Kultura

#Metoo działa jak stalinizm? Cóż, czasem miewa oblicze totalitarne

Woody Allen przez dekady, zanim nastąpił feministyczny skręt w kinie, pracował z aktorkami, obsadzając je w głównych rolach. Nigdy nie pojawiło się żadne oskarżenie o choćby nieprzyzwoite zachowanie reżysera wobec kobiet.

Na początku dokonam coming outu. Widzę pozytywy ruchu #Metoo. Cieszę się, że w końcu w Hollywood choć minimalnie pękła zmowa milczenia i upokarzane przez lata kobiety nabrały odwagi, by wykrzyczeć swoją krzywdę. Skazanie na 23 lata więzienia rekina hollywoodzkiego Harveya Weinsteina jest czymś więcej niż symbolem.

– Kiedy zaczynałam jako modelka i aktorka, zwrot „do przelecenia” oznaczał, że masz tę robotę i system cię lubi – mówiła w niedawnym wywiadzie dla niemieckiego „Vogue'a” ikona seksu w kinie lat 90. Sharon Stone. Jeżeli w jakimkolwiek stopniu kobiety przestały być w Hollywood traktowane wyłącznie jako obiekty seksualne i choćby minimalnie ukruszył się schemat robienia kariery „przez łóżko”, to należy przyklasnąć ruchowi #Metoo.

Wycinanie z filmów

Oczywiście, jak ma to miejsce w przypadku każdej rewolucji, zaczęła ona pożerać własne dzieci. Oskarżenia o molestowanie seksualne czy napastowanie są rzucane z prędkością kul wystrzeliwanych z kałasznikowa.
Po oskarżeniach o nadużycia seksualne Kevin Spacey został wycięty przez Ridleya Scotta z filmu "Wszystkie pieniądze świata". Na zdjęciu Spacey podczas recytacji poezji w Rzymie w sierpniu 2019 roku. Fot. Ernesto Ruscio / Getty Images
Rygoryzm obyczajowy środowisk feministycznych zaczyna zbliżać się do poziomu protestanckiego purytanizmu wiceprezydenta USA Mike’a Pence'a, który kierując się naukami telewizyjnego kaznodziei Billa Grahama (1918-2018, nigdy nie spotyka się sam na sam z kobietą inną niż jego żona. Nawet w biurze nie rozmawia bez świadków ze współpracowniczkami.

Coraz więcej korporacji stosuje podobne procedury, tyle że nie z powodu zasad moralnych, ale w obawie o oskarżenia o molestowanie seksualne. Do tego należy dodać wycinanie z filmów aktorów nawet nie skazanych, ale tylko podejrzanych o molestowanie (spotkało Kevina Spacey) – co jako żywo przypomina wycinanie w czasach stalinowskich ze zdjęć działaczy, którzy popadli w niełaskę. Ruch #Metoo miewa czasem oblicze totalitarne…

Woody Allen jest dziś – obok Romana Polańskiego – najbardziej na świecie zwalczanym przez środowiska feministyczne filmowcem. Wszystko przez oskarżenia o to, że ponad 30 lat temu miał molestować swoją i Mii Farrow adoptowaną córkę.

Jego ostatni film „W deszczowy dzień w Nowym Jorku” do dziś nie miał premiery w USA, choć już rok temu gościł na ekranach polskich kin. Był pokazywany na wszystkich kontynentach, poza USA. Część aktorów z tego filmu (Griffin Newman, Timothée Chalamet, Selena Gomez i Rebecca Hall) w ramach pokuty za współpracę z Allenem oddała swoją gażę na cele charytatywne.

Amazon na kilka miesięcy odłożył film Woody’ego Allena na półkę. Reżyser ostatecznie poszedł na ugodę z firmą, jednak nowego dystrybutora w USA nie znalazł.

Została Europa

Dziś czterokrotny zdobywca Oscara ma już perspektywę pracy tylko w Europie, gdzie i tak od wielu lat de facto tworzy swoje najlepsze filmy (m.in. „Vicky Cristina Barcelona”, „O Północy w Paryżu”, „Match Point”).

Europejscy aktorzy z Allenem nadal chcą pracować. Amerykańscy się odcinają. Greta Gerwig i Ellen Page przeprosiły za udział w „Zakochanych w Rzymie”. Mira Sorvino, jedna z twarzy #Metoo, zdystansowała się wobec filmu „Jej wysokość Afrodyta”, za który dostała Oscara i był to jej szczytowy punkt kariery.

Gwiazdy zaczęły odcinać się od Allena, gdy Dylan Farrow, adoptowana córka reżysera i rodzona córka Mii Farrow, napisała w 2014 roku w „New York Timesie” list oskarżający reżysera o molestowanie. Swoje oskarżenia powtórzyła po starcie ruchu #Metoo trzy lata później. Trzeba dodać, że wielu aktorów takich jak Alec Baldwin, Scarlett Johansson czy przyjaciółka Allena i ikona wielu jego filmów Diane Keaton, wzięło Allena w obronę, co w dzisiejszym Hollywood jest aktem sporej odwagi.
Mia Farrow (z prawej) z cóką Dylan, którą miał w dzieciństwie molestować Woody Allen. Rok 2016. Fot. Michael Stewart/FilmMagic
Ale pierwsze oskarżenia wobec Allena pojawiły się już w 1992 roku, gdy Dylan miała 7 lat. Sprawa była konsekwencją ciągnącego się jak opera mydlana rozstania Allena z aktorką Mią Farrow po 12 latach ich związku. Allen wywołał skandal, bo wyszło na jaw, że ma romans z Soon Yi, Koreanką adoptowaną wcześniej przez Farrow i jej ówczesnego męża André Previna.

Nie było mowy o żadnej pedofilii. Soon Yi miała 21 lat i w 1997 roku wyszła za Allena. Cały czas są małżeństwem i mają dwójkę dzieci. Gdy pojawiły się oskarżenia Farrow o to, że Allen molestował ich 7-letnie dziecko, opinia publiczna zestawiła fakt uwiedzenia przez Allena jednej córki Farrow (nie było istotne, że dorosłej) z krzywdą jej innej córki.

Skandal w Hollywood

Jednak śledztwo prokuratury w Connecticut nie potwierdziło żadnych zarzutów. Żadne badania Dylan przez lekarzy i psychologów (m.in. w prestiżowej klinice na Yale w New Haven) nie potwierdziły, że dziecko było molestowane. To samo stwierdziła placówka (Department of Social Services) w Nowym Jorku.

Allen pozwał Farrow, chcąc mieć częściową opiekę nad Dylan i dwójką innych ich dzieci, Satchel i Moses. Sprawy nie wygrał (choć odzyskał potem częściową opiekę nad Satchel i Moses), ale sędzia uznał przy okazji, że nie ma żadnych podstaw do oskarżania Allena o pedofilię. Allenowi i jego żonie Soon Yi pozwolono potem też adoptować dwójkę dzieci, co nie jest przecież łatwe w przypadku osoby, której nazwisko pojawiło się w kontekście oskarżeń pedofilskich. A jednak wydano zgodę na adopcję. Woody Allen przez dekady, zanim nastąpił feministyczny skręt w kinie, pracował z aktorkami, obsadzając je w głównych rolach. Nigdy nie pojawiło się żadne oskarżenie o choćby nieprzyzwoite zachowanie reżysera wobec kobiet.

Konflikt Allena z Mią Farrow, która nie tylko była jego życiową partnerką, ale zagrała główne kobiece role w 13 jego filmach (notabene ostatni pt. „Mężowie i żony” z 1992 opowiadał o rozpadzie małżeństwa) był jednym z najsłynniejszych skandali Hollywood. Padały najmocniejsze oskarżenia, wyciągano najmroczniejsze brudy.

Dreszczyk emocji

W wydanej właśnie książce „Apropos of Nothing” Woody Allen odnosi się do wszystkich aspektów sprawy. Oskarża Farrow o histerię, wyrachowaną zemstę za jego związek z jej adoptowaną córką i zarzuca jej, że maltretowała psychicznie i fizycznie Soon Yi. Zwraca uwagę, że Farrow wykorzystywała niepełnosprawne adoptowane dzieci do promowania się w mediach. Zarzuca też Mii Farrow, że bezwzględnie odrzuciła syna Mosesa, który nie chciał zrywać kontaktów z Allenem. Moses do dziś broni ojca przed oskarżeniami o pedofilię na swoim blogu i w artykułach prasowych.
Mia Farrow po rozstaniu z Woodym Allenem oskarżyła go, że molestował ich ich 7-letnie dziecko. Na zdjęciu rok 1988, jeszcze razem. Farrow z Satchelem Ronanem i Allen z Dylan. Fot. David Mcgough/DMI/The LIFE Picture Collection via Getty Images
Spór między Farrow i Allenem jest tym z gatunku „słowo przeciwko słowu.” Ciosy padają z obu stron i można wierzyć (lub nie wierzyć) zarówno Allenowi, jak i Farrow. Po przeczytaniu pamiętników Allena nie mam jednak większych wątpliwości, że Allen pedofilem nie jest.

Związek Allena z Soon Yi w wymiarze moralnym nie był piękny. Jednak nie widzę żadnych przekonujących dowodów na to, że Dylan Farrow była molestowana przez swojego ojca.

Allen podaje wiele dowodów na to, że Farrow usilnie przekonywała 7-letnią córkę, iż ojciec ją molestował. Wmawiała jej, że Woody jest potworem. Czy wszystko z zemsty za związek Allen z Soon Yi? Woody Allen sugeruje, że za zachowaniem Farrow stoi też jej skomplikowana przeszłość rodzinna. Jeden z jej braci popełnił samobójstwo. Inny był skazany za pedofilię. Ona sama mogła być molestowana w dzieciństwie. „Mia kochała adoptować dzieci. Kochała ten dreszczyk emocji, jaki towarzyszy kupowaniu nowych zabawek. Kochała wizerunek świętej i admirację mediów, ale nie lubiła zajmować się wychowaniem dzieci”– pisze Allen.

Nieważne, czy wierzymy Allenowi czy Farrow, fakty są następujące: Woody Allen nie został nigdy skazany za czyny pedofilskie. Nie został formalnie o nie nawet oskarżony. W przeciwieństwie do Romana Polańskiego, który przyznał się do seksu z 13-latką czy Billa Cosbiego, który został za molestowanie skazany na kilka lat więzienia, Allen doświadczył tylko zarzutów medialnych.

Oskarżenia z lat 90. XX wieku zostały przez Hollywood zapomniane i ich konsekwencje wróciły dopiero wraz z wybuchem #Metoo. Wróciły z przytupem. Sprawa Allena jak w soczewce pokazuje ciemną stronę #Metoo, który przecież w założeniu był szlachetnym ruchem. Woody Allen nie nakręci prawdopodobnie już żadnego filmu w USA.

Komu założy się kaganiec

O wiele gorsze jest to, co działo się z książką Allena, w której obok wspomnień na temat swojej kariery artystycznej (momentami bardzo zabawnych i naznaczonych specyficznym żydowskim dowcipem) znajdujemy mowę obronną w sprawie oskarżeń o molestowanie.

Allen miał problem ze znalezieniem wydawcy swojej książki. W końcu zdecydowało się na to wydawnictwo Hachette, które wydało wcześniej „Catch and Kill” Ronana Farrowa, biologicznego syna Woody'ego Allena i Mii Farrow. Prawdopodobnie jego syna, bo Mia Farrow w 2013 roku stwierdziła w wywiadzie, że Ronan jest synem Franka Sinatry.
Ronan Farrow z matką w maju 2002 roku. Fot. Desiree Navarro/WireImage
Ronan Farrow zdobył nagrodę Pulitzera za swój tekst w „New Yorkerze” obnażający przestępstwa Harveya Weinsteina. „Byłem rozczarowany, gdy dowiedziałem się, że Hachette, mój wydawca, pozyskał pamiętnik Woody'ego Allena, gdy inni główni wydawcy odmówili mu publikacji. Decyzję tę ukryli przede mną, gdy pracowaliśmy nad «Catch and Kill» – książką o tym, jak potężni mężczyźni, w tym Woody Allen, unikają odpowiedzialności za wykorzystywanie seksualne”– napisał Ronan i zarzucił wydawnictwu „brak etyki i współczucia dla ofiar wykorzystywania seksualnego".

Innymi słowy: syn Woody’ego Allena nawołał do tego, by jego oskarżany w mediach ojciec nie miał prawa wyrazić swojej wersji wydarzeń. Ronana poparli pracownicy Hachette, którzy napisali, że „solidaryzują się z Ronanem Farrowem, Dylan Farrow i wszystkimi ofiarami napaści seksualnej". Pracownicy zorganizowali pikietę przed siedzibą wydawnictwa, na skutek której oficyna wycofała się z publikacji pamiętników reżysera.

„Decyzja Hachette o rezygnacji z publikacji książki Woody'ego Allena sprawia, że czuję się nieswojo. Nie chodzi o niego, nie obchodzi mnie pan Allen. Obawiam się tego, komu następnemu założy się kaganiec. (…) Jeśli uważasz, że jest pedofilem, nie kupuj jego książki. Nie oglądaj jego filmów. Nie słuchaj, jak gra jazz w Carlyle. Daj głos swoim portfelem... nie wyjmując go z kieszeni. Tak robimy w Ameryce” – napisał na Twitterze Stephen King. Trafił w sedno.

Książka została w końcu opublikowana przez Arcade Publishing i jest dostępna w języku angielskim. Nie wiadomo, czy i kiedy zostanie wydana w Polsce. Kłopoty związane z jej publikacją idealnie wpisuje się w końcowe rozdziały spowiedzi Allena, który pisze, jak zdumiewające jest to, że dziś bez żadnej wątpliwości wierzy się w każde oskarżenie kobiety wobec mężczyzn.

Francuska aktorka Léa Seydoux, która w ostatnich filmach serii wciela się w ukochaną Jamesa Bonda, powiedziała w wywiadzie, jaki z nią przeprowadziłem (tekst czeka na premierę filmu „Nie czas umierać”), że współczuje dziś mężczyznom, których z automatu podejrzewa się o naganne zachowania wobec kobiet. Seydoux, która zagrała u Woody'ego Allena w „O północy w Paryżu”, dodała, że Amerykanie potrzebują jasnego podziału na dobro i zło. A rzeczywistość jest złożona, co widzą inaczej podchodzący do #Metoo Francuzi.

Prochy blisko apteki

W przypadku sprawy Woody'ego Allena widać to doskonale. Do tego dochodzi czysty koniunkturalizm. Aktor Timothée Chalamet (co także opisuje reżyser w swojej książce) miał oddać pieniądze za udział w filmie Allena i odciąć się od autora filmu za namową agenta, który uznał, że taka postawa zwiększy jego szansę na Oscara.

Co wolno Polańskiemu

Czy sam talent wystarczy, żeby zrekompensować potworne skutki zbrodni?

zobacz więcej
Mimo braku formalnego oskarżenia przez organa ściągania, a nawet braku przekonywających dowodów Woody Allen z klasyka kina stał się jego pariasem. Czuć w książce tego wybitnego filmowca wielkie rozczarowanie i smutek. Ze swoją sytuacją radzi sobie dzięki poczuciu humoru, typowym dla mizantropicznego brooklyńskiego Żyda, który powtarza za Groucho Marxem, że „nie chce należeć do klubu, który ma za członka kogoś takiego jak on”.

„Mam 84 lata i moje życie jest prawie zakończone. Nie mam poczucia stawki. Nie wierzę w życie pozagrobowe. Nie widzę żadnej praktycznej różnicy w tym, czy ludzie zapamiętają mnie jako reżysera filmowego, czy pedofila, albo zapomną mnie zupełnie. Chcę tylko tego, by moje prochy zostały rozsypane blisko apteki.” Książkę kończy zaś jednym ze swoich powiedzonek: „Zamiast życia w sercach i umysłach opinii publicznej, wolę żyć w swoim apartamencie”. Czy ciągle nas kokietuje?

– Łukasz Adamski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Woody Allen w maju 2002 roku pozuje do zdjęcia na festiwalu w Cannes z aktorkami Tiffani-Amber Thiessen i Debrą Messing, które zagrały w jego filmie "Koniec z Hollywood". Fot. Anthony Harvey - PA Images/PA Images via Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Brytania rozwydrzonych i brutalnych możnych
Mordy, egzekucje i gwałty są na porządku dziennym. Na drogach grasują bandyci. Nowa powieść Kena Folletta szturmuje szczyty list bestsellerów.
Kultura Najnowsze wydanie
Mistrz kung-fu i cza-czy. Przyjaciel Polańskiego. Bruce Lee
Uczył reżysera samoobrony, a ten rewanżował mu się nauką jazdy na nartach. „Wejście smoka” miało premierę już po śmierci mistrza, „a producenci, którzy tak długo traktowali go z pogardą, zgarniali miliony” – wspominał Polański.
Kultura Poprzednie wydanie
Wróg judaizmu, wielbiciel kobiet. Woody niczego nie żałuje
Podziwia Szymborską i ujawnia szczegóły wizyty w rezydencji Polańskiego na Lazurowym Wybrzeżu.
Kultura wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Mord pośród malin zaskakująco żywotny
To jest świat prawdziwie odjechany, gdzie śmiech miesza się z przerażeniem.
Kultura wydanie 30.10.2020 – 6.11.2020
W Narodowym: o strasznym łańcuchu pokoleń
Piotr Zaremba: Czy przywoływanie klasycznego już scenariusza filmowego Ingmara Bergmana ma sens dziś – w obliczu pandemii, która niszczy wszystkim życie?