Cywilizacja

Chodzi o świętego czy o „imprezę”? Dlaczego odłożono beatyfikację prymasa Wyszyńskiego?

Dlaczego odłożenie beatyfikacji musi być bezterminowe? Skoro kardynał Nycz wspomniał nawet o roku 2022 (!), to można sobie wyobrazić różne inne przeszkody, które mogą się pojawić. Wszak i za życia prymasa Wyszyńskiego byli wśród katolików tacy, którzy słali na niego donosy do Watykanu, więc może i teraz przyjdzie do głowy ich następcom skorzystać z okazji i mieszać w watykańskich papierach.

Dla portali, rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych to nie był news wart uwagi. Wiadomość, że przewidziana na 7 czerwca beatyfikacja prymasa Stefana Wyszyńskiego zostaje z powodu pandemii bezterminowo odłożona, pojawiła się w mediach dopiero godzinę po briefingu kardynała Kazimierza Nycza. I nie wywołała szumu.

A przecież nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Przeciwnie, jeszcze tydzień wcześniej, kiedy raczej było pewne, że z masowej Mszy Świętej na placu Piłsudskiego z powodów sanitarno-epidemiologicznych nic nie wyjdzie, w kręgach kurii warszawskiej rozważane były – z informacją dla kręgów rządowych – dwa warianty uroczystości: w Świątyni Opatrzności Bożej lub w katedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

Oba kościoły są duże, Świątynia Opatrzności – nawet ogromna. Z kolei w katedrze znajduje się otoczony czcią grób kardynała prymasa Stefana Wyszyńskiego. Zakładając, że 7 czerwca nadal panowałyby jakieś (bo są przecież znoszone) ograniczenia kontaktów społecznych i że Świątynia Opatrzności czy katedra świętojańska nie mogłyby być całkiem wypełnione, i tak zmieściłyby się w nich delegacje z każdej diecezji.


Przyjmując, że byłaby to jednak Świątynia Opatrzności, można z kolei założyć, że otaczające ją parkingi – niemal błonia – też pomieściłyby sporo osób, nawet gdyby miały one stać w stosownej odległości od siebie. Ludzie wykazali się przecież sporą dyscypliną w czasie ostrej kwarantanny, więc dlaczego nie uznać, że nagięliby się do zaleceń również w czasie tej uroczystości?

Ludzie się już naczekali

Szukałam komentarza u znajomych z kręgów watykańskich, bo w Watykanie także zostały odłożone wszystkie uroczystości tego typu. Dawny pracownik Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych był jednak zdziwiony decyzją z Warszawy, bo uważał, że w kraju ta wyczekana uroczystość z niewielką nawet liczbą uczestników – ale nagłośniona i transmitowana przez media – przyniosłaby wiele dobrego, ludziom, Kościołowi i Polsce.
Kardynał Wyszyński (z lewej) na audiencji w Watykanie u nowego u papieża Jana XXIII w listopadzie 1958 roku. Fot. PAP/CAF
Z kolei związany kiedyś z Prymasem Tysiąclecia starszy już człowiek przypomniał, że akurat kardynał Wyszyński zawsze uważał, iż w kraju to prymas jest od rozmów z władzami, a nie politycy watykańscy (i tak też postępował). – Po co więc było oglądać się na urzędników z Watykanu – mówił starszy pan – zamiast zwrócić się do papieża o ustanowienie tu, na miejscu legata papieskiego do przeprowadzenia uroczystości.

Dla wszystkich było jasne, że w okolicznościach pandemii nie byłaby to uroczystość na skalę, jaką sobie wymarzyli ci wszyscy, którzy na beatyfikację Prymasa Tysiąclecia czekają od lat.

Opowiadał mi jego ostatni kapelan, ksiądz prałat Bronisław Piasecki, że od razu po śmierci prymasa – 28 maja 1981 – zaczęły nadchodzić od wiernych prośby o jego kanonizację, zbiorowe i indywidualne. W 1983 roku ks. Piasecki został proboszczem w stołecznym kościele Najświętszego Zbawiciela i – jak pisze we wstępie do pierwszego wydania niezwykłej książki, wspomnień o kardynale Stefanie Wyszyńskim „Czas nigdy go nie oddali” – we wrześniu 1983 roku, w 30. rocznicę aresztowania prymasa Wyszyńskiego, rozpoczęły się w [ tym] kościele wieczory modlitwy o beatyfikację kardynała Stefana Wyszyńskiego. Spotkania odbywają się 28 każdego miesiąca w czasie wieczornej Mszy Świętej”.

Prymas, który przelicytował komunistów

Kardynał Stefan Wyszyński postawił na „katolicyzm ludowy”.

zobacz więcej
Nie muszę dodawać, że modlitwy trwają nadal, a w zaistniałej sytuacji są wręcz niezbędne.

Kiedy Konferencja Episkopatu podjęła decyzję, aby zwrócić się do Watykanu o zgodę na rozpoczęcie prac przygotowawczych do procesu beatyfikacyjnego, ksiądz Piasecki od kilku lat już był „u Zbawiciela” i we własnym zakresie takie prace prowadził. Toteż w 1988 roku został wicepostulatorem tego procesu na szczeblu diecezjalnym. Jak opowiada, zakres działań był ogromny, bo żyło jeszcze wielu świadków życia Stefana Wyszyńskiego: od koleżanki z klasy aż po biskupów pomocniczych z Gniezna. Na świadków w procesie beatyfikacyjnym wybrano 89 osób. W 2001 roku akta zostały przekazane do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Jak widać z tego pobieżnego i skróconego opisu, sprawa zaczęła się naprawdę dawno i ludzie, którzy jej towarzyszyli od początku, rzeczywiście się naczekali.

A jest ich niemało: współpracowników, którzy pamiętają prymasa z lat codziennej zażyłości; księży, których wyświęcał i biskupów, których konsekrował. Nie mówiąc o zwyczajnych ludziach, którzy mieli z nim osobisty kontakt, raz czy kilka razy w życiu, jak ówcześni studenci z duszpasterstw akademickich, którzy chodzili do prymasa na opłatek i śpiewanie kolęd. I o rzeszach tych, którzy nigdy w życiu go nie widzieli „na żywo”, ale wierzą w świętych obcowanie.

Wiernym nie chodzi o surmy i fanfary

Nie byłaby to może uroczystość na miarę ich marzeń – ale by była! Bo nie czekali oni na surmy i fanfary, na wyrafinowane artystycznie dekoracje na ołtarzu i koncertowe chóry – ale na nowego świętego, który już na zawsze będzie elementem naszej narodowej tożsamości.

Ci ludzie w licznych rozmowach nie kryją, że nawet najskromniejsza uroczystość – transmitowana przez telewizje czy internet – byłaby dla nich i, jak sądzą, zwłaszcza dla wszystkich osaczonych przez pandemię, nieporównanie ważniejsza niż pełna blasków i splendorów ceremonia, która odbędzie się nie wiadomo, kiedy.
Jest wielka rzesza osób, które pragną uroczystości beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia bezpośrednio uczestniczyć – podkreśla kardynał Kazimierz Nycz. Fot. PAP/Leszek Szymański
– Czas jest teraz opatrznościowy – mówiła mi młodziutka dziennikarka na urlopie macierzyńskim z pierwszym dzieckiem, przez pandemię odizolowana niejako podwójnie. – Czekałam z utęsknieniem na beatyfikację przekonana, że Pan Bóg nie bez powodu dał nam ją właśnie w takim czasie. Wszystko dzieje się przecież „tu i teraz” i to był dla mnie znak czasu – jego czas odosobnienia tożsamy z naszym czasem i nasza radość z powodu jego święta w tym trudnym czasie.

Choć kardynała Wyszyńskiego poznała ona wyłącznie z jego książek oraz książek o nim, jest przekonana, że prymas nie miałby nikomu za złe, że nie ma wielkiej fety. To samo mówią starzy ludzie, którzy znali go osobiście. I zadają gorzkie pytanie: Chodzi o świętego czy o „imprezę”?

W dodatku – to podkreśla wiele osób, zarówno świeckich, jak i duchownych – skoro czynne są już centra handlowe, ruszają kawiarnie i usługi, planowane są dalsze etapy znoszenia ograniczeń w kontaktach społecznych włącznie z zajęciami w szkołach wyższych, to dlaczego nie można pomyśleć o jak najbliższym możliwym – lipcowym, sierpniowym czy wrześniowym – terminie beatyfikacji?

„Wujek” w kajaku, prymas w Tatrach i co jeszcze? Jak nie ucukrować „świętej historii”

Każda rzecz po Janie Pawle II i prymasie Wyszyńskim ma szansę stać się jeśli nie relikwią, to pamiątką narodową.

zobacz więcej
Kardynał Kazimierz Nycz zarówno podczas briefingu, kiedy ogłosił decyzję o przełożeniu uroczystości, jak i w obszernym wywiadzie na ten temat udzielonym Stacji7 sporo mówił o swoim dylemacie.

„Osoba Prymasa, jego wielkość i powszechna znajomość w pokoleniu średnim i starszym jest tak duża, że wierni mają prawo – a również i on sam w swojej świętości – do tego, żeby udział w beatyfikacji był dla każdego dostępny, dotyczy to również osób z zagranicy, bo z osobą takiego pokroju mamy do czynienia. Pamiętajmy, że jest wielka rzesza osób, które po prostu pragną w tej uroczystości bezpośrednio uczestniczyć” – podkreślał.

Można jednak powiedzieć, że tak samo wielka jest rzesza osób, które po prostu pragną, by ta uroczystość już się odbyła, by beatyfikacja stała się faktem. Bo wbrew temu, co usłyszeliśmy na briefingu, prymas Stefan Wyszyński wciąż nie jest błogosławionym Kościoła katolickiego. Ten tytuł jeszcze mu nie przysługuje.

A może to błąd?

Dlaczego nie było z tego powodu żadnego szumu i zgiełku? Przecież prymas kardynał Stefan Wyszyński to osoba wyjątkowa, powszechnie znana, obecna w wielu dyskusjach i podręcznikach, zgoła nie tylko katolickich.

Wszystko to prawda, ale historykom, politologom czy dziennikarzom beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego nie jest do niczego potrzebna. Stefan Wyszyński już dawno ma swoje miejsce w historii. Jako przywódca Kościoła katolickiego Polsce w najtrudniejszych latach PRL-u, dla wielu jest mężem stanu, dla pogrobowców komunizmu – zatwardziałym jego przeciwnikiem i przez to działającym jakoby na szkodę interesu tejże PRL.

Stefan Wyszyński jest – i długo jeszcze będzie – tematem rozważań, badań i artykułów naukowych czy popularno-naukowych, niezależnie od swojej beatyfikacji. Toteż ze strony historyków, analityków i komentatorów nie popłynął żaden okrzyk zdziwienia, rozczarowania czy żalu. A to oni napędzają media.
Abp Fulton Sheen, człowiek niezłomnej wiary, ewangelizator, osobowość telewizyjna. Program „Life is Worth Living” („Warto żyć”) przyniósł mu nagrodę Emmy. Fot. Getty Images
Trudno zaś oczekiwać protestu, dyskusji czy choćby głośnego zdumienia ze strony uczciwych duchownych czy zaangażowanych w życie Kościoła świeckich, którzy w milczeniu i z pokorą przyjmują zarządzenia hierarchów. Co nie znaczy, że przyjmują bez żalu. A nawet ukrytych obaw, że to może być błąd.

Niepokojący precedens abp. Sheena

Na zakończenie więc wypada wspomnieć o tych obawach, których nikt głośno nie nazywa, ale które kryją się w półsłówkach i niedopowiedzeniach.

Dlaczego odłożenie beatyfikacji musi być bezterminowe? Skoro kardynał Nycz wspomniał podczas briefingu nawet o roku 2022 (!), to można sobie wyobrazić różne inne przeszkody, które mogą się pojawić. Wszak i za życia prymasa Wyszyńskiego byli wśród katolików tacy, którzy słali na niego donosy do Watykanu – przypominają ci, którzy martwią się odłożeniem beatyfikacji – więc może i teraz przyjdzie do głowy ich następcom skorzystać z odłożonej uroczystości i mieszać w watykańskich papierach?

Czy nie mamy – mówią – przykładu amerykańskiego arcybiskupa Fultona Sheena?

Stał się wyrzutem sumienia polskich biskupów. Niemiec, który bronił prymasa

Kardynał Stefan Wyszyński wspominał, że w chwili próby nie opuścił go tylko Niemiec oraz pies, który ugryzł jednego z ubeków.

zobacz więcej
Abp Fulton Sheen (1895–1979) pracował w Nowym Jorku, od lat 30. XX wieku miał audycję w radiu, a od 1951 roku program telewizyjny „Life is Worth Living” („Warto żyć”), który przyniósł mu nagrodę Emmy dla najwybitniejszej osobowości telewizyjnej – a program był ewangelizacyjny! Dzięki niemu nawróciło się wiele, także bardzo znanych osób, również amerykańskich komunistów.

Przede wszystkim jednak abp Fulton Sheen był człowiekiem niezłomnej wiary i nieugiętych zasad moralnych, dlatego dziś jest wzorem i punktem odniesienia dla katolików, którzy nie godzą się na „nowe standardy moralne”.

Jego beatyfikacja była zapowiadana na 21 grudnia 2019 roku i została, wprawdzie bez pandemii, ale jednak odłożona. Bez podania powodów. Trudno więc nie zadawać pytań o odłożoną beatyfikację prymasa Stefana Wyszyńskiego.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Kardynał Stefan Wyszyński
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pomagają czy szkodzą? WHO na cenzurowanym
Szef WHO w ruchu marksistowsko-leninowskim w Etiopii reprezentował radykalne skrzydło wyznawców dyktatora Albanii Envera Hoxhy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Choćby dusza była jak trup…
Publikujemy ostatnią modlitwę Jana Pawła II. Papież już nie zdążył jej odmówić.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Igrzyska, których nie było, kosztowały ponad 5 mld dolarów
Wygląda na to, że nie da się przeprowadzić olimpiady bez prokuratora oraz zespołu śledczego.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bomba jądrowa dla Polski? Obawia się Berlin, wścieka się Moskwa
Broń masowego rażenia nie tylko dla supermocarstw.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kobiety w polityce. Komu są potrzebne? I po co?
Nie w każdej damie kandydującej na prezydenta kryje się nowa Margaret Thatcher.