Cywilizacja

Negacjoniści i cenzorzy. Szkodnicy czasów epidemii

Zaprzeczanie temu, co oczywiste w zwykłych czasach może być inspirujące, zabawne lub irytujące. W czasach epidemii może być zabójcze. A jednak manipulacja i kłamstwo stały się obecnie powszechne, zaś za nożycami cenzorskimi najbardziej tęsknią ci, którzy są sami najmniej święci.

Na zdjęciu rząd potężnych półciężarówek, na maskach mają amerykańskie flagi. Przez okno pierwszej z nich wychylona do połowy rosła kobieta w średnim wieku, w bluzie w barwach narodowych i z napisem „Land Free” w ręce. Samochody blokuje dwoje sanitariuszy stojących na drodze. Ubrani w fartuchy i maski, zachowują spokój i nie dopuszczają kawalkady samochodów do centrum miasta, gdzie miała odbyć się demonstracja.

To zdjęcie z Denver, stolicy stanu Colorado, zrobiło furorę. Czy można znaleźć lepszą ilustrację tez stawianych na co dzień przez wiodące amerykańskie media, z telewizją CNN na czele? Dwóch oświeconych przedstawicieli rozsądku, samotnych, powstrzymuje protrumpowską irracjonalność i prymitywizm.

Pielęgniarze z miejsca zostali okrzyknięci samotnymi bohaterami. Gdyby ktoś jednak miał w pełni uczciwie podpisać to zdjęcie, powinien chyba ująć to inaczej: „gdy ludzie panikują ze strachu o swój los, szybciej uspokoi ich para pielęgniarzy, niż stojące w odwodzie radiowozy, helikoptery policyjne i Gwardia Narodowa”.

Fabryka fanatyków

Fotografia z Colorado pobudziła część mediów do rozważań, czy taka Ameryka, w której ludzie toczą spory na każdy temat, gdzie wolność jest święta, a wolność słowa najświętszą ze świętych, jest najzdrowsza. Colin Horgan na platformie Medium.com przekonuje, że epidemia ujawniła słabość dyskursu opartego na równoprawności opinii. Jako przykład podaje oczywiście ruchy społeczne negujące sens kwarantanny i wyciągające ludzi na ulicę. „Czy ten pluralizm wytrzymuje próbę czasu? – pyta retorycznie.
Minuta ciszy z udziałem premiera Borisa Johnsona na Downing Street 28 kwietnia 2020 poświęcona ofiarom koronawirusa wśród pracowników służb publicznych w Wielkiej Brytanii. Fot. Stefan Rousseau WPA Pool/Getty Images
Z poparciem nadciągają sondaże. Dziennik „USA Today” przeprowadził badanie, z którego wynika, że połowa ankietowanych uważa, że szczepionka na COVID-19 istnieje, ale ukrywa ją światowa oligarchia, a jedna trzecia twierdzi, że wirus nie istnieje.

Swojego dołożył amerykański prezydent. Jego luźna, absurdalna uwaga o tym, by wstrzykiwać w żyły płyn dezynfekujący, typowa dla trumpowskiej dezynwoltury, i mająca chyba raczej oznaczać, że szczepionkę powinno się z łatwością wynaleźć, została szybko przekształcona w zachętę do popełniania samobójstwa.

Tę interpretację uwiarygodniły te z koncernów farmaceutycznych, których konkurentów Trump popiera, informując społeczeństwo, by nie stosowało się do „wskazówek prezydenta” i nie wstrzykiwało detergentów bądź 70-procentowego alkoholu prosto w żyły.

Wcześniej spore wrażenie na światowej, szczególnie azjatyckiej opinii zrobiły czterodniowe modły w meczecie pod Kuala Lumpur z przełomu lutego i marca, na których zebrało się 16 tysięcy osób. Pobożni muzułmanie mieli śpiewać „nie boimy się epidemii”, a potem rozjechać do domów, roznosząc zarazę po całej Azji Południowo-Wschodniej. Oto zabójczy wpływ religii – zakrzyknęli odbiorcy mediów na całym świecie.

Tyle że modły w meczecie zaczynały się, kiedy odbywały się na świecie jeszcze mecze i koncerty, a turyści szusowali po włoskich nartostradach. Kończyły się w momencie, kiedy ogłaszano pierwszy stopień globalnego zagrożenia. To było tych kluczowych kila dni.

Władze Malezji te osoby, które się dało, szybko objęły kwarantanną i zakazały imprez masowych, ale było już za późno. Oprócz epidemii pozostały z opinią, że muzułmanie – w tym rząd Malezji – celowo się zarażają, bo uważają, że Allah ich ochroni.

Sztuczne „pandemie”

Do czego nas prowadzi ta dekonstrukcja? Do banalnego wniosku, że nie święci lepią informacje, które nas otaczają. Szczególnie ci, którzy znajdują się na końcach tego sporu.

Spójrzmy najpierw na tych, którzy przekonują nas, iż wpadliśmy w globalną panikę, a nie w epidemię. Teorie i tezy są różne: że jesteśmy zwodzeni, COVID-19 jest mniej morderczy od grypy sezonowej, że to histeria, że nakładane regulacje to dążenie przez światową oligarchię do umocnienia władzy. I tak dalej.

Oczywiście tego typu radykalizm też ma różną siłę i w Polsce ani jego skala, ani potencjał nie robią specjalnego wrażenia na tle innych krajów, nie tylko tych zza Oceanu. Dość charakterystyczne, że niedawne, organizowane wbrew przepisom demonstracje przeciwko zamknięciu granicy na Odrze odbyły się wyłącznie po stronie niemieckiej.

W świecie anglosaskim w budowaniu takiej atmosfery wzięli udział polityczni liderzy. O ile w przypadku USA sprowadziło się to raczej do lekceważących wypowiedzi Donalda Trumpa, za którymi szły jednak zdecydowane działania, o tyle w przypadku Borisa Johnsona było gorzej. Wielka Brytania płaci dziś w ofiarach za zbyt późne nałożenie blokad, a użyte przez premiera początkowo porównanie epidemii do grypy mogą przekreślić dalszą karierę tego polityka.

Tu nie ma żadnego koronawirusa... Jak władze ukrywają epidemię

Za kilka miesięcy granicę Polski mogą zacząć szturmować zdesperowani – i zakażeni – uchodźcy.

zobacz więcej
Warto zwrócić uwagę na kulturę, z której wywodzi się zarówno były ironiczny publicysta Johnson, jak i zawsze chodzący swoimi ścieżkami Trump, a także wielu naszych „koronawirusowych negacjonistów”. To tradycja politycznej niepoprawności. Jest ona dla nich dużo ważniejsza od konstruktywnej koncepcji walki z kolejnymi ideologicznymi pandemiami, które opanowywały świat w ciągu ostatnich dekad, a które były napędzane przez partie polityczne i biznes w celu mobilizacji elektoratów.

W czasie najgorszej fazy rzezi w Syrii światowe media, polityka i przemysł przekonywały nas, że największym problemem są prześladowania, którym rzekomo w zachodnim świecie, a szczególnie w „nowych demokracjach”, w drastycznym stopniu mają doświadczać środowiska LGBT. Równouprawnienie kobiet, efekt cieplarniany, efekt klimatyczny, nadprodukcja CO2, wycinki lasów, zdrowa dieta i nieśmiertelna walka z faszyzmem, wszystko to z naukowego poważnego dyskursu, zamieniało się w ideologiczne ofensywy mające jednoczyć masy w słusznym czynie. Liderami stawiali się mówiący zawsze jednym głosem celebryci, a wisienką na torcie stał się kult małej dziewczynki jeżdżącej po świecie i objawiającej niepodważalne prawdy.

Samodzielnie myślący ludzie słusznie buntowali przeciwko masowym histeriom. Tyle że czasem popadali przy tym w przesadę, ustawiając się na siłę na skrajnej kontrze. Także z tego powodu, że wymagają tego współczesne media. Skoro tamci mówią, że musimy przestać jeść mięso w ramach walki o klimat, to my ogłosimy, że zanieczyszczenie powietrza w miastach nie istnieje, a najlepszą metodą poruszania się w nim jest samochód z sześciolitrowym silnikiem bez katalizatora.

Jako żywo przypomina to dawną batalię o obowiązek zapinania pasów w samochodzie, który miał być typową opresją. Przeciwnicy pasów w swoim wolnościowym zapale dowodzili nawet, że częściej one zabijają niż ratują życie (zdarza się to, ale bardzo rzadko, dużo częściej pasy ratują życie nie tylko kierowców, ale i osób trzecich).

Ci przeciwnicy narzucanych im dogmatów nie połapali się, że sami stali się dogmatykami. Skoro całe życie wyśmiewali wymyślone przez innych nieistniejące potwory, to nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że akurat ten jest prawdziwy.

Może pamiętacie stary dowcip o czarnym rycerzu, którego przybycia boją się we wszystkich karczmach. Do jednej z nich wpada facet w czarnej zbroi. Wypija alkohol, zajmuje się żoną właściciela, tłucze obsługę. A na końcu stwierdza: „A teraz wieję stąd, zanim czarny rycerz się zjawi”. Tak było do tej pory.

Tym razem potwór zjawił się naprawdę.

Kreatywne klawiatury

A co z tymi, którzy łowią „negacjonistów”, wypatrują wszędzie fake newsów, którzy – nie tylko przy tej okazji – podkreślają, że rozpasanie w mediach społecznościowych, niekontrolowana wolność słowa, brak uznania dla autorytetów, podszepty agentów, fanatyków i księży sprowadzają ludzi na zła ścieżkę? Oni sami o tym wszystkim powiedzieć mogą naprawdę sporo – a także o manipulacji.
Greta Thunberg podczas protestu klimatycznego w Brukseli 6 marca 2020. Fot. Thierry Monasse/Getty Images
Jej modelowym przykładem jest seria produkcji filmowych poświęconych telewizji „Fox News”. To dość charakterystyczne, że to jedyne bardzo potężne medium wyłamujące się z liberalno-oligarchicznego chóru, nagle okazuje się siewcą wszystkich nieszczęść: od manipulacji po molestowanie. Podczas gdy wszystkie te problemy są zupełnie obce kolegom i koleżankom z konkurencji, szczególnie ze szlachetnej CNN.

W Europie ten młyn propagandowy obsługiwany jest od lat przez dominującą większość w Parlamencie Europejskim i Komisji Europejskiej. Każdy, kto się wyłamuje jest dziś – kiedyś tak jednak tego argumentu nie używano – porównywany do najgorszych, z Hitlerem na końcu. To właśnie tym, którzy nie śpiewają w jedynie słusznym chórze, ma sprzyjać informacyjne rozpasanie – dlatego wreszcie trzeba zrobić z nim porządek. Tak, by żaden tabloid, żadna telewizja, żaden ośrodek badawczy, nie szkodził tezom autoryzowanym przez europejską oligarchię polityczną żyjącą z kolejnych ofensyw ideologicznych. A także przez czapkującą jej większość mediów.

Spora część elit polityczno-medialnych, także w Polsce, nauczyła się korzystać z tego mechanizmu przy każdej okazji – wycinki lasu w ramach walki ze szkodnikiem, redukcji populacji zwierząt związanej z chorobą, budowie kanału, kłótni o formę głosowania. Wszystko to w oczekiwaniu, że „Europa” przyjdzie z pomocą i ogłosi, że to niezgodne z „europejskimi zasadami”.

Oczywiście, wsparte jest to umacnianiem odbiorcy przekazem, że żyje w dzikim, nieoświeconym społeczeństwie łatwo poddającym się manipulacji. W pierwszej połowie kwietnia pojawiły się chociażby informacje o rzekomych atakach na lekarzy, lekarki, pielęgniarki. Za każdym razem identyczne. Nie sam przesyłający, ale jakiś jego znajomy słyszał, że nienawistni sąsiedzi a to oblali lekarce drzwi farbą, a to pobili pielęgniarkę, a to sanitariuszy obrzucili butelkami. Podchwyciły to, owszem, media, ale nigdy żadna z tych ofiar nie pojawiła się pod nazwiskiem. A w takiej sytuacji doświadczeni dziennikarze wiedzą, jak jest naprawdę. Anonimowe źródła narodziły się pod palcami opisujących je redaktorów.

Kto powiedział Jahwe

Obie opisane przeze mnie powyżej grupy dziś mogą wyrządzić dużą szkodę, większą niż zwykle. Negacjoniści, często wywodzący się z szeroko pojętej prawicy, choć nie zawsze, są groźni bezpośrednio, bo wysyłają ludzi na ulicę. W Polsce są na to za słabi, ale gdzie indziej – szczególnie w USA – mogą. Gospodarka dzięki nim nie ruszy, ale wirus, owszem, poszaleje.

Strażnicy politycznej poprawności, głównie przedstawiciele medialnego i w Europie politycznego mainstreamu, są niebezpieczni, bo niszczą kapitał społeczny, podważając zaufanie pomiędzy ludźmi. A także pomiędzy narodami, bo dają do zrozumienia, że niektóre z nich, jak Polacy albo mieszkańcy Colorado, są bardziej dzikie niż inne. Ale szkodzą także wtedy, gdy ogłaszają niebezpieczny postulat cenzury, oczywiście w formie 2.0.

Przygotujcie się na piekło. Ten świat należy już nie tylko do nas, ale też do koronawirusa

Choć sprawnie grzebiemy w DNA , to wciąż najlepszym sposobem na COVID-19 jest mycie rąk i noszenie maseczki.

zobacz więcej
W pamiętnym montypythonowskim „Żywocie Bryana” jest scena, gdy Żydzi polują na tego, kto głośno wymówił Boże imię (czego wiara mojżeszowa zakazuje). Kolejne osoby krzyczą: „on powiedział Jahwe” i są kamieniowane także za… użycie słowa Jahwe. Miłośnicy cenzury w internecie i mediach społecznościowych, niedopuszczaniu tych czy innych powinni o tym pamiętać.

Może napisałem gdzieś nieprawdę, i trzeba mnie ocenzurować, ale jeśli napisałem prawdę, a ktoś zarzucił mi, że napisałem nieprawdę, to jego trzeba ocenzurować. Tworzy się cenzuralna matrioszka. Oczywiście nie występuje ona dziś jako urzędnik w grubych szkłach wykreślający czerwonym ołówkiem fragmenty tekstu, ale jako algorytmy pozycjonujące, odcinające pewne treści od publicznego dostępu, czasem nawet je blokujące.

Dziś w Polsce przeważa rozsądek. Powstające platformy do walki z koronafakenewsami dementują – ale nie blokują – pojawiające się brednie. Politycy cynicznie, a dziennikarze z pasją, wykorzystują epidemię, by okładać nią swoich przeciwników. Ale na razie większość nie przekracza bariery, za którą zaczyna się prawdziwy problem. Przede wszystkim dzięki temu, że mamy najrozsądniejsze społeczeństwo w Drodze Mlecznej (jeszcze tu kiedyś o tym napiszę).

A warto przypomnieć wszystkim stronom, że zdrowy rozsądek nakazuje dziś raczej zadbać o życie swoich bliskich, nawet jeśli jeden czy drugi zakaz wydaje się nam niezbyt zasadny niż trzymać się dogmatów, ideologii i prowadzić walkę o władzę.

– Wiktor Świetlik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Protest przeciwko nakazom pozostawania w domu 18 kwietnia 2020 w San Diego w Kaliforni. Fot. Sandy Huffaker/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy potomkowie chłopów nadal jęczą pod butem panów?
Warto się zdecydować, czy polski lud niósł ze sobą błogosławione egzorcyzmowanie kultury szlacheckiej czy naganną brutalność.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Geny kreatywności. Co nas różni od szympansa i neandertalczyka?
Stał się być może bardziej kreatywny w swoich prapraprawnukach. W nas.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sto lat podzielonej Irlandii. Czy skutkiem brexitu będzie terror?
Partie katolickie odrzuciły propozycję udziału w zespole przygotowującym obchody rocznicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Otworzyli albumy i pudła ze starymi gazetami, odkryli rodzinne...
Miałam nadzieję, że nowi mieszkańcy zobaczą, że to miejsce ma swoje życie, swoją tożsamość i historię, z której można być dumnym – mówi autorka wystawy.
Cywilizacja wydanie 23.04.2021 – 30.04.2021
Panie i panowie w sporcie. A co z transseksualistami?
Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.