Samsung, Bridgestone, Toyota, Visa itp. Wykładają za dużo, żeby tolerować konkurencję. Komitet im w tym pomaga, gdyż pomaga sobie. Wydał zakaz i miał z głowy, ale do czasu.

W ubiegłym roku niemiecki urząd antymonopolowy uznał, że ten paragraf jest sprzeczny z prawem. Tym samym zwolnił niemieckich olimpijczyków z obowiązku jego przestrzegania. I co z tym zrobił MKOl.? Załatwił sprawę, jak zwykle po krętacku.

Ruch olimpijski zrzesza 206 państw i tyleż samo komitetów narodowych, które jedzą mu z ręki. Teoretycznie działają niezależnie. Toteż MKOl. postanowił, by decydowały niezależnie. Dla wzmocnienia wiary w niezależność, płaci tym organizacjom za wstrzemięźliwość.

A konkretnie za to, by nie podejmowały żadnych negocjacji z firmami, które działają w obszarze już zajętym. Rzecz jasna przez grupę sponsorów MKOl. W efekcie na 206 państw zrzeszonych w MKOl., tylko 10 zdecydowało się zerwać ze smyczy marketingowej.

Gdyby trzeba by było płacić aktorom za olimpijskie widowiska, pozwolić im na prezentację dowolnych brandów reklamowych, podskoczyły by wydatki, a rażąco spadły zyski Komitetu, co jest oczywiście nie do przyjęcia dla szanowanej organizacji non profit.

Odwrócenie ról

Ruch Global Athlete to interesująca, a nawet przełomowa inicjatywa. Przełom polega na odwróceniu ról. Dotychczas wyłącznie MKOl. stawiał wymagania sportowcom. Teraz oni stawiają mu swoje. W sposób zorganizowany i z pomocą fachowych uczelni.

Tego jeszcze nie było. Świat sportu potulnie wykonywał wszystkie polecenia. Działacze z Lozanny żyli w przekonaniu władzy gwarantowanej. Tymczasem sportowcy fikają. Próbują wypowiedzieć ślepe posłuszeństwo. Publiczne lustrują hipokryzję MKOl.

Być może przyczyniła się do tego postojowa pandemiczna. Jest więcej czasu na myślenie i więcej można ogarnąć. Choćby ten prosty fakt, że to nie sportowcy zależą od Komitetu, tylko on zależy od nich. Coś z tego musi wynikać.
Włoski biegacz Dorando Pietri zwycięża w olimpijskim maratonie podczas igrzysk w Londynie w 1908 roku. Fot. The Print Collector/Print Collector/Getty Images
Dla MKOl. moment na zmiany jest najgorszy z możliwych. Wskutek przełożenia igrzysk w Tokio, zacięła się maszynka do robienia pieniędzy. Thomas Bach przyznaje się do straty 800 milionów dolarów. Japończycy rwą kimona, bo stracili miliardy.

Wtopione pieniądze Brytyjczycy liczą w funtach, Europejczycy w euro, reszta świata w dolarach. Jakby nie liczyć igrzyska, których nie było, kosztowały grubo ponad 5 miliardów dolarów. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

W tych rachunkach brakuje pozycji – przygotowania olimpijskie. Ona jest ważna dla krajowych federacji poszczególnych dyscyplin, dla olimpijskich komitetów narodowych i oczywiście dla zawodników. Być może z tej przyczyny powstał ruch GA.

Trudno przewidzieć jak to się skończy, bo ledwie się zaczęło. Ale jedno wydaje się oczywiste. MKOl. łatwo nie ulegnie naciskom sportowców, będzie walczył do upadłego. Może nie tyle o ideały, ale na pewno o swoje pieniądze.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Siedziba Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Lozannie. Fot. Stefan Wermuth/Bloomberg via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożegnanie z prezydentem?
Wirus z Chin dał opozycji szansę na zwycięstwo.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Smak z mleka mamy, czyli umami
Sprawcą złej sławy glutaminianu sodu był zakład dwóch Amerykanów o 10 dolarów, że prestiżowe czasopismo medyczne wydrukuje absurdalne zarzuty w liście od nieistniejącego doktora.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Walczą anonimami i szykanami. Sędziowie nauki polskiej
W nauce polskiej są enklawy opanowane przez naukowców z nawykami wyniesionymi z PRL i przez ich wychowanków – twierdzi emerytowany profesor historii.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przeciw imigrantom i wolnemu rynkowi. Między lewicą a prawicą
Narzeka, że prawica, zamiast zwalczać szkodliwe idee, krytykuje bankierów i masonów.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Auto samo zdecyduje, czyje życie ma narazić
Nadchodzi samochodowa sztuczna inteligencja.