Felietony

Stalin na ścianie świątyni. Putina usunęli. Czy Matka Boska objawiła się Armii Czerwonej?

Czołobitny stosunek rosyjskiego duchowieństwa do władzy politycznej ukształtował się jeszcze w Bizancjum, gdzie cesarz był „równy apostołom”.

Tegoroczny 9 maja w Rosji będzie inny niż zwykle. Przede wszystkim nic nie wyjdzie z planów Kremla dotyczących hucznych obchodów, przypadającej na ten dzień okrągłej, bo 75. rocznicy zwycięstwa Armii Czerwonej nad III Rzeszą.

W czwartek świat obiegła informacja, że koronawirus wykryto u premiera Michaiła Miszustina. Pandemia w Rosji zbiera żniwo od długiego czasu. Państwo to w statystyce zakażeń SARS-CoV-2 plasuje się w globalnej pierwszej dziesiątce i wyprzedziło Chiny. Tak więc już w połowie kwietnia prezydent Władimir Putin podjął decyzję o przesunięciu uroczystej wielkiej parady wojskowej w Moskwie na bliżej nieokreślony późniejszy termin.

Rzecz jasna nie oznacza to, że rosyjskie życie publiczne zamarło. Zgodnie z kalendarzem, 9 maja, czyli najważniejsze święto państwowe w Rosji coraz bliżej. A w tym roku miało być ono uświetnione między innymi konsekracją Świątyni Zmartwychwstania Chrystusa – głównej cerkwi Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (czyli głównej cerkwi Ministerstwa Obrony tego państwa).

Wspiera Putina, Cerkiew i pamięć o ZSRR. Strażnik imperium

Nikitę Michałkowa oburza, że Rosjan określa się mianem „okupantów”. – Okazuje się, że okupowaliśmy republiki bałtyckie, okupowaliśmy Ukrainę – grzmiał reżyser.

zobacz więcej
Ów prawosławny obiekt sakralny zaczął być budowany niecałe dwa lata temu w parku „Patriot” w Kubince pod Moskwą. Pieniądze na projekt miały pochodzić z wielkiej narodowej zbiórki. Nie zabrakło możnych prywatnych darczyńców – swoim gestem pochwalił się choćby słynny reżyser Nikita Michałkow. Znaczącego finansowego wsparcia udzieliły też samorządowe władze Moskwy i administracja obwodu moskiewskiego.

Ostatnio wokół tego miejsca kultu wybuchła awantura. Chodziło o zdobiące jego wnętrze mozaiki, upamiętniające dwa wydarzenia z udziałem żołnierzy sowieckich i rosyjskich: pokonanie Niemiec w roku 1945 i zajęcie Krymu w 2014. Można było tam zobaczyć wizerunki polityków, w tym… Józefa Stalina, Władimira Putina i obecnego szefa rosyjskiego resortu obrony Siergieja Szojgu.

W mediach rosyjskich nie zabrakło głosów ostrej krytyki pod adresem patriarchatu moskiewskiego, który przystał na takie szyderstwo z wiary prawosławnej. Skandal wywołała głównie obecność na mozaikach wizerunku komunistycznego dyktatora. Stalin stał bądź co bądź na czele państwa, które krwawo prześladowało chrześcijan.

W tej profanacji wziął udział plastyk Wasilij Niestierienko. To on jest autorem bulwersujących mozaik. Inne jego – wolne od politycznych uwikłań – prace religijne znajdują się w odbudowanym w roku 1999 Soborze Chrystusa Zbawiciela.

Ten ostatni moskiewski obiekt sakralny został z rozkazu władz sowieckich zburzony w latach 30. XX wieku. Wydarzenie to uchodzi za spektakularny przykład walki bolszewików z prawosławiem. Chciałoby się zatem odbudowę Soboru Chrystusa Zbawiciela traktować jako symbol odrodzenia chrześcijaństwa w Rosji. Szkopuł w tym, że mnóstwo faktów – w tym te wymienione wyżej i niżej – przemawia za tezą, że po krachu czerwonego imperium odrodzenie to okazało się pozorne.

Zaistniałą sytuację kąśliwie skomentował w mediach ukraińskich znany rosyjski historyk Borys Sokołow (autor wydanej również po polsku ważnej książki „Prawdy i mity wielkiej wojny ojczyźnianej”). Jego tekst na portalu gazety „Dień” zatytułowany został „Stalin, Putin, Szojgu, czyli Nowa Trójca Prawosławna”. Zdaniem Sokołowa, Rosyjska Cerkiew Prawosławna odczuwa bojaźń nie wobec gniewu Boga, lecz wobec gniewu pierwszej osoby w państwie.
A co na to sam Putin? W tej sprawie wypowiedział się jego rzecznik Dmitrij Pieskow. Ponoć gdy prezydent Rosji zobaczył swoją podobiznę w świątyni, oznajmił, że nie chce jej tam. „Kiedyś wdzięczni potomkowie ocenią nasze zasługi, ale teraz jest na to za wcześnie” – tak miał wyjaśnić swoje stanowisko gospodarz Kremla.

Jak możemy się domyślać, to kokieteria. Prezydent zgrywa przed narodem pokornego sługę, który opiera się zaszczytom. Może sobie na takie zabiegi pozwolić.

Dziś radio Echo Moskwy podało informację, że mozaika z Putinem zostanie zdjęta. Zamiast niej pojawi się scena zbiorowa z mnichami pod hasłem „na wieki z Rosją”, upamiętniająca zajęcie Krymu. Nic jednak nie wiadomo, żeby ze świątyni zniknęła podobizna Stalina (na ścianie widać, jak uczestnicy defilady zwycięstwa w 1945 roku niosą jego portret).

Niewykluczone, że mamy do czynienia z ustawką: mozaikę z Putinem zdjęto na rozkaz samego prezydenta Rosji (w żołnierskim obiekcie sakralnym w Kubince ma on takie formalnie prawo jako zwierzchnik Sił Zbrojnych). Chodziłoby wówczas o demonstrację rzekomej skromności przywódcy państwa, o której już wcześniej mówił protojerej Leonid Kalinin, szef rady eksperckiej Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej do spraw sztuki i architektury.

Ten duchowny wyróżnił się obroną mozaik Niestierienki. Obecność wizerunków Stalina i Putina w Świątyni Zmartwychwstania Chrystusa usprawiedliwiał tym, że nie są to ikony, a więc nie oddaje się im czci religijnej. Twierdził też, iż nie można wykreślać żadnych kart z dziejów Rosji, w tym również i tego, że głównodowodzącym wojsk sowieckich w wielkiej wojnie ojczyźnianej był Stalin.

Znajomo w uszach Polaków brzmią zarzuty, jakie protojerej Kalinin sformułował wobec swoich oponentów. Według niego, osoby te mają w sobie dużo jadu i brakuje im tego, co powinno cechować prawosławnych, czyli miłości do bliźnich.

Przypominają się polskie spory o rozliczenie komunizmu. W III Rzeczypospolitej, zwłaszcza w latach 90., zwolennicy dekomunizacji nieraz mogli o sobie usłyszeć, że sprzeniewierzają się swojemu katolicyzmowi, gdyż są ludźmi chorymi z nienawiści.

Opinia protojereja Kalinina spotkała się z odporem protodiakona Andrieja Kurajewa w niezależnej telewizji rosyjskiej Dożd. Ten prawosławny teolog wielokrotnie miał na pieńku z władzami cerkiewnymi. Szczególnie nie szczędzi im mocnych słów za umacnianie sojuszu ołtarza z tronem.

Samotność w Cerkwi

– Powód do kajania się jest jeden: onanizm. Innych grzechów jakby nie było – mówi moskiewski teolog i diakon Andriej Kurajew o rosyjskim prawosławiu, które „upaja się władzą i unika rozliczeń”.

zobacz więcej
O mozaikach Niestierienki, protodiakon Kurajew mówił z oburzeniem. Odniósł się między innymi do argumentu protojereja Kalinina o tym, że nie powinno się wykreślać żadnych kart z rosyjskiej przeszłości – zauważył, iż w Świątyni Zmartwychwstania Chrystusa pewne epizody zostały przedstawione (zwycięstwo w wielkiej wojnie ojczyźnianej, zajęcie Krymu), a inne – nie. Tym samym zasugerował, że dokonano selekcji zgodnie z wytycznymi kremlowskiej polityki historycznej.

Następnie, komentując plastyczny wystrój wnętrza cerkwi w Kubince, potępił obecną tam narrację o ukazywaniu się Matki Bożej żołnierzom w Stalingradzie, Królewcu i innych miejscach, gdzie walczyła Armia Czerwona podczas drugiej wojny światowej. Według teologa, to niedopuszczalne rozpowszechnianie religijnych „fake'ów”, ponieważ takich objawień nie było.

Wreszcie Kurajew zwrócił uwagę, że przyłączenie Krymu do Rosji w Świątyni Zmartwychwstania Chrystusa zostało przedstawione jako operacja wojskowa państwa rosyjskiego, a nie – wbrew temu, co całemu światu próbuje wmówić rosyjska dyplomacja – dobrowolna decyzja mieszkańców ukraińskiego półwyspu.

I tak po raz kolejny dają o sobie znać tożsamościowe kłopoty rosyjskiego prawosławia. Wydaje się, że ich korzenie tkwią w epoce komunizmu, kiedy bolszewikom udało się brutalnie podporządkować sobie patriarchat moskiewski. Jego struktury, także wierchuszka, naćkane zostały tajnymi współpracownikami sowieckich służb specjalnych. A po upadku komunizmu i rozpadzie Kraju Rad nie doszło do rozliczenia przeszłości.

Problem leży jednak głębiej. Chodzi o szczególnie czołobitny stosunek duchowieństwa do władzy politycznej, który ukształtował się jeszcze w Bizancjum, gdzie cesarz był „równy apostołom” i miał istotny wpływ na rozstrzyganie kwestii religijnych. Trudno to rzeczy pojąć na gruncie cywilizacji łacińskiej, respektującej autonomię zarówno tronu, jak i ołtarza.

To jednak nie wszystko. Na komunizm oraz bizantyński rodowód prawosławia nakłada się jeszcze sięgające średniowiecza specyficzne rosyjskie doświadczenie historyczne. Chodzi o dwa stulecia jarzma Złotej Ordy. Mongolski podbój Rusi był dla jej mieszkańców traumą, a jednocześnie okazał się czynnikiem istotnie oddziałującym na kulturę polityczną Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i w konsekwencji Rosji.

Cywilizacje nie są sobie równe. Polskę już raz zabiła wielokulturowość

Władcy Europy – perorujący o prawach człowieka i społeczeństwie obywatelskim – co jakiś czas dają do zrozumienia, że nie jest ona własnością wszystkich Europejczyków.

zobacz więcej
Ten wątek podnosił w pierwszej połowie XX wieku polski historyk Feliks Koneczny. Jego zdaniem, Rosja należy do cywilizacji turańskiej, a nie bizantyńskiej. W tym kraju panuje metoda ustroju życia zbiorowego ukształtowana na Wielkim Stepie: społeczeństwo to armia dowodzona przez wodza (chana).

W drugiej połowie XX stulecia podobną myśl rozwijał także, niezależnie od Konecznego, rosyjski historyk Lew Gumilow (syn sławnej poetki Anny Achmatowej i zamordowanego przez bolszewików poety Nikołaja Gumilowa, w czasach stalinowskich represjonowany).

Tutaj jednak perspektywa polska zderza się z rosyjską. O ile bowiem Koneczny głosił wyższość cywilizacji łacińskiej nad turańską, o tyle dla Gumilowa związki Rosjan z ludami Wielkiego Stepu były powodem do dumy.

A skoro tak, to za dobrą monetę należałoby uznać spostrzeżenia, z których wynika, że i współczesne społeczeństwo rosyjskie ma w sobie coś z armii dowodzonej przez wodza (chana?).

Ów wódz zaś – w odróżnieniu od cesarzy bizantyńskich – nie zaprząta sobie głowy religią (tak jak i nie zaprzątali sobie tym głowy władcy Złotej Ordy). Chce tylko, żeby nie stała mu ona na przeszkodzie w podbojach lub by mógł on ją wykorzystać w sprawach przyziemnych. Takich jak choćby aneksja Krymu.

Stalin, Putin, Szojgu to politycy ze stopniami oficerskimi, więc być może pojawienie się ich wizerunków w prawosławnej świątyni należy interpretować w takim właśnie historycznym czy nawet historiozoficznym kluczu.

Co nie zmienia faktu, że – zwłaszcza biorąc pod uwagę masowe przelewanie krwi chrześcijan przez pierwszego z nich – mamy do czynienia po prostu z bluźnierstwem. Ono zaś okrywa hańbą patriarchat moskiewski.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wrzesień 2019 roku. Prominenci rosyjskiego życia publicznego w parku „Patriot” w Kubince pod Moskwą, oglądają makietę będącej wówczas w budowie Świątyni Zmartwychwstania Chrystusa. Na zdjęciu: (od lewej) minister obrony Rosji Siergiej Szojgu, mer Moskwy Siergiej Sobianin oraz (z prawej) biskup Juwenaliusz. Fot. Alexei Yereshko\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Czy Kościół nam narzuca kodeks moralnego zamordyzmu?
To nie wypełnianie religijnego Prawa, lecz łaska Boża zbawia człowieka. Może on ją przyjąć lub odrzucić.
Felietony Najnowsze wydanie
Być
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Dystans
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Z czego się śmieją autorytety z Facebooka?
Każdy ma prawo być sobą w swojej wiosce i w swoim miasteczku, i ma prawo stanowić o życiu tej społeczności.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Niemcom wolno więcej? Bo mają lepszą „kulturę”?
Germański nacjonalizm pod maską praworządności.