Cywilizacja

W naturze czy w laboratorium? Gdzie się urodził COVID-19

Podstawowa rzecz, którą warto zrozumieć polega na tym, że natura jest zdolna do znalezienia znacznie ciekawszych i trwalszych rozwiązań niż ludzie. Czy wirusa polio zrobiło jakieś laboratorium? Albo grypy hiszpanki?

Breaking news z 17 kwietnia 2020: odkrywca wirusa HIV, noblista prof. Luc Montagnier powiedział, że SARS-CoV-2 został stworzony w laboratorium wirusologicznym w Wuhan i że włączono w niego kawałek genomu wirusa HIV. Jego zaś powstanie było częścią chińskiego projektu pracy nad szczepionka przeciw AIDS.

Stało się to w telewizji francuskiej CNews, w popularnym programie Heure d’Pros prowadzonym przez Pascala Prauda.

Noblista, zszokował wszystkich widzów. I zrobił to niemal w pierwszych słowach. Potem, przez ponad pół godziny było coraz zabawniej. Znaczy, gdyby to nie było straszne i żenujące, byłoby śmieszne. Pojawiły się nawet „stacje bazowe telefonii 5G, które mogły przyczynić się do patogenności wirusa, bo pełno ich w Wuhan”.

Profesor od HIV

Nie każdy wie, niestety, jakim rodzajem ancymona jest noblista prof. Montagnier – dawniej z Instytutu Pasteura w Paryżu, a od roku 2010 w chińskim Shanghai Jiao Tong University. Dokąd udał się „w poszukiwaniu wolności badań naukowych”.

Tamże Montagnier bada „pamięć wody”, z czego różni inni mędrcy oraz on sam wywodzą skuteczność homeopatii. Jest też eksploratorem nieistniejących pól torsyjnych i wywodzi ich zaburzenia z działania sieci 4G, a obecnie 5G. Czyli zła wcielonego, jak powszechnie wiadomo [1].

Człowiek to równie czarujący i godny zaufania, jak jego farbowane włosy i wieczny nieco przyklejony uśmiech.
Luc Montagnier od dawna nie para się wirusologią, chorobami zakaźnymi czy walką z AIDS. Na zdjęciu: w czasie Festiwalu Nauk Medycznych w Bolonii w 2015 roku. Fot. Roberto Serra - Iguana Press/Getty Images
Niegdyś z tym samym uśmiechem i całkiem bez skrupułów niemal wykończył, podczas odkrywania wirusa HIV w latach 1982-84, swego amerykańskiego konkurenta, Roberta Gallo. Niemal wprost oskarżył go o plagiat, co doprowadziło do śledztwa wewnętrznego w miejscu pracy Gallo.

Okazało się, jednak znacznie później, że to z labu Montagniera w Instytucie Pasteura wysłano do Ameryki zanieczyszczoną kulturę z dwoma wymieszanymi wirusami, co doprowadziło do kilku tragicznych w naukowych skutkach pomyłek laboratoryjnych w National Cancer Institute, gdzie pracował Gallo.

Historia jest długa, nie miejsce tu ją opisywać, zwłaszcza że jej przebieg można znaleźć w anglojęzycznej wersji Wikipedii. Jakkolwiek by było, obaj panowie opublikowali uzyskane przez swe grupy badawcze sekwencje RNA wirusa HIV w tym samym numerze „Science”.

Kilka lat później, aby ustalić pierwszeństwo w sprawie HIV spotkali się prezydent Ronald Reagan i prezydent François Mitterand. Po tym spotkaniu na szczycie panowie profesorowie… może nie podali sobie rąk, ale przynajmniej ustalili ostatecznie, co następuje:

1. Odkrywcą wirusa HIV jest Montagnier (a tak naprawdę nagrodzona Noblem wraz z nim jego ówczesna podwładna Françoise Barré-Sinoussi).
2. Niezaprzeczalną zasługą Gallo jest zaś wykazanie, że wirus HIV jest przyczyną AIDS. Opracował on też pierwszy test pozwalający szybko wykrywać wirusa, co realnie przyczyniło się wtedy do ograniczenia szalejącej pandemii. Pandemii, z którą żyjemy już 40 lat.

W 2008 roku, Montagnier dostał Nobla w zakresie fizjologii i medycyny, by następnie wyrazić publicznie zdziwienie, że Komitet Noblowski nie uhonorował też Gallo. Zadziwił tym wszystkich, którzy wiedzieli, jaki był jego stosunek do Amerykanina.


Montagnier od dawna już nie para się wirusologią, chorobami zakaźnymi czy tym bardziej walką z AIDS. Zamiast francuskim profesorem-emeritusem dziś jest m.in. guru globalnego ruchu antyszczepionkowego.

7 listopada 2017 roku zorganizował nawet konferencję prasową, aby poinformować świat o tym, że szczepionki to zło i polityczna opresja oraz narażanie życia przyszłych pokoleń.

Nie promuje on co prawda teorii płaskiej Ziemi, ale i tego pewnie się doczekamy, bo jego ewolucja przyspieszyła wyraźnie od wyjazdu do Chin w celu zdobycia „wolności badawczej ograniczanej we Francji”. Bo nigdzie na całej planecie twórcza jednostka nie jest – rzecz jasna – tak wolna jak w ChRL.

Tacy sami jak my

To nie pierwszy „dziwny” naukowiec i nie ostatni. O wielu pisałam w tekście „Wielkie oszustwa. Nauka bywa nie tylko areną wiekopomnych odkryć”.

Wielkie oszustwa. Nauka bywa nie tylko areną wiekopomnych odkryć…

Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.

zobacz więcej
Jak to zgrabnie ujął inny noblista, tym razem z roku 1993 z chemii, Kary Banks Mullis, który odkrył biotechnologiczną i diagnostyczną w medycynie technikę wszechczasów, czyli PCR: „Nauka jest praktykowana przez ludzi, którzy są uzależnieni od zapłaty za to, czego się dowiedzą” [2].

I pan profesor Montagnier ruszył tam, gdzie mimo sędziwego wieku świetnie mu płacą za jego utytułowane nazwisko [3].

Dlaczego nauka miałaby działać inaczej niż za pieniądze, a naukowcy mieliby być bardziej moralni? Bo mądrość uszlachetnia? Owszem, ale taka opisana w „Mądrości Syracha” – mądrość życiowa, „mądrość serca” i zdrowy rozsadek, a nie wykształcenie, nawet najwyższe. Sama umiejętność błyskotliwego ustalania faktów, nawet za pomocą bardzo malutkich molekularnych krasnali, oraz zdolność bezproblemowego przebicia się przez trudne wieloletnie studia i wspinania po szczeblach naukowej kariery, nie są gwarantami uzyskania dyplomu z moralności należnego Jezusowi Chrystusowi albo ewentualnie św. Pawłowi Pustelnikowi[4].

My się z naukowcami znamy ze społeczeństwa. Są dokładnie takimi ludźmi, jakimi i my jesteśmy. Tak samo prawdomówni, tak samo odważni, tak samo skromni, profesjonalnie uczciwi etc. Nie spadli z Księżyca. Wychowały ich nasze matki i nasi ojcowie, ukształtowały nasze szkoły. Tak jak księży, nauczycieli, sędziów, lekarzy oraz wreszcie społecznie dostrzeżone – aż epidemii trzeba było! – ekspedientki w Biedronce i krawcowe. Są jednostki wielkie, wybitne, wspaniałe. I cała reszta, jak to w każdej części społecznej tkanki.

Po prostu targ mięsny

Wracajmy jednak do wirusa z Wuhan, bo o nim to przecież historia. Poważni naukowcy z poważnych ośrodków w poważnych opiniotwórczych pismach wyznają jeden z dwóch poniższych poglądów.

a) ten wirus najprawdopodobniej powstał w naturze, ale nie da się wykluczyć że teoretycznie mogło być inaczej;
b) z analizy tego wirusa jasno wynika, że niemal na pewno nie był modyfikowany.
Prześledzenie wypadków na początku pandemii wyraźnie wskazuje na targ mięsny w Wuhan – twierdzi dr Norman Pieniążek. Na zdjęciu: targ drobiowy w Wuhan, który został zamknięty w 2013 roku po wybuchu epidemii ptasiej grypy. Fot. Reuters
Podstawowa rzecz, którą warto zrozumieć polega na tym, że natura jest zdolna do znalezienia znacznie ciekawszych i trwalszych rozwiązań niż ludzie. Czy wirusa polio zrobiło jakieś laboratorium? Albo grypy hiszpanki?

Jeśli chodzi o koronawirusy, to jak w swoich rozlicznych wypowiedziach przypomina prof. Krzysztof Pyrć, polski od nich specjalista, one przekraczają barierę gatunkową z natury rzeczy dość regularnie od 30 lat. Co mniej więcej zatem dekadę lądują w naszym organizmie z opłakanymi skutkami, choć istotnie, tak SARS-CoV-1 (2002-3) jak i MERS-CoV (2012-występuje do dziś) są z SARS-CoV-2 nieporównywalne co do skali zachorowań . I to jest dla prof. Pyrcia najlepszy argument, że żadne laboratorium nie było potrzebne.

Jak trafnie ujął to w dyskusji na mojej stronie popularyzatorskiej Naukovo.pl dr Norman Pieniążek, emerytowany szef jednego z laboratoriów referencyjnych w amerykańskim CDC w Atlancie:

Dlaczego Chińczycy jedzą zupę z nietoperzy, duszone węże i smażone łaskuny? Wirus na talerzu

Jedzenie rzadkich dzikich zwierząt jest dziś symbolem zamożności, szpanem obliczonym na zaimponowanie biesiadnikom.

zobacz więcej
„Przeciwko teorii o stworzeniu tego wirusa w laboratorium przemawiają dwa fakty. Pierwszy – że już od narodzin inżynierii genetycznej w latach 70. (XX w.) ostrzegano, że trzeba wprowadzić ograniczenia, moratoria itp., bo w laboratorium można przecież stworzyć »potwora«. Nic takiego nie zaszło, a dane z sowieckiego Instytutu Broni Biologicznej Vector w Nowosybirsku wskazują, że i tam nie udało się nic groźnego stworzyć. Natura jest jednak lepsza, bo testuje nowe kombinacje śmiertelnych mikrobów na przypadkowych ludziach (głównie Chińczykach, jak się wydaje). Po drugie, prześledzenie wypadków na początku pandemii wyraźnie wskazuje nie na Instytut Wirusologii w Wuhan, ale na targ mięsny w Wuhan [5].”

Laboratorium złej sławy

Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że tegoż samego 17 kwietnia, gdy o swoim istnieniu przypomniał prof. Montagnier, telewizja Fox News zaprezentowała materiał, który nie opierał się na sądach nagrodzonego Noblem miłośnika pseudonauk, tylko na tzw. „źródłach w CIA”.

Źródła owe miały ujawnić, iż poważnie rozważa się pochodzenie wirusa z laboratorium o najwyższym poziomie bezpieczeństwa zwanym BSL4 znajdującego się na obrzeżach metropolii Wuhan.

Laboratorium to, oficjalnie Wuhan Institute of Virology of Chinese Academy of Sciences, ma złą sławę i było już dawniej obiektem krytyki. A to ze względu na wykazywany już w styczniu 2018 roku przez (jak to ujął „Washington Post” z 14 kwietnia) „dyplomatów i naukowców” niepokój. Związany był on z „niedbałymi” procedurami bezpieczeństwa w pracy z wirusami, co „stanowi ryzyko wybuchu pandemii podobnej do SARS”. Te same źródła miały twierdzić, że wirus wyciekł z laboratorium w wyniku takiego właśnie wypadku – po prostu doszło do zakażenia jednego z pracowników.
Czy możliwe, aby wirus był jednak „obrabiany” w laboratorium? Na zdjęciu: Laboratorium Instytutu Biologicznego w Wuhan. Fot. Reuters
Fox News natomiast sugerowało przez swoje źródła, że wirus nie jest naturalny, że był „obrabiany” w laboratorium, ale nie w celu stworzenia jakiejś broni biologicznej, tylko po to, by wykazać, brutalnie rzecz ujmując, „kto ma większe jądra” w wyścigu naukowym. Globalny lider schodzący czy ten wschodzący.

Przypadkowa sekwencja

Nie będę tu zabierać chleba dr. Jackowi Bartosiakowi i zajmować się tłumaczeniem geopolityki, bo ja jestem na łamach Tygodnika TVP raczej „panią od przyrody”. Zatem opowiem, co wiadomo od strony biologicznej.

Najpierw ten nieszczęsny HIV Montagniera. Noblista oparł swoją publiczną wypowiedź z 17 kwietnia na pracy bioinformatyków z Indii z lutego 2020 roku znajdującej się w serwisie preprintowym (publikacji niezrecenzowanych, niepoddanych żadnej rewizji krytycznej)[6]. Ale jak wiele takich preprintów ostatnio, przy dużym parciu na szkło autorów, praca ta trafiła na pierwsze strony gazet, bo jako pierwsza zaproponowała „dowód”, że wirus został zrobiony przez człowieka.

W kwietniu już było jasne, że praca ta nie została przyjęta do druku z przyczyn rażących błędów w metodologii. Takie krótkie sekwencje peptydowe, jakich autorzy doszukali się w genomie nowego koronawirusa, a dokładnie w jego słynnym białku Spike, są obecna w wielu organizmach, nie tylko w HIV. To podobieństwo zbyt krótkie, by miało jakiekolwiek znaczenie biologiczne.

Fizyka chciałaby o nim zapomnieć. Niemiecki szalbierz, który przyćmił innych naukowych oszustów

„Genialny fizyk” Jan Hendrik Schön u szczytu swojej kariery mniej więcej co tydzień wytwarzał nową, solidnie napisaną rozprawę naukową.

zobacz więcej
Co więcej, białko Spike wirusa Sars-CoV-1 miało doskonałe dopasowanie do swego receptora ACE2 na naszych nabłonkach oddechowych. Tu zaś białko Spike tego nowego, SARS-CoV-2, nie ma tej sekwencjo doskonałej, tylko zupełnie inną. Ona okazuje się jeszcze doskonalsza w wiązaniu ACE2. Ale…

Przecież gdyby to było zrobione przez człowieka, to wzięto by sekwencję, co do której było wiadomo, że jest doskonała, a nie generowano by jakąś przypadkową inną, o której nic nie wiadomo. To tak, jak byśmy mieli za zadanie złożyć doskonały samochód z różnych części w garażu, ale mając gotowy i dostępny i super-sprawny silnik od Porsche, postanowilibyśmy jednak uzyskać silnik za pomocą rzucania o siebie śrubek, tulei oraz łopatek ze złomowiska.

A że ta zupełnie nowa sekwencja okazała świetna z punktu widzenia wirusa, to już matka natura tak się bawi w selekcję naturalną miliardowych wariantów, do których doprowadza. Człowiek by nie nadążył sekwencjonować i sprawdzać jakości tych wariantów w ciężkich technikach krystalograficznych, sekwencyjnych i tysięcznych sklonowaniach oraz eksperymentach „w krzemie”. Bo ma tylko probówki, a nie prawdziwy dobór naturalny.

Zamrażarka pani od nietoperzy

Proces, w ramach którego potwór powstał (tylko nieco inny, o czym za chwilę) jest jednak możliwy do przeprowadzenia i da się ująć w postaci poniższego kalendarium.

W październiku 2013 roku na łamach „Nature” ukazał się artykuł – pierwsze poważne dzieło instytutu wuhańskiego w tak prestiżowym czasopiśmie – o odkryciu w nietoperzach wirusa SARS-CoV (dziś zwanego SARS-CoV-1)[7]. Zwracam uwagę, że odnalezienie takiego miglanca zajęło wtedy 10 lat od epidemii, ale to dla biologii molekularnej, sekwencjonowania etc. było całą epokę technologiczną temu.

Jedynym niechińskojęzycznym z nazwiska współautorem tej pracy był dr Peter Daszak. Mąż ów jest szefem organizacji zwanej EcoHealth Aliance z siedzibą w Nowym Jorku. Celem owego aliansu jest pozyskiwanie i badanie ludzkich i zwierzęcych wirusów w miejscach zwanych „emerging diseases hot-spots”. Czyli tam, gdzie zaczynają się często odzwierzęce epidemie. Piszę o nim szeroko, bo będzie nam jeszcze potrzebny w tej historii.
Nietoperze owocowe z zoo w kalifornijskim Oakland raczej nie służą pani Shi Zhengli do badań nad koronawirusami. Fot. Justin Sullivan/Getty Images
Ostatnią, czyli jak jest w nauce przyjęte – najważniejszą autorką tej pracy jest Shi Zhengli. Nazwijmy ją tu zasłużonym mianem „bat-woman”. To ona wydobywa nietoperzom z ciała te różne koronawirusy od Junanu po Kanton i ma ich całą zamrażarkę. Dlatego jest potrzebna każdemu badaczowi, który chciałby trochę poeksperymentować z koronawirusami odzwierzęcymi.

To nie jest jakieś gigantyczne grono badawcze. Dzisiaj się wszyscy obudzili, ale tych, co się bawili laboratoryjnie koronawirusami, zanim stało się to modne, jest niewielu.

22 października 2014 roku USA ogłaszają moratorium na badania nad niebezpiecznymi chorobami zakaźnymi. Chodzi głównie o eksperymenty zwane w naukowym slangu „gain the function”, czyli pozwalające jakiemuś drobnoustrojowi chorobotwórczemu dla człowieka stać się potencjalnie jeszcze bardziej chorobotwórczym albo drobnoustrojowi zwierzęcemu zaatakować człowieka, etc. Generalnie chodzi o to, żeby na tego typu eksperymenty wyrażała zgodę specjalna komisja. Moratorium jest szeroko komentowane w świecie naukowym jako „zbyt szerokie”.

Zwierzęta ratują ludzi przed epidemią. Czy myszy, lamy i fretki pomogą zwalczyć koronawirusa?

Dobry dawca przeciwciał mógł zawsze liczyć na drapanie za uchem i soczystą marchewkę.

zobacz więcej
9 listopada 2015 roku – mimo moratorium – na łamach „Nature Medicine” pojawia się publikacja afiliowana głównie przy Uniwersytecie w Chappel Hill w Północnej Karolinie (USA)[8], gdzie bat-woman jest na przedostatnim miejscu wśród autorów i tym razem ona jest rodzynkiem spoza USA.

Praca mówi, że podobne do SARS koronawirusy krążące w populacji chińskich nietoperzy mają potencjał zaatakowania gatunku ludzkiego – dokładnie tak jak zrobił to SARS.

Aby udowodnić swą tezę uczeni amerykańscy wzięli z zamrażarki bat-woman nietopeziego wirusa nazwanego SHC014-CoV. Z niego wzięli sekwencję genu kodującego białko Spike z niewielkim otoczeniem, a resztę – szkielet genomowy zawierający zakodowaną całą maszynerię namnażania wirusowego RNA etc. wzięli z wirusa SARS-CoV-1. Takiego trochę specjalnego, zaadaptowanego do zakażania myszy i powodującego u nich zapalenie płuc. Po co się robi takie wirusy objaśniałam w moim poprzednim tekście.

Ku zaskoczeniu badaczy okazało się, że taka wirusowa chimera, mimo utraty białka Spike teoretycznie dostosowanego do ataku na człowieka, bo pochodzącego z wirusa, który przekroczył już barierę gatunku ludzkiego, a po zastąpieniu go białkiem Spike stosownym dla życia „happily ever after” w nietoperzu, zakaża ludzkie nabłonki oddechowe!
Pierwszy SARS nie nauczył nas niczego. Do tego stopnia, że z transgenicznej myszy pozwalającej badać SARS zostało jedynie kilka fiolek spermy w zamrażarce. Na zdjęciu: laboratorium w Guangzhou. Fot. Qilai Shen/Bloomberg via Getty Images
Następnie uczeni zrobili syntetycznego wirusa o sekwencji genomu dokładnie takiej jak poprzednia wirusowa chimera i okazało się, że ma on zdolność do namnażania się. Co więcej, specjalne tzw. monoklonalne przeciwciało zdolne ograniczyć infekcje SARS-CoV-1, nie hamowało wnikania do komórek ludzkich nowej wirusowej chimery.

Konkluzja była prosta (choć nikt istotny w świecie realnych decyzji światowych jej w sumie nie zauważył, dlatego budzimy się dziś z ręką w nocniku): pojawienie się SARS-CoV-1 wyznaczyło początek nowej ery w świecie transgatunkowych wirusów rozprzestrzeniających się drogą kropelkową i jest oczywiste, że „ciąg dalszy nastąpi”. Po prostu dlatego, że może nastąpić. Gdyż natura – sama z siebie – nie takie rzeczy lepi z kawałków, jak ta laboratoryjna chimera z Chappel Hill.

Po co był ten eksperyment?

Nic zatem dziwnego, że już trzy dni po tej publikacji jeden z edytorów „Nature”, Declan Butler napisał tekst zadający istotne pytanie: po co był ten eksperyment? Czy był jedynie groźny, czy też w jakimś sposobie pożyteczny dla ludzkości?[9]

Cytuje on w swoim tekście kilku istotnych uczonych, którzy zdołali już wyrazić swoje oburzenie na sytuację, gdy nauka „z ciekawości uzjadliwia mikroby”. Ponieważ badanie z Chappel Hill zostało wykonane już po wejściu w życie moratorium, szybko okazało się, że uczeni z Północnej Karoliny mieli zgodę na te eksperymenty. Ten „szczegół techniczny” umyka jednak takim komentatorom jak Simon Wein-Hobson z Instytutu Pasteura w Paryżu, który za to zauważa przytomnie: „Jeśli ten wirus by się wydostał z laboratorium, nikt nie byłby w stanie za nim trafić (przewidzieć jego trajektorii)”.

Z kolei Richard Ebright z Rutgers University w New Jersey znacznie mniej przebierał w słowach. „Jedyne znaczenie tej pracy polega na tym, że stworzyła w laboratorium nowe, nieznane zagrożenie” – stwierdził.
Jednak Butler, jak każdy uczciwy edytor, zacytował również naszego znajomego z kilku akapitów wyżej, Petera Daszaka. Jego zdaniem stworzenie tej chimery – absolutnie prawdopodobnej do powstania w naturze – pokazuje, jakie patogeny trzeba priorytetyzować w badaniach naukowych.

Gdyby nie praca z „Nature Medicine”, prawdopodobnie nikt by nie uważał nietopeziego SHC014-CoV za jakiekolwiek zagrożenie dla naszego gatunku. Jakże niesłusznie..

Oczywiście żadnej niesamowitej „reaserch attantion” na koronawirusach wówczas nie skupiono, więc jesteśmy z badaniami dokładnie tam, gdzie jesteśmy. W lesie.

Pierwszy SARS nie nauczył nas niczego, a o MERSie mało kto nawet słyszał. Do tego stopnia, że z transgenicznej myszy pozwalającej badać SARS, gdyż jej komórki produkują ludzkie białko ACE2 na swej powierzchni, zostało jedynie kilka fiolek spermy w zamrażarce w pewnym amerykańskim laboratorium – muzeum mysich szczepów. A dziś tysiąc grup badawczych się zgłasza po tę mysz…

Cóż panie i panowie, wcześniej trzeba było. No ale czego wymagać od takich zwykłych naukowców, gdy wśród noblistów „od tych rzeczy” jeden bada pamięć wody i pola torsyjne w chińskim raju, a drugi surfuje w San Diego i zajmuje się osobistą krytyczną filozofią nauki oraz (być może) przyjemnie poszerza skalę swej świadomości za pomocą „kwasu” czy innych fajnych chemikaliów? Myślenie o przyszłości ma kolosalną przyszłość.

– Magdalena Kawalec-Segond, doktor nauk medycznych, biolog molekularny, mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii”, popularyzatorka nauki prowadząca stronę Naukovo.pl

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Autorka pragnie serdecznie podziękować Pani Hannie Bożanovskiej za wielką pomoc w poszukiwaniu materiałów do artykułu.
Przypisy:

[1]O polach torsyjnych pisałam nieco tu: https://tygodnik.tvp.pl/47254133/czarymary-czyli-co-na-pewno-nie-pomoze-na-covid19

[2] Sam Mullis jest ekscentrykiem. Oficjalnie stwierdził kiedyś, że odkrycie PCR (a jest to geniuszem przeniknięte odkrycie, proszę mi wierzyć) zawdzięcza sporym dawkom LSD, które w siebie wówczas ładował, jak niemal każdy w Berkeley. Dziś wydaje kasę z Nobla na surfing, oraz… „planuje pisać i mówić o błędach naukowych kształtujących nasze światy społeczne i polityczne. Przede wszystkim chce obalić powszechne przekonanie, że naukowcy wiedzą, o czym mówią. Przyznawanie grantów i dogmaty zastąpiły według Mullisa poszukiwanie prawdy. Może to tylko brak środków płatniczych na środki powodujące poszerzanie świadomości? Lub domu z widokiem na super fale na plaży Windansea Beach w San Diego?

[3] Nie jest jedynym noblistą w wieku matuzalemowym, który ma w Chinach swój instytut, choć Chińczykiem nie jest. Jednego takiego noblistę z fizjologii i medycyny nawet znam dobrze osobiście. Przemiły człowiek i też Francuz. Też nagrodzony po latach od odkryć i też oprotestowany w specjalnym liście otwartym przez niemałe grono kolegów po fachu, którzy uważali że ten Nobel należał się komuś innemu. Chińska „maszyna naukowo-techniczna” ma chyba upodobanie w pewnym typie.

[4] Jest taki obrazek krążący po sieci jako mem, gdzie diabeł sprowadza do piekła jakaś chudą okularnicę, i wyjaśnia: „Pani profesor, to jest Zdziś (albo Ryś, albo dowolnie). Zdziś przeczytał w przez pół godzinki internecie co tam o tym, czemu poświeciła Pani całe dorosłe życie. A teraz będzie Panią w tej kwestii całą wieczność pouczał.” Piekło? Oczywiście. Zwłaszcza wakcynolodzy, czyli spece od szczepionek, powinni się strzec, bo Zdzisiów się namnożyło. Także elektronicy i inżynierowie telekomunikacji oraz fizycy od elektromagnetyzmu – zobaczcie ilu Zdzisiów zna się dziś na 5G! I jeśli ta wizja nie skłania naukowców do nieustannego podnoszenia standardów moralnych, życia miłością i dzielenia się ostatnia koszulą z potrzebującymi, to nic pewnie nie zdoła.

[5] https://www.axios.com/timeline-the-early-days-of-chinas-coronavirus-outbreak-and-cover-up-ee65211a-afb6-4641-97b8-353718a5faab.html?fbclid=IwAR1LqpQ1dfrxlinwVMn_rbPeQ6JCWX_ASBQ2qP2oJVpFmKOykOyhfuMu9YU
[6] https://www.biorxiv.org/content/10.1101/2020.01.30.927871v2
[7] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5389864/
[8] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5389864/
[9] https://www.nature.com/news/engineered-bat-virus-stirs-debate-over-risky-research-1.18787

Źródła:

1.https://www.youtube.com/watch?v=kccOPIFi7Is&feature=youtu.be&fbclid=IwAR3MJcn16upSL3SwQkR0paXBkHQ2sj0swuddNZZUlNVaWFQps0NicoF-aNs
2. https://www.foxnews.com/politics/coronavirus-wuhan-lab-china-compete-us-sources
3. https://classic.esquire.com/article/1994/7/1/is-kary-mullis-god-or-just-the-big-kahuna?fbclid=IwAR3dlhlw5TCvkE76BOyM37lKaWEtemYEHIdqQJtybIJBMMrBwSVL-4gnpJA
4. https://www.sciencesetavenir.fr/sante/vaccins-decryptage-de-l-etrange-conference-de-presse-des-professeurs-luc-montagnier-et-henri-joyeux_118446
5. https://www.businessinsider.fr/us/us-officials-raised-alarms-about-safety-issues-in-wuhan-lab-report-2020-4
6. https://healthfeedback.org/claimreview/claim-by-nobel-laureate-luc-montagnier-that-the-novel-coronavirus-is-man-made-and-contains-genetic-material-from-hiv-is-inaccurate/

Zdjęcie główne: Laboratoria na całym świecie, podobnie jak argentyński Malbran Institute z Buenos Aires, nastawione są na walkę z COVID-19. Fot. REUTERS/Agustin Marcarian
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Imigranci kolonizują Europę. Dzielnice z szariatem, ulice, na...
Trzeci świat został wpuszczony na nasz kontynent dzięki nowej religii praw człowieka.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dziecko i propaganda. Tak uśmiech, jak i ból służą do manipulacji
Prawdziwa może być buzia dziecka, łzy, bagna i las. A mimo to wszystko razem może być kłamstwem.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy covid zniknął z Japonii?
Nie bez znaczenia może się okazać genetyczna konstrukcja Japończyków.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czarna legenda nacjonalizmu
Uczyniono go głównym odpowiedzialnym za ksenofobię, wykluczenie, brak tolerancji. Czy słusznie?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kremlowska technologia władzy. Putinowski konserwatyzm
Prezydent Rosji nie odrzuca dziedzictwa sowieckiego, w tym również stalinowskiego.