Kultura

Tajemnice najpiękniejszej kobiety świata. 200 lat temu znaleziono Wenus z Milo

Salvador Dalí wmontował w jej boskie ciało szufladki, René Magritte ją pokolorował, Niki de Saint Phalle ochlapała czerwoną farbą. „Ô Milo, ô Milo” - zawodził Boris Vian. Śpiewali też o niej Chuck Berry, Buddy Holly i zespół AC/DC. Zdobiła Czerwony Pokój w „Twin Peaks”, lecz częściej umieszczano ją w mniej złowieszczych kontekstach.

Komicy prześcigali się w obmyślaniu skeczy, dotyczących okoliczności, w jakich straciła ręce. W „Ludziach bezdomnych” była obiektem kultu pięknoduchów, którym doktor Judym wzgardził, by pomagać najuboższym. Taką cenę płaci się za zostanie ikoną popkultury. Jej sąsiadka z Luwru, Gioconda, ma jeszcze gorzej.

Dziesięć lat temu niemiecki magazyn „Focus” opublikował karykaturę Wenus z Milo, jako pokazującej Europie środkowy palec. Grecy zareagowali pozwem o zniesławienie, lecz sąd uniewinnił dziennikarzy. Siedem lat temu aktywistki ukraińskiego Femenu demonstrowały przeciwko gwałtom, obnażając piersi przed statuą patronki zakochanych. Miejsce protestu było nieprzypadkowe – bezręki posąg, zdaniem feministek, najlepiej symbolizuje bezradność i bezbronność kobiety. Dwa lata temu na jednej ze stacji paryskiego metra pojawiła się replika Wenus. Na oczach gapiów przyczepiono jej protezy z żywicy, wydrukowane w technice 3D. Happening miał zwrócić uwagę świata na tragedię ludzi, którzy stracili kończyny podczas wojen i katastrof.

Nieludzkie piękno

Jak wiadomo, czasem by odnieść sukces, wystarczy znaleźć się w odpowiednim czasie i miejscu. Po klęsce Napoleona Francuzi musieli zwrócić multum arcydzieł, zrabowanych przez „boga wojny”. Urażoną dumę narodową trzeba było jakoś odbudować. Starożytna podobizna Afrodyty spadła niepopularnemu rządowi jak z nieba. Gdy w maju 1821 roku wystawiono ją w Luwrze, wywołała sensację: była pierwszym greckim posągiem w zbiorach i zarazem pierwszym dziełem sztuki eksponowanym w stanie niekompletnym. Zachwytom nad urodą półnagiego ciała bogini od początku towarzyszyła cokolwiek niezdrowa fascynacja jej kalectwem.
Członkinie Femenu protestowały topless przeciwko gwałtom, przed statuą bogini miłości i piękna, patronki zakochanych. Na piersiach wypisały hasła: „Nie znaczy nie”, „Sprawiedliwość przeciwko gwałtom”, „Winna bycia kobieą” itp. Na posągu zawiesiły napis: „Zgwałć mnie, jestem niemoralna”. Protestowały po tym, jak o niestosowne zachowanie oskarżono kobiety rzekomo zgwałcone przez dwóch tunezyjskich policjantów. Luwr w Paryżu, 3 października 2012 r. Fot. REUTERS / Philippe Wojazer
Paryż był stolicą kulturalnego świata, zaś Luwr największym muzeum Europy, więc marmurowa Wenus siłą rzeczy stała się najsłynniejszą antyczną rzeźbą. Swoją nową siedzibę nad Sekwaną opuściła tylko dwukrotnie. Wiosną 1871 roku, w gorących dniach Komuny Paryskiej, statuę zapakowano do dębowej skrzyni i ukryto w podziemiach prefektury policji. Gmach spłonął, lecz depozyt doznał uszczerbku z powodu piwnicznej wilgoci – rozpadł się na dwie części, z których go sklejono. Ta oszczędnościowa technika produkcji posągów w epoce hellenistycznej była normą. Okupację hitlerowską Wenus przetrwała bez szwanku, ewakuowana na zamek w Valençay w towarzystwie Nike z Samotraki.

Czas bliżej przyjrzeć się naszej bohaterce. Wzrost ma koszykarki (202 cm), zaś wymiary seksbomby: 121 cm w biuście, 97 cm w talii, 129 cm w biodrach. Wykonano ją na początku drugiego wieku przed Chrystusem z marmuru z Paros, doskonałej jakości. Jako miejsce jej urodzin najczęściej wymienia się Ateny. Niedbałe wykończenie draperii z tyłu i po lewej stronie nóg wskazuje, że te części nie były przeznaczone do oglądania. Ciężar ciała dźwiga prawa noga, lewa szuka wsparcia, być może na żółwiu. Otwory w szyi i w uszach świadczą, że bogini za młodu nosiła naszyjnik i kolczyki. Kokietka!

Według Greków była mściwa i zawistna, jak wszyscy mieszkańcy Olimpu. Niektórzy podejrzewali ją o rozdwojenie jaźni. Afrodyta Urania, czyli niebiańska, uosabiała miłość czystą, Pandemia, czyli powszechna – cielesną. Którą z nich jest celebrytka z Luwru? Raczej nie służyła celom kultowym. Wyrzeźbiono ją według wzorca stworzonego dwa wieki wcześniej przez Praksytelesa. Współcześni twierdzili, że jego dzieła zdają się żyć i oddychać.
U Wenus z Milo dynamiczna jest tylko poza. Twarz, która pomimo uszkodzeń w XIX wieku uznana została za szczególnie piękną i proporcjonalną, nie wyraża emocji. Ich okazywanie sprowadziłoby ideał na Ziemię, podobnie jak budowa ciała pozbawiona harmonii i symetrii. Nie mamy powodu, by sadzić, że antyczni Grecy i Greczynki wyglądali lepiej, niż ludzie współcześni. Uroda bogini miłości, istoty z innego, lepszego świata jest więc chłodna jak marmur. Nieludzka.

Dał im przykład Bonaparte

Francuzi długo walczyli z pokusą, by uznać Wenus z Milo za dzieło Fidiasza lub przynajmniej Praksytelesa. Na fragmencie cokołu, który dziwnym trafem zaginął gdzieś w czeluściach Luwru, wyryte było imię: Aleksandros z Antiochii. Wiadomo o nim tylko tyle, że był wędrownym artystą i około roku 80 przed Chrystusem wygrał konkurs na śpiew i kompozycję w mieście Tespies w Beocji. Czy to możliwe, że bogowie obdarzyli Aleksandrosa również talentem rzeźbiarskim?

Greckie posągi, znane głównie z późniejszych rzymskich kopii, są niemal bez wyjątku sierotami. Tym wyjątkiem jest słynna Grupa Laokoona, odnaleziona w 1506 roku w miejscu, w którym kiedyś stała rzymska rezydencja cesarzy. Dzięki Pliniuszowi Młodszemu wiemy, że to arcydzieło wykuło w pięciu blokach marmuru trzech artystów z Rodos. W innych przypadkach jesteśmy skazani na hipotezy, oparte na analizie porównawczej.

Historia odnalezienia posągu Afrodyty jest mniej tajemnicza, niż jego autorstwo. W kwietniu 1820 roku grecki chłop Jorgos Kentrotas przeczesywał ruiny starożytnego miasta, niegdyś głównego portu wyspy Melos na Morzu Egejskim, w poszukiwaniu równo przyciętych bloków marmuru. Zamierzał bowiem rozbudować swoje gospodarstwo. W pobliżu stadionu natknął się na jamę, wykopaną w tufie wulkanicznym. Znajdowały się w niej fragmenty rzeźb, między innymi tors i głowa bogini.
Starożytny teatr na Milos, miejsce odkrycia Wenus Milo. Fot. Wassilios Aswestopoulos / NurPhoto via Getty Images
Na początku XIX wieku Melos, razem z całą Grecją, należała do imperium Otomańskiego. Państwo sułtanów przeżywało kryzys. Po serii powstań autonomię wywalczyli Serbowie, oderwał się Egipt, a w Syrii panował chaos. Do zrzucenia tureckiego zwierzchnictwa szykowali się również Grecy, licząc na pomoc mocarstw. Nie do końca zdawali sobie sprawę, że filhellenizm, który zapanował w Londynie, Paryżu, Berlinie i Petersburgu, miał również ciemną stronę. Sympatii opinii publicznej dla walczącej o wolność kolebki europejskiej kultury i cywilizacji towarzyszył apetyt na starożytne zabytki.

Sygnał do rabunku dał ambasador brytyjski w Konstantynopolu lord Elgin, wyłudzając od urzędników sułtana zgodę na wywózkę dekoracji ateńskiego Partenonu. Francuzi nie chcieli być gorsi, mieli zaś atut w postaci floty, patrolującej Morze Jońskie (przez Kanał Koryncki łączy się z Egejskim). Zanim rolnik z Tripiti zdążył zdecydować, co zrobić ze znaleziskiem, już miał na głowie konsula Louisa Bresta i Oliviera Voutiera, oficera z okrętu „Estafette”. Obaj panowie zaalarmowali zwierzchników, jednak z wagi odkrycia jako pierwszy zdał sobie sprawę Jules Dumont d’Urville , wówczas młody, dobrze wykształcony porucznik marynarki. Z miejsca rozpoznał w poobijanym posągu Afrodytę Anadyomene (wynurzającą się) – patronkę żeglarzy. On też namówił francuskiego ambasadora w Turcji, markiza de Rivière, by rzeźbę kupił.

Bogini za 836 piastrów

Niestety, gdy wicehrabia Marcellus, sekretarz poselstwa, pojawił się na wyspie, by dopiąć transakcję i dopilnować załadowania artefaktów na statek, okazało się, że Kentrotas zdążył je sprzedać miejscowemu mnichowi. Starszyzna z Melos uknuła plan, by obdarować zabytkiem ziomka, który robił karierę w Konstantynopolu. Francuskich marynarzy świerzbiły ręce, by dać nauczkę przewrotnym Grekom, ale Marcellus zachował się jak na dyplomatę przystało. Wyperswadował rodakom użycie siły, zaś w negocjacjach z tubylcami posłużył się brzęczącym argumentem. Wyłożył w imieniu pryncypała 836 piastrów, dodatkowo obiecując opłacenie grzywny, którą władze niechybnie nałożą na wyspiarzy, gdy dojdzie do nich wieść o szemranej transakcji.
Nike z Samotraki została dostarczona do Luwru w żałosnym stanie. Jej tors był rozbity na 111 kawałków, sklejanie trwało 20 lat. Statua w Luwrze w 2019 r., gdzie jest eksponowana od 1884 r. Fot. Robert Nickelsberg/Getty Images
Pod koniec grudnia Wenus dotarła do Tulonu, skąd drogą rzeczną przetransportowano ją do Paryża. W lutym 1821 roku markiz de Rivière podczas audiencji ofiarował posąg królowi Ludwikowi XVIII. Otyły monarcha ani wtedy, ani później nie raczył rzucić okiem na boginię, nagrodził jednak dyplomatę orderem świętego Ludwika.

W miarę, jak rosła sława marmurowej Wenus, mnożyły się fantastyczne opowieści o przygodach, jakich zaznała w drodze do Luwru. Francuzi mieli o nią jakoby walczyć z greckimi bandytami, zaś na morzu odpierać ataki piratów tudzież sztormów, sprowadzonych ani chybi przez rozwścieczonego Posejdona. W glorii ojca sukcesu chodził d’Urville, który wkrótce zasłynął z odkrywczych rejsów pacyficznych, stając się francuskim odpowiednikiem kapitana Cooka. Gdy zginął w katastrofie kolejowej, uaktywnił się Voutier. Zaczął twierdzić, że był naocznym świadkiem, a nawet współuczestnikiem odkrycia posągu. Nie żył już nikt, kto mógłby potwierdzić (lub zanegować) te rewelacje.

Jabłko czy tarcza kochanka?

Nike z Samotraki została dostarczona do Luwru w żałosnym stanie. Jej tors był rozbity na 111 kawałków, sklejanie trwało 20 lat. Wenus z Milo też jest kobietą po przejściach. Gdy trafiła do pracowni renowacji rzeźby, konserwator Bernard Lange odkrył, że tylko szyja jest nienaruszona. Z lewego ramienia nie zostało nic, prawe złamało się na środku bicepsa. Brakowało również lewej stopy, części nosa, fragmentów uszu, końcówki lewej piersi, dużego palca prawej stopy i części draperii. Lange zauważył też znaczące złamania i pęknięcia w okolicy bioder, ud i pośladków.
Około 1830 r . Jules Sebastien Cesar Dumont d'Urville (1790–1842), francuski oficer marynarki oraz odkrywca południowego Pacyfiku i Antarktydy. W 1820 roku rozpoznał wartość Wenus z Milo podczas wyprawy na archipelag grecki i zabezpieczył jej przejęcie przez rząd francuski. Fot. Rischgitz / Getty Images
Marcellus obwiniał za uszkodzenia Greków, którzy transportując posąg do portu, nie zachowali żadnej staranności. Legenda o skałach, na których roztrzaskał się francuski okręt, została wyssana z palca. Czas naglił, odrestaurowana statua miała być pokazana publiczności pod koniec maja. Dysputy o przywróceniu rąk zakończyły się bez konkluzji – nikt nie wiedział, jak zinterpretować pozę patronki zakochanych, brakowało materiału porównawczego. Dziś jesteśmy już trochę mądrzejsi. Najwięcej zwolenników ma teoria, że Wenus trzymała w dłoni jabłko, dar od Parysa. Coraz więcej argumentów przemawia jednak za tezą, że dzierżyła oburącz tarczę Aresa. Ciekawe, czy wychodząca z wanny, obwieszona biżuterią damulka, która podziwia swoje odbicie w wypolerowanej tarczy kochanka, podobałaby się nam bardziej, niż pokryty bliznami, kaleki relikt minionej cywilizacji?

Bezeceństwo w ogrodach

Starożytni Grecy znacznie częściej rzeźbili gołych panów niż roznegliżowane panie. Dało to asumpt do podejrzeń, że zdobywcy Troi, mężni Spartanie, mądrzy Ateńczycy, bohaterowie igrzysk olimpijskich i zmagań z Persami, praktykowali homoseksualizm. Frywolne wizerunki Afrodyty rozpowszechniły się dopiero w epoce hellenistycznej. Z uwagi na dekoracyjny charakter chętnie kopiowali je Rzymianie. Za panowania Oktawiana Augusta doszedł do głosu motyw propagandowy. Bogini piękna i miłości, uważana za pramatkę dynastii julijskiej, stała się poniekąd patronką imperium.

Najsłynniejszą z marmurowych Afrodyt wyrzeźbił Praksyteles. Pozowała mu ponoć ateńska hetera Fryne. Naga bogini jedną ręką zasłania pierś, drugą łono, stąd przydomek Pudica, czyli skromna. O popularności tego dzieła najlepiej świadczy fakt, że do dziś przetrwało aż 49 replik, jakością niedorównujących zaginionemu oryginałowi. Jedną z nich jest Wenus Medycejska, którą zachwycali się nowożytni Europejczycy, z wyjątkiem papieża. Innocenty XI kazał usunąć bezecny artefakt z Rzymu. Jego następcy okazali się mniej pryncypialni. Benedykt XIV nabył równie nieobyczajny posąg wykopany koło bazyliki San Vitale. Obie rzeźby padły łupem Napoleona. W roku 1815 Francuzi musieli oddać je Włochom. Można więc powiedzieć, że Afrodyta z Melos zastąpiła w Luwrze Wenus Medycejską i Wenus Kapitolińską.
Pudica trafiła również pod polskie niebo. Jedną sprawił sobie Stanisław August Poniatowski (posąg uzupełniony o głowę i ręce należałoby na dobrą sprawę uznać za dzieło królewskiego rzeźbiarza André Le Bruna), drugą książę Władysław Czartoryski, który nie zafundował bogini operacji upiększającej (o czym mogą się przekonać zwiedzający krakowskie Muzeum Czartoryskich). Chętnych do posiadania własnej Wenus było wielu, więc już w XVII wieku ruszyła produkcja rzeźb, które dziś zdobią ogrody niemal każdej europejskiej rezydencji, a czasem i parki miejskie.

W tej kategorii Pudica doczekała się godnej konkurentki. Afrodyta Kallipygos, czyli „pięknotyła”, odsłania nie tylko łono, ale i pośladki. Rzeźbę odnaleziono w Złotym Domu Nerona w Rzymie, bez głowy, ramion i prawej nogi, które zostały dosztukowane przez Carlo Albaciniego. To chyba najbardziej udana z rekonstrukcji, skoro nawet starożytnicy przyznają, że włoski artysta „z fragmentu stworzył arcydzieło”.

Pani z mokrą głową

O pochodzeniu Afrodyty Kallipygos opowiada legenda, którą w tym miejscu wypada przytoczyć. W Syrakuzach, bogatym greckim mieście na Sycylii, żyły dwie siostry, kłócące się o to, która z nich piękniej wygląda z tyłu. Młodzian, poproszony o rozstrzygnięcie sporu, przyznał zwycięstwo pierwszej z dziewcząt. Gdy pochwalił się bratu, ten również zapragnął zabawić się w sędziego i orzekł, że pupa drugiej siostry robi o wiele większe wrażenie. Zakończyło się to podwójnym ożenkiem oraz złożeniem stosownego wotum dla Afrodyty w miejscowej świątyni. Prawda, że urocze?

Rzeźba „naprawiona” przez Albaciniego znajduje się dziś w Neapolu, ale i muzeum w Syrakuzach ma w zbiorach Pięknotyłą, często recenzowaną przez cudzoziemców. Guy de Maupassant nazwał ją „ideałem kobiety”, Jarosław Iwaszkiewicz i Andrzej Banach również byli olśnieni. Lawrence Durrel uznał jednak, że bogini cierpi na cellulitis, a Paweł Muratow, iż „nie ma w niej nic boskiego”.

W ciągu dwustu lat, jakie minęły od odkrycia na Melos, archeologia poczyniła znaczne postępy. O wizerunkach niewiernej żony Hefajstosa wiadomo coraz więcej. Wenus wyłoniła się z piany morskiej, więc często towarzyszy jej mały Amor, dosiadający delfina. Grecy kochali przedstawiać Afrodytę w trakcie lub po kąpieli, gdy wyżyma włosy, zawiązuje sandał, wkłada naszyjnik albo poprawia opaskę na czole. Erotyczne gesty bogini natchnęły legion malarzy – od Botticellego do Picassa. Ten temat zostawmy jednak na inną okazję.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Zdjęcie zrobione w Atenach w maju 2012 r. pokazuje okładkę greckiego miesięcznika politycznego „Crash”, na którym Wenus z Milo pokazuje środkowy palec kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Tekst ma związek z polityką „zaciskania pasa”, jaką Niemcy narzuciły zadłużonej Grecji. Fot. Kyodo News Stills via Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Brytania rozwydrzonych i brutalnych możnych
Mordy, egzekucje i gwałty są na porządku dziennym. Na drogach grasują bandyci. Nowa powieść Kena Folletta szturmuje szczyty list bestsellerów.
Kultura Najnowsze wydanie
Mistrz kung-fu i cza-czy. Przyjaciel Polańskiego. Bruce Lee
Uczył reżysera samoobrony, a ten rewanżował mu się nauką jazdy na nartach. „Wejście smoka” miało premierę już po śmierci mistrza, „a producenci, którzy tak długo traktowali go z pogardą, zgarniali miliony” – wspominał Polański.
Kultura Poprzednie wydanie
Wróg judaizmu, wielbiciel kobiet. Woody niczego nie żałuje
Podziwia Szymborską i ujawnia szczegóły wizyty w rezydencji Polańskiego na Lazurowym Wybrzeżu.
Kultura wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Mord pośród malin zaskakująco żywotny
To jest świat prawdziwie odjechany, gdzie śmiech miesza się z przerażeniem.
Kultura wydanie 30.10.2020 – 6.11.2020
W Narodowym: o strasznym łańcuchu pokoleń
Piotr Zaremba: Czy przywoływanie klasycznego już scenariusza filmowego Ingmara Bergmana ma sens dziś – w obliczu pandemii, która niszczy wszystkim życie?