Felietony

Nie unikali przemocy wobec dziennikarzy

Koronawirus zbiera śmiertelne żniwo również wśród osób znanych. W niedzielę 3 maja zmarł Dave Greenfield, klawiszowiec legendarnej brytyjskiej grupy The Stranglers. Muzyk odszedł w wieku 71 lat. Według informacji, którą koledzy z jego zespołu podali na Facebooku, miał kłopoty z sercem i trafił do szpitala. Tam zaś się okazało, że jest chory na COVID-19.

Greenfield nie był pierwszoplanową postacią The Stranglers. Ale z pewnością to on nadał ich twórczości charakterystyczne brzmienie.

Sławę ekipa z Guilford – miasta w południowo-wschodniej Anglii – zdobyła w drugiej połowie lat 70. Należała wówczas do czołówki rodzącej się sceny punkrockowej, obok takich grup, jak The Ramones, The Sex Pistols czy The Clash. Wyróżniało ją jednak, właśnie za sprawą Greenfielda, instrumentarium.

Oprócz charakterystycznych dla punk rocka dźwięków gitary i basu oraz rytmu perkusji, można było usłyszeć wydobywane z organów Hammonda czy klawesynu tony, które układały się w pasaże kojarzące się z psychodelicznymi klimatami lat 60.

Kawałki The Stranglers z tamtych czasów były – jak na taką ostrą muzykę – bardzo melodyjne. I zapadały w pamięć. Żeby się o tym przekonać wystarczy puścić sobie choćby pierwsze dwa albumy zespołu: „Rattus Norvegicus” oraz „No More Heroes” (oba z roku 1977).
The Stranglers w lutym 1977 roku, od lewej: Hugh Cornwell, Jet Black, Jean Jacques Burnel and Dave Greenfield. Fot. Ian Tyas/Keystone Features/Getty Images
Najbardziej rozpoznawalnym utworem The Stranglers pozostaje chyba „Golden Brown”, który ukazał się na singlu w roku 1981. Grupa ewoluowała już wtedy w kierunku nowej fali, a nawet new romantic, czego dobitnym przykładem może być popularna – w Polsce pnąca się po szczeblach listy przebojów radiowej Trójki – nastrojowa piosenka „Midnight Summer Dream” z płyty „Feline” (1983).

Stylistyczne zmiany sprawiły, że w latach 80. The Stranglers zbliżyli się do rockowego czy nawet popowego mainstreamu. Zanim jednak to się stało – uchodzili za jeden z najbardziej łobuzerskich zespołów na Wyspach Brytyjskich. Nie stronili nawet od aktów przemocy wobec dziennikarzy, z którymi mieli na pieńku.

Od powstania grupy w roku 1974 jej podstawowy skład oprócz Dave’a Greenfielda tworzyli: wokalista i gitarzysta Hugh Cornwell, wokalista i basista Jean-Jacques Burnel oraz perkusista Jet Black (właściwe imię i nazwisko: Brian John Duffy). W roku 1990 nastąpiła ważna zmiana – Cornwell postanowił opuścić towarzystwo, a zastąpił go Paul Roberts.

Pod względem charyzmy palma pierwszeństwa w The Stranglers należy się Burnelowi. Ten – dziś 68-letni – syn imigrantów z Francji pasjonuje się nie tylko muzyką. Powszechnie wiadomo, że kolekcjonuje motocykle Triumph oraz jest instruktorem karate (ma czarny pas), co się łączy u niego z fascynacją kulturą japońską.

Fascynacja ta dała o sobie znać i w dorobku The Stranglers. Można tu przywołać choćby kawałek „Death and Night and Blood” z albumu „Black and White” (1978), poświęcony pamięci Yukio Mishimy. Ów japoński pisarz chciał przywrócić swojej ojczyźnie mocarstwową pozycję, którą utraciła ona w rezultacie klęski poniesionej w drugiej wojnie światowej. W roku 1970 Mishima, stojąc na czele nacjonalistycznej organizacji, podjął próbę przeprowadzenia politycznego przewrotu. Kiedy mu się to nie udało – popełnił rytualne samobójstwo, czyli seppuku.

Burnel komentuje też rzeczywistość polityczną. Zwłaszcza od czterech dekad zabiera głos w sprawie integracji europejskiej. Jest entuzjastą idei zjednoczonej Europy, czemu dał wyraz na swojej pierwszej solowej płycie „Euroman Cometh” (1979).

W marcu tego roku udzielając długiej wypowiedzi dziennikowi „The Guardian” mówił, że ów album powstał jako owoc rozmyślań muzyka nad własną tożsamością. Burnel podkreślał, że mimo, iż jako nastolatek stykał się z przejawami angielskiego szowinizmu, nie miał zamiaru odcinać się od swoich francuskich korzeni (zresztą nie dawał sobie w kaszę dmuchać). Projekt europejski postrzegał jako lekarstwo na antagonizmy narodowościowe.

Z twórczości The Stranglers przypomniał zaś w tym kontekście „Feline”. Według Burnela, muzyka na tej płycie miała ilustrować ewolucyjne jednoczenie się dwóch części Europy: północy (elektroniczne brzmienia) z południem (gitary akustyczne). Muzyk jednak zaznaczył, że taka integracja nie może działać jak buldożer.

Spis zarażonych celebrytów. COVID-19 wszystkich traktuje tak samo

Koronawirus jest egalitarystą. Zapisuje na swoją listę kolejnych słynnych sportowców, aktorów, piosenkarzy, a nawet członków rodzin królewskich.

zobacz więcej
Natomiast Hugh Cornwell – rówieśnik Dave'a Greenfielda – interesował się niegdyś działalnością Lwa Trockiego. Świadczyło to o naiwnym podziwie muzyka dla bolszewickiego zbrodniarza, który otoczony został w zachodniej popkulturze aurą romantycznego rewolucjonisty.

Zarazem Cornwell deklarował, że jest zwolennikiem anarchizmu. Tyle że miał na myśli nie opcję światopoglądową, lecz buntowniczą postawę życiową polegającą na podważaniu wszelkich autorytetów. Muzyk odwoływał się też do rozmaitych teorii spiskowych.

Można byłoby pomyśleć, że w przypadku The Stranglers mamy do czynienia z kolejną lewicową czy wręcz lewacką ekipą, wpisującą się w stereotypy dotyczące punk rocka. Ale nic z tego, w kwestiach ideowych zespół ten nie dał się zaszufladkować. Trudno mu także zarzucić polityczną poprawność.

Jeśli chodzi o eurofilię Burnela, to warto odnotować, że w roku 2015 w wywiadzie dla internetowego magazynu Gigslutz, muzyk wyraził rozczarowanie przebiegiem integracji europejskiej. Narzekał na wszechwładną unijną biurokrację. Choć wciąż opowiadał się za koncepcję Stanów Zjednoczonych Europy, to jednocześnie stwierdzał, że konieczne jest poszanowanie lokalnych odrębności.

W takiej jego opinii nie ma oczywiście nic ekstrawaganckiego. Niemniej może ona świadczyć o tym, że Burnel nigdy nie był bezrefleksyjnym euroentuzjastą.

Natomiast skandalizujące były jego zachowania w młodości będące pokłosiem konfrontacyjnych stosunków The Stranglers z mediami. Ot choćby podczas jednego z eventów uderzył dziennikarza Jona Savage’a. Można tu zacytować słowa Burnela, które padły na łamach tygodnika „New Musical Express” w roku 1979: „Rock and roll to są właśnie seks, rozbite nosy i ludzie tacy, jak my – którzy dyskutują serio o porządku społecznym”.

Pod adresem The Stranglers padały zarzuty, że pogardliwie i wulgarnie traktują kobiety. Kontrowersje wzbudzały takie kawałki, jak „Peaches” z „Rattus Norvegicus”. W momentami obscenicznym tekście tego utworu jest fragment szydzący z idei równouprawnienia płci pięknej.

Grupie dostawało się też ze strony dziennikarzy o sympatiach lewicowych. Jej członkowie nie dawali się bowiem angażować w żadne przedsięwzięcia polityczne – ani w kampanie przeciw rasizmowi ani w akcje za rozbrojeniem nuklearnym. Pozbawieni byli też złudzeń co do roli, jaką w świecie odgrywa Związek Sowiecki.

W Polsce The Stranglers koncertowali niejednokrotnie już od lat 80. Ponadto Burnel wziął udział nad Wisłą w ciekawym jednorazowym projekcie.

Była końcówka sierpnia roku 1986. W warszawskim klubie Riviera-Remont odbywał się festiwal muzyki alternatywnej „Poza Kontrolą”. Został on uświetniony występem Burnela na wokalu z muzykami zespołu Republika: Zbigniewem Krzywańskim na gitarze, Pawłem Kuczyńskim na basie, Sławomirem Ciesielskim na perkusji.
The Stranglers podczas sesji zdjęciowej w Londynie w roku 1985. Od lewej: Dave Greenfield, Hugh Cornwell, Jean-Jacques Burnel i Jet Black. Fot. Clare Muller/Redferns
Zabrakło natomiast w tym gronie Grzegorza Ciechowskiego. Wokalista i klawiszowiec Republiki wówczas rozstawał się ze swoim zespołem i zaczynał aktywność solową. Podobno siedział wśród publiczności stołecznego koncertu. A wypada dodać, że twórczość The Stranglers miała na Republikę istotny wpływ.

Zaprezentowany wówczas projekt z udziałem Burnela nazywał się Out of Control (jak nazwa festiwalu, tyle że po angielsku). Uczestniczył w nim jeszcze grający na keyboardzie Wojciech Konikiewicz. Wykonane zostały cztery kawałki z pierwszych dwóch płyt The Stranglers: „Peaches”, „No More Heroes”, „Hanging Around” oraz „London Lady” – ten ostatni zaśpiewany w wersji „Warsaw Lady”. Tych, którzy się tamtego wieczoru zjawili w warszawskim klubie, żywiołowość Burnela porwała (czego zresztą niżej i wyżej podpisany był świadkiem).

Jeśli się chce pojąć, czym był punk w Wielkiej Brytanii nie tylko jako nurt rocka, ale i zjawisko społeczne, nie można pominąć The Stranglers. Chodzi zwłaszcza o zadziorne oblicze tej grupy sprzed czterech dekad. Kontrastuje ono z pięknoduchostwem lewicowo-liberalnych intelektualistów, którzy w XX i XXI wieku nieraz umizgiwali się do młodzieży, żeby nastawić ją przeciw rodzicom, szkole, państwu.

The Stranglers byli od takich zabiegów dalecy. Nie sposób sobie ich wyobrazić jak przybierają mentorskie pozy i traktują swoich fanów protekcjonalnie. Skądinąd Burnel i spółka mieli świadomość, że również punkową rebelię system może oswoić na tyle, iż zostanie z niej niegroźny produkt na sprzedaż. W tej sytuacji pozostały już tylko zabawa i zgryw.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Dave Greenfield w czasie koncertu The Stranglers w Barcelonie 1 kwietnia 2014. Fot. Xavi Torrent/WireImage
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Kościuszko da nam przykład, jak robić filmy mamy?
Najmniejszy przejaw antynazistowskiego oporu doczekał się w Niemczech swojej opowieści. Dobrych Niemców mamy też w „Pianiście” Polańskiego czy „Liście Schindlera” Spielberga.
Felietony Najnowsze wydanie
Otwórzcie drzwi kościołów
Złodzieje byli, są i będą. A świątynie są po to, aby ludzie tam mogli wejść w każdej chwili.
Felietony Najnowsze wydanie
Pochodzenie
Andrzej Krauze komentuje dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Na ulicach
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Tylko prawica bezobjawowa może istnieć w nowym świecie lewicy
Lewicowy radykał w roli bezstronnego badacza „faszystów”.