Historia

Kobiety wyzwoliły się z jedwabiu, małolaty – z garniturów. Co kryzysy dają modzie?

Od lat 70. na dżinsach łapę kładą projektanci. Nastaje indygo obłęd. Kamizelki, kurtki, torby, czapki, szorty. Najsłynniejsze marki ścigają się w pogoni za bogatą klientelę. Bogatą, bo logo na niebieskim tle zaczyna odgrywać rolę i znajdować odzwierciedlenie w cenie.

Jak z horroru albo sex shopu. Moda czasów epidemii

Górę nad praktycyzmem wzięła kokieteria i – swoisty snobizm. A skoro jest popyt, rośnie podaż. Ceny też szybują …

zobacz więcej
Potrzeba jest matką wynalazku – to znane przysłowie, i to w różnych językach. Jednak każdemu wynalazkowi, obojętnie z jakiej dziedziny, trzeba nadać formę. Wtedy do gry wchodzą rozmaite dodatkowe aspekty: łatwość użytkowania, dostępność rynkowa i cenowa, wreszcie – estetyka obiektu.

Każdy przedmiot, od rakiety do durszlaka, w pewnym momencie osiąga swe apogeum – doskonałe połączenie celu i wyglądu. Owa bezbłędność ma jedną wadę: wyklucza warianty, tym samym pozbawia ludzkość przyjemności eksperymentowania.

Toteż w momencie osiągnięcia mistrzostwa każdy człowieczy utwór skazany jest na reinterpretacje, które nic nie wnoszą do użytkowej strony wynalazku, za to dużo – do jego rynkowej wartości. Dotyczy to zarówno tworów przemysłowych, przedmiotów współtworzących ludzką codzienność, jak kreacji artystycznych.

Wystarczy przypatrzeć się choćby… lampie. Obiekt dający sztuczne światło ma miliony wcieleń, choć z tej mnogości można wybrać kilka optymalnych, idealnych pod względem rozwiązań technicznych i wyglądu. A muzyczne covery? A filmowe remakes? A mody retro?

No właśnie – mało kto zastanawia się, co powodowało raptowne przemiany mody w pewnych momentach dziejowych, a co w odświeżonych odmianach nie jest niczym innym jak tylko marketingową zagrywką.

Pisałam niedawno o wywołanej chwilą i sytuacją wynalazczością w kategorii: maska antywirusowa. To swego rodzaju ekstremum. Z pewnością wraz z zanikiem zagrożenia zniknie z modowego firmamentu.

Są jednak takie elementy stroju, które, choć były reakcją na rozmaite kryzysy, ostały się i trwają, przechodząc z kategorii utylitaryzmu w rewiry snobizmu.

Dzień nylonu, dzień po

To wydarzyło się 15 maja, 80 lat temu. W Europie trwa II wojna światowa, bieda, niedobory wszystkiego, a zwłaszcza dóbr luksusowych. Ale kobiety nie chcą zrezygnować z atrakcyjnego wyglądu.
Mało którą stać na jedwabne pończochy ze szwem z tyłu, podobno dodających seksapilu nogom i ich właścicielkom. A nawet jeśli jakaś dama prezentuje kończyny dolne powleczone jedwabiem, to drży o nie (nie o nogi, lecz pończochy) jak o największy skarb. Wystarczy nieuwaga i…oczko! Tragedia, której ma zapobiec dbałość o pończochy, które zaleca się prać po jednym włożeniu i suszyć, okręcając wokół głowy.

Toteż zamiast tego ryzykownego i wrażliwego elementu bielizny panie decydują się na rozwiązanie zastępcze: malują sobie nogi na lekko opalony odcień.

W kobiecych pismach pojawiają się instrukcje, jak domowym sposobem wykonać taki „zabieg”; jak nakreślić linię imitującą szew; jak chronić ubranie przed zabrudzeniem; jakie stosować „utrwalacze”.

Nowe zastosowanie znajdują torebki z herbatą i brunatna zaprawa do sosów. Max Factor, czołowy „upiększasz” słabej płci tamtej epoki, wynalazł miksturę zwaną „stocking cream”, dającą iluzję jedwabnych pończoszek. Wykonaniem zajmowały się specjalistki zatrudnione w Leg Make-Up Bars, zainstalowanych w niektórych domach handlowych większych miast.

10 wynalazków, które pozostawiła po sobie II wojna światowa

Nylon, Fanta, Jeep, penicylina czy energetyka jądrowa? 75 lat po zakończeniu wielkiego konfliktu zbrojnego nadal są używane…

zobacz więcej
I nagle – boom! Firma DuPont, która już w 1935 roku stworzyła pierwszą fabrykę nylonu w amerykańskim mieście Seaford, trzy lata później opatentowała swój wynalazek – nylonowe pończochy. Już wtedy ruszyła ich sprzedaż w fabrycznym sklepie, jednak dopiero wprowadzenie nowego towaru do nowojorskich sklepów stało się prawdziwym przełomem.

15 maja 1940 roku na ulicach Nowego Jorku rozegrał się samoistny performance: kobiety zrzucały publicznie stare pończochy lub skarpety i zakładały nowo nabyte nylony. Już pierwszego dnia sprzedano około 780 tysięcy par, zaś pod koniec roku sprzedaż osiągnęła 64 miliony par.

To było wyzwolenie damskich nóg spod jarzma jedwabiu.

Drugi etap rewolucji nastąpił 20 lat później, kiedy wynaleziono rajstopy – kombinację pończoch z majtkami, uwalniającą kobiety od noszenia szerokich pasów z podwiązkami i troski o dopinanie „żabek”.

Rajstopy, także produkowane z syntetyków w niezliczonych wariantach kolorystycznych i deseniowych, stały się symbolem lat 60. XX wieku obok mini i plastikowych botków.
Kolorowe rajstopy i mini. Modelka "Vogue'a" z 1967 roku. Fot. Alexis Waldeck/Condé Nast via Getty Images
W ogóle tamta dekada ubierała ludzi płci obydwu w sztuczne tworzywa, których nazwy dziś już niemal nikt nie pamięta: elana, torlen, ortalion, non iron, pcv… To był znak nowoczesności, postępu i wiary, że ludzkość potrafi stworzyć zamienniki dla natury. No i że tak wyposażona zreprodukuje ziemskie życie gdzieś w kosmosie.

Bo na naszym globie fatalnie się dzieje: reaktor jest na wyciągnięcie ręki, a po grzybie atomowym to już nawet grzyb nie wyrośnie. Wizje typu „day after” służyły jako straszak – z jednej strony przed komunizmem, a z przeciwnej strony żelaznej kurtyny – przed imperialistycznym kapitalizmem. Zimnowojenny wyścig zbrojeń pogonił wyobraźnię i wynalazczość w kierunku gwiazd, a w modzie – ku tworzywom sztucznym.

W mocno udoskonalonych kombinacjach syntetyki trwają w tekstyliach do dziś – są trwałe, rozciągliwe i żaden mól się w nie nie wgryzie.

W pandemicznej sytuacji powrócił pewien detal mody sprzed ponad półwiecza: hełmy czy raczej przyłbice z przezroczystych plastików. Wtedy były to futurologiczne fantazje projektantów, dziś – praktyczna ochrona przed wirusem. A jak wiadomo, utylitaryzm wygrywa w trudnych czasach.

Depresja w denimie

Dowodem na to są także dżinsy. Te spodnie z trwałego materiału mają rodowód awanturniczo-robotniczy.

Jedna „przepowiedziała” śmierć Pollocka, druga wynalazła mini

Miały porządne wykształcenie, temperament i dobrze ustawionych mężów, ale sukces zawdzięczają sobie.

zobacz więcej
Najpierw o ich zaletach przekonali się marynarze, lecz upłynęło wiele dziesięcioleci, zanim rozpoczęła się ich wielka kariera. Rok 1850, bawarski emigrant Lee Levy Strauss robi niecodzienny użytek z tkaniny na namioty i plandeki: szyje robocze portki dla poszukiwaczy złota, jakich pełno w tym czasie w Ameryce, oraz górników i farmerów. Słowem, tworzy idealny strój dla mężczyzn pracujących fizycznie, którym daleka jest myśl o elegancji.

Ćwierć wieku później kieszenie tych praktycznych spodni wzmacniane są ćwiekami, a Levi Strauss rusza z masową produkcją dżinsów (1873). Oprócz kroju i materiału – bawełna o diagonalnym splocie, z białych i niebieskich nitek, pochodząca z francuskiego miasta Nîmes (de Nîmes, czyli denim) – doskonale sprawdzał się pigment indygo, pozyskiwany z liści indygowca.

Sukces przyszedł wraz z Wielkim Kryzysem. W latach 30. XX stulecia dżinsy stają się najpopularniejszym strojem zubożałych ludzi. Z męskich pośladków, opanowują też pupy i nogi niewieście. Nie dotyczy to kobiet z wyższych sfer, lecz nieakceptowanych w „towarzystwie” emancypantek i kobiet aspirujących do męskich zawodów.

Niespodziewanie, gorący sygnał nadchodzi z kina: bez dżinsów nie ma westernu! A skoro te „brutalne” portki zakładają modni gwiazdorzy, to nie trzeba długo czekać, by ten styl podchwyciły salony.

Nie da się ukryć, że aktorom do… twarzy w dżinsach. Wyglądają trochę jak paryscy apasze, z szykiem obnaszają błękitne denimy, nabijane ćwiekami pasy, wysokie boty, apaszki na szyjach i skórzane kapelusze.

15 maja 1935 roku amerykański „Vogue” prezentuje zdjęcia dwóch mieszkanek Manhattanu, ubranych jak kowbojki. Plus porady, jak nosić ten typ spodni. Oczywiście, dotyczy to młodzieży. Tej najodważniejszej.

Po wojnie sprawa wygląda inaczej. Amerykańscy żołnierze wciąż kręcący się po Europie poza służbą noszą denimy. Amerykańskie westerny wspinają się na światowy szczyt. Amerykańska muzyka opanowuje kluby, sceny, estradki.
Jeszcze chwila, a modę zaczynają dyktować małolaty, a w każdym razie uniezależniają się od standardów obowiązujących wśród „starych”. Lata 50. to dojrzewanie buntu „bez powodu”, jak głosi tytuł podziwianego powszechnie filmu z Jamesem Deanem w roli głównej. Do tego Elvis Presley śpiewa w sexy-dżinsach, i ach! Jak on śpiewa. I Marlon Brando pożąda w „Tramwaju zwanym pożądaniem”, i Marylin Monroe kłóci się z życiem – wszyscy w dżinsach.

Rewolucja nastolatków dojrzewa, a zaczyna się od wyglądu. Idole młodych noszą się jak kowboje, garnitur napełnia ich obrzydzeniem. I bum! Rok 1969, eksplozja stylu hipisowskiego, w wyposażeniu nieodzowne dżinsy z ręcznie wykonanymi ozdobami.


Z każdego kryzysu można wycisnąć kasę. Od lat 70. na dżinsach łapę kładą projektanci. Nastaje indygo obłęd. Tak samo noszą się dziewczyny i chłopcy. Od stóp do głów w błękicie. Kamizelki, kurtki, torby, czapki, szorty. Najsłynniejsze marki ścigają się w pogoni za bogatą klientelę. Bogatą, bo logo na niebieskim tle zaczyna odgrywać rolę i znajdować odzwierciedlenie w cenie.

Co symptomatyczne – jak zwykle po apogeum następuje spadek. Dekada 1990-2000 nie jest dla denimów przychylna. Owszem, wybucha skandalik z powodu Kate Moss w denimie sygnowanym Calvin Klein, ale erotyzm schodzi na plan dalszy wobec powszechnego podminowania. Blue przegrywa z bardziej agresywnym strojem. Spodnie bojówki w kolorze khaki lub dresy wypierają z rynku obcisłe niebieskości.

Nie na długo. Nie muszę podkreślać, że nadal noszą je wszyscy, niezależnie od wieku. Teraz, w czasach zdominowanych epidemią, wszelka modowa przesada zeszła na plan dalszy. Dżinsy przetrwały. Symbol kryzysu?

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Dla niego kelnerzy podsłuchiwali polityków. Najlepiej opłacany...
Kiedy zaczęły się obrady rządu, coś poruszyło się za kotarą. Odsunięto zasłonę i oczom zdumionych ministrów ukazał się…
Historia Poprzednie wydanie
Polskie Kresy wstępują do sowieckiego raju
Żeby był porządek na jeden mandat z okręgu był uzgodniony tylko jeden kandydat.
Historia Poprzednie wydanie
Mało biłam dzieci. Jeżeli je biłam, to tylko na polecenie
Zła, okrutna. Nigdy nie widziałam jej bez pejcza. Traciłyśmy przytomność – mówią jej ofiary.
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Wywiesiliśmy proporce z barwami narodowymi i godłem. Jak...
Hydroplan z czarnym napisem U.S. COAST GUARD zrzucił mały, płócienny woreczek zawierający krótką wiadomość: „Are you O.K.?”
Historia wydanie 16.10.2020 – 23.10.2020
Nie tylko Haberbusch i Schiele. Jak Niemcy zostawali Polakami
Ojciec poety był weteranem powstania styczniowego, dziad – listopadowego. Ale prapradziad przybył z Turyngii.