Rozmowy

Pocztówka do Madzi Karwowskiej. Anna Seniuk wspomina „Czterdziestolatka” po 45 latach

Mój partner powiedział: „Przeżyliśmy rzekomy romans za całkiem niezłe pieniądze i, jak przystało na rozsądną parę, każde z nas udało się w swoim kierunku” – opowiada serialowa żona inżyniera Stefana Karwowskiego. I wcale nie ma na myśli Andrzeja Kopiczyńskiego.

TYGODNIK TVP: „Czterdziestolatek” ma już 45 lat. Premierowy odcinek serialu w reżyserii Jerzego Gruzy TVP wyemitowała 16 maja 1975 roku.

ANNA SENIUK: Dla mnie to jest pogodne wspomnienie. Nie często zdarza się, że wszystkie elementy potrzebne do stworzenia dzieła tak współgrają – znakomity scenariusz, świetna ekipa, niekonfliktowa obsada i reżyser, który nad tym wszystkim panuje w sposób dyskretny i z poczuciem humoru. Dlatego uśmiecham się wspominając ten czas, tym bardziej, że ta praca miała wartość nie tylko dla mnie, ale mam nadzieję i dla widzów.

To znaczy?

Jedni oglądają ten serial z sentymentem, inni z ciekawości, czasem z miłości do ukochanych aktorów a jeszcze inni – a mam tu na myśli już trzecie pokolenie fanów – ze zdumieniem, że żyliśmy w tak dziwacznych czasach, gdzie podstawowym słowem i motorem egzystencji było tajemnicze zaklęcie „załatwić”. „A nie mogliście po prostu kupić, zamiast załatwiać?” – pytają młodzi widzowie (śmiech). A powiedzenia jak „jestem kobieta pracująca”, „dół do góry, góra do dołu” krążą do dziś.

W serialu gra pani Magdę Karwowską, żonę głównego bohatera. Jak pracowała pani nad tą postacią?

Postać rozwijała się w miarę grania. W pierwszych odcinkach jej rola sprowadzała się głównie do okrzyku: „Jezus Maria” w różnych konfiguracjach. Kiedy wyczerpałam już wszystkie możliwości interpretacji tych słów, poprosiłam, aby dano mi szansę wzbogacić nieco słownictwo Madzi Karwowskiej. I tak powstał odcinek „Pocztówka ze Spitzbergenu, czyli oczarowanie”.
„Oczarowanie” zagrałam z moim kolega ze studiów Jankiem Nowickim. Z radością spotkaliśmy się po latach na planie. O tym naszym spotkaniu Janek później napisał: „Przeżyliśmy rzekomy romans za całkiem niezłe pieniądze i, jak przystało na rozsądną parę, każde z nas udało się w swoim kierunku”. Po latach znów spotkaliśmy się na planie jako para podstarzałych amantów w serialu „Egzamin z życia”.

Z odcinkiem, w którym zagrała pani razem z Janem Nowickim wiąże się pewna anegdota…

Tak. I muszę się z wstydem do czegoś przyznać. Po emisji serialu dostałam – a właściwie nie ja, tylko Madzia Karwowska – kartkę ze Spitzbergenu od przebywających tam naukowców, z pieczątką stacji, pozdrowienia od wszystkich, którzy tam wtedy pracowali. Nie odpisałam, bo zawieruszył mi się ten list, ale po latach znalazłam go i tą drogą wszystkim, którzy mi go przysłali serdecznie dziękuję i pozdrawiam z… Warszawy!

Pozdrawiam też dwuosobowy fanklub „Czterdziestolatka” – Błażeja i Łukasza z Gorzowa, którzy jeżdżą po całej Polsce śladami naszych bohaterów, opiekują się grobem Andrzeja Kopiczyńskiego i Ireny Kwiatkowskiej oraz Zdzisława Maklakiewicza. Fotografują się we wszystkich miejscach, w których kręcony był serial. To miłe. Od nich też dostaję kartki zaadresowane do „Madzi Karwowskiej z domu Sławek”, które o dziwo do mnie dochodzą. Błażeju, Łukaszu serdecznie was pozdrawiam!

Było coś, co było dla pani wyzwaniem w graniu tej postaci?

Tak, większość scen graliśmy we wnętrzach, a konkretnie w naszym filmowym M3. Musieliśmy, więc wymyślać różne sytuacje, by nie ograniczać naszych działań w domu tylko do wycierania talerzy i picia herbaty. Ale przecież najważniejsze w tym wszystkim były dialogi, które tak naprawdę nie potrzebowały specjalnej inscenizacji. Każdy odcinek był osobną perełką.

Jak się pracowało z Jerzym Gruzą. Doradzał? Narzucał swoje zdanie?

Kronikarz epok Gomułki i Gierka, mistrz widowiska. Jerzy Gruza i jego telewizja

Wydawał mi się wieczny. A powinienem mieć świadomość, że w tych fantazyjnych szalikach, kapeluszach, nonszalanckich strojach, wiecznym być nie może.

zobacz więcej
Nie, nie krzyczał na nas. Wchodził na plan ze znanym nam charakterystycznym poczuciem humoru. Dzięki temu, mogliśmy bezkonfliktowo realizować swoje, jak i reżyserskie pomysły.

A jak się sprawowały serialowe dzieci?

Cudownie! Do dziś mamy ze sobą kontakt, a zwyczaj mówienia do mnie „mamo” pozostał, mimo, że Mareczek jest już architektem, a Jagoda wykłada na Uniwersytecie Warszawskim.

Z serialowym mężem, czyli Andrzejem Kopiczyńskim od razu znaleźliście nić porozumienia, czy trzeba było dłuższej chwili zanim się dotarliście?

To był idealny mąż. Przez te wszystkie lata ani razu nie pokłóciliśmy się, czego nie można powiedzieć o naszych prywatnych związkach (śmiech). Andrzej był zawsze spokojnym, kulturalnym, o wyjątkowym poczuciu humoru człowiekiem. Od pierwszego klapsa dogadywaliśmy się bez problemu. Nawet po tym, jak skończyliśmy zdjęcia do serialu, mówiliśmy do siebie „mężu”, „żono”. Zaprzyjaźniliśmy się.

W „kobietę pracującą” w serialu wcielała się Irena Kwiatkowska. Czuła pani tremę przed bardziej doświadczoną koleżanką?

To była dla mnie maestra, mistrzyni w każdym calu. Pamiętam, że któregoś dnia w scenie z panią Ireną zapomniałam swojej kwestii. Pani Irena szybko mi ją podpowiedziała. Okazało się, że znała nie tylko swój tekst, ale i tekst partnera. W kabarecie Dudek dzieliłyśmy razem garderobę i bardzo miło wspominam ten czas.

Udzielała pani rad?

Pamiętam jedną z nich – kiedyś musiałam odmówić przyjęcia pewnej dobrej roli i bardzo to przeżywałam. Wtedy pani Irena powiedziała: „Nie myśl o tym, co straciłaś, gdybym ja żałowała tego, czego odmówiłam, nie mogłabym uprawiać tego zawodu. Idź dalej i nie oglądaj się za siebie”. Staram się stosować do tej mądrej rady.
Andrzej Kopiczyński i Anna Seniuk w 2014 roku. Fot. TVP/Jan Bogacz
Jak otrzymała pani rolę Magdy?

Brałam udział w zdjęciach próbnych wraz z innymi aktorkami. Konkurencja była dosyć spora. Pamiętam, że gdy dowiedziałam się, że wygrałam ten casting, dyrektor teatru, w którym wówczas pracowałam, nie chciał mnie zwolnić z powodu prób do najbliższej premiery. Pożegnałam się, więc z filmową ekipą z żalem, że nie wezmę udziału w tym projekcie.

Tymczasem plany w teatrze się zmieniły i mogłam spokojnie do serialu wrócić. Było mi miło, bo Jerzy Gruza i Andrzej Kopiczyński, bardzo się z tego ucieszyli, zresztą ja też, bo z Andrzejem grałam już wcześniej w Teatrze Telewizji. To był ten łut szczęścia, który mi się przydarzył.

Serial przyniósł pani popularność. Da się ją znieść?

Czasem taksówkarz zdziwi się na mój widok i zapyta, czy naprawdę jeszcze żyję, bo mnie dawno nie było w telewizji, a w urzędzie młoda urzędniczka, gdy odpowiadam na pytanie, że jestem aktorką, patrzy na mnie z niedowierzaniem.

Dlaczego według pani ten serial do dziś jest tak popularny? Nawet w czasach pandemii scena monologu kobiety pracującej o placku ze śliwkami, który pozytywnie nastraja rodzinę albo choroby inżyniera Karwowskiego pojawił się w ogólnym obiegu i sprawiał, że ludzie się uśmiechali.

Dlaczego? Bo jest to po prostu znakomity scenariusz, dobrze zagrany i co najważniejsze nie zestarzał się. Wiele relacji między bohaterami to codzienne bardzo ludzkie problemy. W wielu przypadkach widz może się z bohaterami utożsamić. Ponadto serial zyskał nową wartość – jest dokumentem epoki, którą niektórzy wspominają z łezką w oku inni z ulgą, że minęła a ja… z uśmiechem.

– rozmawiała Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

odc. 1 – Toast, czyli bliżej niż dalej
Zdjęcie główne: Fot. TVP/East News/Zygmunt Januszewski
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Bóg błogosławiący Ameryce nie ma nic wspólnego z Chrystusem
„Pokolenie Jana Pawła II” w USA oznacza odnowę ich katolicyzmu i falę powołań duchownych z lat 80. i 90. XX wieku.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Babcia, która śpiewa reggae
Celińska: Czas do spotkania z tymi, którzy odeszli, nie jest długi, a stanie się to gdzieś, gdzie będzie raj.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Tysiące ton broni chemicznej i paliw leżą w Bałtyku. Niebawem...
Ryby żerujące przy dnie, np. flądra czy dorsz, są narażone na oddziaływanie związków uwalnianych ze składowisk toksyn.
Rozmowy wydanie 17.07.2020 – 24.07.2020
Nie traktujmy psa jak człowieka
Według animalistów, człowiek przyszłości winien stworzyć ze zwierzętami swoistą wspólnotę obywatelską.
Rozmowy wydanie 10.07.2020 – 17.07.2020
Meblościanka lub fotel 366. Ikony PRL-u znikają ze śmietników
Dlaczego znowu chcemy je mieć? Choć kilka dekad temu ludzie byli i chudsi, i ponoć o 11 proc. niżsi, więc i meble były bardziej filigranowe.