Cywilizacja

Jak dogadać się z E.T.? Czy milenialsów przekona płacz na Facebooku?

Opracowane w Ameryce czy Europie Zachodniej modele kolejnych generacji Y i Z trudno dopasować do sytuacji w Polsce. U nas te pokolenia dorastały w zupełnie innych warunkach niż tam, mają inne marzenia i inny sposób życia.

Podejmowane przez polityków próby porozumiewania się z młodym elektoratem mogą wydawać się śmieszne, podobnie zresztą jak niektóre zachowania tego pokolenia. Jednak wymuszone płacze kandydatów, komiksowo przerysowane uczucia, złość, smutek czy radość to – jak zauważył szef Fundacji Republikańskiej Marek Wróbel – nie błędy, lecz celowa strategia, oparta na zachodnich doświadczeniach. Ale czy może być skuteczna także w Polsce?

Ci ludzie są inni

Młodzi dla starszych są trochę jak przybyły z kosmosu E.T., i to na samym początku filmu. Trzeba włożyć wiele pracy, aby to młodsze pokolenie rozgryźć. Anegdot o tym, jak trudno się nawzajem zrozumieć, jest masa:
Protest przeciw ACTA 2 w Krakowie w marcu 2019. Fot. Beata Zawrzel/NurPhoto via Getty Images
● Wydawałoby się, że za tę pracę w dużej instytucji finansowej większość studentów kierunków ekonomicznych dałaby się pokrajać. Nowoprzybyła absolwentka początkowo sprawnie sobie radzi, jest nieźle przygotowana merytorycznie, ale w pewnym momencie, w środku dnia pracy stwierdza: „muszę odpocząć” i nie zważając na obecność przełożonych kładzie się na stojącą w biurze sofę i zapada w poobiednią drzemkę.

● Młody pracownik call-center ma awansować na menedżera. Niestety, spóźnia się na kluczową rozmowę. Zapytany na drugi dzień, co się stało, odpowiada ze łzami w oczach i rozbrajającą uczciwością, że oglądał seriale do rana i zaspał.

● Niżej podpisany prowadzi zajęcia ze studentami on-line, jak to w czasach koronuwirusa. Rozmawiamy ze sobą, ale mają włączone tylko mikrofony. W pewnym momencie jeden z nich, grzeczny i pilny student prosi: – Przepraszam, mógłby pan powtórzyć? Jestem na spacerze z psem.

Kazik Staszewski śpiewał „to co najbardziej mnie wk… u młodzieży, to to, że już więcej do niej nie należę”. Gołym okiem widać, że ci ludzie są inni. Jak do nich trafić, jak sprzedać im produkty, czy – na przykład – kandydata na prezydenta?

Homeland Generation

W USA milenialsi to dziś potęga. W tym roku stali się główną siłą demograficzną. Szybko stają się także dominującą siłą finansową i będą coraz mocniejsi – uwzględniając, że za Oceanem tę generację określa się jako urodzonych między rokiem 1980 a 1997.

Ukształtował ich rosnący dobrobyt, bezpieczeństwo finansowe, brak globalnych zagrożeń z lat 90. I, co najważniejsze, skok technologiczny.

Są pewni siebie, chcą robić rzeczy, które ich interesują, lubią rozrywkę. Wartości i religia to raczej nie ich domena. Realizują się w grupach. Młodsi w internetowych, starsi bardziej cenią bezpośredni kontakt. Z kontaktów w tych grupach czerpią zainteresowania, język, system etyczny. Grupy są dla nich ważniejsze niż ich codzienne otoczenie.

Milenialsom po piętach depcze pokolenie Z – urodzone w XXI wieku. Jest bardziej konserwatywne, rzadziej ma kontakt z narkotykami, jest w nim mniej niechcianych ciąż. Gdy rodziło się, świat właśnie dowiedział się, że ład globalny i wieże WTC nie są wieczne. A potem historia znowu przyspieszyła.

W 2005 roku, gdy szukano nazwy dla tej generacji rozważano określenie „Homeland Generation” – od Department of Homeland Security, nazwy instytucji stworzonej do walki z terroryzmem w USA. Pokolenie Z jakby było bardziej przygotowane na dzisiejsze czasy, szuka wartości, jest pilniejsze, dba o przyszłość, stara się zabezpieczać. Nie zachłystuje się infotechnologią, bo w niej wyrosło, ale raczej jest jej ofiarą – miewa kłopoty w bezpośrednich relacjach. Jest też ostrożniejsze niż milenialsi.

Pokaż mi swój PESEL, a powiem Ci kim jesteś! Sprawdź, do jakiego należysz pokolenia

O czym marzyłeś, kto był Twoim idolem, jakiemu sportowcowi kibicowałeś, na jakim filmie byłeś 10 razy? Kamienie milowe kolejnych generacji Polaków.

zobacz więcej
Każda grupa jak widać ma swoje atuty. Dzisiejszym światem będą rządzić za chwilę i to przez dłuższy czas zapewne milenialsi – generacja Marka Zuckerberga (ur. 1984 r.) się umocni i odbierze władzę generacjom Billa Gatesa (ur. 1955) i Elona Muska (ur. 1971).

Ale czy wszystko to przekłada się na polskie realia? Śmiem twierdzić, że tylko częściowo.

Spóźnieni milenialsi

A to dlatego, że my mamy nieco innych milenialsów. Przede wszystkim można zapomnieć o roku 1980 jako początku tej generacji. Ludzie urodzeni na początku lat 80. nie wychowywali się w stereofonicznym i hipotecznym dobrobycie made in USA i made in Japan sprzed trzech dekad. Dorastali w nadwiślańskich latach 90. kiedy Polską szarpały niepokoje społeczne i gospodarcze, zaś poczucie bezpieczeństwa było oceniane często jako niższe niż w stanie wojennym.

Stabilizacja i pewność jutra pojawiły się dopiero w drugim tysiącleciu wraz z wejściem w struktury europejskie, ale i to szybko się skończyło wraz z tsunami bezrobocia wśród młodych, które pokaźną część generacji skazała na zagraniczną tułaczkę. Badania wskazywały, że naszych milenialsów hartowały, ale też przerażały kredyty frankowe, a w ich świadomości bardzo mocno utkwiły medialne echa afery Amber Gold, odbierające zaufanie do otaczającego ich świata.

Dopiero odnowienie państwa i wzrost gospodarczy po 2015 roku zaczęły rodzić powszechne poczucie dobrobytu. Na swój sposób więc polscy milenialsi (nazywani też „generacją Y”) i pokolenie Z zamieniły się miejscami w stosunku do tego, jak jest na Zachodzie. Potwierdza to raport firmy Deloitte z 2019 roku, w którym napisano: „Na jednym krańcu znajdują się starsi przedstawiciele pokolenia Y, którzy wchodzili na rynek pracy w czasie, gdy kryzys nabierał rozpędu. Na drugim — przedstawiciele pokolenia Z, z których wielu przeżyło połowę swojego życia w pokryzysowej rzeczywistości”.

Co więc z polską generacją Z? Ta dopiero w gruncie rzeczy nabiera kształtu wraz z pandemią, która brutalnie wdarła się w nasze jakże istotne spory o klimat, ACTA2, albo metody walki z kornikiem drukarzem.

Niedawno hiszpański dziennik „El Mundo” pisał o tym, że do pandemii najlepiej mentalnie przygotowani są najmłodsi Hiszpanie. Są trochę jak tak zwani „preppersi” – ludzie całe życie szykujący się na kataklizm lub wojnę, gromadzący żywność, wytrenowani, uzbrojeni.
Polscy milenalsi przeżyli doświadczenie niespokojnych lat 90. i zjawisk takich jak Jarmark Europa czyli bazar na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, rok 1997. For. PAP/Longin Wawrynkiewicz
Tak jest z generacją młodych iberyjczyków, którzy załapali się na zamachy terrorystyczne, bezrobocie, separatyzmy. W Polsce ich rówieśnicy w tym czasie pławili się w rekordowym nad Wisłą dobrobycie i o mało co nie zostali świadkami bodajże pierwszej w naszej historii równowagi budżetowej. A od karczemnych awantur politycznych uciekali w świat socialmediów, kultury, sportu, zainteresowań.

Różne światy, mniej konfliktów

Także skok technologiczny nad Wisłą wyglądał u nas inaczej. Z wielkim opóźnieniem. Amerykańscy, a potem zachodni odbiorcy już w latach 80. korzystali z ogromnego wyboru mediów, telewizji satelitarnej, kablowej, dopiero potem internetu. Powodowało to szybsze rozmywanie się niektórych elementów tradycyjnego kodu kulturowego. Przede wszystkim jego spójności.

W Polsce do końca lat 80. całe społeczeństwo było skazane na jedną telewizję. Mogło się kłócić o jej przekaz, ale żyło tą samą agendą. Potem ta oferta też się wcale tak szybko nie rozszerzała, bo dwie prywatne telewizje i jedna publiczna nie różniły się zanadto od siebie. Dopiero Facebook i jego następcy spowodowali rewolucję. O ile przypominam sobie grupę studentów dziennikarstwa, moich koleżanek i kolegów z lat 1997-2002 to mogła się ona spierać, ale wiedzę czerpała ze zbliżonych źródeł. Miała wspólne tematy.

Dziś grupa studentów jest zatomizowana, bo żyje w innych światach zamkniętych w grupach społecznościowych. Mniej się konfliktuje, bo i pól konfliktu mniej. Pochodzi z różnych aeropagów. Ale o grupie trzydziesto– czy czterdziestoparolatków już niekoniecznie można powiedzieć to samo. Zresztą nie tylko w Polsce.

Niedawne badanie instytutu Capgemini przeprowadzone przede wszystkim wśród mieszkańców państw wysokorozwiniętych wykazało, że „wykluczenie internetowe” występuje najczęściej wśród… starszych milenialsów. Jak widać w przypadku globalnych procesów społecznych metki i definicje są nader nieprecyzyjne, a pomiary niedokładne.

Przytulanie konstytucji

„Zarówno zdobyta wiedza, jak i zebrane doświadczenia są prawdziwe, lecz rzeczywistość przyjmuje tak wiele form i kształtów, że pozostaje tajemnicą” – uczy chińska filozofia taoizmu. To precyzyjnie charakteryzuje problem, z którym borykają się twórcy kampanii marketingowych i politycznych kierowanych do omawianych tu grup pokoleniowych. Szczególnie, że w Polsce nie sposób wyznaczyć granicy między generacjami, a w dodatku ich reakcje mogą być o sto procent odmienne.

Ogłupia, wywołuje smutek, agresję i bezsenność. Smartfon jak narkotyk

Nie każdy nastolatek w depresji korzysta nadmiernie z mediów, natomiast u tych korzystających odsetek depresji jest wyższy.

zobacz więcej
Łzy i „przytulanie konstytucji” przez starszego milenialsa rozbawią do rozpuku, a młodego „zeta”, wrażliwego, ale mniej wyczulonego na cynizm, nienauczonego dobrze zwykłych interakcji, poruszą. Instarelacja [dzielenie się z swoim codziennym życiem na Instragramie – red.] z „młodą lekarką”, która będzie głosować, bo ją mama przekonała, to też już oczywiste odwołanie się do ceniących relacje rodzinne „Zetów”. I – jak wskazuje popularność – udane.

Ale czy takie kampanie mogą dziś zmienić generalny układ w życiu publicznym? Mam wątpliwości. Ze względu na liczbę niewiadomych to raczej badanie placu bojem. Nieuniknione w takim przypadku błędy obciążą obecnych kandydatów, być może ich trwale „spalą”, co bywa częste w przypadku wyborów prezydenckich. Skorzystać za to mogą ci, którzy stoją za nimi, wyciągając wnioski na przyszłość.

Nie tylko jednak oni. Także my, nieco starsi – bo lepiej poznamy młodych Polaków, z którymi musimy nauczyć się rozmawiać, jeśli chcemy przetrwać.

– Wiktor Świetlik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Cardiff w Walii, 2 maja 2018. Fot. Matthew Horwood/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pomagają czy szkodzą? WHO na cenzurowanym
Szef WHO w ruchu marksistowsko-leninowskim w Etiopii reprezentował radykalne skrzydło wyznawców dyktatora Albanii Envera Hoxhy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Choćby dusza była jak trup…
Publikujemy ostatnią modlitwę Jana Pawła II. Papież już nie zdążył jej odmówić.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Igrzyska, których nie było, kosztowały ponad 5 mld dolarów
Wygląda na to, że nie da się przeprowadzić olimpiady bez prokuratora oraz zespołu śledczego.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bomba jądrowa dla Polski? Obawia się Berlin, wścieka się Moskwa
Broń masowego rażenia nie tylko dla supermocarstw.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kobiety w polityce. Komu są potrzebne? I po co?
Nie w każdej damie kandydującej na prezydenta kryje się nowa Margaret Thatcher.